Wodowstręt – Hydrofobia – Béchamp czy Pasteur? Zaginiony rozdział w historii biologii autorstwa Ethel Douglas

Béchamp czy Pasteur? Zaginiony rozdział w historii biologii autorstwa Ethel Douglas

 

Książka “Béchamp or Pasteur? A Lost Chapter in the History of Biology” została pierwszy raz opublikowana w 1923 roku.

Rozdział 17. Wodowstręt – Hydrofobia (str.291 – 303)

Wodowstręt – Hydrofobia

Przeciętnemu człowiekowi w dzisiejszych czasach wzmianka o Ludwiku Pasteurze natychmiast przywołuje myśl o straszliwej chorobie – wściekliźnie zwanej też wodowstrętem [hydrofobią]. Dla wielu ludzi, którzy mają tylko nikłą wiedzę o jego związkach z pracami z zakresu fermentacji, problemach z hodowlą jedwabników i inokulacji [szczepieniu] przeciw wąglikowi (łac. anthrax) jest on jednak znany jako zbawca ludzkości od zagrożenia wściekłych psów!

Szkoda tylko, że od czasów Pasteura pojawiło się tyle strachu na ten temat, ponieważ wodowstręt jest dolegliwością nerwową, a zatem strach jest tu głównym czynnikiem. Różne przypadki, które zostały odnotowane były niewątpliwie spowodowane działaniem sugestii.

Na przykład dwóch młodych Francuzów zostało pogryzionych w Hawrze przez tego samego psa w styczniu 1853 roku.  Jeden zmarł w ciągu miesiąca, ale nim do tego doszło ten drugi młody człowiek popłynął do Ameryki gdzie żył przez 15 lat w całkowitej niewiedzy odnośnie śmierci swego towarzysza. We wrześniu 1868 roku powrócił do Francji i dowiedział się o tej tragedii, a następnie te objawy rozwinęły się u niego samego i w ciągu 3 miesięcy zmarł w wyniku wodowstrętu![1]

Podobne zdarzenie miało miejsce gdy pacjent, który najpierw groził pogryzieniem swego opiekuna medycznego, ale  po tym jak powiedziano mu, że normalne objawy tej choroby u ludzi cechują się użyciem pięści, po czym uderzył go niczym bokser i pozwolił sobie w chwili śmierci na tę zupełnie nową formę paroksyzmów.[2]

Dlatego unikanie paniki po ugryzieniu psa ma fundamentalne znaczenie, a bardzo niewielkie ryzyko poważnej choroby potwierdzają tysiące nieszkodliwych pogryzień, które są udziałem weterynarzy i innych osób stale zajmujących się zwierzętami. Czasami zdarza się iż ofiara jest pogryziona w taki sam sposób jak przy wypadkach śmierci po ukłuciach i użądleniach owadów, podczas gdy zadrapania i rany czasami powodują tężec – i z tego powodu wodowstręt [hydrofobia] wydaje się być ich odmianą.

Według dowodów przedstawionych przez Sir Victor Horsley’a przed Komisją ds. Wścieklizny w Izbie Lordów [Lords’ Committee on Rabies] prawdopodobieństwo zapadnięcia na hydrofobię po ugryzieniu przez psa wśród nie leczonych zostało różnie obliczone na wynoszące od 5 do 15%. Francuski badacz o nazwisku Bouley stwierdził, że na 100 pogryzionych osób przez wściekłe zwierzęta i nie leczonych w żaden sposób, objawy hydrofobii rozwiną się nie więcej niż u pięciu.

Tak więc, na szczęście ofiara rzekomo wściekłego psa ma bardzo dużą szansę na uniknięcie jakichkolwiek problemów, jeśli tylko pozostawi się ją w spokoju. Na początek, należy pamiętać iż istnieją poważne wątpliwości co do istnienia tak specyficznej choroby jak wścieklizna, a „wściekły pies” w powszechnym tego słowa znaczeniu powinien być relegowany do tej samej kategorii co „czarownica” w średniowieczu! Zaniedbany byt bezpańskich psów ze Wschodu wystarcza by wyjaśnić, że wiele osób cierpi z powodu paroksyzmów [krótkotrwały, lecz silny przejaw jakichś uczuć, zwykle negatywnych – SJP PWN] i innych objawów, które są nazywane wścieklizną. Kiedy rozważymy istnienie wielkiej liczby psów uwiązanych na łańcuchu w Europie to istnym cudem jest, że nie rozwija się u nich szaleństwo w jeszcze większej liczbie.

Można bezpiecznie stwierdzić, że zdrowe, szczęśliwe życie jest najlepszą ochroną przed kłopotami. Fakt, że zwierzę zachowuje się jak dzikie lub ma pianę na pysku nie jest rzeczywistym objawem wścieklizny. Na przykład w System of Surgery można przeczytać:

„Można wysnuć wniosek o częstości błędów w diagnozowaniu wścieklizny u psów z oświadczenia Fabera, który twierdzi, że z 892 psów z podejrzeniem wścieklizny dostarczonych do Instytutu Weterynarii w Wiedniu tylko 31 okazało się być nią naprawdę dotkniętych.”[3]

Podczas okresu pełnego strachu związanego z tą chorobą w Anglii, zgodnie z Field z dnia 19 kwietnia 1919 roku Robert Vicary znany hodowca uważał że

„wielu specjalistów wezwanych do zbadania rzekomych przypadków wścieklizny dość często myliło się w swych raportach.”

Wydaje się prawdopodobne, że wiele zwierząt cierpiało jedynie z powodu niedożywienia z powodu trudnych warunków czasu wojny; gdyż niewłaściwe ich karmienie było znane jako przyczyna wywoływania objawów podobnych do tak zwanej wścieklizny o czym świadczą obawy w Klondike w 1896 roku z których relacja została podana przez Arnolda Georga w Journal of Zoophily.[[4]

Oczywiste jest, że w odniesieniu do wścieklizny wykazano więcej strachu niż inteligencji, szczególnie że zwierzęta, które są o nią podejrzewane są prawie zawsze uśmiercane, zamiast być trzymane przy życiu pod dobrą i uważną obserwacją. Ponadto po ich śmierci nie można tego rozstrzygnąć na podstawie pośmiertnej sekcji. Stosowany jest test wprowadzony przez Pasteura i to prowadzi nas do rozpoczęcia dywagacji nad tym tematem.

W 1880 roku wojskowy weterynarz o nazwisku Bourrel dostarczył Pasteurowi dwa wściekłe psy. Rozpoczął on serię obserwacji i badań, w przeważającej części cechujących się dużym okrucieństwem, które zaowocowały dumnym ogłoszeniem w Paryskiej Akademii Nauk opracowania procesu, który jak utrzymywał Pasteur, niezawodnie zapobiegał wściekliźnie u osób które miały to nieszczęście, być pogryzionymi przez wściekłe zwierzęta.

Data tego komunikatu (26 października 1885 r.) była „pamiętna w historii medycyny i chwalebna dla francuskiej nauki” zgodnie z entuzjastycznym przyjęciem przez przewodniczącego Akademii M. Bouley’a. Dzień ten był również pamiętny z powodu wprowadzenia systemu nietolerancji – antytezy wszystkiego co naukowe – co niestety wciąż trwa w odniesieniu do uwielbienia ortodoksyjnego kultu Pasteura.

Efektem zainstalowanej nietolerancji była odmowa wysłuchania przemówień  M. Jules Guerina, dr. Colina i innych którzy ośmielili się wyrazić krytykę wobec wniosków Pasteura. Ów wielki człowiek przemówił. Ośmielił się stwierdzić o swej nieomylności – „Moja metoda jest doskonała.” Od innych zażądano by albo go wychwalali albo siedzieli cicho.

Jednak ile tam było rzeczy, które by można skrytykować! Sam test inokulacyjny sprawdzający szaleństwo był dość niepewny. Test ten wprowadzony przez Pasteura polegał na pobraniu jakiejś substancji z organizmu – śliny, krwi, części mózgu lub rdzenia kręgowego, a zwykle płynu mózgowo-rdzeniowego – od podejrzanego o wściekliznę zwierzęcia i wstrzyknięciu go żywemu królikowi.

Kierując się zdrowym rozsądkiem oczywistym jest, nawet pomijając oświecające wyjaśnienie Bechampa[5], że wprowadzona materia pochodząca od innego stworzenia okaże się prawdopodobnie szkodliwa. Vulpian, francuski lekarz i fizjolog oraz zwolennik Pasteura odkrył, że ślina zdrowych ludzi uśmierca króliki tak samo szybko, jak ślina dziecka które zmarło z objawami wodowstrętu.

Stan królika po inokulacji [wszczepieniu] nie dowodzi niczego oprócz jego dobrej lub kiepskiej kondycji zdrowotnej mogącej się temu oprzeć; a mimo to porażenie jego kończyn tylnych uczyniono testem na wściekliznę psa, od którego pobrano materiał do iniekcji. W dzisiejszych czasach [20 lata XX wieku] mówi się, że psy zarażone wścieklizną mają ciała Negriego w komórkach nerwowych lub ich odgałęzieniach i twierdzi się iż nie jest to czynnik przyczynowy lecz diagnostyczny. Jednak biorąc pod uwagę sprzeczności i błędy  w odniesieniu do bakterii i chorób zakaźnych można również zakwestionować diagnozę, która zależy od obecności ciałek Negriego, szczególnie że nie udowodniono iż są one zawsze nieobecne podczas innych chorób.

Tyle na temat testu na wściekliznę: teraz przejdźmy do profilaktyki – co zmienił Pasteur od samego początku w swoim panaceum!

W 1884 roku podczas Kongresu Medycznego w Kopenhadze ogłosił on, że osłabiając wirusa pobranego od psów (rzekomo wściekłych) poprzez przenoszenie go przez organizmy małp, a później organizmy królików uzyskał coś co będzie stanowić ochronę dla psów i eradykuje wściekliznę ze świata. Biorąc pod uwagę fakt, że wtedy, a nawet obecnie nic nie jest znane jako konkretna przyczyna wścieklizny, jeśli uważać ją za specyficzną chorobę, jaką była w opinii Pasteura, to z pewnością szczycił się on szarlatańskim „lekarstwem na wszystko”.

[Słowo “wirus” z łaciny znaczy “jad” lub “trucizna.” https://pl.glosbe.com/la/pl/virus ]

Sam Pasteur musiał przyznać, że nie udało mu się uodpornić więcej niż 15 lub 16 z 20 psów. Później porzucił małpy podczas przenoszenia czynnika chorobowego, które pierwotnie wybrał z powodu fizycznego podobieństwa do człowieka. W pamflecie pod tytułem Wodowstręt i Pasteur napisanym przez Vincenta Richardsa, autor pyta:

„Czy wynik 15 lub 16 z 20 inokulowanych psów, u których nie wystąpiły jakiekolwiek oczekiwane efekty gwarantuje założenie, że metoda zastosowana przez Pasteura miała właściwości ochronne?”[6]

26 października 1885 roku Pasteur opisał swą późniejszą metodę leczenia polegającą na wszczepianiu bulionu z rdzenia kręgowego królików, którym wcześniej wstrzyknięto wirus. Króliki, którym wstrzyknięto wirus trzymano przez różny okres czasu. Później gotowano z ich mózgu i rdzenia sterylny bulion, wreszcie, poczynając od najsłabszego, inokulowano pacjenta przez dziesięć kolejnych dni. Co więcej, z triumfem wskazał na przypadek Josepha Meistera, małego chłopca z Alzacji, który miał 9 lat gdy został poważnie pogryziony przez psa 4 lipca 1885 roku, a dwa dni później został zabrany do Pasteura na leczenie.

Przyjrzymy się teraz kluczowemu przypadkowi, na podstawie którego Pasteur zapoczątkował swoje roszczenia do sukcesu.

Najgorsze z wielu poważnych pogryzień doznanych przez chłopca było kauteryzowanie kwasem karbolowym tego samego dnia. O 8 wieczorem Pasteur za pomocą strzykawki Pravaza inokulował chłopcu trochę bulionu z rdzeni kręgowych pobranych od królików zmarłych z powodu porażenia wywołanego iniekcją do mózgu tych biednych zwierzątek. Faktyczny zabieg prawdopodobnie wykonał dr Grancher, który był tam obecny. Przez dziesięć następnych dni Joseph Meister był regularnie inokulowany (lub jak kto woli szczepiony) otrzymując w sumie około 12 iniekcji bulionem z rdzenia kręgowego.

[kauteryzacja, przyżeganie – zabieg polegający na termicznym lub chemicznym koagulowaniu zmienionej patologicznie lub krwawiącej tkanki. – wiki]

Teraz rozważając ten przypadek musimy zapytać, jakie dowody miał Pasteur na wściekliznę psa lub prawdopodobieństwo pojawienia się wodowstrętu u jego ofiary?

Wściekły stan zwierzęcia został wywnioskowany na podstawie jego dzikiego zachowania i faktu, że pośmiertna sekcja jego ciała ujawniła „siano, słomę i kawałki drewna” w jego żołądku.[7]

Obecność tego ostatniego wydaje się wskazywać na fakt, że pies był wygłodniały, prawdopodobnie wygłodzony co samo w sobie stanowiło odpowiedź na jego agresywne zachowanie. Jeśli chodzi o chłopca to liczba i dotkliwość ugryzień, których był ofiarą spowodowały iż wezwani lekarze Vulpian i Grancher stwierdzili, że w następstwie tego co się stało był on prawie nieuchronnie narażony na zarażenie wodowstrętem.

Dlaczego? Jak widzieliśmy, nie było prawdziwego dowodu na wściekliznę u psa który go zaatakował. Ale ze względu na argument iż zwierzę uznano za wściekłe należy pamiętać, że rany zostały kauteryzowane. Choć opinie różnią się co do skuteczności kauteryzacji ran, wiele autorytetów wydaje się mocno popierać ten zabieg i można się odnieść do kauteryzacji dokonanych przez Youatta u ponad 400 osób, w tym 5-krotnego aplikowania samemu sobie tego zabiegu, bez rozwinięcia się wodowstrętu w ani jednym przypadku.[8]

Dr Cunningham z Chicago donoszący o kauteryzowaniu ran 120 osób rocznie,  uśrednił śmiertelność do około trzech. Sam Pasteur wysłał kiedyś do lekarza mieszkającego w pobliżu Paryża następujący tekst:

„Proszę pana, kauteryzacje ran które pan przeprowadził powinny pana w zupełności uspokoić, jeśli chodzi o konsekwencje pogryzień; Próby innych kuracji są bezużyteczne.”[9]

Okazuje się, że po kauteryzacji prawdopodobieństwo zapadnięcia na wodowstręt osoby pogryzionej nawet przez tak zwanego autentycznie wściekłego psa była niewielka; a ponadto było wiadomym iż inokulacja trwała do 12 miesięcy, często nawet do 2 lat lub więcej. Niebezpieczeństwo dla Josepha Meisnera najwyraźniej nie skończyło gdy po upływie 3 miesięcy Pasteur odważył się uznać go za wyrwanego z niebezpieczeństwa, dzięki podaniu mu eliksiru z rdzenia kręgowego. Koniec końców inni ludzie, w tym właściciel psa Max Vone, który został ugryziony przez tego samego psa, tego samego dnia co Meister, nie został poddany kauteryzacji, ani leczony przez Pasteura nadal żył w dobrym zdrowiu.

W ten sposób możemy dostrzec, że o tym pierwszym, tak bardzo wychwalanym przypadku sukcesu Pasteura nie można powiedzieć nic więcej, gdy uważnie zbada się, że ów Joseph Meister, o ile znana jest jego historia, wcale nie wyszedł lepiej czy gorzej w wyniku leczenia Pasteura niż kilku innych, którzy obyli się bez niego.

Jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia co młody Joseph. Inne dziecko, Mathieu Vidau, inokulowany i rzekomo wyleczony przez Pasteura, zmarł siedem miesięcy po tym leczeniu.[10]

By usprawiedliwić śmierć kolejnego dziecka – Louisa Pelletier, niepowodzenie leczenia przypisano ugryzieniu w głowę i zbyt długiemu czasowi jaki upłynął przed rozpoczęciem inokulacji. Jednak Pasteur wcześniej twierdził, że jego leczenie zakończy się sukcesem jeśli jest rozpoczęte w dowolnym czasie przed pojawieniem się objawów wodowstrętu, nawet po upływie roku lub dłużej. Sprzeczności wydają się nie mieć znaczenia gdy są potrzebne jako wymówki, tak bardzo, że pewien Amerykanin, dr Dulles z Filadelfii stwierdził, że gdyby umieścić stwierdzenia Pasteura obok siebie to zaakceptowanie prawie każdego z nich wymagało by zapomnienia o innych!

Dr Charles Bell Taylor w National Review (Przeglądzie Krajowym) w lipcu 1890 roku podał listę zmarłych pacjentów Pasteura, podczas gdy psy które ich pogryzły pozostały zdrowe.

Znaczącym niepowodzeniem był przypadek francuskiego listonosza Pierra Rascola, który wraz z innym mężczyzną został zaatakowany przez psa o którym sądzono że jest wściekły. Właściwie to nie został on pogryziony gdyż zęby psa nie przeniknęły jego ubrania, ale jego towarzysz został poważnie pogryziony. Jego towarzysz odmówił udania się na leczenie do Instytutu Pasteura i pozostał w doskonałym zdrowiu, ale na nieszczęście Rascol został zmuszony przez swoich zwierzchników z poczty do poddania się owemu leczeniu, które trwało od 9 do 14 marca. Następnego miesiąca w dniu 12 kwietnia pojawiły się u niego poważne objawy z bólem w miejscu inokulacji – bynajmniej nie w miejscu pogryzienia – bo nie został on wcale pogryziony. 14 kwietnia zmarł na wodowstręt z objawami paraliżu, nową chorobę wprowadzoną do świata przez Pasteura.[11]

Nic dziwnego, że profesor Michel Peter narzekał:

„Pasteur nie leczy wodowstrętu: on go daje!”

Już w tamtych czasach wielu nie dawało wiary jego metodzie. Do nich, w londyńskim czasopiśmie Lancet z dnia 15 maja 1886 roku zaapelował dr G. H. Brandt, najwyraźniej szczerze wierzący w słowa i prace Pasteura:

„Do niedowierzających Pasteurowi mówię: Czekajcie! Z czasem ujawni wiele faktów związanych z tymi pytaniami i tylko dzięki ciągłym eksperymentom i obserwacjom prowadzonym przez długi czas w setkach przypadków będziemy w stanie doczekać na pojawienie się pozytywnych i konkretnych wyników.”

Minęło wiele lat od czasu napisania tych słów i teraz jesteśmy w stanie zbadać doświadczenia i obserwacje co do których wcześniej powiedziano krytykom by okazali cierpliwość.

Twierdzenie  Pasteura, że osiągnął on sukces jest oparte na twierdzeniu, że zmniejszył on śmiertelność w przypadku wodowstrętu z 16% do 1%.  Ale pułkownik Tillard wykazał w broszurze pod tytułem Pasteur and Rabies (Pasteur i wścieklizna), że teoria o 16% śmiertelności, nim Pasteur wprowadził domniemaną prewencję musi być absurdalnie błędna. Jako że średnia liczba zgonów we Francji na tę chorobę nie przekraczała 30, to według Tillarda liczba pogryzień – według 16% szacunku powinna wynosić poniżej 200; tymczasem przeciwnie,  Pasteur w 1887 roku miał 1778 pacjentów[13], co wg tych obliczeń oznaczało by, że ponad 250 zmarło by gdyby nie udali się do niego. Nie było by w tym nic absurdalnego gdyby nie brać pod uwagę faktu, że najwyższa liczba zgonów jaką odnotowano w ciągu roku wynosiła 66!

Jeśli przeniesiemy się z Francji do innych krajów, to na przykład w Zurychu w Szwajcarii z 233 osób pogryzionych przez wściekłe zwierzęta w przeciągu 42 lat:

„zmarły tylko 4 osoby, z których dwie zostały pogryzione w części ciała gdzie nie można było zastosować środków zapobiegawczych.”[14]

Ponadto,

„Dr J. Wendt z Breslau (Wrocławia) w latach 1810 -1823 leczył 106 osób pogryzionych przez wściekłe zwierzęta. Z tych osób zmarło dwoje.”[16]

Podczas epidemii wścieklizny w Sztokholmie w 1824 roku do tamtejszego Szpitala Królewskiego zgłosiło się 106 pogryzionych osób z których tylko jedna zapadła na wodowstręt.[16]

Można wymienić wiele innych przypadków; na przykład kuracja prochem strzelniczym praktykowana dawniej na Haiti, gdzie mimo iż pogryzienia przez psy były powszechne to przypadki wodowstrętu były praktycznie nieznane.[17]

Takie wyniki leczenia stosowanego przed erą Pasteura przewyższają najlepsze wyniki jakimi się szczycił Pasteur i naruszają prawdziwość twierdzenia o spadku śmiertelności z 16 do 1%. Nawet gdyby to twierdzenie było poprawne, oznaczało by to jedynie ogromne pomnożenie przypadków, metodę manipulacji stale stosowaną w statystykach i która, jak to podkreśla dr Boucher[18] z Paryża nie zapobiega wzrostowi śmiertelności z powodu wodowstrętu nawet gdy maleje odsetek przypadków!

Jeśli chodzi o ten wzrost śmiertelności to fakty mówią aż nadto boleśnie: przed wprowadzeniem leczenia Pasteura średnia liczba zgonów rocznie z powodu wodowstrętu we Francji wynosiła 30; po wprowadzeniu jego leczenia średnia roczna liczba zgonów wzrosła do 45.

Świętej pamięci profesor Carlo Ruata podał, że przed wprowadzeniem leczenia Pasteura roczna śmiertelność z powodu wodowstrętu we Włoszech wynosiła 65 i uskarżał się, że wzrosła ona do 85 po założeniu dziewięciu instytutów do zwalczania wścieklizny. Nie możemy zatem dziwić się krytyce jaką opublikował w dzienniku Corriere delta Sera:

„Liczne „kuracje” którymi szczycą się w dziewięciu naszych instytutach do zwalczania wścieklizny (we Włoszech) to kuracje praktykowane na pogryzionych osobach u których wścieklizna nigdy by się nie rozwinęła, nawet jeśli nie zostały by one poddane inokulacjom przeciw wściekliźnie. Ta niewielka liczba porażek przedstawia dokładnie liczbę osób, u których rozwinęła się wścieklizna. Zmarli oni po podaniu inokulacji tak samo jakby zmarli bez jej podania. To najłagodniejszy osąd, który może być wydany wobec działań naszych dziewięciu instytutów powołanych do zwalczania wścieklizny, nawet jeśli możemy nierozsądnie zapytać czy niektóre z inokulowanych osób nie zostały zabite inokulacją samą w sobie.” 

Jako komentarz w tej kwestii można dodać, że National Anti-Vivisection Society (Krajowe Stowarzyszenie Antywiwisekcyjne) zebrało listę 1.220 zgonów po zastosowaniu leczenia Pasteura w latach pomiędzy 1885 a 1901, a British Union for the Abolition of Vivisection (Brytyjska Unia Zniesienia Wiwisekcji) tworzy kolejną listę, która ma już prawie 2.000 pozycji, a każdy z tych zgonów po leczeniu został zaczerpnięty z oficjalnych raportów Instytutów Pasteura.

W odniesieniu do tych statystycznych sprawozdań z tych instytutów zacytujemy kilka fragmentów. Podsumowanie dr George’a Wilsona w jego Reservation Memorandum of the Royal Commission on Vivisection:

“Pasteur starannie sprawdzał swoje statystyki po tym jak w trakcie leczenia lub zaraz po nim zdarzały się jakieś nieprzewidziane zgony tak by wszystkie zgony były pominięte w statystykach, jeśli wydarzyły się w trakcie leczenia lub w ciągu 15 dni od ostatniej iniekcji.  

Dzięki tej niezwykłej regule odsetek zgonów we wszystkich Instytutach Pasteura był na tak niskim poziomie. Tak więc w raporcie Kasauli Institute z 1910 roku, major Harvey zaczyna swój komentarz na temat statystyk z tego roku w następujący sposób:

‘W tym roku 2.073 osoby, które zostały pogryzione lub miały kontakt ze śliną wściekłych lub podejrzewanych o wściekliznę zwierząt były poddawane leczeniu…’ a odsetek niepowodzeń w leczeniu wyniósł 0.19. Ten procent major Harvey wyjaśnia następująco:

„Wystąpiło 26 zgonów z powodu wodowstrętu. Z pośród nich 14 zgonów nastąpiło podczas leczenia, 8 w przeciągu 15 dni po zakończeniu leczenia i 4 powyżej 15 dni od zakończenia leczenia. Tylko ostatnie cztery są traktowane jako porażka w leczeniu zgodnie z definicją niepowodzenia w leczeniu wodowstrętu według Pasteura. Na podstawie tej liczby oblicza się procentowy wskaźnik niepowodzeń.”

Tworzenie statystyk na takich zasadach uniemożliwiło włączenie do nich zgonu ostatniego króla Grecji Aleksandra do listy niepowodzeń Pasteura. Komunikat ten został ogłoszony po tym jak małpka ugryzła króla i specjaliści z Paryża zostali wezwani. Gdyby król przeżył, bez wątpienia tworzono by hymny pochwalne na cześć metody Pasteura dzięki której został uratowany. Jednak stan króla na nieszczęście pogarszał się i w kwestii jego leczenia w przeważającej części była przestrzegana dyskretna cisza. Jednak prawdy możemy się dowiedzieć z  biuletynu otrzymanego od greckiego poselstwa w Londynie, a opisanego przez dziennik Daily Mail:

„Ateny, sobota. Król przetrwał krytyczną noc. Jego gorączka osiągnęła 40,9°C [105.6°F] i była poprzedzona silnymi dreszczami, którym towarzyszyły majaczenia trwające półtorej godziny. Dziś rano otrzymał kolejną dawkę szczepionki. Jego serce osłabło a oddech jest nieregularny.”[19]

Ponieważ król zmarł w trakcie leczenia, przed jego zakończeniem najwyraźniej powinniśmy, nie tylko bardziej obwiniać małpę za jego śmierć niż dokonane szczepienia, ale nie powinniśmy w ogóle brać pod uwagę szczepienia jako potencjalnej przyczyny niepowodzenia w leczeniu metodą Pasteura.

Inny nowszy przypadek też nie może być wyłączony z tej kategorii. Daily Mail wydany 14 stycznia 1921 roku donosi:

„Rzadki przypadek wodowstrętu ujawnił się wczoraj w Paryżu kiedy pani Gisseler, kobieta pochodząca z Holandii zmarła w wyniku pogryzienia przez psa osiem miesięcy temu. Po pogryzieniu pani Gisseler została natychmiast poddana leczeniu w Instytucie Pasteura i łącznie otrzymała 25 zastrzyków z surowicy.”

Następujące wyjaśnienie mówi nam, że „takie przypadki zgonów po leczeniu są nadzwyczaj rzadkie”. Oświadczenie to traci swą siłę gdy weźmiemy pod uwagę ilość zgonów – podobnie jak to miało miejsce w przypadku greckiego króla – wyłączonych z powodu nie zmieszczenia się w arbitralnym terminie, który decydował o tym czy dany przypadek jest czy nie jest niepowodzeniem.

Oprócz tak zwanych „wypadków” w leczeniu, a także zgonów po leczeniu (z jakiejkolwiek przyczyny) dodatkowym argumentem przeciwko metodzie Pasteura jest pojawienie się nowej choroby – paralitycznego wodowstrętu, całkowicie różnej od wielu form pseudo-wścieklizny. To że ta dolegliwość jest często całkowicie błędnie przypisywana innym przyczynom takim jak: syfilisowi, alkoholizmowi lub nawet grypie i innym przypadkom całkowicie inaczej opisanym, zostało ujawnione w raporcie zatytułowanym „Porażenie w wyniku kuracji przeciw wściekliźnie [Paralysis of Anti-Rabies Treatment]” autorstwa dr P. Remlingera. Był on dyrektorem Instytutu Pasteura w Maroko. Omówił go na Międzynarodowej Konferencji dotyczącej Wścieklizny, która odbyła się w Instytucie Pasteura w Paryżu w 1927 roku.[20] Pisze w nim tak:

„Byliśmy pod wrażeniem rozbieżności pomiędzy liczbą obserwacji opublikowanych przez dyrektorów Instytutów, a liczbą przypadków potwierdzonych przez nich ustnie. Takie zdarzenia były powszechnie utrzymywane w tajemnicy, jakby były odbiciem metody Pasteura lub znakiem firmowym lekarza, który ją stosował. Taka polityka wyglądała dla nas na nietaktowną oraz na odwrotność nauki.”

I ponownie na stronie 85:

„Doszliśmy do wniosku, że niektóre instytuty zatajają swoje przypadki. Przy różnych okazjach mieliśmy sposobność odkryć w literaturze medycznej spostrzeżenia dotyczące paraliżu jako następstwo leczenia, a potem nie znajdowaliśmy ich w raportach i statystykach instytutów żadnych wzmianek o tych nieszczęśliwych przypadkach.”

Nie tak dawno bo 1 stycznia 1920 roku statystyki Pasteura zostały skrytykowane w dzienniku The Times przez ni mniej ni więcej niż znakomitego statystyka, profesora Karla Pearsona, znanego jako Profesor Eugeniki i Dyrektor Laboratorium Narodowej Eugeniki na Uniwersytecie Londyńskim. Kwestionując szczycenie się przez Pasteura „zwyciężeniem wodowstrętu” napisał:

„Pełne dane statystyczne zarówno dla Europy jak i Azji dotyczące leczenia metodą Pasteura nie są dostępne. Opublikowane dane nie pozwalają nawet na ostrożną ocenę statystyczną.

Jeśli rząd Indii jest w posiadaniu informacji na ten temat to czemu ich nie ujawnia? Jeśli zaś ich nie posiada to czemu nie stara się ich pozyskać i ocenić? Czy istnieją jakiekolwiek powody niezadowolenia z uzyskanych wyników i czy wprowadzono jakiekolwiek zmiany w leczeniu na podstawie takiego niezadowolenia z uzyskanych wyników lub z jakiegokolwiek innego powodu?

Oto pytania na które należy domagać się odpowiedzi w Izbie Gmin. Żaden rząd nie powinien być obwiniany za przyjęcie kursu zalecanego przez jego doradców naukowych. Popełnia jednak grzech nie tylko przeciwko nauce i ludzkości, ale też przeciw całemu światu, jeśli nie dostarcza materiałów, które musi posiadać by osądzić sukces lub porażkę swoich wysiłków.

Biorąc pod uwagę nasz obecny stan wiedzy zaryzykuje stwierdzenie, że nie jest jeszcze mądrze mówić o „zwyciężeniu wścieklizny”.

Taki właśnie jest komentarz specjalisty od statystyki, który po tych wszystkich latach odpowiada na apel Pasteura by czekać na werdykt jaki pojawi się wraz z czasem i doświadczeniem.

Nawet informacje dostępne w Instytutach Pasteura mogą nie zachęcać wierzących w kurację Pasteura. Na przykład jeśli weźmiemy pod uwagę raporty z Instytutu Pasteura w Kasuali w Indiach zauważymy duży wzrost z 10 zgonów z powodu wodowstrętu w 1900 roku do 72 zgonów w 1915 roku. Wobec tego ledwie możemy ustalić odpowiedni wzrost liczby przypadków, ponieważ zbyt wiele z ostatnich nie można opisać jako autentyczne. W 16 corocznym Raporcie[21] [Sixteenth Annual Report] przyznaje się szczerze, że wielu Europejczyków nie doświadczyło żadnego ryzyka.

Możemy w to uwierzyć gdy przypomnimy przykład Lorda Minto i jego żony, którzy przeszli przez serię inokulacji, tylko dlatego, że ich pies został ugryziony przez innego psa, który był podejrzewany o bycie wściekłym! Znaczna część Hindusów również może nie być narażona na jakiekolwiek ryzyko, z wyjątkiem kuracji, ponieważ pacjenci według własnych sprawozdań, nie zostali ugryzieni, ale zaledwie po prostu podrapani lub polizani i to przez zwierzęta z których nie wszystkie były wściekłe, z których część była zaledwie „podejrzewana” o wściekliznę. Co więcej, do zwierząt tych zaliczano ludzi, bydło, świnie, jelenie, osły, słonie i wiele innych gatunków! W latach pomiędzy 1912 – 1916 było tam 114 pacjentów którzy zostali pogryzieni przez konie oraz 80 którzy byli pogryzieni przez innych ludzi! Tak więc widzimy, że w znacznej liczbie tak zwanych „kuracji” nie było podstaw, że pacjenci kiedykolwiek byli narażeni na ryzyko z powodu faktycznego pogryzienia przez wściekłego psa.

W interesującej notatce z tego 16 corocznego Raportu[22] zalecają:

„stosowanie atropiny[23] w przypadkach w których wystąpiły objawy wścieklizny.” https://pl.wikipedia.org/wiki/Atropina

Co więcej, kontynuują dalej tak:

„Stosowanie tego leku zostało nam zalecone przez majora F. Normana White’a, któremu składamy nasze podziękowania. Działanie [atropiny] skutkuje złagodzeniem skurczów gardła i jeśli jest ona podawana w odpowiednich odstępach czasu to ten niepokojący objaw może być całkowicie wyeliminowany, dzięki czemu pacjent jest w stanie jeść i pić. Oprócz tego korzystnego efektu zawsze w tle jest nadzieja, że w niektórych przypadkach skurcz gardła (który jest bezpośrednią przyczyną zgonu) może być utrzymany w ryzach aż do fazy zdrowienia… Oczywiście najbardziej obiecującymi przypadkami będą te, które nie były leczone, w których okres inkubacji był naturalnie długi…”

Tak więc odkrywamy, że sami pracownicy instytutów Pasteura przyznają możliwość leczenia, które nie ma związku z Pasteurem, a ponadto według tego co sami przyznają, jest całkiem prawdopodobne, że będzie bardziej korzystne bez zastosowania jego kuracji.

Z tego powodu wodowstręt nigdy nie był dolegliwością bez remedium, nawet po wystąpieniu paroksyzmu. Pilokarpina, lek który wywołuje obfite pocenie się, znany jest z leczenia przypadków zachorowań. Natomiast na podobnej zasadzie dr Buisson z Paryża, autor rozprawy pt. „Wodowstręt, Środki Zapobiegawcze i Lecznicze [Hydrophobia, Preventive and Curative Measures]”, wyleczył sam siebie z ataku tej choroby za pomocą kąpieli parowej i zapoczątkował system leczniczy nazwany od jego imienia, który odniósł największy sukces.[24]

Jest co najmniej godne uwagi stwierdzić, że znaczące środki lecznicze zostały przeoczone i zarezerwowane dla zwykłej prewencji, podczas gdy nie można przedstawić pojedynczego namacalnego dowodu uratowania kiedykolwiek kogokolwiek. Z drugiej strony jak widzieliśmy istnieją niezaprzeczalne dowody na to, że stworzono nową chorobę – tj. paralityczny wodowstręt.

Dla takiej sytuacji musi być jakieś wytłumaczenie i być może indyjska gazeta The Pioneer nieświadomie go dostarczyła 12 marca 1919 roku:

„Centralny Instytut Badawczy[25] [Central Research Institute] w Kasuali rozwinął produkcję szczepionek do prawie niewiarygodnego stopnia. Średnia roczna przed I Wojną Światową wynosiła 18.500 cm sześciennych, a podczas wojny wzrosła do ponad 2,5 miliona cm sześciennych i objęła szczepionki przeciw tyfusowi, cholerze, zapaleniu płuc i grypie. Z samego ekonomicznego punktu widzenia wartość szczepionek wytwarzanych w Kasuali podczas wojny wyniosła pół miliona funtów szterlingów.”

Inokulacje Pasteura przeciwko wodowstrętowi są częścią ogromnego systemu zarabiania pieniędzy, którego beneficjenci nie życzą sobie by jakikolwiek z ich produktów został zdyskredytowany. Dochody z produkcji w Kasuali są tylko ułamkiem zysków osiąganych w Europie, Azji i Ameryce.

Kilka lat temu profesor Ray Lankester powiedział nam, że Instytut Lister w Londynie zarabiał rocznie 15.800 funtów na sprzedaży szczepionek i surowic – kwota ta prawdopodobnie znacznie już wzrosła.

W ten sposób odkrywamy, że nauka została zdominowana przez komercjalizm. Gdyby nie korzyści finansowe nie ma wątpliwości, że buliony z emulsją z rdzeni kręgowych odeszły by w niepamięć tak samo jak starsze, budzące mniejszy wstręt panaceum – „sierść psa, który cię ugryzł!”

Od najwcześniejszych historycznych zapisów, powszechna mania wydaje się być przerażająca w doborze środków leczniczych; ale w samym kotle czarownic nigdy nie przekroczono miary toksycznych mikstur, wprowadzonych przez Pasteura, co jak się okazało jest – na nieszczęście – „nową erą w medycynie”.

Jest to epoka wstrzykiwania do krwi materii o różnym stopniu splugawienia, epoka w której wzrost ilości eksperymentów na zwierzętach doprowadził do eksperymentów na ludziach, a łatwowierni i niedoinformowani  są wszędzie na łasce strzykawki – wszystko z powodu nienasyconego głodu korporacji farmaceutycznych działających dla zysku oraz dominacji „przemysłu” zdrowotnego!

Przypisy:

1. Études sur la Rage, Dr. Lutaud, p.262.
2. ibid, p.269
3. T. Holmes and J. Hulke, p.329 (note).
4. See also article Rabies and Hydrophobia, L. Loat, in the Bombay Humanitarian, April 1920.
5. 1. Les Microzymas, p. 690.
6. Leaflet published by Thacker, Spink & Co., Calcutta (1886).
7. The Life of Pasteur, René Vallery-Radot, p.414.
8. Referred to in Rabies and Hydrophobia, Thomas M. Dolan.
9. Études sur la Rage, Dr. Lutaud, p.23.
10. Études sur la Rage, Dr. Lutaud, pp.245-6 and following.
11. ibid, Dr. Lutaud, p.277-8. For a similar case regarding a Frenchman named Née, see the same work, p.345.
12. Published by the British Union for the Abolition of Vivisection, London.
13. This is the number given in the article on Hydrophobia in Allbutt’s System of Medicine, Prof. G. Sims Woodhead.
14. Rabies and Hydrophobia, Thomas M. Dolan, p.155.
15. ibid, pp.155–56.
16. ibid, p.156.
17. Rabies and Hydrophobia, Thomas M. Dolan, pp.188–89.
18. Anti-Rabic Inoculations: Their Deadly Effects, Dr. H. Boucher. Published by The Animal Defence and Anti-Vivisection Society, London
19. Daily Mail, 18th October, 1920.
20. Publications of the League of Nations. 111. Health. 1927. 111. 14.
21. str.21
22. p.35.
23. “We have found that 1/100th grain of the sulphate, injected subcutaneously every four hours, is usually sufficient to obliterate spasm.” Kasauli 16th Annual Report, p.36.
24. For cases of cures, see On Rabies and Hydrophobia, Surgeon-General Thornton.
25. A separate institution from the Pasteur Institute

Źródło: Béchamp or Pasteur? A Lost Chapter in the History of Biology

 

Zobacz na: Zarazkowa teoria Pasteura vs Komórkowa teoria Béchampa
Badania nad wścieklizną: historia naukowego oszustwa
Szczepionka na wściekliźnie – Hans Ruesch – 1983
Wścieklizna, Pasteur i szczepionka przeciw wściekliźnie – dr Millicent Morden

Medyczny monopol – Morderstwo Przez Zastrzyk – Eustace Mullins
Wyznania medycznego heretyka – dr Robert S. Mendelsohn
Jatrogenia – choroby wywołane przez lekarzy
Przymus szczepień – historia szczepień obowiązkowych – dr Sherri Tenpenny

 

 

Pin It on Pinterest

Udostępnij teraz ten wpis, podziel się nim ze znajomymi :)

Share This

Share this post with your friends!

%d bloggers like this: