„Dowód to fakt, który rozróżnia jedną teorię od drugiej. Fakty nie „mówią same za sobie”. Fakty przemawiają za lub przeciw rywalizującym teoriom. Teorie mogą zostać zdruzgotane przez fakty, ale nigdy nie są w stanie być poprawnie udowodnione poprzez fakty. To co empiryczna weryfikacja jest w stanie dokonać, to odkryć, która z aktualnie rozważanych teorii jest bardziej spójna z tym, co jest oparte na faktach.
Jutro może pojawić się inna teoria, która jest jeszcze bardziej spójna z faktami lub wyjaśnia te fakty przy użyciu mniejszej ilości, bardziej czytelnych lub bardziej możliwych do zaakceptowania założeń.”

Thomas Sowell – A Conflict of Visions

Katastrofa wydarza się wtedy gdy zbyt wielu ludzi odmawia zaakceptowania faktu, że wokół nas działają dwa wszechświaty.
Jest zimna i twarda rzeczywistość, która leży u podstaw wszystkiego, a na powierzchni leży zasłona z oszust i ustępstw. Im bardziej ludzie odstępują od żywotnych prawd, aby cieszyć się komfortem jaki daje iluzja, tym bardziej roztrzaskany będzie umysł gdy te iluzją upadną. Te dwa światy mogą współistnieć jedynie przez krótki okres czasu i zawsze, wcześniej czy później dojdzie między nimi do kolizji. Nie ma innej możliwości. – Brandon Smith

Epistemologia zajmuje się problemem tego co jest pierwotnym źródłem poznania i są dwa podejścia:
* realizm – istnieje obiektywna rzeczywistość niezależna od naszego poznania
* idealizm – zakłada, że źródłem poznania są ludzkie wrażenia.

Podejście idealistów w kwestiii poznawania obiektywnej rzeczywistości ładnie opisują słowa Georg Wilhelm Friedrich Hegla
„Jeśli fakty przeczą mojej teorii, tym gorzej dla faktów” – 

Fundamenty rozumności człowieka:
1. Sądy muszą być sądami wewnętrznie niesprzecznymi
2. Zgodność ze światem realnym [doświadczeniem] 3. Musimy przewidywać praktyczne konsekwencje naszych sądów, poglądów i koncepcji.
4. Historyzm – znajomość dorobku naszej kultury i tradycji, żeby nie próbować ponownie wynaleźć koła lub wyważać otwartych drzwi.

Marian Mazur w książce „Historia naturalna polskiego naukowca ” zadał pytanie:
Kto jest naukowcem?

Naukowcem jest ten, kto poszukuje odpowiedzi na pytania, na które dotychczas nikt nie odpowiedział, za pomocą metod umożliwiających udowodnienie odpowiedzi.
W ramach samej nauki są to pytania:
1. Co jest?” (fakty),
2. „co jest jakie?” (właściwości),
3. „co od czego jak zależy?” (związki).
4. Zastosowania nauki w praktyce dotyczy pytanie: „jak co osiągnąć?” (optymalizacja).

 

 

Różnica między medycyną a nauką.

Różnica między medycyną a naukami ścisłymi.

W naukach humanistycznych nie ma jednoznacznych opinii. Dlatego, jest możliwa ocena prawdziwości tez poprzez swego rodzaju statystykę – jeśli 85 autorów pisze, że jest „tak”, a 15 autorów pisze, że jest „nie”, to znaczy, że jest „tak”. Problem jest wtedy, kiedy to „tak” idzie dalej czyli przykładowo do poziomu urzędników, którzy z kolei bezkrytycznie ignorują te 15 przypadków w sposób systemowy. W naukach ścisłych z kolei, mamy do czynienia z dowodami opartymi o logikę, czyli albo coś jest prawdziwe/działa albo nie.
Co z tego wynika? W medycynie kształcenie polega na „zdobywaniu” wiedzy. Tylko lekarze wiedzą ile tak naprawdę faktów muszą się nauczyć na pamięć, ile sądów, przypadków mieć opanowane.
W naukach ścisłych mamy do czynienia z „redukcją” wiedzy, szukamy coraz to bardziej ogólnych wzorów i bardziej podstawowych przyczyn. Fakty nie są dowodami, więc nie muszą być pamiętane – wystarczy znać reguły „generujące” te fakty. Nie trzeba znać wszystkich wzorów – wystarczy, że znamy regułę całkowania – w uproszczeniu oczywiście. Nie przyjmujemy dowodów „statystycznych” na poziomie teorii tylko na poziomie hipotez. Nirwaną fizyki jest GUT, czyli jeden wzór, który opisuje wszystko.
Gorąco polecam zapoznanie się z pracami Karla Poppera w zakresie falsyfikowalności. Istota zawiera się w znanym powiedzeniu „dowolna ilość przykładów za, nie dowodzi teorii, jeden przykład przeciw ją obala”. Medycyna niestety nie kieruje się tą regułą.
Jak to się ma do szczepień? Ano urzędnicy serwują nam binarne przepisy w oparciu o statystyczną inferencję humanistycznych przypadkowych obserwacji. Zauważamy ironię? Ale to nie koniec, te przepisy są realizowane przez ludzi, którym generalnie nie zależy, więc ani nie wnikają gdy coś się stanie, ani nie szukają przyczyn, a jeśli coś już pójdzie nie tak, to więcej energii poświęcają na ukrycie „anomalii” niż na ulepszenie systemu. Tak wiem, że to jest złożone, obiektywnie trudne, kosztowne, ale w innych krajach działa to dobrze (lepiej). U nas nie. I to Polska jest wyjątkiem. Warto zastanowić się czego uczy nas historia o konsekwencjach stawiania „wiedzy medycznej” (czy jakiejkolwiek innej) na piedestale i otaczanie jej aurą tajemniczości i nimbem wyjątkowości?
A po co ten wywód? No właśnie. Zwracam tylko uwagę, że istotą dyskusji nie są fakty ale reguły. Jeśli chcemy coś wykazać to wskażmy regułę czyli przyczynę takiego a nie innego stanu. I sprzeczajmy się o te reguły – bez konfliktu przecież nic nie zmienimy. Nawet bardzo doświadczeni medycy stykają się z faktami, których nie są w stanie wyjaśnić. Stykają się z sytuacjami niewytłumaczalnymi, których nie mieli możliwości przewidzenia czy przygotowania się na nie.
W takiej sytuacji są do wyboru dwie opcje: pierwsza to zignorować to wydarzenie, obserwację, fakt. Wrócić do swojego życia, a najlepiej zniszczyć to co przeczy temu co do tej pory się poznało , aby „ochronić” innych i by tego nie zauważyli. Takie zachowanie nazywamy dysonansem poznawczym. I będzie też druga opcja – znalezienie przyczyny tego niewytłumaczalnego faktu, wyszukanie tego ulotnego „dlaczego?”, a potem – zmiana systemu, aby uwzględniał nową regułę w swoich mechanizmach. By system żył, rozwijał się i stawał się lepszy.
A teraz zadajmy sobie pytanie – co zrobię kiedy stanę przed takim wyborem? I to pytanie jest chyba jednym z nielicznych, pewnych pytań, które człowiek związany z zaawansowaną nauką kiedyś będzie musiał sobie zadać.

Źródło: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=232374637152067&id=100011385973485&comment_id=491706404552221&notif_t=like&notif_id=1489620779625765

Nauka

Klasyfikacja naukowców - Marian Mazur

Aby uniknąć nieporozumień terminologicznych, uważam za konieczne objaśnić różnice znaczeń, w jakich będę dalej używał wyrazu „naukowiec” i wyrazów pokrewnych.
„Naukowiec” jest określeniem zawodu polegającego na twórczej pracy, zmierzającej do rozszerzania istniejącej wiedzy, „pracownik naukowy” zaś – określeniem zatrudnienia na pewnego typu stanowiskach w instytucjach naukowych. Można być pracownikiem naukowym, a mimo to nie prowadzić badań naukowych, czyli nie uprawiać zawodu naukowca.
Wspominam o tym nie tylko dla porządku definicyjnego, lecz przede wszystkim dlatego, że kryje się w tym jedna z węzłowych spraw organizacji nauki.
Oto w kreśleniu perspektyw postępu opartego na osiągnięciach nauki bierze się pod uwagę liczbę pracowników naukowych, tj. liczbę osób, którym przyznano takie czy inne stopnie i tytuły naukowe czy tez powierzono stanowiska uważane za naukowe, tymczasem liczba pracowników naukowych będących naukowcami, tj. tworzących naukę, a tylko na takich można opierać plany postępu w realizacji rewolucji naukowej, jest mniejsza. Chodzi o to, żeby uniknąć złudnego wrażenia, jakobyśmy mieli aż tylu naukowców, i zaskoczenia, gdy rezultaty okażą się nikłe.

Na pytanie, kto jest naukowcem, nie można odpowiedzieć wskazując jakiś jeden określony typ intelektualny – jest to cała galeria różnych typów ludzi. Opracowanie typologii naukowców byłoby interesującym i pożytecznym zadaniem; wymagającym jednak obszernych i wnikliwych studiów, toteż ograniczę się tutaj do szkicowego zarysu tej sprawy.

Na czele listy należałoby umieścić naukowców pionierów, naukowców awanturników, naukowców ryzykantów, naukowców artystów czy jak by ich tam jeszcze nazwać, coś w rodzaju ludzi, którzy stojąc na leśnej polanie dręczą się pytaniem: „ale co jest w tym lesie?” Łamią uznane prawa i teorie naukowe, tworząc nowe. Oni też bywają autorami zaskakujących pomysłów wynalazczych.
Tuż za nimi można by wymienić naukowców klasyków, mistrzów rzemiosła naukowego, kapłanów strzegących ładu w nauce, którzy nie wyjdą poza obręb owej leśnej polany, ale postarają się wszystko na niej wykryć w ramach istniejących praw.

Klasycy, nie cierpiący pionierów jako burzycieli umiłowanego ładu, skorzy są do nazywania ich ,,pseudouczonymi”, do czego zresztą pionierzy dają im nierzadko powody, jako że w lesie niewiadomości nie ma drogowskazów, łatwo więc o obranie błędnego kierunku.

Pionierzy odwzajemniają się im epitetem „wrogów postępu w nauce”, w czym także miewają słuszność.
Pomimo tego antagonizmu, a może raczej dzięki niemu, na tych dwóch grupach naukowców stoi rozwój nauki. Bez pionierów groziłaby nauce stagnacja, bez klasyków nauka mogłaby zejść na manowce i stać się szarlataństwem. Gdy pionierskie idee w konflikcie z kanonami rzemiosła naukowego wychodzą zwycięsko, wówczas jako nowe prawdy zostają włączone do skarbca wiedzy. Im bardziej są rewolucyjne, tym trudniejszy jest ich poród. Iluż to kontrowersjami była usiana droga od wystąpienia Semmelweisa do stworzenia aseptyki czy od opublikowania teorii względności przez Einsteina do powszechnego jej uznania. Z uznaniem pionierskich idei twórcy ich awansują z „pseudouczonych” na „uczonych”, polana leśna zostaje poszerzona, a naukowcy kapłani zaczynają strzec czystości tych idei przed zakusami następnych naukowców awanturników. Bywa też przeciwnie: idee nie wytrzymujące próby zostają odrzucone (niekiedy niesłusznie – i po latach przeżywają swój renesans), a jedynym ich śladem są w historii nauki wzmianki o bezdrożach, po jakich błądziła myśl ludzka w poszukiwaniu prawdy. Jednakże pionierzy, którym zdarzyło się pobłądzić w lesie nauki, nie zasługują na ośmieszanie. Z taką postawą można się spotkać np. w stosunku do flogistonowej teorii spalania (według której spalanie polega na wydzielaniu pewnej substancji, nazwanej „flogistonem”, przejawiającym się jakoby w postaci płomienia), której błędność została wykazana przez Lavoisiera, autora tlenowej teorii spalania (według której spalanie polega na pobieraniu pewnej substancji nazwanej „tlenem”, czego dowodem jest przyrost masy spalonego ciała). Tymczasem „flogistonowcom” trzeba przyznać dwie zasługi: pogląd, że ogień nie jest czymś pierwotnym („żywiołem”, jak to określali starożytni), lecz zjawiskiem pochodnym, oraz pogląd, że wchodzi tu w grę jakaś szczególna substancja – pomylili się tylko co do kierunku.
Wzorowy byłby naukowiec łączący pionierstwo z rzemiosłem, dostatecznie śmiały, a zarazem dostatecznie krytyczny.

3. Trzecie miejsce należałoby przyznać naukowcom stymulatorom, naukowcom postulatorom, naukowcom reżyserom, którzy sami nie podejmują rozwiązywania problemów, ale są obdarzeni zdolnością ich wynajdywania, stawiania i podsuwania innym, a jak wiadomo, właściwe postawienie problemu to już część jego rozwiązania. Ci nie wyjdą z polany do lasu, ale mogą pokazać, czego brakuje na samej polanie. Mogą pomóc w rozwiązaniu problemu przez wskazanie repertuaru metod i źródeł informacji. Tego rodzaju naukowcy, których można by też nazwać metodologami, są przydatni do organizowania, koordynowania i przewodniczenia w zespołowej pracy naukowej.
4. Jako czwartą grupę można wymienić naukowców erudytów, naukowców kompilatorów, naukowców krytyków, mających upodobanie w gromadzeniu, konfrontowaniu i przetrawianiu cudzych idei, aby je potem podać w sposób usystematyzowany i krytycznie oceniony. Są oni zwykle autorami wartościowych monografii naukowych, a ich umiejętności są szczególnie cenne w kształceniu młodych naukowców. Można by ich porównać do ogrodników, którzy na zarastającej dziko polanie jedne rośliny poprzystrzygają, drugie poprzesadzają w osobne grządki, ułatwiając innym orientację. To apostołowie porządku formalnego w sposobie pisania prac naukowych, w słownictwie, w symbolice, w prowadzeniu protokołów pomiarowych itp.
Na tym trzeba by zakończyć listę rzeczywistych naukowców. Następujące dwie grupy spełniają pożyteczną rolę, ale nie wnoszą do nauki nic nowego, a tylko jej osiągnięcia ugruntowują.
5. W tym charakterze na piątym miejscu listy można by umieścić wykonawców czynności odbywających się według aktualnych wymagań nauki, jak np. zbieranie danych statystycznych, wykonywanie pomiarów we wskazany sposób, wykonywanie obliczeń według wskazanych wzorów itp. Normalnie czynności takie wykonuje personel techniczny, ale niemało jest u nas ludzi, którzy statystycznie zaliczani są do naukowców, choć ich pułap intelektualny wyznacza im przydatność tylko do tego rodzaju prac.

6. Na szóstym miejscu można wymienić oświatowców, zajmujących się przekazywaniem istniejącej wiedzy innym. Rzecz jasna, wymienienie zawodu oświatowca dopiero na tym miejscu nie ma nic wspólnego z oceną, bardzo przecież wysoką, społecznej roli oświaty. Wynika ono jedynie z okoliczności,  że przedstawiona tu  lista  jest  ułożona w kierunku malejącego stopnia twórczości naukowej u różnych grup naukowców nominalnych. Jest bezsporne, że przekazywanie wiedzy nie jest tym samym co jej tworzenie, a do nieporozumień na tym tle dochodzi zwykle wskutek żywej jeszcze tradycji łączenia zawodu naukowca z zawodem oświatowca i wielości znaczeń, w jakich wyraz „nauka” jest u nas używany.

Pozostaje wymienić jeszcze trzy grupy, wprawdzie także związane z nauką, ale w sposób dla niej szkodliwy.

7. Spośród nich, na siódmym miejscu, należałoby wymienić administratorów, przy czym nie mam tu na myśli personelu wykonującego rozmaite pożyteczne usługi w instytucjach naukowych, jak choćby dokonywanie zakupów aparatury czy prowadzenie księgowości, lecz ludzi mających upodobanie w administrowaniu pracą naukowców, co jest oczywistym nieporozumieniem, polegającym na pomieszaniu wysuwania potrzeb, czyli stawiania zadań wobec nauki (co byłoby bardzo sensowne), z zarządzaniem metodami pracy (co jest pozbawione sensu). Temat ten omówię szczegółowiej w jednym z następnych rozdziałów.

8. Na ósmym miejscu wymieniłbym pseudonaukowców, blagierów, którzy pod pozorami wkładu do nauki uprawiają „wieszczenie”, tj. wypowiadają nie udowodnione poglądy w sposób mający sprawiać wrażenie naukowo udowodnionych bądź dobierają tendencyjnie argumenty do przyjętych z góry twierdzeń.

9. I wreszcie na ostatnim, dziewiątym miejscu trzeba wymienić pasożytów nauki, tj. karierowiczów, którzy nie mają kwalifikacji do uprawiania zawodu naukowca, a tytuły naukowe zdobyli dzięki względom pozanaukowym.

Ludzi wszystkich wymienionych kategorii można znaleźć w spisie naukowców nominalnych, ale trzeba przecież z niego odliczyć grupy: siódmą, ósmą i dziewiątą jako szkodzące nauce, a co najmniej zbędne, jak również grupy: piątą i szóstą, które chociaż pożyteczne, nie wzbogacają nauki. Pozostają cztery pierwsze grupy, z których czwarta bliższa jest przekazywaniu wiedzy niż jej tworzeniu. A zatem realizacja rewolucji naukowej musiałaby się w zasadzie opierać na grupach pierwszej i drugiej, a w pewnym stopniu również na trzeciej – jest to w sumie garstka naukowców.
Jako sygnał ostrzegawczy w tym względzie mogą służyć wyniki badań pilotowych uzyskane przez zespół moich współpracowników w związku z badaniem mechanizmu twórczości naukowej. Aby zbadać, jakimi drogami dochodzi się do nowych idei naukowych (w zależności od rozmaitych czynników, których nie ma potrzeby tutaj wymieniać), musieliśmy przedtem dotrzeć do możliwie dużej liczby osób twórczych w nauce. W tym celu zwróciliśmy się do kilkuset erudytów, o których można było przypuszczać, że się dość dobrze orientują, co się w ich dziedzinie dzieje, z apelem o wymienienie publikacji naukowych wnoszących oryginalny wkład do nauki. Pilotaż ten, przeprowadzony dla pięciu wybranych, dość odległych od siebie dziedzin, dał w liczbach zaokrąglonych następujące wyniki (dla wszystkich pięciu dziedzin łącznie): 40 nazwisk, wymienionych przez większość erudytów w poszczególnych dziedzinach, 30 nazwisk wymienionych przynajmniej przez kilku erudytów, 200 nazwisk, z których każde było wymienione tylko przez nie więcej niż jednego erudytę, pozostali naukowcy z owych pięciu dziedzin nie byli wymienieni przez nikogo. Rezultat ten daje do myślenia.
Krótko mówiąc, przy planowaniu naszej rewolucji naukowej (choćby tylko pierwszej) nastawmy się od razu na to, że będziemy musieli szybko wykształcić znacznie większą liczbę nowych naukowców (twórczych), niżby się to na pierwszy rzut oka mogło wydawać niezbędne.

Znalezione na: http://autonom.edu.pl
Marian Mazur, Historia naturalna polskiego naukowca, PIW, Warszawa 1970.

Nauka dawniej i dziś – Marian Mazur

Magia słów – Marian Mazur

Zagadnienie prawdy w nauce – Marian Mazur

Sześć rodzajów problemów – Marian Mazur

Rozumienie pojęcia prawdy w różnych systemach sterowania społecznego – Józef Kossecki

Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe

O tworzeniu pojęć klasowych oraz teoriach adekwatnych, kulawych i skaczących – Leon Petrażycki

Metoda Trivium

Niszczenie nauki polskiej – Józef Kossecki

Społeczne procesy poznawcze – Józef Kossecki

Dana dziedzina osiąga poziom dedukcji gdy zostanie zaksjomatyzowana.

Po zapoznaniu sie tematyka tworzenia pojec naukowych przeczytaj tą definicje 🙂

FDA definiuje słowo bezpieczny jako względną wolność od szkodliwego wpływu na osoby związaną bezpośrednio lub pośrednio z lekiem kiedy jest roztropnie podawany biorąc pod uwagę charakter produktu w stosunku do stanu zdrowia pacjenta.

Producenci szczepionek, firmy farmaceutyczne i politycy związani z medycyną, wiedzą o wielu zagrożeniach związanych ze szczepionkami. Zdecydowali się nie mówić prawdy społeczeństwu.
BSEM March 2011 – The Health Hazards of Disease Prevention

„To jest po prostu niemożliwe, aby wierzyć jakimkolwiek badaniom klinicznym, aby polegać na ocenie zaufanych lekarzy lub autorytatywnym informacjom medycznym. Nie mam przyjemności w oznajmianiu tego wniosku, do którego doszłam powoli i niechętnie, po moich dwóch dekadach pracy jako redaktor New England Journal of Medicine”. – Dr Marcia Angell
Editors, Publishers, Impact Factors, and Reprint Income

„Sprawa przeciwko nauce jest prosta: większość literatury naukowej, być może połowa, może być nieprawdziwa. Ich fałsz polega na nierzetelności. Badania przeprowadzane są na małą skalę, na małych rozmiarach i na małej ilości próbek. Przez to są niewiarygodne, a ich analiza i wnioski uderzają w konflikt interesów. Nauka podjęła zwrot ku ciemności”. – dr Richard Horton
What is medicine’s 5 sigma?

…wszelkie ewentualne wątpliwości odnośnie bezpieczeństwa szczepionek bez względu na to, czy są zasadne czy nie, nie mogą ujrzeć światła dziennego z uwagi na potrzebę zapewnienia ciągłości ich wykorzystania do maksymalnego stopnia w zgodzie z celami ochrony zdrowia publicznego narodu” – stwierdzenie z 1 czerwca 1984  przez  FDA-Federal-Register (usprawiedliwiające wprowadzenie nowego prawa legalizującego niechlujstwo w czasie wytwarzania szczepionki przeciw polio)

 

FDA’s Federal Register

„Naukowców interesuje rzeczywistość, jaka jest. Doktrynerów interesuje rzeczywistość, jaka powinna być.
Naukowcy chcą, żeby ich poglądy pasowały do rzeczywistości. Doktrynerzy chcą, żeby rzeczywistość pasowała do ich poglądów.
Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami naukowiec odrzuca poglądy. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami doktryner odrzuca dowody.
Naukowiec uważa naukę za zawód, do której czuję on zamiłowanie. Doktryner uważa doktrynę za misję, do której czuje on posłannictwo.
Naukowiec szuka „prawdy” i martwi się trudnościami w jej znajdowaniu. Doktryner zna „prawdę” i cieszy się jej zupełnością.
Naukowiec ma mnóstwo wątpliwości, czy jest „prawdą” to, co mówi nauka. Doktryner nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest „prawdą” to, co mówi doktryna.
Naukowiec uważa to, co mówi nauka za bardzo nietrwałe. Doktryner uważa to, co mówi doktryna, za wieczne.
Naukowcy dążą do uwydatniania różnic między nauką a doktryną. Doktrynerzy dążą do zacierania różnic między nauką a doktryną.
Naukowiec nie chce, żeby mu przypisywano doktrynerstwo. Doktryner chce, żeby mu przypisywano naukowość.
Naukowiec unika nawet pozorów doktrynerstwa. Doktryner zabiega choćby o pozory naukowości.
Naukowiec stara się obalać poglądy istniejące w nauce. Doktryner stara się przeciwdziałać obalaniu poglądów istniejących w doktrynie.
Naukowiec uważa twórcę nowych poglądów za nowatora. Doktryner uważa twórcę odmiennych idei za wroga.
Naukowiec uważa za postęp, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w nauce. Doktryner uważa za zdrajcę, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w doktrynie.
Naukowiec uważa, że jeżeli coś nie jest nowe, to nie jest wartościowe dla nauki, a wobec tego nie zasługuje na zainteresowanie. Doktryner uważa, że jeżeli coś jest nowe, to jest szkodliwe dla doktryny, a wobec tego zasługuje na potępienie.
Naukowcy są dumni z tego, że w nauce w ciągu tak krótkiego czasu tak wiele się zmieniło. Doktrynerzy są dumni z tego, że w doktrynie w ciągu tak długiego czasu nic się nie zmieniło.” – Marian Mazur

„Wiem, że większość ludzi, nawet tych dobrze sobie radzących z problemami najwyższej złożoności, rzadko jest w stanie zaakceptować choćby najprostszą i najoczywistszą prawdę, jeśli zmusza to ich do ogłoszenia fałszywości wniosków, które z upodobaniem przedstawiali swoim kolegom, o których z dumą mówili innym, i z których, nić po nici, utkali materię swojego życia.” – Lew Tołstoj

Poziomy argumentacji
%d bloggers like this: