Ukryty wróg – Tajna Agenda Psychiatrii – The Hidden Enemy

Chronią nas. Bronią nas. Pomagają nam w potrzebie. Podczas gdy są wyniszczani od wewnątrz.

W ubiegłym roku popełniono w armii więcej samobójstw, niż kiedykolwiek w  historii.

DZIEŃ…

Nasz syn był tylko jednym z tysięcy weteranów, których nasz kraj stracił przez samobójstwa.

DZIEŃ PO DNIU…

Tylko po to, aby umrzeć w domu, we śnie.

… PO DNIU…

Następnie użył pistoletu, aby odebrać sobie życie.

W ukryciu czai się wróg; To musi się skończyć. I ukrywa się w zasięgu wzroku. Najbardziej niebezpiecznym wrogiem jest ten, którego byś nigdy nie podejrzewał.

 

Tajna Agenda Psychiatrii

UKRYTY WRÓG - Tajna Agenda Psychiatrii

 

Brigadier general - John Rawlings Rees

18 czerwca 1940 roku psychiatra i gen. brygady , John Rawlings Rees, przedstawił na dorocznym posiedzeniu Krajowej Rady Higieny Psychicznej strategiczny plan dla psychiatrii.

„Naszym celem musi być przedostanie się [psychiatrii] do każdej działalności edukacyjnej w życiu narodowym. Życie publiczne, polityka, przemysł – powinny znajdować się w naszej strefie wpływów.”

Lecz aby osiągnąć swoje cele, psychiatrzy potrzebowali doskonałego terenu doświadczalnego. Takiego z nieograniczonym budżetem, którego można pomnażać. Tu chodzi o pieniądze; Miliardy, miliardy dolarów; To nasze pieniądze z podatków.

Poligon doświadczalny z niekończącą się dostawą zasobów ludzkich.

Więcej osób, niż w jakiejkolwiek innej organizacji w Ameryce. Ci żołnierze to króliki doświadczalne.

Przeprowadza się na nich eksperymenty; Poligon doświadczalny, gdzie każdy rozkaz jest przestrzegany.

Bez pytań; Oni muszą przestrzegać tych rozkazów.

Nie ma innej opcji; Jestem prawnie zobowiązany.

I to jest poligon, gdzie wszelkie szkody byłyby oznaczone, jako tajne. Ta historia jest cenzurowana na każdym kroku.

Generał bryg. Rees:

„Armia i inne służby bojowe stanowią raczej niepowtarzalne grupy eksperymentalne, ponieważ są one całymi społecznościami i możliwe jest zorganizowanie eksperymentów w sposób, który byłby bardzo trudny w cywilu.”

To była sprytna taktyka, zwłaszcza, gdy była sprzedawana pod pozorem pomocy.

Tajna Agenda Psychiatrii

FILM SZKOLENIOWY: A teraz żołnierz jest chory. I jeśli niczego dla niego nie zrobimy, to może on pozostać chory przez nieokreślony czas. Panowie, nie prosimy was, abyście leczyli tych pacjentów – my wam to zlecamy.

Psychiatrzy przeszli długą drogę. Zaledwie 20 lat temu byli prawie niespotykani w wojsku. Dopiero w czasie I wojny światowej opuścili zakłady dla obłąkanych i stopniowo utorowali sobie drogę do wojska.

To było bardzo powolne i stopniowe wprowadzenie. Powolne i stopniowe, ponieważ psychiatrom po prostu nie ufano. I nie bez powodu. Ich zabiegi i kuracje nigdy nie były znane z tego, że są naukowe.

Terapia Kaufmanna - Metoda

Tak naprawdę wiele z ich eksperymentalnych procedur zostało później określone jako tortury. Jedno z pierwszych zastosowań terapii psychiatrycznej odbyło się podczas I wojny światowej, na niemieckich żołnierzach, którzy uciekali i próbowali opuścić front z powodu okropności wojny w okopach, na froncie zachodnim. Zabieg ten został nazwany Kuracją Kaufmanna, po imieniu jego wynalazcy. Ale mało kto nazwałby to leczenie terapeutycznym.

Zadręczony żołnierz był podłączany do prądu elektrycznego, który był zwiększany, aż do momentu, kiedy on nie mógł tego dłużej wytrzymać. Podczas tego zabiegu, lekarz podsuwał hipnotyzujące sugestie. Terapia Kaufmanna została wprowadzona przez psychiatrów jako „terapia lecznicza”.

Lecz dla żołnierzy to było dalekie od leczenia, gdyż polegało ono na sprawianiu bólu do granic wytrzymałości. I prawdopodobnie prawdziwym powodem, dla którego żołnierze chcieli wrócić na linię frontu, było to, że nie mogli już wytrzymać bólu i woleli raczej ryzyko walki, niż cierpienie z powodu ciągłego bólu w klinice.

Ale ból, jaki ci żołnierze przeszli, nie przeszkodził psychiatrom w kontynuowaniu eksperymentów do II wojny światowej. I tak jak wcześniej, to nie zostało zaprojektowane tak, aby pomóc pacjentom przezwyciężyć traumę wojny.

Medycyna wojskowa miała na celu przywrócenie pacjenta na front jeszcze szybciej, niż to miało  miejsce podczas I wojny światowej. To był pierwszy i decydujący cel psychiatrii wojskowej podczas II wojny światowej.

Psychiatrzy na całym świecie używają wojny, jako sposobność na wypróbowanie bardzo ryzykownych zabiegów na żołnierzach, którzy mają niewiele wpływu na tę kwestię. Niektórych rażono prądem, innych wprowadzano w głęboką śpiączkę, a jeszcze innych faszerowano silnymi środkami halucogennymi.

Wraz z dalszym ich przenikaniem do wojska, zaczęli być zaangażowani w procesy rekrutacyjne, szkolenia, dyscyplinę, moralność, a nawet wyrażaniem opinii na temat wyboru oficerów.

„Poole jest dziwnym rodzajem człowieka. W cywilu był bardzo słabo dostosowany. To znaczy, pod względem osobistym. Po prostu nie potrafił być towarzyski, ani się zaprzyjaźnić.”

Francis J. BracelandDo 1943 roku, psychiatria wdarła się tak głęboko do sfer wojskowych, że psychiatrzy z Marynarki Wojennej przechwalali się:

„Psychiatria ma teraz miejsce w każdym etapie kariery członka marynarki wojennej, od czasu jego wstąpienia, do ewentualnego odejścia ze służby.” – Francis J. Braceland

 

 

To dzięki wojsku psychiatrzy… stali się ważni. Wiecie? Noszą mundur, mają odznaczenia i pewne uprawnienia, ponieważ wojsko im to dało. Główny amerykański psychiatra wojskowy, generał brygady William Meninger nawet napisał podręcznik, który zawierał wszystkie problemy psychiczne, jakie według niego mógł mieć żołnierz.

Ale obyło się bez badań krwi, bez prześwietleń, czy próbek obserwowanych pod mikroskopem. Tylko opinie. Dowody naukowe? Brak.

Ale to tylko pomaga psychiatrii. Poza tym, podręcznik Meninngera dostarczył pozory prawowitości. Było to coś, co mogli wykorzystać do diagnozowania i leczenia jeszcze większej ilości żołnierzy. Podręcznik wojskowy był tak powszechnie stosowany, że stał się fundamentem dla powstania psychiatrycznej Biblii:

„Diagnostyczna i statystyczna klasyfikacja zaburzeń psychicznych” (DSM).

Ze względu na wpływ ludzi, takich jak Menninger, w połowie II wojny światowej, wojskowi na całym świecie dawali się nabrać na twierdzenia psychiatrów, że są oni ekspertami w dziedzinie zdrowia psychicznego.

I dzięki temu psychiatrzy mogli swobodnie testować leki na znacznie większej ilości żołnierzy. Wybranymi medykamentami są barbiturany. Z uwagi na wyczerpanie podczas walki, konieczne jest podawanie ogromnych dawek tych środków podczas terapii.

Podczas drugiej wojny światowej zarówno Amerykanie, jak i Niemcy eksperymentowali ze stymulantami, gdyż uważali, że to jest super, wiecie, pomaga w skupieniu, w byciu obudzonym.

Jednym z takich medykamentów był Pervitin, który był podawany niemieckim żołnierzom, aby obniżyć ich zahamowania i zwiększyć agresję.

Można powiedzieć, że ta kampania była przesycona Pervitinem, jeśli chodzi o żołnierzy sił obronnych. W oczach swoich wrogów, ci żołnierze byli niesamowicie sprawni. Byli niewiarygodnie długo obudzeni. Ich poziom wytrzymałości był bardzo, bardzo wysoki. Byli nieustraszeni, agresywni, a dla ich wrogów zawsze wyglądali tak, jakby byli nakręceni.

Upłynęło 18 miesiącach zanim zaczęły pojawiać się wypadki w znacznych ilościach. Czyli młodzi żołnierze, którzy zachowywali się brutalnie jak dzikie zwierzęta, strzelając do wszystkiego co się rusza, do cywilów i do własnych rodaków. I wypadki, gdzie lekkomyślne operowanie samolotami lub czołgami były takie, iż armia niemiecka zakazała stosowania tych medykamentów od połowy 42. lub 43 roku [1941]. Wojska angielskie miały podobne doświadczenia.

Stymulanty były również używane przez Japończyków. Przyniosły ich wojownikom natychmiastową odwagę… ale za cenę.

Żołnierz ze zdjęcia był pilotem torpedowym podczas II wojny światowej. Jako członek „Kaiten”, czyli kamikadze marynarki, był szkolony jako ludzka torpeda. Misją było bycie  umieszczonym wewnątrz sterowanej torpedy, którą należy ręcznie zdetonować przy wrogim statku. Aby przeprowadzić udane misje ataku na okręt podwodny, marynarka podała swoim członkom załogi Kaiten amfetaminę. Mimo, że przeżył wojnę, życie tego mężczyzny zostało zniszczone.

Kiedy mój wujek wrócił z wojny i został zwolniony ze służby, był uzależniony od metaamfetaminy, Philopon. Potem Philopon został zakazany przez prawo, więc sięgnął po alkohol. Jego alkoholizm był straszny. Widziałem, jak używał przemocy wobec ciotki wiele razy. I trzy razy próbował popełnić samobójstwo.

Od lat 50. przez lata 70., psychiatrzy w krajach takich, jak Wielka Brytania, USA i ZSRR, nadal wykorzystywali siły zbrojne, jako teren badań dla ich arsenału nowych eksperymentalnych terapii.

Amerykańscy psychiatrzy wojskowi używają żołnierzy do eksperymentowania z LSD.

Oddział złożony z ochotników do tego testu odpowiedział jak dobrze wyszkoleni żołnierze – natychmiast i bez zadawania pytań. Cały oddział, z wyjątkiem sierżanta, był pod wpływem LSD. Po kilku minutach, mężczyznom ciężko było wykonywać rozkazy.

Mimo że znali niebezpieczeństwa związane z tym narkotykiem, brytyjscy psychiatrzy kontynuowali badania nad LSD. Tym razem na komandosach piechoty morskiej. Bez wiedzy żołnierzy, narkotyk został drugiego dnia dodany do wody.

O godzinie 11:40 pierwsze efekty dają o sobie znać.

Mężczyźni już się nie kryją, są zrelaksowani i zaczynają chichotać. 70 minut po podaniu narkotyku, kiedy jeden z mężczyzn wspina się na drzewo, dowódca poddaje się, mówiąc:..

„Nie mogę nic z tym zrobić. Nie mogę kontrolować ludzi i sam nie mogę podjąć żadnych działań. Jako siła atakująca, jestem załatwiony.”

Psychiatrzy radzieccy podawali żołnierzom „Bóg wie co”.

Byłem kucharzem w armii radzieckiej. I zazwyczaj lekarz przychodził tam przed obiadem. I dawał nam małą paczuszkę, więc dodawaliśmy jej zawartość do barszczu, czy do owsianki. Zwykle pytaliśmy: „Co to jest?”. On odpowiadał: „W porządku, to witaminy.” Ale my nie wiedzieliśmy, co to było. Więc my kucharze braliśmy nasze porcje przed przyjściem lekarza.

Z czasem, żołnierzom podawano medykamenty psychiatryczne, których zastosowań nigdy nie zbadano, ani nie zatwierdzono. To był jeden wielki eksperyment.

Podczas kampanii na Falklandach, załodze lotniczej podawano stymulanty i uspokajacze, tak aby ich służba  mogła być zmaksymalizowana.

Mamy raporty o tym, że piloci z wojny w Zatoce biorą amfetaminę, biorą Dexodrine, a w nocy podaje się im Ambien, aby mogli się uspokoić i zasnąć. Więc są stale na tym schemacie: „raz w górę, raz w dół”.

Z pewnością w czasie trwania wojen w Iraku, czy Afganistanie, psychiatria odegrała ogromną rolę – OGROMNĄ!

Psychiatria jest obecnie uznaną częścią sił zbrojnych na całym świecie. Mówi się nam, że powinniśmy ufać psychiatrom, że to są autorytety. Jest tylko jeden mały problem – nic się nie polepszyło. A właściwie jest coraz gorzej.

 

ZMYŚLONA DIAGNOZA: STANDARDOWA PROCEDURA OPERACYJNA.

 

Spędziłem prawie 26 lat w czynnej służbie w piechocie morskiej.

Odszedłem na emeryturę ze stopniem generała brygady;

Byłem Kapitanem w Lotnictwie.

Byłem sierżantem sztabowym E5 Sił Powietrznych USA.

Byłem żołnierzem amerykańskiej

Piechoty Morskiej od 2007 do 2011 roku.

Byłem w Gwardii Narodowej;

31 Batalion Inżynierów.

Byłem w Wywiadzie Wojskowym i Lotniczym.

Analityk Wywiadowczy na polu walki;

Pilot Myśliwca Marynarki Wojennej USA.

Sanitariusz z licencją LPN (Pielęgniarz), czyli moja nomenklatura to 68W – M6.

Odszedłem z armii jako sierżant, podoficer w marcu zeszłego roku.

Nie widziałem tego pojawienia się psychiatrii w wojsku aż do momentu, kiedy doznałem tego na własnej skórze i wtedy to już było jak jakaś powódź, to był zalew lekarzy i medykamentów.

Obecnie żołnierz przechodzi tak samo wiele stresu, co w przeszłości. Długie godziny, wyczerpujące misje, przedłużające się okresy czasu z dala od bliskich, a kiedy pojawią się problemy psychiczne i emocjonalne, to nie ma wątpliwości, że one istnieją.

Ale bez względu na to, gdzie żołnierze szukają pomocy, obecnie często kończy się to na wizycie u psychiatry.

Możesz przyjść do kapelana, a kapelan jest to osoba, z którą można porozmawiać. Myślę, że częścią problemu jest to, że kapelan jest w pewnym sensie zobowiązany do donoszenia na ciebie do psychiatry, jak tylko powiesz pewne kluczowe słowa. Jak np. „czuję się zestresowany”, czy coś takiego.

Jak z nim rozmawiasz i powiesz, że masz depresję, to koniec.

Wyślą cię do psychiatry, to na pewno się stanie, tak to działa.

Podejmą naprawdę szybką decyzję, jak masz problem, czy jaki to może być problem, w przeciągu kilku minut, 10 – 15 minut, a jak masz szczęście, to 45 minut.

Standardową praktyką psychiatry jest diagnozowanie u ciebie zaburzenia psychicznego.

Mógł powiedzieć, że masz zaburzenia równowagi chemicznej w mózgu, mimo że nie robił żadnych badań, aby to udowodnić… i nigdy nie zrobi. Ponieważ nie ma takiego testu.

Co więcej, nie ma testów dla praktycznie żadnej z setek chorób psychicznych wymienionych w podręczniku do diagnoz psychiatrycznych.

Psychiatria nie ma żadnych obiektywnych środków do dokonywania diagnoz.

W medycynie ogólnej przynajmniej mamy prześwietlenia rentgenowskie, czy badania krwi.

Więc to jest spory dylemat dla psychiatrów, gdyż mają zerowe umiejętności diagnozowania, czyli zerową zdolność do leczenia.

Nigdy nie wykryto żadnej nieprawidłowości fizycznej przy użyciu obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (MRI) czy tomografią komputerową (TK).

To jest po prostu kolejne oszustwo. Czyli ci psychiatrzy diagnozują choroby mózgu, zaburzenia fizyczne mózgu, podczas gdy nie potrafią udowodnić, że takie istnieją.

Nie było żadnych testów medycznych, żadnego rodzaju badań krwi, niczego, co by mogło mi powiedzieć, że byłem w jakiś sposób chory.

Powinien istnieć jakiś obiektywny test i pytanie o niego nie jest bezpodstawne.

Nie jest bezpodstawne naleganie na taki obiektywny test.

Ale tego nie otrzymasz od psychiatrów. Tylko ich opinie. A oni nie powstydzą się ich udzielać.

Żołnierze są automatycznie diagnozowani, nawet nie muszą nic mówić, wystarczy to, jak wyglądają!

Psychiatra powiedział mi, że ja nigdy nie osiągnę niczego w wojsku z powodu traumy, jaką doświadczyłem w tamtym czasie oraz poziomu depresji, stresu, mojego niepokoju.

Nigdy bym już nie osiągnął niczego w wojsku, ani nie był bym znowu dobrym żołnierzem. I jedyną realną opcją, jaką widziało wojsko, było zwolnienie mnie ze służby.

Kiedy psychiatra mówi ci, że twoje życie nie jest nic warte… z powodu jakiejś psychozy lub urazu, ponieważ masz taką chorobę czy inną, czy jakąś reakcję chemiczną w mózgu, to życie żołnierza traci wartość.

Każdego roku, tysiące mężczyzn i kobiet w służbie wojskowej ma rozpoznawaną chorobę psychiczną. Czasem nawet dwie lub trzy. To rozrosło się do takiego stopnia, że Pentagon w USA wydaje obecnie $2 miliardy rocznie na cele samego zdrowia psychicznego.

A administracja zdrowia psychicznego weteranów wręcz się wściekła, wzrosła z poniżej 3 mln w 2007 roku do prawie 7 mln w 2014 roku. To sporo pieniędzy, jeśli chodzi o wydawanie ich na zawód, który nawet nie może znaleźć dowodów na żadną z chorób pod mikroskopem. Nie żeby to miało jakieś znaczenie dla psychiatrów.

Diagnoza jest tylko pierwszym krokiem, a właściwie wymówką, aby poddać ich pewnym bardzo niebezpiecznym zabiegom.

 

MEDYKAMENTY: STANDARDOWA DZIAŁKA PSYCHIATRII

 

Wstąpiłem do marynarki, gdy miałem 17 lat i odszedłem na emeryturę, a raczej zostałem zwolniony z powodu medycznego, z drużyny Seals. Służyłem mojemu krajowi z najlepszymi żołnierzami w czasie wojny. I miałem zaszczyt im przewodzić. Ale straciłem kompana do pływania, czyli kolesia, z którym przechodzisz szkolenie. I to dało mi poczucie winy [że to ja przeżyłem], której nie mogę nawet opisać. Przetrwałem walki, wielokrotne strzelaniny i nic. Przetrwałem wybuch, miałem złamaną szyję, choć wtedy o tym nie wiedziałem. Ale żyłem z tym przez około pięć lat, przeszedłem to wszystko, a potem wracam i oni mnie prawie zabijają tabletkami. Prawie nieuniknionym rezultatem diagnozy psychiatrycznej jest recepta na medykament psychiatryczny.

Oprócz tego psychiatrzy robią bardzo niewiele. A przepisują tych recept bardzo wiele.

Od 2005 do 2011 roku, amerykański Departament Psychiatrii zwiększył ilość przepisywanych recept na medykamenty psychotropowe prawie siedmiokrotnie!

To o ponad 30 razy więcej, niż dla cywilów. A wpychanie medykamentów weteranom nie wygląda inaczej.

Przydzielono mi tego faceta z administracji weteranów czy coś w tym stylu i on ci po prostu mówi, że „jak jest się w depresji, lub zrobi coś błędnego, to to jest choroba”!

Ten facet jest dosłownie najgłośniejszym kolesiem na spotkaniu, bardzo nachalny, po prostu jeśli robisz coś inaczej, niż w zwykły sposób, to jesteś chory i trzeba cię wprowadzić do systemu, potrzebujesz leków.

A krótko po tym zostanie ci przepisany preparat, jaki psychiatra uzna za słuszny, zamiast po prostu mieć okazję z kimś porozmawiać. Nie ma mowy o terapii, ani zmianie stylu życia. Jest to bardzo prosta linia, po jakiej kształceni są ci lekarze w farmakologii.

Psychiatrzy nie mają pojęcia, co te medykamenty czynią dla organizmu ludzkiego, ale jeśli chodzi o ich przydzielanie, to nie ma znaczenia.

Mój brat odszedł z marynarki wojennej około rok temu i poszedł do szpitala, aby móc złożyć wniosek o niepełnosprawności i powiedział im, że miał problemy ze snem. Nie mówił mi, co zrobili, ale w zasadzie to wrócił z torbą pełną pigułek.

Wróciłem do domu z Iraku, dostałem ciężkiej depresji i kazali mi pójść zobaczyć się z psychiatrą, który przepisał mi medykamenty. On tylko powiedział mi, co jest ze mną nie tak, przepisał mi Zoloft i to było wszystko.

Brałem już Ambien, Seroquel, Paxil – to był jeden z tych cięższych.

Bardzo niebezpieczny medykament, który uważam za bardzo szkodliwy, o nazwie Abilify, który praktycznie wzmacnia wszelkie środki, na których już jesteś.

Wellbutrin, Zoloft, Modafinil Methylphenidate, Trazodne, Prednisone, i Ambien.

Zaczęło się od Dexedrine; Viibryd; Dalmine; Celebrex; Thorazine; Strattera; Prozac; Prozac, Prozac i Effexor w tym samym czasie;

Stelazine; Zoloft; Compazine; Seroquel;

Cogentin, Abilify, Nodular (?) , Ravrigin (?), IV Emitol (?),

Depakote; Artin; Zanex; Haloperidol (Haldol); Adderall i Librium.

Od 5mg do 300mg;

300 miligramów; 1.200mg litu [Lithium] dziennie!

Większość osób, które otrzymują medykamenty, nie ma pojęcia, czym to tak naprawdę jest i co to może zrobić z ich umysłem, po prostu nie wiedzą. Więc jest to randka w ciemno. A czasami okazuje się, że jest ona dość brzydka.

Faszerowanie wojskowych lekami wybiega poza wszelkie granice. Zwłaszcza w USA. W ciągu ostatnich 10 lat rząd USA wydał w sumie ponad 4,5 mld dolarów tylko na medykamenty dla żołnierzy i weteranów.

Co więcej, w 2011 roku Pentagon wydał więcej na pigułki, zastrzyki i szczepionki, niż łącznie na śmigłowce BLACK HAWK, czołgi Abrams, samoloty transportowe Hercules C 130S i rakiety Patriot.

Stosowanie zarówno psychiatrii, jak i medykamentów psychotropowych w wojsku rozrosło się gwałtownie.

Każdy żołnierz z którym rozmawiam i który widział się z psychiatrą, miał automatycznie przepisane jakieś medykamenty psychotropowe.

Powiedziałbym, że 60-70% żołnierzy, których widzieliśmy w naszym ośrodku, było na lekach.

Podam przykład. Byłem na komisji stypendialnej dla weteranów w College’u i oni zaprosili tam psychiatrę z Wirginii, aby przyjechał i dał wykład na temat zespołu stresu pourazowego. I pod koniec uniosłem rękę i zapytałem, ilu weteranów, których widzisz to bierze. Początkowo próbował się wymigać od odpowiedzi i powiedział:

„Ja widuję te najtrudniejsze przypadki”,

a ja na to, że

„my wszyscy widujemy najtrudniejsze, ale ilu pan faszeruje”?

Odpowiedział, że 98%.

To karygodne.

A w pozostałej części świata wcale nie jest lepiej.

Mam do czynienia z wieloma żołnierzami w obrębie NATO, braćmi i siostrami, w Kanadzie, Nowej Zelandii, Australii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Belgii, a nawet żołnierzami z Włoch i Hiszpanii. Każdy z nich skarżył się na temat problemu z medykamentami psychotropowymi w wojsku.

Stacjonowałem przez jakiś czas w Niemczech i oni rozmawiali o tym, że kiedy widują psychiatrę, to on im przepisuje medykamenty psychotropowe i to wydaje się być problemem ogólnoświatowym.

Wielu z naszych weteranów powiedziało mi, że kiedy udali się po pomoc, podczas gdy jeszcze służyli w wojsku, to przepisano im leki, które nie pomagały.

Gdy ktoś wysyła pacjenta do psychiatry, to ci pacjenci wracają od razu z lekami farmaceutycznymi. A my zaczynamy widzieć efekty uboczne i problemy, jakie to powoduje. I prawdą jest, że psychiatrzy podawali im niebezpieczne medykamenty mimo tego, że wiedzieli, iż wojskowi mieli niebezpieczną broń w swoich rękach.

A gdzieś leży powód, dla którego przepisujemy coraz więcej tabletek i nie otrzymujemy pożądanych rezultatów. Ale bez względu na kraj, to jest wojsko, a w wojsku żołnierze nie mają innego wyboru, muszą wykonywać rozkazy.

Kiedy mam na sobie ten mundur i dostaję rozkaz zobaczenia się z psychiatrą, to muszę go zobaczyć.

Kiedy nie mam na sobie tego munduru, to mogę im powiedzieć „nie”. Sugestia, aby pójść  zobaczyć się z psychiatrą zabrzmiała jak stanowcze zalecenie, to nie był bezpośredni rozkaz, ale to było coś, co należało zrobić i to powinno być załatwione. A potem jest wywierana presja na tobie, abyś brał leki. Ja wręcz zapytałem mojego dowódcę, czy muszę brać te leki, czy to jest rozkaz. A oni wszyscy po prostu wpatrywali się we mnie, nie powiedzieli „nie” czy „tak”, co oznaczało, że miałem to wykonać. Gdybym odmówił, to pewnie straciłbym swoją rangę, a także moje szanse w wojsku, ponieważ nie dbałbym o własność wojskową, jaką było moje ciało.

Większość żołnierzy z którymi rozmawiałam, nie chciało  brać tych medykamentów psychiatrycznych. Nie chcieli ich, nie potrzebowali ich i buntowali się przed koniecznością ich brania. Ale powiedziano im, że jak nie wezmą tych leków, to nie uzyskają odszkodowania, ani nie otrzymają terapii dla weteranów, jak odmówią brania tych preparatów.

Słyszałam, że personel wojskowy otrzymał rozkaz brania tych preparatów. Moją reakcją na to było, że jest to niezgodne z prawem i zweryfikowałam to u sędziego wojskowego tutaj w Waszyngtonie D.C. i to żądanie jest niezgodne z prawem. Jeśli powiedzą ci, że jak nie weźmiesz leków, to stracisz wszelkie świadczenia – to musisz zgłosić takiego psychologa do odpowiednich organów.

Oficjalnie 1 na 6 amerykańskich żołnierzy bierze co najmniej jeden rodzaj leku psychiatrycznego, ale chodzi o to, że: według Komisji Senatu ds. Służby Wojskowej w USA, nikt nie wie, ile leków jest podawanych żołnierzom,

„nie ma obciążającej dokumentacji, nie ma recept, są one po prostu im wręczane”.

Faktem jest, że ilość branych medykamentów psychiatrycznych w wojsku jest prawdopodobnie znacznie wyższa, zwłaszcza kiedy tak wiele osób kwalifikuje się do przyjęcia najcięższego zestawu z psychiatrycznych środków.

Mina przeciwpiechotna w postaci PTSD [zespół stresu pourazowego].

Byłem w wojsku i kiedy wyszedłem, byłem kapralem. Potem wróciłem na kontrakt z Departamentem Armii. Moim pierwotnym celem było z pewnością zaangażowanie się, służenie mojemu krajowi. A potem chciałem to rozwijać od tego punktu, byłem wtedy w Iraku przez rok i po powrocie do Europy miałem problemy ze snem. Miałem pewne problemy z ponownym dostosowaniem się do innego stylu życia, po tym, jak do mnie strzelano i wiele razy o mały włos prawie rozerwano na kawałki, to nagle mogłem swobodnie się poruszać i pójść na pizzę. I jeden z moich oficerów polecił mi wizytę u psychiatry. A w ciągu dziesięciu minut usłyszałem, że pewnie jestem bipolarny, a najprawdopodobniej mam ADD i PTSD.

Widoczne efekty stresu bojowego były wymienione przez starożytnych pisarzy, takich jak Homer i Herodotus.

Francuzi nazwali to „Mal du pays”, Niemcy „Heimweh”, a w Hiszpanii to było „Estar Roto”. Jakkolwiek to nazwali, to przez stulecia wojskowi uznawali, że czasami to było zbyt wiele do zniesienia dla żołnierzy. Kiedyś było to uważane za oczekiwaną część walki.

Ale dzisiaj psychiatrzy uznają to za dysfunkcję mózgu, co miało swój początek w 1980 roku jako pojęcie stresu pourazowego. PTSD.

Ta wojna nie jest inna od pozostałych, gdzie chłopaki wracają z nerwicą frontową, zmęczeniem po bitwach, a teraz nazywają to zespołem stresu pourazowego, podczas gdy to było już od zawsze. I podobnie jak z innymi zaburzeniami, nie zostało to odkryte dzięki  badaniom naukowym, tylko dzięki lobbingowi psychiatrów i po głosowaniu, aby dodać to do diagnostycznego i statystycznego menu.

Dosłownie – przegłosowane!

Obecnie jest to najbardziej popularna diagnoza psychiatrów wojskowych. I to szybko rozprzestrzeniło się do świata cywilnego. Celem jest zwalczanie traumatycznego zespołu stresu, czyli PTSD. Pomaganie weteranom z PTSD; Żołnierzom z zespołem stresu pourazowego.

Zdiagnozowano u mnie PTSD…

Ile razy słyszycie teraz w mediach PTSD?

Ludzie naprawdę tego nie rozumieją i nie myślą, że my po prostu próbujemy przypiąć etykietkę tym ludziom, żołnierzom i marynarzom, którzy wracają po tych przerażających wydarzeniach, jakie musieli doświadczyć.

Ludzie, którzy cierpią z powodu stresu traumatycznego, nie reagują na traumatyczne wydarzenie w normalny sposób. Wierzymy, że wojsko to leczy, zwłaszcza weteranów, jakby mieli chorobę psychiczną.

Nie uważamy, żeby oni mieli chorobę psychiczną, tylko że są oni zranieni i to, co jest im potrzebne, to uzdrowienie.

Psychiatria stworzyła chorobę PTSD, mówią o tym jak o chorobie, podobnie kiedy mówią o uogólnionych zaburzeniach lękowych lub depresji klinicznej jak o chorobie, choć żadna z nich nie jest tak naprawdę chorobą.

Jeśli ktoś by był w mojej klinice i powiedział, że psychiatra czy inny lekarz zdiagnozował u niego stres pourazowy, to chciałbym wręcz zapytać pacjenta, no dobra, to jakie testy zostały przeprowadzone w celu ustalenia tej diagnozy.

Oni o tym myślą i uświadamiają sobie, że nic nie zostało zrobione, po prostu dostali opinię od kogoś.

Z pewnością istnieje stres, który jest częścią walki. Kiedy pozostawia się żołnierza w środowisku, w którym nie może spać, gdzie do niego strzelają, a jego przyjaciele wokół zostają zranieni albo umierają, to spowoduje to pewne skutki uboczne.

Jest to oczywiste, że takie zjawiska istnieją, ale to nie jest równoznaczne z uzasadnieniem podawania leków. Nie ma nic udawanego z  okropnościami stresu bojowego. Ale psychiatria wymyśliła sobie medycznie brzmiącą dysfunkcję mózgu, aby przekonać ludzi do zaakceptowania ich rzekomego leczenia i potem jeszcze poszerzania definicji.

To, co kwalifikowało do postawienia diagnozy PTSD, zostało niedawno zdegradowane, ale oni mają nowe wytyczne, które im mówią, że od teraz będziemy sugerowali każdemu, kto był w strefie działań wojennych, że być możne, ewentualnie… I dzięki temu – każdy się kwalifikuje.

Widziałem jak było z nowymi szeregowymi, którzy dopiero co przeszli podstawowy trening, a już podano im medykamenty psychiatryczne, na zespół stresu pourazowego [PTSD], za bycie na szkoleniu podstawowym przez 9 tygodni.

Zdiagnozowano u mnie PTSD, a byłem tylko trochę roztrzęsiony.

Myślę, że uznali, iż miałem PTSD po tym, jak po prostu starałem się zasymilować do sytuacji, gdzie walka już była ukończona.

Uznano, że miałem PTSD praktycznie jeszcze zanim wszedłem do gabinetu.

Powiedziano mi, że to było oczywiste, iż miałem PTSD i że potrzebowałem na to leków.

Prawie każdy żołnierz, jakiego znałem, dostał diagnozę PTSD.

Prawie każdy żołnierz.

Istnieje 175 różnych kombinacji objawów, jakie psychiatra może wykorzystać do zdiagnozowania u ciebie PTSD.

Nic więc dziwnego, że 37% weteranów jest na to leczonych. Jak już otrzymają etykietkę, to 80% otrzyma psychiatryczne medykamenty.

A spośród tych leczonych weteranów, 89% bierze środki przeciwdepresyjne i 34% bierze silne medykamenty przeciw psychotyczne.

Nawet po tym, jak jeden z najbardziej znanych psychiatrów zajmujących się zespołem stresu pourazowego na świecie przeprowadził badania, które wykazały, że te środki przeciw psychotyczne nie działają.

Tylko dlatego, że te środki mogą być powszechnie przepisywane, to nie koniecznie oznacza, że są one pomocne w przezwyciężaniu ogólnych objawów PTSD.

Gdyby psychiatrzy wysili się, aby przeprowadzić standardowe badania lekarskie, istnieje szansa, że może znaleźli by coś fizycznie nieprawidłowego. Coś, co mogliby nazwać PTSD, ale co byłoby rzeczywistym obrażeniem fizycznym, co można by zweryfikować za pomocą skanu mózgu, co nazywa się traumatycznym urazem mózgu [TBI].

I szacuje się, że około 320.000 żołnierzy doznało tego urazu. Jest to uszkodzenie samego mózgu, co mogło być spowodowane przez zranienie głowy ze wstrząsem mózgu. Istnieją pewne trudności w rozróżnieniu pomiędzy zespołem stresu traumatycznego i traumatycznym urazem mózgu, ponieważ objawy obu są zbliżone do siebie.

Niezdolność do skupienia się, utrata pamięci krótkotrwałej, trudności w kontrolowaniu agresji.

Jeśli mówimy o fizycznym uszkodzeniu, faktycznym urazie mózgu w odniesieniu do zdrowia psychicznego, jako stanu, to są to dwie różne rzeczy.

Mam przyjaciela, który ma uraz mózgu, a któremu zdiagnozowano PTSD, a on w głowie ma odłamki szrapnela. Jeśli więc oberwiesz odłamkami, które wbijają ci się w czaszkę to na pewno nie obejdzie się bez wpływu na twój mózg.

Mózg na pewno mocno ucierpi przez coś takiego. Oczywiście większość psychiatrów nie zauważy TBI, bo tego nie sprawdzają. Zamiast tego, i tu eskaluje się prawdziwy problem, maskują go medykamentami, które mogą wszystko bardzo pogorszyć.

 

STREFA ZAGROŻENIA – EFEKTY UBOCZNE

 

Myślę, że moim głównym celem kiedy wstąpiłem do armii, było zdobycie pieniędzy na studia. Moi przyjaciele się zaciągali. Chciałem zrobić coś więcej w życiu a nie zostać tutaj, w małym miasteczku i nie robić nic. Służyłem w dwóch oddziałach, w piechocie morskiej i również w zwykłym wojsku. Wyszedłem z rangą specjalisty E4. Kiedy byłem w marynarce, nigdy nie byłem u psychiatry, ale kiedy byłem w zwykłym wojsku, powiedziano mi, że muszę do niego pójść. W tym momencie zdiagnozował u mnie PTSD i przypisał mi Prozac i Amobarbital. W Iraku wciąż nosiłem broń i byłem w strefie walk. Lekarz psycholog powiedział mi, że mój niepokój i depresja i temu podobne powinny ustąpić.

Niestety tak się nie stało, zrobiło się gorzej. Życie żołnierza jest wymagające. Trenują cię żebyś był w gotowości, decyzyjny i skupiony. A przede wszystkim w doskonałym stanie psychicznym i fizycznym – to konieczność. Ale środki psychotropowe mogą uczynić twoją walkę nieefektywną.

Psychiatrzy wiedzą o tym, ale wciąż twierdzą, że pomagają. A tak wygląda rzeczywistość. Wszystkie medykamenty psychotropowe wpływają na nasz umysł, ale ludzie nie widzą tego związku.

Niemniej zmieniają stan umysłu i mają efekty uboczne i to tragiczne. Najbardziej znaczącym problemem o jakimkolwiek środku psychotropowym pomyślę, czy to będą stymulanty, środki uspokajające, antydepresanty, modulatory nastroju, to są nieprzewidywalne.

Mogę dać ten sam medykament dwudziestu różnym ludziom. I będą mieć dziesięć różnych reakcji na niego. Nikt, nawet ten kto go przypisuje nie wie co się stanie po zażyciu medykamentu psychotropowego. Każdy z nich jest inny, i każdy z nich ma długą listę skutków ubocznych. Wypisane małym drukiem w ulotce dołączonej do opakowania.

Większość osób, która brała to co było im przepisane, była niezrównoważona, mieli kiepską pamięć, problemy z wyraźnym mówieniem i porozumiewaniem się ze sobą. Ich reakcja w czasie była bardzo wolna i mieli duże problemy z koncentracją.

Można powiedzieć, że te środki wymazały wszystkie moje uczucia, po prostu tam byłem.

Brak motywacji, po prostu przestało mi zależeć.

Byłem ciągle zdemotywowany, cały czas byłem osłabiony i śpiący, nie zmęczony ale śpiący, mogłem przerwać to co robię i od razu zasnąć. Jednej nocy możesz być na patrolu, a następnej nocy po prostu będziesz spał. To właśnie robią ci te tabletki, sprawiają, że jesteś zmęczony.

Miałam bóle głowy, ale nie takie normalne bóle głowy, to były ostre bóle, które nadchodziły znienacka.

Stan mojego serca i wątroby pogorszył się.

Miałem problemy z sercem, przytyłem jakieś 20 do 24 kilogramów.

Prawdopodobnie przytyłem jakieś 20 kg w tamtym okresie czasu.

Ważyłem jakieś 140 kg, cierpiałem na zespół metaboliczny, moje ciało, mój cały system hormonalny padł.

Moje mięśnie po prostu zamieniły się w wodę i w żaden sposób nie mogłem zrzucić wagi.

Nie potrafię sobie przypomnieć żebym słyszała jak ktoś mówił, że czuje się lepiej, że to mu pomogło. Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć nikogo kto by tak do mnie powiedział. A rozmawiałam i widziałam się z naprawdę wieloma weteranami w tym czasie.

Powinniśmy być najlepszymi, najbardziej elitarnymi żołnierzami, wiecie, ludzkimi maszynami wojennymi, a oni dają im coś co im szkodzi, coś co niszczy ciało nie tylko fizycznie, ale również mentalnie ich umysły.

Psychiatrzy powiedzą wam,  że korzyści z ich leków przewyższają ryzyko. To bzdura,  a pod względem naukowym nieprawda.

Przeprowadzono szerokie badania dowodzące, że środki psychotropowe, jak np. antydepresanty, nie działają  wcale lepiej niż zwykłe cukrowe placebo. Jednak niektóre ze skutków ubocznych,  nie są tylko szkodliwe, są śmiertelne w skutkach.

 

ZABEZPIECZONE I ZAŁADOWANE.

 

Na czele wszystkich strasznych skutków ubocznych jakich możesz doznać przy lekach psychotropowych, leży fakt najdziwniejszy ze wszystkich.  One niczego nie leczą. Co więc robią?

Wpływają na twoje zachowanie poprzez uśmiercanie twoich uczuć. To nie tylko powstrzymuje ludzi przed rozwiązywaniem pewnych spraw, ale ogłupia ich w kontaktach z otaczającym ich światem.

Jest nawet na to nazwa. Depersonalizacja.

Miałem pacjentów, którym podawano bardzo duże dawki środków psychoaktywnych przez okres około roku i generalnie zniszczyło to ich poczucie tożsamości. Nie zależy im praktycznie na niczym. Możesz podejść do nich i się na nich wydzierać, ale jeśli właśnie zażyli koktajl farmakologiczny,  to nie zareagują, stają się prawie jak drony.

Oni dosłownie dokonują lobotomii na naszych  żołnierzach podając im te medykamenty, przepraszam za te słowa, ale jestem po prostu  bardzo bezpośredni i mam doświadczenie z ponad dwustoma rannymi wojownikami, to prawie  tak jak wylądować w szpitalu psychiatrycznym, z pacjentami po lobotomii, przykro mi, ale to jest okropne.

Depersonalizacja staje się naprawdę niebezpieczna, zwłaszcza kiedy medykament tworzy inny popularny efekt uboczny.

Kiedy ktoś jest tak otumaniony, jest mało prawdopodobne, że będzie się zastanawiał nad konsekwencjami swego zachowania i może posunąć się wtedy  do czynów impulsywnych, do przemocy.

Niektóre skutki medykamentów o jakich wiemy z przypadków weteranów, których mieliśmy pod opieką, to zwiększony niepokój, częstsze napady złości. Występują u nich napady gniewu, agresja, wdają się w poważne bójki między sobą.

Efekt do jakiego to zmierza to ogromna liczba przypadków przemocy domowej, domowych strzelanin, bicie żon i dzieci,  znęcanie się.

Liczby to potwierdzają.

Od 2006 brutalna przemoc seksualna i przemoc domowa wśród wojskowych wzrosły o ponad 30%, a molestowanie dzieci o 43%, wszystko z powodu faszerowania naszych oddziałów środkami psychoaktywnymi, które wymyka się spod kontroli. Są też przypadki, gdzie żołnierze pod wpływem medykamentów psychotropowych tracą całkowicie kontrolę.

Tego konkretnego poranka – ten żołnierz był w jednostce, a większość żołnierzy tej jednostki była na jakichś medykamentach –  czekała na żołnierza i kiedy weszła, on odbezpieczał i ładował swoją broń. Zapytała: Co robisz?

Spojrzał na nią i powiedział: Nie wiem. Wtedy ona powiedziała: Odbezpieczyłeś ją i załadowałeś – to oznacza, że włożył amunicję do swojej broni. Zapytała go co ma zamiar z nią zrobić. Powiedział, że nie wie czy ma zastrzelić tylko siebie czy zastrzelić wszystkie osoby w tym budynku, a potem siebie. A my tam byłyśmy.

11 maj 2009 – Sierżant John Russell otwiera ogień w klinice leczenia stresu bojowego w Bagdadzie. Zabija dwóch oficerów i trzy inne osoby. Dzień wcześniej jego psychiatra przypisał mu antydepresanty.

11 marzec 2012 – w odległej wiosce w Afganistanie,  sierżant sztabowy Robert Bales morduje 16 osób, 9 z nich to były dzieci. Przed jego morderczym atakiem nafaszerował się lekiem psychoaktywnym – Valium, jednocześnie pijąc alkohol.

16 październik 2013 – weteran marynarki, Aaron Alexis, wnosi strzelbę na teren Washington Navy Yard, gdzie z zimną krwią zabija 12 osób. Według zapisów w aktach, Alexisowi przypisano antydepresant, Trezodone.

„Mówił o tym, mówił, że poszedł do VA, a tam dali mu jakieś medykamenty.”

To tylko kilka przypadków z wielu będących w rękach profesjonalistów zdrowia psychicznego, których pacjenci zmierzają prosto do dokonania przerażających aktów przemocy.

Szeregowy elitarnej jednostki, David Lorenz, który zamordował talibańskiego dowódcę w jego więziennej celi, będąc pod wpływem medykamentów Zoloft i Trezodone.

Terrence Tyler, były żołnierz marynarki wojennej, zastrzelił dwóch współpracowników, a potem siebie w supermarkecie w New Jersey. Zdiagnozowano u niego poważną depresję i przyjmował Prozac.

I jeszcze Eddie Ray Routh, który zamordował odznaczonego żołnierza jednostki sił specjalnych Navy SEALs. Wyszedł właśnie ze szpitala psychiatrycznego, cztery dni wcześniej, gdzie był kurowany na PTSD.

Medykamenty i broń: tego się nie łączy. To pewny przepis na katastrofę samą w sobie. Widzą rzeczy inaczej, ich umysł został zmieniony. Ich mózgi zostały zmodyfikowane. Ich ocena sytuacji i rozumowanie nie są takie jakie byłyby gdyby nie brali lekarstw.

To umysł podejmuje decyzję kiedy strzelać i do czego strzelać, właśnie umysł. Jeśli zmodyfikujesz umysł i pozbawiasz go równowagi. To właśnie robią medykamenty psychotropowe. W rezultacie zmienia się decyzję do kogo lub do czego się strzela. Zarówno na polu walki, jak i w domu kiedy walka już się skończyła.

Medykamenty psychoaktywne wywołują zachowania agresywne nie tylko u żołnierzy. Prowokują wszelkiego rodzaju ludzi do popełniania śmiercionośnych masowych strzelanin. W naszych domach, miejscach pracy i szkołach. Pozostaje jeszcze sprawa tego co mogą zrobić sobie.

 

PLAGA SAMOBÓJSTW

 

Już odkąd byłem dzieckiem uwielbiałem wojsko. Uwielbiam wojsko i chyba od zawsze wiedziałem, że będę chciał się zaciągnąć. Powiedziałem po prostu, że chcę wstąpić, doświadczyć tego wszystkiego, po prostu służyć swojemu krajowi. Udałem się do placówki poborowej. Chcę wyskakiwać z samolotów i jeździć motorami. A oni mi powiedzieli, że to będzie praca właśnie dla mnie. Zrobiłem to i była to dobra rzecz.

To było zaraz po walce. Zacząłem mieć sny i przebłyski wspomnień i temu podobne, potem stany lękowe. Poszedłem do swojego lekarza, który powiedział, że musi mi przepisać jakieś medykamenty i mi je dali. I to wszystko. Na początku, kiedy zaczynasz je brać czujesz się świetnie, potem robisz się na nie odporny więc bierzesz większą dawkę i jeszcze większą.

Z mojego punktu widzenia, nie widziałam żeby to cokolwiek pomagało, w ogóle. Miałam wrażenie, że tylko się pogarsza.

Przytyłem jakieś 20 kilogramów biorąc medykamenty. Sprawdziliśmy je i jeden medykament, nie pamiętam jak się nazywał, działał tak, jakbyś przyjmował 1.500 kalorii z jedną tabletką, a ja brałem je trzy razy dziennie.

Jeśli pominął dawkę to każdy, cała rodzina widziała, dom stawał na głowie. Nie można było z nim porozmawiać, po prostu pękał.

Bierzesz medykamenty i zaczynasz być przygaszony i poddajesz się, jesteś jak zombie.

Wyglądało to tak jakby nie zależało mu już na życiu. Nie był sobą.

Moje ciało przechodziło kryzys, moja żona była cała w nerwach. Powiedziała, że to nie jest w porządku, aż pewnego… Byłem strasznie pijany i do tego medykamenty, wciąż brałem to gówno. Powiedziałem sobie, że pieprzyć to, mam tego dość. Wziąłem swój pistolet, wsadziłem go sobie do buzi, a ona w tym czasie otwiera drzwi, więc go wyjąłem, skierowałem go w jej stronę. Chciałem zrobić coś… To gówno nie działa.

Musiałam dosłownie wydrzeć mu broń,  bo inaczej pewnie by się to stało.

To wtedy powiedziałem: pieprzyć to, przestaję, nie biorę już więcej tego gówna bo mnie to zabije. Zabije to mnie, moją żonę…

To był ten przełom, który pozwolił mu wrócić. Medykamenty nie działały, coś trzeba było zrobić. Nie chciałam stracić męża, nie chciałam żeby się zabił i nie chciałam sama zostać przez to zabita. Wiedziałem, że nie jest sobą.

To medykamenty na mnie wpływały. Wiedziałem, że muszę to zmienić, bo inaczej będę martwy. Dlatego właśnie to zmieniłem.

„Jeśli znacie jedną rzecz, która popycha ludzi do samobójstwa, to nam o tym powiedzcie bo my nie wiemy co to jest.”

Wojsko ma wielki problem z samobójstwami.

Od roku 2002, wskaźnik samobójstw w szeregach armii amerykańskiej prawie się podwoił. Wskaźnik samobójstw rośnie jak szalony.

Prawdopodobnie dotyczy to obydwu przypadków, zarówno kiedy są na misji jak i wtedy kiedy wrócą do Stanów.

Przenosiłem się cały czas z jednej bazy do drugiej, byłem na różnych misjach o różnym czasie. W jednej chwili jestem w bazie i jem obiad, aż nagle ktoś mówi:

„Hej chłopaki, słyszeliście o tych trzech żołnierzach, którzy popełnili samobójstwo.”

Doszło do pobić w forcie Bliss, żołnierze umierali jeden po drugim, przezornie zamiast pytać o samobójstwa, mówi się o tym, że żołnierze wsiadali do samochodów czy na motory i jeżdżą 240km na godzinę, po czym się rozbijają.  Dopuszczają się przemocy w rodzinie. To naprawdę wymknęło się spod kontroli.

Pomimo tego, że dzieją się takie rzeczy, psychiatrzy kontynuują wydawanie medykamentów psychotropowych w wielkich ilościach,  farmaceutyki, o których dobrze wiadomo, że zwiększają zachowania agresywne i myśli samobójcze.

Mój ówczesny psychiatra, przypisał mi szeroko rekomendowany farmaceutyk o nazwie Gabapentin. Wziąłem jedną tabletkę i po jakichś 30 minutach miałem już myśli samobójcze.

Zaczęli ze mną od bardzo małej dawki, żeby mój organizm mógł to zaakceptować.

Jednak nawet przy małej dawce odczuwałem takie efekty uboczne, jak myśli samobójcze, depresja, niepokój. Zauważyłam, że było dużo chwil kiedy myślałam, że byłoby lepiej gdybym nie żyła, musiałam z tym żyć. Kiedy myślę o tym teraz, to wiem,  że to było przez te farmaceutyki.

Owszem, mogą być przyczyny samobójstw w dzisiejszym wojsku, które nie wiążą się ze stosowaniem medykamentów psychotropowych, ale byłoby głupotą ignorowanie wpływu leków.

Zapytajcie ludzi w oddziałach w których żołnierze biorą udział w akcjach.

Służyłem w żandarmerii wojskowej, aktywnie służący jako policjant w szeregach wojska. W ciągu jednego tygodnia wzywano  mnie do około 8 lub 9 prób samobójczych, gdzie osoby albo przedawkowały lub twierdziły, że się zabiją, tego typu wezwania. I jeden za drugim,  każdy z nich był na środkach psychoaktywnych. Z powodu mojej funkcji, czyli śledczego nie widziałam nigdy żołnierzy w momencie kiedy brali środki psychotropowe. Wszystko co widziałam to efekt po samobójstwie  czy śmierci i z tego powstawał raport. Byliśmy wzywani dość często do przeprowadzenia śledztwa.

Przeprowadzaliśmy wtedy autopsję, wraz z badaniem toksykologicznym, które miało wykryć jakiekolwiek leki w organizmie. Zazwyczaj były jakieś rodzaje farmaceutyków, wielu z nich brało różne rodzaje medykamentów, na depresję czy stany lękowe.

Wiele samobójstw miało miejsce w wojsku. Zarówno poza granicami, jak również i tutaj, w Stanach. Od roku 2009 do roku 2012 więcej amerykańskich żołnierzy ginęło w skutek samobójstw niż wypadków samochodowych, chorób serca, nowotworu czy zabójstwa.

Amerykański Sekretarz Obrony nazwał to epidemią. Więc tak, jest to problem.

Niektórzy twierdzą, że to z powodu stresu związanego z wojną, ale 85 % samobójców wojskowych, nigdy nawet nie widziała walki, a 52 % nigdy nawet nie dostały przydziału. Tymczasem wiara w psychiatrów wojskowych, nigdy nie jest nawet poddawana w wątpliwość. A skutkuje to próbami samobójczymi, takimi jak ta.

Mój syn wstąpił do wojska, chciał zrobić karierę i stać się kimś. Był wciąż słodki i całkiem normalny kiedy wrócił z Iraku, nawet pomimo tego, że był bardzo nerwowy w tłumie, wśród ludzi, miał PTSD, to jego osobowość pozostała niezmieniona w porównaniu z tym co widzieliśmy później kiedy był na farmaceutykach. Tak więc kiedy Michael powiedział, że ma problemy z lękiem, powiedziałem mu że musi pójść komuś powiedzieć. To był początek jego drogi. W mojej opinii był to najgorszy krok jaki mogliśmy podjąć.

Zaczęło się od jednego farmaceutyku, doszedł drugi. Z każdym kolejnym symptomem jaki się pojawiał dostawał nowy medykament. Zauważyliśmy, że zaczął przygasać. A jego osobowość – to nie był już nasz syn. Było w nim dużo złości, używał obraźliwego słownictwa. To było surrealistyczne, osoba, z którą rozmawiałem nie miała już nic z mego syna. Był niepewny siebie, nie miał chęci do zrobienia czegokolwiek. W pewnym momencie przestał myć zęby, pić wodę, jeść, bo miał to gdzieś. On nawet nie wiedział, że się tak zachowuje.  Zaczęłam badać temat i odkryłam, że wszystkim żołnierzom podaje się medykamenty i że wszyscy oni popełniają samobójstwa pod ich wpływem. Wydrukowałam więc wszystko co znalazłam i pokazałam to mężowi. Poprosiłam go żeby powiedział mi co myśli o tym co znalazłam.

Po zapoznaniu się z tymi materiałami, powiedział mi,  że jeśli wszystkie te dane są właściwe to kryje się w nich pewien wzór według, którego zachowuje się teraz nasz syn. I, że jeśli dobrze myśli na podstawie tych danych, to możliwe, że wkrótce popełni samobójstwo. Byłam w sklepie Dollar kiedy zadzwonił do mnie mąż mówiąc, że nie chce mnie denerwować i żebym wiedziała, że z Michaelem jest wszystko w porządku, ale próbował się zabić. Wbił sobie dwa wenflony w ręce i wykrwawiał się do wanny. Swoją krwią malował po ścianach. Nie był nawet świadomy tego, że się zabija. Jego świadomość, jego rozumowanie, były już zakłócone przez te tabletki. Te pigułki odbierają ci to kim jesteś, a on nie był już sobą. Z badań zrobionych w szpitalu dowiedzieliśmy się, że w jego organizmie znaleziono co najmniej 9 substancji. A były to tylko te, na które przeprowadzili testy.

Dawali mojemu synowi medykamenty, na których jest dodatkowe ostrzeżenie, że jeśli masz mniej niż 25 lat, biorąc te tabletki,  to rośnie ryzyko popełnienia samobójstwa o 50 %.

Ryzyko samobójstwa – ale wciąż podawali mu te tabletki. To przez co przeszedł jest tak przerażające, że jest mu ciężko o tym mówić, ale pozwala nam o tym mówić, bo chce ocalić swoich kolegów. Chce ocalić innych, którzy przechodzą przez to samo, tych którzy są odurzani śmiercionośnymi koktajlami. Ja, przemawiający w imieniu Michaela, wiem co konkretnie powiedziałby innym. Powiedziałby – Trzymajcie się z daleko od tabletek. To ślepy zaułek.

Psychiatrzy utrzymują, że ich leki ratują życie, ale bardzo rzadko mówią o poważnym ryzyku samobójstw. Dlaczego nie? Ponieważ te ostrzeżenia w oddzielnych ramkach, dla osób w wieku 18-24 lat, to poziom wiekowy odpowiadający prawie połowie powołanych żołnierzy amerykańskich.

Mimo to, zażywanie medykamentów psychiatrycznych w amerykańskim wojsku wzrosło o 76 % od roku 2001.

Obejmuje to również antydepresanty, które psychiatrzy  wydają żołnierzem w celu zapobiegania samobójstwom. Nie ma żadnego dowodu, że podawanie medykamentów powstrzymuje samobójstwa. Powodem, przez który tak mówię jest to, że istnieje przekonanie, że jeśli ktoś ma zapędy samobójcze to trzeba mu podać farmaceutyki. Nie ma jednak dowodów, że podawanie medykamentów niedoszłemu samobójcy, zapobiegnie samobójstwu. Jest za to znaczący dowód, że wiele farmaceutyków wręcz odwrotnie, sprzyja samobójstwom.

W zeszłym roku, w Departamencie Obrony, było 349 samobójstw wśród personelu wojskowego. To dosłownie prawie jedno na dzień. To więcej samobójstw niż zgonów poniesionych w walkach. Wojsko jest bardzo zaniepokojone.

Właściwie, to w 2009 Fort Campbell, w stanie Kentucky został zamknięty przez dowódcę bazy na jakiś czas z tego powodu, iż mieli u siebie ogromną liczbę samobójstw. Samobójstwa w forcie Campbell muszą się skończyć i to od zaraz.

Ostatnie doniesienia jakie słyszałem mówią o tym, że VA [Veterans Affairs] otrzymywało około 450 telefonów dziennie na ich specjalną linię dla samobójców,va którą uruchomili lata temu, żeby móc poradzić sobie z liczbą weteranów mających codziennie myśli samobójcze. 450 telefonów dziennie.

Jest to problem, który rozbrzmiał również w korytarzach rządowych.

Największą moją troską jeśli chodzi o wojsko jest nadmierna liczba samobójstw, które mają miejsce zarówno wśród tych wciąż służących jak i tych, którzy odeszli z wojska.

Trzy lata temu uczestniczyłem w przesłuchaniu w Kongresie, które miało zbadać powiązania pomiędzy samobójstwami, a zwiększeniem stosowania niektórych farmaceutyków.

Pokazano bezpośrednią zależność:

liczba samobójstw zwiększała się proporcjonalnie do zwiększania się ilości wprowadzanych medykamentów.

Czy te medykamenty powodują samobójstwa? Oczywiście, że tak.

Nie wińcie więc żołnierzy, nie wińcie też wojska jako całości, trzeba winić za to skorumpowanie wojska  przez przemysł psychiatryczny, który uprawia tu fałszywą i niebezpieczną medycynę.

Uprawiają tu swego rodzaju współczesne szarlataństwo,  nazywają to leczeniem, a w efekcie skutkujące samobójstwem.

Chociaż i tak jest źle wśród będących w czynnej służbie to wśród weteranów jest jeszcze gorzej. Ich wskaźnik samobójstw to 22 na dzień, jedno samobójstwo co 65 minut. Ale czy psychiatrzy kiedykolwiek rozważali  zaprzestania faszerowania farmaceutykami?

Nie. Zamiast tego robią całkowicie odwrotnie.

 

TOKSYCZNY KOKTAIL

 

Byłem bardzo dobrze funkcjonującym oficerem, pełniłem obowiązki sierżanta w tamtym czasie, byłem jakby przygotowywany do następnego stopnia. Wysłano mnie do odpowiednich szkół, miałem wsparcie mojego naczelnego dowództwa. Wszystko układało się bardzo dobrze. Po tym jak doświadczyłem tego traumatycznego  zdarzenia podczas mojej ostatniej misji w Iraku, to wtedy zaczęła się moja historia z farmaceutykami, na całej linii. Jak mówiłem wcześniej, zanim się spostrzegłam byłem na 9 do 12 różnych rodzajach medykamentów. Przechodziłem przez proces separacji w wojsku. Musiałem uzyskać badania i ocenę od ludzi spoza wojska. Ci specjaliści widzieli moje akta na swoim ekranie i ilości farmaceutyków jakie mi przypisano w trakcie mojego pobytu w wojsku, zwłaszcza tych z ostatnich kilku lat i dosłownie wzdychali. Byli zszokowani ilością medykamentów i ich wysokimi dawkami. Było tego jakieś sześć stron. Przez wszystkie sposoby w jaki środki psychotropowe mogą wpływać na twoje ciało, w jaki sposób psychiatrzy przeciwdziałają efektom ubocznym medykamentów, które ci podali?

Nie przestają podawać ci tego medykamentu, tylko zwiększą jego dawkę, co może spowodować więcej efektów ubocznych.

Albo dodadzą kolejny lek, który wywoła kolejne. Potem kolejny i kolejny.

Oczywiste było od razu, że nie mają żadnego pojęcia o tym jak zadziała na człowieka cokolwiek z tego co przepiszą.

Powiedzieli, że ten medykament może nie zadziałać, więc będę potrzebował innego. Ten może będziemy musieli zwiększyć, a przy tym może zmniejszyć dawkę.

Miałem przyjaciela, który brał codziennie po dwie do czterech tabletek.

Są żołnierze w Iranie, którzy przyjmują około tuzina farmaceutyków.

Kiedy mówię 7 do 9 farmaceutyków w tym samym czasie, to powiedziałbym, że jest to przeciętna liczba.

Najwięcej o ilu słyszałem to 14.

Znam osobiście pewne oddziały, którym podawano do 20 rożnych medykamentów na raz.

To trochę przygnębiające jeśli spojrzymy na ilości leków na jakich byłem. Są bardzo mocne. Zajmują większą część moich akt medycznych w Administracji dla Weteranów.

Wiele osób było nie tylko na środkach psychotropowych, ale również na lekach w związku z ich obrażeniami. Ta kombinacja sprawiała że byli inni,  to nie byli ci sami ludzie. Mieszali amfetaminę ze środkami przeciwbólowymi, antydepresantami i środkami nasennymi.

Przecież nawet niewykształcony człowiek powie, że to jakieś wariactwo. Ta praktyka jest tak powszechna, że nawet  wymyślili dla niej pojęcie – POLIPRAGMAZJA.

Tutaj pojawia się mało znany fakt:  wiele z tych medykamentów nie było testowane w kombinacjach. To z kolei czyni, tych którzy je biorą niczym więcej niż królikami doświadczalnymi.

Niebezpieczeństwo zwiększa się z każdym podwyższeniem dawki czy też zwiększeniem ilości farmaceutyków.

Obserwowałem moich klientów, którym przepisano środki  psychotropowe. Czasem koktajl, często koktajl. Czasem pojedynczy lek. Oni wszyscy się poważnie zmienili. Gdyby doświadczali negatywnych efektów ubocznych, to w jaki sposób mieliby wiedzieć, który farmaceutyk to powodował? Czy był to środek przeciwpsychotyczny, kto wie? Czy był to antydepresant? Czy to była ich kombinacja? Te chłopaki tego nie wiedzą, wszystko co wiedzą, to że powinni je brać, bo ich lekarz powiedział, że im się polepszy.

A w rzeczywistości to tylko pogarsza ich stan. Problemem jest brak zainteresowania tym co się później dzieje z tymi oddziałami. Nie ma żadnej dalszej kontroli. Zakłada się, że wszystko jest dobrze, daje im się zapas medykamentów i wysyła do kolejnej walki.

Właściwie to niektórym amerykańskim żołnierzom rutynowo podaje się zapas środków psychotropowych na 180 dni, kiedy udają się na front. Bez żadnego nadzoru, bez żadnych ograniczeń, po prostu biorą je kiedy chcą. A co się dzieje z nimi kiedy idą na walkę? Czy dzielą się nimi ze swoimi kolegami? Oczywiście, że tak.

Dlatego pracownicy socjalni i lekarze, mówili mi, że 90 % oddziałów, podczas walki wzięła jeden raz lub więcej, jakiś rodzaj środka psychotropowego. To po prostu jedna wielka, szalona, farmaceutyczna ruletka,  która dzieje się kosztem synów i córek naszego narodu.

Mój mąż nigdy nie brał leków, żadnych. Nigdy nic nie brał. Spotykałam się z nim pięć lat zanim się pobraliśmy. Nigdy nie zrobił nic z tych rzeczy. Potem, kiedy był w Afganistanie, tamtejsi psychiatrzy zaczęli podawać mu farmaceutyki na depresję i oczywiście przeciwbólowe. Brał je bo został ranny, zaczęli go faszerować medykamentami kiedy został ranny po raz pierwszy. Za drugim razem, kiedy oberwał, wysłali go do mnie, do domu. Po dwóch tygodniach pobytu w domu stał się strasznie agresywny. Zasugerowałam, że potrzebujemy terapii, albo się rozwiedziemy bo nie mogłam tak żyć, z tym jak się nade mną znęcał. Mój mąż nigdy się tak nie zachowywał. Zbędne jest tutaj stwierdzenie, że nie wiedziałam wtedy, że to te medykamenty tak na niego wpływały. Był taki moment, że mój mąż był na 21 farmaceutykach jednocześnie. To było jakieś szaleństwo, już nawet nie wiedziałam kim jest ta osoba, z którą mieszkałam. Od samego początku próbowałam mu pomóc z tymi medykamentami. Cały czas odmawiano mu innej pomocy, nieustannie podając mu farmaceutyki. Nie stosowano żadnego innego leczenia.  Jego fizyczne dolegliwości nie były leczone, stał się nieprzewidywalny z dnia na dzień. Otoczki jego oczu stawały się żółte,  kolor jego skóry robił się zielony i szary. Tak się działo często. Oczywiście baliśmy się, że obudzimy się rano, a on będzie martwy.

Każdego dnia żyliśmy w ten sposób. Jego córka żyła z dnia na dzień, ja żyłam z dnia na dzień. Myślałam: czy to dzień, w którym umrze? Czy to dzień w którym otrzymam telefon? Oni muszą oddać mi życie mojego męża z powrotem, to właśnie muszą zrobić. Muszą odstawić mu leki, żeby mógł myśleć. On nie jest w stanie myśleć, on nie wie.

Straszliwa rzeczywistość jest taka, że kiedy już jesteś na tych medykamentach, trzeba przejść piekło żeby z nich zejść. Od niektórych można się uzależnić i to w mniej niż dwa tygodnie. Mamy teraz żołnierzy wracających z pola walki, którzy uzależnieni są od środków psychotropowych.

Mają objawy odstawienie kiedy wracają do życia w cywilu,  zaczynają się ujawniać te skutki uboczne, na które zapobiegawczo dostawali medykamenty. Popadają więc w depresję, myślą o samobójstwie. Nie tylko niebezpiecznym jest bycie na tych lekach,  również bardzo niebezpieczne jest ich odstawianie. Właściwie w wielu przypadkach, samobójstwo ma miejsce natychmiast kiedy ktoś odstawia środki antydepresyjne.

Więc kiedy je odstawiasz upewnij się, że jesteś pod opieką lekarza i masz na miejscu system wsparcia, żebyś mógł odstawić te leki bezpiecznie. Próbowanie samodzielnego odstawienia tych farmaceutyków, a szczególnie w jeden dzień, jest bardzo niebezpieczne z powodu okropnych  efektów ubocznych jakich możesz doświadczyć.

Odczuwam lęki, pocę się, nie wiem co mam robić.

Psychiatrzy powiedzą ci, że jest to nawrót twojej choroby psychicznej. I że musisz z powrotem wrócić do medykamentów. To nie jest prawdą, to po prostu odstawienie jak w przypadku zwykłych narkotyków.

Lekarz wtedy mi nie powiedział, że jeśli odstawię te medykamenty to objawy będą jeszcze gorsze. To są naprawdę uzależniające farmaceutyki, nie wiedziałem jak sobie radzić bez nich. Proces odstawiania jest ciężki. Jedną z rzeczy jakich ja doświadczyłem, to wszystkie te emocje, wszystkie te uczucia, te wszystkie traumy i smutek, tym nikt  w żaden sposób się nie zajął.

Kuracja to tylko podawanie medykamentów. Kiedy zszedłem z tych wszystkich farmaceutyków, to było jak otworzenie zapory przeciwpowodziowej.

Nawet kiedy zejdziesz z tych pigułek to jest pewien okres czasu, sądzę że dość długi okres czasu, kiedy wychodzi to z twojego organizmu. I czasami myślisz, że lepiej by było gdybyś był martwy.

To szokujące. Ilu żołnierzy wraca do domu uzależnionych od medykamentów psychotropowych?

Śledztwo armii amerykańskiej odkryło, że co najmniej 35% żołnierzy w szpitalach wojskowych ma problem z lekami na receptę.

A bardzo często uzależnienie nie jest tymczasowe, ale na całe życie. Ale może być jeszcze gorzej, ponieważ czasem te medykamenty mogą okazać się zabójcze. Uderzają szybko i bez żadnego ostrzeżenia.

 

NAGŁA ŚMIERĆ

 

Sierżant Chris Bakus, przeżył misję w Bagdadzie, przydział do Afganistanu i drugą turę w Iraku.

Co konkretnie zabiło twojego brata?

Zmarł, ponieważ pomieszał różne medykamenty narkotyczne. Zawsze kiedy miał problem z nimi, to albo  zwiększali mu dawkę, albo siłę konkretnej pigułki.

Bomba nie dała rady temu żołnierzowi, ale fiolka już tak.

Chris Bakus przyjmował dwa antydepresanty, 2 środki na bazie opiatów i środek przeciwlękowy. Na miejscu znaleziono 27 recept na różne leki,  większość z nich wypisanych niedawno.

Według autopsji zabiła go interakcja leków miedzy sobą. Coś, co każdy dobry lekarz mógł przewidzieć. Sprawa Chrisa Bakusa okazała się nie różnić wcale od setek innych.

Około 720 km dalej, Stan i Sherley White, świętowali bezpieczny powrót ich syna, 23 letniego kaprala marynarki, Adrew White, ze strefy walki.

Bardzo mało wiedzą na temat tego co się działo kiedy udał się po pomoc do lokalnego szpitala dla weteranów. Tylko tyle, że go zdiagnozowano i podano mu medykamenty.

Zachowanie Andrew zaczęło się poważnie pogarszać. Widzieliśmy powolne wycofanie się, jego problemy ze złością. W pewnym momencie spał po dwa, trzy dni pod rząd. Zdaniem jego psychiatry, jego sposobem na pogarszający się stan Andrew, było zwiększenie dawki medykamentów, albo ich zmiana.

12 lutego 2008 roku, kapral White, zmarł we śnie. Nawet się nie poruszył, po prostu zmarł.

Raport koronera mówił, że nastąpiło odurzenie tymi farmaceutykami. Wspominał, że jego serce przestało bić. Andrew miał 23 lata, był bardzo zdrowy,  nie miał żadnych poważnych dolegliwości. Nie powinien umrzeć w łóżku.

Był jednym z czterech weteranów, zaledwie dwudziesto-kilkulatków, znalezionych martwych w swoich łóżkach w zachodniej Virginii, w odstępie kilku miesięcy od siebie. Poskutkowało to zaangażowaniem się w dochodzenie neurologa z San Diego, żeby dowiedzieć się dlaczego.

Próbowałem zrozumieć, jak mogli umrzeć, jaki mógłby być prawdopodobny mechanizm ich śmierci. Umierają podczas niezmąconego snu, z przyczyn sercowych. Nagle, z jakiegoś powodu zatrzymuje się ich serce. Podążając każdym tropem, odkrywa, że każdy z nich miał zdiagnozowane PTSD. I każdy z nich brał ten sam zestaw silnych medykamentów psychotropowych. Przypadkiem natrafiłem na literaturę o medykamentach przeciwpsychotycznych, która mówiła, że są one szczególnie niebezpieczne. Mogą spowodować nagłe zatrzymanie serca.

A ci wszyscy trzej weterani zażywali kombinację farmaceutyków, które mogły spowodować lub doprowadzić do nagłej śmierci kardiologicznej. To może być wierzchołek góry lodowej, mogą być inni poszkodowani.

Skracając całą tą historię, ta lista dowodzi 250 przypadków, potem 300, a dzisiaj jest to 351 przypadków prawdopodobnej śmierci kardiologicznej.

Ryzyko nagłej śmierci kardiologicznej czyni te medykamenty naprawdę nieodpowiednimi do spożycia dla ludzi. A mimo to stosowane są w wojsku jakby to były jakieś żelki.

Tak, patrzycie na mnie, „wściekłego psa”.

Inny przypadek takiej śmierci kardiologicznej to 21 letni kapral Chad Oligschlaeger.

Słyszycie to? To odgłosy broni maszynowej. Nie wiemy skąd dochodzą. Ale bez obaw, mamy naszą budowlę z worków z piaskiem. Kontynuujmy.

Chad był zabawny, super inteligentny. Bardzo lubił zabawę, uprawiał sport i takie tam. Jak każdy normalny dzieciak, cały czas gdzieś wychodził. Zawsze chciał nawiązywać przyjaźnie i rozmawiać ze wszystkimi. To właśnie przykuło też moją uwagę na początku. Po prostu fajnie było być w jego towarzystwie. Powiedział mi, że powodem dla którego chciał wstąpić do wojska było to, że jeśli on do niego pójdzie to może jego dzieci nie będą musiały. Naprawdę uważał to za swój obowiązek jako obywatela, żeby brać w tym udział. Kiedy wrócił, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jest inny. Poprosił swojego dowódcę o skorzystanie z pomocy terapeuty. Potrzebował pomocy ponieważ borykał się z pewnymi problemami, po tym co zrobił, co widział podczas swojej pierwszej tury.

Powód dla którego jestem tutaj, a nie tam, jest to, że nie chcę zarobić kulki od jakiegoś brązowego.

Wszyscy myśleliśmy podobnie: dadzą ci leki, pochodzisz chwilę do psychiatry, przegadasz to, wszystko się ułoży. Byliśmy tacy naiwni.

Kiedy był na medykamentach, zachowywał się jakby był na haju przez cały czas, był zdezorientowany. To dosłownie zmieniło go w chodzące zombie po tym jak brał te środki. Zawsze był skrupulatny i upewniał się, że wziął je na czas. Miało się wrażenie, że przez te psychotropy zapominał co robił, sprawiały że zapominał o zdarzeniach z przeszłości.

Opowiadałam mu historie, a on nie wierzył mi w to co mówiłam. Kiedy brał Seroquel to dziesięć minut później wracał  do swojego pudełka z medykamentami mówiąc, że musi przyjąć leki. Mówiłem – przecież dopiero co wziąłeś.

Miałam wrażenie, że niczego nie kontrolował i nie wiedział właściwie co robi, nie miał zamiaru pracować. A kiedy powinien pracować, to mówił, że spał w swoim pokoju. Zarządzam chwilową przerwę z powodu usterek i problemów technicznych. Usłyszałem pukanie do drzwi o godzinie 11 wieczorem. Nigdy nie chciałem usłyszeć pukania o tej godzinie,  ale stało się. Znaleźli Chada. Moja reakcja była – To świetnie,  gdzie on jest, gdzie ten mały gnojek. Dawno się nie odzywał.

Mężczyzna powiedział, że jest w koszarach. Zapytałam czy wszystko jest w porządku?  Czy mogę pójść i się z nim zobaczyć? Powiedział, że znaleźli go w jego pokoju, leżał martwy na podłodze. Że nie wiedzą ile czasu tak leżał, że już go nie ma. I że nie mogę go zobaczyć, nie mogę wejść do bazy. Jedyne o czym mogłam myśleć, to że był tam sam w pokoju,  że powinien być bezpieczny. Było ciężko to przetrawić, bo zawsze myśleliśmy,  że skoro jest w wojsku, w marynarce, to oczekiwaliśmy, że jeśli miałby zginąć, to zginąłby podczas misji. Że zostałby zabity w akcji. Nie spodziewaliśmy się,  że wróci do domu i umrze. Poprosiłam doktora z uniwersytetu z Teksasu, żeby przejrzał wyniki autopsji.

Powiedział, że poziom leków nie był zawyżony, były zgodne z tym co miał przypisane. Nic nie było niezgodne z zleceniami czy dawkami, ale patrzyli na raport i pytali  dlaczego bierze ich aż siedem, to dużo. Lekarz spojrzał na mnie i powiedział, że to go zabiło. Winię psychiatrów i winię też lekarzy  za przypisywanie tych pigułek. To oni nigdy nie robili mu badań kontrolnych i pozwalali mu wyjść z wszystkimi innymi farmaceutykami. Nie odstawili mu żadnego leku, wciąż dawali mu ich więcej, i wszystkie naraz.

Psychiatrzy nazywają te zgony przypadkowymi przedawkowaniami, ale spójrzmy prawdzie w oczy. To leży na granicy lekceważenia zabójstwa. Kiedy  pozwala się na przypisywanie naszym żołnierzom, jednemu po drugim, tych śmiertelnych koktajli, zmusza to do zastanowienia, czy psychiatrzy w ogóle przejmują się tym po co to się robi. Wystarczy już, że nasze  oddziały giną, ale przyjmowanie tych farmaceutyków sięga dużo dalej niż tylko ich ofiar. Może to również wpłynąć na życie tych, których kochali najbardziej.

 

PRZYPADKOWE SZKODY – RODZINA POD OSTRZAŁEM

 

Służyłem w 101-szej dywizji powietrznodesantowej. Zostałem przypisany w czasie konwoju do karabinu na samochodzie podczas  operacji „Iraqi Freedom [Wolność dla Irakijczyków]”. Odszedłem jako kapitan. W sumie brałem udział w walkach przez 27 miesięcy.  Kiedy wyszedłem i wróciłem do domu po operacji „Wolność dla Irakijczyków”, jeśli ktokolwiek wspomniał, że był świadkiem walk, albo  widział jak kogoś zabijają, albo że uczestniczył w walce, konkretnie w misjach, obowiązkowym było,  że miał się udać do placówki zdrowia psychicznego.

Mi osobiście przypisano Prozac, Depacote, a któregoś razu Zoloft. Jednej nocy i nigdy nie zapomnę tego dopóki żyję. Jednego wieczoru położyłem się, wziąłem swoje tabletki i wypiłem kieliszek Jacka Danielsa. W tamtym czasie moje dzieci mieszkały ze mną. Nie upiłem się więc, ani nic z tych rzeczy. Nie wypiłem nie wiadomo ile, ale z jakiegoś  powodu zdecydowałem się spać na kanapie tym razem. Pamiętam jak otwieram oczy i nie dam rady poruszyć ani rękoma, ani nogami i czuję jakbym się miał dosłownie zakrztusić na śmierć. Mój syn, który wtedy miał lat 13, wszedł do pokoju. Najwyraźniej wydawałem jakieś dźwięki i walnął mnie tak mocno, że aż spadłem z kanapy. To mnie otrzeźwiło, ale dosłownie czułem się jakbym umierał. Nie mogę przestać myśleć, że gdyby nie było tam mego syna, żeby mnie obudzić – czy byłbym kolejną statystyką? Może.

W czynnej służbie, czy weteran, żołnierz na medykamentach może negatywnie wpływać na resztę rodziny. To co się zauważa, to że używanie etykiet: rozbity lub z zaburzeniami. Wykorzystywane jest to nie tylko w przypadku naszych oddziałów, ale jest także poszerzone o ich rodziny.

Słyszysz historie o tych małych dzieciach, które żyją z będącymi w służbie mamą lub tatą, którzy nie potrafią sobie poradzić z misjami. To co dzieje się z oddziałami, które dostały przydział i wracają do domu, to nieważne czy widziały walkę z bliska czy nie. Każdy z nich musi wypełnić subiektywny kwestionariusz psychiatryczny, a na podstawie jego wyników namawia się  ich do brania farmaceutyków. A kiedy je biorą, stają się kimś innym od tych jakimi zapamiętało je ich dziecko.

Teraz dziecko musi znaleźć sposób na poradzenie sobie z czymś zupełnie różnym, niż wtedy gdy rodzic był w domu zanim wyjechał na misję. Dziecko sobie z tym nie radzi. Co się więc dzieje? Mama i tata stwierdzają, że dziecko musi udać się do kogoś po pomoc.

Dziecko szuka pomocy i dostaje te same medykamenty, które przyjmują jego rodzice. O wiele łatwiej jest podać dziecku pigułkę zamiast zająć się problemem we właściwy sposób. Farmaceutyki w końcu zniszczą ten młody umysł, a ostatecznie wymażą kogoś ze społeczeństwa, kiedy ten ktoś popełni samobójstwo.

Mój najmłodszy syn, Daniel, był bardzo zabawny, mały  żartowniś, który miał mnóstwo przyjaciół w sąsiedztwie. Uwielbiali go jego nauczyciele w szkole. Jeździliśmy łowić ryby, na polowania albo po porostu spędzić wspólnie czas w lesie. Udawało nam się spędzić chociaż trochę czasu razem wtedy, kiedy nie musiałem być na szkoleniu albo na misji. Daniel zaczął mieć problemy ze spaniem,  zaraz po tym jak jego tata wyjechał.

Martwił się bardzo, że ojciec nie wróci do domu. Bał się, że jego tata zostanie zabity. Widzieliśmy się z psychiatrą przez jakieś 10 czy 15 minut, a on przepisał mu coś co miało ułatwić mu zasypianie oraz farmaceutyk Celexa.

Kiedy zaczęła mówić mi o medykamentach, byłem bardzo zaniepokojony. Ogólnie, to wydawało mi się, że sytuacja wciąż się rozwijała, z tym, że na gorsze.

Mój mąż wrócił do domu z Iraku trzy miesiące wcześniej z powodu moich obaw.

Byłem bardzo zaniepokojony zmianą osobowości, stawał się coraz bardziej zamknięty w sobie, smutny i przygnębiony. Zachowywał się bardzo dziwnie, zaczął okaleczać się w szkole. Zaczął też mieć halucynacje. Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał zanim nie zaczął brać tych medykamentów. Byliśmy wtedy wszyscy w domu,  zniknął nam z oczu na jakieś 10-15 minut. Wziął coś do jedzenia i poszedł do swojego pokoju.

Poprosiłam Jamesa żeby poszukał Daniela, bo chciałam, żeby pomógł mi w ogrodzie. Znalazł go.

– Pogotowie, co się stało? Potrzebujemy karetki. Co się dzieje? Mój młodszy brat powiesił się.

– Ok, jak brat ma na imię?

– Daniel Radenz. Moja mama właśnie robi mu resuscytację.

Poczekaj chwilę na linii. Nie rozłączaj się. Był małym, niewinnym chłopcem, który po prostu martwił się o swego tatę. Który każdego wieczora modlił się o to, żeby jego tata był bezpieczny i żeby tata wrócił do domu. Prosił anioły żeby go chroniły, ale żaden nie ochronił mojego syna. Psychiatria wojskowa zabrała nam naszego najmłodszego syna i zniszczyła naszą rodzinę.

Dzieci to ogromny i atrakcyjny cel dla psychiatrów. 1,9 miliona dzieci ma rodzica w wojsku, a około 1 miliona ma rodzica na misji. A kiedy jesteś małym dzieckiem martwiącym się o tatę albo mamę, to czyni to z ciebie pożądany przypadek.

Liczba dzieci, którym zostały podane farmaceutyki w wojskowym systemie opieki zdrowotnej, jest po prostu ogromna i wciąż rośnie. Tak więc ma to wpływ, ogromny wpływ,  na całą jednostkę jaką jest rodzina.

Teraz dopiero się dowiadujemy… Psychiatryczne leczenie ambulatoryjne dla dzieci żołnierzy na misjach osiągnęła obecnie największą ilość, bo aż dwóch milionów wizyt. Do brania ilu medykamentów są te dzieci teraz zmuszane? Jakakolwiek jest to liczba, to jest wysoka.

Według badania opublikowanego w czasopiśmie Amerykańskiej Akademii Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, 91 % wszystkich dzieci odwiedzających psychiatrę, wychodzą z gabinetu ze środkami psychotropowymi.

Czy to jest naprawdę to czego chcemy dla swoich dzieci? Musicie się zastanowić dlaczego, pomimo tych wszystkich porażek, psychiatrzy wciąż krzywdzą ludzi?

Faszerują ich medykamentami, uzależniają ich, przyczyniają się do przemocy i samobójstw… Z najbardziej możliwego haniebnego powodu.

 

KRWAWE PIENIĄDZE

 

Psychiatrzy twierdzą, że zaburzenia takie jak PTSD nie mogą być wyleczone. Wręcz przeciwnie, mówią, że musi być ono zarządzane przy pomocy farmaceutyków do końca twojego życia. To zła medycyna, lecz wspaniała dla kont bankowych.

Kiedy raz kogoś zdiagnozujesz i zaczniesz podawać mu medykamenty, przez całe życie takiej osoby, zapewnienie medykamentów i opieki będzie kosztować podatników około 1,5 miliona.

Można tu zarobić dużo pieniędzy. To dużo pieniędzy do zarobienia przez firmy, które te medykamenty produkują. Zysk to jedyny przekonujący argument dla  wszystkich środków psychotropowych w armii.

Podatnicy pokrywają w całości rachunek za tą parodię medycyny. Środki psychotropowe, które popychają do samobójstw, ty za nie płacisz. Dlaczego więc psychiatrzy przepisują medykamenty  w tak rekordowych ilościach?

Ponieważ farmakologizacja ludzi jest o wiele łatwiejsza niż prawdziwa pomoc. A z powodu tego wzrostu farmakologizacji psychiatrycznej, psychiatria rozwinęła bardzo bliskie relacje z firmami farmakologicznymi, które mówią jasno.

„Powiedzmy to wprost. Oni potrzebują nas, a my ich.” – Dr Jeffrey Lieberman,  prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów.

 

„Aby przetrwać musimy uderzać tam gdzie są pieniądze.” Dr Steven Sharfstein, były prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów.

Niestety, prawie wszędzie gdzie spojrzysz, zobaczysz finansowy konflikt interesów. Weźmy Matthew Friedmana, psychiatra i dyrektor generalny Narodowego Centrum Weteranów zajmujące się PTSD. Friedman był nie tylko opłacanym prelegentem przez trzech różnych producentów leków, ale również zasiadał w Naukowym Komitecie Doradczym firm farmaceutycznych produkujących Paxil i Zoloft. Teraz zgadujcie. Tak się składa,  że są to jedyne dwa środki psychotropowe zatwierdzone przez rząd amerykański jako właściwe do leczenia PTSD.

Jest także Pani doktor Elspeth Cameron Ritchie. Do niedawna najważniejszy psychiatra w amerykańskiej armii. Wychwala ona antypsychotyczny środek o nazwie Seroquel, jako bardzo użyteczny w leczeniu lęków i koszmarów związanych ze stresem wojennym.

Seroquel nie tylko nie jest zatwierdzony do takiego celu,  to jeszcze powiązany jest  z nagłą śmiercią z powodu zatrzymania akcji serca. Żołnierze nazywają go Sero-kill [Sero-zabójca], a na ulicy nosi nazwę: baby heroin [Dziecięca heroina]. W tym samym roku Ritchie rozpoczęła transmisje internetowe, częściowo finansowane przez producenta Seroquel w których nieustannie propagowała używanie środków psychotropowych na polu walki.

Oczywiście, ja jestem psychiatrą dlatego mam na myśli środki psychotropowe, kurujemy żołnierzy za pomocą medykamentów, terapii behawioralno-poznawczej oraz innych zaawansowanych technik na polu walki.

I w końcu, psychiatra i były generał brygady, Stephen Xenakis. Kiedy był jeszcze w armii mocno naciskał na częstą kontrolę psychiatryczną żołnierzy. Im częściej, tym lepiej.

Dzisiaj wojsko sprawdza żołnierzy co najmniej pięć razy, wliczając w to obowiązkową kontrolę psychiatryczną, kiedy wracają do domu z misji. Jak również badanie kontrolne po sześciu miesiącach.  Te badania kontrolne pełne są konfliktów interesów.

Powstanie jednego z kwestionariuszy, rekomendowanego przez naczelnego lekarza wojskowego, zostało ufundowane przez firmę Pfizer,  producenta antydepresantu Zoloft. Inny program monitorujący dla służby wojskowej i ich rodzin, administrowany jest przez grupę finansowaną pieniędzmi pochodzącymi z ośmiu różnych firm.

Jednak Xanakis chce swojego kawałka tortu. Ustawił się zarabiając miliony jako dyrektor naczelny  firmy sprzedającej urządzenia do skanowania mózgu, których planuje używać do diagnozowania PTSD.

Sedno sprawy jest takie, że w psychiatrii chodzi tylko o pieniądze. Na pewno nie o zdrowie. A jednak, bez zreformowania tego zepsutego i nieefektywnego systemu, Amerykański Departament ds. Weteranów zatrudnił ostatnio dodatkowe 1.600 pracowników opieki zdrowia psychicznego, po to aby podołać problemowi,  który ta profesja sama sobie funduje.

Jeśli zatrudnimy więcej profesjonalistów do tego co obecnie robimy, to otrzymamy jeszcze więcej tego samego,  to jak gonienie swojego ogona.

W przypadku żołnierzy, którzy odeszli ze służby i z honorem służyli krajowi, wszystko sprowadza się do jednego słowa – zdrada.

Jedną z „korzyści” jaką z tego mam jest to, że dostaję tysiące wiadomości tygodniowo, zarówno od weteranów jak i od innych osób cierpiących z powodu spustoszeń jako efekt farmaceutyków, a ostatnio zwłaszcza weterani. Notujemy wzrost,  coraz więcej ludzi dzwoni i mówi, że poczuli się zdradzeni.

Są bardzo dumni ze swojej służby, że walczyli za swój kraj,  bronili tych którzy zostali w domach, swoich najbliższych. Myślę, że wszystko o co proszą, to móc wrócić do domu i być potraktowanym uczciwie. Żeby dać im odpowiedzi i zatroszczyć się o nich. Jednak nikt się o nich nie troszczy, mówi się im, że to siedzi w ich głowie, że to stan psychiczny.  Weź tabletkę, wtedy ci przejdzie, możesz już odejść. To wszystko. Myślę, że to jest zdrada bo wszystko czego ci ludzie potrzebują to zrozumienie. To największa możliwa zdrada istoty ludzkiej. Zabijanie ich i twierdzenie przy tym, że się ich leczy. Nazywanie tego medycyną, a dostarczanie im śmierci.

A wszystko to jest zupełnie zbyteczne, gdyż jest nadzieja. I nie przewiduje udziału leczenia psychiatrycznego.

 

JEST NADZIEJA

 

Rozejrzyjcie się dookoła, a niestety zobaczycie świat przesiąknięty psychiatrią. Istnieją bezpieczne, skuteczne i działające rozwiązania, które mogą być odkryte. Najważniejszym zdaniem dla żołnierzy, ale również dla każdej innej osoby cierpiącej na tak zwaną chorobę psychiczną, jest to, że jest nadzieja. Gdzieś tam jest nadzieja, jest rozwiązanie, dostępne są rzeczy, dzięki którym odzyskasz z powrotem swoje życie.

Możliwy jest brak myśli samobójczych i chęci skończenia ze sobą. I nie wymaga to środków psychotropowych. Jest sposób na rozwiązanie tego problemu. Trzeba pozbyć się medykamentów i zacząć traktować żołnierzy jak ludzi, a nie szczury laboratoryjne. To jest rozwiązanie.

Weterani, którym udało się otrząsnąć ze swoich obrażeń wojennych, zrobili to na własną rękę, ze swoimi przyjaciółmi, kolegami, razem z grupami wsparcia. Robią to z powodzeniem bez pomocy interwencji medycznych. Kiedy rozmawiasz z nimi, mówią, że kiedy się spotykają, pomagają sobie nawzajem, wspierają się. Są świadomi uczuć kolegów i ich rozumieją. Psychiatrzy natomiast mają możliwość zakłócenia tego procesu. Podając medykamenty częściej mogą zakłócić zamiast wesprzeć.

Taki żołnierz potrzebuje pomocy, potrzebuje opieki, miłości i przyjaźni lub cokolwiek innego co sprawi, że poczuje się lepiej. Ale nie potrzebuje do tego środków psychotropowych. Prawdziwa opieka medyczna może zacząć się dopiero po całkowitym sprawdzeniu, pełnym badaniu lekarskim przeprowadzonym przez kompetentnego lekarza, w celu znalezienia wszystkich przyczyn, urazów czy chorób, które być może powodują cierpienia emocjonalne.

Każdy symptom powinien być zbadany pod kątem przyczyny fizycznej, bo jeśli się tego nie zrobi, to jest prawie pewne, że ktoś z przyczynami natury fizycznej jest określony jako mający objawy psychiatryczne, co jest fałszem.

Upewniając się, że wykluczymy wszystkie przyczyny fizyczne, zaczynamy sprawiać, że żołnierz, weteran czuje się lepiej. Kiedy zaczyna lepiej się czuć, kiedy czuje się lepiej fizycznie to czuje się lepiej ze swoimi emocjami i jest w stanie radzić sobie z niektórymi problemami, a które mają związek ze stresem czy traumą jakiej doznał w trakcie walki.

Jeśli jesteś na psychotropach i chcesz je odstawić, upewnij się, że robisz to pod nadzorem kompetentnego lekarza.

Odstawienie medykamentów było najlepszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem. Pomogło mi to, pomogło mi wrócić,  być znowu Mike’m i naprawdę uratowało mi życie.

To zmieniło moje życie, ale jednocześnie sprawiło to, że naprawdę dokładnie przyjrzałem się szkodom, jakie wyrządzały mi te farmaceutyki, kiedy byłem pod ich wpływem. To był tego rodzaju incydent, który przyśpieszył moją decyzję o opuszczeniu systemu, w którym byłem i skierowanie się w stronę niefarmakologicznego podejścia, które okazało się być dla mnie fenomenalnie skuteczne. Nie jestem już tą sama osobą. Ale w chwili obecnej, wciąż wielu żołnierzom grozi  ryzyko wydania rozkazu zażywania psychotropów.

Dlatego, tak niezmiernie ważne jest aby znać swoje prawa. Istnieje obowiązek armii, podczas służby,  opiekowania się córkami i synami narodu, którzy poświęcają siebie i składają przysięgę bronić konstytucji swoim życiem. To jest poważna służba. Rozkaz może brzmieć:

„Musisz iść, zobaczyć się z psychiatrą bo widzimy, że jesteś niestabilny.”

Czy żołnierz musi więc pojawić się na takiej wizycie? Odpowiedź brzmi: Tak. Aczkolwiek, kiedy wejdziesz do gabinetu terapeuty, nie musisz brać udziału w takiej kuracji. Czasami dzwonią do mnie ludzie i pytają, czy mogą odmówić tego czy tamtego. Mówię im: Oczywiście.

U podstaw tego prawa do odmowy, leży jedno z najważniejszych istniejących praw: ŚWIADOMIE WYRAŻONA ZGODA. Świadomie wyrażona zgoda oznacza, iż masz prawo do bycia poinformowanym z wyprzedzeniem o wszystkich zagrożeniach i korzyściach płynących z proponowanego leczenia psychiatrycznego, o możliwych terapiach alternatywnych, jak również o opcji żadnego leczenia.

Podczas służby każdy ma prawo do świadomie wyrażonej zgody. Ale ci żołnierze i marynarze nie są informowani o wszystkich konsekwencjach przyjmowania tych medykamentów, ponieważ gdybyś został naprawdę poinformowany o konsekwencjach ich brania, czy chciałbyś je brać? Rozumiecie. Najbardziej prawdopodobna odpowiedź to: Nie.

Świadomie wyrażona zgoda to tylko jedno z wielu praw jakie masz zgodnie z Amerykańskim Kodeksem Wojskowym. Duża liczba innych krajów również uwzględnia prawo do takiej zgody. Ale to do ciebie należy się domaganie tego! Zaangażuj się i powiedz innym, o tych prawach.

Wielu odważnych, którzy przeżyli starcie z wojskową psychiatrią i ich rodziny, mówią o tym teraz głośno i na pewno przyda się im twoja pomoc. Nie chcę, żeby inna rodzina doświadczyła tego co my.

Niestety to się dzieje. To jest zniewaga. Co się tutaj dzieje?  Czy ci młodzi ludzie to tylko króliki doświadczalne?

Najwyraźniej tak. Moja córka była królikiem doświadczalnym, a teraz jej nie ma. Jednymi z ostatnich słów Tony było:

„Nie przestawaj mówić mamo. Nawet jeśli pomożesz tylko jednej osobie, nie przestawaj mówić.”

Moim celem nie jest tylko opowiedzenie historii Anthony’ego. Uważam, że nie jest to jakaś wyjątkowa historia, a coś co przytrafia się wielu naszym żołnierzom. Jako adwokat mojego syna i obrońca cierpiących weteranów na terenie całego kraju, grupa, z którą pracuję, chcemy dokonać jakichś zmian w tej kwestii. Uznaliśmy więc za naszą misję, że powiemy o tym wszystkim, którym zdołamy. Mamy stronę internetową, umieszczamy  tam najwięcej informacji jak to możliwe. Musimy wysłać do naszych żołnierzy to przesłanie: Nie bierzcie tych farmaceutyków, nie bierzcie ich. To początek końca. Potrzebne są natychmiastowe działania. Nie tylko w U.S.A., ale na całym świecie.

Więcej brytyjskich żołnierzy i weteranów popełniła samobójstwo w roku 2012 niż zostało zabitych w walce.

To samo dotyczy relatywnie mniejszego wojska w Australii. W ciągu minionej dekady 20% procent zgonów za granicą, w niemieckich szeregach, to były samobójstwa. A wojsko w Rosji ma o 65% wyższy wskaźnik samobójstw niż pozostała część kraju.

Jakie więc jest rozwiązanie?

Pozbyć się psychiatrii z dziedziny zdrowia psychicznego, nie można zostawić ich przy władzy.

Zdrowie psychiczne nie poprawi się dopóki psychiatrów nie odsunie się od władzy. Szczerze wierzę, że oni niszczą nasze wojsko. Pole walki jest bezpieczniejsze niż psychiatria. Rozumiecie to?

Szansa na to, że zostaniesz zastrzelony przez wroga jest statystycznie mniejsza, niż to, że zabije cię preparat farmakologiczny. Taka jest prawda o psychiatrii. Mimo to, psychiatrii udało się dotrzeć dużo dalej niż tylko do wojskowości.

Oto plan generała brygady J.R. Reesakuracja psychiatryczna  testowana z wyprzedzeniem, najpierw w wojsku, a dalej rozprzestrzeniająca się na każdą  możliwą dziedzinę życia cywilnego.

Psychiatria jest obecnie międzynarodowym przemysłem wartym rocznie około 330 miliardów dolarów. Obiecuje pomóc – serwuje ból, zniszczenie i śmierć. Ukryty wróg właśnie został ujawniony. Co będzie działo się dalej zależy od nas wszystkich. Masz w ręku fakty. Broń się!

Producenci tego dokumentu przesyłają podziękowania żołnierzom i ekspertom, którzy chętnie poświęcili swój czas, przedstawili ekspertyzy  i opisali swoje doświadczenia.

 

%d bloggers like this: