Czy film 12 letniego chłopca to była szczepionkowa mistyfikacja?

Czy film 12 letniego chłopca to była szczepionkowa mistyfikacja?

Czy film 12 letniego chłopca to była szczepionkowa mistyfikacja?

Zastanawiałeś się kiedyś, jak to możliwe, że 12-letni chłopiec uzyskał 7 mln wyświetleń na swoim świeżutkim facebookowym fanpage’u? Zastanawiałeś się, czy może ktoś mu pomógł? Nazywam się Forrest Maready, a to moja niesamowita opinia.

Balonowy chłopak

Cała sprawa okazała się być wyreżyserowana – była to mistyfikacja, której dopuścili się rodzice chłopca w nadziei uzyskania rozgłosu. Chciałbym przyjrzeć się bliżej filmikowi „szczepionkowego chłopca”, gdyż jest to niezwykle interesująca sprawa i to pod kilkoma względami.

Jestem przekonany, że było to wyreżyserowane przez kogoś (lub coś) z dużą ilością pieniędzy – i mam zamiar wam to udowodnić. Niektóre z rzeczy, o których wam powiem, zostały zainspirowane przez prowadzącego blog Levi Quackenboss, więc ślę podziękowania dla niego lub niej za zmotywowanie mnie do podjęcia się zbadania tej sprawy.

Pracowałem wiele lat w przemyśle filmowym i telewizji, zarówno na planie jak i poza nim, wiele lat pracowałem również w reklamie. Więc zauważyłem kilka rzeczy, które nie do końca mi pasowały w tym filmiku.

Jako że jestem „dyplomowanym” antyszczepionkowcem, filmik tego chłopca nie wywarł na mnie wrażenia – nic nowego, stara śpiewka.

12 letni chłopiec i szczepionkowa mistyfikacja

Powtarzają te same rzeczy w nadziei, że może autyzm w końcu zniknie.

Przypuszczam, że było to po prostu przesłuchanie do roli w programie Steve’a Harveya, ale ponieważ znalazłem kilka dziwnych rzeczy dotyczących tego filmiku na blogu Levi Quackenback, zacząłem zgłębiać tę sprawę.

Nie mogę znaleźć osobistego profilu tego chłopca na Facebooku. Sądzę, że jest raczej aktywny w tym medium, ale pewnie zablokował dostęp do swego profilu. Z jakiegoś powodu on lub ktoś inny stworzył profil „ScienceMarco” w dniu 24 maja, około godziny 19.00.

Marco Arturo - autyzm i szczepionki

W ciągu 1,5 godziny umieszczono na nim zdjęcie profilowe, zdjęcie frontowe i dwa materiały wideo. Jakimś cudem drugie nagranie, to o szczepionkach, osiągnęło wynik ponad 7 mln wyświetleń. Jak to możliwe, że kilku dniowy profil tego chłopaka, osiągnął tak niewiarygodny wynik?

Marco Arturo - autyzm i szczepienia

Trzy dni później filmikowi poświęcono artykuł na stronie Opposing Views. Do tego czasu filmik uzyskał wynik 500 tys. wyświetleń. Ale o tym za chwilę.

Marco Arturo - szczepionki powodują autyzm

Dzień później Ashton Kutcher, który ma miliony obserwujących, umieścił link do artykułu traktującego o tym nagraniu, opublikowanego na stronie „A Plus”. A Plus to spółka medialna, której założycielem jest Ashton Kutcher. Jeśli wyguglujecie frazy „A Plus Media” i „kid” zauważycie, że Google zindeksował ten artykuł w dniu, gdy chłopak udostępnił filmik.

Zindeksowanie oznacza, że Google znalazł ten artykuł i zarejestrował go. To raczej niemożliwe, aby A Plus Media, firma Ashtona, odkryła filmik o szczepionkach, który został opublikowany o godzinie 20:24 tego dnia na profilu fejsbukowym stworzonym zaledwie godzinę wcześniej oraz stworzyła i opublikowała w sieci artykuł, który Google zindeksował – a wszystko w zaledwie 4 godziny.

To raczej bardzo napięty grafik. Nie wdając się za bardzo w sprawy techniczne – indeksowanie Google nie działa w czasie rzeczywistym – wymagałoby to zbyt dużo mocy obliczeniowej, nawet dla takiego giganta jak Google, więc ta strona mogła być w sieci już kilka dni wcześniej.

Jeśli spojrzycie na URL, nie jest to jakiś standardowy link typu „gorący news” czy coś w tym rodzaju, który czeka od kilku dni na treści.

Link jest opisany jako: „Marco Arturo czyta wszystkie dowody, że szczepionki powodują autyzm”, tak więc ta strona została celowo stworzona pod ten właśnie artykuł, prawdopodobnie wcześniej, jeszcze przed publikacją tego (nie)sławnego filmiku.

Tak więc ktoś w A Plus Media wiedział o jego istnieniu. Wiedzieli, że ten filmik pojawi się w sieci.

Autorka2 tego artykułu jest zagorzałym wyznawcą „Ewangelii według Edwarda Jennera„, zresztą napisała tekst pod tytułem: „Dlaczego będę broniła szczepionek aż do śmierci”. Więc samo to stawia ją w gronie „fanatyków”.

Zresztą regularnie pisze artykuły wychwalające działalność na rzecz szczepień prowadzoną przez fundację Billa i Melindy Gates. Jakimś sposobem to właśnie ona napisała artykuł o filmiku tego chłopaka. Wiedziała o nim zanim ten filmik pojawił się na Facebooku, więc napisała ten artykuł i opublikowała go w taki sposób, że Google zindeksował tę treść 24 maja.

Marco Arturo i szczepionkowa mistyfikacja

Wyłączcie teraz ad blockera (filtr reklam) i wejdźcie na tę stronę – możecie zauważyć, że sponsorowana jest przez Walgreens. Okazuje się, że ten banner reklamowy, na górze i tuż pod informacją o autorce, wyświetla się przy wszystkich artykułach z kategorii „Zdrowie: świat dobra”.

To, jak zakładam, dzieje się automatycznie – ale też wiem, że nie ma szans, aby taki banner pojawił się w ciągu zaledwie 4 godzin. Pracowałem długo w reklamie i wiem, jak się robi pewne rzeczy. Istnieje kilka poziomów, przez które artykuł musi przejść, aby otrzymać akceptację na promowanie go przez Walgreens.

Firmy są uwrażliwione na punkcie tego, jakie artykuły promowane będą ich marką, a to nie jest taka zwykła reklama jak w prasie czy w sieci.  Więc, jak sądzę, w sprawie promowania tego artykułu, opublikowanego 24 maja w kategorii „Zdrowie”, a w której to kategorii przecież pojawia się logo Walgreens, prowadzono zapewne niezwykle intensywną wymianę korespondencji mailowej.

Tacy już są klienci w świecie reklamy. Nic nie jest proste, mnóstwo negocjacji, mnóstwo materiałów, akceptacji i poprawek. Powinniście kiedyś zobaczyć, jak się kręci reklamę. Pracownicy agencji, którzy świetnie się bawią i starają się stworzyć coś niepowtarzalnego, a naprzeciw nich klienci, którzy są cali poddenerwowani, ciągle wiszą na telefonach i konsultują z przełożonymi czy ten i tamten mogą powiedzieć to czy tamto, czy ten kolor im pasuje, czy mogą pokazać tę cześć ciała.

Tak więc jak to możliwe, że firma tak duża jak Walgreens wydała zgodę na promowanie artykułu o filmiku, który nawet nie został jeszcze umieszczony w internecie? Cóż, Walgreens także wiedział o nim wcześniej. Chyba, że pomiędzy Walgreens a A Plus Media jest jakaś szalona forma zaufania, z którą nie miałem niestety przyjemności spotkać się w trakcie 10 lat pracy w reklamie. Ale nawet wtedy prace nad skryptem nadzorowałoby 20 osób z firmy by mieć pewność, że chłopak nie powie  nic, czego będą później żałować.

Czy ja właśnie powiedziałem „skrypt”?

W skrócie, jest rzeczą oczywistą, że niektórzy ludzie wiedzieli o nagraniu zanim opublikowano je w internecie. I to na długo przedtem. Nie tylko ludzie z A Plus. Jest jeszcze kilka serwisów, które wiedziały o tej historii i były gotowe do opublikowania artykułu w dniu…?

Zgadliście – w dniu 24 maja.

  • babble.com, 24 maja: „12-letni Marco Arturo o związku szczepionek z autyzmem.”
  • omeleto.com, 24 maja: „Marco Arturo pokazuje związek pomiędzy szczepionkami i autyzmem.”
  • defbuzz.com, 24 maja: „Filmik tego chłopca na temat szczepionek jest wspaniały.”

Marco Arturo - 24 maja

Pamiętajcie, że profil na Facebooku nie istniał przed godz. 19:00 tego samego dnia, a nagranie zostało opublikowane już po godz. 20:30. Jak więc możliwe, że wszystkie te serwisy mają już opublikowane artykuły na ten temat i te treści są już zindeksowane przez Google?

Niebywałe!

Starali się trochę to uwiarygodnić. A Plus zmieniło datę publikacji na 27 maja (google nadal podaje 24 maja), babble.com podaje, że publikacja nastąpiła 5 dni temu – czyli jako że mamy dzisiaj 6 lipca, daje nam to datę 1 lipca – (google nadal podaje 24 maja), defbuzz.com twierdzi, że 4 dni temu – czyli 2 lipca (google nadal podaje 24 maja)

Wpiszcie w wyszukiwarce frazę „Marco vaccines” i ustawcie filtr na daty od 22 do 28 maja.

Wyskoczy Wam kilka trafień.

Nie wiem, jakie pojęcie macie o marketingu, ale defbuzz.com czy omeleto.com to świeże serwisy, którym firmy PR-owskie z przyjemnością podrzuciłyby artykuł do wypromowania, być może nawet zapłaciłyby im za promocję.

Tak, tak ta sprawa właśnie wygląda… Choć może wcale nie.

Jeśli miałbym zamiar wyjść z czymś dużym, jak – nie wiem – z alternatywną do pisania na klawiaturze metodą, która odmieniłaby sposób, w jaki komunikujemy się z urządzeniami cyfrowymi. To z pewnością podesłałbym zajawkę na ten temat serwisom omeleto.com czy defbuzz.com.

Zwróciłbym się również, jeśli miałbym wystarczającą siłę przebicia – do babble.com. Serwisu, który zajmuje się ogólnie pojętym rodzicielstwem, a właścicielem którego jest Disney. Cóż, jestem przecież tylko zwykłym facetem i antyszczepionkowym głupkiem.

Poza tym przyjęcie artykułu do publikacji przez koncern tak wielki jak Disney zajęłoby mnóstwo czasu. 12-letni dzieciak, który dopiero zamierza opublikować swoje nagranie na Facebooku?

To jest przecież coś, o czym ci ludzie z przyjemnością napisaliby artykuł. Sprawa wygląda natomiast tak, że w dniu 24 maja mieli oni już napisany i gotowy do publikacji artykuł o 12-letnim chłopaku kochającym szczepionki.

Niesamowite jest to, że byli gotowi do publikacji w dniu, kiedy nagranie zostało opublikowane. Nawet na oficjalnym blogu Disneya.

To prawie tak, jakby za kulisami miała miejsce wielka, skoordynowana akcja PR-owska, mająca na celu dostarczenie tego filmiku do szalonego świata treści viralowych właśnie w dniu 24 maja. Artykuły gotowe i zostały zindeksowane 24 maja, nagranie zostało umieszczone na profilu 24 maja, ale… Najważniejsze, czyli uwieńczenie całego dzieła przez występ samego „magicznego” Ashtona Kutchera, nie nastąpiło 24 maja.

Co się stało?!

To musiało być coś naprawdę dużego, ponieważ 24 maja to był wtorek, a Marco świadomie wybrał (zasugerowali mu to PR-owcy) właśnie wtorek, gdyż wszyscy wiedzą, że wtorek to jest ten dzień, w którym publikuje się materiały mające stać się viralowymi.

Poza tym artykuły zostały już opublikowane i gotowe do podboju internetu. Ja wiem, co się wydarzyło. Candace Payne.

Obejrzałem to nagranie setki razy i za każdym razem nie mogłem przestać się śmiać. „Happy Chewbacca” był u szczytu popularności 24 maja. Cała ta mania zaczęła się 19 maja i wciąż nabierała rozpędu, wreszcie, 24 maja, Chewbacca był wszędzie. Ci ludzie włożyli dużo wysiłku w przygotowanie akcji z filmikiem o szczepionkach, ale filmik Happy Chewbacca był wszędzie.

Był w każdym show w telewizji, musieli poczekać. Więc postanowili w ostatniej chwili przesunąć wystąpienie Ashtona w nadziei, że „infekcja” Chewbacki szybko minie. Ale Google nie kłamie. Wyłapał wszystkie artykuły opublikowane na tych stronach tego samego dnia, gdy Marco (i inni) opublikował swoje nagranie o szczepionkach. Jasnym jest to, że cała akcja PR-owska, udział Ashtona, itd.

Cała kampania miała wystartować 24 maja, ale Candace Payne zmusiła ich do poczekania. Ale warto było! – też przyłączyłbym się do tego szaleństwa z Chewbacką, ale niestety maski zostały wyprzedane.

Jestem przekonany, że za całą akcją z 12-latkiem i jego filmikiem o szczepionkach stała ogromna i zorganizowana machina PR-owska. Na samym nagraniu widać kilka elementów, które sugerują, że nie było ono wykonane przez tego chłopaka, za pomocą swojego iPhone’a. Nie wiem, czy ten chłopak ma inne filmiki, które są gdzieś tam w internecie, ale inny filmik, który znalazłem, jest nakręcony iPhonem w trybie portretu.

Nagranie o szczepionkach, natomiast kadrowane jest w trybie panoramicznym i na dodatek rejestrator umieszczony jest na jakimś statywie.

Wygląda na to, że komuś zależało na podniesieniu jakości produkcji. Inna dziwna rzecz na wspomnianym przeze mnie drugim filmiku, to taka, że trzyma on smartfona w ręce.

Łatwo to zauważyć, gdyż ekran odbija się w jego okularach. To przykład  klasycznego selfie, kamera skierowana w naszym kierunku i ekran, na którym nas widać, żebyśmy mogli odpowiednio się wykadrować. Smartfon jest widoczny wszędzie na tym materiale. Natomiast w nagraniu o szczepionkach nie ma tego odbicia. Czasami można dostrzec odbijający się w jego okularach trzymany przez niego folder – gdy patrzy w dół – ale nie telefon.

Wiecie dlaczego? Bo nie ma żadnego smartfona1. Nie ma żadnego ekranu. Używają profesjonalnej kamery. Można to stwierdzić też w inny sposób. Jeśli chłopak używałby iPhone czy smartfona na Androidzie, spoglądałby często na ekran sprawdzając, czy jest odpowiednio wykadrowany.

Wiecie, kamerką z przodu nagrywacie, a na ekranie sprawdzacie, czy kadr jest w porządku. Ale nie on – on patrzy za bardzo w bok, gdy trzyma swój „magiczny folder” i mam tu na myśli ZNACZNIE w bok. Ponieważ jeśliby patrzył lekko w bok, mógłbym sądzić, że używa zwykłej kamery ze specjalnym obracanym ekranem. Też używałem kamery tego typu do kręcenia moich materiałów i nierzadko łapałem się na tym, że patrzę na obracany ekran by sprawdzić kadrowanie – w ten sposób – ekran ten jest tuż obok obiektywu kamery, ale wystarczająco przesunięty, że możecie, choć ledwo, zauważyć, jak poruszam oczami w bok, gdy spoglądam na ekran zamiast w obiektyw.

W jego nagraniu, gdy trzyma swój „magiczny folder”, spogląda mocno w bok – o tak – by się upewnić, że folder jest widoczny. Co mi to mówi? Otóż to, że patrzy on na osobny monitor, który jest na stojaku gdzieś obok, zasilany przez dużą baterię, podłączony kablem do kamery.

Monitorów takich używa się wraz z profesjonalną kamerą, by widzieć kadr naprawdę czysto. A to kosztuje. Może jego rodzice postanowili wydać 3 tys. dolarów w sklepie B&H na profesjonalny sprzęt – nie wiem, może. Ale w o wątpię.

Sądzę natomiast, że sprzęt był własnością profesjonalnej firmy nagraniowej, która miała zagwarantować, że ten „mocno promowany w przyszłości film” będzie wyglądał jak profesjonalne amatorskie nagranie. Biorąc pod uwagę, że oba te filmiki zostały udostępnione w odstępie jednej godziny, chłopak nawet ma na sobie tę samą koszulę.

Dziwnym jest też to, że „filmik-zwiastun” ewidentnie nakręcony jest na iPhonie, podczas gdy główny filmik zrealizowany został za pomocą profesjonalnej kamery na stojaku. Nazwałem go „filmikiem-zwiastunem”, ponieważ jest on bezsensowny i umieszczono go tylko po to, by nie robić wrażenia, że jego profil jest zwyczajnie pusty – wiecie – na wypadek, gdy filmik o szczepionkach stanie się viralowy.

Wszystko, co na tym profilu się znajdowało, to 2 zdjęcia. Więc, jak sądzę, kazali mu coś tam umieścić, byle tylko profil nie wyglądał na pustkowie. Trochę jak te kilka dolarów w puszce na napiwki – żeby inni coś dawali.

Czy przypadkiem jest to, że mówi on o osobie, która podważa jego prawdziwy wiek, że jest prawdopodobnie antyszczepionkowcem? Nie wiem, czy jest to rzecz, o której mówi na okrągło, ale wydaje mi się, że powiedziano mu o trollowaniu antyszczepionkowców, którym posłużą się później PR-owcy, albo by improwizował w tym kierunku – czy coś w tym stylu.

Jest jeszcze coś – te wielokrotne ujęcia, kiedy dzieciak upuszcza kartki z folderu oraz to „rzucenie mikrofonem” na koniec – wygląda mi to na robotę profesjonalnego reżysera reklam, a nie 12-letniego chłopaka.

Cóż, kto wie?

Mogę się całkowicie mylić, ale moje „pajęcze zmysły” mówią, że coś jest na rzeczy (nawiązanie do Spidermana). Jeśli sądzicie, że ludzie nie włożyliby tyle wysiłku w coś takiego, to raczej nie jesteś „gwiazdą” na Instagramie. Ludzie tam otrzymują darmowe ciuchy do promocji, mają płacone tysiące dolarów za pozowanie z odpowiednimi napojami.

Takie rzeczy mają miejsce każdego dnia. Media społecznościowe to jedna wielka kampania reklamowa.

Myślicie, że to wszystko zdarzyło się „przez przypadek”? Ten folder-rekwizyt ze strzykawką, to „upuszczenie mikrofonu” na koniec, to wszytko wyglądało tak profesjonalnie.

Może i ten dzieciak napisał to wszystko, ale wiedząc, ile osób zaangażowanych było w całą tę akcję PR-owską, takich rzeczy nie zostawia się przypadkowi. Ktoś pewnie dostrzegł talent chłopaka i pomyślał sobie:

„Zróbmy z niego jednorazową gwiazdeczkę proszczepionkową.”

Napisali więc skrypt, stworzyli folder, coś tam napisali dziecięcym pismem i gotowe. Nie było to dla mnie takie niewiarygodne, ale teraz, gdy widzę ile zawczasu wysiłku podjęli PR-owcy, profesjonalny sprzęt użyty do nakręcenia tego filmiku o szczepionkach, więc jest dla mnie dosyć jasne, że ktoś dał na to pieniądze.

Raczej nie był to majątek, ale na pewno była to znaczna suma. Zgaduję, że ten materiał był robiony pod Walgreens, ale też wydaje mi się, że jakieś osoby w Walgreens wiedziały, że to wszystko było wyreżyserowane.

Ach, jakże chciałbym móc „przypadkowo” wejść w posiadanie korespondencji mailowej pomiędzy podmiotami, które miały w tym udział – gwarantuję anonimowość. Tak czy inaczej, kogo to obchodzi! Zgadza się?

Ludzie potrafią być żarliwi w kwestii szczepionek – ja także. Spędziłem 4 godziny by pokazać wam że to, co miało być „prawdziwe”, wcale takie nie było. Wniosek może być następujący: Jeśli orędownicy szczepień są na tyle zdeterminowani, by wydać taką sumę pieniędzy na filmik 12-letniego dzieciaka na ogródku to wyobraźcie sobie tylko, ile są w stanie przeznaczyć środków oraz co gotowi są zrobić w laboratoriach i w gabinetach administracji rządowej?

Oto moja niesamowita opinia.

Wycofuję się z poniższych – link:

1) Już nie uważam, że filmik o szczepionkach został nakręcony profesjonalną kamerą. Sądzę, że został nakręcony iPadem. Zrobiłem kilka testów z dopasowaniem wzroku z pomocą kamerki z przodu w moim iPadzie Air (nagrywanie w trybie krajobrazu przednią kamerką po mojej lewej stronie) i patrząc z prawej strony ekranu, aby wyrównać papier otrzymałem, podobne ułożenie oczu jak chłopak na filmiku. Zauważyłem również zmianę doświetlenia za każdym razem, gdy przysuwa i odsuwa papier – coś, czego prawdopodobnie nie robiłaby profesjonalna kamera (profesjonalni operatorzy kamer nie używają często automatycznego doświetlenia).

2) Uważam, że autorka z „A Plus” nie wiedziała o filmie, zanim się pojawił. Rozmawiałem z nią dwa razy w ciągu ostatnich dwóch dni i przekonała mnie, że znalazła wpis o tym chłopaku na jednej z grup na facebooku o nazwie „A Science Enthusiast”. Ona jest zdeklarowanym Wierzącym w kwestii szczepień. Mogła mnie okłamywać, aby chronić złożoną akcję PR-ową, ale myślę, że mówiła mi prawdę.

Czy film 12 letniego chłopca to była szczepionkowa mistyfikacja?

 

%d bloggers like this: