O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy. – ks. Wincenty Pixa

Historia szczepień przeciwko ospie.
O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy –  ks. Wincenty Pixa – 1904 rok, Berlin

Źródło: https://polona.pl/item/18619048/6/

Szczepienia: Historia mitu – Roman Bystrianyk i dr Suzanne Humphries
Przymus szczepień – historia szczepień obowiązkowych – dr Sherri Tenpenny
Szczepionkowe błędne rozumowanie – John Pitcairn – 1911
Antyszczepionkowa Liga z Leicester – 1869 rok
Metoda Leicester – ospa prawdziwa i nieszczepieni
Prezentacja dr Toma Macka dla CDC w sprawie ospy prawdziwej, 19 – 20 czerwca 2002 roku

[Przypisów nie wrzucam, są w książce – admin]

W Kurierze Warszawskim z dnia 10 kwietnia 1903 r. stało doniesienie, że magistrat warszawski uznał za dobre, rozpocząć spiesznie budowę instytutu szczepienia ospy na folwarku Świętokrzyzkim według planów zatwierdzonych przez ministerstwo spraw wewnętrznych, i że tym sposobem ważna ta sprawa dzięki poparciu wyższych władz krajowych i miejskich po kilku lalach rozpraw przechodzi w fazę urzeczywistnienia. —  Wedle zdania redakcji tego pisma warszawskiego szczepienie ospy ma być wielce pożytecznem, a instytut taki bardzo pożądanym. — Pogląd to błędny, bo rzecz ma się całkiem inaczej jak przekonywa rozprawka X. Wincentego Pixy w Przewodniku Zdrowia 1904 na str. 35—41 umieszczona. Ale przedmiot to ważny i należy obszerniej o nim traktować, aby szanowni Czytelnicy nabyli dokładnego pojęcia i przekonali się, że szczepienie ospy jest wielce szkodliwe. Dlatego będziemy zamieszczać w osobnym, nadzwyczajnym „dodatku” dalsze o tym przedmiocie artykuliki głęboko przekonanego szermierza tej sprawy, ks. kanonika W. Pixy z Krakowa, przez co pragniemy oddać ważną przysługę społeczeństwu.
Redakcja Przewodnika Zdrowia.

O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy.

Historia szczepień przeciwko ospie.

Moje wyznanie.

Jak większość w kraju i daleko za granicą na szerokim świecie uznawała i uznaje dotąd szczepienie ospy za rzecz dobrą, niewinną i pożyteczną, tak i ja długie lata byłem tego samego zdania, opartego na pozornie słusznej racyi; tę bowiem operację lekarską wykonywują mężowie nauki, doktorzy medycyny, znający się na swojej sztuce, opiekują się nią Rządy państw europejskich a nie występują przeciwko niej z naganą uczeni świata. Ale błąd błędem pozostaje, choćby go wszyscy przyjęli jako rzekomo dobroczynną prawdę. Bóg w miłosierdziu Swojem sprawił, żem przecież przejrzał i wiem już co o tem sądzić. Dzięki nieskończone składam Opatrzności Św. za sposobność poznania prawdy, za uczucia wlane w serce ludzkie, wstrętu do złego, miłości prawdy, piękna i dobra rzetelnego, za wytrwałość w dochodzeniu i pokonanie przeszkód zewsząd się piętrzących. Owocem tego wszystkiego dzielę się z ukochanymi Rodakami, jak ten, co znalezione skarby radośnie rozdaje potrzebującym. Wyjdzie to na chwałę P. Boga i pożytek narodu. Obyto wszyscy szanowni Czytelnicy zechcieli z głęboką uwagą zastanowić się nad tem, co ze szczerości serca ogłaszani i przyszli do tego co ja przekonania, i składali P. Bogu dzięki za postęp w zbawiennej oświacie, pomni, że na drodze prawdy i cnoty chrześciańskiej dochodzi się do swobody, spokoju sumienia i pomyślności. (Veritas liberabit vos. Joan. 8,32).

Historia szczepień przeciwko ospie.

I.

Od niepamiętnych czasów zostają narody pod grozą haniebnego umysłowego obłędu, jakim jest okrutny zabobon szczepienia zdrowych ludzi ospą sztuczną zwaną krowianką lub limfą cielęcą, celem rzekomej ochrony od ospy naturalnej. Corocznie w terminach oznaczonych przynoszą matki swoje niemowlęta do lekarza fizyka, który w drobniutkiem ciałku na ramieniu ostrem narzędziem robi ranę i wstrzykuje w nie jad ospowy (limfę), upewniając zatrwożone niewiasty zwykle słowami: Tonie nie szkodzi a pomaga, bo chroni od ospy!

Pomimo takiego zaręczenia dzieci wskutek szczepienia mniej lub więcej chorują, niektóre przedwcześnie w boleściach umierają lub długie lata w charłactwie mizernieją, w czasie zaś epidemii ospowej pierwej i mocniej niżeli inne nieszczepione osoby zapadają na ospę. Podobnyż los spotyka młodzież szkolną (lubo nie wszędzie) i rekrutów wojskowych. Operacja spełnia się z nakazu rządowego, a lud chociaż ze wstrętem i bojaźnią ale przecież z niejaką ufnością do wmówionego weń środka zaradczego poddaje się dotyczącym rozporządzeniom. W niektórych krajach poprzestaje się na jednorazowym szczepieniu, w innych powtarza się ta bolesna ceremonia aż do t. zw. skutku, polegającego rzekomo na utwarzającej się krosteczce ospowej; po 10 latach znów się robi to samo; a opornych zmusza się karą grzywny lub więzienia, owszem co gorsza, porywa się przemocą dzieci i szczepi a starszym przykłada się pistolet do piersi, aby ich zmusić do uległości organom władzy i poddania się okrutnej operacji. W niektórych krajach jednak pozostawiono do wolnej woli, dać się szczepić lub nie dać. Wreszcie państwa kolonialne: Anglia, Francja, Niemcy, Włochy i t. d. roznoszą chełpliwie tę mniemaną zdobycz naukową i cywilizacyjną w dalekie kraje między dzikie ludy, które w skutek tego złudnego dobrodziejstwa masami chorują i umierają lub nabywają chorób europejskich nigdy przedtem u siebie nie widzianych, jak weneryzm, zołzy (skrofuły) i t. d.  — Są to smutne fakty stwierdzone przez naocznych świadków, samych nawet lekarzy szczepiących, nie mówiąc o rodzicach i domownikach. Że zaś gazety nasze rzadko kiedy o tem piszą, to nie racja, żeby tak źle w istocie nie było.

Prof. Dr. med. Weiss z Neuenburga wołał rozpaczliwie: ,,Zasłużyłem, aby mię w Czarnolesiu na najwyższej jodle powieszono za karę, żem przez długie lata lud biedny zatruwał jadem ospowym”.

Prof. Dr. med. Jung w Bazylei pisał: „Ku mojej niewysłowionej boleści serca dopiero w późniejszych latach przekonałem się, że szczepienie ospy nie jest żadnem dobrodziejstwem, ale przeciwnie nieszczęściem najsroższem dla ludu”.
Prof. Dr. med. Kranichjeld. w Berlinie napisał do Kolońskiej gazety: „I ja sam także szczepiłem moje 14-ro dzieci w owym czasie, kiedy nie wiedziałem jeszcze, jak to jest szkodliwem; dziś jednak za żadną cenę i pod żadną groźbą już bym tego nie zrobił!”

A patrioci niemieccy wołają żałośnie: Jeżeli tak dalej będzie się szczepić dzieci nasze, to cały dzielny naród germański przesiąknie jadowitą trucizną i skarłowacieje nędznie. W podobnym sensie wyrażają się setki uczonych niemieckich, a stowarzyszenie przeciwników szczepienia ma tysiące członków w Niemczech, w Anglii i t. d.

II.

Z ogromnej liczby rozmaitych chorób powstających ze szczepienia ospy wymienić należy weneryzm, którym wedle twierdzenia uczonych cała prawie ludność europejska jest zarażoną, gdyż z niewielkim wyjątkiem wszędzie praktykuje się to nieszczęsne szczepienie, a ospa ludzka i krowianka mają powinowactwo z weneryzmem i podobnymi chorobami, jakimi są: gruźlica, szkarlatyna, odra (żarnice), zołzy, suchoty płuc, cholera i rak; oprócz tego jest pewnikiem historycznym, że Jenner pierwsze dziecko szczepił nie krowianką ale ropą z ospy ludzkiej utworzonej na wierzchu ręki wenerycznej dziewki Sarah Nelmes, a z krosteczek ospowych tegoż dziecka zbierał materię ropową i rozsprzedawał lekarzom całej Europy, przez co jad weneryczny rozszerzył się i usadowił po krajach, gdzie wprowadzono szczepienie. Również powszechne, niestety u młodzieży szkolnej zepsucie moralne (onanizm) wedle opinii lekarzy (Burnette, Wolf i t. d.) ma swoją przyczynę często w szczepieniu ospy, bo jadowita materia podrażnia narządy płciowe i przyśpiesza płciową dojrzałość. W Niemczech żalą się, iż z powodu powtórnego szczepienia dziewcząt powszechna panuje u nich plaga wyschnięcia gruczołów mlecznych, że zostawszy matkami nie mogą dawać piersi swoim dzieciom, a wiadomo, że najlepszym dla niemowląt pokarmem jest mleko macierzyńskie i żadnym innym, ani mamczynym ani sztucznym, zastąpić się nie da. Także słabości żołądka u dzieci, niebezpieczna róża, osłabienie wzroku itd. ze szczepienia powstają. Wreszcie tej operacji przypisuje się degeneracja, zwyrodnienie i osłabienie rodu ludzkiego, malejący z każdym rokiem wzrost spisowych młodzieńców i choroby w wojsku, na co uwagę p. Ministra wojny zwrócićby wypadało, aby rekrutów nie kazano szczepić.

III.

Każdy, kto ma swój zdrowy rozum, rozsądnie rzecz bierze, i umie logicznie myśleć, łatwo pojmie, że szczepienie ospy sztucznej, wstrzykiwanie do zdrowego ciała ludzkiego zepsutej materii z ospowego wrzodu w tym celu, aby szczepionego uchronić od ospy naturalnej, niczem innem nie jest, jak zabobonem lekarskim. Ludzie zabobonni, jak to wiemy z katechizmu, przypisują zdarzeniu jakiemu lub faktowi takie skutki lub własności, jakich mieć nie może ani w porządku przyrody ani w porządku łaski nadprzyrodzonej, nadnaturalnej. Już zaś kaleczyć zdrowe ciało i wcierać zepsutą materię krosteczki ospowej w tem mniemaniu, że to rzecz dobra i nieszkodliwa, że chronić będzie od ospy naturalnej ciało tak zatrute, czyli jak się ci panowie wyrażają, nerwy znieczulone, że organizm ludzki wzmocni się i uszlachetni tą operacją; tak myśleć i twierdzić, jest nierozumnem, dziecinną mrzonką, łudzeniem siebie samego i drugich, albo szalbierstwem i prostem kuglarstwem; jest to wywracać prawa przyrody w szalonej nadziei, że stąd dla operowanego błogie skutki nastąpią; lecz Stwórca, który dał przyrodzie prawa wiecznotrwałe, tej zniewagi bezkarnie nie przepuszcza, jak wiadomo z doświadczenia i zdrowy rozum dyktuje. Są to prawa t. zw. fizjologiczno-patologiczne, z któremi nie zgadza się ani teoria ani praktyka szczepnicza, co przyznają sami lekarze, zwolennicy i przeciwnicy szczepienia, jak Dr. Knssmaul, Dr. Roser, Dr. Morison  i t. d.. Dlatego też szczepienie ospy naukowo uzasadnić się nie da i żaden z uczonych nie ośmielił się z rozprawką na ten temat sięgnąć po wyznaczone nagrody; upartych i fanatycznych zwolenników szczepienia wzywamy do napisania gruntownie uczonej obrony tego zabobonu, bo gołosłownym ich twierdzeniom teraz już wiary dać nie możemy, skoro rozum, nauka i doświadczenie inaczej świadczą mówiąc nam, że szczepienie ospy jest zabobonem, dziwolągiem lekarskim, monstrum! Więc może jeszcze z porządku nadprzyrodzonego spodziewać by się należało tych obiecywanych błogich skutków ze szczepienia? Ależ oni sami tego nie twierdzą, przynajmniej otwarcie i teraz, — bo z początku głosili o jakiemś nadzwyczaj nem posłannictwie Jennera od Boga na ratunek ludzki, że szczepienie krowianki wynalazł z Opatrzności Boskiej ten genialny Jenner, aby ochronić ludzi od największej plagi, jaką miała być choroba ospowa, najsroższa i nieuleczalna; chociaż w takie posłannictwo sami nie wierzyli, odrzucając dogmat Kościoła o porządku nadprzyrodzonym, a mówiąc tak jedynie dla zjednania sobie u ludu poważania i potulności. Przypuszczać w tym względzie błogie skutki wpływu nadprzyrodzonego, byłoby dla każdego prawego chrześcijanina bluźnierstwem i grzesznym zabobonem. Otóż wmawiać w Rządy i w społeczeństwo skutki szczepienia niemożebne, jest to albo łudzić siebie i drugich, albo z umysłu zwodzić i oszukiwać, bawić się szalbierstwem na największą skalę; jakoż ci „mężowie nauki” dokazali nadzwyczajnej sztuki, że im cały prawie świat uwierzył. Z tego powodu pisze w swej broszurce Adolf hr. Zedtwitz, że

należałoby urządzić osobne sądy kryminalne na lekkomyślnych uczonych, którzy śmiałemi twierdzeniami wielkie sprowadzają na lud nieszczęście; aby się wykazało, czy ich karać jako zbrodniarzy, czy też puścić na wolność jako nieuków niepoczytalnych i niegodnych swego stanowiska. 

Ten surowy przycinek nie dotyczy naszych czcigodnych pp. lekarzy, którzy sami ubolewają nad tem, że ich w błąd wprowadzono i nie obstają przy pomyłce uporczywie, ale do zagranicznych, gdzie szczepienie wykonywa się z całą surowością i brutalną przemocą, gdzie pomimo tysięcy broszurek, dzieł naukowych i pism ulotnych, dowodzących niegodziwości szczepienia, pomimo próśb błagalnych o skasowanie okrutnego przymusu do szczepienia, żadnej folgi ludowi nie dają, a bywa, że w rodzinie dzieci jedno po drugiem ze szczepienia marnieją w boleściach i giną. My zaś pocieszamy się nadzieją, że jedno tylko pisemko wystarczy na wyświetlenie prawdy i usunięcie złego, co nie u nas powstało, lecz do nas przyszło z daleka jako zły duch w postaci anielskiej; skoro zaś wykrytą została jego szkaradna złośliwość, niech będzie strąconem do piekielnych przepaści, obciążone krzywdą ludzką, łzami i przekleństwem matek a cierpieniem dziatek niewinnych.

IV.

Szczepienie ospy sprzeciwia się Ewangelii Św., w której przytoczone są słowa najmędrszego, niebieskiego Lekarza, Jezusa Chrystusa, który wiedząc, co dziać się miało w przyszłości i dotąd się dzieje, dał przestrogę uczniom swoim, mówiąc: Nie potrzeba zdrowym lekarza, ale źle się mającym. Tymczasem lekarz-szczepnik narzuca się ze swoją błazeńską sztuką zdrowemu i z umysłu nabawia go choroby, jakoby mało miał chorych do leczenia i chciał ich sobie przysporzyć, pisze przezacny lekarz Dr. med. Nagel w obronie prawdy i godności stanu lekarskiego. Zakazuje oczywiście tej operacji Przykazanie boskie i kodeks karny: Nie zabijaj, nie kalecz niepotrzebnie, nie szpeć dzieci Bożych ani chełpliwie nie poprawiaj najpiękniejszego na ziemi stworzenia, jakiem jest człowiek szczodrze uposażony w siłę żywotną przeciwko wpływom szkodliwym, byleby przestrzegał niewzruszonych praw naturze nadanych; od innych chorób chronić będzie każdego nie szczepienie, ale świeże powietrze, czystość zewnętrzna i wewnętrza, umiarkawanie we wszystkiem, ostrożność i odwaga przystojąca istocie rozumnej.

Zwolennik szczepienia Dr med. Kussmaul wyraził się chełpliwie 1869 r. „że nie przez przyrodę, ale przez sztukę lekarską, postawiła Opatrzność tamę zgubnej zarazie ospowej” — za takie bluźnierstwo wkrótce nastąpiła kara Boska zadając kłam jego słowom, albowiem po 4 latach t. j. 1873 przyszła na cały kraj (o Niemczech tu mowa) straszna epidemia ospowa, na którą zapadali przeważnie szczepieni i rewakcynowani (drugi lub trzeci raz szczepieni)! — Szczepienie ospy sprzeciwia się prawom i obowiązkom rodzicielskim wedle boskiej ustawy, aby opiekować się swojemi dziećmi i strzedz je od wypadków nieszczęśliwych; lekarz szczepiący przeciwnie powoduje rodziców, aby swe najdroższe skarby, zdrowe, wesołe dziatki narażali na oczywiste niebezpieczeństwo zdrowia i życia; jakoż po szczepieniu płaczą, smutnieją, marnieją; on zaś śmiał mówić, że to nic nie szkodzi! — To może wystarczy, aby potępić szczepienie ospy. Więcej racyj przytoczy się w dalszym ciągu przy stosownej sposobności.

V.

Takie jest szczepienie i tyle warte, jak widzieliśmy. Ale powszechne jest zdanie o potrzebie, nieszkodliwości i pożytku szczepienia ospy. I ja też, niestety! sądziłem tak samo długie lata; zwłaszcza, że utwierdzała mię w tem błędnem mniemaniu maleńka broszurka łacińska, wyszła z drukarni uniwersyteckiej w Krakowie 1821 r.  w obronie szczepienia; imponował mi bowiem tekst łaciński, na który zdobyć się nie mógł zwykły śmiertelnik, a jej autor zdawał się zasługiwać na wiarę, jako powaga naukowa, proboszcz i profesor wysłużony, pisarz wielu dzieł, niejaki Fr. J. Jussen. Mądrzy i dzielni Krakowianie brzydzili się tą operacją, zarzucając jej, że szlachetną krew ludzką zanieczyszcza jadem zwierzęcym i wskutek jej zakażenia sprowadza gorączkę, spazmy, szkarlatynę, różę i inne choroby niebezpieczne, że grzechem jest’ najpiękniejsze stworzenia boskie, jakimi są niewinne bezbronne dzieci, kaleczyć i szpecić jadowitą materią wyrzuconą z chorego organizmu zwierzęcego pod pretekstem udoskonalenia i wzmocnienia natury ludzkiej, a tymczasem nadweręża się ją i psuje; to jest oburzające, mówili, na to pozwolić nie możemy! — Aby te słuszne zarzuty odeprzeć i praktyce szczepniczej zjednać powodzenie, autor Jussen, jakby najemnik lekarski, głosi ludziom w swej broszurce:

Ospę przynieśli z Afryki do Europy około r. 572 kupcy i saraceni (?), jest to plaga najsroższa i nieuleczalna (bajka!), która co miesiąc 40,000 ofiar życia ludzkiego w Europie zabierała, co w jednem stuleciu wynosiło 48,000,000.. a drugie tyle w innych częściach świata (nie baj bajo! któż to kiedy liczył?) lekarze i uczeni na próżno szukali skutecznego na nią środka; dopiero Czerkiesi na pograniczu Azji odkryli go, gdy spostrzegli, że materia z krosteczki ospowej zmieszana z krwią zdrowego człowieka  tak ułagodziła tę straszną chorobę, że prawie wszyscy tym sposobem, inokulacją zwanym, od ospy zabezpieczonymi bywali, prędko przychodzili do zdrowia i żadnych szpecących dziubów nie mieli na twarzy, do czego Czerkiesi największą przywiązuję wagę, gdyż chcą mieć córy nadobne, które sułtanowi za grube pieniądze sprzedają (guślarstwo i grzeszne barbarzyństwo!); metoda ta przeszła do Anglii a stamtąd do innych krajów europejskich, i wszędzie przekonywano się o jej dobrych skutkach (blaga!); jednakże ta kuracja nie była ze wszystkiem bezpieczną, bo wielu z niej umierało lub zapadało na inne choroby (po cóż było zachwalać takie głupstwo!); na szczęście (dla skompromitowanych lekarzy!) zjawił się Edward Jenner, od Boga zesłany na ratunek ludzki (wielkie bluźnierstwo!); urodzony 1749 r. w Anglji zamieszkał 1776 r. we wsi Berkly jako chirurg i odkrył dziwną rzecz, że krowy miewają na wymionach ospę do ludzkiej podobną, a służące zarażając się od nich, dostawały ospy łagodnej, nie chorowały i żyły długo (babska baśń); zabłysła mu przeto myśl genialna (głupia, egoistyczna i szatańska!), żeby sztuczną miksturą ospy naturalnej z materią ospy krowiej zabezpieczyć ludzi od strasznej choroby ospowej (guślarstwo!), uradowany opowiedział to swoim kolegom, którzy ten wynalazek wy- próbowali (po swojemu, nie naukowo) a potem go ludowi zachwalili (dla swego interesu!); jakoż okazało się, że ta operacja, wakcynacją nazwana, chroniła od ospy (bajka!), dzieci nie chorowały ani się zarażały, chociaż w jednem łóżku z choremi leżały lub w ich koszulki się ubierały (bajka!), O tym dziwnym i zbawiennym (szkodliwym!) wynalazku ogłosił Jenner r. 1798 dziełko, które po całej Europie się rozeszło; niektórzy je ganili, ale mądrzy (jak ty, tj. łatwowierni!) przyjęli je z ochotą, i wnet szczepienie krowianki stało się dobrodziejstwem powszechnym (nieszczęściem!). Zarzucają mu, że to rzecz nowa i niewypróbowana, jednakże próby robiły się od dawna, a są tacy, którzy zarażeni od krów żyją zdrowo i doszli późnego wieku (wabik guślarski!); choroby zaś po szczepieniu nie pochodzą ze szczepienia nie będąc z niem w związku, jakby kto mówił n. p. wczoraj zjadłem rybę przeto dziś złamałem rękę (wykręt, bo rozum dyktuje, że to porównanie kulawe, i każde szczepienie mniej więcej szkodzi!); przy innych kuracjach trzeba też cierpieć a nie- >ma takiej pewności wyzdrowienia jak ze szczepienia krowianki (bajka!); krowianka nie jest podlejszą od ospy ludzkiej (obydwie są trucizną jadowitą!) ani krew bydlęca od ludzkiej (nieprawda!), bo człowiek tylko duszą różni się od bydlęcia, ciałem jest mu równy (haniebny Darwinizm i nieprawda!), skoro Opatrzność święta daje nam przez ręce Jennera środek pewny na ospę, to go przyjąć należy, aby nie grzeszyć obojętnością i nie mieć wyrzutów sumienia, gdyby dziecko z winy naszego niedbalstwa umarło(szarlataneria to i bluźnierstwo grzeszne!); P. Jezus leczył trędowatych i byli mu za to wdzięcznymi, lecz ospa daleko jest gorszą niżeli trąd (bajka!) a szczepienie od niej chroni” (bajka), i t. d.

Na taką nędzną obronę szczepienia zdobył się autor; ale czemuż sami lekarze nie napiszą w tym względzie czegoś lepszego? Czemu naukowo nie uzasadnią swej teorii i nie sięgną po nagrodę 50 tysięcy franków, i 300 marek w złocie! Zaręczyć można, że cicho siedzieć będą myśląc sobie: „Lepiej się nie odzywać, aby się nie zbłaźnić!”

Dobrą też przestrogę daje im prof. Dr med. Germann w swej broszurze przeciwko szczepieniu 1873 r.

Koledzy! kto sobie szacuje dobre swoje imię, niechby się strzegł na szwank je wystawiać w obronie szczepienia, bo obstając za tą nieszczęsną i bezrozumną operacją, można się tylko wielce skompromitować.

VI.

Odkąd zasłynął daleko i szeroko X. Sebastjan Kneipp, proboszcz bawarski w Wórishofen, ze swoich nadzwyczajnych kuracyj wodoleczniczych i pojawiły się (w księgarni katolickiej Dr. Wład. Miłkowskiego w Krakowie) dziełka jego i innych jeszcze lekarzy przyrodniczych (naturalnej metody) o łatwem leczeniu chorób bez lekarstw aptecznych i bolesnych operacyj, zachwiało się we mnie zaufanie do pp. Doktorów medycyny i do szczepienia ospy, które autorowie ci zwalczają jedni delikatnie inni energicznie i dobitnie. Reszty w mym umyśle dokonał polski »Przewodnik Zdrowia« z Berlina i niemiecki Impfgegner z Drezna; to drugie pisemko drezdeńskie (Przeciwnik szczepieniu) wyłącznie poświęcone zwalczaniu szczepienia ospy, podaje opisy chorób, na jakie zapadają dzieci po szczepieniu wedle relacyj rodziców lub lekarzy kurujących, zeznania własne osób dotkniętych długotrwałą niemocą z powodu szczepienia, uczone rozprawy w tym przedmiocie, listy lekarzy porzucających praktykę szczepienia i przyłączających się do szeregów szermierzy słowa za prawdę i wolność osobistą konstytucyjnie zagwarantowaną. W numerze 10
str.80tego pisemka z r. 1896 wyczytałem wiadomość ciekawą; redaktor pisze:

„Doszło rąk naszych ogłoszenie rozporządzenia Władzy szkolnej tej osnowy”:

,,6470. Królewsko-katolicka Rada kościelna do wszystkich pp. Inspektorów szkolnych! Cesarski Urząd Sanitarny w Berlinie wydał niedawno temu książeczkę pamiątkową o chorobie ospy i szczepieniu ochronnem, która ze względu na wielorakie zwalczanie operacji szczepniczej zasługuje na baczną uwagę, a ze strony pp. Nauczycieli pomnych na włożony na nich ustawą z dnia 8 kwietnia 1874 r. obowiązek dopilnowania tej operacji na dzieciach szkolnych, pominiętym być nie powinno. Wyższa Władza Szkolna życzy sobie, aby stowarzyszenia nauczycielskie dziełko wspomnione na swój koszt sobie posprowadzały, w niem się rozpatrzyły i na podstawie referatu jedynego z Panów na zgromadzeniu nauczycielskiem dyskusję nad niem prowadziły; poczem dziełko ma z okolnikiem przechodzić z rąk do rąk. Władza Szkolna tuszy sobie, że to wyborne (śmiechu godne!) dziełko na koszt funduszu szkolnego będzie nabywane, gdyż jest cennem (?) uzupełnieniem poleconych poprzednio dziełek traktujących o zdrowiu. Sztuttgart 30 maja 1896. J. W. Ehrenspiegel.” — Natychmiast posialiśmy tejże Radzie kościelnej nasze dziełko przeciwne tamtemu z prośbą o takież zachwalenie go i polecenie do nabycia, gdyż szerzyć światło prawdy jest przecież obowiązkiem Kościoła. Zwróciliśmy przy tem uwagę świetnej Władzy szkolnej na okoliczność, że treść powyższego jej reskryptu stoi w sprzeczności z przepisami Biblii (nie będziesz zabijał, kaleczył, kłamał, oszukiwał bliźnego twego), i że Ojciec Św. Leon XII. potępił szczepienie ospy jako operację bezbożną.”

Co to jest? myślę sobie; czy mię oczy mylą? Więc papież Leon XII. potępił szczepienie ospy; chwała Bogu! A przeto słuszność po stronie przeciwników szczepienia! Ale kiedy? jakiemi słowami wyraził się Ojciec Św. w tej sprawie? To dla mnie zagadką. Piszę więc do Redakcji Impfgegnera o bliższe szczegóły i otrzymuję od p. Gerlinga odpowiedź, że o tem napisał Dr. med. Nagel w swej broszurce; sprowadzam ją sobie i wyczytuję na str. 9 § 14 co następuje:

(Rühmend) „Z chlubą i najgłębszą czcią zaznaczyć tu winniśmy, że papieże rzymscy, w przeciwieństwie do naszych okrutnych mądralów, uchronili swoje Państwo Kościelne od tej plagi ludzkiej (szczepienia ospy). Gdy bowiem Leonowi Dwunastemu, jak donosi nam wiarogodny kapłan X. Dr. Hans-jakob, przedstawiono do rozstrzygnięcia sprawę szczepienia ospy, w tej chwili położył On rękę na księgę św. Augustyna „O mieście Bożem” i wyrzekł te piękne słowa: „Nie mogę szczepienia ani pochwalać ani też zakazywać; ale z mej strony osobiście uznaję je zatargnięcie się na prawa Majestatu Bożego!” Podobnież stanowczo wyraził się przeciwko szczepieniu papież Grzegorz XVI. a później także Pius IX. Gdy lekarze r. 1856 stanęli przed nim z natrętną prośbą o wprowadzienie do kraju szczepienia ospy, kazał sobie przedłożyć szczegółową listę śmiertelności w Państwie Kościelnem, i gdy z niej przekonał się, że ludzie najwięcej umierają w takich miastach, gdzie gorliwie szczepiono, wtedy po głębokim namyśle oddalił z niczem pp. lekarzy od Siebie, mówiąc do nich: „Pan Bóg nie pozwoli bezkarnie kpić ze siebie! Amen.”

A zatem trzej papieże potępili szczepienie ospy, jako rzecz niegodziwą i bluźnierczą! Tego wyroku trzymać się winniśmy jako katolicy, a tem bardziej Duchowieństwo nasze pamiętać o nim powinno, aby nie być w sprzeczności z Głową Kościoła Chrystusowego. Już tedy żadnym sofizmatem pp. lekarzy otumanić się nie damy i już więcej prawdy zaćmić nam nie będą mogli, bo Stolica Św. zawyrokowała i sprawa skończona. (Roma locuta et causa finita est.)

VII.

Ale jak to mogło się stać, żeśmy chrześcijanie Katolicy o wspomnionym wyroku papieskim dotąd nic nie wiedzieli! Co większa, nasi Najprzewielebniejsi Arcypasterze żadnej o nim wiadomości nie mieli, skoro tolerowali dotąd dawną z czasów absolutyzmu rządowego pochodzącą praktykę pośredniego popierania tego grzesznego zabobonu przez to, że na żądanie c. k. starostwa lub Magistratu (w Austryi, w Niemczech itd.) wielebne Duchowieństwo parafialne corocznie sporządza i przesyła do użytku p. fizyka spis dzieci do szczepienia, ogłasza z ambony gdzie? i kiedy? ta bolesna i szkodliwa operacja ma się odbywać i stosownie do życzenia świeckiej Władzy szczepienie ospy przy zdarzoniej okazji ludowi zachwala, bojaźliwe matki pociesza i zachęca, by korzystały ze sposobności zabezpieczenia swych dzieci od choroby rzekomo nieuleczalnej, jak twierdzą pp. lekarze!

Jest to nadużyciem kazalnicy, profanacją miejsca świętego, splamieniem ust kapłańskich, poniżeniem wzniosłego powołania duchownego i bałamuceniem wiernego ludu, uczestnictwem w zabobonie szkodliwym a przeto grzechem ze strony kapłana przynajmniej grzechem t. z. materialnym, bez wiedzy i woli złego; a ze strony tych, co nakazują i wykonywują szczepienie, grzechem formalnym obciążającym sumienie; albowiem powinni wiedzieć, że ta operacja szkodliwa i niepożyteczna, i poniechać ją; gdyż każdy swój fach, swe powołanie, swoje rzemiosło i t. d. dokładnie znać powinien, aby mógł dobrze Wszystko załatwić, szkody bliźniemu nie wyrządzać i z pożytkiem jak należy obowiązki swoje spełniać a czynności niebezpiecznych nie podejmować!

Zasady teologii moralnej i prawdy dogmatyczne obowiązują chrześcijan wszystkich, a wyjątku od nich nie mają dla siebie pp. lekarze, urzędnicy, rzemieślnicy, i t. d. Boska nauka jest dla wszystkich chrześcijan, i wszyscy wedle jej prawideł życie swe urządzać mają, chcąc się zbliżyć w podobieństwie doskonałości do wzoru Boga-Czło- wieka, Nowego Adama Jezusa Chrystusa i brać udział w Jego królestwie chwały. O tem jednak wiedzieć nie chcą wyższe stany począwszy od liberalnych uniwersytetów jako duchy rzekomo wielkie i niezależne a skończywszy na bezwyznaniowości państwa; ztąd pochodzi zaniedbanie praktyk religijnych, święcenia dni świątecznych, uczęszczania do sakramentów św. Pokuty i Ołtarza, zachowania postów, upadek ducha i suchość serca, brak zastanowienia się nad sobą, nad swemiczynnościami i przyszłością losu swego, brak treści i prawdy we wszystkiem, szczerości i rzetelności, sam tylko blichtr i blaga, namiętności niskie bez hamulca, zgoła materjalizm gruby, samolubstwo i zagrzebanie się w doczesności; ztąd przebieranie miary w użyciu i zabawach, upadek materjalny, rozpacz, i samobójstwa, zaniedbanie obowiązków stanu i sprzeniewierzanie się czyli po prostu kradzież i oszustwo na wielką skalę; społeczeństwo zdąża na tej drodze do niechybnej zguby.

O, Rodacy, starsi Bracia w narodzie! chcecie być na czele, to podnieście się duchem i sercem, stańcie się godnymi stanowiska wyższego, świećcie dobrym przykładem, bądźcie wiernymi Bogu i Jego Kościołowi Św., bo w znaku Krzyża zwycięztwo i ocalenie nasze, przyszłość chwalebna! — Lecz wróćmy do naszego przedmiotu. Z niewiadomości o papiezkim wyroku potępiającym praktykę szczepienia ospy, Władza szkolna, katolicka Rada kościelna w Stuttgarcie, jak wyżej widzieliśmy, wpływa, jak dawniej w Austrji wpływali XX. Inspektorzy szkolni, na szanowne nauczycielstwo dla popierania szczepniczego zabobonu. To się nie zgadza z poważnem stanowiskiem kapłana i nauczyciela, z ich powołaniem i zadaniem wzniosłem; do Kościoła i Szkoły należy zwalczać grzechy, ciemnotę i zabobony, a szerzyć prawdę, cnotę i oświatę.
Tymczasem bywało i bywa jeszcze w niektórych miejscowościach, że p. nauczyciel przy zapisywaniu dzieci do szkoły pyta się rodziców, czy dziecko szczepione? czy ma świadectwo szczepienia? To znaczy: trzeba szczepić ospę sztuczną dla ochrony od ospy naturalnej! O, ciemnoto guślarska, kiedyż znikniesz przed światłem rozumu i wiedzy naukowej?! — I ja, niestety! spełniałem po parafiach tę smutną i niegodną funkcję w dobrej wierze, jak drudzy, w mniemaniu, że się przysługuję bliźnim; teraz poznawszy błąd lekarski, chciałbym tę pomyłkę naprawić, powetować stokrotnie. — Lecz oto, została nam odpowiedź na pytanie: czemuśmy nie wiedzieli, jak zawyrokowali papieże o szczepieniu ospy? Wyjaśnienie tak dziwnego faktu znajdziemy w józefińskim absolutyzmie, mianowicie w tak zwanem placetum regium,to jest, w rozporządzeniu rządowem, aby Biskupi ze swem duchowieństwem nie mieli swobody i własnego zdania nawet w sprawach czysto kościelnych i w znoszeniu się ze Stolicą Św., ale zależnymi byli od najwyższej Władzy świeckiej, od jej woli, upodobania i zezwolenia; przez granicę państwa to tylko dostawało się do ich wiadomości, co się podobało Rządowi, co nie było sprzecznem z jego intencją, zamiarami i pojmowaniem rzeczy. Były to czasy niewoli Kościoła, kassacji klasztorów i konfiskaty majątku kościelnego. Gdy więc szczepienie ospy Rząd opieką swoją otoczył, nie mogło mu być miłem, co o niem wyrzekli papieże; wiadomość o tem przyduszoną zdaje się była na granicy i nie rozeszła się w kraju. Natomiast włożono na duszpasterzy obowiązek popierania ospy. Wszedłszy raz na tę drogę, szło się dalej bez krytyki, bezmyślnie, z przyzwyczajenia i dla miłej zasady niesprzeciwiania się świeckiej Władzy ani uczonym t. j. lekarzom zachwalającym tę operację. — Nadszedł już czas zrzucenia z siebie krępujących pętow, bo cywilizacja na to zezwala, godność stanu i głos sumienia tego się domagają. Kościół i państwo niech w harmonijnej ze sobą zgodzie zdążają do swoich celów, wspierając się wzajemnie wedle słusznej potrzeby, ale jedno drugiemu niechaj nie narusza samodzielności i nie żąda usług zasadniczo niemożebnych.

VIII.

Jak rodzicom leży na sercu dobro ich dzieci, materialne i duchowe, tak każdemu Rządowi, pojmującemu odpowiedzialność swoją przed Bogiem i ludźmi, chodzi oto, aby wywięzując się chlubnie ze swego szczytnego zadania, mógł zaskarbić sobie miłość i wdzięczność podwładnych, szerząc dobro, zagradzając drogę złu, aby kwitła w kraju pomyślność, lud był zdrów i zadowolony a wojsko dzielne i państwo potężne. Taki też cel jego był przy zaprowadzeniu szczepienia ospy, bo lekarze wmówili weń, że ospa jest największą plagą ludzką i niema innego ratunku jak szczepienie. Jest to wielki błąd, jak widzieliśmy. Jego tj. wys. Rządu wina, że był łatwowiernym i nie zbadał poprzednio rzeczy jak należało; gdyż nie rzecz wątpliwej wartości ale rzeczywiście dobrą i pożyteczną w braku lepszej, zachwalać i polecać należy; a gdyby stąd komu szkoda się stała, wynagrodzić ją. O tej regule moralno prawnej zapomniano i źle się stało.

Otóż ludzką rzeczą jest pomylić się; ale trwać uporczywie w błędzie było by rzeczą heretycką i szatańską. Mądry mądrzejszym się stanie, gdy w pokorze przyjmie słuszną uwagę, zdrową radę, lojalne przedstawienie, i da się pouczyć; głupi zaś i pyszny obstawa przy swojem z uporem,choćby świat miał się zawalić i on z nim. (Sapientisestmutareconsilium in melius). Sporna sprawa dostatecznie już wyświetlona, i będziemy ją z innych jeszcze stron badać i wyświecać, żeby nie było wątpliwości kto ma słuszność; czekajmy końca, co nastąpi? pewni będąc, że ostatecznie prawda odniesie zwycięstwo. Tak bywało zawsze.
Jakiś błąd panował przez pewien czas, zaćmiewając umysły ludzkie, szerząc nieszczęście; aż, oto! ludzie przejrzeli, błąd okazał swą brzydotę a prawda swe piękne oblicze, pierzchły ciemności przed wschodzącem światłem słonecznem. Tak np. przed laty corocznie na wiosnę puszczano sobie krew dla lepszego zdrowia, lecz to było szkodliwem, i zaniechano tego; szczepiono długi czas ludzką ospę, wreszcie z powodu skutków szkodliwych tej operacji zakazano; szczepienie krowianki a teraz t. z. limfy cielęcej, trzyma się jeszcze w niektórych krajach uporczywie, w innych zaś np. w Anglii, Szwajcarji itd. chwieje się i upada; bez wątpienia runie haniebnie i to błazeństwo, jak mu przepowiedział na samym początku angielski uczony Dr. med. Rowley. Im prędzej to się stanie, tem ci lepiej.

IX.

Ważne pytanie: Skąd się wzięło szczepienie ospy? jakim ulegało zmianom? i co ono znaczy? Rozwiązali uczeni na niekorzyść Jennera. [Zwolennicy szczepienia wysławiają Jennera jako swego patryarchę, jako genialnego wynalazcę szczepienia krowianki. Jest to śmieszne; bo praktyka szczepnicza istniała przed Jennerem tysiące lat, szczepniczy lancet był u inokulatorów od dawna w użyciu, a jedyna nowość szalbierska, zarażenie rzekomą krowianką, nie jego to właściwie wymysł, ale zabobonnych jego sąsiadów wiejskich, u których ową baśń podsłuchał i światu ją jako swój wielki wynalazek ogłosił, żądny sławy herostratowskiej (Herostrat poganin podpalił śwątynię Diany w Efezie, aby się wsławić tą zbrodnią). Krowianka zaś i cała metoda Jennerowska zrobiła wielkie fiasko; krowianka dawno już znikła, teraz szczepią t. z. limfą cielęcą, co także jest niedorzeczne i szkodliwe. Nie mają więc pp. szczepnicy z czego się chełpić; a jeżeli to czynią, dowodzą tem swej zdziecinniałości i braku rzetelnych zasług na polu pożytecznej nauki.]

W dawnych czasach nędzy i niechlujstwa, ciemnoty i niskiego stanu sztuki lekarskiej, grasowała ospa wśród dzieci częściej i bardziej niżeli teraz, zabierając na drugi świat mnóstwo młodego pokolenia lub zostawiając na żyjących straszne ślady swego spustoszenia, tj. dziuby na twarzy, utratę wzroku, słuchu, władzy w członkach, i t. d. mianowicie tam, gdzie leczenie było przewrotne. Znakomity lekarz angielski Sydenham (1664 r.) pisał:

Zkąd to pochodzi, że chorujący na ospę u bogatych umierają lub zostają kalekami oszpeconymi, u biednych zaś przychodzą do całkowitego zdrowia? Ztąd,że biedni nie mają pieniędzy na sprowadzenie sobie nieudolnego lekarza i lekarstw szkodliwych!

Rzeczywiście, ospa sama z siebie nie jest niebezpieczną, względnie nawet pożądaną dla oczyszczenia i wyzdrowienia ciała, i pozostawiona samej sobie, przy świeżem powietrzu, djecie i użyciu wody, łatwo się leczy; dopiero przewrotne jej leczenie robiło ją tak straszną i niebezpieczną, że wielu przenosiło śmierć samą nad ospę. Mniemano zaś (mylnie), że każdy człowiek ospę przechodzić musi, ale tylko raz w życiu, i gdyby jej nie miał, nie dożyje lat 50… trzeba ją nabyć, mówili guślarze, koniecznie w stanie zdrowia, by ją łatwiej w sobie pokonać, a nie czekać, aż sama przyjdzie z chorobą i nie da się wyleczyć. Dlatego ludzie zabobonni z umysłu starali się o ospę, zdrowe dzieci ubierano w koszulki zanieczyszczone od chorych na ospę, kupowano bieliznę, chusty, odzież, przedmioty zarażone ospą, lub kładziono dzieci przy chorych do zabawy lub w łóżku pod jedno nakrycie by się od nich zarażały. To był sposób prosty, ludowy, praktykowany w Europie w wiekach średnich.

Inny sposób umyślnego zarażenia się ospą było sztuczne lekarskie szczepienie. — c. Ten drugi zabobon, ten jadowity i obrzydły chwast na niwie sztuki lekarskiej korzeniami swemi sięga czasów starożytnych, gdyż był praktykowany u pogańskich narodów Azji. Babilońscy magowie zastrzykiwali pogańskiemu ludowi ropę ospową na rękach i czołach w kształcie głowy byka; w Chinach proszek strupa ospowego wsypywano do nosa, nazywając to sianiem ospy; gdzie indziej guślarki nacinały skórę na nogach, rękach i twarzy, a do ran wtykały szmatkę, nitkę lub bawełnę zmaczaną w ropie ospowej lub kulki watowe piżmem i ospową materją nasiąknięte, albo też przykładały na ciało zdrowego człowieka plaster ściągający, wizykatorje, a usunąwszy powstały tam pryszczel, na bolejące miejsce posypywały sproszkowany strup ospowy.

Uczeni nazwali ten sposób zakażenia Isopathją, prowadzącą do zwyrodnienia, z którego n. p. rasa mongolska podźwignąć się nie może, a ludy europejskie tracą soki zdrowotne, jak zżółkłe liście na drzewie, co się pokazuje po dzieciach w Szwecji i t. d. gorliwie szczepionych, że połowa z nich niedomaga na różne choroby. Zły duch, trzymając przed przyjściem Zbawiciela świata wszystkie narody w niewoli, ciemnocie i upodleniu, podsunął im tak niedorzeczny i haniebny pomysł na ich niedolę i zgubę. Pierwsi chrześcijanie, poznawszy się na zdradzie szatańskiej, brzydzili się tym piekielnym wynalazkiem, jako psującym i znieważającym ciało człowieka mające być świątynią Ducha Bożego, a dziuby i blizny ospowe po tej operacji powstałe uważali za znamiona nędznych służalców bestji apokaliptycznej. We wschodnio południowej Europie błąkał się jeszcze do niedawna ten zabobon u Wołochów, którzy mieli zwyczaj zaszczepiać materję ospową swoim córkom na rękach i na czole, uważając powstałe ztąd krosteczki w kształcie gwiazdy za etykiety i ozdobę dla nich.

Przy końcu XVII. wieku przywlokła się z Tesalji do Konstantynopola pewna guślarka i opowiadała łatwowiernym ludziom, jakoby się jej objawiła Najśw. Panna Marja Matka Boska, nakazując robić rany Chrystusowe na nogach, rękach i twarzy lub czole, w kształcie krzyża, i smarować je ropą ludzkiej ospy przy zapalonej gromnicy i wymawianiu tajemniczych zażegnywań; gdyż to miało być ochroną od choroby ospowej.

Ten zabobon przyjął się u ludu pomimo surowej nagany ze strony duchowieństwa i szyderstwa ze strony lekarzy; ci jednak widząc, że to interes zyskowny, namyślili się inaczej, zdanie swoje zmienili, operację zabobonną ludowi zachwalali, i odepchnąwszy guślarki, sami ją wzięli w swe ręce, nadając jej uczoną nazwę (inoculatio seu variolatio).

Z początku dla przypodobania się ludowi operowali jak one, zachowując wszystkie błazeństwa nawet zażegnywanie choroby mrucząc słowa tajemnicze przy zapalonej świecy; później zaś opuszczali stopniowo ceromonję jedną po drugiej, gromnicę, zażegnywanie i profanację blizn Chrystusowych najprzód na nogach, potem na twarzy i czole, wreszcie przenieśli nacięcia skóry z rąk na ramiona; kształt krzyża w nacięciach (cruciatim) pozostał jeszcze długo z początkiem wieku XIX. gdy przy szczepieniu ospa ludzka ustępowała t. zw. krowiance Jennerowskiej; w końcu zaniechano figurę krzyża i robiono nacięcia w kratki lub pojedyncze linijki albo nakłuwano skórkę w kilku punktach, wcierając do ran jadowitą materię ospy ludzkiej. Z tą manipulacją obznajomiła się żona posła angielskiego p. Montague i za powrotem do Londynu rozszerzyła ją wśród swoich rodaków przy pomocy swego domowego lekarza Dr. Maitlanda jako zdobycz naukową i cywilizacyjną, robiąc niedowierzającym roztropnym niewiastom wyrzuty:

„Zasiedziałyście się w swoim zakątku na starych zwyczajach i nie chcecie nic wiedzieć o nadzwyczajnym postępie naszej medycyny.”

Lekarze z całym wysiłkiem wymowy i sztuki pisarskiej robili daleko i szeroko reklamę dla inokulacji, jako wynalazku lekarskiego na skuteczne zapobieganie strasznej i nieuleczalnej chorobie ospowej. Średnie i wyższe klasy społeczeństwa wierząc jak w Ewangelję, dawały posłuch tym złudnym przechwałkom; gdy przeciwnie prosty lud okazywał pod tym względem swą podejrzliwość, obojętność i niechęć, rządząc się głosem sumienia i zdrowego rozsądku. Przez liczne broszury i pisma rozeszła się po innych państwach europejskich interesująca wiadomość o szczepieniu ludzkiej ospy ludziom zdrowym —o dziwo! dla ich ochrony od ospy naturalnej. Byłby to, mówiono sobie, niesłychany tryumf sztuki medycznej, jeżeliby to było prawdą, co piszą gazety i księgi lekarskie; ależ tak twierdzą lekarze, mężowie uczeni, trzeba im wierzyć! Ciekawa to rzecz, a jak to wygląda? i t. d.

Monarchowie i książęta w swej troskliwości o dobro podwładnych, po nie jakiem wahaniu się zezwolili na wprowadzenie inokulacji do swych krajów i zainteresowali się nią osobiście; tak n. p. carowa (cesarzowa) Katarzyna, na radę bezbożnego Woltera, wydrwigrosza i pochlebcy ziemskich mocarzy, zawezwała do siebie francuskiego lekarza Dimsdale i za tę operację wyznaczyła mu oprócz tytułu szlacheckiego, 200,000 mk. a cesarzowa Marja Teresa mimo przestrogi swego nadwornego lekarza Dr. de Haen, idąc za złą radą de Swieteńa kazała zawezwać do swych dzieci angielskiego lekarza Ingenhousy i za tę operację obdarowała go prócz tytułu c. k. radcy Dworu roczną pensją 6,000 złr. m. k. która to inokulacja, niestety! okazała się po latach dla rodziny cesarskiej w skutkach swoich zgubną. Hołdował tej złudnej opinii również sławny lekarz Hufeland, a gdy z jego szczepienia setki ludzi w Weimarze i innych miastach Turyngji zachorowało i umarło, mówił dla uciszenia wyrzutów sumienia:

Przecież tylko trzecią część ze szczepionych przeze mnie ten los spotkał; gdyby zaś nie byli szczepieni, to naturalna ospa byłaby uśmierciła najmniej połowę z nich; sądzę przeto, że wielom życie uratowałem.

Rządy państw, przekonawszy się że szczepienie ospy ludzkiej, zamiast chronić ludzi od ospy naturalnej, przyczynia się przeciwnie w wielkiej mierze do jej szerzenia się i różne inne powoduje choroby, zakazały je pod surową karą, np. we Francji 1763 r. w Prusiech 1835, w Anglji 1840.

X.

Tak więc inokulacja z kretesem przepadła. Ale nim to nastąpiło, jakby mało jeszcze było nieszczęścia na ziemi, już przy jej zachwianiu zły duch podsunął na ludzkie utrapienie drugą podobniusieńką do pierwszej plagę lekarską t. j. szczepienie t. z. krowianki, wakcynacją nazwane, które wciąż różnym ulegało i ulega przemianom, jak kameleon zmieniający swoją postać, kształt i kolor skóry, twierdzeniom upartych szczepników kłam zadaje, ich obietnic nie spełnia, nadzieje łatwowiernych srodze zawodzi; inokulacja i wakcynacja, to dwie nieodrodne i szkaradne siostry kuglarskie na oszukanie i brudny wyzysk tak Rządów jak narodów, na zbieranie judaszowskiego grosza za niszczenie ludzkiego zdrowia i życia; są one najpospolitszem cygaństwem i publiczną zbrodnią. Nie od siebie samego tak potępiam szczepienie; przytaczam tylko to, co wypowiedzieli sami lekarze, mężowie nauki, cnoty i honoru. Im dłużej to szkaradzieństwo się trzyma, tem większa hańba dla wiedzy naukowej i cywilizacji, tem cięższa wina, większa odpowiedzialność tych, co je podtrzymują w złej czy dobrej wierze, z wiedzą czy bezwiednie. — Ale, jaki tego nowego zabobonu początek i przebieg?

Los, jaki spotkał inokulację we Francji, trwogą przejmował angielskich szczepicieli ściągających tysiące szterlingów z kieszeni wyższej warstwy społeczeństwa za swą nieszczęsną operację, która i w ich kraju chyliła się ku upadkowi, bo już i wyższe klasy zaczęły lepiej pojmować i osądzać smutną rzeczywistość. Edward Jenner angielski chirurg wiejski (ur. 17. maja 1749 w Barkeley wsi hrabstwa Gloucestershire, (RGA. Denkschrift, 18.) przejęty był takąż obawą o utratę tej złotej kopalni, tej roli lekarskiej, na której sieje się bliźniemu chorobę a sobie zbiera przeklęte żniwo złote z płaczu ludzkiego.

Obcując z ludem wiejskim miał sposobność przysłuchiwania się różnym gadkom; między innemi opowiadano, że konie miewają wrzód przy kopycie podobny do ospy, czeladź zaraża się nim, od czeladzi krowy na wymieniu a od krów znowu czeladź inna; konie zaś, krowy i czeladź nie chorują ciężko; jest to więc, mówili, ospa łagodna, i chroni od ospy ludzkiej na całe życie tych, co ją po zarażeniu przebędą(?). Jenner pochwycił tę baśń ludową w zamiarze szczepienia ludzi tą zwierzęcą ropą jako łagodniejszą od ropy ospy ludzkiej.

Zwierzywszy się z tern kolegom swoim naradzał się z nimi i robił doświadczenia od 1776 r; nie musiały one jednak wypaść pomyślnie, skoro przez 20 lat wahał się, czy ma wystąpić publicznie z tym nowym, i ważnym
jak sądził, wynalazkiem szczepienia, czy go też porzucić? Z wielu stron zwracano mu uwagę, że twierdzenia wieśniaków nie sprawdzają się i dalszych prób zaniechać należy; a pewne towarzystwo w Alweston, którego był członkiem, zagroziło mu wykluczeniem ze swego grona, jeżeliby nie zaprzestał naprzykrzać się mu swoim projektem dziwacznym nie mającym żadnych widoków powodzenia. Lecz trudno mu było rozstać się z ulubioną myślą, która łechtała jego samolubną próżność, nęciła nadzieją sławy i zysków materjalnych, zwłaszcza że znaleźli się i tacy, co żartem lub na serio pochlebnemi słowy dodawali mu odwagi. Z dalszego jego postępowania możemy wnioskować, że prawda, nauka i dobro powszechne nie były w jego planie.

Współczesny mu ziomek, przeciwnik szczepienia, profesor medyczny na uniwersytecie w Oxford, Dr. Rowley, nazwał go bezczelnym szarlatanem, bez wychowania i naukowego wykształcenia; a nowoczesny historyk, prof, uniwersytetu w Cambridge, Dr. Creighton, który zebrał, zkrytykował i wydał pisma Jennera, przyszedł na ich podstawie do przekonania, że Jenner nie był ani pewnym i gruntownym, ani rzetelnym i uczciwym badaczem, gdyż w błąd wprowadził swoich kolegów i świat uczony, nazywając wrzody krowie, pokazujące się niekiedy na wymionach, ospą krowią, chociaż nic wspólnego z ospą nie mają i on swego twierdzenia naukowo nie uzasadnił; wreszcie Dr. med. Nittiger z pism jego przeprowadził dowód, że lubo krowiankę słowem i pismem swoim określił, jednak takich wrzodów sam na własne oczy nigdy nie widział i krowianką ani razu nie szczepił, biorąc na ten cel inną jaką materję ropową.  — Jenner upojony swoją szaloną myślą potoczył się na drogę publicznego szalbierstwa.

Roku 1796 dnia 14 maja szczepił 8 letniego chłopca James Philipps mniemaną krowianką t. j. ropą wziętą z krosty na ręce wenerycznej dziewki Sarah Nelmes; z krosteczki szczepionego chłopca wziął materję do szczepienia innych dzieci, które równie jak pierwszy chłopiec, chorowały na weneryzm (syfilizm), z czego poznał, że go dziewka okłamała; odłożył więc na bok mniemaną krowiankę a zaczął robić szczepienia ropą wrzodu końskiego, co się nie podobało publiczności, która żądała zachwalanej krowianki, musiał przeto wrócić do pierwszego sposobu t. j. używać niebezpiecznej materji weneryzmem zarażającej. Liczne rodziny opłakiwały chorobę lub śmierć szczepionych swoich dziatek; sam Jenner utracił najstarszego syna i dlatego wzbraniał się szczepić innych swoich, ale dla interesu nie wahał się jadem ospowym zatruwać dzieci cudze a ludzkie żale zbywać wykrętami, — Po 2 latach (1798) wydał broszurkę o szczepieniu krowianki, ogłaszając światu ludzkie baśnie za nieomylną prawdę, tj. że krowy miewają ospę zarażając się od koni, że szczepienie krowianki, które wakcynacją od wyrazu łacińskiego (variola vaccina t. j. ospa krowia) nazwał, chroni od ospy naturalnej na całe życie, nie jest zaraźliwe dla domowników ani niebezpieczne lub szkodliwe dla dziecka na którem nawet szczepienie ludzkiej ospy (inokulacja) się nie udaje, co właśnie według jego zdania jest dowodem skutecznej ochrony; i chwali się że jego szczepienia pomyślnym skutkiem zostały uwieńczone. Szczepnicy zacierali ręce z uśmiechem radości, wynosili pod niebiosa nową metodę i sławili Jennera jako męża genjalnego, zesłanego przez Opatrzność św. na ratunek od plagi ludzkiej, jaką jest, mawiali, nieuleczalna choroba ospy, gorsza od trądu wschodnich i południowych krajów; że więc korzystać trzeba z tego największego wynalazku sztuki lekarskiej. Pisma Jennera i jego zwolenników rozchodziły się po szerokim świecie bałamucąc ludzi i sprowadzając nieszczęście. Wyższe klasy społeczeństwa dostały formalnego obłędu zapalając się do rzekomej zdobyczy naukowej.

Założono (1799) prywatny instytut szczepniczy a za parę lat potem (1803) towarzystwo szczepnicze pod protektoratem króla Jerzego III., książąt i wysokich dostojników państwa; towarzystwo to rozchwiało się (1806) dla niezgody członków, ale po roku (1807) natomiast zaprowadzono bardzo kosztowny narodowy instytut szczepniczy, którego urzędnicy pobierali z kasy państwowej ogromne pensje; tak n. p. jego dyrektor pobierał rocznie 1,500 funtów szterlingów, co wynosi na nasze pieniądze z górą 30 tysięcy marek lub koron, inni pobierali po 24,000 mk., — 20,000 mk. — 12,000 mk. — 10,000 mk. i t. d.2); ci więc mieli za co wychwalać szczepienie i stawać zawsze w jego obronie, nie zważając na głos sumienia i prawdy, nie mając względu na dobro publiczne, gdyż przemogło u nich łakomstwo na tak bajeczne dochody z instytucji, do której nie były przywiązane stosunkowo do płacy ciężkie obowiązki, ale tylko starania szatańskie mydlenia bliźnim oczu.

I dzisiaj nie inaczej ma się rzecz; bo dla naszych także szczepicieli pobudką do bronienia operacji szczepniczej nie jest miłość prawdy, oświaty i publicznego dobra, lecz tylko zysk niegodziwy i ślepa wiara w ten zabobon, nad którym nie zastanawiają się dostatecznie z małym wyjątkiem nawet mądrzy i uczeni, podobnie jak wówczas. — Jenner zapewniwszy sobie poparcie ze strony Rządu i swoich wpływowych przyjaciół wniósł 1802 r. do parlamentu londyńskiego pisemną prośbę o zapomogę na koszta założenia instytutu szczepienia t. z. krowianki, obiecując wielkie korzyści dla kraju i zaręczając, że ten jego wynalazek bynajmniej szkodliwym nie jest a chroni od wszelkiego zarażenia i daje bezpieczeństwo od ospy na całe życie za jednem tylko nacięciem szczepniczem, procedura zaś tak jest łatwą, że każdy człowiek wykonać ją potrafi. Uwierzono mu na proste słowo, nie robiąc próby, nie czekając na jej rezultat, nie zważając na poważne przestrogi posłów rozsądniejszych — i uchwalono dać Jennerowi z kasy państwa 10,000 funtów szterlingów.

Tem podłechtano jego brudną pożądliwość; łakomiec nie kontentując się tą ogromną kwotą postanowił probować jeszcze szczęścia (sacra auri fames!); jakoż z bezczelną odwagą wyciągnął 1807. r. powtórnie rękę po znaczniejszą zapomogę narodową; a parlament taksamo lekkomyślnie jak poprzednio mimo silnych protestów dał mu ją w kwocie 20,000 funtów szterlingów, — razem więc wszystkiego otrzymał Jenner z kasy państwa 30,000 funtów szterlingów t. j. przeszło półmiliona marek lub koron.A za co? pytamy się. Oto za piękne słówka i szumne a czcze obietnice! za rzekomy pożytek publiczności i pozorną sławę narodową roznoszoną po świecie z rozgłosem wynalazku wielkiego niby mędrca angielskiego na ratunek ginącego świata; — co wszystko byłem fałszem i wierutnem kuglarstwem i przyniosło sromotną hańbę tak butnemu wynalazcy jak jego lekkomyślnym protektorom, na których z powodu gorzkiego rozczarowania zwaliły się przekleństwa i złorzeczenia unieszczęśliwionych rodzin. Ta przeto niewczesna zapomoga była grzesznem marnotrawstwem publicznego grosza na popieranie szelmostwa; lepiej by było rzucić te pieniądze do rzeki Tamizy niż popierać niemi sprawę tak haniebnego i szkodliwego zabobonu. Wypowiedzieli tę gorzką prawdę mężowie współcześni cnotą i nauką znakomici.

Dr. Rowley prof. na uniwersytecie w Oxfordzie pisał w swojem sprawozdaniu lekarskiem r. 1805 że

wielu ze szczepionych krowianką zachorowało następnie na ospę, niektórzy nawet śmiertelnie; a jeżeli już teraz w parę lat po zaprowadzeniu szczepienia skutki jego tak są zgubne, czegóż na przyszłość obawiać się należy! A nietylko u nas w Anglii rozchodzą się takie żale, bo i w obcych krajach, gdzie tę operację wprowadzono, smutne zaszły wypadki. Zajrzyjmy do domów i spytajmy się rodzin, a ogarnie nas zdumienie i zgroza jak straszne zatrucie krwi do nich sprowadza ta mordercza praktyka, co zjadliwą truciznę wstrzykuje do ciał ludzkich!

W piśmie: Przeciwko szczepieniu (1806 r.) twierdzi, że rzekoma ochrona jest mrzonką i niedorzecznością; że przeciwko złudnemu zapewnieniu, ja koby szczepienie chroniło od ospy, mamy tak wiele wypadków zachorowania na ospę dzieci szczepionych wedle Jennerowskiej reguły, że nie potrzeba innych dowodów na zbijanie tego fałszu. Nawet spodziewać się tej ochrony już nie na całe życie ale choćby na pewien czas tylko, był oby błędem i wielkim nierozsądkiem; i dalej pisze, że rodzice zagniewani na lekarzy szczepiących nie chcą ich widzieć na oczy i dlatego nie ich ale jego wzywają do swych dzieci po tej operacji chorujących; z czego się wyjaśnia twierdzenie szczepników, że rzadko widzieli złe następstwa po szczepieniu. Przyjdzie czas w którym tej operacji będzie się musiało zaniechać, ale nie prędzej, aż ludziom da się srodze we znaki; pozwolili się otumanić i muszą za to odpokutować!

D. med Squirell w piśmie swem „uwagi nad krowianką” 1806 r. wyraża się w ten sposob:

Jestem tego zdania że wprowadzać bez potrzeby i słusznej racji truciznę do ciała żyjącego jest obrazą ludzkiego umysłu, zniewagą zdrowego rozsądku. Mam wielką obawę, że metoda Jennerowska okaże się nie dobrodziejstwem ale nieszczęściem nie tylko dla naszego lecz i dla przyszłych pokoleń.

W izbie poselskiej wystąpił poseł Shawlefevre 1807 r. przeciwko propozycji wynagradzania Jennera za jego nieudały wynalazek, bo jego bezpodstawne wielkie obietnice okazały się złudnemi; szczepienie krowianki bowiem powoduje zołzy (skrofuły) i wiele innych niepokojących objawów chorobowych (symptomów); że zaś prócz tego nie chroni od ospy naturalnej, na to gotów mówca stawić wiarogodnych świadków.

Podobnież przeciwnikiem szczepienia był poseł Burdett, który r. 1808 przy obradach nad zaprowadzeniem narodowego Instytutu szczepniczego podniósł energiczny głos przeciwko żądanym na ten cel wydatkom.

Nie dawno temu, mówił, jak nas zapewniano, że metoda Jennerowska jest prawie nieomylną i tak pojedynczą, że każda wiejska kobieta z łatwością wykonać ją zdoła; teraz zaś mówią, że ta operacja jest bardzo subtelną i zawiłą, wymagającą wielkiej zręczności, że nieostrożność laików przy szczepieniu jest przyczyną licznych niepowodzeń. Nie mamy zatem ani spodziewanej ochrony i bezpieczeństwa od chorób ani łatwości szczepienia; dlatego niechby się Izba zreflektowała i swoją niewczesną uchwałą nie budziła wśród ludu zwodniczych nadziei do nieudałego experymentu.

Nie usłuchano go niestety i stanął zgubny instytut szczepniczy, z którego korzystały na swe nieszczęście tylko wyższe i średnie klasy społeczeństwa dające się, jak głupie ryby na wędkę, ptaki na sidła, chwytać na szumne hasło zdobyczy naukowej, największego rzekomo wynalazku medycyny, by ratować, mówiono, ludzi od nieuleczalnej choroby ospowej i t. d., gdy przeciwnie lud trzymając się swego zdrowego rozsądku brzydził się tą operacją i gardził złudnem dobrodziejstwem zdradliwych Danaów. Z początku bywało corocznie około 3,000. osób w nim szczepionych; liczba ta podniosła się 1816 r. do 7,000. W sprawozdaniu z r. 1825 użalano się, że

niższe warstwy społeczeństwa zwłaszcza w Irlandji, nie chciały ani słyszeć o szczepieniu, chociaż je wychwalano na wszystkie tony, głosząc np. że dzięki szczepieniu już w teatrach i na zebraniach publicznych mniej się widzi twarzy oszpeconych dziubami, jakie pożostają po naturalnej ospie. – [Dziuby powstawały tylko z nieumiejętnego leczenia ospy przez ówczesnych lekarzy; zresztą dziuby to bagatelela w porównaniu z chorobami po szczepieniu się zjawiającemi, mianowicie, Pisze Gerling, z wyschnięciem gruczołów mlecznych u matek, z weneryzmem, suchotami i t. d. – Gerling. Die Blattem 11—12.]

Co ta przechwałka warta, poznać z tego, co napisali lub mówili uczeni przeciwnicy szczepienia i co jeszcze w tym sensie przytoczy się . Już r. 1805 zebrał Dr. Rowley 500 wypadków, w których szczepieni krowianką zachorowali na ospę naturalną; a w r. 1810 gazeta lekarska (Medical Observer) podała przeszło 535 szczepionych następnie ospą nawiedzonych i 150 wypadków śmiertelnych wskutek szczepienia krowianką po części w rodzinach samych nawet lekarzy, których po imieniu przytacza.

Jest również historycznym pewnikiem, że wiele setek dzieci szczepionych przez samego Jennera potem na ospę zapadło po części nawet śmiertelnie. Pierwsze dziecko przezeń szczepione James Philipps dostało brzydkiej choroby wenerycznej. Własny syn jego najstarszy umarł w kilka lat na suchoty płucne po przebyciu choroby wenerycznej ze szczepienia, co go tak boleścią serca i strachem przejęło, że długie lata opierał się naleganiom krewnych nie chcąc szczepić innych swoich dzieci, lecz cudze szczepił dla interesu marnego.

W r. 1811 zachorował niebezpiecznie młody lord Gronevor, którego Jenner własnoręcznie szczepił; sprawiło to wielkie wrażenie (jak zwykle bywa w nieszczęściu dotykającem wielkich panów, nad biednym zaś smutne wypadki cicho przejdą, ani kogut nie zapieje!) i zraziło szlachtę do Jennera, na co użalał się w liście do przyjaciela Dr. Barona, pisząc:

Prawdopodobnie będę musiał kilka dni jeszcze pozostać w tym okropnym Londynie, bo zaszedł fakt ospy u szczepionego w rodzinie szlacheckiej a na nieszczęście to dziecko ja sam szczepiłem; krzyk i zamieszanie z tego powodu powstałe opisać się nie da, całe miasto głupkowate szaleje, i to potrwa tak długo aż inny jaki pomyślny wypadek odwróci powszechną uwagę.

W innym liście do mis Calkraft żali się:

Ten jeden wypadek sprawił, że zapomniano o wszystkich moich dawniejszych pracach i że jestem u wielu z wyższej klasy społeczeństwa przedmiotem pośmiewiska i wzgardy… ale chłopiec byłby umarł, gdybym go był nie szczepił.

Podobnie usprawiedliwiał się Dr. Hufeland inokulator, (vid. str. 23). — Gdy coraz bardziej dawały się słyszeć ludzkie żale na to, że rzekoma krowianka od ospy nie chroni a sprowadza różne choroby zaraźliwe, obstawał Jenner wraz ze swymi zwolennikami uporczywie przy swojem zdaniu, używając wybiegów, jakiemi nasi szczepnicy zasłaniają się przed zarzutami swych przeciwników;

krowianka, mówił, musiała być nieprawdziwa, fałszywa, zepsuta albo: szczepiony sam sobie zaszkodził, rodzice i domownicy nie opiekowali się chorym, albo: choroba była już dawno w ciele ukrytą i bez szczepienia byłaby przyszła,., to nie ospa lecz inna do niej podobna choroba, szczepienie ją złagodziło, albo: przy innych operacjach ludzie także chorują i umierają a nikt się temu nie dziwi, albo: dawniej grasowała ospa bardziej niż teraz gdy się szczepi krowiankę, itd. (P. str. 23, 2).

Takie wymówki niejednego zbałamucą, co się nie zastanowi nad tem dobrze; dlatego odpowiadamy tu pp. szczepicielom:

Każda wasza materja szczepnicza jest jadem trupim (Leichengift), bo pochodzi z wrzodu, z ciała rozkładającego się, i wy panowie sami to przyznajecie i objaśniacie, że jad trujący znieczula nerwy, iż nie są wrażliwe na ospę! Ależ panowie! To zatrucie i znieczulenie jest daleko większem złem niżeli ospa, która względnie jest pożądaną, by się organizm ciała uwolnił od szkodliwych soków, przeczyścił się i był zdrowszym; szczepienie zaś zatruwa go i zanieczyszcza, ztąd różne choroby powstają. Nie dziecko i domowników ale raczej szczepnika winić należy za nieszczęście. Ospa prawdziwa powstać może ze szczepienia, bo jej zarodek jest w materji szczepniczej, a w dziecku może być więcej tej nieczystości nagromadzonej, która z okazji szczepienia na wierzch wychodzi; trzeba wam nauczyć się leczyć rozumnie ospę a nie zatruwać krew szczepieniem; tego nauczyć się możecie z najnowszych dzieł lekarzy naturalnych, do których liczą się także wasi szkolni koledzy, doktorowie medycyny; zrzućcie pychę z serca, bądźcie ciekawymi dowiedzieć się czegoś nowego a pożytecznego, bo na tem polega postęp i rozwój nauki medycznej; teraz należy więcej wiedzieć i umieć, niż za dawnych czasów, kiedy ospy leczyć nie umiano i uważano ją niesłusznie za chorobę najgorszą i nieuleczalną; czy i teraz za taką ją macie? byłoby to świadectwem ubóstwa i niedołęztwa waszego? Przy innych operacjach trzeba cierpieć boleści, bo to rzecz naturalna; ależ wy obiecujecie, że szczepienie nic nie szkodzi a pomaga, co jednak przeciwnie zawsze bywa; operować, gdy konieczność tego wymaga, lecz szczepienia nic nie usprawiedliwia. Szczepienie ospowej choroby nie łagodzi ale ją złośliwszą czyni, jak to wiemy z doświadczenia i sam rozum powiada; sami szczepnicy zmuszeni zostali przyznać tę prawdę, jak np. Dr. med. Kussmaul (Gerling, 22. Also). Dawniej do ospy liczono odrę, szkarlatynę, tyfus plamisty itd. choroby naskórne; teraz ją odłączają od podobnych chorób, dlatego liczba tych wypadków jest mniejsza; prócz tego żyje się teraz w lepszych stosunkach zdrowotnych, więc i ospa rzadziej się zjawia, znikłaby zaś zupełnie, jak epidemie inne zniknęły np. cholera, dżuma, morowe powietrze itd.,których się nie szczepi, lecz ospa mniej więcej trzyma się nas jeszcze, bo się ją szczepieniem rozszerza; jaki posiew, takie żniwo; w czasie epidemii szczepieni prędzej zapadają na ospę i ciężej chorują niżeli nieszczepieni, którzy się od tamtych zarażają. A więc szczepienie jest bardzo szkodliwe a nie daje żadnego pożytku.

Jenner widząc i słysząc, co się dzieje po szczepieniu, zmuszonym był 1799 r. odwołać pierwsze swoje twierdzenie, jakoby szczepienie chroniło od ospy na całe życie, ograniczając czas tej ochrony mniemanej na lat 10; ale to drugie twierdzenie również jest myl- nem, i szczepnicy inni ograniczają tę ochronę na lat 5 (Dr. Striimpel), na 1 — 2—4 (Dr. Biedert) i t. d. Dr. Koch Robert. jest tak ostrożny, chwiejny, przebiegły sofista, że wszystkim chce dogodzić a sam się z trudności wywinąć jak piskorz z ręki, mówiąc:

szczepnicza ochrona jest względną, bo jednego chroni mniej więcej 10 lat, innego zaś nie chroni; czyli chroni go jak długo ospa nie przychodzi, a jak się pokaże, ochrona traci swoje znaczenie;

to nie jest mowa męża uczonego i uczciwego, ale gadanina szarlatańska; my zaś twierdzimy z doświadczenia, że ani na chwilę nie istnieje ta ochrona, gdyż nie ma racji bytu, i zdarzało się nieraz, że po szczepieniu obok krosteczki szczepniczej, wystąpiły krosty ospy naturalnej i obsypały ciało jak zwykle. Pomimo to we dwa lata później (1801) kolegium londyńskich lekarzy orzekło (jak Pythia z trójnoga albo znachor wiejski) prorokując fałszywie, że metoda Jennerowska chroni od ospy na zawsze i jest wcale nie szkodliwa!

Nie miłość prawdy i nauki włożyła tym lekarzom w usta takie słowa kłamliwe, ale samolubstwo podłe, aby wyzyskać łatwowierność ludu i napchać kieszenie mamoną! — Dalsze twierdzenie Jennera, że szczepienie krowianką jest bardzo łatwe i każda nawet wiejska niewiasta może je z dobrym skutkiem wykonać — nie podobało się pp. szczepnikom; bo nie chcieli dopuścić nikogo do tak zyskownej operacji, żeby im nikt nie psuł interesu i oni sami tylko mogli ciągnąć ztąd korzyści; dlatego porozumiawszy się z Jennerem oświadczyli publicznie, że szczepienie jest sprawą trudną, subtelną i zawiłą, której podjąć się mogą tylko lekarze jako biegli w swej sztuce, kto inny zaś tego nie potrafi, rzecz sfuszeruje i sprowadzi nieszczęście!

Odpowiadamy im na to: Wy sami, Panowie, waszem rzekomo umiejętnem szczepieniem szkodzicie dzieciom, które w skutkek waszej operacji chorują mniej więcej, nawet śmiertelnie; sam Jenner setkom przez siebie szczepionym zaszkodził na zdrowiu i życiu, jąk wspomniano powyżej, i każdy z was szczepników sprowadza nieszczęście; bo wasza materja szczepnicza jest jadowitą trucizną, która z natury swojej jest szkodliwą i dla krowianki czy limfy wyjątku z ogólnego prawa przyrody niema, gdyżby to musiał być cud Boski, czego przypuścić nie można i wy panowie nawet nie wierzycie w cuda, nie mówiąc o innych prawdach św. wiary naszej! (Rzecz to smutna i wielce ubolewania godna!) Aby dzieciom nie szkodzić, jedyną tu radą jest, zaniechać praktyki szczepniczej!

Twierdził też Jenner, że dla ochrony od ospy wystarcza jedno szczepienie z jednem nacięciem i jedną krosteczką szczepniczą; to się jednak nie sprawdzało i obiecywanej ochrony nie dawało, bo dać jej nie mogło: więc pp. szczepnicy zamiast powiedzieć sobie uczciwie i rozumnie: porzućmy tę czynność bezskuteczną i szkodliwą, a badajmy chorobę ospową i szukajmy lepszych środków na nią, projektowali przeciwnie: szczepić drugi raz, albo więcej razy, jak się da najczęściej, corocznie i przy różnych okazjach, przed ślubem, przed podróżą lub objęciem urzędu, i t. d. dla uroczystości i pamiątki; roztropniejsi jednak przestrzegali przed zbytkiem gorliwości, któraby mogła uprzykrzyć się ludowi, a tenby mógł, powiadali, stracić do nas zaufanie i pogorszyłby się nasz interes! Radzono też szczepić każdą matkę brzemienną, aby dziecko przychodziło na świat już zabezpieczone od ospy! (Dr. Bollinger, jak pisze Zedtwitz, 49 Nach.)

Co się tyczy nacięć lub ukłuć szczepniczych i krosteczek ztąd po wstających różne były zdania pp. szczepników; debatowano i sprzeczano się, czy poprzestać na jednem nacięciu i jednej krosteczce po szczepieniu? czy potrzebne są 2, 3, 10, 15 i t. d. nacięć? Czy robić ukłucia czy też nacięcia? Na którem ramieniu? I w którym miesiącu po urodzeniu dziecka? Brano jednak w rachubę uczucie matek, któreby się oburzały i krzyku narobiły, gdyby się zbytnie krajało ich dzieci; więc projektowano poprzestać na 2 bliznach na jednem tylko ramieniu.. Tak to ci mężowie nauki tracili czas na czczych i dziecinnych rozprawach, jakby z nudów dla rozrywki, jakby nie mieli nic ważniejszego do myślenia, nic lepszego do czynienia! Do nich stosują się słowa poety Ignacego Krasickiego: Dzieci, źle się bawicie; dla was to igraszką, nam idzie o życie!

Gdybyż to na takich pogadankach i dysputach kwalifikujących się do domu warjatów poprzestano, byłoby półbiedy, że myśl ludzka zeszła na takie manowce; ale, niestety, ci panowie spieniężali swe urojenia dziwaczne i niebezpieczne; co im się ubzdurało w głowie, to lancetem na ciele niewinnych i bezbronnych dziatek wykonywali bez litości pod pozorem spełniania uczynku dobrego; a ich matactwem i złym przykładem Anglii, uwiedzione Rządy państw europejskich popierały (i popierają dotąd) tę niegodną i szkodliwą sprawę, z początku zachwalając a następnie narzucając ją ludowi przemocą jako rzekome dobrodziejstwo. Skutki wprawdzie zawsze bywały takie same t. j. złe; ale nie zważano na żale i szemrania poszkodowanych, bo pp. lekarze umieli przedstawiać rzecz w świetle fałszywem. — Pozostaje nam zastanowić się jeszcze nad twierdzeniem Jennera, jakoby krowianka pochodziła z zarażenia się krów na wymionach od wrzodu kopyta końskiego.

Otóż, pokazało się, że to nieprawda, bo ani samemu Jennerowi ani jego zwolennikom nie udało się nigdy zarazić krów ropą takiego wrzodu i wywołać u nich ospę krowią; przeto lekarz Pearson zaprzeczył powyższemu twierdzeniu utrzymując stanowczo, że krowy mają ospę naturalną tak samo jak ludzie, tylko łagodniejszą, i do tego mniemania Jenner przychylił się cichaczem nie mając odwagi odwołać tego, co głosił poprzednio.

Ale i tej drugiej opinii sprzeciwił się lekarz Walker mówiąc że krowy swojej ospy nie mają lecz zarażają się od ludzi przy dojeniu mleka; w czem poparł go weterynarz dr. Simond, że przez 40 lat nie widział u byków, wołów i cieląt tej choroby, więc i krowy jej mieć nie mogą; a sławny weterynarz Hering jest zdania, że wymię krowie dostaje wyrzutów rozmaitych, a skutek dopiero może okazać, jakiej one są natury. Jenner krowianką nie szczepił, bo jej nawet na własae oczy nie widział, ale ropą ospy ludzkiej osiadłej na ręce dziewki Sarah Nelmes, albo ropą wrzodu końskiego, jak wspomniano wyżej. Pearson mieszał ropę wrzodu bydlęcego z ropą ludzkiej ospy; Dr. Walker rozpuszczał materję ospową w wodzie jak teraźniejsi szczepnicy w glicerynie; Sacco szczepił we Włoszech ropą końską lub owczą (ovinatio), w Wiedniu 1801 r. zaś krowią lub końską; dr. Augias Turenne lubował się w końskiej ropie i tę procedurę nazwał equinatio. Nie mając zaś materji wrzodowej szczepiono śmiało, bez żadnych skrupułów, minerałem emetykiem, byle tylko szczepić i zarabiać a przytem udawać sztukmistrza i dobroczyńcę ludzkości.

Zresztą rozpisano wszędzie wysokie nagrody za wynalezienie t. z. pierwotnej krowianki; pp. lekarze też rozbiegli się po wsiach szukając skwapliwie na pastwiskach i w stajniach krów chorujących na wrzody, zaglądając ciekawie bydłu pod ogon i brzuch, czy tam na słabiźnie nie widać jakiego wrzodu, z któregoby dało się otrzymać elixir drogocenny! Dr. Sacco czuł się uszczęśliwionym, że spotkał w Varese wracające z gór szwajcarskich bydełko wrzodowate, którego nawet ryciny pozdejmował i rozesłał dla swej reklamy w różne strony; dr. Warlemout w Brukseli dostał krowiankę z chorej krowy napotkanej w bliskości wsi Beaugency; dr. Dubreille w Bordeaux odszukał taką krowę w stajni pobliskiego folwarku i dostarczał pożądanego leku Rządowi angielskiemu za grube pieniądze. Szczepnicy bowiem przecinali wrzód bydlęcy a cieknącą ropę zbierali w nadstawione naczynie i przechowywali ją starannie albo na swój użytek jako zachwalone lekarstwo przeciwko chorobie ospowej, albo na odstąpienie jej innym guślarzom za cenę wysoką. Nie do uwierzenia to, a jednak prawdziwe; tak to jest śmieszne, głupie i obrzydliwe, pisze dr. Zedtwitz

Ci ludzie uważający się za mężów nauki, jakoby stracili rozum, wstyd i sumienie! Gdy dzieci szczepione chorowały a w czasie epidemii zapadały na ospę, szczepnicy winę tego zwalali na krowiankę, że z biegiem czasu siłę ochronną utraciła i proponowali, jak dr. Briffot w Paryżu 1818 r. i dr. Oregory w Londynie 1823, odświeżyć ją szczepieniem krów, zwłaszcza że te nie chciały chorować na wrzody; zmuszeniem ich do tej choroby, mówili, osięgnie się podwójną korzyść, t. j. zapas materji szczepniczej i jej odświeżenie dla skutku lepszego. Jakoż rozpoczęli szczepić krowy na wymionach i zbierać z ich wrzodów ropę do szczepienia dzieci: dr. Reiter w Monachium, dr. Unger w St. Florian, Munk w Wischau, Pilic w Dreźnie, Froelich w Stutgarcie, Bulmering w Rosji i t. d. Dr. Ceely w Anglii chełpił się, że zaszczepiwszy krowę otrzymał z niej tyle krowianki, że w paru miesiącach mogło 2,000 dzieci być zaszczepionemu Dr. Badcok ogłosił 1880 r. w angielskiej gazecie Pallmalgazette, że

posiada ze szczepionej krowy sztuczną łagodną materję szczepniczą, która nie jest zaraźliwą a w wysokim stopniu ochronną, dlatego też od 20 lat wyłącznie jej używają w Brightonie szczepiciele urzędowi;

to znaczy: zgłaszajcie się do mnie Panowie! przyszlijcie pieniądze, a dostaniecie coś fajnego; tak samo jak podejrzani kupcy reklamują się zachwalając swój towar. Na tę chełpliwą reklamę odpowiedziała gazeta lekarska w Bostonie z d. 25 lut. 1880 r. słowami poważnej przestrogi, przypisując wybuch epidemii ospowej u dzieci szczepionych tej okoliczności, że dr. Martin użył do szczepienia krowianki w podobny sposób sporządzonej, a w Irlandii 1879 r. zakazano brać taką ropę do operacji. Przemyślni szczepiciele chwycili się innego sposobu dla uratowania swego marnego interesu; za poradą dr. Seatona rozpoczęli szczepienie z ramienia na ramię, t. j. przekłuwali krosteczkę ospową szczepionego dziecka i zebraną z niej materją szczepili inne dzieci; a ponieważ pierwotna pospolita nazwa ropy szczepniczej, krowianka, nie stosowała się do tej nowo wymyślonej, posługiwali się odtąd wyrazem piękniej brzmiącym chociaż mniej stosownym: limfa, bo prawdziwa limfa jest cieczą płynną przezroczystą i zdrowotną w ciele ludzkiem, zaś ropa ospowa jest kleistą, brudną i niezdrową materyą gnijącą; zatem nowa uczona nazwa, limfa, służyła tylko do fałszywego uspokojenia sumień ludzkich, do durzenia siebie i drugich, jakoby ta rzecz nie była bardzo złą i szkodliwą; gdy prócz tego taka ropa ospowa przez szczepienie z ramienia na ramię i przenoszenie z jednego dziecka na drugie i t. d. mogła przechodzić przez wiele ciał dziecięcych i tym sposobem rzekomo coraz bardziej utracać swą jadowitość, nazwano ją: limfą humanizowaną, czyli uczłowieczoną, złagodzoną, uszlachetnioną, oswojoną.. W krotce pouczyło wszystkich przykre doświadczenie, że operacja taka nie jest niewinną, ale wielce szkodliwą, bo dzieci zarażały się jedne od drugich i chorowały ciężko; prócz tego dziecko, któremu krosteczkę przecinano dla odebrania ropy dojrzałej, dostawało złośliwych wrzodów i choroba jego się przedłużała; więc matki spostrzegłszy to, nie chciały zezwalać na powtórne kaleczenie swych dzieci.

Aby zmniejszyć lub usunąć szkodliwe następstwa tej operacji, nakazywano rodzicom utrzymywać szczepione dzieci w czystości, mieć o nich staranie, kąpać je i obmywać; zaprzestano zaś dawać podobne rozkazy, gdy się przekonano, że w skutek zabiegów wodoleczniczych krosteczka szczepnicza nie występuje na wierzch skóry, a miała być znakiem skutecznego, jak twierdzono, szczepienia; niewiedziano, że bielizna zabrała, woda spłukała, powietrze świeże rozwiało soki nieczyste, iż się krosteczka uformować nie miała z czego; pp. szczepnicy nie rozumiejąc tego a chcąc zapobiedz chorobom, chwycili się innego sposobu, t. j. gryzącemi minerałami jak n. p. sublimatem żywego srebra [rtęcią] operowali zrobioną przez siebie ranę na dziecku; ale to sprowadzało różę i inne niebezpieczne choroby, więc zaniechano tego; wreszcie poczęli w glicerynie coraz bardziej rozpuszczać limfę, aby ją złagodzić. Tu i ówdzie wrócono do szczepienia krów, dla otrzymania materji szczepniczej. Jak z natury rzeczy wynikać musiało, dzieci szczepione chorowały i po części umierały, a od ospy naturalnej nie miały ochrony.

Zwykłe wykręty pp. szczepników nie znajdowały już nigdzie wiary, i trzeba im było pomyśleć o innym fortelu aby lud uspokoić i pod inną formą interes dalej prowadzić. Rzucono hasło: Szczepić cielęta! I publiczność dowiaduje się, że pp. lekarze w troskliwości swojej o zdrowie narodu zamyślają szczepić cielęta, mające krew młodą i lepszą od krowiej, starej i zepsutej; szczepienie dzieci limfą cielęcą glicerynową, będzie, mówiono, bez nagany i uwieńczy się skutkiem pomyślnym; jest to wynalazek doskonały, owoc wysiłku mózgownic lekarskich. Jakoż rzucono się z zapałem | do tej nowej metody unieszczęśliwienia bliźnich swoich; Dr. Lanoix pojechał do Neapolu, gdzie dr. Galbiati, dr. Negri i inni, już od dawna szczepili cielęta, nauczyć się od nich tej sztuki, i po niejakimś czasie powrócił do Paryża z cielęciem szczepionem. Dr. Pissin założył w tym celu instytut w Berlinie, dr. Worlemout w Brukseli, dr. Gustaw Paul w Wiedniu, dr. Hay, Heinrich, Bauer i t. d. w Niemczech, w Austrji, na Węgrzech, w Rosji, etc.

A co to za sztuka szczepić cielęta? Pyta nie jeden. To jest okrutne barbarzyństwo! Gdy szczepie krowy nacinano lub nakłuwano ich wymiona; to cielęta wypożyczone od rzeźnika po zbadaniu ich stanu zdrowia kładzie się na stół do góry brzuchem, przywięzuje głowę i nogi do stołu, poczem nożycami i brzytwą usuwa się sierść (kudły) z całej powierzchni od słabizny po brzuchu do łopatek, po wygolonej skórze robią się długie płytkie nacięcia i wciera w niej, materję ospową; tak pokrajane i zasmarowane zwierzątko, odwiązane i zdjęte ze stołu odprowadza się do stajni, gdzie mu dają kaganiec na pysk, i krótko uwięzują, aby się z bolu lizać po brzuchu nie mogło, i dobrze karmią; po kilku dniach cielątko bardzo choruje, bo na skórze pokaleczonej i jadowitą ropą posmarowanej potworzyły się krosteczki ospowe; następuje nowa męczarnia jego; znów je rzucają na stół do góry nogami, krępują i przywięzują do stołu, a po słabiźnie brzucha i piersiach przeciągają ostrem narzędziem i zbierają z krostek płynącą obrzydliwą ropę zmieszaną ze strupami, kudełkami, krwią i jadem trupim, a cielę ryczy w niebogłosy, bo ta okrutna operacja odbywa się w najczulszych częściach jego ciała; poczem zarzyna się cielątko i po zbadaniu przez lekarza, czy było zdrowe i nie miało w sobie jakich zarazków chorobotwórczych, odsyła się rzeźnikowi na sprzedaż do kuchnii zebraną zaś z cielęcia ropę rozciera się, miesza z gliceryną i przechowuje do szczepienia dzieci.

I to plugastwo jadowite ma być skutecznym lekiem na ochronę od ospy naturalnej?! Z czego zwierzątko zachorowało i co wyrzuciło z siebie jako rzecz szkodliwą, to ma być dla człowieka dobroczynnem a nie szkodliwem? O, panowie! gdzieście rozum podzieli? A chociaż smutna rzeczywistość bije w oczy i zniewala was do przyznania, że zwierzęca limfa równie lub więcej jak humanizowana jest niebezpieczną sprowadzając różę, skrofuły, zołzy a nawet weneryzm i t. d. to jednak upieracie się przy swojem i wmawiacie tak w Rządy jak ludy, że wasze szczepienie jest nieszkodliwe a pożyteczne i konieczne! Jak nazwać takie postępowanie? Zaiste jest to niesumienność i podły bezwstyd. — Ale skończmy z Jennerem. Widzieliśmy, że wszystkie jego twierdzenia przy zeprowadzeniu szczepienia krowianki upadły; krowy nie zarażają się od koni, szczepienie jest szkodliwem a nie chroni od ospy, i t. d. krowianka ustąpiła miejsca limfie humanizowanej a potem zwierzęcej, z tym samym, najniepomyślniejszym skutkiem. I słychać, że szczepnicy niektórzy proponują dla otrzymania rzekomo lepszej limfy zamiast cielęcia szczepić kozę lub oślicę! Lecz do tego już przyjść nie powinno; dość długo nadużywano łatwowierności i cierpliwości tak wys. c. kr. Rządu jak ludu, aby się już raz upamiętano, zreflektowano, i temu znachorstwu, jakiego nawet u dzikich ludów nie znajdziesz łatwo, koniec położono; to dawno już powinno było nastąpić, bo szczepienie krowianki czy limfy cielęcej lub jak ją jeszcze chcą nazwać, nic innego nie jest, jak szczepienie ospy ludzkiej zakazane pod karą surową. — Dalej twierdził Jenner, że jednorazowe szczepienie wystarcza, żeby otrzymać skutek pomyślny: niewystarcza, bo szczepią drugi raz i trzeci (niemowlęta, dzieci szkolne, rekrutów, i t. d.) także ze złym skutkiem; — że szczepienie ludzkiej naturalnej ospy nie udaje się po zaszczepieniu krowianki czy limfy cielęcej: i to nieprawda, jak dowiodły robione próby; — że szczepić może każdy, nawet wiejska kobieta: to tylko w Rosji się utrzymało, bo tam szczepią prócz lekarzy także chirurdzy i akuszerki, ale jedynie za dyplomem; gdzieindziej sami tylko lekarze podejmują się tej nieszczęsnej operacji. Zgoła, z Jennerowskiej teorji zostały same strzępki, na które tylko dmuchnąć zdrowym rozsądkiem, a rozlecą się jak puch na wszystkie strony…

Pomimo to zwolennicy szczepienia ospy śmią dotąd jeszcze wysławiać Jennera jako męża wielce uczonego, wynalazcę genialnego i gruntownego badacza przyrody; gdy przeciwnie fakty stwierdzają, że to była umysłowa i moralna nędzota, wedle prof. dr. Creigthona:

badacz powierzchowny, lekkomyślny i niesumienny,

a wedle prof. dr. Rowlaya:

zarozumialec bez wykształcenia i szarlatan, kuglarz pospolity;

ci zaś z pp. lekarzy, którzy szczepieniu krowianki niby największemu wynalazkowi, tej rzeczywiście nicości naukowej, temu szkodliwemu dziwolągowi lekarskiemu, jakąkolwiek przypisują wartość i znaczenie, policzkują prawdę i ubliżają swojej medycynie, która poszczycić się może przecież niejednym wielkim i pożytecznym wynalazkiem dla dobra ludzkości. Tyle o Jennerze i jego metodzie nieszczęsnej, która niestety! dotąd jeszcze jest sprawą aktualną, piekącą.

XI.

Rząd angielski miał sposobność ciągle się przekonywać o tem, że szczepienie ospy, krowianki lub limfy cielęcej, nie tylko nic nie warte ale i szkodzi zdrowiu; tak n. p. między innymi Dr. Hemyk Holland lekarz nadworny królowej angielskiej r. 1839 w swej rozprawie o szczepieniu wyraził się o tej operacji bardzo nieprzychylnie.

Wypadki ostatnich lat 15, pisze on, narzuciły nam pytanie, czy też szczepienie rzeczywiście chroni od ospy? na jak długo? i czy materya szczepnicza przypadkiem nie utraciła swojej skuteczności; bo sprawozdania nie tylko z naszego kraju ale i z całego świata doszły do naszej wiadomości potwierdzają ten smutny fakt, że ospa coraz gwałtowniej występuje i zawsze większą część szczepionych napada, którzy ciężej chorują i liczniej umierają niżeli nieszczepieni. Nie da się przeto zaprzeczyć, że ochrona szczepnicza bardzo jest nierówna, lub że z biegiem czasu zmniejszyła się lub też znikła zupełnie. Doświadczenie potwierdziło przepowiednie tych, co mieli odwagę od początku występować przeciwko tej operacji; początkowa radość z odkrycia Jenerowskiego nie pozwoliła wątpić o błogich jego skutkach, ale gorzka prawda wychodzi na wierzch. Już nie uchodzi upatrywać w praktyce szczepniczej jakiej bądź ochrony od ospy; należy wypowiedzieć szczerą prawdę, że dawne obietnice nie ziściły się. Czy zaś ospa w ogóle da się kiedy wykorzenić, to jest wielkim pytaniem; prawdopodobnie nigdy.

Rząd zatem nie przywiązywał wielkiej wagi do szczepienia, lecz nie miał też odwagi skasować je, zostawiając każdemu do woli dać siebie lub swoje dzieci szczepić czy to ludzką naturalną ospą (inokulacja dawniejsza metoda od r. 1717) czy to tak zwaną krowianką albo inną jaką obrzydliwą ropą (wakcynacja, nowsza metoda Jennerowska odr. 1796) lub nie dawać. Lud prosty korzystając z tej wolności trzymał się na uboczu gardząc jedną i drugą niedorzecznością; zdrowy rozum jego górował w tym względzie nad naukowym obłędem i fałszywą cywilizacją. Bolało to pp. szczepników i nie podobało się urzędnikom narodowego instytutu szczepniczego; napierali przeto na Rząd, aby ustawą państwową zmusił opornych do tej, jak się wyrażano, profilaksji, czyli do użycia środka przeciw ospie naturalnej, jakim miało być szczepienie rzekomo ochronne. Znakomici mężowie stanu, jak Canning, Robert Pell i t. d. oparli się tak pretensjonalnej zachciance, niezgodnej z konstytucyjną wolnością obywateli angielskich.
Roku 1840 skasowano szczepienie ospy ludzkiej, które w innych krajach już od dawna pod surową karą było zabronione jako nic nie warte i wielce szkodliwe; natomiast szczepienie krowianki polecono wykonywać na koszt skarbu państwowego; szczepnicy spodziewali się teraz przełamać niechęć i wstręt opornych do szczepienia, gdy operacja wykonywać się będzie bezpłatnie. Jednakże i ta przynęta nie skusiła ludu do kosztowania zatrutego owocu; chwycono się przeto środków gwałtownych, aby to rzekome dobrodziejstwo wolnym obywatelom przemocą narzucić, postępując sobie z nimi jak z małoletnimi opiekun surowy. Szczepnicy bowiem są bezwzględni, głusi za głos sumienia i niezważający na swobodę konstytucyjną, gdy o ich kieszeń się rozchodzi; Rząd dał się wreszcie nakłonić do ich woli.

W skutek natarczywych przedstawień lekarza Seatona prezydenta epidemiologicznego Towarzystwa wniósł lord Lyttelton r. 1853 do parlamentu żądaną ustawę, która wieczorem nieznaczną większością głosów została przeforsowana, — i przymus szczepniczy spadł na lud jak jakie srogie nieszczęście; rozpoczęły się prześladowania, dokuczliwości, kary pieniężne i więzienia. Gdy widziano, że rodzice wolą sami ponosić karę niżeli narażać swoje kochane dziatki na niebezpieczne cierpienia, popchnęli szczepiciele słaby i nieświadomy rzeczy Rząd do obostrzenia ustawy szczepniczej nowemi dodatkami w latach 1864, 1871 i 1874, jednakże drugiego i trzeciego szczepienia (rewakcynacji) nie ośmielono się wprowadzać dla ludu, bojąc się rosnącej w kraju agitacji przeciwko tej operacji, zwłaszcza, że według pierwotnej nauki Jenera szczepienie jednorazowe miało dawać ochronę od ospy na całe życie; jedynie wojsko lądowe i morskie oraz sługi cywilne poddano powtórnemu szczepieniu. Niektóre miasta angielskie, jak Dewsbury, Keihly, Leicester itd. oparły sią ustawie szczepniczej stanowczo i wyszły na tom jak najlepiej, gdyż je ospa dziwnie oszczędzała, kiedy naokoło grasowała właśnie u szczepionych; np. w roku 1892 w czasie epidemii szczepieni pomarli na ospę, nieszczepieni zaś wyzdrowieli; w Warrington, gdzie gorliwie szczepiono, srożyła się ospa daleko bardziej niż w tymsamym czasie w Leicester, gdzie prawie wszyscy byli nieszczepieni.

W koloniach angielskich szczepienie bynajmniej nie powstrzymało epidemii ospy i trądu ale je bardziej szerzyło; dlatego też dr. Black był zdania, że przymus szczepniczy jako okrutne kuglarstwo należy skasować czem prędzej. Dr. Wernegunst pisał w swoim sprawozdaniu:

Na Madagaskarze byłem 4 lata i szczepiłem dzikich. Otoż mieszkańcy okolicy Antanguro są wśród Afrykańczyków ludem najschludniejszym i najzdrowszym, a jednak napotkałem u nich 25% chorób jakich przed szczepieniem nigdy nie znali. I musiałem poprzestać szczepić, bo w przeciwnym razie ich naczelnik rozgoryczony na tę operację byłby mię kazał zamordować. To samo wydarzyło się w nowej Kaledonii przed 27 laty. Przez 7 lat byłem sam jeden na 120 mil i miałem sposobność obserwować skutki szczepienia, gdyż miałem szczepionych ciągle na oku i oni też przychodzili do mnie, gdy zachorowali po szczepieniu; widziałem wtedy u nich zołzy (skrofuły) i różne wyrzuty naskórne, których przedtem nigdy nie było ani u nich samych ani u ich rodziny i mogę na pewno twierdzić, że 20 procent różnych przedtem nieznanych chorób dostawali w skutku szczepienia z ramienia na ramię.

Sławny podróżnik angielski William Tebb otrzymał podobną relację od urzędnika Petersen z wyspy Foula.

Na naszej wyspie nie było ospy od 50 lat; teraz lekarz obwodowy odwiedza nas, aby szczepić dzieci, ale niektórzy rodzice nie pozwalają na to, bośmy byli świadkami szkodliwych skutków tej operacji. Jest nas wszystkich razem 267 mieszkańców. Dzieci jedne ze szczepienia pomarły, drugie przedtem zdrowiutkie teraz są chorowite i mają twarz żółtą, inne od czasu szczepienia żalą się na jakąś chorobę u nas nieznaną.

A z Melbourne raportuje dr. Beaney chirurg tameczny:

W mocnem przekonaniu, że przez szczepienie koloniści nasi bardzo często zarażają się weneryzmem, poczuwam się do obowiązku zaprotestować przeciwko tej operacji. Otóż tak wygląda rzekome dobrodziejstwo europejskich cywilizatorów wśród ludu dzikiego; jakaż to blaga i okrucieństwo!

W roku 1885 urządzono w mieście Leicester wielką demonstrację przeciwko szczepieniu; pochód 50 tysięczny mieszczan i delegatów z bliższej i dalszej okolicy z burmistrzem na czele, z magistratem i miejscową policją szedł procesjonalnie przez znaczniejsze ulice z chorągwiami i sztandarami, niesiono na długim drążku zawieszoną i od wiatru poruszającą się figurę (dużą lalkę) z napisem:

Jennerowi mordercy dziatek wieczna hańba!

i przyszedłszy na rynek zapalono stos drzewa; ludzie wyczekują, co dalej będzie; w tem burmistrz lalkę a dyrektor policji jakiś papier a była to pisana ustawa szczepnicza, biorą do rąk, podnoszą w górę i zamaszycie z oburzeniem, wrzucają do ognia na spalenie wśród przekleństwa i złorzenia na sprawców ludzkiego nieszczęścia, i szyderczych śmiechów na niedorzeczność operacji szczepniczej a nierozum jej zwolenników. Ten śmiały patryotyczny postępek dodał otuchy przeciwnikom szczepienia do oporu i zwalczania operacji kuglarskiej; niebawem nowe zarzewie jeszcze więcej podnieciło agitację, bo 1887 r. wybuchła w mieście Seffield groźna epidemia ospowa, na którą przeszło 700 szczepionych zapadło i wielu z nich wkrótce umarło. Rząd widział się zpowodowanym wglądnąć w tę drażliwą i smutną sprawę, zwłaszcza że mieszkańcy tego miasta byli zawsze jak najpotulniejsi dając się chętnie szczepnikom operować.do woli, powinniby byli tedy mieć zupełną i powszechną ochronę od tej choroby, a stało się przeciwnie.

Dr. Barry urzędnik miejscowej policji fanatyczny zwolennik szczepienia, złożył obszerne sprawozdanie o tym wypadku durząc swoich przełożonych, że temu nie winno szczepienie lecz inna jakaś przyczyna nieznana. Na takim raporcie Rząd poprzestać nie mógł i wysadził Komisję królewską do gruntownego zbadania rzeczy.

Przez 7 lat pociła się Komisja, jak obronić i upozorować operację szczepniczą, przeciwko której przemawiały nie tylko smutne oczywiste fakty ale i opinie uczonych angielskich, jakimi byli: sławny historyk prof. dr. Creighton, prof. bakteorologii dr. Crookshank, radca miejski w Leicester p. Biggs, dr. Hadven, dr. Alfred Wallace, p. William Tebb i t. d. twierdzących, że

Jenner nie był ani uczonym ani uczciwym człowiekiem, że szczepienie od ospy nie chroni ale raczej usposabia do niej i może wywołać niekiedy właśnie ospową epidemię, że sprowadza różne choroby zaraźliwe zwłaszcza weneryzm, że im gorliwiej się szczepi tem bardziej sroży się ospa, i t. d.

Większość Komisji złożyła 1896 r. obszerne sprawozdanie ze swych dochodzeń broniąc nieśmiało (jakby się wstydzili) szczepienia i proponując niektóre zmiany w ustawie dla ulgi i uspokojenia ludu; mniejszość zaś złożona z dr. Collins i dr. Pikton, dołączyła osobno swoje zdanie, przeciw podtrzymywaniu nadal tego szkodliwego zabobonu. Sprawę przeto przez powagi naukowe potępioną i faktycznie zdyskredytowaną należało z praktyki życia usunąć albo na tak długo w wykonywaniu zawiesić, ażby ją nowe badania dokładnie wyświetliły i wiedziano na pewno, co ona warta? Jaki pożytek lub szkodę lud z niej odnosi? itd.; gdyż takie a nie inne postępowanie wskazywała tutaj prosta roztropność i bezstronna sprawiedliwość naczelnej władzy. Atoli Rząd angielski zajęty polityką świata bagatelizował sprawę tak ważną, nie mając ani czasu ani ochoty do należytego jej traktowania; szczepnicy zaś pilnie chodzili za swoim brudnym interesem. Lecz i przeciwnicy nie zasypiali sprawy; z czego wynikło to, że Rząd angielski chcąc jednym i drugim dogodzić, użył półśrodków i wniósł do parlamentu projekt ustawy szczepniczej złagodzonej klauzulą sumienia, co też uchwalono dnia 8 sierpnia 1898 r. a tak srogi przymus szczepniczy o tyle zniesionym został, o ileby rodzice przekonać mogli sędziego, że sumienie im nie pozwala poddawać swych dzieci pod tę niepotrzebną i niebezpieczną operację.

Dr. med. lord Lister przemawiając w wyższej Izbie za przyjęciem tej klauzuli był zdania, że ona nie wiele znaczy, gdyż z takiego zastrzeżenia rzadko kto korzystać będzie. Ale się omylił, bo rodzice chcący usunąć swe dzieci od szczepienia, zdobywali się na różne koncepta i wymówki, słuchając głosu sumienia, n. p.

Nie dam szczepić mego dziecka, bo szczepienie wymyślił prosty pomocnik lekarza, — Jenner nie miał dyplomu doktora medycyny i zachwalał szczepienie przeciwko wszelakim chorobom, a nigdy nikomu na dobre to nie wyszło, — bo widzieliśmy, że dzieci po szczepieniu płaczą i mizernieją, a bywa często, że pomimo szczepienia ospę dostają, albo na inną chorobę po szczepieniu ciężko zapadają, i umierają, — bo Rząd nie daje dobrej szczepionki, — bo szczepionka jest materją jadowitą, zanieczyszcza i zatruwa czystą krew dziecięcą, — bo dzieci po szczepieniu są smutne a w nocy budzą się i swym krzykiem spać nam nie dają, i t. d.

a pp. sędziowie przyjmowali podobne wymówki jako racje słuszne i przychylali się do życzenia stroskanych ludzi. Wszelakoż bywają niestety i sędziowie nieugięci, twardzi i uprzedzeni, którzy w błędnem mniemaniu, jakoby wedle twierdzenia lekarzy szczepienie ospy było dla ludu pożyteczne i jakoby należało przymuszać ich do korzystania z rzekomego dobrodziejstwa, skazują opornych podawnemu na ciężkie kary grzywny lub więzienia.

Światły anglik William Tebb był 13 razy więziony za obronę swych dzieci [Anglicy mają najdawniejszą konstytucję a ich kodex prawa zabrania karać więcej razy niż raz za jedno i to samo przekroczenie; nie zważają na ten przepis prawny zwolennicy szczepienia i postępują sobie z własnymi rodakami jak okrutny nieprzyjaciel, któremu nie chodzi o dobro podbitego kraju ale o swój brudny interes, lud zaś nieszczęśliwy ponosi szkodę na majątku, zdrowiu, honorze i wolności.] i tak sobie to wziął do serca, że postanowił sobie zbadać sprawę szczepienia ospy i uwolnić swój naród od tej zmory. W tym celu podróżował po świecie zbierając wiadomości w tym względzie z ust ludzkich i gazet, od gubernatorów, konzulów, sędziów, profesorów, dyrektorów szpitali, urzędów sanitarnych, i t. d. a wszędzie wyrażano się niekorzystnie o szczepieniu, że sprowadza choroby i śmierć przedwczesną; jego towarzysz podroży z Damasku do Beyrut r. 1884 utracił w skutek szczepienia córkę, wnuka i wnuczkę szczepionych przed rokiem; innym razem widział silnego żołnierza i urzędnika pocztowego ciężko chorujących ze szczepienia, i t. d. W swoim kraju zebrał 2138 wiarogodnych wypadków nieszczęśliwych i 546 śmiertelnych wskutek szczepienia i przedłożył je wspomnionej wyżej królewskiej Komisji nalegając na usunięcie przynajmniej przymusu szczepniczego. Te wielkie i skuteczne 20 letnie starania o dobro publiczne spotkały się z zasłużonem uznaniem, bo od rodaków i od obcych liczne otrzymywał pisma gratulacyjne i dziękczynne, o czem 80 letni staruszek sam z rozczuleniem wspomniał przed swymi przyjaciółmi.

W jego ślady wstępują inni; założywszy stowarzyszenie przeciwników szczepienia, utrzymują 3 gazety, piszą artykuły i dzieła uczone na zwalczenie zabobonu zgubnego i oświecają w tym względzie tak Rząd jak i publiczność; a potrzeba tego wielka, bo lekarze straszą lud epidemią ospy, gdyby się nie dał szczepić, nie cofają się przed kłamstwem i fałszowaniem faktów, by mieć publiczną opinię po swej stronie. Sądy też nie pozbyły się jeszcze swego uprzedzenia, bo jak gazety angielskie z 5 wrześ. 1902 r. (Impfg. str. 81) donosiły, zacny obywatel Jan Bock odsiadywał więzienie za opór, że nie dał swych dzieci zatruwać jadem ospowym; a jakich wypadków są setki i tysiące.

Gdzie się podziała klauzula sumienia? pytają się gazety; ludzi niewinnych i dobrych patryotów karze się za to, iż spełniają obowiązek rodzicielski chroniąc swe dzieci od niebezpiecznej operacji, której następstwa przewidzieć się nie dadzą, a już zakrwawiły niejednemu serce, pożytku zaś z niej nie widać żadnego.

W r. 1895 wybuchła ospa w Gloucester, mieście opornem i słabo szczepionem; wysłano tam lekarza Dra. Couplanda gorliwego zwolennika szczepienia, który złożył o tem sprawozdanie już po rozwiązaniu królewskiej Komisji. Miejscowy lekarz i członek Rady szkolnej, przeciwnik szczepienia, Dr. med. Hadwen, wytknął Couplandowi usterki i fałsze w tym jego raporcie.

Pierwszy wypadek ospy zaszedł w czerwcu 1895 r. u kolejowego urzędnika szczepionego, który miał się zarazić w Burton; tymczasem w mieście tem wówczas żadnej nie było ospy; chory miał troje nieszczepionych dzieci, 2 —4 —6 letnich, z których żadne nie zaraziło się, chociaż najmłodsze w jednem łóżku razem z chorym spało, p. Coupland zamilczał o tym szczególe. W sierpniu zachorował na ospę służący wiejski szczepiony, więc odesłany został do rodzicow na kurację; ani ci ani młodsze dzieci nieszczepione nie dostały od niego ospy. Potem pewna dziewczyna 16 letnia szczepiona ze skutkiem, jak lekarze mówią, zapisana u. p. Couplanda jako nieszczepiona; miała 2 siostry nieszczepione i mieszkała razem z niemi w ciasnej izbie; ospa z tych trzech sióstr wybrała sobie szczepioną. W listopadzie zachorowało na ospę 2 dzieci nieszczepionych i jedno szczepione, oraz ich ojciec szczepiony dopiero przed 12 dniami, p. Coupland zaś napisał, że był szczepiony dawno, w samej młodości. W lutym 1896 r. dzieci jednej szkoły zachorowały w ciągu tygodnia prawie wszystkie, 41, następnie z drugiej -szkoły zachorowało ich 34, oddane do szpitalu dla braku miejsca ułożono w łóżkach po 2, 3 lub 4-ro razem, co się niegodziło i zaszkodziło w kuracji, że połowa z nich tam wymarła. Po 11 miesiącach ospa zniknęła w mieście; wszystkich chorych naliczono 1979, z nich umarło 443 osób. Szczepionych chorych była większa połowa 1211, nieszczepionych tylko 768, a nawet daleko mniej, bo Dr. Hadwen wykrył fałszowanie Couplanda, który 151 szczepionych zaliczył do nieszczepionych pod pretekstem, że szczepienie wykonano za późno, gdy już ospa była w ciele ze zarażenia i zaskoczyła szczepionkę, która nie mogła dać ochrony; po pierwszorazowem szczepieniu 89 osób zapadło na ospę, po drugiem szczepieniu 62 osoby, w ciągu 2 tygodni; razem 151 chorych doliczył p. Coupland do wcale nieszczepionych, co mu wytknął i surowo zganił Dr. Hadwen.

W tymże czasie grasowała ospa w innych także miastach; robiono ścisłe dochodzenia, ich zaś rezultat taki: w mieście Seffield, gdzie żadnego nie stawiano oporu i masami dawano się szczepić, grasowała ospa trzy razy bardziej, niżeli w Gloucester, gdzie dla niechęci ludu mało szczepiono i choroba ograniczała się na przedmieście w nizinie położone, zaniedbane i niezdrowe, a od 1893 do września 1895 r. napadała wyłącznie tylko szczepionych, potem przeniosła się do miasta i do dzieci szkolnych zagarnąwszy najprzód nauczyciela szczepionego.

W Leicester gdzie najbardziej opierano się szczepieniu a starania i koszta łożono na czystość, świeże powietrze i zdrową wodę w mieście,, stosunkowo 25 razy mniejszą była epidemia niżeli w Gloucester a śmiertelność prawie 100 razy rzadsza; dwie trzecie chorych było poprzednio szczepionych a 200 wypadków choroby w krotce po szczepieniu; blisko 100 osób powtórnie szczepionych za parę tygodni dostało ospę; przeszło 9000 dzieci nieszczepionych ospa się nie tknęła bynajmniej; obywateli szczepiono przemocą brutalną i za przekupstwem, ale i temu nadużyciu nie wielu uległo; wzmocnił się opór.

W Leicester i Gloucester mieszczanie utwierdzili się w swem postanowieniu rozumnem. Dr. Bond zbadał powyższe okoliczności i wyznał, że przekonał się zupełnie, iż szczepienie wcale od ospy nie chroni ani choroby nie robi lżejszą, nie chroni od śmierci.

Dr. Adolf Vogt prof. hygiemy w szwajcarskim Bernie robi tu słuszną uwagę, że zaniedbanie względów hygienicznych sprowadza ospę a szczepienie ją szerzy; zebrał on daty statystyczne czterech miast angielskich z 16 lat (1884 — 1899) i wykazał niedorzeczność szczepienia, jako się uwidacznia z następującego zestawienia:

a)PrestwichGloucesterOldhamLeicester
b) Liczba mieszkańców10.84939.981135341182294
c) W 16 latach umarło na ospę16824812521
d) Liczba szczepionych % na 100 urodzonych88403520
e) Umarło rocznie % ze 100,000 mieszkańców977060.7

zmniejszenia się liczby szczepionych (d) z 88 na 40 na 35 i na 20, równoległe maleją też liczby śmiertelnych wypadków (e) z 97 na 70 na 6 i na 0’7. Gdy miasteczko Prestwich oka­zało 4 razy większą gorliwość w szczepieniu ospy, miało też jako karę za to na przestrogę 138 razy większą śmiertelność ospową niżeli Leicester. Potrzebaż mu było zasługiwać sobie na to nie­szczęście?! Im więcej szczepi się ospę, tern bardziej ona się sroży; bo co siejesz, to będziesz w czasie żniwa zbierał; a będzie plon tem smutniejszy, im bardziej sam swą niedbałością przyczyniałeś się do wzrostu tego chwastu, do szczepienia dodawałeś jeszcze nie­chlujstwo i zatrute powietrze.

W Glasgow największem mieście fabrycznem w Szkocji, szczepienie ospy ma powodzenie największe; w żadnem innem mieście angielskiem nie dają się szczepicielom tak chętnie operować jak tam, twierdzi Jan Russel, radca sanitarny; snać chcą uchodzić za wielce postępowych, nie należeć do opornych, rzekomo ciemnego ludu, ale znać się na wartości zachwalanego przez szczepników wynalazku Jennerowskiego. Do r. 1803 była za to śmiertelność ná ospę rocznie 55 na 1,000; od zaprowadzenia przymusu szczepienia dzieci 1865 r. śmiertelność ta podskoczyła do 69 — a w czasie epidemii 1870 do 1874 ospa hasała sobie w Glasgow całe 4 lata, gdy gdzie indziej zadowolniła się jednorocznem panowaniem.

Dotąd rewakcynacji (powtórnego szczepienia) nie było, i liczba zmarłych na ospę we wieku nad 10 lat wynosiła rocznie n. p. 1856 tylko 17 osób; teraz wmówili lekarze w publiczność, że drugie szczepienie będzie jeszcze lepiej chronić od ospy; posłuchano nieszczęsnej rady, dawano się rewakcynować, i liczba powyższa (17) zmarłych na ospę w późniejszym wieku (począwszy od 10 lat) podniosła się do 68! Zapał do rewakcynacji ostygł nieco, i od 1875 do 1896 liczba ta spadła na 57. — Na początku roku 1900 majtek rewakcynowany przyniósł do Glasgow chorobę ospową; codziennie zapadały na ospę przeciętnie 2 osoby, od 1 lipca zdawała się ospa cofać, bo dziennie do 17. listopada Inę tylko osobę napadała; magistrat myślał, że ją zmusi do prędszego opuszczenia mieszczan postrachem lekarzy, i puścił na miasto 200 szczepicieli, którzy zastosowali swój profilaktyczny środek szczepiąc na nowo 339,000 osób (z 672,000 mieszkańców); ta sztuka kosztowała magistrat 25,000 funtów szterlingów (257,000 marek niem.), a dodała siły i ochoty okrutnej ospie, która od 18. listopada 1900 r. do 12 stycznia 1901 nawiedziła 116 osób, tj. przeciętnie 2 osoby na dobę, zaś od 13 stycz. do 26 marca napadła 1183 osob t. j. dziennie 16 osób! Tak to pp. lekarze za grube pieniądze przysłużyli się swym rodakom jak najgorzej; a nie mogąc tego niepowodzenia zaprzeczyć, tumanią ludzi, że chociażby szczepiony dostał ospy, to ma korzyść, bo choroba jego będzie łagodniejsza i on prędzej wyzdrowieje, niżeli nieszczepiony! ? Otóż w tej epidemii zachorowało 1603 osób, z nich umarło 198, t. j. 12 procent;

Dr. Józef Winter pisze, że w Tyrolu, gdzie słabo szczepią, z chorujących na ospę umiera tylko 5 procent; a mistrz Feige wyczytał w kronikach, że na Szląsku 1836 i 37 r. (przed inokulacją) tylko 1 procent lub mniej umiera na ospę. A przeto szczepienie bardzo jest szkodliwem:

od ospy nie chroni, owszem do nie usposabia i czyni ją złośliwszą. — We wojnie afrykańskiej wojsko angielskie szczepione daleko więcej ucierpiało od ospy aniżeli nieszczepieni boerowie. — W Londynie mimo szczepienia lub z powodu niego r. 1902 wybuchła ospa: dnia 22 marca 321 nieszczepionycli a 444 szczepionych było chorujących na ospę; 2185 na szkarlatynę a 1120 na błonicę (dyfterje);

lekarze użyli zwykłych swoich sztuczek, postrachu i podchlebstwa, fałszu i krętactwa, na obalenie klauzuli sumienia, lecz Rząd angielski był niewruszonym i zatrzymał ją, jakby w odpowiedzi na ich krętactwa i fałszywą statystykę chorób i śmiertelności na ospę, o czem i gazety z oburzeniem pisały, wołając o zaradzenie temu gorszącemu nadużyciu. Rząd przychodzi do poznania, co warte szczepienie; w jego urzędowych aktach stoi, że wielką jest śmiertelność ze szczepienia, gdyż corocznie 25 tysięcy dzieci umiera na różne choroby w skutek tej operacji powstałe.

Uczeni publikują swe rozprawy w tym względzie, zacni lekarze powodując się głosem sumienia prawego potępiają szczepienie jako zabobon haniebny. Dr. med. Schiferdeker pisze:

Szczepienie jest niebezpiecznem, krowianka trucizną, podsyca ona i budzi wewnątrz ukryte choroby a wprowadza zarazki nowych, dlatego dzieci nie rozwijają się tak jak przedtem, nawet giną przedwcześnie. Dr. Karol Pigeon zeznał, że z 40 dzieci szczepionych we Forchambault umarło 9 w ciągu 2 dni… Towarzystwa ubezpieczeń na życie przyjmowały na swoich członków tylko szczepionych, teraz zaczynają odstępować od tak niedorzecznej reguły i 8 z nich przyjmuje bez trudności także nieszczepionych i przekonywa się, że dobry na takiej reformie robi interes. Towarzystwo przeciwników szczepienia rozwija się i dobrej sprawie znakomite oddaje usługi; przewodniczący jego jen. Phelps jest zdania, że w Anglii szczepienie ospy upadnie nie tyle z naukowych wywodów jak raczej ze zdrowego rozsądku i głęboko w narodzie zakorzenionego( poczucia wolności osobistej, lubo my jak dotąd tak i nadał z godnością dzierżyć będziemy przytem sztandar wiedzy naukowej ; Dr. med. Hadwen na posiedzeniu stowarzyszenia dla całorocznego sprawozdania z działalności wydziału d. 16 marca 1905 r. przestrzegł energicznie kolegów przed wszelkiemi ustępstwami dla szczepicieli wołając:

Żadnego kompromisu nie zawierać, ale bezwzględnie i statecznie wytrwać przy naszych zasadach; krótko i węzłowato: Precz ze szczepieniem i całą ustawą szczepniczą!

Dr. med. Hambden poparł to zdanie i wspomniał o chistorycznych faktach, jak w Anglii po długich walkach przychodziły do skutku piękne i wielkie pomysły; wytrwajmy mężnie, mówił, przy naszem haśle, a da Bóg, zaświta nam dzień tryumfu prawdy i pomyślności narodu, i t. d. 4) Zatrzymaliśmy się dłużej nad szczepieniem ospy w Anglii,,, bo ztamtąd jakby z gniazda gadzinowego rozeszło się (z puszki Pandory wyleciało) to nieszczęście na cały świat cywilizowany i ustąpić nie chce mając interesowanych przebiegłych opiekunów, którzy je popierają niegodziwie, w złej lub dobrej wierze, z rozmysłem lub bezmyślnie. Albowiem za (złym) przykładem Anglii, która wedle powszechnej naonczasi opinii w oświacie i cywilizacji stała najwyżej, poszły wszystkie państwa europejskie i zaprowadziły u siebie szczepienie krowianki jako rzekomą zdobycz naukową dającą bezpieczeństwo niby przeciw chorobie, na którą jeszcze nie znano skutecznego lekarstwa. Gdy zaś ludy okazywały naturalny i słuszny wstręt do tej operacji, Rządy niektóre, dając się niebacznie uwieść namowom szczepników, przemocą im ją narzuciły jako rzekome wielkio dobrodziejstwo. Później, gdy operacja ta robiąc ustawiczne fiasko chyliła się do upadku, rolę zwodziciela narodów po Anglii cesarstwo niemieckie na siebie wzięło, jak to zobaczymy poniżej.

Papieże przeciwni szczepieniu ospy.
XII.

Wyjątek wiekopomny w tym względzie stanowiło Państwo Kościelne dopóki istniało, gdyż ówcześni jego Władcy, papieże rzymscy: Leon XII, Gregorz XVI, i Pius IX. osobiście byli przeciwni szczepieniu ospy, potępili je ustnie jako grzeszne, bluźniercze, niedorzeczne i zgubne; i pomimo usilnych zabiegów lekarzy włoskich, tej nieszczęsnej a głupiej mody światowej do państwa swego nie wprowadzili; oni tylko jedni z panujących nie dali się kuglarzom otumanić. Po zagarnięciu Państwa Kościelnego (1870 r.) przez uzurpatorów sabaudzkich i przyłączeniu go do nowopowstałego królestwa włoskiego stan rzeczy zmienił się i ludowi tamecznemu włożono jarzmo przymusu szczepniczego; o czem na swojem miejscu będzie mowa.

Szczepienie ospy we Francji.
XIII.

W zdemokratyzowanej Francji, którą orgia rewoiucyjna wepchnęła, w przepaść moralnej i materjalnej nędzy, łatwo i prędko przyjął się kąkol angielskiego zabobonu. Komisja naukowa r. 1800 wydelegowana do zbadania i osądzenia Jennerowskiego wynalazku zmitrężyła nad tern 3 lata i orzekła 1803 r. lekkomyślnie na przekor oczywistym faktom, że szczepienie ospy (krowianki) daje ochronę od ospy na całe życie i jest nieszkodliwe; chociaż pierwszego twierdzenia (o dozgonnej ochronie) żadnem dowodem poprzeć nie mogła, gdyż szczepienie dopiero od 7 lat się praktykowało, szczepieni dostawali następnie ospę naturalną i sam Jenner zniewolonym się widział odwołać swe zdanie ograniczając ochronę szczepniczą do 10 lat (lecz i to nieprawdą), a drugie twierdzenie (o nieszkodliwości) zbijały ciągle fakty przeciwne; w dziwnem zaślepieniu przyjęto bajkę za szczerą prawdę i dawano się szczepić. W r. 1819 wybuchła epidemia ospy w Bordeaux między szczepionymi i nieszczepionymi; komisja paryska wysadzona do zbadania rzeczy operację szczepniczą wzięła w obronę twierdząc, że ospa była nieprawdziwą! Oburza się na takie ćmienie i durzenie ludu dr. med. Steinbrenner pisząc:

Ponieważ członkowie Komisji przystąpili do czynności z uprzedzeniem, wyrokując przedtem, że szczepienie chroni na zawsze od ospy, już temsamem straciła zdrowy sąd i bezstronność do przedstawienia rzeczy w świetle prawdziwem. Tensam system zapierania i fałszowania, jaki wprowadzili pierwsi szczepnicy, i tosamo usiłowanie łudzenia siebie i drugich w sprawie szczepienia nadzieją zwodniczą, to haniebne kuglarstwo, ciągle jeszcze panuje we Francji. Nikt nie ma odwagi ani chęci przypatrzyć się sprawie zdrowemi oczyma, i wbrew liczniejszym jeszcze niedającym się zaprzeczyć cudzym spostrzeżeniom starano się zawsze hypotezę już obaloną uporczywie podtrzymywać, i smutne doświadczenia, o jakich wiadomość z różnych stron przychodziła, albo milczeniem pokryć albo sofistycznem rozumowaniem istotę ich nicować; wszystko to w tym celu, aby szczepienia przed ludem (przed laikami) żadną miarą nie dyskredytować, nie pozbawiać go uroku nieomylnej ochrony, jakim usiłowano je otoczyć, udawając je za rzecz genialną i zbawienną. 

W r. 1828 grasowała ospa w Marsylii, gdzie 40,000 na nią zapadło, między nimi większa część bo 30,000 szczepionych. Pomimo tego szczepiono dalej ze zwyczaju, któremu oprzeć się nie miano odwagi. Od r. 1848 istnieje tam przymus szczepienia osób wojskowych, a od 1858 r. rewakcynacji (powtórnego szczepienia) tychże.3) Przed wojną francuzkopruską cesarz Napoleon kazał na nowo rewakcynować swe wojsko, aby miało pewniejszą ochronę od ospy i mężniej się potykało z nieprzyjacielem; złem było i niedostalecznem jego przygotowanie się do wojny i przegrał ją; wróg wziął do niewoli 481,360 żołnierzy francuzkich i nic nie miał spieszniejszego, jak szczepić im ospę po niemiecku, by jej niedostali a wśród Niemców nie rozszerzali; skutek zaś był taki, że po szczepieniu 8,085 zachorowało na ospę a 1552 na nią umarło. W czasie potyczek, oblężenia i niewygód wojennych ospa grasowała we wojsku kilkakroć szczepionem oszczędzając armię pospolitego ruszenia, której dla nagłej potrzeby nie szczepiono. Przy oblężeniu Paryża dwa razy więcej cierpiało rewakcynowane wojsko od ospy aniżeli ludność paryzka nie mająca obowiązku szczepienia się. Zauważono inną jeszcze różnicę:

wojsko w marszu lub walce będące na świeżem powietrzu mniej cierpiało od ospy, niż zamknięci we fortecach, a już najbardziej trapiła ospa tych, co się dostali do niewoli, musieli znosić brak najpotrzebniejszych rzeczy, głód, niewyspanie, zaduch, niechlujstwo, wstyd i bojaźń.

Zauważano i tę okoliczność, że w lazaretach chorzy kurowani zwykłą metodą lekarską przy zamkniętych oknach lekarstwami aptecznemi, po większej części umierali lub opuszczali szpital bardzo osłabieni; ci zas, których leczono wodą przy świeżem powietrzu, przychodzili do zupełnego zdrowia. Pułkownik Spohr leczył niemców i pojmanych francuzów tak szczęśliwie, że mu żaden nie umarł; dr. Alba wyleczył 800 francuzów przy Koblencji wysyłając ich do pobliskiej rzeki Persante, by się w niej wykąpali i w przechadzce zagrzali. Ogółem z francuskiego wojska, jak jenerał minister wojny Bilot pisał do posła szwajcarskiego w Paryżu d. 24 maja 1897 r. umarło na ospę blisko 6,000 żołnierzy. Jak błędną jest wiara i zawodna nadzieją w ochronę szczepniczą, świadczy też p. Collin pisząc, że

przed laty będąc majorem w Joigny widział, jak 200 żołnierzy z jego regimentu rewakcynowanych napadła ospa, mieszkańcy zaś miasta, lubo nie byli drugi raz a wielu z nich ani razu szczepionymi, tej chorobie nie ulegli; w szpitalach paryzkich znów, był świadkiem, jak z posługaczy i stróżów wojskowych dla pewności po trzeci raz szczepionych, 15-u zachorowało na ospę,” z lekarzy zaś i sióstr miłosierdzia nierewakcynowanych nikt ospy nie dostał.

Co się tyczy szkodliwości szczepienia, jak z natury rzeczy wynikało, smutne robiono doświadczenia, lecz pp. szczepiciele winę złego zwalali na różne inne przyczyny. Akademia umiejętności w Paryżu orzekła 1830 r. między innemi to, że weneryzm (syfilizm, kiła) nie może przenosić się na szczepionego; tegoż też zdania trzymano się uporczywie; dr. Ricord 1862 r. mówił:

Gdyby się okazały fakty niezbite o szkodliwości szczepienia; gdyby jeden tylko zaszedł wypadek niewątpliwy przeniesienia weneryzmu albo innej choroby zaraźliwej: toby należało tej operacji zaniechać.

W następnym roku oświadczył wobec akademników:

Dawniej nie przypuszczałem tego, aby weneryzm dał się przenosić szczepieniem; lecz teraz uznaję tę smutną prawdę, bo fakty tego rodzaju są coraz liczniejsze.

Dr. de Pauli, dyrektor instytutu szczepniczego, przedłożył Akademii 1864 r. zbiór 450 wypadków przeszczepienia weneryzmu na dowód, że ten zarazek bywa w szczepionce; profesorowie opierając się na owem błędnem zdaniu z r. 1830 sprzeciwili się tej opinii, mówiąc, że to być nie może. Ale r. 1866 przyznali de Paulemu słuszność, gdy im przedstawił 30 nowych wypadków zarażenia syfilizmem dzieci szczepionych. Szczepienia jednak nie zaniechano, owszem wygotowano 1880 r. projekt ustawy o przymusie szczepniczym, który przecięż nie przyszedł do skutku z powodu starań światowego kongresu przeciwników szczepienia; takiż kongres r. 1887 w Paryżu odbyty dał jasny dowód na to, że najlepszym sprzymierzeńcem Francji przeciwko Niemcom jest lancet szczepniczy, którym się sami niebacznie osłabiają. Mimo to na „wniosek Aug. Olliviera paryzka Rada sanitarna uchwaliła rewakcynację dzieci 10 letnich; następnie inne miasta tożsamo uczyniły. Zwolennicy szczepienia tem ośmieleni zażądali publicznego instytutu szczepienia; projekt taki wniesiono w Radzie gminnej paryzkiej i rozpoczęto nad nim dyskusję. Powstał p. Navarre i między innemi mówił:

Aby usprawiedliwić urządzenie takiego instytutu twierdzi się, że teraz panuje w Paryżu epidemia ospy; ale to nieprawda! raczej tyfus, szkarlatyna, dyfterja, odra, daleko więcej są rozpowszechnione i niebezpieczniejsze, niżeli ospa. W ostatnim tygodniu zaszły tylko 3 wypadki śmiertelne na ospę, zaś na odrę 18 a na błonicę 23. Roku 1884 było wprawdzie 75 śmiertelnych wypadków ospy, ale zato 1,533 na odrę, 1385 na dyfteryę, i 1,619 na tyfus. Więc ospa jest łagodną chorobą. A w r. 1885 podobnież było: na ospę 189, — na odrę 1,564, — na dyfterję 1,110, — na tyfus 1,412 śmiertelnych wypadków. A przeto ospa przedstawia się jako najłagodniejsza choroba wysypkowa, na którą mamy skuteczny sposób leczniczy. Taki więc projektowany instytut przeciwko niewinnej ospie, jest zupełnie zbyteczny i niepotrzebny, chyba, że tym sposobem chcecie, Panowie! utworzyć posady dla swoich przyjaciół!? Ta reflexja poskutkowała i projekt upadł.

W r. 1891 d. 17. lut. była w Akademii paryzkiej dyskusya o przymusowem szczepieniu ospy. Przeciw tym, co je radzili wprowadzić, powstał de Fort mówiąc:

W kraju wolnym nie powinno być ustawy, któraby ograniczała uświęconą wolność sumienia, jeżeli niema do tego konieczności bezwzględnej, widocznej i bezsprzecznej. Aby taki projekt usprawiedliwić, trzeba być w stanie udowodnić, że szczepienie przymusowe rzeczywiście chroni od epidemii ospy, że jest środkiem pewnym na jej przytłumienie i że innego środka nie mamy na osiągnięcie tego celu; tak też sądzi wydział hygieniczny i żąda, abyśmy się na to zgodzili. Otóż broniąc wolności zagrożonej takim brakiem przewidywania muszę Panom powiedzieć, że szczepienie nie ma takiej potęgi, jaką mu przypisujecie, a Wasze zdanie jest z gruntu fałszywe, i to zaraz udowodnię. Powiadacie, że ospa grasuje gdzie się nie szczepi a niema jej, gdzie się szczepi, a jako przykład na zachętę stawiacie niemiecką ustawę o przymusie do szczepienia z r. 1874, twierdząc, że ona tam ospę wygubiła, i przytaczacie pewne niem. miasto dowolnie wybrane jako wolne od ospy obok miast franc. przez ospę nawiedzonych. Ależ to ułuda i naiwność, bo i ja mogę przeciwnie stawić Wam przed oczy rozumu miasta francuzkie wolne od ospy, obok niemieckich w tym samym czasie ospą zarażonych; mimo szczepienia pokazuje się tam ospa od czasu do czasu, np. r. 1886 była ospa w Dreźnie taksamo jak Paryżu a 3 razy większa jak w temże mieście naszem 1890 r. Co do przymusu, to w niemieckich państewkach był on już przed r. 1874 całe dziesiątki lat tj. od 1807 r. i t. d. stosowany administracyjnie, nie mógł przeszkodzić licznym wybuchom ospy, która najsrożej grasowała 1870/1 r. napadając samych prawie szczepionych i rewakcynowanych; jak i w naszych czasach nawiedza tych co raz lub kilkarazy byli szczepieni. Wasz entuzyazm, Panowie, dla mniemanych rezultatów przymusu szczepniczego jest tak wielki, żeście 1885 r. powitali z radością pruskich lekarzy przybyłych celem przypatrzenia się ospie w mieście Havre, gdzie właśnie wybuchła, bo mówią, że w Niemczech zupełnie wygasła, więc jej poznać dotąd niemogli, co się nie zgadza z rzeczywistością; albowiem tego samego roku w Prusiech było 395 wypadków śmiertelnych na ospę z pośród przeszło 4,000 na nią chorujących, więc lekarze pruscy nie mieli potrzeby aż do nas przybywać, aby się jej przypatrzeć i swoje szczepienie nam zdradliwie zachwalać. I w Szwecji zaprowadzono szczepienie przymusowe już 1816 r. a to jednak nieprzeszkodziło epidemiom w stołecznem mieście Sztokholmie r. 1840, 1857, 1861, 1865 i największej 1874, bo w tym jednym roku zabrała tam aż 1,191 osób! Tak samo rzecz się ma w innych także krajach z przymusowem szczepieniem. A więc śmiałe twierdzenie, jakoby szczepienie ospy miało z pewnością i zawsze chronić od choroby ospowej, jest kłamstwem wierutnem. I jakiemże prawem przymuszać kogo do tej operacji? Gdy widzę przed sobą ojca rodziny, który sądzi, że szczepienie mogłoby zaszkodzić jego dziecku, udzielić choroby zaraźliwej: to ja lekarz liczę się z tem jego zdaniem a odstępuję na ten raz od mojego i moich kolegów zdania; zwłaszcza, że może mi zrobić słuszny zarzut: przed 20 laty mówiliście, że humanizowana limfa nie przenosi weneryzmu (syfilizmu), dzisiaj zaś wobec dzieci i żołnierzy po szczepieniu chorujących na weneryzm (kiłę i syfil.) poznaliście niebezpieczeństwo i zabraniacie limfy humanizowanej, wprowadzając w jej miejsce limfę zwierzęcą (tj. cielęcą, glicerynową) jako taką, która ma nie przenosić tuberkulozy (zarazku suchot płucnych) ani weneryzmu; ale nie macie prawa tak twierdzić; tuberkuloza może się ukryć, zataić przez długie lata, więc chociaż cielę zarzynacie po zebraniu limfy z niego i rewidujecie, czy nie ma tej choroby w sobie, i gdy pewni jesteście, że było zdrowe, limfę do szczepienia rozsyłacie, jednakże to mię nie uspokaja, bo się mylić możecie i limfa może być szkodliwą (a codo weneryzmu, to lubo cielę tej choroby nie miewa, to jego zarazek mógł był z dziecka pierwej szczepionego, tj. z jego krosteczki ospowej być wzięty, następnie cielęciu zaszczepiony i napowrót z cielęcia z limfą razem być wyjęty i dzieciom innym przy szczepieniu udzielić się!); nie mamy więc prawa upierać się przy swojem zdaniu i przemocą szczepić, skoro ojciec tego nie chce bojąc się zarażenia. Pokazałem, że choćbyśmy wszystkich szczepili, ospy nie oddalimy tą operacją. Co większa, chodzi tu o postęp w umiejętności, który polega nietylko na wynalezieniu nowej jakiejś prawdy ale i na poznaniu się na pomyłce i błędzie. Rozważcie, jakie wrażenie to zrobi na zgromadzeniu politycznem następujące proste rozumowanie: Przed 10 laty żądała od nas Akademia, żebyśmy osobistą wolność podporządkowali pod dobro powszechne i ofiarę z niej zrobili dla ogólnego zdrowia, zaprowadzając przymus do szczepienia limfą humanizowaną (z dziecka na inne dzieci); na szczęście odrzuciliśmy tę propozycję i dobrześmy zrobili, bo dziś ta limfa jest potępioną, gdyż przenosi zarazki syfilizmu. Dzisiaj także żądacie przymusu szczepniczego, tym razem już limfą cielęcą! Ale któż zaręczy, że za parę lat Akademia nie skasuje tej nowej limfy z powodu przenoszenia chorób, i nie poleci może limfę n. p. kozią? i t. d.1

Wielkim przeciwnikiem szczepienia ospy jest między innymi (jak Ancelon, Leoverson, Ricord, de Pauli, Navarre, le Fort, itd.) sławny Dr. Boucher, który ustnie i pisemnie zwalcza tę operację lekarską. Dowiedziawszy się, że w sąsiednim kraju, w Belgii, zanosi się na to, aby tameczny parlament uległ natarczywości zwolenników szczepienia ospy, napisał i wydał dla posłów belgijskich obszerną uczoną rozprawę, w której dowodzi, że

ospa powstaje z niechlujstwa i nędzy; w naszych czasach kultury i oświaty, pokoju i lepszego niż dawniej bytu materyalnego być jej nie powinno, ale nieszczęsne szczepienie ją utrzymuje że się pokazuje u nas sporadycznie lub i epidemicznie, że szczepiciele kuglarskim sposobem zachwalali i wykonywali szczepienie jako środek leczniczy przeciwko wszelkim chorobom: liszajom, rakowi, fistule, suchotom, bólowi zębów, oczu, głowy i t. d. (my zaś wiemy, że te i wiele innych chorób powstaje właśnie ze szczepienia, X.W.P.); że w miarę zwiększonego szczepienia, ospa napada też większą liczbę szczepionych, jak np. 1809 — 1822—1833 r. umarło (we Francji) na ospę szczepionych 4—57—438; w czasie epidemii ospowej 1870/1 prawie wszyscy chorzy byli szczepionymi, podobnież później w miastach jak: Lyon, Marsylia, Paryż, Lorient, i t. d. ospa masami zagarniała szczepionych, czy oni byli dawno czy niedawno szczepionymi; wedle kroniki paryzkiej z roku 1825 zaraz po szczepieniu zapadło na ospę 18 politechników, tak samo zaszło w innym zakładzie (Saint Denis legii honorowej), w r. 1828 —1830 w Kopenhadze tak samo. Szczepienie ospy jest przeto haniebnym i szkodliwym zabobonem, a posłowie belgijscy niechby sobie to zapamiętali, aby wiedzieć, co w danym razie w parlamencie sądzić i mówić przeciwko zgubnym zamysłom”.

Tak dr. Boucher poucza i przestrzega posłów ościennego państwa. Rząd zaś francuzki z masonów złożony wojując brutalnie z Kościołem św. wydalając zakonników i zakonnice z kraju, i grabując majątek duchowieństwa, jakby się wyzuł ze zdrowego rozsądku i był głuchy na głos sumienia, nie zważając na poważne przestrogi, obostrzył roku 1902 d. 15 lut. i 31 lipca ustawę szczepniczą z r. 1889, wprowadzając przymus szczepniczy dla dzieci w 1 i 11 roku i dla młodzieńców w 21 r. życia; nie wyłączając zamieszkałych w kraju cudzoziemców; szczepić pozwolono akuszerkom, jak w Rosji; spisy robić, kontrolę prowadzić a opornych karać polecono jak w Niemczech. Zapatruje się w tej sprawie Francja na swego sprzymierzeńca i na swego wroga, myśląc że mądrze i dobrze robi, a popełnia głupstwo największe. Winszujemy, pisze Dr. med. Meyer z Kolonii, francuzom szczęścia do tej rózgi, jaką sobie sami na siebie przygotowali, a spodziewamy się, że przyjdą do lepszego poznania, gdy przez epidemie sztucznie utrzymywanej ospy i różne choroby wykurują się z tego zabobonu.

Mowa ministra holenderskiego.
XIV.

W Holandji szczepienie ospy zostawione każdemu do woli, szczepić lub nie; ale dla dzieci szkolnych był przymus, gdyż nieszczepionych nie przyjmowano do szkół. Rodzice światli starali się o usunięcie tej krzywdy; lekarze przeciwnie robili zabiegi, aby parlament zechciał uchwalić ustawę o przymusie do szczepienia ospy, czemu sprzeciwiło się katolickie ministerstwo. Pięknie i rozumnie przemówił do posłów jeden z holenderskich ministrów w tym sensie:

Przymusu do szczepienia u nas być nie może już z tego powodu, że o pożytku i sile ochronnej szczepienia zdania są rozmaite wśród mężów znakomitych, lubo większa część przychylnie o tem się wyraża. Rząd niema prawa uznawać jakąś naukę ludzką za nieomylną i zmuszać do niej swych obywateli. Już i tak za daleko się posunął, gdy bez zmuszania kogobądź, szczepienie krowianki poleca. Prócz tego zauważyć należy, iż z powodu szczepienia krowianki (limfy) mogą być następstwa bardzo szkodliwe i rzeczywiście przy najostrożniejszej nawet operacji bez nich się nie obeszło, a za granicą dało to powód do stosownych zarządzeń zaradczych. I najlepsza metoda szczepienia nie może zapobiedz złym skutkom. Racyj słusznych nie mało, aby o przymusie w tym względzie ani mowy nie było, ale raczej aby obywatelom pozostawić wolny wybór na ich własną odpowiedzialność szczepić się krowianką lub nie szczepić. Przypuściwszy nawet wypadek, że szczepienie daje doskonałą ochronę przeciwko ospie i że da się bez wszelkiego niebezpieczeństwa wykonać; to i wtedy niewolnoby było ze strony Rządu zaprowadzać przymus, gdyż. państwu nie przysługuje prawo rozporządzać się ciałem człowieka nawet gdyby było przekonane, że takie jego zarządzenie jest pożyteczne. Te zasady u nas poniekąd przyjęto. Przynajmniej u nas prawozdawca nie odważył się mieć pretensyę do takiej władzy, aby tych co nie chcą, szczepiono przemocą lub nakładano na nich karę grzywny lub więzienia za upór stawiany. Obowiązek szczepienia dawniej nałożony teraz reskryptem rządowym znosi się; natomiast radzi się tylko, aby przed zapisem do szkoły dzieci były szczepionemi, lecz dla stanowczych przeciwników szczepienia drzwi szkolnych nie zamyka się, bo na mocy ustaw niderlandzkich mają do tego słuszne prawo.

Tak przemawiał z rozumu do rozumu ze serca do serc słuchaczy a parlament podzielając jego zdanie przymusu szczepniczego nie uchwalił. — Wojsko na mocy dawniejszego rozporządzenia przez pewien czas rewakcynowano; ale gdy w Utrechcie 1883 r. z powodu szczepienia rekrutów zaszły wypadki nieszczęśliwe, zaniechano tej operacji lekarskiej u osob wojskowych, które naturalnie wyszły na tem jak najlepiej.

Szczepienie ospy we Włoszech.
XV.

Do Włoch wprowadził dobrowolne szczepienie ospy zapalony zwolennik Jennera Dr. med. Sacco, który osobliwie w Medyolanie od 1801 do 1808 r. tę praktykę wraz z swymi uczniami wykonywał biorąc do tej czynności t. z. krowiankę, lub materję ospy owczej lub też z innego jakiego wrzodu. Zabobonny lud włoski dał wiarę baśniom o rzekomo dobroczynnym wynalazku Jennera i pomimo niepomyślnych rezultatów chętnie dawał się szczepić, zwłaszcza że rządy ówczesnych państewek włoskich nie zabraniały tej operacji, ale ją same wprowadzały, zachwalały i w różny sposób protegowały. Jedynie w Państwie Kościelnem rząd papiezki trzymał się zdała od tej podejrzanej nowości, tej światowej mody, tolerował ją niechętnie i byłby jej zakazał, gdyby nie stanęły były na przeszkodzie pewne względy rzekomej naukowości, na którą często powoływali się chełpliwie fanatyczni jej zwolennicy. Do lekarzy domagających się od Stolicy Św. natrętnie zachwalania i wprowadzenia z urządu tej operacji, jako profilaxji (środka zaradczego) przeciwko ospie, rzekł Ojciec św. Leon XII.

Szczepienia ospy nie mogę zabraniać ani nakazywać, ale z mej strony osobiście uważam je jako bezbożne targnięcie się na prawa Majestatu Bożego.

Również Grzegorz XVI. oparł się podobnym żądaniem szczepicieli, a Pius IX. r. 1856. przekonawszy się z rejestrów statystycznych, że w tych właśnie miastach, gdzie najwięcej szczepiono, śmiertelność na ospę i różne inne choroby była największą, oddalił od siebie lekarzy słowami:

Pan Bóg nie da ze Siebie naigrawać się bezkarnie. Amen. Sens tych wyroków papiezkich może być taki: Najmędrszy i wszechmocny Stwórca dał przyrodzie swoje prawa, od których zdrowie i życie zależy — więc i medycyna do nich stosować się powinna; człowiek jest najzacniejszem stworzeniem boskim na ziemi zaopatrzonym w siłę żywotną i odporną; przykazanie boskie, prawo naturalne i pisane, mówią: Nie zabijaj, nie kalecz, nie szkodź na duszy i ciele, nie kłam, nie zwodź, nie uszukuj bliźniego twego! Pan Jezus nauczał: Zdrowi nie potrzebują lekarza jeno chorzy, i tożsamo mówi prosty rozsądek ludzki. Wy zaś, pp. szczepiciele! temu wszystkiemu na opak i przekorę robicie, prawa i przykazania boskie naruszacie, ustawy i uczucia ludzkie depczecie; gdy mówicie, że każdy człowiek przychodzi na świat z usposobieniem do choroby ospowej, od której chronić go ma, powiadacie, nie jakaś tam cnota, umiarkowanie, roztropność, hygiena, siła żywotna organizmu, ale tylko, i tylko, wasza operacja, dla naprawy i udoskonalenia, jak twierdzicie, dzieła bożego (bezbożna to pretensja i pycha szatańska!); gdy przy tejże operacji chore dzieci zamiast je leczyć, i ubezpieczać od ospy, odsuwacie na bok, i bierzecie się do zdrowych, jak by was gniewało ich zdrowie, i nabawiacie je różnych chorób, nawet ciężkich i śmiertelnych, bo jak sami przyznajecie, szczepionka jest jadowitą trucizną, która z natury swej tylko szkodzić może podobnie jak ukąszenie węża, psa wściekłego i t. d. Wy zaś macie szaloną odwagę dla marnego zarobku kaleczyć niewinne zdrowe dzieci, zatruwać ich krew i tumanić zatrwozone matki fałszywem twierdzeniem, że to nic nie szkodzi a pomaga, bo chroni niby od ospy; gdy zaś szczepionego napadnie ospa, zbywacie to swemi wykrętami: jakoby siła ochronna już zniknęła, albo szczepienie było niedokładne, szczepionka stara, lub ospa była fałszywą, i t. d. zgoła, Wasza teorja szczepnicza jest niedorzeczną a praktyka szkodliwą, jedno i drugie niegodziwością, starym zabobonem ciemnych azyatów, publiczną zbrodnią, kuglarstwem i grzechem wielkim. Przeto tej nieszczęsnej operacji zachwalać, wprowadzać, polecać, zmuszać do niej lub nawet obojętnym być względem niej, nie godzi się. Ale, niestety! z powodu niejakich wątpliwości i trudnych okoliczności do pewnego czasu jeszcze toleruje się ją i cierpi ze smutkiem.

Przy końcu długoletniego panowania wielkiego papieża Piusa IX. rozpoczęły się czasy bardzo złe; wojska sabaudzkie przy współudziale rewolucji zagarnęły cały kraj, zagrabiwszy (1870) zdradą i przemocą Państwo Kościelne, które odtąd do czasu Bogu wiadomego istnieć przestało, a ludność, której los ze zmianą stosunków politycznych wielce się pogorzył, z żalem i tęsknotą przypomina sobie dawniejsze czasy dobroczynnego i łagodnego u siebie panowania Stolicy św. Nowosklecone królestwo włoskie otrzymało r. 1888 ustawę państwową o przymusie do szczepienia ospy, którą ministerium włoskie obostrzyło 1892 r. rozporządzeniem powtórnego szczepienia dzieci szkolnych i rewakcynacji wojska Ustawa z r. 1888 wcale była niepotrzebną, bo nigdzie oporu nie stawiano lecz potulnie i z zaufaniem dawano swe dzieci szczepić, i ten zabobon tak się zakorzenił wśród ludu, że w miejscowościach, gdzie lekarzy nie było, matki same wykonywały tę operację na swych dzieciach za pomocą igły; uchodzą też powszechnie włosi za naród na świecie najmocniej szczepiony, z czego pochlebiają sobie i cieszą się naiwnie zostając od dawna w tej ułudzie, jakoby szczepienie było największą zdobyczą cywilizacyjną.

Ale jakiż pożytek tej wrzekomej zdobyczy? Poważny przeciwnik tej operacji, Dr. med. Karol Ruata prof. uniwers. w Perugii odpowiada na to:

Przez 20 lat przed r. 1885- naród nasz był szczepiony w stosunku 985°/0 (powinienby przeto wedle obietnicy szczepników zupełnie być wolnym od ospy); mimo to epidemie ospowe panowały u nas w takiej mierze i z taką gwałtownością, jak nigdy przed tym wynalazkiem nieszczęsnym. We Włoszech liczba ludności wynosi 30 milionow, z których 855 procent szczepionych wykazują urzędowe akta; ludność tę włoską nawiedziła epidemia ospo- wa w latach 1887, 1888 i 1889, (nie zważając, że wszyscy prawie byli szczepieni; jakoż nigdy na taką ochronę lekarską nie zważa, owszem szczególniejszą okazuje inklinację do szczepionych, wyszukuje ich z pośrodka ludu, najpierw do nich się zbliża i z większą gorącością obłapia i na drugi świat porywa, X. W. P.) w tych 3 latach z chorujących na >ospę umarło 16,249 + 18,110 + 13,413 czyli razem 47,772 osób. Wśród wojskowych wybrała sobie ospa 2 razy więcej takich, u których szczepienie dobrze się udało (i ochrona miała być skuteczniejszą) niżeli tych, u których szczepienie się nie przyjęło (i wedle twierdzeń szczepników mieli być bardziej narażonymi na tę chorobę, a stało się przeciwnie X. W. P.).

Przytaczam niektóre szczegóły:

w Guardavalle (wsi o 3,800 mieszkańcach) zachorowało 1,500 osób, — w Palermitti (1,800 m.) zachorowało 700, — w Laerru na Sardynii (800 m.) w jednym miesiącu 150 wypadków choroby, a w ciągu epidemii uległa ospie większa połowa ludności. Gdyby to prawda była, że szczepienie chroni od ospy, toby nie zachodziły takie smutne wypadki. Pewnikiem zaś jest, ze gdzie większa cywilizacja i lepsza hygienia (zdrowsze pomieszkania, czystość powietrza, kąpanie się i t. d.) tam ospa mniej zagląda.

Tak pisał prof Ruata 27 maja 1893 r- do anglika p. Hopwood, który onego czasu gorąco przemawiał w parlamencie londyńskim za skasowaniem szczepienia ospy. Dr. Ruata pismami swemi i przemowami oświeca swych rodaków w kwestji szczepniczej, a światlejsi włosi już pojmują, jakie niebezpieczeństwo grozi młodemu pokoleniu; w Medyolanie wielu z rodziców nie pozwoliło drugi raz szczepić swoich dzieci, za co ukarano ich 30 dniowem więzieniem; p. Ruata wziął ich w obronę, pisząc w otwartym liście, że taka kara jest nieprawną, bo rewakcynację nakazuje nie ustawa z r. 1888 Przez parlament uchwalona i przez króla sakcynowana, lecz Proste tylko rozporządzenie ministerjalne z r. 1892, i w państwie konstytucyjnem nie obowięzuje pod przymusem; a prócz tego ze szczepienia żadnej niema lud korzyści, szkody zaś mogą być bardzo wielkie. List ten w gazetach włoskich ogłoszony sprawił na uczonych wielkie wrażenie. W ogóle,

we Włoszech więcej niż w innych krajach szczepią, by ospy nie było, a ona więcej grasuje, niż gdzieindziej, n. p. trzy razy

bardziej niżeli w Austrji; dlaczego to? zgadnij p. zwolenniku szczepienia! gdyż to się sprzeciwia twojej teorji! p. szczepnik tego nam również nie wyjaśni, gdyż jego praktyka, przez niego samolubnie zachwalana, złemu drogi nie zagrodzi, owszem otwiera mu wrota na oścież; jeden i drugi takiego pytania unika, przyparty zaś do ściany, różnemi wykrętami tumani ludzi, bo mu nie idzie o dobro powszechne i postęp nauki lecz o swój osobisty interes;
w tym względzie upomina i przestrzega ich usilnie Dr. Gaillemont:

Koledzy! stawiajmy nasz honor nieposzlakowany na pierwszem miejscu; niech góruje ponad materjalnym zyskiem! porzućcie szczepienie, bo ono jest hańbą sromotną dla tego, kto je wykonywa lub je chwali, nieszczęściem, komu się udziela! Kwestję rozwięzują przeciwnicy szczepienia, mężowie nauki przejęci miłością prawdy i życzliwością serca dla bliźnich, troską o dobro powszechne, o przyszłość narodu: We Włoszech lud biedny, zabobonny, pod względem stosunków sanitarnych zaniedbany, niechlujstwa i nieczystości tam pełno, zwłaszcza po wsiach, w nędznych zakątkach i biednych przedmieściach, niezaradność o świeże powietrze, przeludnienie w mieszkaniach i t. d.; to wszystko sprzyja ospie, a szczepienie powszechnie i gorliwie wykonywane – wywołuje ją i utrzymuje. Z Włochami rywalizują w tym względzie Serbia, Bośnia, Węgry, Bukowina… hygienicznie i kulturalnie nisko stojące a gorliwie szczepione, dla tego też od epidemii ospowej często nawiedzane.

Szczepienie ospy w Szwajcarji upada.
XVI.

Szwajcarja daje nam bardzo dobrą sposobność poznania wartości szczepienia ospy z powodu rozmaitości stosunków społecznych; wszędzie tam fakty oczywiste głośno mówią, że operacja szczepnicza nic nie warta i szkodliwa. Maleńki ten kraik podzielony na 25 kantonów (powiatów, obwodów) z 3.3 milionami mieszkańców, jest politycznie samodzielny; każdy kanton rządzi się autonomicznie a wszystkie zostają w zaprzysiężonym związku dla wspólnej obrony swej niezawisłości i załatwienia spraw zewnętrznych z ościennemi państwami. Szczepienie ospy należy tam do spraw domowych i każdy kanton może je sobie urządzić wedle własnego upodobania. Przed przeszło 20 laty chcieli zwolennicy szczepienia wciągnąć tę kwestję do spraw wspólnych i narzucić wszystkim przymus szczepniczy włączywszy ją do ustawy o epidemiach; zgromadzenie ludowe jednak spostrzegłszy to niebezpieczne przemytnictwo, całą ustawę większością głosów odrzuciło dnia 30 lipca 1881 r. i stan rzeczy pozostał niezmieniony: kantony jedne miały wolność szczepić lub nie szczepić, drugie przymus do szczepienia, inne nawet do rewakcynacji; wspólne wojsko podlegało szczepieniu. Tegoż roku 29 grudnia władza związkowo wojskowa skasowała szczepienie rekrutów.

Straszenie i fałszywe proroctwa szwajcarskich lekarzy.

Z pomiędzy 25 kantonów 3 kantony (Uri, Argau i Genewa) nigdy nie miały i nie mają przymusu do szczepienia; inne 22 kantony za namową szczepników na swe nieszczęście wprowadziły go do siebie w różnym czasie, ale znów poznawszy czem on pachnie, porzucały go z oburzeniem jeden po drugim, tak, iż w roku 1902 nie miało go 16 kantonów z 69 procentem mieszkańców, a zatrzymało go tylko 9 kan-tonów z 31% m. czyli dwie trzecie części ludności pozbyły się tego haniebnego jarzma lekarskiego. Że zaś ten zabobon w swej mocy okrutnej utrzymuje się gdzieniegdzie jeszcze, to przypisać to należy z jednej strony sprytności interesowanych szczepników, z drugiej zaś strony nieporadności i łatwowierności ludu pozwalającego się tumanić, gdyż potrzeba rozumu i męztwa nielada, aby się oprzeć natarczywościom i nie zważać na żaden postrach szczepników. Tak n. p. kanton Tygur (Ziirich) już 1800 r. w czasie epidemii ospowej pozwolił szczepić dzieci celem rzekomej ochrony od tej choroby. A gdy epidemia ustępowała na mocy praw przyrody jak burza oczyszczająca powietrze przyjdzie i odejdzie, pośpieszyli się szczepnicy robić reklamę dla swego interesu, wmawiając w publiczność, że to ich zasługa w tem, bo, twierdzili, szczepienie daje ochronę od zarazy ospowej. Uwierzono im dobrodusznie i bez zmuszania policyjnego chętnie dawano swe dzieci pod operację szczepniczą; z kronik dowiadujemy się, że od r. 1821 do 1836 na 100 niemowląt, 83 z nich bywało corocznie szczepionych. Szczepnicy chcąc zabezpieczyć sobie interes na przyszłość postarali się o to, że władza kantonu tygurskiego 1836 r. ogłosiła szczepienie za przymusowe. Jednakże wyrachowania i nadzieje lekarzy zawiodły; lud kochający się w obywatelskiej wolności zapłonął gniewem, policji stawiał opór i często wolał karę ponosić niżeli pozwalać na zatrucie krwi dziecka, przyjmować narzucone sobie gwałtem rzekome dobrodziejstwo, którego skutki bywały niebezpieczne. Trwało to tak 47 lat tj. do 1883 r. a spisy z tego czasu wykazują tylko 70 szczepionych na 100 nowonarodzonych więc o 13% mniej rocznie niżeli to bywało za czasów szczepienia dowolnego. Lud coraz bardziej przychodził do poznania, że szczepiciele nie są to ludzie bezinteresowni ale samolubni krętacze, a zachwalana ochrona szczepniczą nie- dopisuje często, pozwalając ospie napadać na szczepionych. Wreszcie przyszła straszna epidemia ospowa w r. 1871 i zabrała ludzi więcej niż w 50 latach poprzednich razem wziąwszy, lubo w tym roku gorliwiej szczepiono niż kiedykolwiek, bo zaszczepiono dzieci 5977, rewakcynowano zaś osób 9918. Teraz już otworzyły się oczy ludowi, poznał, że go zwodzono, i postanowił uwolnić się od niepotrzebnego a zgubnego ciężaru; głośno i powszechnie odgrażał się:

Gdy przyjdzie do głosowania, skasujemy przymus szczepniczy!

Lekarze starali się temu zapobiedz; przed głosowaniem rozrzucili we wielu exemplarzach proklamację podpisaną przez 11 profesorów medycyny i 72 lekarzy praktykujących tak opiewającą:

Mamy to święte przekonanie, że odrzuceniem powszechnego szczepienia sprowadzi się na naród wielkie nieszczęście. Dotąd zaraza ospowa łagodnie pukała do naszego kantonu, i dzięki przymusowi szczepniczemu nie mieliście dotąd. Szanowni Obywatele! smutnej konieczności doznawać okropnych skutków epidemii; ale dla braku ochrony szczepniczej w krotce zagnieździłaby się ona i powoli wzmagając się nabawiłaby was nieszczęścia szkodząc zdrowiu i życiu Waszych kochanych dzieci.

Lud nie dał się tą proklamacją odwieść od powziętego zamiaru, i dnia 27 maja 1883 r. znaczną większością głosów zniósł ustawę o przymusowem szczepieniu. A, oto! jakże się spełniło przestraszające proroctwo tych panów, co zawsze chcą uchodzić za jedynych i nieomylnych rzeczoznawców w kwestji szczepienia? Fałszywi prorocy zbłaźnili się wielce, bo jak spadła liczba szczepień z 70% następnie w skutek zniesienia przymusu, na 23% — tak zniżyła się też liczba zachorowań na ospę o całą połowę! Gdy bowiem przedtem w ciągu 47 lat corocznie na ospę umierało przeciętnie ???? 3.6% na 100,000, potem od 1883 r. umierało tylko 1.8%???? — i słusznie wnioskować można, że gdyby i tych 23% nie szczepiono, tj. gdyby szczepić zakazano pod surową karą a przytem ściśle przestrzegano zasad hygienicznych, ospa wyginęłaby zupełnie. — [Nie tylko ospa lecz inne także choroby dziecięce zmniejszyły się znacznie po zniesieniu przymusu do szczepienia w kantonie tygurskim; mianowicie liczba wypadków śmiertelnych na odrę (żarnice) spadla z 53 na 10, zachorowań śmiertelnych na szkarlatynę z 18 na 4 — na dyfteryą z 390 na 199 (r. 1884 nawet na 177), — na cholerynę z 840 (1882) na 385 (1883 r.) —Z tego porownania statystycznego z lat 1881 do 1884 wynika, że r. 1884 w kantonie tygurskim (Zürich) w skutek skasowania przymusu szczepniczego ocalało przeszło 600 dzieci, które nie zachorowały i nie umarły na wyżej wspomnione choroby dziecięce, bo rodzice nie dali ich szczepie, nie dali zatruwać ich zdrowej krwi jadem szczepionki. (Prof. Dr. P. Förster, Pocken und Schutzimpfung, 1900, str. 115). Dr. Adolf Vogt w Impfgegn.]

W kantonie miasta Bazylei (Baselstadt) miał lud 17 grudnia 1882 głosowaniem roztrzygnąć, czy należy tam zatrzymać w mocy dotychczasowy przymus szczepniczy, czy też skasować go? Przed głosowaniem wyszła od 12 profesorów medycyny i 35 lekarzy proklamacja tej osnowy:

Można na pewno twierdzić, że skasowanie przymusu szczepniczego pomści się srodze na zdrowiu i życiu społeczeństwa naszego, i t. d.

Lud jednak nie brał sobie do serca tej smutnej przepowiedni, bo prawie jednogłośnie (83% głosami) odrzucił przymus do szczepienia, i wyszedł na tem jak najlepiej. W ciągu bowiem 18 lat po zniesieniu przymusu szczepniczego umarło w Bazylei 86 osób na ospę, a przeto z średniej liczby mieszkańców 81,926 wypadnie 5 lub 6 wydarzeń ospy śmiertelnej na 100,000 żyjących; w ciągu zaś 13 lat poprzednich z przymusem szczepienia i 8 lat ostatnich przymusu rewakcynacji (drugiego szczepienia) w temże mieście było także 86 wpadków śmiertelnych na ospę wśród ludności przeciętnie rachowanej 52,828, a przeto na 100,000 żyjących aż 12 lub 13 wypadków śmiertelnych. Otóż wraz ze skasowaniem przymusu szczepniczego w Bazylei spadła liczba zachorowań na ospę śmiertelną więcej niż o połowę! Takto więc pomściło się odrzucenie przymusu szczepniczego wprawdzie nie na zdrowiu i życiu ludz- kiem ale na naukowej mądrości i powadze pp. profesorów a na kieszeni pp. szczepników teraz już daleko mniej za-rabiających. — W kantonie: Berno szwajcarskie, gdy miano głosować nad ustawą związkową przeciw epidemiom, lekarze poczuwali się do swego obowiązku pouczyć lud i zachęcić go do przyjęcia ustawy obejmującej także przymus do szczepienia; ogłosili przeto proklamację podpisaną przez 11 profesorów medycyny, 139 lekarzy i 5 aptekarzy(!), w której czytano:

Im więcej w jakim kraju żyje nieszczepionych, tem większe jest niebezpieczeństwo dla szczepionych zachorować na ospę; bo niebezpieczeństwo zarażenia się rośnie w miarę liczby osób nie mających ochrony szczepniczej. Wszyscy więc nieszczepieni są niebezpiecznymidla zdrowia i życia swoich bliźnich.

To niegodne uczonych mężów postępowanie, aby za wszelką cenę: logiki, zdrowego rozsądku i powagi swego stanu, popierać rzecz wstrętną i zgubną lubo dla siebie intratną tj. niegodziwe korzyści im zapewniającą; lecz spotkał ich los zasłużony: lud takiem pouczaniem wzgardził, i zrobił, co mu sumienie dyktowało, a zdradliwa ustawa związkowa przepadła. — Otóż, przymus szczepniczy w Szwajcarji w ostatnich czasach coraz bardziej z kantonów ustępował, a skutek tego był naturalnie pomyślny, o czem przekonujemy się z następujących obliczeń statystycznych: Lud szwajcarski pozostawał pod przymusem do szczepienia w ciągu lat 10 od 1876 do 1885 we większej części (mniejsza go nie miała) i to w procencie 80 osób na 10.0 (20% wolna od niego); w następnym dziesiątku 1886 do 1895 przeciętnie w połowie, 50%, a w ostatnim dzięsięcioleciu 1896 do 1900 już tylko w trzeciej części, 33%. Otóż: w pierwszym dziesiątku przypadało 41 osób zmarłych na ospę z pośród jednego miliona mieszkańców, w następnym dziesiątku śmiertelność ta spadła na 12, a w ostatniem pięcioleciu aż na 3 tylko! W miarę jak zmniejszał się przymus, zmniejszała się też i ospa; im więcej nieszczepionych dzieci biegało w Szwajcarji, tern Spieszniej ztamtąd uciekała ospa! — A i w innych krajach nie inaczej się dzieje.

Szczepienie ospy w niemieckich państewkach.
XVII.

W Niemczech prędko rozszerzyła się praktyka szczepnicza; mianowicie:

a) w Wielkiem Księztwie Badeńskim zaprowadzono ją r. 1803, a już r. 1805 przestrzegano przed fałszywą krowianką; r. 1807 zauważono, że krowianka nie chwyta się po szkarlatynie i odrze (żarnicach); r. 1808 zaprowadzono przymus szczepniczy, twierdząc, że szczepionka okazała się dobrą ochroną od ospy; atoli r. 1814 wybuchła epidemia ospy, na którą zapadły także dzieci szczepione, bo, mowiono, krowianka była fałszywą i nie przyjęła się dobrze; r. 1815 obostrzono przymus szczepniczy; r. 1824 przyznano się do pomyłki, skonstatowawszy 20 wypadków, w których dzieci doskonale szczepione wedle przepisanej reguły, zapadły jednak na ospę, i takich wypadków mogło być więcej, z czego Rząd, mówiono, wnioskuje, że ochrona szczepnicza trwa tylko do pewnego czasu a nie na całe życie; r. 1836 zalecono rewakcynację dla poprawy szczepienia pierwszego, a w r. 1840 zaprowadzono przymus do rewakcynacji wojska.

b) W Bawarji szczepienie przymusowe zaprowadzono 1807 r. a rewakcynację 1843 r. pomimo to były w różnym czasie epidemie ospowe a największa z nich wybuchła 1871 r. (29,429) na którą zapadło 31,518 osób, z nich było 29,429 szczepionych i 776 rewakcynowanych a tylko 1,318 nieszczepionych; umarło zaś na ospę 3,994 szczepionych, 64 rewakcynowanych i 790 nieszczepionych (z nich 730 niemowląt do 1 roku życia.)

c) W Wirtembergii zachwalano szcze­pienie r. 1803 i utworzono zakład szczepniczy r. 1814; atoli wnet przyszła epidemia ospy; dla zaradzenia złemu kazano szczepić odtąd przymusowo 1818 r. i mimo to wybuchała ospa często, n. p. w latach 1827, 1831, 1848, 1863, a największa 1869, na którą zapadali i umierali tak szczepieni jak nieszczepieni.

d) W Prusiecli berliński departament lekarski okólnikiem z d. 11 lipca 1801 r. pozwolił lekarzom jakby na próbę i bojaźliwie szczepić dzieci, ale bez rozgłosu i przymuszania rodziców; był to rok największej w kraju epidemii ospowej, na którą w Berlinie wśród 147,000 mieszkańców umarło 1646 osób; ze strachu garnęli się ludzie do szczepienia, nawet król dał szczepić swego najmłodszego syna; kollegium lekarskie nabrało więc odwagi publicznie zachwalać szczepienie ospy, i edykt królewki z d. 21. paźdz. 1802 zarządził instytucję szczepniczą w Berlinie i innych większych miastach, a następnego roku król Fryderyk Wilhelm III. edyktem gabinetowym z d. 31. paźdz. 1803 r. wprowadził szczepienie na urzędową drogę biorąc je pod swoję opiekę jako coś wielce mądrego i pożytecznego, bo mające rzekomo chronić od choroby ospowej. Atoli szczepieni zapadali na ospę, a Dr. Heim słynny berliński lekarz, tajny Radca królewski, pisał, że parę tysięcy takich wypadków widział na własne oczy. Publiczność zaczęła tej operacji niedowierzać. Zwolennicy szczepienia widząc, na co się zanosi, że podobne wypadki mogą tę ryzykowną (oszukańczą) operację doprowadzić do upadku, natężyli swe uczone mózgownice na wymyślenie przeróżnych wykrętów, aby ludziom oczy zamydlić. Ospa, mówili, na którą chorują szczepieni, jest nieprawdziwą, a daleko łagodniejszą od prawdziwej (jest to fałsz, jak później sami to przyznali, zresztą nikt jednej od drugiej rozeznać nie mógł, bo to jest tosame zło); że szczepionka była fałszywą, że szczepienie nie dobrze się przyjęło, że późno szczepiono, kiedy zarodek ospy już krążył we krwi (a szczepionka od czego miała być? wszak miała chronić od ospy! XWP.) i t. d. Rząd królewski i publiczność durzono wpisując takie wypadki do rubryki nieszczepionych.

W Poznańskiem ogłoszono 1817 r. powszechne zaprowadzenie szczepienia, 1826 r. zaś nowe w tym względzie rozporządzenia; wedle dziennika urzędowego z r. 1836 szczepiono tam 1834 r. 28432, rewakcynowano 40845 osób, w r. 1835 jeszcze więcej, bo szczepiono 29789, a rewakcynowano 45109 osób; mimo tej nieszczęsnej gorliwości lub z powodu tejże grasowała ospa 1834 r. w 134 miejscowościach.
Lekarze potrafili w umysłach urzędników pruskich tak wielkie wyrobić dla szczepienia uprzedzenie, że pp. starostowie zarządzili samowładnie przymus szczepniczy; w Kolonii 22. stycznia 1820 r. w Düsseldorfie 16 paźdz. 1821, w Merseburgu 28 listopada 1825, w Akwisgranie 5 grud. 1825, w Berlinie 19 stycz. 1826, w Magdeburgu 8 kw. 1826, w Szczecinie 10 kw. 1826, w Trewirze 26 marca 1827, co wszystko Rząd centralny jako nielegalne unieważnił okólnikiem z d. 29 stycznia 1829 r. Ciągle jednak bardzo gorliwie wykonywano tę operację, bardziej niż teraz przy rygorze policyjnym, bo bywało corocznie 81 szczepionych na 100 urodzonych, 1826 r. nawet 91% a 1828 r. 94% gdy teraz z powodu oporu bywa tylko 75% szczepionych corocznie. Dnia 28 października 1835 r. ogłoszoną została t. z. regulatywa środków przeciwko rozszerzaniu się chorób zaraźliwych, a to ministeryalne rozporządzenie było dyrektywą w sprawie szczepienia ospy aż do wprowadzenia w użycie nowej państwowej ustawy szczepniczej tj. do r. 1875. Czytamy w tej regulatywie pod § 50:

Z doświadczenia wiemy, że szczepienie jest najpewniejszym środkiem przeciwko ludzkiej ospie (o, jakże się myli wysoki Rząd! XWP.) Należy zatem każdemu polecać usilnie, aby siebie samego, swe dzieci, służbę i domowników dawał szczepić, wyjąwszy gdy jakie uzasadnione a przez rzeczoznawców za takie uznane przeszkody zachodz ą. (To na pozór dobrowolne szczepienie zamienia się następnie na przymusowe:) § 54 Jeżeli do drugiego roku życia bez udowodnionej racji nie zostały szczepione a zachorują wnet potem na ospę naturalną, to należy rodziców za takie niedbalstwo pociągnąć do odpowiedzialności i policyjnie ukarać. Prośby wno­szone do urzędu o przyjęcie dzieci lub podwładnych do publicznych zakładów, o stypendja i różne inne dobrodziejstwa, mają być odrzucone, jeżeli nie są poparte dowodem dokonanej na dziecku operacji szczepniczej. § 55. Gdy się pokaże ospa w jakim domu, to wszyscy jego mieszkańcy sposobni do tego mają być jak najspieszniej szczepionymi, w danym razie nawet przymusowo. § 56. Warunkiem przyjęcia na pensjonaty i publiczne zakłady naukowe jest szczpienie powtórne (rewakcynacja).

Jakiż, pytamy się, skutek tych dokuczliwych zarządzeń? Taki, że śmiertelność u ludu na ospę zwiększyła się; gdy bowiem od r. 1820 do 1835 wynosiła rocznie 25 zmarłych na 100,000 żyjących, to od r. 1836 do 1875 wyniosła przeciętnie co roku 38 osób, na takąż jak wyżej liczbę żyjących. Gdy więcej zarazków chorobotwórczych siać zaczęto szczepieniem, nawet powtórnem, większe też było żniwo śmiertelności na ospę; to przecież naturalne i zrozumiałe! tylko pp. szczepiciele nie chcą tego widzieć i zrozumieć, bo ich zaślepia mamona marrna!

e) W pruskiem wojsku do r. 1819 szczepionych nie było, gdyż szczepione dzieci jeszcze do wojskowości nie dorosły; zato też w raportach sanitarnych z owych lat, mianowicie z wojen Napolońskich, nie ma żadnej wzmianki o ospie u żołnierzy. Skoro jednak wśród rekrutów znaleźli się tacy, co w dzieciństwie byli szczepionymi, ospa zaczęła się pokazywać we wojsku, czem zaniepokojone władze wojskowe wydawały od 1819 do 1825 r. razporaz okólniki do lekarzy pułkowych polecając im szczepienie żołnierzy, którzy naturalnej ospy nie mieli albo szczepionymi jeszcze nie byli; polecenia te rozporządzeniem z dnia 10. kwietnia 1820 stały się na przyszłość trwałą regułą; dnia 30 maja 1826 r. reskryptem gabinetowym nakazano cywilnej władzy tych rezerwistów i landwerzystów, których władza wojskowa wskaże po imieniu,, natychmiast dać szczepić, w razie oporu nawet przymusowo; na wiosnę 1831 r. nakazano wszystkich rekrutów infanteryi (piechoty) czy oni mają blizny przebytej ospy lub szczepienia czy ich nie mają, bez wyjątku szczepić; Fryderyk Wilhelm III reskryptem gabinetowym z d. 16. czerwca 1834 nakazał rewakcynować wszystkich rekrutów tak piechoty jako i konnicy i artylerji; wreszcie wspomniana wyżej regulatywa z dnia 28 sierpnia 1835 r. w § 57 opiewa:

Co się tyczy wojska, to nieszczepieni a potrzebujący tej operacji za wstąpieniem do wojska mają być natychmiast szczepieni mianowicie tacy rekruci, którzy widocznych blizn przebytej ospy naturalniej nie mają, albo chociaż byli szczepionymi, ale udowodnić nie mogą, że to szczepienie odbyło się nie dawniej nad dwa lata przed ich stawieniem się do wojska.

Te przepisy dotąd obowięzują w pruskiem wojsku; a najnowszemi rozporządzeniami tak są zaostrzone, że żołnierz niejeden wedle okoliczności w czasie swej służby wojskowej może 7 razy być szczepionym. — Zastanówmy się teraz, jaki wynik tych licznych zarządzeń? Zwolennik szczepienia prof. dr. Kussmaul w swoich sławnych 20 listach o ludzkiej ospie i szczepieniu krowianką (1870 r. str. 62) pisze chełpliwie:

Niema jaśniejszego i w oczy bijącego dowodu na wielką siłę ochronną wynalazku Jennerowskiego przeciwko chorobie ospowej jak skutek wakcynacji i rewakcynacji w królewsko pruskiej armii w ciągu minionych lat blisko 40.

To samo powtarzają za nim i inni. Na to odpowiada im prof. dr. Adolf Vogt z Berna szwajcarskiego:

My jasnością tego dowodu nie damy się zaślepić ani odurzyć, ale chcemy raczej rzeczywistą jego podstawę i rację cokolwiek gruntowniej zbadać, niż to czynić zwykli zwolennicy szczepienia.

I na 8 stronicach przez cyfry w tabelach i rozumowania na faktach oparte wywodzi i udowadnia rezultaty wręcz przeciwne temu co twierdzi Dr. Kussmaul. Dowodzenie p. Dr. Vogta w krótkości jest takie: Porównać liczbę wypadków śmiertelnych na ospę w pewnym czasie z pośród 100,000 żyjących: u wojska, u wszystkich cywilnych i szczególniej rówieśników będących w tym wieku co wojskowi, od 20 do 25 lat życia. W czasie od 1826 do 1830 roku na 100,000 żyjących wojskowych zmarło 22, u cywilnych ogółem 20, u rówieśników 5.,,, a przeto śmiertelność u wojska szczepionego świeżo lub niedawno, była większą niż u cywilnych w dzieciństwie szczepionych lub wcale nie, a przeszło 2 razy większą była, niżeli u rówieśników cywilnych. W latach od 1830 do 1834 ospa się wzmogła i liczby podskoczyły z 22 na 61 — z 20 na 36 — i z 5.9 na 11; tj. u wojska świeżo rewakcynowanego prawie dwa razy bardziej grasowała ospa niż u ogółu cywilnych szczepionych w młodości lub nieszczepionych a przeszło pięć razy bardziej niż u takichże cywilnych rówieśników. A przeto jasny dowód Dr. Kussmaula okrył się egipskiemi ciemnościami. Taka to już właściwość szczepienia, że z natury swej nigdy nie chroni od ospy a zawsze jej sprzyja i potęguje ją. Ale, oto! zagadka: Od roku 1835 role się zmieniają, lubo stan sprawy szczepienia prawie taki sam pozostał: u wojska szczepienie i rewakcynacja, nawet kilkakrotna, u cywilnych szczepienie u dzieci dowolne, czasami przymusowe, u starszych rewakcynacji prawie nie ma, dopiero od r. 1875 przybywa drugie szczepienie tj. dzieci szkolnych, lecz u wojska pozostają te same przepisy szczepnicze; a jednak, ospa maleje, i to rzecz dziwna, że bardziej maleje u wojska, niżeli u cywilnych, mianowicie od 1835 do 1844 cyfry powyższe (z lat 1831 do 1834) zmniejszają się na: 3— 20,5 — 5,9; dalej od 1845 do 1869 na: 0,9 —247,—6,9; (lata 1870—1872 opuszczone z powodu wojny francusko – niemieckiej.) wreszcie od 1873 do 1892: 0,5 — 3,1—0,9. Uczony profesor Dr. Kussmaul tę właśnie zniżkę cyfer u wojskowych ma na myśli a nie znając rzeczywistej przyczyny takiego zjawiska, cieszy się naiwnie jak dziecko, głosząc swoje urojone tryumfy.

Poucza go i kolegów jego p. Dr. Adolf Vogt: Zmniejszanie się ospy od 1835 widoczniejsze u wojska niż u cywilnych zawdzięcza się coraz lepszym stosunkom zdrowotnym, które w daleko większej mierze i dokładności przeprowadzano we wojsku niż po miastach i wsiach. Zjawienie się w Europie 1831/33 r. azjatyckiej cholery dało pochop w Anglii do pamiętnych reform sanitarnych, publicznych urządzeń dla pielęgnowania zdrowia, będących wzorem do takichże zarządzeń dla całego cywilizowanego świata. Był to początek nowoczesnej hygieny. Zrozumiano wreszcie, że lepiej jest szanować swe zdrowie niżeli z choroby się leczyć; i w tym kierunku wytężano swe staranie, łożono koszta. Jednolity zarząd wojskowy przeprowadzał tę reformę energicznie nie oglądając się na wielkość wydatków, aby Wojsko mogło mieć mieszkanie wygodne, suche, obszerne, widne i przewiewne, koszary i szpitale były stawiane na gruncie odpowiednim, suchym, otoczonym zielenią i t. d., aby woda była zdrową i obfitą, by przestrzegano czystości, porządku i całości dobrego stanu w zabudowaniu; również pamiętano, by wikt był dostateczny, mundur przyzwoity, osobne urządzenie na mycie się i kąpiel, wszędzie zachowana skrupulatna czystość i ochędostwo. Królowie pruscy kochali się po rycersku w swojem wojsku, wyszukiwali w swym kraju i sprowadzali z zagranicy grubopłatnych olbrzymów i siłaczy do swej przy- boczniej gwardji, a z kasy państwa hojnie szafowali talarami na coraz większe udoskonalenia hygieniczne, chcąc mieć wojsko piękne, zdrowe i bitne. Przepisy sanitarne z r. 1839 tak mądrze były obmyślane, że dotąd niepotrzebowały zmiany i mają jeszcze moc obowiązującą. Inaczej było w społeczeństwie cywilnem po miastach i wsiach, gdzie dla braku funduszów, niezaradności lub sprzecznych interesów osobistych, ulepszenia zdrowotne niedokładnie i zwolna tylko mogły być uskuteczniane. Gdy przeto we wojsku ospa wraz z tyfusem i innemi chorobami znacznie i szybkim krokiem ustępowała, to u cywilnych uporczywiej się trzymała; zjawisko takie dla przyrodoznawcy jest zupełnie zrozumiałem, ale dla zabobonnych i zacofanych zwolenników szczepienia stanowi ono nierozwiązalną zagadkę.

Rzekoma ochrona szczepnicza we wojsku, na którą Dr. Kussmaul tak butnie się powołuje, obróci się zaraz w niwecz, skoro tylko wojsko pozbawi się prawdziwej ochrony hygieniczniej; tak np. oddziały wojska angielskiego w Egipcie w 8 latach (1882 do 1889) miały przeszło 8 (ośiem!) razy większą śmiertelność na ospę niżeli równocześnie ich rówieśniki, cywilni nierewakcynowani; a lekarskie sprawozdanie za rok 1889 o tychże wypadkach ospowych opiewa:

iż pomimo wszelkich w Kairze porobionych zarządzeń i punktualnego wykonywania wakcynacji i rewakcynacji, ospa grasowała u wojska w sposób zastraszający.

Wreszcie mamy ważny dokument urzędowy świadczący przeciwko szczepieniu ospy, tj. pruską statystykę (zeszyt 48 A. strona 199 z roku 1879), gdzie czytamy:

Na ospę zmarło w Prusiech w ciągu 58 lat (1816 do 1874) więcej mężczyzn niż niewiast, chociaż corocznie trzy czwarte części całej męzkiej ludności przy wstąpieniu do wojska bywają szczepione i rewakcynowane. W razie wybuchu epidemii ospowej ta różnica u mężczyzn z jednej a niewiast z drugiej strony spowodowanych przez ospę wypadków śmiertelnych bywa bardziej jeszcze niekorzystną i rażącą. Z materjału statystycznego, jaki posiadamy, nie dało się dotąd przeprowadzić dowodu, jakoby szczepienie krowianką na dłuższy czas dostarczało ochrony przeciwko ludzkiej ospie, ani skonstatować, jakoby wskutek dopełnionej operacji szczepniczej miało być wypadków śmiertelnych przez ospę spowodowanych mniej wśród szczepionych aniżeli wśród nieszczepionych. 

Jeżeli tedy uporaliśmy się z najświetniejszym dowodem Dra. Kussmaula, to z innemi wszystkiemi mniej świetnemi dowodami czy twierdzeniami gołosłownemi daleko łatwiej przyjdzie nam się uporać i w puch je rozbić. Ale na ślepy upór nie ma lekarstwa, i sekta szczepnicza tak długo nie przestanie nadrabiać miną i używać sztuczek mamiących w obronie swego brudnego interesu, dopóki Rząd z pożałowania godną łatwowiernością dla nich powolnym będzie, płacąc im za szkodliwą operację hojnie z państwowego skarbca i okazując przeciwnie obojętność na nasze w tym względzie naukowe i patryotyczne przedstawienia. — W tej samej kwestji wystąpił p. pułkownik Spohr przeciwko bałamutnym i fałszywym twierdzeniom dra med. Wernera, wyższego lekarza sztabowego, parlamentarnego sprawozdawcy w r. 1891 o petycjach przeciwników szczepienia odnośnie do wojska. Z obszernej rozprawy dla braku miejsca podajemy tylko ważniejsze i ciekawsze rzeczy w streszczeniu:

Co dr. Werner twierdzi, jakoby obowiązkowe szczepienie rekrutów początek swój wzięło r. 1834 a zaraz potem cyfra śmiertelnych zachorowań na ospę we wojsku coraz bardziej i ciągle zmniejszała się jedynie z powodu szczepienia, jest wielką nieprawdą; bo już 1831 r. zarządzono szczepienie rekrutów piechoty, która największą masę wojska (9/10) stanowi, a właśnie odtąd pogorszyła się ospa z powodu szczepienia i srożyła się do 1834 r. Że zaś następnie cyfra ta spadała coraz niżej, przyczyny tego zjawiska są:

1. że odłączono od ospy wszystkie inne choroby naskórne: szkarlatynę, odrę, tyfus plamisty itd. które przedtem pod wspólną nazwą ospy wpisywano w rejestra;

2. że w wojsku zaczęto energicznie poprawiać stosunki sanitarne, dbając o zdrowie każdego żołnierza.

Co się tyczy rzadkich wypadków ospy, to nie powinnoby i to zachodzić, gdyby szczepienie rzeczywiście chroniło, wedle opinii samego Dr. Roberta Kocha, obrońcy tego zabobonu, który o szczepieniu wedle metody Pasteura przeciwko chorobie zapalenia śledziony u bydła wydał swą opinję temi słowy:

Gdyby tak szczepione bydło bez wyjątku pozostało zdrowem i tylko nieszczepione dostało tej choroby, jeszczeby to niczego nie dowodziło; ale gdyby choć jedno bydlę szczepione na tę chorobę zapadło, wtedy byłby niezbity dowód, że szczepienie nic nie warte.

Czemuż więc nie stosuje Dr. Koch tej zasady do szczepienia ludziom ospy? Jeżeli szczepienie daje ochronę od ospy, to czemuż jej nie dało w potrzebie? gdzież ona się podziała w r. 1870/1 ? Znikła w nieczystości, niewygodach i zaniedbaniu we wojnie starań hygienicznych, a przy takiej sposobności rozwinęły się wszczepione zarazki ospowe.

Ja sam, pisze p. Spohr, jestem nieszczepiony a ospy nie dostałem, i moi też podwładni, którzy na mą prośbę od jenerała uwolnieni zostali od operacji szczepniczej, również nie chorowali na ospę, szczepieni zaś zachorowali. Widziałem na własne oczy szczepionych a chorujących niebawem na ospę, i sam ich leczyłem szczęśliwie, szczególniej w czasie tej wojny. W roku 1861 w Jülich a 1874 w Głogowie na Szlązku, wybuchła ospa wskutek szczepienia. Mój przełożony jenerał piechoty Komeke r. 1840, mimo że był szczepiony kilka razy, z powodu epidemii w Berlinie, kazał się jeszcze szczepić dla pewniejszej ochrony; w 3 tygodnie po tej operacji zachorował ciężko na ospę i odtąd stał się przeciwnikiem szczepienia. Z dawniejszych wojen kroniki wspominają o różnych chorobach trapiących wojsko a milczą o ospie, której naonczas jeszcze we wojsku nie szczepiono. W wojnie niemiecko-francuskiej 1870/1 zachorowało na ospę niemieckich szczepionych żołnierzy przeszło 10,000, a z nich umarło około 4,000. Ci, których leczono w lazaretach lekarstwami przy zamkniętych oknach, byli w niebezpieczeństwie i połowę z nich śmierć zabrała; inni zaś, leczeni wodą przy świeżem powietrzu, wyzdrowieli wszyscy.

Cyfry zachorowań na ospę we wojsku zmniejszające się rozmaicie a dopiero od r. 1882 już regularnie, dowodzą polepszenia się stosunków zdrowotnych; szczepienie zaś wedle powyższej opinii dra. Rob. Kocha, nic nie warte. Co się tyczy tego zmniejszenia się ospy, to w tem gra rolę nie tylko zachowanie czystości i prawideł hygienicznych ale też i sposób zapisywania chorób i wypadków śmiertelnych. Wojskowi lekarze zrozumieli dobrze tę prawdę, że gdyby szczepienie dawało ochronę od choroby ospowej, toby żaden szczepiony nie powinien jej dostać. W tej myśli wyszło około 1850 r. rozporządzenie od jeneralnego lekarza, że żołnierze chorujący wskutek szczepienia, w księdze statystycznej nie mają bynajmniej figurować jako chorujący na ospę.

Lekarze wojskowi tłumaczyli sobie to około r. 1860 w ten sposób, że gdyby żołnierz w skutek szczepienia dostał rzeczywiście ospy naturalnej, nie powinien być meldowanym i do rejestru chorych wpisywanym jako chorujący na ospę, ale jako mający inną jaką chorobę np. wysypkową. Czego niema czarne na białem, to w istocie musiało nie być; ospy nie widać w raporcie, więc ona wygasła we wojsku w skutek szczepienia. (Quod non est in actis, non fait in actis; kuglarska obrona zabobonu!) Ale przecież niekiedy szczepiona ospa zjawia się w postaci naturalnej. Około r. 1862 dowiedziałem się w Jülich, że zaszło kilka wypadków ospy u rekrutów bezpośrednio po szczepieniu i przypadkiem słyszałem rozmawiać o tem dwóch lekarzy: starszy zarzucał młodszemu, ze wciągnął do raportu chorobę ospy, czego robić się nie należało, bo zabrania tego przepis jeneralny; młodszy zaś uniewinniał się, że zna ten przepis, ale go rozumiał w ten sposób, że tam mowa o febrze lub róży po szczepieniu, które me przedstawiają choroby ospowej, ale tutaj rzeczywiście pokazała się ospa na ramionych, piersiach i niżej.« Lekarz sztabowy sądził, że takie tłumaczenie przepisu jest niewłaściwem. Przyniesiono grubą księgę i w niej znaleziono wspomnione rozporządzenie; lekarz podwładny zastosował się do zdania swego przełożonego, a nazajutrz ospa znikła z raportu. Znaczącym również jest fakt następujący.

Roku 1880 będąc komendantem pułko piechoty st. 15. spotrzegłem, że żołnierz z 2 roku służby wojskowej zapisanym jest jako chorujący na ospę; uznali to trzej lekarze: sztabowy, młodszy i szpitalny. Kazałem sprawdzić w rejestrze, czy ten żołnierz r. 1879 jako rekrut przebył szczepienie ze skutkiem? Była nota, że szczepienie się przyjęło. Na drugą sobotę nie znalazłem w raporcie tego człowieka ani jako chorującego na ospę, ani uleczonego ani zmarłego; był on wpisany między chorych na wysypkę skórną. Wyjaśnił mi to lekarz sztabowy, że chorującego na ospę, musiano meldować jeneralnemu lekarzowi armii; ten zaś dla zbadania faktu wysłał komisję lekarską, która oświadczyła, że ta choroba nie jest ospą, ale wyrzutem naskórnym.

Na moje zapytanie, jakaby to właściwie była w tym wypadku choroba naskórna? odpowiedział sztabowy lekarz, że

nazwa jej jest komisji niewiadoma, bo to zupełnie nowa jakaś choroba! Gdym go się dalej zapytał: A jakie Pańskie zdanie? czyś Pan zmienił swą opinję? Musiałem, odrzekł, wobec Komisji schylić głowę i nie upierać się przy mojem zdaniu.

Ten fakt nie potrzebuje komentarza, i daje dużo do myślenia. Co dr. Werner twierdzi, że szczepieni są pewni swej ochrony i wobec zarazy odważni, to nieprawda! Właśnie szczepieni i kilkakroć rewakcynowani okazują wielki respekt przed epidemią. Wiadomo, że francuzi, aby się uwolnić od kwaterunku wojska niemieckiego, wypisywali na swych drzwiach zmyśloną przestrogę: Tu panuje ospa! a żołnierze, czytając to, truchleli na samę wzmiankę o tej chorobie i cofali się z bojaźnią od takich domów. Pisze dr. Werner, iż

sanitarne urządzenia nie wystarczają do ochrony od ospy, ale potrzebnem ma być szczepienie drugie, trzecie, i t. d.;

to także nieprawda; mówię to z własnego doświadczenia na sobie samym i na drugich zrobionego. Roku 1866 w mieście Bonn zachorowała i umarła na czarną ospę żona Dr. Kalta, który ją szczepił co 2 lata, iż była 15 razy od niego szczepioną, a to ją nie uratowało! Niezliczone są podobne wypadki. Szczepienie jest hokuspokus, szarlatanerją, szkodliwym amuletem, bo bałamuci lud i odwodzi go od prawdziwie skutecznych środków zaradczych i rozumnego postępowania, bo nie chroni od ospy a rujnuje zdrowie, zatruwając krew i powodując różne choroby ostre lub przewlekłe, charłactwo lub śmierć przedwczesną. Pamiętam, jak corocznie po szczepieniu rekrutów dostawali jedni z nich wysypką na ciele, inni różę, napuchnięcie gruczołów, zapalenie płuc, gardła, szyi, oczu itd.

Wielu z nich wyszedłszy z lazaretu po niejakim czasie znów meldowali się do niego, bo lekarstwa apteczne nie dały im zupełnego zdrowia, to się powtarzało długi czas aż do uprzykrzenia przełożonych; z takich cherlaków szydzono sobie i mówiono oto idzie braciszek szpitalny! Lubo dla wojska starań i kosztów się nie szczędzi, znaczna jednak część żołnierzy jest dla niego jakby stracona i nieużyteczna; tak np. w armii prusko-sasko wyrtemburskiej (z wykluczeniem korpusu bawarskiego) w czasie od sierpnia 1889 do końca lipca 1890 r. naliczo zmarłych 1344 (1010 z powodu choroby, 105 przypadkowo, 229 ze samobojstwa) — inwalidów 31G6 — niezdolnych do służby 4353 — z innych przyczyn wydalonych 8033; razem 10,896 straconych dla wojska. Większa część winy za tak olbrzymi ubytek we wojsku spada na szczepienie; albowiem do wojska wybiera się kwiat narodu, najzdrowszych i najdzielniejszych młodzieńców, którzy dopiero w skutek operacji szczepniczej mniej więcej chorują, a wielu dawnego zdrowia już odzyskać nie może, pomimo sprzyjających czynników, jakiemi są: zaopatrzenie wszelkich potrzeb życia, wikt zdrowy, ubranie odpowiednie, mieszkanie wygodne, obszerne, suche i widne, ćwiczenia fizyczne, ruch na świeżem powietrzu, porządek i regularność we wszystkiem, czystość i zahartowanie przez kąpiel w zimnej wodzie, itd. Twierdzić, jak dr. Werner itd. że nie hygiena i stosunki zdrowotne, ale szczepienie, jedynie szczepienie, chroni od ospy, jest to zadawać policzek nauce, doświadczeniu i prostemu rozsądkowi. A co do liczby wypadków choroby i śmierci na ospę, to kłaść wojsko na równi z całą ludnością cywilną, obejmującą dzieci i starców, biednych i słabowitych, a nie posiadającą takich, jakie w wojsku widzimy, środków hygienicznych, jest również nierozumnem, zwłaszcza, gdy się chełpliwie zaznacza lepszy stan zdrowotności u wojskowych niżeli u cywilnych. Nawet rówieśników (w 20 do 25 roku życia) zestawiać pod tym względem jednych obok drugich, nie we wszystkiem będzie rzeczą słuszną. Można śmiało zapewnić, że skoro tylko szczepienie zostanie skasowanem, stan zdrowotności we wojsku podniesie się o 50%.

Wreszcie, szczepienie ospy nawet przymusowe zaprowadzono 1815 w Kurhessji, 1818 ,w Nassau, 1821 w Hannowerze, 1826 w Saksonii również w Hamburgu, w Księstwach Rudolstadt, Reiss, Meklenburg, itd. — W całych Niemczech od dawna szczepiono krowianką lub limfą cielęcą, która jednak od ospy nie chroniła, bo owszem jej sprzyja, zatruwając krew, różne daleko gorsze od ospy sprowadza choroby zakaźne i chroniczne (przewłoczne), czego dowodem opisane szczegółowo w Impfgegnerze fakty i powszechna wielka epidemia ospy od r. 1869 do 1873, na którą zapadali i umierali pierwsi a przeważnie ci, co byli raz lub kilkakroć szczepionymi.

Nieszczęsna ustawa o przymusie szczepienia ospy, z 8 kw. 1874 r. w cesarstwie niemieckiem.
XVIII.

Z połączenia w związek państwowy wymienionych powyżej państewek niemieckich z królestwem pruskiem na czele powstało po wojnie francusko-niemieckiej 1871 r. cesarstwo niemieckie, którego cesarzem król pruski, naturalnie z pływem i przewagą pruską. Z tego historycznego faktu skorzystali przebiegli szczepiciele, aby nową ostrzejszą dla całego cesarstwa zaprowadzić ustawę państwową o przymusie szczepiania ospy, a tym sposobem utrwalić na przyszłość swój mocno zachwiany interes szczepniczy, przyczepić się do rządowego rydwanu, jego zasłaniać się powagą i jego nadużywać ramienia do złamania oporu wolnych obywateli po-siadających konstytucyjne prawa. W tym właśnie czasie grasowała w Europie i Ameryce straszna epidemia ospy i obróciła w niwecz całą teorję pp. szczepników, bo napadała i zabierała z tego świata samych prawie szczepionych i rewakcynowanych, którym szczepienie wedle obłudnej obietnicy tych panków właśnie miało dawać skuteczną ochronę od zarazy ospowej. Zdrowy rozum ludzki mówił: Precz ze szczepieniem! Ale tak nie stało się, niestety! Bo jak kot zrzucony z wysoka spada na równe nogi i czmycha tryumfująco, jak lis machając ogonem zaciera ślady po sobie, jak greccy sofiści umieli wmawiać w słuchaczy niestworzone rzeczy i przekonywać, że czarne jest białem i na odwrot; tak pp. szczepiciele wyćwiczeni w dyalektyce, po swej sromotnej porażce i odsłonięciu ich sztuki kuglarskiej stawili się z bezczelną śmiałością, zwalając winę nieszczęścia na rodziców i dzieci, jakoby zaniedbywano rzekomej ochrony szczepniczej i tworzono u nieszczepionych gniazdo zarazy; lubo w rzeczywistości przeciwnie bywało, gdyż epidemia ospy najprzód napadała szczepionych a od nich dopiero rozszerzała się na nieszczepionych; zamiast przeto przyznać się do moralnej klęski, złożyć broń z honorem, badać przyczynę faktów i wiedzę naukową posuwać wyżej, oni przewrócili rzecz na opak udając tryumfatorów, jakoby epidemia ospy nie oznaczała ich przegranej sprawy ale raczej wygraną; bo, mówili, dlatego przyszła do nas ta zaraza, iż mało jeszcze i niedostatecznie szczepiono; potrzebne więc są, twierdzili, nowe ustawy i przepisy obostrzające obowiązek szczepienia, potrzebna hojność rządowa publicznym groszem na dalsze w tym celu urządzenia, gdyż krowianka oddaje społeczeństwu niezmierne usługi chroniąc je od strasznej epidemii ospowej, i t. d.*) Odpowiada im na to Impfgegner: Co twierdzicie, nie jest prawdą, czego żądacie nie jest słusznem i zbawiennem; bo nie jest to loika mózgu, ale loika zwojów nerwowych na waszych jelitach, nie rozumowanie głowy ale ślepa kiszek pożądliwość.

W różny sofistyczny sposób wykręcali się i durzyli wszystkich, a Rząd niemiecki oszołomiony powodzeniem wojskowem i zajęty już to banicją Polaków już to walką (kulturkampfem) z Kościołem Św., z dopustu Bożego nie poznał się na ich sztuczkach zdradliwych, słuchał ich potulnie i spełniał ich żądania sprzeczne z dobrem narodu, sądząc naiwnie, że musi to być prawdą, co twierdzą tacy mężowie nauki! Łatwo też i chętnie zgodził się na wydanie nowej ustawy szczepniczej obejmującej całe cesarstwo niemieckie, bo to pochlebiało jego dumie, iż wobec świata zadokumentuje tym także faktem jedność państwową i nadarzy mu się nowa sposobność wtrącania swej powagi w stosunki społeczne. W tym celu robiono w Berlinie pierwsze kroki, porozumiewając się z rządami związkowemi i ze zwolennikami szczepienia; starano się też pośrednio dla swego pomysłu pozyskać parlamentarnych posłów. Jakoż weszły 1872 r. do parlamentu od 9 Towarzystw zabezpieczenia na życie dwie prośby o zaprowadzenie szczepienia przymusowego i jedna z Gdańska od Towarzystwa naukowego północnych Niemców z gotowym projektem ustawy szczepniczej; obok tego jednak wniesiono cztery petycje o zupełne zniesienie szczepienia ospy; te 7 petycyj uchwalono odstąpić kanclerzowi państwa jako materjał do przyszłej ustawy szczepniczej; następnie d. 23 kwietnia 1873 r. ponowiono żądanie, by kanclerz przyspieszył uregulowanie szczepniczej sprawy na całe państwo, co już było przesądzeniem kwestji a zgadzało się z życzeniem Rządu. Temu wezwaniu Rząd berliński chętnie uczynił zadość i dnia 5 lutego 1874 przedłożył  parlamentowi swój projekt do państwowej ustawy o szczepieniu ospy, do zbadania którego wysadzono komisję złożoną z lekarzy i mężów uczonych. Gdyby komisja (deputacja parlamentarna) powodowała się była miłością prawdy, uczciwością i troską o dobro powszechne, wystąpiłaby przed parlamentem jak należało z wnioskiem odrzucenia rządowego projektu i zaniechania zgubnej praktyki szczepienia. Albowiem była wielka masa dowodów na to, że operacja ta szkodzi tylko a nic nie pomaga; we wszystkich państewkach niemieckich, jak widzieliśmy wyżej, szczepnicy przez tyle lat smutne robili fiasko, a ostatnia epidemia ospo- wa jakby trąba archanielską głośno przestrzegała, że szczepienie ospy jest niedorzecznością szkodliwą. Sądy królewsko- Pruskie w Bambergu 1853, w Kolonii 1854 i t. d. tą sprawą się zajmowały, lekarze i uczeni w pismach swych wówczas i jeszcze dawniej, gorzką w tym względzie prawdę wypowiadali.

Dr. Nittinger na kongresie naukowym w Cherburgu 1860 r. i w Bordeaux 1861 r. złożył od siebie 10,000 franków notarjalnie u profesora Des Moulins w Bordeaux, a anglicy i holendrzy dodali z swej strony 40,000 fr. jako premium; dla takiego, coby szczepienie ospy oczyścił od zarzutu Nittingera, że ta operacja jest lekkomyślnem osłabieniem i zmniejszeniem rodu ludzkiego, i dowiódł naukowo, że zarzut szarlatanerji jest niesłusznym; również r. 1865 dr. med. Schaller w Stuhlweissenburgu na kongresie lekarskim ofiarował 1,000 dukatów temu, ktoby na podstawie wiedzy naukowej, doświadczenia i statystyki dokładnie wykazał, że szczepienie ospy chroni od naturalnej ospowej choroby; wszystkie te ogłoszone nagrody podjętemi nie zostały, bo żaden z lekarzy lub uczonych całego świata ze swym elaboratem nie zgłosił się po premium.

Dalej, dr. med. Albu ogłosił 1871 r. w berlińskiej gazecie lekarskiej, że z liczby 500 dzieci przed szczepieniem zdrowych po szczepieniu 86 zachorowało cokolwiek, zaś wszystkie inne tj. 414. ciężko, z których w ciągu roku 103 umarło, mianowicie 35 w krotce po tej operacji.

Dr. med. Eulenburg, tajny nadradca sanitarny a członek powyżej wspomnionej deputacji parlamentarnej, przedtem jako referent ministerstwa oświaty na zgomadzeniu lekarzy i przyrodników w Lipsku 1872 r. oświadczył, że przeciwnicy szczepienia ospy mają poniekąd słuszność, bo krowianka niekiedy przenosi na szczepionego zarazki niebezpiecznych chorób, jak weneryzmu, róży itd. iż o znacznej liczbie takich nieszczęśliwych wypadków ma wiadomość niewątpliwą, i jeden wypadek urzędowo skonstatowany opowiedział szczegołowo; wspomniał też o 13 majtkach szczepionych, z których dwaj umarli na różę; tak mówił p. nadradca sanitarny dr. Eulenburg 1872 na zgromadzeniu naukowem w Lipsku, co sobie dobrze zapamiętamy, bo to bardzo ważny szczegół. Prócz tego, wyczytujemy w jego publikacji z r. 1872 podobneż przyznanie szkodliwości szczepienia ospy.

Dobrze nam jest wiadomo, pisał p. nadradca, że prawdziwa ropiąca się róża przyłączyć się może do ukłuć szczepniczych; w Niemczech, szczególnie w królestwie pruskiem, również zauważano od czasu do czasu, tę komplikację (powikłanie) krowianki z różą... w r. 1840 w cyrkule Neustettin z 40 dzieci szczepionych zachorowało na różę 20 i na nię umarło 5… w obwodzie kwidzyńskim (Marienwerder) w początku lipca 1863 r. we wielu okolicach po szczepieniu pokazała się róża, która od ramion rozszerzyła się na plecy i poniżej, a w skutek niej umarła znaczna liczba dzieci., itd.

A więc, jeszcze raz uwaga: Zapamiętać nam, że p. dr. med. Eulenburg, wobec kolegów i Rządu niem. poważna osobistość, przyznał jasno i dobitnie tak ustnie jak pisemnie r. 1872 wielką szkodliwość szczepienia ospy! Trzymać go za słowo! bo oto po 2 latach, tj. 1874 r. zostaje członkiem deputacji parlamentarnej do zbadania projektu rządowego do ustawy o szczepieniu przymusowem; jak on teraz się postawi? czy wyrzecze choćby słówko w obec parlamentu o szkodliwości tej nieszczęsnej operacji? wymagają bowiem tego od niego nauka, sumienie, uczciwość i stałość charakteru (verbum nobile)! Inni członkowie deputacji również są mężami nauki, jako lekarze i prawnicy; nie może im zatem być tajno, że szczepienie szkodzi a nie pomaga, bo nie przyszli z Chin, byli świadkami grasującej przed paru laty epidemii ospowej, jak nie miała żadnego względu na operację szczepniczą, napadając szczepionych nawet w większej liczbie i gwałtowniej niżeli nieszczepionych, a naukowy spór w tej kwestji  nie mógł pozostać dla nich tajemnicą, jako dla uczonych i takich, co byli powołani do gruntownego badania tej rzeczej i dania swej opinii przed parlamentem. Jakże się tedy wywiązali ze swego tak ważnego zadania? Zdumiejcie się niebiosa i ziemio, nad niesłychaną przewrotnością, czy lekkomyślnością i nieuctwem tych panów deputatów! Bo, oto! wystąpili oni d. 18 lutego 1874 r. przed parlamentem z propozycją uchwalenia ustawy o przymusowem szczepieniu ospy, z następujących rzekomych powodów:

1° Od czasu zaprowadzenia szczepienia zmniejszyła się liczba umierających na ospę.
2° Szczepienie daje na pewien czas ochronę od ospy.
3° Powtórne szczepienie gładzi wracającą wrażliwość usposabiającą do ospy, znów na dłuższy czas, i daje coraz większą ochronę przed tą chorobą.
4° Nie mamy dotąd żadnego niezbitego faktu o szkodliwym wpływie szczepienia ospy na zdrowie ludzkie.
5° Przeto dla dobra powszechnego należy szczepienie pierwsze i następne, wakcynację i rewakcynację, na wszelki sposób ile możności utrzymywać i wykonywać gorliwie.

Reprezentant Rady związkowej oświadczył, że ta opinia deputacji opiera się na obszernym materjale statystycznym; nie przedłożono go jednak, lubo to z natury rzeczy dla dowodu prawdy uczynić należało; uznano za lepsze, żądać ślepej wiary, że istnieje taki materjał, aniżeli wydać go, bo natenczas okazałby się tak lichym i niedostatecznym, iż cała deputacja i polegający na jej orzeczeniu urzędnicy państwowi okryliby się hańbą sromotną, zauważa dr. Förster.

Za podstawę do powyższej opinii użyła deputacja sprawozdania, jakie w Anglii swemu rządowi złożyli Hail i Simon w r. 1854, oraz raportu ministerjalnego niem. z r. 1872; atoli sprawozdanie Haila i Simona potępionem zostało przez lekarzy zgromadzonych w Eisenach d. 8. lutego r. 1872 jako błędne i fałszywe, o czem deputacja wiedzieć była powinna, gdyż to był fakt najnowszy i swojski, skoro wiedziała o daleko dawniejszym i zagranicznym; i znów do ministerjalnego pisma z 1872 r. mają ci panowie serdeczny pociąg, by się na niem oprzeć w obronie szczepienia, lecz i ten ministerjalny dokument nie miał żadnej, wartości naukowej, jak się później (1879 i 1884 r.) pokazało. A tak niestety! ci uczeni mężowie posiadający zaufanie parlamentu i rządu, powagę, szacunek i wysokie urzędowe posady, nie wiedzą tego, co wiedzieć powinni jako nie pozbawieni zmysłów zdrowych, lub udają jakoby nie wiedzieli, i milczeniem pokrywają to, o czem sami niedawno temu publicznie mówili i pisali, a powołują się na materjał z bojaźnią głęboko schowany, i na dokumenta przez naukę odrzucone i potępione.

Jak pewna matka zaślepiona w swoim synku wychwalała go przy każdej sposobności: Ach! jaki mój Staś dobry, jaki mądry! czemby on kiedyś mógł zostać gdybyśmy mieli pieniądze na jego edukację! a gdy się wykryły jego brzydkie sprawki, uniewinniała go z całych sił, sumitując się, że on temu nic nie winien, że zawinili jego koledzy, itd. (w krakowskiej policji mówiono, że ta matka gorsza od swego syna, bo sama go psuje, pieści się z nim i na wszystko mu pozwala..); podobnież i ci panowie zawróciwszy sobie głowę szczepieniem łudzą siebie i drugich, nie widząc w tej operacji nic złego i wmawiając w siebie i w drugich urojone o niej mrzonki, przymioty najpiękniejsze:

Nic, ale to zgoła nic na świecie, nawet hygienia i najpomyślniejsze stosunki sanitarne, nie chroni od strasznej choroby ospowej; jedynie tylko szczepienie daje tę przedziwną siłę ochronną! woła jeden z ich uczonych literatów, piastujący wysoki urząd w ministerstwie niemieckiem jako członek państwowego Urzędu sanitarnego.

Takiem uprzedzeniem (idea fixa) opanowana deputacja parlamentarna ośmieliła się wystąpić wobec posłów i rządu z owemi 4-ma punktami teoretycznemi, i na nich postawić 5-ty jako praktyczny wniosek, na zgubę narodu i hańbę wiedzy naukowej. Opinia tych mężów uczonych i poważnych, pisze dr. Forster, streszczona w owych 5-ciu punktach miała przeważne, rozstrzygające znaczenie przy uchwaleniu szczepniczej ustawy, bo zawiera w sobie wszystkie lekarsko naukowe i prawne powody, któremi i później, dotąd nawet, zasłaniają się szczepiciele i ich adwokaci, lubo już ze skromnością i ostrożnością przez doświadczenie wskazaną, aby szczepieniu nie dać upaść. Pierwsze trzy punkty o szczepniczej sile ochronnej zawierają śmiałe twierdzenia, które należało statystycznie udowodnić; ależ takiej statystyki na on czas jeszcze nie było a przeciwnicy szczepienia od dawna już wprost czego innego dowiedli, tj. że szczepienie od ospy nie chroni ale ją raczej szerzy a w czasie epidemii szczepionych napada i zabiera jak swoich, czy oni raz czy więcej razy byli szczepionymi; punkt zaś czwarty o nieszkodliwości szczepienia jest oczywistą nieprawdą, i trudno nam znaleść wyraz na oznaczenie tego postępku deputacji pruskiej równie jak urzędników z nią w zmowie będących, którzy mówiąc łagodnie, w błąd wprowadzili tak rząd jak parlament, nie śmiemy mówić, że świadomie i umyślnie, ale tylko z niewiadomości, i nieuctwa naukowego.

Wiedeński lekarz dr. med. Lorinzer jeden z najpierwszych znawców sprawy szczepniczej, wyraził swoje zdumienie, jak mogła uczona deputacja lekarska odważyć się na taką mowę i postawić twierdzenia, które po części były nieuzasadnione a po części policzkujące oczywistą prawdę! Rozważmy to sami w krótkości.

1° Od czasu zaprowadzenia szczepienia zmniejszyła się liczba umierających na ospę.

Odpowiedź: Twierdzenie to jest podstępne, jakoby szczepieniu przypisać należało zmniejszenie się liczby umierających na ospę, co jest nierozumem, bo co siejesz, to zbierać będziesz; ze szczepieniem pogorszyła się choroba ospowa, co przyznał nawet dr. Kusmaul. Fakt historyczny taki: Gdy epidemia ospy była na odchodnem, zaprowadzono szczepienie i powiadano chełpliwie: szczepienie to sprawiło, że ospa odeszła! Lecz po niejakim czasie wróciła się i zawitała najprzód u szczepionych i z większą siłą ich ogarnęła; tak np. żona dra. Kalta dała się mężowi szczepić co 2 lata; r. 1866 w Kolonii pierwsza zapadła na czarną ospę i za parę dni umarła, choć była 16 razy szczepioną; od niej rozeszła się po mieście epidemia-

2° Szczepienie daje na pewien czas ochronę od ospy.

Bajka, i nierozum! Uzasadnijcie to Wasze twierdzenie naukowo, a dostaniecie premium przez dra Nittingera i dra Schallera ogłoszone. Z początku zapewniano ludzi, że krowianka chroni od ospy na całe życie, potem organiczono tę ochronę na 10, na 8, na 5 lat, nawet na 1 rok.. Wy ograniczacie ją do pewnego czasu, co jest wykrętem szalbierczym a nie zasadą naukową; doświadczenie zaś uczy, że szczepieni mogą dostać ospę naturalną wnet po szczepieniu, czego są liczne przykłady (pułkownik Spohr etc. świadczy o tem).

3° Powtórne szczepienie gładzi wracającą wrażliwość usposabiającą do ospy znów na dłuższy czas i daje coraz większą ochronę przed tą chorobą.

Obietnica szalenica, a głupiemu radość, jak żonie dra Kalta, o której była mowa. Jeżeli pierwsze szczepienie bynajmniej od ospy nie chroni, to i drugie, dziesiąte i setne tej ochrony nie da lecz bardziej jeszcze do tej i innych chorób usposobi, bo szczepionego przepełni zarazkami chorobotwórczemi; to przecież jasne i pewne!

4° Nie mamy, powiada deputacja, żadnego dotąd niezbitego i pewnego faktu orzekającego o szkodliwym wpływie szczepienia ospy na zdrowie ludzkie.

A toby znaczyło, że wedle twierdzenia deputacji szczepienie jest niewinniątkiem, bo nie zaszedł rzekomo żaden jeszcze wypadek nieomylnie świadczący o szkodliwości szczepienia, nikt ze szczepionych nie poniósł szwanku na swem zdrowiu, nikt nie zachorował po tej operacji!? Z takiem fałszywem twierdzeniem w izbie poselskiej wyjechać mogła albo gruba niewiadomość niegodna mężów uczonych, albo też bezczelna karygodna przewrotność i oszukańcza szarlatanerya! Oto! dr. Eulenburg członek tej deputacji niedawno temu w Lipsku publicznie przyznał, że przeciwnicy szczepienia mają po swej stronie słuszność, gdy szczepieniu przypisują szkodliwe dla zdrowia i życia następstwa, i przytoczył 2 wypadki śmiertelne na różę, 1 wypadek zarażenia syfilizmem, po szczepieniu; a w dziełku swojem ogłosił przed 2 laty, że w Prusiech przeszło 40 osób zaraziło się różą w skutek szczepienia i znaczna liczba z nich tę operację śmiercią przypłaciła; a przeto dr. Eulenburg kładąc swój podpis pod powyższem fałszywem sprawozdaniem o nieszkodliwości szczepienia, temsamem podpisał sobie wyrok potępienia; na takież potępienie zasłużyli sobie również wszyscy inni członkowie deputacji, którzy podpisem swym wzięli odpowiedzialność na siebie za wprowadzenie w wielki błąd tak rządu jak i parlamentu. Jak mogli ci panowie odważyć się na takie oczywiście fałszywe twierdzenie?! (zdumiewa się wiedeński lekarz dr. Lorinzer). Szczepienie zawsze, mniej lub więcej, złe skutki sprowadzało za sobą. Sam Jenner w Londynie był w gorących opałach, gdy syn pewnej rodziny szlacheckiej (Grower) w skutek jego własnoręcznego szczepienia zachorował ciężko; tenże Jenner długie czasy wzbraniał się szczepić swoje dzieci, gdy jednego z swych synów utracił właśnie z powodu tej operacji. Zwolennicy szczepienia przyznawają sami, że materja szczepnicza jest trucizną, bo jest jadem trupim, ropą rozkładającą się i gnijącą, a jako taka musi być z natury swojej szkodliwą, powodującą zakażenie krwi mniejsze lub większe, o ile głębiej nacięcie skóry zrobione, o ile szczepionka wżera się w ciało, dostaje się do żył limfatycznych i krwionośnych, o ile jej nie zasklepi lub na wierzch skóry w postaci krosteczki nie wyrzuci siła organizmu, oraz, o ile taż trująca szczepionka w wodzie lub glicerynie jest rozpuszczoną i mniej jadowitą. Bez wątpienia szczepienie każdą razą szkodzi, choćby i znaków widocznych tego nie było, bo i mała trucizna jest z przyrody swej szkodliwą, świadczy o tem płacz dzieci niewinnych, ich oczy zamglone, cera twarzy zmieniona, posmutnienie, brak apetytu i choroby różne nawet śmiertelne lub charłactwo długotrwałe. Duże tomy dałyby się spisać o tej niegodziwości okrutnej, i w niniejszej rozprawie nie mało się o tej biedzie natrąca. Dość przypatrzeć się dziecku szczepionemu a litość obudzi się w sercu i oburzenie na sprawcę nieszczęścia.

5° Przeto, mówi deputacja, dla powszechnego dobra należy szczepienie ospy pierwsze i następne na wszelki sposób ile możności utrzymać i prowadzić gorliwie.

Z fałszywych czterech twierdzeń wynikło piąte zdradliwe, podstępne i obłudno twierdzenie czyli doradzanie, aby dla dobra ogółu rzekomo niewinną a pożyteczną operację lekarską energicznie przeprowadzać w całem państwie. Za podszeptem złego ducha przedstawiono rzecz w fałszywem świetle i brzemię nieszczęść spadło na naród spożywający owoce odniesionego nad Francją zwycięztwa. Bo na tym świecie dziwnie się plecie; robak się lęgnie i w bujnym kwiecie! Wojsko niemieckie za powrotem z pola chwały święci tryumfy, a w stolicy państwa kręcą bicz swoi na swoich, niemieccy szczepiciele na swoich rodaków obywateli wolnych, by zatruwać krew młodego pokolenia i grób kopać ojczyznie, a to przy pomocy swojego Rządu i liberalnych posłów rodaków, którzy się tym lekarzom otumanić dali! — Parlament więc berliński otrzymawszy wspomnione błędne i tendencyjne sprawozdanie deputacji, debatuje nad tem, czy przyjąć i uchwalić projekt rządowy do ustawy o przymusowem szczepieniu ospy? czy go też zmienić lub odrzucić? Znaczny wpływ na posłów wywierały 2 petycje (19-tu) towarzystw assekuracji na życie, które w skutek epidemii ospy wielką poniosły stratę a zbałamucone przez swych oficjalistów lekarskioh uroiły sobie, że szczepienie daje zdrowie i długie życie, przeto prosiły o  zaprowadzenie przymusowego szczepienia; z tej sposobności korzystali dwaj posłowie lekarze, dr. Lówe i dr. Zinn wmawiając w słucharzy, że szczepienie pierwsze i drugie jest dla dobra ludu potrzebne. Nie małą też pobudką do uchwalenia ustawy był fałszywy liberalizm, pod którego znakiem stali wówczas Niemcy nie baczący na to, że kosztem wolności sumienia ludowi rzekomego dobrodziejstwa przemocą narzucać nie godzi się. Z tym fałczywem liberalizmem łączyło się błędne mniemanie, że Jennerowski wynalazek jest tryufem wiedzy naukowej (!) i stanowi epokę w historji wielkich czynów (!); a kto wątpił o tem, uważano go za wstecznika, zacofańca, obskuranta, wroga postępu i cywilizacji, i jak tam jeszcze opiewały bezmyślne frazesy. Do tego przybywa okoliczność, że wrogami szczepienia byli prawie tylko t. z. ultramontanie, w parlamencie centrum katolickie, a poczęści też reprezentacya robotników; obiepartje nie miały miru i poważania u liberałów, pierwszych uważano jako partję ciemnoty i wsteczności, z drugą nie rachowano się z powodu małej liczby członków i żartem ją zbywano.

Ztąd poszło, iż projekt ustawy szczepniczej zdawał się być dziełem liberalnem, i że liberalne partje nie troszczyły się bynamniej o żaden dowód prawdy, nie pytały się wcale, czy projektowana ustawa jest konieczną, stosowną i słuszną? traktowały sprawę z lek- kiem sercem i głosowały na końcu za nią z humorem i fantazją. Przemawiali przeciwko projektowi: przywódzca katolików dr. Windhorst, Mallincrodt, obaj Reichenspergerowieitd. i socyaliści np. Reitner.

Powtarzam jeszcze, przestrzegał dr. Windhorst, z całą siłą i na serio, pytając się: czy wobec wielkiej niechęci ludu ku szczepieniu, wobec sporu i niezgody w tym względzie wśród samych lekarzy i podzielonych opinij w tej wysokiej Izbie, czy, mówię, wobec takich okoliczności godzi się uchwalać przymus do tej operacji? Nabyłem ja tego przekonania, że nie tylko szereg lekarzy aleopatów, ale wielu innych lekarzy, mianowicie homeopaci, stanowczo są przeciwko szczepieniu. I uważam to za pewną torturę sumienia wśród takich okoliczności, gdy tak zacięty i wielki spór się wiedzie o tę sprawę, chcieć zmuszać każdego, by dał siebie lub swe dzieci szczepić na przekór porady i przestrogi zaufanego przyjaciela lub lekarza albo na przekór własnego przekonania, że to rzecz szkodliwa!

Energiczne i dosadne przemówienia posłów katolickich miały ten skutek, że wyraz przymus z ustawy wyrzucono, i jeden z autorów ustawy. Dr. Lówe chcąc ułagodzić umysły i pozyskać głosy, wyraźnie oświadczył, że nie zamierza się już jakiego bądź wprowadzać przymusu, i ówczesny prezydent związkowego urzędu kanclerstwa, Dr. Delbriick, zauważył, że wniosek dra Lówe, aby ustawy nienazywać: ustawą o przymusowem szczepieniu, ale po prostu nazwać ją: Ustawa o szczepieniu ospy, jest pożądany i przyjąć go należy z wdzięcznością. Również paragraf projektu ustawy, nakazujący w czasie epidemii szczepić wszystkich, tak dzieci jak dorosłych, w razie oporu przymusowo, uległ zmianie przez przyjęty wniosek, że pod tym względzem pozostają nietkniętemi rozporządzenia państw i krajów poszczególnych, tj. że tylko tam przymus taki mą być utrzymanym, gdzie już wprowadzonym został.

Przy debacie, czy szczepienie szkodzi lub nie?, poseł Miquel późniejszy minister finansów. Reichensperger i inni, wyraźnie zastrzegli, że gdyby się okazało szkodliwem choćby dla jednego tylko dziecka, nie należy go narzucać nikomu. To zastrzeżenie jednak do ustawy nie weszło, gdyż nie było sformułowanem i uchwalonem jako wniosek osobny. Dnia 14. marca 1874 r. w później godzinie ustawa o szczepieniu ospy na prędce i niejasno sformułowana uchwaloną została małą większością (13) głosów; a za poradą kanclerza księcia Bismarka sankcyonował ją cesarz Wilhelm II. dnia 8. kwietnia 1874 na nieszczęście nie tylko swojego państwa ale także tych, co dały się skusić i przyjęły to niemieckie licho do siebie w błędnem mniemaniu, że w państwie, którego wojska okryły się sławą tylu bitew zwycięzkich, muszą też zarządzenia administracyjne być wzorowe, mądre i pożyteczne; więc rządy Austrji, Włoch, Francji, Serbiii, Japonii, i t. d. zapatrzyły się na rząd cesarstwa niemieckiego i wprowadziły lub obostrzyły u siebie urządzenie szczepnicze na podobieństwo ustawy niemieckiej z 1874 r. Lecz nie wszystko złoto, co się świeci! a wielcy ludzie popełniają niekiedy wielkie błędy, brzemienne długotrwałem dla ogółu nieszczęściem.

Uczeni niemieccy zwalczają ustawę szczepniczą z d. 8. kw. 1874 r.

Ustawę o szczepieniu ospy pośpiesznie i niejasno wystylizowaną przeprowadza rząd niemiecki z bezwzględną surowością, a sądy rzadko które tłumaczą sobie ją po ludzku i wedle jej ducha; większa ich część wychodzi poza intencję prawodawców i opornych zbyt wielką okłada karą grzywny lub więzienia; posunięto się nawet tu i owdzie do policyjnej przemocy i brutalnego gwałtu, niejednego wajątkowo zrujnowano, wielom domowy spokój i familijne szczęście zakłócono, nabawiając rodziny trosk, smutku i boleści serca, wtrącając zdrowe dzieci w stan chorobliwy krócej lub dłużej trwający a niekiedy sprowadzający przewlekłe charłactwo lub śmierć przedwczesną.

Rozgoryczenie obejmuje wszystkie klasy społeczeństwa, i patryoci niemieccy ubolewają mocno nad tem, że ich wielki sławny kanclerz Bismarck swą potężną rękę przyłożył do tak nieszczęsnego i haniebnego dzieła. Agitacja przeciwko szczepieniu wzmaga się i rośnie z każdym rokiem; parlament otrzymuje tysiące petycyj o zniesienie lub zmianę znienawidzionej ustawy, ministrowie, cesarz i cesarzowa odbierają listy, prośby i przedstawienia lojalne o zgubnych następstwach ze szczepienia; nic to nie pomaga i szczepi się dalej energicznie; choćbyś trąbą archanielską żałośnie się odezwał, pisze prof. dr. Forster, nie usłyszą cię, bo słyszeć i zmiłować się nad tobą nie chcą, będąc zawikłani w tę sprawę jako współwinowajcy: lekarze, rząd i parlament; pycha jednym, brudny egoizm drugim, nie pozwala przyznać się do błędu i porzucić go. Zawrzała walka na piorą i słowa: uczeni publikują swe płody literackie dowodzące nicości naukowej i szkodliwości szczepienia ospy; pisma ulotne, broszurki dzieła gruntowe i obszerne, rozchodzą się po całem państwie cesarstwa, aby oświecać naród i werbować ochotników do duchowego boju piórem i językiem za prawdę, konstytucyjną wolność i dobro powszechne; w tym także celu urządzają się ludowe zgromadzenia, na których bezinteresowni szlachetni mówcy wyjaśniają ludowi sporną kwestyę i pouczają go, jak ma postąpić sobie, by uniknąć tej nieszczęsnej operacji dziecka swego, lub odwlec ją na dłuższy czas, i jak zmniejszyć jej skutki szkodliwe.

Założone w Dreźnie 1882 r. wyśmienite pismo miesięczne-przeciwko szczepieniu — Der Impfgegner — wychodzi nieprzerwanie dotąd w tysiącach exemplarzy podając czytelnikom gruntowne rozprawy naukowe nietylko przeciw szczepieniu ospy ale i przeciw innym podobnie zgubnym wymysłom lekarskim, jako to szczepieniu wścieklizny, tuberkuliny, surowicy dyfterycznej, anticholerycznej i t. d. przeciw wiwisekcji tj. torturze zwierząt dla rzekomych badań naukowych, i wszelkim nadużyciom lekarzy aleopatów; szerząc natomiast pożyteczne wiadomości o hygienie zdrowia i nowym sposobie leczenia wedle praw przyrody, i t. d. W r. 1796 d. 14 maja przypadała 100-letnia rocznica smutnej pamięci Jennerowskiego wynalazku; do jej obchodu sposobili się naturalnie zwolennicy szczepienia ospy, wydali parę broszurek zachwalających nieszczęsny wynalazek jako jeden z cudów świata, zapowiedzieli wystawę narzędzi operacji szczepniczej i projektowali postawienie Jennerowi pomnika w jednem z większych miast niemieckich kosztem narodu; przeciwnicy broszury te należycie skrytykowali zapowiadając nawzajem urządzić wystawę fotografij dzieci po szczepieniu chorujących, a co do pomnika, to Jenner nie ma go we własnej ojczyźnie, przeciwnie lud angielski przeklina go jako mordercę dzieci i złorzeczy jego pamięci, czego dowodem wielka demonstracja przeciwko niemu r. 1885 urządzona w mieście Leicester (str.48).

Wcale skromnie, prawie smutnie odbyła się ta uroczystość i to w niektórych tylko miastach: w Berlinie miała się odprawić w wojskowym zakładzie kadetów, ale musiano nagle poszukać na ten cel innego lokalu, bo w tym instytucie właśnie tegoż dnia jakby na złość i szyderstwo wybuchła ospa u wojskowych osób, które były parękroć szczepionemi. Do jednego z takich niby uroczystych zebrań wysłali przeciwnicy agenta ze swojemi publikacyami przeciwko szczepieniu i jego wynalazcy, aby je rozdał uczestnikom; lekarze późno się na tym figlu spostrzegli i z gniewem agenta za drzwi wypchnęli, gdy już spełnił swe zadanie. Rząd też chciał się przyczynić do uświetnienia uroczystej pamiątki; posypały się więc pochwalne dekreta i ordery dla pp. szczepników, i wezwania kierowników szkół, aby pouczali młodzież sobie powierzoną o znaczeniu uroczystości i dobrodziejstwach szczepienia ospy.Przeciwnicy natomiast wydali na ten dzień pisma swoje z czarną obwódką na znak narodowej żałoby i umieścili w nich poważne uczone rozprawy przedstawiające operację szczepniczą w świetle prawdy i nauki, jak zwolennicy szczepienia zmieniali swą metodę, jak we wielu punktach musieli ustępować przeciwnikom i przyznawać im słuszność, jak teorja Jennera jest niedorzeczną a praktyka szkodliwą, itd.

W roku 1889 dnia 23 i 24 września odbył się w Berlinie zwołany przez przeciwników szczepienia kongres światowy, w którym udział wzięli przeciwnicy szczepienia z Europy, Anglii i Ameryki, osobiście lub przez nadesłane rozprawy, odczytane na kongresie po niemiecku z francuzkiego i angielskiego textu; delegatów zebrało się 241, między nimi 38 lekarzy; gości było około 1,000.

Dr. prof. Paweł Forster przywitał obecnych prosząc, aby pomimo różnicy wyznania lub interesów narodowych wszyscy w zgodzie i jedności zdążali do wspólnego celu broniąc prawdziwej nauki, wolności, słusznego prawa i dobra powszechnego. Dr. Józef Schlesinger poseł do austr. rady państwa przybyły z Wiednia, mówił między innemi:

My austryjacy nie jesteśmy w tak smutnem położeniu, jak obywatele cesarstwa niemieckiego, gdyż u nas niema przymusu do szczepienia ospy. Jednakże fanatyczni zwolennicy szczepienia robią starania o wprowadzenie i u nas takiego przymusu, a w lud ciemny wmawiają, jakoby przymusowe szczepienie u nas było prawomocne. Przy zapisie dzieci szkolnych pyta się nauczyciel rodziców, czy dziecko szczepione? czy mają świadectwo dokonanego szczepienia? Więc wielu z nich myśli, że takie świadectwo koniecznie musi być nauczycielowi przedłożonem! Dla sprostowania tak mylnego mniemania umieściłem w gazetach kilka rozpraw, pouczając lud, że szczepienie nie obowięzuje pod przymusem i karą, lecz jest dobrowolnem. Z różnych stron otrzymałem listy, w których ludzie się żalą, że po szczepieniu dzieci chorują, nawet śmiertelnie. Jeżeli druga strona sądzi, że szczepienie jest nieszkodliwe, to niechby tutaj zabrała głos i udowodniła to; ale myślę, że tej sztuki dokazać nie potrafi. Niechby jednak przemawiano za i przeciw, iżby się kwestja wyjaśniła. Oby ten kongres uwieńczył się skutkami pomyślnemi dla dobra wszystkich narodów! itd.

Prof. dr. Adolf Vogt z Berna:

Gdym był w delegacji do ministerstwa francuzkiego, aby mu zrobić przedstawienia w naszej sprawie, wskazano mi drogę do ministra spraw wewnętrznych, który nam oświadczył, że w tej kwestji nie może się zoryentować, ani wyrokować o niej! U nas w Szwajcarji poszło inaczej ze szczepieniem; większa część kantonów odrzuciła lub skasowała u siebie przymus szczepniczy i jest nadzieja, że reszta ludności niebawem zupełnie się go pozbędzie; gdy przeciwnie wielkie państwo niemieckie podtrzymuje go niestety! Że zaś taki kongres tutaj się zebrał, możemy się pocieszać, bo wielom oczy się otworzą na poznanie prawdy. (Odczytanie listów i depesz z życzeniami).

Poczem prof. Förster odczytał obszerną rozprawę naukową p. jenerała Phelps z Londynu o szczepieniu ospy w Anglii, dalej ciekawe wiadomości o szczepieniu, jakie William Tebb w swej 20-letniej wędrówce po różnych krajach zebrał i opisał; wreszcie referaty potępiające operację szczepienia nadesłane od lekarzy amerykańskich i francuzkich; poczem przemawiali Dr. Jezek z Pragi i Dr. Vogt z Berna wykazując, jak szczepiciele jedni się mylą, drudzy z umysłu kłamią, rząd i szeroką publiczność zwodzą. O szkodliwości szczepienia rozprawiał Dr. Bilfinger, a o sposobie łatwego leczenia ospy Dr. Kahnt i pułkownik Spohr; adwokat Dr. Volkmar zaś dowodził ze stanowiska praw boskich i ludzkich, jak niesłusznym jest przymus do szczepienia, owszem samo szczepienie choćby dobrowolne, sprzeciwia się zakonowi Bożemu i ludzkim ustawom. Na końcu przemawiał Dr. Förster, wykazując, że

szczepienie sprzeciwia się zdrowemu rozumowi i wiedzy naukokowej, dobrym obyczajom i ludzkiej godności, a przymuszanie do niego jest największą na świecie niegodziwością. Takie bezprawie cierpianem być nie powinno, i będziemy je zwalczać z całych sił, a dobra nasza sprawa odniesie zwycięstwo. Daj to, panie Boże, jak najprędzej! Kongres uchwalił między innemi, że szczepienie ospy jako niedorzeczność naukowa i zbrodnia publiczna powinno być natychmiast skasowanem; lud trzeba pouczać o hygienie i leczeniu wedle praw przyrody, aby wiedział, jak ma starać się o swoje zdrowie a w razie choroby sam umiał się ratować skutecznie; przy wyborach zaś, — kwestji szczepniczej, dopóki jej rząd nie załatwi należycie, nie spuszczać z oka; cały naród niech się weźmie energicznie do usunięcia złego, które nas trapi tak długo itd.

Po kongresie spór dalej się prowadzi, a przeciwnicy szczepienia we wielu punktach odnieśli świetne zwycięztwo, wywalczyli nie jedno ustępstwo i zwolnienie choć niewielkie z rygoru. Zawsze to jednak uderza i boleścią przejmuje, że spór ten tak długo się przewleka, gdy przy dobrej woli drugiej strony, gdyby ją miała, powinien był już dawno być zakończonym, jak tego wymaga rozum i sumienie.

Charakter stron walczących o ustawę z 8 kwietnia 1874.

Znamiennym i wielce pouczającym jest ten spór, jaki w sprawie szczepniczej od dawna prowadzą uczeni niemieccy. Z jednej strony ślepy upór dla osobistego interesu obstaje za szczepieniem, choć się to sprzeciwia nauce i doświadczeniu, zdobywa się on na różne uczone frazesy i wybiegi, posuwa się nawet do krętactw i fałszerstw, aby na swojem postawić, aby wmówić w rząd i publiczność, że ospa jest największą plagą ludzkości, na którą niema innego środka ratunku, jak tylko szczepienie! Jest to wynalazek, mówią, najpożyteczniejszy, zdobycz naukowa, którą się cieszą wszystkie cywilizowane narody; jak tylko szczepienie zaprowadzono, natychmiast rzekomo znikła ospa; gdyby na nieszczęście zaniechano szczepienia, straszą ogół, powróciłaby do nas okropna epidemia!(?) Wszystko to nieprawda. Ale zamykają sobie oczy i uszy, aby niewidzieć, nie słyszeć, coby ich twierdzeniom mogło przeczyć; prowadzą politykę strusią. Moralnie i naukowo dawno są już pokonani, ale fizycznie utrzymują się jeszcze mocą ramienia rządowego, bo umieli przeciągnąć na swą stronę rząd, policję, sądy.Po drugiej stronie ujawnia się szlachetna bezinteresowność i poświęcenie się dla prawdy, nauki i dobra powszechnego; niema tu władzy i siły fizycznej, ale jest siła ducha, miłość bliźniego i wytrwałość w walce o najwyższe dobra: zdrowie, wolność i sumienie.

Zwolennicy szczepienia ospy w Niemczech.

W szczególności. Jacyż to są mężowie nauki, na których powadze opiera się i utrzymuje zabobon szczepienia ospy?

1) O członkach deputacji, która zachwalając szczepienie parlament w błąd wprowadziła, czy to z umysłu i przewrotności, czy też z nieświadomości i nieuctwa, była wzmianka powyżej; mianowicie nadradca sanitarny Dr. med. Eulenburg, mówił i pisał o szkodliwości szczepienie 1872 r. przed parlamentem zaś 1874 r. świecił swojem podpisem pod opinią przeciwną, czem zadekretował swoje potępienie.

2) Największą powagą wobec rządu niemieckiego jest tajny radca dr. med. prof. Robert Koch; ten na posiedzeniu komisji szczep. 1884 r. mówił:

Dla mnie są statystyczne dowody na rzeczywistą ochronę szczepniczą mniej miarodajnemi od mojego osobistego doświadczenia; długie lata byłem lekarzem praktykującym, tysiące ludzi szczepiłem i widziałem prócz tego mnóstwo chorujących na ospę, i przyszedłem do przekonania, że szczepienie od ospy chroni.

Jakaż tedy ta ochrona? pytamy się.

Nie można w ogóle oznaczyć, odpowiada, jak długo trwa ochrona szczepnicza, bo nie jest bezwzględną lecz indywidualną (osobistą); są bowiem ludzie, którzy za jednem szczepieniem całe życie nie mają ospy (równie jak nieszczepieni – WP.); ale są też i tacy, u których w krótkim stosunkowo czasie, o ile sięga moje osobiste doświadczenie i gdy cudze doniesienia biorę w rachubę, to już z 10 rokiem po szczepieniu blisko połowa lub większa część tę ochronę utraca.

Toby znaczyło: (wedle dr. Kocha) jeżeli szczepiony przypadkiem nie zachoruje na ospę, to taki szczęśliwy wypadek zawdzięczać należy szczepieniu, a jeżeli zachoruje, to szczepienie temu nie winne, bo był źle szczepionym lub ochrona szczepnicza sprzykrzyła sobie i uciekła? Inną razą twierdził:

Choćbyśmy całe ciało pokrajali lancetem szczepniczym, to byśmy jednak pewności o tej ochronie na całe życie nie mieli, bo ona zawsze jest względną; my też lekarze nie poprzestajemy na jednej rewakcynacji, ale się szczepimy częściej (kto to widział? – WP.), bośmy więcej od innych ludzi wystawieni na niebezpieczeństwo zarażenia się, a wiemy, że jedna rewakcynacja nie chroni dostatecznie lub tylko do pewnego czasu.

Nie pleć głupstwa, szanowny panie tajny radco! i przypomnij sobie, coś twierdził o szczepieniu przez francuzkiego lekarza Pasteura wymyślonem na rzekomą ochronę bydła od zapalenia śledziony:

Jeżeli tak szczepione bydlęta wszystkie pozostają zdrowemi, a tylko nieszczepione zapadają na tę chorobę, to taki wypadek jeszcze niczego nie dowodzi; ale gdyby choć jedno bydlę szczepione zachorowało, natenczas mamy niezbity dowód, że szczepienie nic nie warte!

A więc także i szczepienie ospy, logicznie sądząc z powyższego twierdzenia, jeżeliby tylko jeden szczepiony na ospę zachorował, to szczepienie byłoby nic nie warte, a skoro nie jeden, ale tysiące i miliony szczepionych rzeczywiście zachorowało na ospę, to bez wątpienia, i tem bardziej, szczepienie ospy złamanego szeląga nie warte! Ale dr. Rob. Koch utrzymuje przeciwnie, tj. że coś warte, dając względną ochronę; bo tu idzie o zysk kolegów lekarzy, a tam o dochód weterynarzy, tu o renomę swoich rodaków, tam o sławę francuza, więc logika, sąd, zdanie, musi się naginać u dr. Kocha wedle potrzeby.

Gdy 1880 r. skasowano szczepienie owiec jako szkodliwe i niepożyteczne, należało i szczepienie ludzi skasować; lecz dr. Koch powiada:

Nie! albowiem ospa owcza zupełnie inną jest chorobą niżeli ospa ludzka, i szczepienie ospy owczej na ludziach nie udaje się! (wykręt i bajka).

Temu jego twierdzeniu przeczą powagi lekarskie: Dr. Virchow pisze:

Nauka leczenia nie zna granicy między chorobą ludzi a zwierząt;

dr. Dammann uznaje chorobę ospy u owiec za taką samą jaka bywa u ludzi; dr. Sacco we Włoszech szczepił ospę ludzką na owcach i odwrotnie ospę owczą na ludziach, a zawsze udawało mu się to doskonale.

Dr. Koch twierdził:

Jeżeli po szczepieniu pokaże się róża, to szepionka musiała być nieczystą! (wybieg krętactwa).

Dr. Eulenburg mówił, że z 13 majtków szczepionych z krosty zdrowego dziecka 2 umarło na różę; wedle dr. W. Reitz’a w Petersburgu ze szczepionych czystą limfą cielęcą 994 dzieci, umarło 828 na różę. Wszelakoż nie mówić nam o szczepionce, jakoby jedna była czystą, druga nieczystą, bo każda jest obrzydliwym brudem, ropą wrzodu, materją rozkładającą się, gnijącą i trującą, pełną zarazków chorobotwórczych, jedna mniej druga więcej złośliwa, i tem szkodliwsza, im głębiej lekarz zacina i więcej materji do ciała wciera. Dr. Koch powtarzał:

Ogólne zaprowadzenie szczepienia krowianki datuje się od 1875 i odtąd dopiero cały lud we wszystkich klasach jest szczepionym dokładnie; przed epidemią ospy 1870/2 tego nie było, więc temu brakowi przypisać należy owe nieszczęście!?

Ależ, p. Radco! w całych Niemczech szczepiono gorliwie od początku XIX stulecia, jak widzieliśmy powyżej. W Prusiech od 1835 r. wprowadzono rewakcynację. Jeżeli tego się nie wie, jaki był przepis w tak ważnej sprawie we własnym kraju, to i w innym względzie twierdzenia Pańskie mogą być i są płoche, lekkomyślne i fałszywe, jak np. to: w Bawarji przed rewakcynacją (1875 r.) bywali chorzy na ospę i umierali na nią; odkąd tam rewakcynują, ospa jakby wygasła zupełnie. Ależ tam przymusowe szczepienie już od r. 1807. a rewakcynacja od 1843 r. datuje się; pomimo to r. 1871 zachorowało tamże na ospę 31,518 osób, z nich było szczepionych 29,429, rewakcynowanych 776, a nieszczepionych tylko 1313; zmarło na ospę 3994 szczepionych, 64 rewakcynowanych 730 niemowląt i 60 innych osób nieszczepionych. Tak to szczepienie pierwsze i drugie itd. chroni od ospy, i taka to wiedza naukowa tego fanatyka szczepniczego! Wreszcie twierdzi dr. Koch.

Odkąd (1875 r.) mamy rewakcynację, ospa tylko na granicach państwa się pokazuje.. W Prusiech śmiertelność ospy po zaprowadzeniu rewakcynacji zmalała bardzo, gdzie zaś jej nie wykonują, tam śmiertelność wielka… że po r. 1874 śmiertelność na ospę zmalała, to przypisać mamy ustawie szczepniczej z r. 1874.

Ależ drugie szczepienie było już dawno przedtem, tj. w Prusiech od 1835 r. w Badeńskiem od 1843 r. itd. gorliwie wykonywanem, epidemia ospy jednak na to niezważała i tysiące szczepionych na drugi świat wysyłała. Hergenhahn, dyrektor policji we Frankfurcie nad Menem 1883 r. pisał:

Od marca tego roku zaszły ciężkie zasłabnięcia na ospę i niebezpieczeństwo tej choroby powiększa się; miejscowość Neuenkirchen licząca tylko 1,500 mieszkańców w ciągu 7 miesięcy 1883 r. pomimo rewakcynacji miała 55 chorych na ospę a na nią umarło 18 osób. itd.;

w r. 1890 panowała epidemia ospy w Gladbach, Duisburg, Memmingen, Neuburg, Iladersleben, Niederbayern, na Szląsku pruskim itd. A dr. Koch twierdzi uporczywie, że szczepienie daje ochronę od ospy. Te i inne jeszcze bajania i sprzeczności samego siebie ze sobą dra Kocha są dowodem płytkości i mylności sądu o rzeczy, którą w kwestji szczepienia omawiać mu przychodzi. O nim wyraził się dr. Bóing (Impfspiegel 29, n. 38)

P. Koch miesza twierdzenia prawdziwe z półprawdziwemi i zupełnie fałszywemi, przedstawiając rzecz odwrotnie i błędnie; ignoruje wszystkie fakty historyczne dowodzące niedostateczności ochrony szczepniczej; nie zna najważniejszych historycznych i epidemiologicznych stosunków epidemii ospy do szczepienia: dlatego musimy mu odmówić kompetencji na rzeczoznawcę bezstronnego i gruntownego w kwestji szczepniczej, jak ona stoi obecnie.

A jednak na jego powadze utrzymuje się w Niemczech dotąd operacja szczepnicza; skąd to pochodzi? Bo dr. Robert Koch jest tajnym radzcą, członkiem cesarskiego Urzędu Sanitarnego w Berlinie przy ministerstwie spraw wewnętrznych i ulubieńcem niemieckiego rządu z pobudek patriotycznych. Przed laty obiecywano sobie po nim bardzo wiele, bo pozował na wielkiego uczonego, którego sława miała się rozejść po całym świecie; gazety trąbiły głośno lubo przedwcześnie o wielkim wynalazku tuberkuliny przez dra Kocha, że jak zwycięskie wojsko niemieckie 1870/1 pokonało francuzów (itd.) na polu walki, tak też pokona ich dr. Koch na polu nauki niemieckiej, bo swoją nową metodą leczenia suchotników zakasuje i z kretesem zaćmi francuza Pasteura z jego wynalazkiem szczepienia wścieklizny ludziom, i drugim wynalazkiem nieudałym szczepienia pewnej materji (surowicy) zwierzętom przeciw zapaleniu śledziony; te francuzkie szczepienia niczem są (pisano) w porównaniu z najnowszem niemieckiem szczepieniem, i niemieckiemu uczonemu zawdzięczać będą po wszystkie czasy swe wyzdrowienia tysiące suchotników całego świata. Gazety europejskie dały się uwieść i z entuzyazmem przyjęły tę wesołą a złudną nowinę; prof. dr. Nothnagel w Wiedniu pisał:

Szczepienie tuberkuliny dra Kocha da się porównać tylko z dobroczynnem (Boże się pożal) szczepieniem ospy Jennera.

Radości w Niemczech nie było miary, gdy dr. Koch pochwalił się, że przemyśliwa jeszcze nad szczepieniem przeciwko cholerze; dla studyowania tej choroby wysłał go rząd kosztem państwa do krajów azyatyckich; owocem tych studjów było odkrycie drobnoustroja cholery, lasecznikiem Kocha, nazwanego. Za trudy naukowe i rzekome wynalazki, za krótkie upojenie błyskami narodowej sławy i rozbudzenie wielkich nadzieji, parlament berliński 1883 r. mimo protestu Virchowa itd. uchwalił a rząd z ochotą wyasygnował Kochowi sto tysięcy marek nagrody. Nastąpiło wnet przykre rozczarowanie; ze szczepieniem tuberkuliny zrobił Koch wielkie i smutne fiasko: setki suchotników, jakich mu nastręczono w szpitalach lub prywatnie nasłano, zamiast polepszenia doznało pogorszenia choroby i przyśpieszenia zgonu; tryumfy okazały się tylko urojeniami. Próby szczepienia bydła tuberkuliną przeciw perlicy także się nie udały, bo szczepione bydło chorowało i padało.

Dr. Rosenbach porównał twierdzenia Kocha dawniejsze z nowszemi o laseczniku cholerycznym, i pokazało się, że dr. Koch w każdym prawie punkcie zdanie swoje zmienił.

Dr. Glaeser w hamburskiej gazecie dowodzi, że naukowe poglądy dr. Kocha są całkiem niekrytyczne i płoche, a dowodzenia bez sensu i do niczego nie prowadzą; tylko łatwowierność uczonych to sprawiła, że prace literackie Kocha z wielkim przyjmowano entuzyazmem; i Hamburg nie ma mu za co być wdzięcznym, pisze dr. Glaeser, bo 1892 r. więcej ucierpieliśmy aniżeli przy innych epidemiach. Dr. Willi. Hubner wydał dziełko, jak leczyć ospę łatwo i skutecznie; ze swą metodą zgłosił się do ministerstwa, to zaś odesłało go do dr. Rob. Kocha; lecz ten pan odrzucił jego propozycję pod pretekstem, że niema miejsca na takie próby i poglądy osobiste; w rzeczywistości zaś dlatego, że mu chodziło nie tyle o zdrowie ludzkie i postęp nauki, co o siebie samego i (fałszywą) teorję zwolenników szczepienia, wedle której ospa ma być nieuleczalną a szczepienie chronić od niej!

Wreszcie do scharakteryzowania tego męża uczonego posłużą dwa fakty:
że z jego winy aptekarz Władysław Speichert w Poznańskiem zasądzonym został niewinnie na całe życie do domu poprawy i w więzieniu umarł 1887 r. bo dr. Koch będąc lekarzem powiatowym złożył fałszywą opinię jako rzeczoznawca o tym aptekarzu, jakoby żywem srebrem otruł był swoję żonę, co po latach okazało się nieprawdą, i Speichert niewinnie cierpiał, niesłusznie był zasądzonym; tę straszną zbrodnię, tę krzywdę aptekarzowi i jego rodzinie wyrządzoną, ma na swojem sumieniu lekomyślny lekarz dr. Robert Koch; nie spotkała go za to ludzka karząca sprawiedliwość, ale boska dosięgnie go.
Wielkie zgorszenie dał wreszcie ludowi, iż na stare lata porzucił swą żonę, z którą miał dzieci, a ożenił się z młodą aktorką. Otóż takiego człowieka ma szczepienie ospy za swego zwolennika i obrońcę, a Rząd niemiecki daje mu wiarę w tym względzie, jak dawał odnośnie do jego metody leczenia suchot i cholery, szczepienia bydłu tuberkuliny itd. Ale uczeni mężowie, tak jego rodacy jak i obcy, sądzą go surowo, i potępiają niedorzeczne a szkodliwe jego pomysły. W Budapeszcie 1901 r., z okazyi procesu kryminalnego wytoczonego pewnemu lekarzowi, adwokat zapytał się rzeczoznawcy lekarza sądowego, profesora medycyny przy uniwersytecie węgierskim dr. Emetyka Aitaya, czy słyszał o pewnym profesorze berlińskim, Robercie Kochu, który odważył się leczyć ludzi jakąś surowicą i żadnego chorego nie wyleczył a wielom śmiertelnie zaszkodził; czyby więc uznał za stosowne temu berlińskiemu profesorowi wytoczyć proces za użycie do leczenia środków niewłaściwych? Na to pytanie odpowiedział dr. Aiłaj:

Władze berlińskie ciężko w tem zawiniły i mają wieczny grzech na sumieniu, że Roberta Kocha nie pociągnęły do surowej odpowiedzialności, nie stawiły przed sądem kryminalnym za użycie leku niewłaściwego.

Podobnie jak dr. Koch, pozorną podporą szalbierskiej instytucyi szczepniczej, był dr. Rudolf Virchow prof. medycyny w Berlinie, którego 80 letnią rocznicę urodzin dnia 3. paźdźiernika 1901 obchodził świat lekarski, sławiąc jego wszechstronną uczoność i rzekomo wielkie zasługi położone około medycyny i antropologii. Ale ma on też, pisze dr. med. Berthelen, i ciemne strony, które przeważają nad jasnemi; był zarozumiałym gadułą a chwiejnym jak chorągiewka poruszająca się za podmuchem wiatru na prawo i lewo. Swoją patologią komórkową nieoddał żadnego pożytku ludzkości, nie posunął naprzód, nie skierował na właściwe tory, nauki leczenia (terapeutyi), o której sam się wyraził, że jest na uniwersytetach nierozumnie traktowaną. Do zarządzeń sanitarnych miasta Berlina przyczynił się swoją wymową, ale spowodował odrzucenie milionowego zapisu dla sierót z przyczyny, że wikt musiałby się składać z jarzyn nie z mięsa; chociaż jarzyny zwłaszcza dla młodego wieku są bardzo zdrowe i on sam dawniej je zachwalał. Obstawał za wiwisekcyą (torturą zwierząt), twierdząc, że medycyna musi być niekiedy okrutną! czego mu zaprzeczyli uczeni angielscy, a na co oburza się ludzki rozum i uczucie. Ale nam idzie o szczepienie ospy. Otóż ten starzec bałamut wyrządził nam krzywdę i zaszkodził wiedzy naukowej, gdy r. 1881 w parlamencie berlińskim był przeciwny skasowaniu operacji szczepniczej, tej hańby oświeconego wieku, tego zabobonu zbrodniczego, wyrażając się w swej mowie poselskiej ze

agitacya przeciwko szczepieniu ludzi nie ma sensu!

Ależ, panie doktorze! przed rokiem, tj. 1880, przyczyniłeś się do skasowania szczepienia jagniąt, mówiąc w parlamencie:

Szczepienie ospy ochronnej w świecie zwierzęcym jest już kwestyą wyjaśnioną i rozstrzygniętą; tam, gdzie tego szczepienia ochronnego nie praktykuje się, ospa zupełnie wygasła (aha!); i zdaje się (czy tylko się zdaje? wszak to pewnik niezawodny!), że tam, gdzie się nie szczepi, zaraza nie jest tak groźna, jak tam gdzie się szczepi.

Więc szczepienie ospy owcom szkodzi, ludziom zaś pomaga? i agitacya przeciwko szczepieniu niema słusznej racyi? Jak to pogodzić jedno z drugiem? Wszak w pismach twoich, panie doktorze! stoi twierdzenie, że

prawa fizyologiczne u zwierząt są te same, co u ludzi, że między lecznictwem zwierzęcem a ludzkiem niema, lub nie powinno być, żadnej naukowej granicy; że przedmiot jest odmienny, ale doświadczenia, jakie ztąd czerpiemy, są zasadami tworzącemi fundament wiedzy naukowej.

Podobnież utrzymnje dr. Damann prof. i radca medycyny, dyrektor szkoły weterynaryjnej w Hanowerze, iż między ospą owczą a ludzką niema żadnej różnicy. Za wiwisekcyą obstawał gorąco dr. Virchow z tej przyczyny, że doświadczenia zrobione na zwierzętach stosować można do ludzi; czemuż w tym wypadku nie robi się tego zastosowania? i gdy szczepienie owiec jako szkodliwe zostało zabronionem, czemu taksamo nie postępuje się względem ludzi? (dr. Deventer i dr. Fischer dziwią jak i my tej różnicy i oburzają nie na niesprawiedliwość i przewrotność pp. zwolenników szczepienia). Zkąd ta nierówna miara? Może ztąd, że szczepieniem owiec zajmowali się weterynarze, o których nie dbał dr. Virchow, i lekkiem sercem pozbawił ich zarobku, o który zacni ci mężowie nie stali, owszem żądali zaniechania zgubnej dla owiec operacji; szczepienie zaś ludzi należy do doktorów medycyny, którym życzliwie zostawiono intratny zarobek, niezważając na płacz i choroby dzieci, na koszta i troski rodziców! Więc owce szczepić, zakazano, bo im to szkodzi a nie pomaga; ludzi zaś szczepić nakazano; czy za karę? z gniewu i nienawiści? czy na to zasłużyli sobie? Ależ to są rodacy! to kwiat narodu, nadzieja ojczyzny! Albo: może im to nie szkodzi a pomaga? może szczepienie jest dla nich dobrodziejstwem wielkiem bo może ich chroni od ospy? Tak twierdzą ci mężowie nauki, ale to wierutne kłamstwo lub pomyłka nieszczęsna, to oczywista nieprawda! Jeżeli lud w swych petycyach do Rady państwa niem. prosi, aby go nie darzono tem rzekomem dobrodziejstwem, to musiał się gorzko rozczarować i poznać na sobie, że mu to szkodzi a nie pomaga, tak samo jak owcom, które też uwolniono od tej operacji zdradliwej.

4. Członkowie cesarskiego Urzędu sanitarnego w Berlinie, widząc, jakie postępy i coraz szersze kręgi robi agitacya przeciwko szczepieniu, uznali za stosowne pilnować lepiej swego interesu, i r. 1896 ogłosili obronę praktyki szczepniczej, dziełko pod tytułem: Ospa i szczepienie ochronne, pamiętnik do ocenienia pożyteczności ustawy szczepniczej z 8 kwietnia 1874 r. i odparcia czynionych jej zarzutów. W przedmowie piszą:

Pod świeżem wrażeniem epidemii ospowej 1874 debatowano w Radzie państwa nad państwową ustawą szczepniczą; pamiętano jeszcze, jak straszną jest ta choroba, żale i lamenty nie przebrzmiały; lecz nie było też tajemnicą, jak wielkiem jest dobrodziejstwem ochrona szczepnicza (bajka i kłamstwo w żywe oczy; od dawna przed epidemią i w czasie niej szczepiono, a zachwalanej ochrony od ospy nigdy i nigdzie nie było), której przedziwną skuteczność na podstawie wielorakich spostrzeń, lekarze jednomyślnie wychwalali (jako swój towar oszukańczy kupcy niesumienni). Od tego czasu przeszło 25 lat upłynęło, a lud niemiecki dzięki przyjętej ustawie posiada ochronę szczepniczą, jaka żadnemu z innych narodów nieprzypadła w udziale (nie chwalić się ale biadać należy). Ospa u nas prawie zupełnie znikła (z waszych rejestrów statystycznych a wśród ludu roi się od niej, pisze dr. Forster!), ludzie coraz bardziej zapominają, jak wielkie ta choroba robi u tych spustoszenia, których nawiedzi (doświadczają tego po szczepieniu). I wśród lekarzy coraz mniej takich, coby się znali na ospie; młodsi lekarze nie mają sposobności naocznie z nią się zapoznać, lecz tylko z tego, co słyszeli od swych profesorów uniwersyteckich lub czytali w dziełach fachowych, mają jakie takie pojęcie o tej epidemii (mają oczy a nie widzą, mają naukę a nie rozumieją; wyjeżdżają za granicę przypatrywać się ospie i zachwalać szczepienie: proste kuglarstwo!) Nie dziwota, że gdy się ona zjawia tak długi czas między ludem, dawne nieszczęście idzie w zapomnienie, o niebezpieczeństwie się nie myśli, a zręczna agitacja ze swemi wątpliwościami o pożytku i potrzebie użycia prawnie przepisane¬go środka ochronnego (bajka), znajduje u wielu łatwy posłuch. Ale poinformowane (zbałamucone!) koła nie łudzą się i dobrze wiedzą, że zaniechanie szczepienia (o które proszą koła lepiej poinformowane mające nie na próżno głowy na karku) sprowadziłoby straszną epidemię. Poważne następstwa takiej uległości dla petentów grożące nieszczęściem wkładają na nas obowiązek przestrzec (durzyć) zawczasu i w tym celu znaczenie i błogie skutki szczepienia ospy (Boże się pożal) przedstawić w sposób dla wszystkich zrozumiały(bałamutny). Do tego celu zmierzają następne wywody i wyjaśnienia. z przytoczonych tam faktów historycznych i statystycznych pokaże się, na jakim fundamencie (fałszywym, złudnym) powstała ustawa szczepnicza; przy omawianiu zaś samejże ustawy i jej skutków znajdzie się sposobność rozprawić się z zarzutami przeciwników i udowodnić (kuglarstwem) konieczną potrzebę utrzymania w mocy istniejących w tym względzie przepisów.

Dziełko ze zdumiewającą zręcznością kuglarza ułożone, z umyślnem zamilczeniem niemiłych sobie faktów, z ich ukrywaniem i przekręcaniem, z gorliwością lepszej sprawy godną i przebiegłością adwokata, który podejmuje się obrony choćby najgorszej sprawy, i przeprowadza ją ze skutkiem — ma 196 stronic i 6 tablic — i zawiera w sobie wszystkie prawie śmiałe a nieudowodnione twierdzenia, hypotezy, złudzenia, błędy, fałsze, baśnie, krętactwa i fortele zwolenników szczepienia, żeby obronić i utrzymać swoje stanowisko choćby za cenę zdrowego rozsądku, wiedzy naukowej i głosu sumienia. Rozesłano je władzom, urzędom, posłom parlamentarnym, polecono gorąco zarządom szkolnym, i na te koła społeczeństwa nadzwyczajne zrobiło wrażenie. Minister stanu Botticher odwołując się na jego osnowę rzekomo przekonywającą zauważył, iż starania agitatorów przeciwko szczepieniu już nie mają żadnych widoków na powodzenie i pozostaną bez skutku; wielu posłów, lekarzy i wyższych urzędników państwa zaznaczyło wielką rzekomo wartość tego dziełka »Pamiętnika« i gazety przejęte duchem medycyny szkolnej to, jak się wyrażano, mistrzowskie dzieło, pod niebiosa pochwałami wynosiły. Przeciwników szczepienia bolał cios dotkliwy, ale nie tracili ducha, wiedząc doskonale, że przy nich jest prawda, która ostatecznie zwycięża. W parlamencie miał wielką mowę dr. Paweł Forster przeciwko szczepieniu ospy, wykazał błędy i fałsze tamtej strony i udowodnił, że ustawa z 8. kwietnia 1874 niema żadnej słusznej racyi. Potrzeba było także w kołach społeczeństwa pozaparlamentowego zniweczyć szkodliwy wpływ bałamutnego Pamiętnika, zbijając jego zwodnicze wywody i wyświetlając jego braki, błędy, ułudy, fałsze i krętactwa. Wywiązali się z tego zadania znakomicie literackiemi dziełami pp. Reinhold Gerling, prof. dr. Paweł Förster i dr. med. v. Niessen, oraz liczni uczeni, lekarze i nielekarze swemi artykułami w Impfgegnerze i mowami na publicznych zgromadzeniach, jakoteż broszurkami i dziełkami naukowemi o leczeniu naturalnem,(!) nie mówiąc o tych, co przedtem od dawna zwalczali zabobon szczepniczy.

Ponieważ p. Gerling oburzony do żywego zwodniczą stronniczością autorów Pamiętnika gorzkiej prawdy nie obwijał w bawełnę ale nazwał rzecz otwarcie jak na to zasługiwała, zaskarżył go Urząd sanitarny sądownie o ujmę honoru; dziełko więc jego roztrząsanem było przed sądem kryminalnem; zawezwani rzeczoznawcy i świadkowie przyznali słuszność p. Gerlingowi, ale prezydujący zauważył, że należało delikatniej krytykować literacką pracę Urzędu sanitarnego, bo i temu, co ukradł, nie robi się na miejscu publicznem wymówki: tyś złodziej! Zasądzony na 250 mk. kary za zbyt rzekomo ostrą krytykę p. Gerling, redaktor naonczas Impfgegnera, doniósł o tym fakcie swoim czytelnikom z pocieszeniem:

Materyalnie ponoszę szkodę, ale moralnie wygrałem i sprawa nasza górą, bo się pokazało, że pisałem prawdę.

Dla sumiennych i szczerych badaczy a bezinteresownych mężów nauki z pism przeciwników szczepienia rzecz to jasna: Szczepienie ospy wobec zdrowego rozumu, doświadczenia i gruntownej nauki okazuje się być hańbą dla medycyny a nieszczęściem dla ludu. Ale członkowie ces. Urzędu sanitarnego i szczepiciele zamykają oczy na smutną rzeczywistość, nie chcą przyjąć i rozważać dowodów przeciwnych szczepieniu i trwają uporczywie przy swojem błędnem mniemaniu wmawiając w ces. niem. Rząd, że szczepienie jest dobrodziejstwem dla narodu; podobnie jak grzesznik zatwar¬działy lub heretyk uparty, do winy i błędu przyznać się nie chcą. O takich mężach nauki pisał 16 czerwca 1890 r. lekarz nadworny dr. med. von Oerhardt z miasta Gera do redakcji Impfgegnera:

Wasze chwalebne starania o skasowanie przymusu szczepniczego pozostaną tak długo bez skutku, jak długo jeszcze cesarski Rząd oglądać się będzie na miarodajną opinię interesowanych w tej sprawie lekarzy szczepników i zwolenników szczepienia; są bowiem na świecie ludzie, którzy nie dają się nigdy odwieść od błędu, który im pewne korzyści przynosi.

Ale, co gorsza, berliński Urząd sanitarny jest jakby instytncyą międzynarodową na szerzenie po świecie szkodliwego zabobonu, kuźnią kłamstwa i szatańskiego zwodzenia narodów, które dla potężnego niemieckiego cesarstwa mają respekt, podziw i pewną bojaźń, sądząc, ze wszystkie urządzenia w niem są jak najlepsze i wzorowe, więc i przymus szczepniczy musi być rzekomo rozumny i pożyteczny. Pamiętnik zręcznie a zwodniczo napisany rozchodzi się po świecie, a ludzie mu wierzą jak Ewangelii; powołują się też na niego zwolennicy szczepienia w Wiedniu, Lwowie, Krakowie, Warszawie itd. mianowicie ma statystyka dowodzić, że daleko mniej choruje i umiera na ospę z pośród szczepionych aniżeli nieszczepionych. Ależ to dowód fałszywy; bo statystykę robią zwolennicy szczepienia tak nieumiejętnie i stronniczo, że jak się wyraził prof. Bohn, niewarta papieru na którym stoi, a Rząd niemiecki r. 1877 odrzucił ją, jako nieużyteczną; ale ważniejszy fakt, że szczepi się, aby nie dostać ospy, jeżeli zaś dostaje się ją pomimo szczepienia, to widocznie szczepienie nic nie warte; zresztą cała nauka szczepników jest fałszywą.

5. Z mów i pism obrońców szczepienia podobne lub te same wychodzą na jaw błędy, fałsze i krętactwa, jakie w Przewodniku znajdziemy. Tak np. dr. E. Gerhardt tajny radca medyczny i prof. w Berlinie wydał drukiem swoją mowę mianą 15 maja 1896 na cześć obrzydłego Jennera. W tem piśmie jest pochwała wynalazku Jennerowskiego, ale zaraz z początku samo się potępia, gdy poucza czytelników, że dawne epidemije daleko sroższe od ospy, n. p. morowe powietrze i trąd ustąpiły za podniesieniem stanu obyczajności i czystości, że niebezpieczna febra malaryi nad rzeką Renem znikła przy usilnej uprawie gruntu nabrzeżnego a tyfus w Berlinie i Monachium już rzadko się zjawia, skoro tylko poprawiono stosunki wody gruntowej i powietrza; że w ogóle historya poświadcza, jako wielkie epidemie gasną za postępem cywilizacyi i zamożności ludu; tak wynika z prawa natury. Ależ ospa, mój Panie profesorze! również jak wzmiankowane choroby, podlega prawom natury, bo przyroda wyjątku dla niej nie robi; gdy więc tam te choroby bez szczepienia znikły z powodu podniesienia się kultury, oświaty, dobrobytu i pokoju, to zniknie także ospa przy takich samych warunkach, byle się jej nie konserwowało szczepieniem; a zatem precz z tą ohydną operacją!

Inny zwolennik szczepienia krowianki w księstwie Anhalt, dr. med. Wesche, wydał 1898 r. dziełko, w którem mniej więcej czytamy, że tam

operacja szczepnicza stoi na najwyższym (?) stopniu doskonałości, ale trafia na przeszkody i szkopuły, o które rozbić się może (oby jak najprędzej); bo wyrób szczepionki nienagannej czyli nieszkodliwej, bardzo jest trudnym i prawie niemożebny z powodu, że cielę, z którego zbiera się materyę szczepniczą, może mieć w sobie ukryte zarazki chorobotwórcze, lubo zdaje się być zdrowem. Dawniej szczepiono ludzką ospę, ale rządy zakazały tego; filozof Kant mawiał, że kto daje się szczepić, naraża na niebezpieczeństwo życie swoje bardziej niż ten, co się puszcza na szerokie morze, bo żeglarz nie sprowadza sobie sam burzy, szczepiony zaś sprowadza sobie dobrowolnie choroby na długie lata; jest to, jakby chcieć wypędzić jednego szatana przy urojonej pomocy drugiego. Zamiast ludzkiej ospy szczepi się krowiankę (takie samo licho); wstąpiło się na manowce (to prawda!), ale się pokazało, że słabszą i łagodniejszą chorobą można się uchronić od cięższej i niebezpieczniejszej (bajanie!). Już dawni ludzie zrobili doświadczenie (głupie), że kto się zaraził od krowy na ospę, nigdy nie dostał ospy naturalnej (bajka) i t. d.

Dosyć tego bajania. Autor pociesza się nadzieją, że przeciwnicy szczepienia nie dopną swego celu i dalej szczepić się będzie, on zaś jako właściciel instytutu szczepniczego będzie wyrabiał szczepionkę i sprzedawał ją Rządowi za grube pieniądze. My zaś pragniemy, aby takie fabrykacye trucizn upadły i haniebne kuglarstwo wzięło w łeb jak najprędzej.

Jeszcze z jednym fanatycznym zwolennikiem szczepienia zapoznajmy się, abyśmy mieli wyobrażenie o tych ludziach, jak są zaślepieni, jednostronni i uparci przy swojem. Dr. F. Blochmann prof. zoologii w Tübingen dał szczepić swojego synka 21. paźd. 1901 r., szkodliwy jad wtartej do ciała szczepionki w krotce pokazał się w postaci wysypki na uszach i ramionach, i z trudnością dał się wyleczyć. Jego młodszy braciszek chorujący na liszaj żrący zaraził się i dostał także wysypki ze świądem a drapiąc się rozniósł truciznę po sobie i choroba wysypkowa ogarnęła jego ramiona, twarz, nos, uszy i oczy, zeszpeciwszy go do niepoznania; po 34 dniach trucizna przeżarła źrenicę i dziecko zaniewidziało na prawe oko; po roku dopiero przyszło do siebie ale z utratą oka i z szkaradnemi dziubami na twarzyczce. To nieszczęście spowodowało ojca do napisania broszurki o zachowaniu ostrożności przy szczepieniu, że chociaż nie jest lekarzem, ale jako poszkodowany z boleścią serca zwraca uwagę pp. szczepników na podobne smutne wypadki. Aby się przychlebić pp. lekarzom pisze na str. 22 swego dziełka:

O pisma przeciwników szczepienia nie troszczyłem się i tylko jedno, a to przez pomyłkę, czytałem (Czy to nieszczęście? lub hańba, dowiedzieć się prawdy od przeciwnika?)

a wymienia 240 dzieł samych zwolenników szczepienia, jakie pilnie studyował — i sumituje się, że o potrzebie i pożytku szczepienia ospy tak mocno jest przekonanym, iż nawet nieszczęście jego syna nie zachwieje jego zdaniem i nie przechyli go na stronę przeciwników szczepienia. (Próżna przechwałka i ślepy upór!) Zastanawiając się nad szwankami z okazyi szczepienia pisze, iż od jednych można się uchronić przy zachowaniu potrzebnej ostrożności, ale lekarze nie mają o tem pojęcia i w dziełach naukowych lekko tę rzecz się traktuje; inne szwanki są nieprzewidziane i nie uniknione, które powinniśmy, powiada, z rezygnacyą przyjmować, bo zresztą szczepienie wyświadcza ludziom, zaręcza on, wielkie dobrodziejstwo (bajka) i jak na kolei żelaznej trafiają się wypadki nieszczęśliwe a przecież ludzie nią się posługują, wsiadają do wagonów i odbywają podróż, tak i szczepienia mimo szwanków nieuchronnych nie należy zaniedbywać! (To podobne do siebie jak pięść do nosa! Kolej żelazna jest użyteczna, wypadki są rzadkie i poszkodowany lub krewni jego za to nieszczęście otrzymują wynagrodzenie; zaś szczepienie ospy jest niepotrzebne, niepożyteczne i szkodliwe zawsze, a za szwanki na zdrowiu ani Rząd ani lekarz nie daje odszkodowania, nie płaci lekarstw, nie wynagradza za koszta i troski). W swej tabeli wykazuje p. Blochmann 140 wypadków nieszczęśliwych, w których jadem ospy zaszczepionej zarazili się od dziecka domownicy, matki, mamki, piastunki, rodzeństwo, jedni mniej drudzy więcej niebezpiecznie a z nich 5 wypadków było nawet śmiertelnych; 21 dzieci poprzednio szczepionych zaraziło się na ospę od świeżo szczepionych, coby być było nie powinno, bo wedle nauki szczepników miały te dzieci rzekomą ochronę szczepniczą; jest to zatem bardzo bolesny policzek zadany twierdzeniom zwolenników szczepienia, dlatego prof. Blochmann wolał ze wstydu o tym szczególe zamilczeć w rozprawie, choć go umieścił w tabeli. Sprawdziło się na nim, co napisał dr. med. Germann, że kto broni szczepienia, tego spotka przykra kompromitacya i niepokój sumienia, bo jak pisał dr. med. Walz w gazecie frankfurskiej 24. paźd. 1885 r., szczepienie jest hańbą naszego wieku.

6. A wysoki Rząd niemiecki co? Czy skorzystał z doświadczenia i stał się mądrym, ostrożnym ? Gdyż od samego początku za¬prowadzenia szczepienia krowianki dochodziło go słuchy i pisma z użaleniem na tę nieszczęsną operację! Zamiast ją skasować za¬chwalono ją jako niewinny a skuteczny środek ochronny przeciwko ospie, wniesiono 1874 r. do parlamentu berlińskiego projekt do ustawy państwowej o przymusie do szczepienia dzieci;2) ustawę na fałszywym fundamencie opartą przeforsowano i wyjednano jej cesarską sankcję! Następstwa tego nie mogły być dobre. Od r. 1876 podnosili przeciwnicy głośne skargi, że szczepienie z ramienia na ramię (humanizowaną limfą) jest bardzo szkodliwe, gdyż przenosi z dziecka jednego na drugie różne choroby. Przyznał to Rząd, i książę Bismarck 1884 r. rozesłał do państw związkowych pismo kanclerskie tej mniej więcej osnowy;

W owym czasie, gdy uchwalano ustawę szczepniczą, mniemano, że niebezpieczeństwa ze szczepienia grożące zdrowiu i życiu ludzkiemu są wcale nieznaczne lub zgoła żadne; najważniejszym też filarem projektu do ustawy była opinia królestwo-pruskiej deputacyi lekarskiej z dnia 28. lutego 1872 r., że nie zaszedł żaden fakt wiarygodny, coby świadczył o szkodliwym wpływie krowianki na ludzkie zdrowie. Niestety! pokazało się później, że taka opinia utrzymać się nie da; albowiem zdarzały się dość często bardzo poważne szwanki na zdrowiu dziecka szczepionego. Należy się obawiać, że pod naciskiem ogólnego niezadowolenia, przymus szczepniczy utrzymać się nie da, jeżeliby nam się nie powiodło jakim sposobem tę szkodliwość ze szczepienia usunąć. Bez zaradzenia skutecznego temu złemu upaść by musiał przymus szczepniczy, bo by się nie godziło podtrzymywać go ku nieszczęściu ludzkiemu itd.

Lekarze szczepiciele z brudnych i niskich pobudek nie chcieli pogodzić się z myślą, że szczepienia zaniechać zupełnie należy; a że szczepić z ramienia na ramię już nie wypadało, bo to dzieciom bardzo szkodziło, więc postanowili szczepić cielęta i z ich krosteczek brać materyę do szczepienia ludzi. Rząd cesarski zgodził się na ten projekt i zaprowadził kosztowne instytuty wyrabiania szczepionki cielęcej. Ale i to nie pomogło, bo dzieci tak szczepiono chorowały, co sam Rząd niemiecki przyznał ze smutkiem, jak widać z następującego dokumentu, jaki wysłał kanclerz Bismarck do Rządów rzeszy niemieckiej a minister oświaty dr. Gossler do prezydentów krajowych królestwa pruskiego. Ważne to pismo opiewa tak:

Berlin dnia 5. września 1888 r. W ostatnich latach wystąpiła w Prusiech zaraźliwa choroba wysypkowa z powodu szczepienia ospy. Lubo we wielu wypadkach choroba łagodny miała przebieg i złych skutków po sobie nie zostawiła, to jednak nie obeszło się bez szwanków na zdrowiu także bardzo ciężkich a nawet śmiertelnych. W pojedynczych miejscowościach choroba (impetigo contagiosa, liszajec zaraźliwy) nie ograniczyła się na szczepionych, ale dotknęła i inne osoby, które się zaraziły; liczba takich osób jest dość znaczna. Okazuje się więc potrzeba użycia wedle możności środków zaradczych, aby się to zło nie powtorzyło, i nie podniecało agitacyi, jak wiadomo, żarliwie prowadzonej przeciwko przymusowi szczepniczemu i nie zachwiało ustawą szczepniczą. Nazwa liszajec zaraźliwy (impetigo contagiosa) oznacza chorobę gorączkową z wysypką na skórze twarzy, pleców i członków ciała; są to bańki wielkości grochu lub halerza (feniga); ciecz w nich zawarta jest zaraźliwą, bo przez jej zaszczepienie mogą osoby zdrowe nabawić się takiejże samej choroby naskórnej. Kilkakrotną obserwacyą skonstatowano, że tę chorobę wywołać może zwykłe szczepienie ospy; szersze jednak koła lekarskie uwagę swoję zwróciły na tę okoliczność dopiero z okazyi wypadku 1885 r. zaszłego na wyspie Rügen. Przytaczają się tu szczegółowo te wypadki.

Po szczepieniu w miesiącu czerwcu 1885 na półwyspie Witow (Rügen) wykonanem publicznie, zachorowała większa część szczepionych na liszajec zaraźliwy, który się udzielił wielu innym nieszczepionym tak dzieciom jako i starszym osobom z tamtemi w styczności zostającym. Szczepionka użyta tą rażą do operacji pochodziła z królewskiego instytutu wyrabiania limfy zwierzęcej w Szczecinie i odebraną została do szczepienia cielęcia z dziecka zdrowego; w jaki sposób zarazek chorobotwórczy dostał się do szczepionki, pozostało zagadką. Z liczby 79 niemowląt szczepionych zachorowało na tę wysypkę 75. Choroba ogarnęła 8 miejscowości a liczba rozchorowali z tej okazyi wedle raportu ministeryalnej komisyi wynosiła 242 wypadków.

Podobną lubo mniejszą epidemię spostrzeżono w lecie 1885 r. w miejscowości Sydów powiatu Schlawe (Koslin).

W tymże czasie wybuchła w większym rozmiarze w kilku powiatach obwodu Clewe (Dusseldorf), gdzie zachorowało ze szczepienia dużo dzieci szkolnych.

4° W Eichenwaldzie powiatu Meseritz (Poznań) po szczepieniu 1885 r. wykonanem na 41 dzieciach zachorowało z nich 28 na opisany powyżej liszajec; od nich zaś zarazili się inni nieszczepieni. W tym wypadku wzięto szczepionkę z dziecka na oko zdrowego, które w krotce potem na takąż wysypkę zachorowało.

5° W powiecie Eiderstedt (Szlezwig) większa część szczepionych dostała lekkiej wysypki, którą zaraziły się także inne dzieci nieszczepione.

6° Jeżeli dotąd ciągle jeszcze pocieszaliśmy się nadzieją, że przy użyciu zamiast humanizowanej, jak dawnej, teraz zaś cielęcej limfy, do szczepienia dzieci, wykluczonem zostanie zarazek chorobotwórczy liszajca, to wypadki nieszczęśliwe w roku 1887 spostrzeżone wykazały niestety, że nadzieja taka jest zwodniczą i próżną! W lecie bowiem t. r. aż w 10 miejscowościach oddalonych od siebie pruskich powiatów zaszły liczne wypadki zachorowania na liszajec zaraźliwy u dzieci szczepionych limfą cielęcą sprowadzoną z instytutu dr. Protze w Elberfeld. Jak zrobione w tym względzie dochodzenia wykazały, szczepionka ta pochodziła z trzech cieląt, na pozór zdrowiutkich, i przy sekcyi także za zdrowe uznanych, i t. d.

A więc, wysoki Rządzie cesarski! z tego, coś sam w okólniku tym i dawniejszym publicznie przyznał, wynika twój św. obowiązek, abyś ustawę szczepniczą odwołał i uchylił czem prędzej, bo w par¬lamencie uchwaloną została pod tym warunkiem, zaręczeniem z jednej a zastrzeżeniem z drugiej strony (pruska deputacya lekarska z Rządem zaręczała, posłowie zastrzegli wyraźnie), że szczepienie jest dla zdrowia nieszkodliwem; skoro tedy warunek nie został spełnionym a zaręczenie okazało się myl- nem, obietnica fałszywą, przeto ustawa szczepniczą traci swoją moc obowięzującą i należy ją skasować. Ale gdzietam! Rząd dał się szczepnikom wprowadzić w błoto, i ani rusz z niego, bo lekarze z Urzędu sanitarnego tumanią świat po dawnemu, a Rząd ich słucha potulnie; ministrowie, prezydenci rządowi, starostowie itd. kładą swój podpis pod referat lekarski, którego nie rozumieją a odpowiedzialność za niego niebacznie przyjmują, lub wygłaszają mowy wedle życzenia i interesu zwolenników szczepienia, narażając siebie i swe stanowisko na kompromitacyę wobec uczonych swego i przyszłego czasu; pism zaś i mów przeciwników szczepienia czytać uważnie i dochodzić prawdy nie lubią, zresztą i czasu swobodnego na studya tego przedmiotu nie mają; zgoła, zależnymi się czynią od swoich podwładnych, lekarzy.

Gdy poseł prof. dr. Paweł Forster wniósł w parlamencie 8 maja 1896 r. rezolucyę, aby Rząd wydelegował komisyę ze zwolenników i przeciwników szczepienia złożoną do zbadania, czy cała podstawa, czyli przyczynowa racya ustawy szczepniczej z r. 1874 jeszcze istnieje i czy ta ustawa w duchu prawodawstwa teraz się wykonywa, i parlament ją (tj. rezolucyę) uchwalił; miał wys. Rząd ciężki orzech do zgryzienia, ale i miłą sposobność do okazania swej dobrej woli i bezstronności, gdyby ją był posiadał. Ale tej dobrej woli u niego nie było i temu słusznemu żądaniu, tj. rezolucyi, nie uczynił zadość. Rozchodziło się o to, czy szczepienie chroni teraz od ospy i czy jest nieszkodliwe, jak twierdzili 1874 r. członkowie deputacyi lekarskiej z reprezentantem rządowym wobec parlamentu? i czy ustawę przeprowadza się w intencyi posłów parlamentarnych a w myśl ustawodawstwa? Nic słuszniejszego nad to życzenie, bo gdyby zachodziły błędy i nadużycia, usunąć by je należało! Ale złe sumienie i bojaźń, by cała budowa lekarskiego urojenia wraz z niesprawiedliwym przymusem szczepniczym nie zachwiała się i nie runęła haniebnie, gdyby się jej tylko dotknęło badaniem, skłoniły Rząd niemiecki a bardziej jeszcze Urząd sanitarny z lekarzy obrońców szczepienia złożony, do zaniechania tej drażliwej czynności. Nie byliby się zaś bali dochodzić prawdy, gdyby po ich stronie stała, gdyby mówię, ochrona szczepniczą i nieszkodliwość operacji nie ulegała żadnej wątpliwości. A mają bezczelną odwagę sumitując się twierdzić to gołosownie! lub w tym względzie powoływać się na statystykę fałszywą, fakty i cyfry zmyślone! Dla uciszenia krzyków i ułagodzenia przeciwników szczepienia wydaje cesarski Rząd raz po raz nowe rozporządzenia zastosowane, jak się górnolotnie wyraża, do dzisiejszego stanu wiedzy naukowej i technicznej wprawy.

Więc szczepnikom polecono szczepić tylko cielęcą limfą (tj. ropą), nacięcia robić płytkie, krótkie i zdała od siebie, wystarczy 4 nacięć, na jednem ramieniu, prawem u niemowląt, lewem u szkolnych dzieci, jedna krosteczka oznacza szczepienie skuteczne, itd. Dobre i to, jako mniejsze zło, bo tego też domagali się ciągle przeciwnicy szczepienia, by nadużyciom zaradzono; lecz oni chcą właściwie zupełnego zniesienia ustawy szczepniczej, skasowania przymusu do operacji. Dlatego w parlamencie przypominali od czasu do czasu rezolucyę dr. Forstera do tego celu zmierzającą, na co odpowiadał Rząd przecząco. Dr. v. Botticher minister sekretarz r. 1896 mówił:

Niema widoku, aby państwa związkowe zgodziły się na projekt Forstera; szczepienie ospy jest pożyteczne i kasować go nie należy; dzisiejsza generacya nie ma pojęcia o tem, jak straszną jest choroba ospy, jakie oszpecenia twarzy, utratę słuchu i wzroku, różne kalectwa i nędzę sprowadzała choroba ospy w dawnych wiekach; ja nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za skasowanie szczepienia, bo w takim razie ospa z całą dawną srogością nawiedziłaby naszą ojczyznę i zrządziłaby straszne spustozenie między ludem! itd.

W podobny sposób przemawiał w berlińskim parlamencie 28. stycznia 1898 r. hr. Posadowsky, minister sekretarz w odpowiedzi na pytanie, kiedy wys. Rząd załatwić zamyśla rezolucyę posła Forstera?

Moi Panowie! Rządy związkowe tykać się ustawy szczepniczej nie pozwalają. Natomiast chcą wziąć pod rozwagę, czyby rozporządzenia wykonawcze nie wypadało zmienić lub uzupełnić stosownie do postępu naszej wiedzy o istocie szczepionki, o szczepieniu i t. d. Do komisyi zaproszono także przeciwników, aby postępować zupełnie bezstronnie. Ale, żebyście, Panowie! mieli wyobrażenie, jak o tej kwestyi sądzą za granicą, przeczytam tu dwa bardzo ciekawe dokumenta. I tak, w Anglii wysadzono, jak wiadomo, 29 maja 1889 r. królewską Komisyę do zbadania kwestyi szczepniczej i proponowania w tym względzie zmian stosownych. Komisya złożona z 15 członków ukończyła swą pracę i przedłożyła o tem sprawozdanie w sierpniu 1896 r. 2 członków dołączyło na końcu osobno swoję opinię. Wedle raportu większości w ciągu 7 lat odbyto 136 posiedzeń i przesłuchano 187 świadków; z narad i świadectw obszernych przyszła większość do tego przekonania, że szczepienie ma swoj skutek ochronny przeciwko naturalnej ludzkiej ospie; a tę opinię potwierdza doświadczenie zebrane z wojny francuzko-niemieckiej 1870/1 r. Drugi dokument mam z francuzkiego ministerstwa wojny. Jak sobie Panowie, przypominacie, podaną była urzędowo wielka cyfra zmarłych w tej wojnie na ospę francuzkich żołnierzy, później jednak ją zmniejszono. Przez naszego ambasadora w Paryżu zapytałem się francuzkiege ministra wojny, na czem polega ta redukcya liczby zmarłych na ospę żołnierzy? i jakie przywięzują tam znaczenie do szczepienia ospy? Otrzymałem tę odpowiedź: Chociaż spustoszenia przez ospę sprawione nie były tak wielkie, jak raport z r. 1889 je opisuje, zawsze jednak były one okropne. Co się tyczy rewakcynacyi, to zaprzeczyć nie można, że ta operacja przyczynia się do wygubienia tej choroby we wojsku (?) i do ograniczenia jej u cywilnych (?!); to jedno da się podobno naznaczyć, co wynikło z dochodzeń i badań w spomnionym przedmiocie. Otóż? francuzki minister wojny twierdzi (czy mu wierzyć ślepo?), że przez szczepienie zmniejsza się ospę nie tylko we wojsku alei u cywilnych (bajka). Skonstatowanie tego faktu zupełnie wystarcza, aby mimo wszelkich rozpraw naukowych trzymać się szczepienia (jak pijany płotu). A sądzę, moi Panowie! że na tem stanowisku muszą pozostać także Rządy państw Rzeszy niemieckiej.

I pozostało wszystko, jak było, po dawnemu. Po 7 przeszło latach, dnia 13. marca 1905 r. poseł Frolich mówiąc w parlamencie o szkodliwości szczepienia z ramienia na ramię, zapytał się reprezentanta Rządu, jak daleko postąpiła sprawa rezolucyi (Forstera) parlamentarnej z 8. maja 1896 r.? i jakie są powody ociągania się z jej załatwieniem? Na to odpowiedział hr. Posadowsky, minister stanu i sekretarz spraw wewnętrznych, w krótkości:

Sądzę i mogę zapewnić, że bez wyjątku tylko cielęcą limfą odbywa się szczepienie; jeżeli zaś szczepi się niekiedy limfą humanizowaną, to tylko na życzenie stron interesowanych. Zresztą muszę pana posła, poprzedniego mówcę, zapewnić że szczepić będzie się dalej. (Wesołość i śmiechy w parlamencie).

Na to zauważa redaktor Impfgegnera p. Wilhelm Ressel, że r. 1900 szczepiono 1326 osob z ramienia na ramię
a cielęca szczepionka także jest szkodliwą jako jad trupi zwierzęcy zmieszany z jadem ropy ospy ludzkiej, i wedle
bakteriologa dr. med. v. Niessen wychodzi w rzeczy samej na to, czem jest limfa humanizowana tj. fortelem omijania wydanego zakazu, by nieszczepiono ani ospy ludzkiej ani z ramienia na ramię humanizowanej. Nie wie snać p. minister, że fakultet lekarski uniwersytetu charkowskiego szczepienie ospy potępił jako przeciwne wiedzy naukowej a niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzkiego.

Własne widzimisię i upór samowoli nie jest, pisał dr. Förster, po stronie wolnych obywateli, broniących się przed zamachem na swoje prawa rodzicielskie itd., ale raczej po stronie lekkomyślnych prawodawców, co uchwalili niegodziwą ustawę szczepniczą, i tych w górze co wsparci na fałszywej umiejętności a dzierżąc władzę nad bliźnimi tęż ustawę utrzymują i bezwzględnie przeprowadzają, narażając na szwank dobro narodu. Do nich to stosuje się ciężki zarzut wiedeńskiego nadwornego lekarza de Haena inokulatorom swojego czasu (1757) zrobiony:

Powtarzam to z boleścią serca, że nigdzie niema takiego braku miłości prawdy, jak u tych panów; ich uprzedzenia, obłęd umysłu i żądza panowania występuje u nich w całej obrzydliwości itd. (p. str. 23, n.)

Poucza ich też i reflektuje mowa ministra holenderskiego (p. str. 69). Wys. Rząd tak bardzo ciekawy w sprawach politycznych, co ludzie myślą, mówią,czynią? tak bardzo drażliwy na słówko wypowiedziane niebacznie, nielojalnie; czemu zatyka uszy i zamyka oczy na to, co w kraju się dzieje i jak lud się żali, że szczepienie nie chroni od ospy a jest szkodliwe! wszak te fakty urągają ustawie szczepniczej i ubliżają powadze wys. Rządu! wszak tę smutną prawdę głoszą akta, dokumenta, publikacye, dzieła, nietylko prywatne ale i urzędowe! O tem nie chce się wiedzieć, ale słucha się lekarzy zwolenników i praktyków szczepienia, ich opinii się zasięga, za ich zdaniem się idzie i mówi:

Szczepić! na tem dobrodziejstwie lud się nie rozumie, nie słuchać go, ale szczepić! Są ludzie, są książki z poradą, jak łatwo i pewnie leczy się ospa; nic to, szczepić dalej!

Na wysokie władze zapatrują się niższe i ich organa i tak samo lub jesz¬cze więcej hołdują zgubnemu zabobonowi a w ślepej gorliwości swojej różnych dopuszczają się nadużyć, które im wytknął i dowiodł Butterbrodt, Gerling, Spohr, Forster, Ressel itd. Opornych, gardzących narzuconem sobie rzekomem dobrodziejstwem szczepienia, karze się raz po raz grzywnami, lub wtrąca do więzienia, nawet do zakładu waryatów, mimo świadectwa publiczności i lekarzy psychiatrów zakładowych o ich umyśle zdrowym; niejednego zrujnowano materyalnie, życie zatruto, do grobu z nędzy i zmartwienia wtrącono (Butter- brodta itd.), niejednej rodziny młode pokolenie zdradliwie lub przy użyciu pomocy policyanta, fizyka i akuszerki gwałtem szczepionką zatruwano, chorób ostrych i przewlekłych nabawiano, kalekami robiono (Schen, itd.). Kto się żalił na szczepienie i ganił je, narażał się na przykrości, był straszony sądem kryminalnym lub pociągany do sądu i karany.

Prezydent rządowy w Frankfurcie n. Odrą wydał 10. kw. 1877 r. tajemny okólnik do lekarzy, dyrekcyj szkół i policyi, aby milczeniem pokrywano szwanki na zdrowiu dzieci szczepionych; później, gdy się publiczność o tem dowiedziała i sarkać na takie postępowanie zaczęła, odwołał to swe pismo i zastąpił je innem. Dyrektor policyi w Berlinie otrzymawszy od fizyka doniesienie, że w dzielnicy 58 zachorowało po szczepieniu 20 dzieci na różę, odesłał mu je z pouczeniem, że się myli, bo on, dyrektor policyi, sądzi na pewne, że to było tylko zwykłe zaczerwienienie skóry. Chirurg pewien będąc oglądaczem zmarłych, donosił swej zwierzchności, jak mu rozum i sumienie mówiło, że dzieci umierały w skutek operacji szczepniczej, otrzymał za to wielkiego nosa, bo powiedziano mu, w służbie państwowej tak (gorzką prawdę) mówić i opisywać nie wolno. Inny lekarz berliński wydał świadectwo śmierci, że dziecko umarło na różę w skutek szczepienia; gdy się władza o tem dowiedziała, zapytała go natychmiast: Czy to rzeczywiście była róża, na którą po szczepieniu dziecko umarło? Domyślił się, o co władzy chodzi, i oświadczył, że nie śmie roztrzygać, czy dziecko umarło na różę w skutek szczepienia przed 9 dniami dokonanego, czy też w skutek spazmów. Akuszerki opowiadają pod sekretem, że często widziały, jak dziecko po szczepieniu chorowało ciężko, ojciec gniewał się na szczepnika, matka płakała; ale im mówić o tem głośno nie wolno.

Gdy się rodzice żalą przed fizykiem, ich dziecko z powodu szczepienia zachorowało, dostało ospy (choć szczepienie miało chronić od niej) lub szkarlatyny, odry (żarnie), róży, liszaja, dyfteryi itd., albo umarło w skutek szczepienia: fizyk szczepnik zburczy ich ostro, aby tego nigdy nie mówili, że takie gadanie kryminałem pachnie i onby ich zaskarzył przed sądem, bo, powie, szczepienie jest dobrodziejstwem i nigdy nie szkodzi nikomu, tego zaś wypadku inna przyczyna, i choroba inna, wy zaś na tem się nie rozumiecie;« takim postrachem zamknie im usta.

Lecz świadomy swoich praw redaktor Impfgegnera niczem zastraszyć i odurzyć się nie da i zasięgnąwszy pewnych wiadomości publikuje w swem piśmie szczerą prawdę śmiało, które dzieci? gdzie? na jaką chorobę i kiedy? po szczepieniu zapadły lub umarły. To się nie podoba Władzy, która szczepienie opieką otacza i wychwala je, przeto po pewnym czasie przysyła p. redaktorowi swoje sprostowanie przez fizyka napisane a podpisem reprezentanta rządowego zaopatrzone do ogłoszenia w Impfgegnerze dla uspokojenia czytelników, jakoby opisany przez redaktora lub korespondenta wypadek nieszczęśliwy nie pochodził ze szczepienia ale z innej przyczyny. Redakcya musi to umieścić w swojem piśmie na mocy paragrafu prasowego, ale rządowe sprostowanie znów od siebie prostuje, że obstaje przy tem, co poprzednio pisała, bo ci, co jej o tem mówili lub donieśli, sami byli naocznymi świadkami tego, co się działo z dziecięciem po jego szczepieniu, leczyli je i opiekowali się niem do końca, widzieli je żyjące i umarłe, a przeto bardziej zasługują na wiarę, niżeli rządowy szczepiciel, który dziecka chorego nie widział i nie zbadał, a wydaje opinię o chorobie dopiero po upływie wielu tygodni lub miesięcy w obronie swojej praktyki we własnym interesie, więc też zdanie jego jest stronnicze i omylne; z czego wynika, że po naszej stronie prawda święci swoje tryumfy, itd. Takie niepowodzenie skłoniło rządowe organa do chwycenia się innej taktyki: zaczęto (na krótki czas tylko, jakby na próbę) uprzedzać Impfgegnera, posyłając mu do ogłoszenia swoje doniesienie, że tam a tam zachorowało dziecko po szczepieniu, ale nie z powodu szczepienia. Redaktor umieszczając w Impfgegnerze takie doniesienie, zrobił uwagę, że ta troskliwa pamięć rządowych organów na jego pismo sprawia mu radość i przynosi zaszczyt; ale z swej strony dochodzić będzie prawdy, bo kto się broni nie będąc oskarżonym, ten się sam okarza.

Wreszcie, gdy sję pokazała gdzie ospa, narobiono ludziom strachu i zachęcano starszych, by się dawali trzeci raz itd. darmo szczepić dla zabezpieczenia od tej choroby; szczepnik był w pogotowiu do operacyi a łatwowierni i nieoświeceni zlatywali się do niego nadstawiając mu swe obnażone ramiona. Dzieciństwo i ciemnota!

7. Sądownictwo niemieckie zwłaszcza pruskie, słynęło niegdyś ze swej bezstronności, sprawiedliwości i sprężystości; ale z nastaniem ustawy szczepniczej zgasła jego sława, bo wyroki jego odtąd przedstawiają formalny chaos rozmaitości i sprzeczności.

Tak np. r. 1890 sąd w Frankfurcie zawyrokował: Niema przymusu i niema kary; w Monachium w parę miesięcy potem zawyrokowano: Każdego roku kara za zanied¬banie publicznego szczepienia; we Wrocławiu zapadł wyrok: Jedna kara za przestępstwo § 14 odst. 2 i drugi kara za odstęp 1; w Hamburgu powtórne i następne ukaranie opor¬nych, ale z zawieszeniem kary, w czasie rekursu od wymiaru kary; w Darmstadzie ilość wezwań do szczepienia (w roku) dowolna i za każde nieposłuszeństwo kara, bez jej wstrzymania w czasie procesu o wymiar kary, a 1891 r. w Frankfurcie n. M. ciągłe karanie, choćby wezwania nie było. Pruski trybunał najwyższy zawyrokował, że państwo ma prawo do szczepienia przemocą, chociaż w ustawie o tem niema ani słówka; trybunał ten postawił się przeto w przeciwieństwie do ustawodawstwa.

Lekarz dr. med. Maxymilian Böhm szczepił bardzo ostrożnie nie zacinając do krwi i mało wcierając szczepionki, krosteczki z tej operacji okazały się nieznacznemi, wydał jednak świadectwa skutecznego szczepienia; fanatyczni szczepnicy zaskarżyli go o niedokładne szczepienie i fałszywe świadectwa; Izba sądu karnego w Weimarze jednak uznała go niewinnym. Za takie same czynności tenże lekarz, przeciwnik szczepienia, później zaskarżony został w Gera, a Izba sądu karnego zasądziła go na 2 miesiące więzienia. Brat jego dr. Ignacy Böhm za podobne czynności zasądzonym został w Dreźnie na 2 miesiące więzienia i rozpoczął swe odsiadywanie, ale sąd Krajowy dowiedział się o nowych okolicznościach na obronę zasądzonego i wypuścił go na wolność, żeby mógł zbierać dowody swoje do zamierzonego podania o rewizyę tej sprawy; odezwało się delikatne sumienie u pp. sędziów, którzy skrępowani ustawą przez zwolenników szczepienia mylnie tłumaczoną, mają litość nad niewinnie skazanym i chcieliby go ratować gdyby się dało.

Również rodzice, którzy swe dzieci 1890 i 1891 r. dali szczepić tym dwom braciom Böhm, dr. Ignacemu i dr. Maxymilianowi, doznali od p. fizyka wiele przykrości, a wielu z nich uległo, bo nie mogąc nastarczyć płacić po 15, 20, itd. mk. kary (za to, że nie dali zatruwać krwi swoich dzieci) i sprzykrzywszy sobie procesy sądowe dali powtórnie swe dzieci szczepić; inni zaś wytrwali przez kilka lat, znieśli cierpliwie różne udręczenia i w końcu wygrali sprawę, bo sąd krajowy w Dreźnie 22 maja 1897 r. uwolnił ich od wszelkiej w tym względzie winy i kary. Sąd w Meissen 14 grud. 1896 zabawił się w uczonego wygłaszając zdania fanatycznych szczepicieli; we wyroku jego bowiem czytamy:

Przez szczepienie w myśl ustawy o szczepieniu, która wprowadza ogólny przymus do szczepienia (w tytule i w osnowie ustawy szczepniczej niema ani słowa o przymusie, p. str. 110 – WP.), rozumie się taka operacja dziecka, która daje gwarancyę pewną, że szczepione przeciwko niebezpieczeństwu zachorowania na ospę jest zabezpieczone, przynajmniej wedle możności jak daleko sięga w tym względzie umiejętność medyczna; to zaś jest możliwem (nie przez szczepienie, ale przez czystość powietrza i ciała – WP.), jeżeli szczepienie odpowiednem jest instrukcyi przepisanej szczepicielom. (Bajka, bo nikt tej gwarancyi dać nie chce, gdy się jej na serio domagają rodzice, lubo dużo się mówi O szczepniczej ochronie, i chwali ją: Rząd, szczepnik i lekarz fabrykant szczepionki – WP.).

Ponieważ ustawa nie mówi o przymusie do szczepienia, wys. Rząd zaś (obałamucony przez szczepników w zaślepieniu swojem) zaznacza go dobitnie zniewalaniem do tej operacji, przeto sądy niektóre mozolą się jak pogodzić i połączyć jedno z drugiem? co wychodzi nieraz na dziwactwo. Tak np. sąd wyższy krajowy w Frankfurcie n. M. 1890 i we Wrocławiu 1891 wyraził się, że prawodawca 1874 r. postawił ustawę na szczepniczym przymusie, lubo nie na przymusowem szczepieniu; inny znów, że lubo nie ma w ustawie ani słowa o przymusie do szczepienia, jednak prawodawca miał go na myśli, itd.

Sądy, pisze dr. Martini, powinnyby wziąć tę sprawę w swe ręce, dochodzić tego, czy ustawa z 8. kw. 1874 jest potrzebna? koniecznie? czy pożyteczna? czy ludziom nie szkodzi? i wydać o niej swój wyrok (potępiający). — W reszcie, wys. Rząd, który szczepienie ospy poleca i lekarz, który je zachwala i wykonywa, są za skutki tej operacji wedle słuszności odpowiedzialnymi tj. za gorzki zawód, za szwanki na zdrowiu i życiu, za troski i wydatki z tej okazyi robione, powinnoby nastąpić po sprawiedliwości stosowne wynagrodzenie i odszkodowanie; o tym obowiązku jednak ani myśleć ani słyszeć nie chcą. Głos sumienia i rozsądku odezwie się niekiedy u tych panów, ale bardzo rzadko; zresztą utrata życia nie da się odszkodować. Kanclerz książę Bismarck uznał obowiązek państwa do częściowego przynajmniej odszkodowania w tym względzie i okólnikiem z dnia 5. września 1888 wezwał rządy Rzeszy niemieckiej, aby chorującemi po szczepieniu zaopiekowały się dostarczając im lekarstw potrzebnych itd. Chociaż takie żądanie jest słuszne i odpowiada kodeksowi karnemu, to jednak państwo nie chce się do tego z reguły poczuwać, boby to wyniosło ogromne sumy, ale też wtedy szczepienie stanęłoby kością w gardle wys. Rządowi i upadłoby z pewnością, czego boją się fanatyczni zwolennicy szczepienia. Co się tyczy szczepicieli, to gdy wykonywają tę operację przeciwko woli albo bez wyraźnego pozwolenia rodziców itd., odpowiedzialność ponoszą naturalnie za nią, ale rzadko spotyka ich za to jaka dotkliwa kara, bo szwanki na zdrowiu ze szczepienia zwalają na rodziców i domowników za rzekomy brak opieki, nieostrożność i różne urojone przyczyny, a i w sądach łatwo się wykręcą, bo kruk krukowi oka nie wydziobie, wyroki też sądowe opierają się na orzeczeniach lekarzy jako rzekomych rzeczoznawców w sprawie szczepniczej. Są więc bardzo a bardzo ważne powody jurydyczne, aby sądownictwo zechciało ze swej także strony przyłożyć się do uśmiercenia tej stugłowej hydry, jaką jest szczepienie ospy (tuberkuliny, wścieklizny, surowicy, i t. d.).

8. Parlament berliński 1874 r. zawinił wielce wobec swego narodu, że lekkomyślnie uchwalił nieszczęsną ustawę szczepniczą; obowiązkiem było następnych parlamentów tę straszną pomyłkę naprawić, zwłaszcza, że pomyłka wyszła na jaw; posłowie, jak dr. Forster, Reisshaus, Frólich itd. wykazywali dobitnie, że szczepienie żadnej nie daje ochrony a różne sprowadza choroby, i lud w licznych petycyach z tysięcami podpisów corocznie upraszał o uwolnienie go od tej zmory piekielnej. Ale zwolennicy szczepienia umieli każdą razą temu zapobiedz, a petycye szły do kosza lub je przekazywano jakby od niechcenia i dla zbycia petentów niczem, jedynie do zbadania kanclerzowi, który zasięgał w tym względzie rady zwolenników szczepienia, i wszystko jak było tak pozostało. Dnia 8. maja 1896 mowa prof. dr. Forstera przecież wyjątkowy odniosła w parlamencie skutek, bo uchwalono rezolucyę:

Wzywa się Rząd, aby utworzył komisyę ze zwolenników i przeciwników szczepienia złożoną do zbadania, czy podstawa ustawy szczepniczej jest słuszną i rozumną? i czy tę ustawę przeprowadza się należycie? O skutku do- »chodzeń należy parlamentowi zdać relacyę.

Był to najsilniejszy cios wymierzony przeciwko ustawie, któraby z pewnością upadła, gdyby Rząd zastosował się był do tej uchwały Rady państwa; lecz tego właśnie w dziwnem zaślepieniu nie życzą sobie z całego serca, bojąc się tryumfu prawdy, tak szczepnicy jak Rząd przez nich zwiedziony. Winna temu i większość parlamentu bagatelizująca tę sprawę, bo jej brak inteligencyi w tym względzie, poczucia swego obowiązku, miłości dobra powszechnego i litości nad cierpiącą po szczepieniu dziatwą niewinną. I gdy w innych sprawach mniejszej wagi posłowie krytykują Rząd, ministrów, władzę, to w sprawie szczepienia nie umieją ust otworzyć i stanąć w obronie ludu, bo im powagą swoją lekarz imponuje, gdy chwali operację szczepniczą jako najznakomitszy wynalazek naukowy i wielkie dobrodziejstwo dla ludzkości; wierzą mu na słowo i nie przypominają sobie, czego sami doznali w swem dzieciństwie i jak wiele złego z tej operacji wynikło w ich własnych rodzinach.

Gdyby mężowie, mówiła pewna dama do p. dr. Bilfingera, musieli tak jak my niewiasty, pielęgnować swe dzieci po szczepieniu chorujące, w nocy czuwać nad niemi i być świadkiem ich boleści, toby ta błazeńska operacja dawno była skasowaną!

Prawdę mówiła, bo nieczuli ojcowie są na to obojętni, matki zaś nie mają wpływu na prawodawstwo. Znajdują się jednakże mężowie z rozumem i sercom, jak przystoi na dobrych patryotów, którzy widzą to zło i starają się usunąć je. W sejmie wirtemberskim w Stutgardzie dnia 4. maja 1895 r. rozwinęła się następująca dyskusya. Powstał szlachcic Gess i rzekł:

Moi Panowie! chciałbym w sprawie szczepienia parę stów powiedzieć. Ludzie mojego wyborczego okręgu Esslingen bardzo się żalą na przymus szczepniczy; życzą sobią jego skasowania, aby każdemu pozostawiono do woli, czy ma dać swoje dzieci szczepić czy nie dać. Niektórzy taksą oburzeni na ten przymus, że jedynie z tej racyi zaciągają się pod sztandar stronnictwa socyalnodemokratycznego. Ten opór przeciwko operacyi szczepniczej widocznym jest nietylko u nas w Wirtembergii ale i w innych krajach, np. w Szwajcaryi wiele kantonów ten przymus skasowało; w innych okolicach świata podobnież uczyniono a złych następstw nie doznano. U nas wprawdzie obowięzuje ustawa państwowa, i nie możemy tu o niej rozstrzygać ostatecznie; mamy jednak prawo na tym sejmie o niej rozprawiać, aby Rząd poznał opinię kraju i przy zdarzonej sposobności w Radzie państwa wpłynął na zmianę ‚tej ustawy. W sprawozdaniu lekarskiem z roku 1892 napomknięto i o tej kwestji z ubolewaniem, że opór ludności przeciwko przymusowemu szczepieniu ciągle się wzmaga, co przypisać należy rzekomo poduszczeniom i agitacyi lekarzy homeopatów; to zdanie jest zbyt surowe i o tyle niesłuszne, iż także lekarze aleopaci (doktorowie medycyny) objawiają w tym względzie różne swoje opinie, o których piszą gazety, rozprawiają kongresy i ludowe zgromadzenia. Jedna i druga metoda leczenia ma prawo istnienia i rozwoju swego, obydwie też powołują się na prawo przyrody, a przyszłość pokaże, która strona ma słuszność; to tylko nadmieniam, że aleopaci lekarstwa swoje często zmieniają, co nikomu na dobre tj. ani chorym na zdrowie ani lekarzom na honor nie wychodzi; niechby przeto z góry i z ukosa nie patrzyli na homeopatów ale strzegąc przykładnej zgody rywalizowali z nimi o lepsze w leczeniu swoich bliźnich...  „Moi Panowie! sądzę; że warto zastanowić się, czy przymus do szczepienia w ogóle jest koniecznie potrzebnym? czyby nie lepiej było dać każdemu wolny wybór szczepić lub nie szczepić? Mówią wprawdzie, że przez szczepienie choroba ospy stała się rzadszą i słabszą; ale czy to wszystko prawda? Bo przecież dawne choroby epidemiczne, jak cholera, morowe powietrze, itd. z biegiem czasu wygasły lubo się ich nie szczepiło; to samo stać się powinno i z ospą, gdyby jej nie szczepiono. Takie zdania obiegają w szerokich kołach społeczeństwa i nie zasługują, aby się z nich naśmiewano; należy raczej z powagą zastanowić się nad użaleniami i skargami naszego ludu, itd.

Na to odpowiedział lekarz dr. Schad broniąc szczepienia:

Moi Panowie! p. poseł z Esslingen narzucił nam kwestyę przymusu szczepniczego, i to w sposób podburzający; taka mowa sprzyja agitacyi, przeciwko czemu wystąpić muszę (jako interesowany – WP.), gdyż instytut wyrabiania szczepionki cielęcej jest niezbędnym dla dobra ludu (dla zarobku lekarzy a na biedę i nieszczęście ludu). Co dawniej wygłaszał przeciwko szczepieniu dr. Nittinger i teraz słyszeliśmy, to nieprawda (owszem, szczera prawda!). Byłem ja członkiem komisyi petycyjnej przed 20 laty i zajmowałem się bliżej tą kwestyą (widać niedbale i stronniczo, i dotąd jeszcze pozostajesz pan w błędzie); pamiętam, jak w tej sali debatowaliśmy i głosowali za przymusem szczepniczym (nie ma z czego się chwalić, bo źle się stało); wnet potem wybuchła tu u nas mała epidemia ospy i rozszerzyła się na kraj cały; wtedy ludzie spokornieli, oporu do szczepienia już nie stawiali, ale garnęli się do tej operacji masami (ze strachu i głupoty a waszego panowie durzenia); nagle zabrakło szczepionki (żeby przepadła na zawsze!), bo instytut jej wyrobu był dopiero w swym początku; widzieć było tych, co poprzednio stawiali operacyi opór, jak w niebezpieczeństwie prosili o nię usilnie (bo byli chwiejni, niedostatecznie oświeceni, nie wiedząc, że czystość i odwaga chroni od ospy, nie zaś obrzydliwe szczepienie). Otóż do czego prowadzi agitacya wśród ludu nieoświeconego (do oświecenia, aby się znał na tej rzeczy), bo przez zaniedbanie tej ochronnej (?) operacyi spowodować może wielkie niebezpieczeństwo (?), że się okaże brak szczepionki właśnie »w chwili, gdy cały świat (głupi) woła o szczepienie, szczepionkę i szczepnika lekarza (to troje tak potrzebne, jak piąte koło u -wozu, dziura w moście, kula u nogi i oliwa do gaszenia ognia!). Przymus do szczepienia w Wirtembergii zaprowadzonym został, o ile pamiętam, przed 20 laty; w innych krajach także istnieje, nawet w Austryi (bajka, bo nie ma tu państwowej ustawy o jakiem kolwiek szczepieniu, a przymus administracyjny, gdzieby go wykonywano, jest nielegalny i karygodny, jako ciężkie nadużycie władzy), tylko Węgry go nie »mają (bajka, bo go mają od 1888 r.), i jak Panom wiadomo, z tamtych wschodnich okolic przychodzą do nas ludzie z dziubami na twarzy (bo się nie leczyli wodą); tam ciągle jest gniazdo zarazy (z powodu niechlujstwa i gorliwego szczepienia), i gdy ta choroba rozszerzy się na okolicę nie mającą przymusu szczepniczego, tam grasuje epidemicznie (szczepienia nie boi się, ale porządku, czystości i odwagi); całe rody i pokolenia może wygubić (bajka!). A zatem, mowę agitatorską p. posła z Esslingen odpieram (my zaś ją chwalimy.)

(de Gess) Wypełniłem tylko mój obowiązek, bo prosili mię wyborcy, abym przemawiał przeciw przymusowi do szczepienia, bo doznają wielkich przykrości, gdy nie chcą dać swych dzieci pod operacyę, którą uznali za szkodliwą, »itd.

(pos. Schrempf). Panu Gessowi robi zarzuty niesłuszne p. dr. Schad, bo, co mówił p. Gess, to nie było żadnem podjudzaniem; ja sam dałem szczepić me dziecko z największą niechęcią i tylko przymuszony do tego; lud ma racyę żalić się, bo ze szczepienia zawsze coś złego wynika.

(pos. Engmann:) Wdzięczny jestem p. Gessowi, że poruszył tę kwestyę; trzeba zważać na to, czego lud pragnie i jakie są jego potrzeby. Kwestya szczepnicza nie jest jeszcze na swą korzyść rozwiązaną, ale ma wielu poważnych i uczonych przeciwników, nie samych prostaczków żalących się na przymus. Przed 18 laty przytoczyłem z tego miejsca fakt, że znałem dziecko jednoroczne, zdrowiutkie do czasu operacji, które po tym akcie ciężko się rozchorowało i niezadługo umarło, itd.:

(pos. hr. Giiltingen:) Sądu nie wydaję o szczepieniu, ale faktem jest, że lud się niepokoi, bo dopuszczano się nieraz pomyłek, które dużo złego zrządziły; pewna i to, że znakomici uczeni są nie tylko przeciw przymusowi, ale zgoła przeciw szczepieniu. Musimy na te okoliczności zwrócić naszę uwagę, bo trzeba złemu zaradzić. Niedawno żalił mi się pewien rolnik, że mu dziecko umarło z powodu szczepienia; przedtem zawsze było zdrowe a po szczepieniu zaraz rozchorowało się śmiertelnie; i takich wypadków mogło być więcej; nie dziw przeto, że agitacya rośnie. Otrzymaliśmy pismo z Ilannemanii, że w Szwajcaryi kantony niektóre przymus szczepniczy skasowały; dobrzeby było wiedzieć, jak na tern wyszły? Pojedynczemu posłowi trudno tego dochodzić, ale Rząd ma środki i sposoby dowiedzenia się prawdy, i w tym względzie wnoszę do Niego prośbę. 

(Minister spraw wewnętrznych de Pischek:) Wszyscy przyznają to, że przymus szczepniczy spoczywa na ustawie państwowej i ustawą krajową ani usunąć się ani zmienić nie da. Wiadomo też, że petycye o zniesienie szczepniczego przymusu do Rady państwa wnoszone pozostają bez skutku, bo Rada państwa po głębszem (płytkiem) zastanowieniu się postanowiła zatrzymać go (ślepo słuchając interesowanych w tem szczepników i zbałamuconego Rządu). Wiem, że w naszym kraju wre agitacya przeciwko ustawie, jak i dziś słyszeliśmy; tą sprawą zajmujemy się na serio. Wiadomo, że dawniej, gdy szczepiono z ramienia na ramię, zachodziły częściej wypadki chorób zaraźliwych; to zło usuniętem zostało (bynajmniej, bo do ludzkich przybyły zwierzęce choroby i wpadło się z deszczu pod rynnę; jedynie płytko zacinać i maleńko szczepionki wcierać, to pomaga) szczepionką cielęcą (to także ropa wrzodu ospowego, materya gnijąca i krew szczepionego zatruwająca); cielęta badają się pilnie i tylko zdrowe ku temu celowi służą (łatwo się pomylić, — a prócz tego i zdrowe cielę po szczepieniu choruje i każda krosta ospowa jest szkodliwą dla szczepionego). Śmiertelność dzieci jest z reguły znaczną, a że wiele dzieci po szczepieniu umiera, to mogło to stać się z innej przyczyny (zdrowe dzieci się szczepi, te po szczepieniu chorują, więc szczepienie jest oczywiście przyczyną bliższą i jedyną lub dalszą, pośrednią tak choroby jak i śmierci!) Że szczepienie jest wielkiem dobrodziejstwem ludzkiem (nieszczęściem), nikt nie zaprzeczy, kto się zastanawia nad skutkami szczepienia (spytać się rodziców, domowników i dzieci, a powiedzą z oburzeniem, że ta operacya wstrętna i szkodliwa; szczepnicy zaś ją chwalą, bo z niej mają dochód zarobkowy, judaszowski!). Wspominam o wojnie francuzko-niemieckiej, z r. 1870/1, że przy tych samych (odmiennych) warunkach sanitarnych armia francuzka straciła tysiące żołnierzy na ospę, gdyż nie było tam przymusowego szczepienia (bajka), zaś niemiecka armia daleko mniej (ale i tu rzekoma ochrona chybiła, pocóż ją chwalić?). Nie sądzę, żeby to było stosownem występować z naszej strony z propozycyą w Radzie rzeszy niemieckiej, za zniesieniem ustawy szczepniczej, gdyż nie mamy materyału do tego (bajka i wykręt) i nie ma »widoków, żadnej nadziei, aby nas usłuchano (ale próbować i kołatać o to, wolno, byle była szczera wola ująć się za narodem!) Ale starać się będziemy, aby operacya wykonywała się z potrzebną ostrożnością i liczba nieszczęśliwych wypadków zmniejszyć się mogła .. itd.

Prof. dr. med. Adolf Vogt z Berna szwajcarskiego proszony o to przez Hahnemanię wysłał niebawem do p. ministra Pischeka obszerne pismo udowadniające, że skasowanie szczepienia przymusowego w kantonach szwajcarskich jak najlepsze skutki sprowadziło zwłaszcza tam, gdzie stosunki sanitarne są pomyślne, gdzie ludzie dbają o porządek, czystość i powietrze zdrowe. Nie zrobiło to na p. ministrze widać żadnego wrażenia, skoro po dawnemu ta bieda gniecie naród. Rząd pyta się zagranicy względem szczepienia tylko wtenczas, gdy mu to podszepną zwolennicy szczepienia, spodziewając się ztamtąd poparcia swego w podtrzymywaniu tego zabobonu, aby sobie nic nie robić z agitacyi wśród ludu i przeciwników zbywać drwinkami, jak sobie pozwolił mówić szyderczo w parlamencie berlińskim sekretarz minister stanu hr. Posadowsky:

Zapewniam p. posła poprzedniego, że szczepić będzie się dalej.[p. str. 129 itd.].

Ha! cóż robić? Na ślepy upór nie ma innej rady, tylko cierpliwość i wytrwanie w agitacyi, pocieszając się nadzieją zwycięztwa, bo prawda, chociaż późno, przecież wyjdzie na wierzch tryumfując nad błędem; do czasu dzban wodę nosi.

9. Duchowieństwo wciągnięte zostało do popierania tej niepoczesnej operacyi.

Protestantyzm bowiem zrzuciwszy z swego hardego karku słodkie jarzmo Chystusowe i wypowiedziawszy posłuszeństwo następcy św. Piotra wpadł w bezpośrednią zależność od swoich książąt i królów, którzy jako najwyższa jego zwierzchność świecka i zarazem duchowna wedle swego widzimisię i kaprysu zawiadywali [i zawiadują] sprawami kościelnemi, wydawając wyroki i nakazy w przedmiotach wiary i moralności. Sprawdziło się na nim przysłowie: Mieniał się mieniał nasz stryjek; dostał za siekierkę kijek!

Rząd protestancki uznawszy szczepienie za rzecz bardzo pożyteczną włożył na duchowieństwo obowiązek zachwalania go ludowi przy każdej sposobności; a nie tylko na protestanckich pastorów ale i na kler katolicki zarzucili swe siecie zdradliwie. Rząd i szczepiciele. A z tych sieci wywikłać się nie było łatwo, bo szczepniczy zabobon w opinii publicznej przez szczepników wyrobionej uchodził za wynalazek bardzo pożyteczny, za największą zdobycz umiejętności medycznej, kto zaś słuchając głosu sumienia i zdrowego rozsądku wątpił o tem, z tego szydzono przezywając go nieukiem, zacofańcem itd.

Udzielny książę Wilhelm księztwa Berg wydał 2. sierpnia 1804 r. następujące rozporządzenie:

W ogóle zdaje się, że tak pożyteczny (szkodliwy) dla całej ludzkości wynalazek (szczepienia krowianki) nie doznał u nas jeszcze powszechnego uznania i przyjęcia, jakiego sobie życzyć powinien z Nami każdy patryota (chyba z głupoty). Uważając sobie przeto za święty obowiązek popierania go, by się coraz więcej rozpowszechniał, nakazujemy:

1° — wszystkim lekarzom miejskim i wiejskim pouczać lud przy każdej sposobności o wynalazku szczepienia ospy;

2° duchowieństwu, aby z ambony i przy naukach katechizmowych o tym podarunku Opatrzności św. (bluźnierstwo i ciemnota) z naciskiem i namaszczeniem duchownem swym owieczkom opowiadali;

3° wszystkim urzędnikom, aby swego wpływu i swej powagi użyli do nakłaniania ludu, aby dawał się szczepić: prześliczna za to będzie nagroda; uratowane i ocalone zostaną tym sposobem dzieci dla rodziców, bracia dla braci, obywatele dla ojczyzny!

Podobny rozkaz do duchowieństwa wyszedł z ministerstwa pruskiego dnia 4 lutego 1809 r.)

10. Szkoła, mająca wzniosłe zadanie szerzenia oświaty i edukacyi młodego pokolenia poniżoną została do stanu służebniczego i policyjnego dla uświetnienia i utrwalenia szczepniczego zabobonu, który rozwijające się umysły ogłupia i zdrowe ciała rujnuje.

Wedle ustawy z r. 1874 obowiązani . są kierownicy publicznych zakładów przy rozpoczęciu roku szkolnego żądać od dzieci świadectwa szkolnego, nalegać na nieszczepione, by się poddały tej rzekomo dobroczynnej operacyi, dawać sale szkolne na żądanie szczepiciela do jego błazeńskiej czynności, asystować mu przy niej i na 4 tygodnie przed zakończeniem szkolnego roku sporządzić i przesłać dotyczącej władzy spis dzieci nieszczepionych. Fanatycznym zwolennikom szczepienia nie wystarcza to jeszcze i nie oglądając się na żadne względy wyciągają oni zapleśniałe dawne surowe rozporządzenia, które za wprowadzeniem ustawy szczepniczej wprawdzie moc swoję straciły, ale mimo to gdzie, i kiedy się da, znajdują swe zastosowanie. Rozporządzenie ministeryalne z r. 1872 zabraniało przyjmować do szkoły dzieci nieszczepione; nowsza ustawa tego zakazu nie ma; kupiec pewien w Soden płacił corocznie karę, że dziecka swego nie dał szczepić; przyprowadził je wreszcie do zapisu szkolnego, lecz nauczyciel nie przyjął go do szkoły, bo p. inspektor zakazał takie dzieci przyjmować; inżynier Born chciał swe nieszczepione dzieci posyłać do szkoły miejskiej w Magdeburgu, magistrat odesłał go z niemi do innej, ludowej szkoły, bo mówił, dla miejskich dzieci towarzystwo z nieszczepionemi byłoby niebezpiecznem (zarazić się od czerstwego zdrowia?!) Lekarz dr. med. Mayntzer w Trewirze przeciwnik szczepienia, przez pewien czas posyłał swe dzieci do szkół początkowych i gimnazyalnych; nastał 1903 r. nowy dyrektor gimnazyalny, pedant i formalista zagorzały, który jego 3 synów we wieku lat 14. 16. 21. z powodu że nie są szczepieni, z zakładu naukowego wydalił; niepomogły gruntowne naukowe przedstawienia: czem jest szczepienie, jak szkodliwą niedorzecznością, itd.. p. Mayntzer założył rekurs do berlińskiego ministerstwa, które dopiero po roku odpowiedziało mu przez przezydenta rządowego w Koblencyi 27 grudnia 1904 r.

że wedle opinii królew. naukowej depytacyi w sprawach lekarskich do wyższych zakładów naukowych jako nie obowiązkowych ale dowolnych (co za racya?!) młodzieży nieszczepionej nie przymuje się!

To dało p. dr. Mayntzerowi powód do napisania obszernego w tym względzie artykułu w Impfgegnerze umieszczonego. Więc wys. ministerstwo umywa sobie ręce od wszystkiego i zasłania się opinią deputacyi królewskiej! czy ona jest najwyższą instancyą? Ależ w odpowiedzi nie ma żadnych racyj, argumentów, dowodów! nie ma naukowego odparcia moich twierdzeń! Deputacya strzela z zapłotu, nie walczy po rycersku szlachetną bronią umiejętności, ale samowolą i nadużyciem powagi swojej! Jakaż to niekonse- kwencya, nierozum i nietakt: w jednych szkołach przyjmować dzieci nieszczepione a w innych nie! dla czego tak się postępuje z niemi? czy nie mają równego z drugiemi prawa do świątyni wiedzy i umiejętności? itd.. Musimy szukać sprawiedliwości w Radzie państwa itd.

11. Gazety służą zwolennikom szczepienia za narzędzie do szerzenia wśród publiczności wiadomości bałamytnych z dziedziny rzekomo wielkich wynalazków medycznych i zachwalania operacyi szczepniczej. Rzecz pożałowania godna, że wszystkie prawie gazety podają artykuły pochodzące od lekarzy; milczą zaś uporczywie o tem, co twierdzi strona przeciwna; tym sposobem prawda się przytłumia, do dyskusyi nie przychodzi, a naród nie jest obsłużony rzetelnie. Dr. med. Mayntzer obszernie nad tem się rozwodzi, pouczając panów redaktorów gazeciarskich, jak stoi obecnie sprawa szczepienia ospy i jak dla dobra powszechnego mają się starać być bezstronnymi.

12. Demokracya socyalna w sprawie szczepienia ospy jest w rozdwojeniu; jedni bowiem są przeciwnikami a drudzy zwolennikami tej operacyi. Robotnicy starający się szczerze o polepszenie swojego losu by uwolnić się od przygniatającej zmory, postawili dnia 5. października 1898 r. na zgromadzęniu w Sztutgarcie przez swego reprezentanta dr, med. Weyla berlińskiego lekarza wniosek, aby

posłowie socyaliści w Radzie państwa z naciskiem i usilnie o to się upominać zechcieli, iżby przymus do szczepienia był skasowany, gdyż ta przestarzała instytucya rządowa nie zgadza się z duchem naszego czasu i zadaje srogi policzek postępowi oświaty;

po długich debatach upadł ten wniosłek, bo ci, co w stowarzyszeniu rej wodzą, byli przeciwko niemu. Mimo to przemawiał w parlamencie p. Reisshaus za rezolucyą prof. dr. Forstera; swojego czasu zaś posłowie Hasenclever, Reimer i towarzysze proponowali, aby dzieci można było szczepić dopiero po skończonym piątym ich roku za zezwoleniem rodziców lub opiekonów, dorosłych zaś, gdy sami na to zezwolą; propozycyę odrzucono, ale zaświadczyła ona chlubnie o rozumie i dobrej chęci tych panów. Natomiast przewódcy partyi: Auer, Singer, Bebel, Liebknecht i Kautsky są za utrzymaniem przymusu szczepniczego, bo im powaga lekarzy imponuje i rygor niewolniczy do gustu przypada, los zaś proletaryatu w istocie widać nie wiele tych panów blagierów obchodzi.

13. Społeczeństwo długie czasy broniło się od niedorzecznej, wstrętnej i szkodliwej operacyi szczepniczej gardząc narzuconem sobie wrzekomem dobrodziejstwem; ale zahukane, oszołomione zewsząd ciągłemi pochwałami szczepienia, złamane środkami przymusowemi, odurzone powagą Rządu faworyzującego tę operacyę i mężów nauki wykonywujących ją, osłabło w oporze i samodzielności myślenia o tej rzeczy, którą lekarze krewnym, kolegom, przyjaciołom i komubądź przedstawiali ciągle w fałszywem świetle, jako największą zdobycz naukową. Nic więc dziwnego, pisze dr. med. Meyer, że zgubny zabobon zapuścił korzenie w umysłach ludzkich, że lubo jego piękne obietnice nie sprawdzają się, owszem przeciwnie bardzo smutne bywają z tej operacyi następstwa, ludzie jakby nie byli tego świadkami lub o tem prędko zapominali, zdaje się, wierzą w to kabalistyczne kuglarstwo. Są przecież i rozsądni, którzy zbałamucić się i zdurzyć nie dali; takich jednak wyjątków z ogółu nie wielu. Dopiero agitacya wybrańców narodu, którzy słowem i pismem wystąpili przeciwko szczepieniu, otwiera zwolna społeczeństwu oczy, i przestrzega je przed groźnem niebezpieczeństwem.

Baśnie, zmyślania, kłamstwa i różne fortele zwolenników szczepienia.

1. Z kongresu statystycznego, który się odbył w Petersburgu 1872 r. wysłali zwolennicy szczepienia do gazet londyńskich i wiedeńskich bajkę, że we wojnie francuzko-niemieckiej 1870/1 we francuzkiej armii umarło na ospę z powodu niedbałego szczepienia 23,469 żołnierzy, w niemieckiej zaś armii doskonale szczepionej tylko 2633) osoby. W parlamencie berlińskim lekarz dr. Thilenius (23. stycz. 1883 r.) podniósł tę liczbę francuskich żołnierzy na 24,000; w Sztutgardzie na sejmie podniesiono ją na 27,000, a wiedeńska gazeta [Wien. Allgem. Zeit.] 25. lipca 1884 r. na 40,000. W londyńskim parlamencie przedstawił lekarz dr. Carpenter ten rzekomy fakt na pochwalę szczepienia, łatwowierni też posłowie p. Paylfair i p. Dilke klaskali w ręce i mówili:

to niezbity dowód, świetny i przekonywający dowód, że szczepienie daje ochronę od ospy

ale p. Carpenter po niejakimś czasie (7. sierp. 1883 r.) w londyńskiej gazecie odwołał swoje twierdzenie, gdy go przekonano, że to nieprawda, a posłowie Dilke, Paylfair i inni zwolennicy szczepienia okryli się rumieńcem wstydu. Młody anglik lekarz dr. Hopkirk był w Niemczech na naukach w mieście Jena, gdzie się doktoryzował j nasłuchał dużo o wielkiej liczbie francuzkich żołnierzy zmarłych na ospę rzekomo z powodu nieszczepienia; za powrotom więc do swej ojczyzny, nie wiedząc, co zaszło z dr. Carpenterem, Dilkiem itd. wychwalał szczepienie i na potwierdzenie przytaczał liczbę 23,409 żołnierzy francuzkich, zmarłych na ospę itd. Wezwany 11. pażd. 1889 r. przed królewską komisyę na świadka w tej sprawie, zeznał, że liczbę powyższą uważa za prawdziwą, bo ją wyczytał w berlińskiej gazecie lekarskiej ze sierpnia 1889, z powołaniem się na paryzkie urzędowe ogłoszenie, z tą tylko różnicą, że francuzi podali większą liczbę niemieckich żołnierzy na ospę zmarłych to jest 459 zamiast 310; komisya dochodzi, czy to prawda, i przekonywa dr. Hopkirka, że w cytowanych publikacyach nic o tem nie stoi, co zeznawał, że więc się pomylił. Aby się utrzymać przy swojem, powołał się na urzędową tabelę ministerstwa wojny. Później (19. lut. 1890 r.) wezwano go przed tęż komisyę i kazano mu w przedłożonych tabelach francuzkiego ministerstwa wojny czytać, aby znaleść rzekomą liczbę; i czyta na stronicy 40 z lat 1863 do 1869 liczby żołnierzy zmarłych na ospę: 67, 69, 55, 43, 70, 156, 63 potem na stronicy 47: za rok 1870/1 liczba żołnierzy zmarłych na ospę nie jest wiadomą (bo rejestra na wojnie zaginęły) Zdumiał się i zawstydził dr. Hopkirk, złapany na kłamstwie.

W Szwajcaryi zwolennicy szczepienia również z powyższą liczbą próbowali swoich sztuczek, ale im się nie udało zwieźć naród, który przymusowi szczepniczemu mimo to koniec zgotował. Dr. Vogt pisze, iż wojsko francuzkie regularne przed wojną było szczepione i na ospę we wojnie zapadało, zaś pospolite ruszenie drugiej armii pod dowództwem p. Faidherbe nie szczepione na ospę nie chorowało; mieszkańcy Paryża mało co szczepieni w czasie oblężenia mniej cierpieli na ospę niżeli wojsko drugi raz szczepione; podobnież w mieście Joigny rewakcynowany regiment pod majorem Colin miał 200 żołnierzy zapadłych na ospę, mieszkańcy zaś nieszczepieni ochronieni byli od ospy. Że podczas wojny francuzi więcej zapadali na ospę niżeli niemcy, to nie dziwota, gdy rozważymy, że francuzi bitwy przegrywali, byli w strachu i zmartwieniu, niemieli takich wygód i zaopatrzenia jak tamci w dobry wikt, bieliznę i odpoczynek potrzebny; to wszystko źle wpływa na zdrowie. Pojmanych na wojnie do niewoli francuzów 481,360 w Niemczech znów szczepiono i to z takim zapałem, że jak się sam chwalił, dr. Kranz w Ingolstadzie dnia 10. stycznia 1871 r. zaszczepił 1371 francuzów; a jakiż skutek tego szczepienia? Taki, że po operacyi, która miała od ospy chronić, zapadło jednakże na ospę aż 8085 żołnierzy francuzkich, i z nich umarło 1,552!

W Gdańsku pierwsi oni zachorowali na ospę a od nich dopiero rozszerzyła się epidemia po mieście. Niemcy chełpią się, że 8 razy mniej cierpieli od ospy niżeli francuzi; ależ nie mają z czego się przechwalać, gdyż byli w lepszych stosunkach sanitarnych a zresztą ospa i u nich nie miała względu na szczepienie, bo wedle Jana Butterbrodta, lir. Adolfa Zedtwitz dr. Oidtmann p. pułkownika Spohra itd. zapadło na ospę we wojsku niemieckiem blisko 10,000 a umarło na nią około 4,000! A także u nich jedne pułki i oddziały wojska mniej, inne więcej tą chorobą były dotknięte, np. badeńska armia miała trzy razy więcej chorych na ospę niżeli pruska, korpus bawarski I i II. 9 razy więcej od pruskich korpusow IV, V, VI — a dywizya Heskiego 41 razy więcej niż gwardya diwizyi landwerzystów, lubo cało wojsko jednakowo było szczepione. Przeto szczepienie wojska okazało się we wojnie niemiecko-francuzkiej tak skutecznem, jak amulet wojakowi przypięty jeżeli nie gorzej; bo pospospolite ruszenie francuzkie nierewakcynowane, ospy nie dostało.

Dr. Adolf Vogt zapytywał się francuzkiego ministra Wojny za pośrednictwem poselstwa szwajcarskiego, ile żołnierzy francuzkich w ostatniej wojnie 1870/1 umarło na ospę? Minister Billot dał na to pisemną odpowiedź dnia 22. maja 1897 r. że dokładnej liczby w tym względzie podać nie może, bo raporta i notatki wojskowo w czasie wojny jedne poginęły inne zabrali prusacy; ale wedle ścisłych obliczań, jakie pod ręką ma, liczba zmarłych na ospę w ogóle wynosi blisko 6,000 chłopa. Z tej odpowiedzi przekonywamy się, jak haniebnie skłamali zwolennicy szczepienia, pisząc z Petersburga 1872 r. do gazet wiedeńskiej i londyńskiej, że francuzów padło na ospę w tej wojnie 23,469 a niemców tylko 263, gdy po pilnem badaniu pierwszych było 4 razy mniej, a drugich 15 razy więcej, niżeli do gazet podano. A zwolennicy szczepienia w Lodynie i w Berlinie, komisya angielska, Urząd sanitarny berliński, minister lir. Posadowsky itd. na tych fałszywych liczbach opierają swoje rezonowania i wywody na próżną obronę i pochwałę szczepienia ospy; niech im wierzy, kto chce być głupim i zwiedzionym.

2. Prof. dr. med. Kussmaul twierdził w swem piśmie, że we Wurtembergii umarło przed zaprowadzeniem szczepienia w 9 latach 23,364 osób na ospę, po zaprowadzeniu zaś szczepienia w takimże przeciągu czasu na ospę zmarło 21699, przeto mniej o 1665 osób, które wedle jego zdania szczepieniu zawdzięczały swoje ocalenie. Ten szczegół podnieśli z naciskiem zwolennicy szczepienia w parlamencie berlińskim 1874 r. przy debatach nad projektem rządowym do ustawy o szczepieniu ospy, aby przeciągnąć głosy na swoję stronę. Po 5 latach t. j. 1879 r. na kongresie lekarskim w Eisenach atoli dr. Kless ze Sztutgartu reprezentant Rządu wiirtemberskiego i dr. W. Reitz z Petersburga wykazali dowodnie, że liczba zmarłych na ospę przed zaprowadzeniem szczepienia w Wurtembergii w ciągu lat 9 wynosiła nie 23,364 ale o 10,000 mniej, t. j. tylko 13364, a po zaprowadzeniu tej operacyi lekarskiej w takimże okresie czasu aż 21699 osób umarłych na ospę, czyli o 8,335 osób więcej niż przedtem; to znaczy, że szczepienie z kraju ospy nie ruguje ale ją raczej w nim szerzy i wzmacnia. A przeto twierdzenie dr. Kussmaula na pochwałę szczepienia było sfałszowane i niestety! przyczyniło się wraz z innemi kłamstwami do uchwalenia w parlamencie nieszczęsnej ustawy szczepniczej.

3. Niegodne postępowanie pp. szczepników z ludem.

a) Przyszła do mnie (pisze dr. Bilfinger radca sanitarny w Sztutgarcie z 2-go czerwca 1892) p. Marya Ilshófer żona woźnicy tutejszego (z ulicy Ileusteigstr. 40) z swem niemowlęciem 3 kwartały mającem, Alwinką, która z innemi dziećmi szczepioną została 13. maja b. r. Opowiada mi, że p. fizyk zaciął ją na obu ramionach w 6 miejscach; powstało ztąd 6 króst ospowych z mocnem zaczerwienieniem skory na około każdej krosty; i gdy przedtem była zupełnie zdrowa i dobrze wyglądała, co poświadczyli sąsiedzi, teraz w skutek szczepienia zachorowała; przywołano więc do niej lekarza dr. Eptinga i kilka razy centralnego szczepiciela, który winę choroby zwalił na matkę, bo szczepienie (twierdził szczepnik) temu nic nie winno. Szukała teraz porady u mnie. Skonstatowałem na obu ramionach (po 3 na jednem) zlane w jeden zgorzelinowy wrzód wielkości talara; dziecko miało wielką gorączkę i na całem ciele zwłaszcza na twarzy i głowie wysypkę jadowitą krostkową, powieki rozpalone i nabrzmiałe a z ócz ciekło dużo materyi; matka we dnie i w nocy od kilku tygodni z powodu choroby dziecka nie miała spokoju. Ponieważ w tym wypadku oczy wistem było zakażenie krwi ze szczepienia, uwiadomiłem magistrat, aby wysłał swego lekarza do sprawdzenia faktu. Nazajutrz przybył do dziecka centralny szczepiciel i zapewniał matkę, że wedle jego przekonania (my zaś mamy swoje przekonanie) szczepieniu jako rządowej instytucyi na ochronę zdrowia zaprowadzonej (nie udała się!) żadną miarą przypisywać tego nie można (?), że dziecko zachorowało na różę i zgorzelinę po szczepieniu; wziął jej przytem za złe, iż do mnie po radę przyleciała; ci panowie radziby trzymać nas z daleka, żeby szczepnicza sprawa wyszła cało i mogli oni zatuszowywać szwanki na zdrowiu po szczepieniu powstałe. Tu jednak usiłowania szczepnika na nic się zdały, bo zatrucie było tą razą w oczy bijące. Pomimo wszelkich starań lekarskich dziecko umarło 4. czerwca, w 3 tygodnie po szczepieniu. W krotce potem przybył miejski lekarz, kiwał głową i doniósł o zaszłym wypadku prokuratorowi państwa. O skutku dochodzenia »cicho dotąd; gazety tutejsze nie chciały ogłosić mojego tej w sprawie artykuliku wymawiając się okolicznością, że sprawa toczy się w sądzie. Jako naoczny świadek wypadku nieszczęśliwego nie waham się podać go do publicznej wiadomości. Sztutgart d. 15. czerwca 1892. Radca sanitarny dr. Bilfinger.

(Drugie pismo:) Jak wiadomo, została ustawa szczepnicza w parlamencie 1874 r. maleńką większością uchwaloną; dzisiaj do tegoby nie przyszło. Ale trudno teraz zło naprawić tj. ustawę skasować; do tego potrzeba oświaty; jakoż okropne skutki, które za sobą przynosi ta ustawa, otwierają ludziom oczy coraz bardziej. Z nastaniem wiosny i ogólnych szczepień, już od wielu lat, odkąd dałem się poznać publiczności jako przeciwnik szczenienia, przynoszą do mnie regularnie biedne matki swoje dzieci chorujące mniej lub więcej w skutek szczepienia. Podam do wiadomości powszechnej w krótkości niektóre wypadki najnowsze. Najprzód uzupełniam doniesienie o wypadku poprzednio opisanym dotyczącym rodziny furmana Ilshofer. Matka zmarłego dziecka opowiadała mi przed paru dniami, że w sądzie stawała do protokółu i zeznawała, o co JĄ pytali. Lekarz szczepiciel oskarżył ją o niedbalstwo, którem miała sprowadzić przedwczesną śmierć swego dziecka! Taki zarzut niesłuszny odparła energicznie i powołała się na domowników jako świadków. Zwykłe to wymówki i krętactwa pp. szczepników w wypadkach nieszczęśliwych. Prawda, że stosunki sanitarne biednego ludu wiele pozostawiają do życzenia. Ale czy to jest roztropnie i czy to zgadza się z prawdziwą umiejętnością lekarską wśród takich nieprzyjaznych okoliczności biedne dzieci szczepieniem »bardziej jeszcze wystawiać na niebezpieczeństwo? czy nie należałoby raczej te stosunki niehigieniczne (niezdrowe) naprawić i niewątpliwe dobrodziejstwo młodemu pokoleniu »wyświadczyć, zamiast szczepić je na los szczęścia i sprowadzać tam zgubę, chorobę lub śmierć!? Całkiem zaś niesłusznie byłoby robić jakie bądź wyrzuty matkom, które z miłości dla swych dzieci szczepionych a chorujących wysilają się na wszelkie starania i zabiegi, aby je ratować. Właśnie przymus szczepniczy jest przewrotnem zarządzeniem i z natury swej musi sprowadzać następstwa najgorsze. Świadczą o tem następujące wypadki. (Tu opisuje dr. Bilfinger obszernie w Impfgegnerze, — ale my dla braku miejsca w krótkości je rozważmy:

1° na ramionach szczepionych róża,
2° wysypka, wrzody złośliwe i odra (żarnice),
3° wrzody, nabrzmiałość gruczołów pod pachą,
4° róża na lewem ramieniu,
5° zapalenie tkanek kumurkowych za uszami i zaczerwienione napuchnięcie gruczołów,
6° odra, ciężkie zapalenie płuc i wysypka,
7° róża na całem ramieniu z wysypką, zapalenie oczu,
8° róża na obu ramionach,
9° gorączka, złośliwa wysypka, potem wilk (wrzód złośliwy) na prawym policzku, wrzody za uszami i na prawym łokciu..

Dalej pisze dr. Bilfinger Jak może medycyna odważać się pod odpowiedzialnością wcierać dzieciom jadowitą ropę do ciała i zatruwać krew ?! Czyto taką jest suma umiejętności podawana w uniwersytecie młodzieńcom na drogę praktyki? Zaiste, pojąć tego zaślepienia nie mogę i mówię tylko: Odpuść im, Panie! bo nie wiedzą, co czynią .. (Dopisek:) Znów przychodzi do mnie matka dziecka zmarłego na gangrenę ze szczepienia i mówi, że otrzymała pismo z urzędu, iż zaniechano kroków sądowych przeciwko niej jako oskarżonej o niedbalstwo i spowodowanie śmierci jej dziecka; koszta dotychczasowe w tej sprawie przekazują się kasie państwowej . . w Sztutgarcie d. 25. czerwca 1892. — Czy to nie ironia i szyderstwo ze sprawiedliwości, oskarżać matkę o brak troskliwości około własnego dziecka zmarłego w skutek operacyi szczepniczej na zgorzelinę, a nie szukać winy w operacyi, szczepicielu i ustawie państwowej?! To się nie zgadza z prawem boskiem i ludzkiem, z głosem prawego sumienia. Sztutgart dnia 30. czerwca 1892. R. s. Bilfinger.

b) Z Pforzheim pisze nauczyciel muzyki pan Henryk Korn: Moja córka Anna Klara ur. 1890 r. w następnym 1891. nie była szczepiona z powodu choroby; również i w trzecim roku 1892 była chorą i posłałem do policyi świadectwo lekarskie, że szczepienie powinno być odłożone przyszłego roku. Tymczasem zjawił się policyant z nakazem szczepienia pod zagrożeniem kary 40 marek, i mówił:

Dziecko Pańskie musi być szczepione; ja także muszę moje dzieci dawać szczepić!

Ponieważ od 1880 r. z powodu złamania nogi i długiej choroby poniosłem wielkie straty materjalne, nie mogłem teraz zapłacić 40 mk. kary; przeto lekarz powiatowy dr. Rehmann szczepił to moje dziecko chore dnia 25. maja 1892, chociaż ustawa zakazuje szczepić w takich razach i wydał świadectwo, że operacya się udała. Ale jak się udała? z jakim skutkiem? Oto z takim, że zapalenie z obu ramion rozszerzyło się aż do palców, gorączka tak była gwałtowna, że dziecko ciągle prosiło o wodę do picia i żaliło się na boleści wielkie; szczepnik po paru dniach oglądał dziecko i mówił mej żonie, że tak, to już dobrze; ale było bardzo źle. Dnia 12. lipca lekarz dr. Glaus przepisał mokre opaski, które gorączkę zmnieszyły z 41 na 38 stopni; ale febra znów wzięła górę i wieczorem o 8. godzinie córeczka moja umarła, chociaż miała 2 lekarzy. Dr. Glaus oświadczył, że szczepienie jej zaszkodziło lub przynajmniej przyczyniło się do pogorszenia; nie należało jej wtenczas szczepić… dr. Bilfinger ze Sztutgartu pisał mi, że i on tego jest zdania, że to dziecko przez szczepienie utraciło siłę odporności, dlatego też prędzej uległo chorobie. Gdym to pismo pokazał dr. Rehmannowi, radcy sanitarnemu, oburzył się i szkalował p. Bilfingera, i gdym mu powiedział, że moje dziecko umarło ze szczepienia, odrzekł: Cóż ma szczepienie ze śmiercią? To taka gadanina tak wygląda, jak gdyby kto w czasie pożaru zginął w ogniu i ktoś mówił: Coż ta śmierć ma z pożarem za związek? cóż on jej winien? Dalej mówił dr. Rehmann: Dziecko było takie zdrowe! a przecież każdy co je widział, przyzna, że było bardzo chorowite. Gdym się pytał dr. Kirna, czy w 6 tygodni po szczepieniu może powstać gorączka na 41 stopni z przyczyny tej operacyi? odpowiedział:

Czemużby nie? gdyż to jest czas, w którym organizm ludzki usiłuje wyrzucić ze siebie napowrót truciznę jadowitą, a gdy ona głęboko i mocno się usadowi, wtenczas przyjdzie gorączka, a im mocniej szczepiono, tem silniejsza bywa gorączka.

A przeto szczepnik podłożył ogień, dr. Glaus chciał go zagasić, ale przytem życie dzieciątka zgasło. Dlatego zaskarżę dr. Rehmanna i ręczę za wszystko, co napisałem. Henryk Korn.

c) Przewodniczący towarzystwa przeciwników szczepienia ospy w Sztutgarcie, kupiec p. K. Schumacher, dowiedziawszy się, że w Esslingen zaszedł wypadek śmierci dziecka po szczepieniu, pojechał tam, aby rzecz zbadać i ogłosić w Impfgegnerze. Z obszernego sprawozdania dowiadujemy się, że Laura córeczka zecera z drukarni w Eslingen z powodu ząbkowania i kaszlu nie powinna była być szczepioną i tego też domagała się jej matka; lecz lekarz tej prośby nie uwzględnił odpowiedziawszy, że dziecko dobrze wygląda i szczepienie mu nie zaszkodzi (bajka). I zaszczepił je 16. maja, jak świadectwo z 20. maja opiewa, ze skutkiem; i za parę dni przy oglądaniu dziecka powiedział, że tak jest dobrze… Ale to nie prawda, bo było źle i coraz gorzej; a przywołany lekarz zauważył, iż należało dziecka nie szczepić! Pokazały się małe krosteczki na miejscu szczepionem, ramiona, rączki i nóżki spuchły, brzuszek się nadął, głowa nabrzmiała, oddech był ciężki, i mimo zabiegów lekarskich za tydzień, 23. maja, dziecko skonało; miejsce szczepione stało się sinem jak bywa przy zakażeniu krwi. Rodzice śmierć swego dziecięcia przypisują szczepieniu, i słusznie.

d) W mieście Merane u p. Fleischera kupca było dziecię 2 i pół letnie na opiece, słabowite, zeszłego roku od szczepienia uwolnione. W tym roku (1896) pani Fleischerowa starała się także uwolnić je od tej operacyi; szczepnik kazał zdjąć koszulkę dziecku i wziął instrument do rąk, aby je szczepić! przelękła się opiekunka i powtórnie prosiła go, by dziecko zbadał, co mu brakuje, że niedomaga. Odpowiedział szorstko: Ach! szkoda czasu i kto zapłaci za to?! i nie zważając na prośbę jej zaszczepił dzieciątko, aby miało ochronę od ospy naturalne] na 10 lat. Wkrótce potem dziecko ze skutkiem zaszczepione dostaje krosteczek na całem ciele; przywołany szczepnik, aby się przypatrzył swojej robocie, zdumiał się. Przyznał, że w tym dziwnym wypadku pokazała się na dziecku naturalna ospa. Wzburzona do żywego p. Fleischerowa, że dziecko pod jej opiekę oddane taką wyśmienitą(!) ochronę od ospy otrzymało, robi mu gorzkie wyrzuty; on zaś nie mogąc się wykręcić, prosi ją, aby o tem nigdzie nie rozgłaszała, stara się ją uspokoić i robi uwagę, że nie ma racyi tak bardzo się irytować, skoro dziecko nawet nie jest Jej własne! Te słowa bardziej jeszcze dobrą opiekunkę obruszyły i poszła do policyi, aby tam dać wiadomość, co zaszło w jej domu; lekarz wcześniej już tam był i podał ten fakt do zapisania w rejestrze chorób jako wysypkę naskórną po szczepieniu, a nie ospę! o czem dowiedziała się ona przy protokularnem zeznaniu swojem i zwróciła uwagę urzędnika policyjnego na sprzeczność p. szczepnika w oznaczeniu choroby, którą w jej domu nazwał ospą naturalną tu zaś prostą wysypką, ona zaś stanowczo stwierdziła, że to dziecko szczepione przed kilku dniami ma teraz ospę naturalną, nie zaś wysypkę nieznaczną. Dla zbadania faktu przybył na miejsce lekarz powiatowy, oglądał dziecko i kazał p. Fleischerowej rachować ospowe krosteczki, a gdy ich liczba była już wielką, powiedział: »dosyć tego«! Więc niewątpliwie była to ludzka ospa, którą szczepnik chciał zatuszować ze wstydu za swą nieszczęsną praktykę podając w jej miejsce nazwę innej choroby. Tak to znika ospa w Niemczech z rejestrów statystycznych, ale nie znika u ludzi, bo zjawia się niekiedy w skutek szczepienia.

e) Z Altenburgu pisał w lipcu 1901 r. do pewnej gazety p. Maurycy Kirmse oficyalista tamecznej straży ogniowej co następuje: Moja córeczka Elżunia ur. 26. lipca 1900 r. zawsze była zdrowa; dnia 5. czerwca 1901 szczepił ją dr. Rothe; za tydzień 12. t. m. we środę zaniosłem ją na oględziny do p. szczepnika, który wydał mi świadectwo, że szczepienie przyjęło się. Za kilka dni napuchły strasznie ramiona i ręce, o czem moja żona uwia-domiła dr. Rothego, który na nią fuknął: Kto wie, jak niezgrabnie i niedbale obchodzą się ci ludzie z dzieckiem! i kazał je sobie przynieść lub przywieźć w powozie, bo on wiekowy przyjść nie może, ale też i dziecię bardzo chore trudno mi było wynosić z domu; za parę dni pogorszyło się dziecku, a szczepnik uwiadomiony o tem przyszedł do nas we czwartek, popatrzył na dziecię i rzekł:

Cóż chcecie państwo? dziecku przecież nic nie brakuje, róbcie tylko tak, jak wam powiedziałem; zobaczywszy zaś w usteczkach knotek (sysadło, smoczek) zawołał ostro: Paniś winna wszystkiemu! zatruwasz dziecko przeklętym sysadłem (bajka i wykręt); gdyby go potrzebowało, toby się z niem było urodziło! (a my odpieramy: gdyby szczepienia potrzebowało, toby z niem przyszło na ten świat!),

kazał sobie je przynieść za parę dni tj. w sobotę i odszedł nie zbadawszy dziecka, które po południu straciło przytomność i już jej nie odzyskało. W sobotę 22. czerwca poszła moja żona do szczepnika i powiedziała mu, że dziecko od czwartku leży bezprzytomne i że stolec miało ostatnią razą we czwartek rano; zapisał mu jakieś lekarstwo (proszki z płynem) na przeczyszczenie żołądka, i radził oddać je do szpitala dzięcięcego, na co nasz syneczek 13. letni będący tam z matką zrobił jej uwagę, że gdyby siostrzyczkę tam oddała, jużby jej ztamtąd żywej nie odebrała; surowy wzrok szczepnika był odpowiedzią na taką przestrogę. Gdy lekarstwo szczepnika nic nie pomogło i choroba się pogarszała, zaprosiliśmy lekarza naturalnego (przyrodniczego) p. Fryderyka Oldenburga na poradę, jak ratować naszę córeczkę? Od niego usłyszeliśmy smutną nowinę, że dziecko ma na ramionach zgorzelinę i uratować się już nie da; polecił tylko chłodne okłady i opaski, które dziecku niejaką ulgę sprawiły; po pół nocy o 2. godzinie z soboty na niedzielę skończyły się jego cierpienia, bo ducha Bogu oddało.

Dałem fotografować zmarłą córkę i poszedłem do szczepnika radcy sanitarnego dr. Bothego, by mi wydał świadectwo śmierci; zdziwiłem się, gdym wyczytał na świadectwie, że przyczyną śmierci mej córki były konwnlsye i rozwolnienie żołądka, bo przecież od kilku dni do samej śmierci nie miała stolca ani żadnych spazmów; o tem chciałem pomówić z p. doktorem osobiście i po długiem czekaniu otrzymałem wezwanie do niego. Okazał mi p. szczepnik nadzwyczajną uprzejmość i szczere współczucie nad mojem losem, który mię teraz spotkał, bom stracił ukochane dziecko; że w owym fatalnym dniu szczepił 700 dzieci (!) a wszystkie zostały przy zdrowiu, jedynie tylko córeczka moja zachorowała, do czego przyczyniła się gorąca pora roku wedle jego mniemania, itd. świadectwa jednak nie poprawił, i zmartwiony odszedłem od niego. Jeżeli p. radca sanitarny przypuszczał w myśli, że drażliwą sprawę załagodził słodkiemi słówkami, to się omylił, bo ja podanie wysłałem do wys. ministerstwa, aby p. radca dla podeszłego wieku więcej nie zajmował się szczepieniem dzieci, a do prokuratora państwa udałem się w sprawie wy. danego mi fałszywego świadectwa śmierci mej córki. Czekam na rezultat moich kroków sądowych, i postanawiam sobie mocno, w przyszłości nie dawać żadnego mego dziecka do szczepienia. Altenburg, w lipcu 1901 r. Maurycy Kirmse fajermann (strażak).

Z prokuratoryi państwa otrzymał p. Kirmse na swoję skargę odpowiedź pisemną tej osnowy: Dochodzenie przeciwko lekarzowi powiatowemu radcy sanitarnemu dr. Rothe o rzekome przewinienie zaciągnięte 5. czerw. b. r. przy szczepieniu dziecka Elżb. Kirmse ur. 26/7 1900 zm. 23/9 1901 r. wstrzymuje się. Wprawdzie na podstawie opinii zaproszonych z uniwersytetu w Jena profesorów medycyny jako rzeczoznawców wedle przedstawionego przez rodziców dziecka i lekarza kurującego przebiegu tej choroby na pewno przyjąć można, że śmierć dziecka była spowodowaną zakażeniem ran ze szczepienia powstałych, i że rozwolnienie żo¬łądka, które lekarz za przyczynę śmierci podał, wtenczas już nie miało miejsca. Jednakże przez to, jak widać, błędne przypuszczenie (fałszywe świadectwo) nie została sprowadzo¬ną śmierć dziecka. Albowiem szczepnik pouczył domowników, jak obchodzić się należy ze szczepionem dzieckiem i krosteczki szczepnicze dnia 7° po szczepieniu rozwinęły się normalnie. Jeżeli później tj. 5. dnia dopiero wystąpiło na jaw nabrzmienie całego ramienia, to przypuścić nie można, żeby operacya szczepnicza sprowadzić miała to zakażenie; ale ra¬czej uzasadnionem zdaje się być zdanie, że zatrucie krwi nastąpiło wskutek łuszczenia się krosteczek szczepniczych. Gdy i środki lekarskie przeciwko zakażeniu użyte, przez obwinionego lekarza przepisane, uznali rzeczoznawcy za stosowne i dobre; to dowodu na karygodne zawinienie znaleźć nie można. Dlatego dochodzenie w tym względzie przerywa się, (podpis) dr. Goepel.

Komentarza wyjaśniającego, pisze Impfgegner, do tej rezolucyi nie potrzeba, bo nam rozum i sumienie mówią, że sprawiedliwości nie stało się zadość, i pożałowania godnym jest sąd, że decyzyę swoję zastosować musiał do tak błędnej opinii uprzedzonych i stronniczych rzeczoznawców.

f) Podobny wypadek w tym samym prawie czasie zaszedł w Neidenfels przy Lambrecht. Dziecię ślusarza Henryka Zóllera zawsze zdrowiutkie, zostało szczepionem d. 8. czerwca, po tej operacyi zachorowało ciężko i umarło za tydzień, 14 tm. Ojciec zaskarżył szczepnika dr. Schródera z Neustadt, zwłoki dziecka wydobyto z grobu, zrobiono sekcyę 18 tm. dochodzono przyczyny śmierci, i sądową rozprawę przeprowadzono d. 26. t. m. o wyroku w tej sprawie pisał ojciec dziecka do redakcyi Impfgegnera:

Donoszę uprzejmie, że dalsze dochodzenie, czy p. szczepnik winien śmierci mojego dziecięcia, zostało zaniechanem; bo wedle opinii sądowo lekarskiej śmierć mego dziecka nastąpiła w skutek gruźlicy mózgu. To się nie zgadza z opinią mojego lekarza. Zostaję z uszanowaniem. Neidenfels d. 25. sierpnia 1901 r. Henryk Zóller.

Redakcya pisze od siebie: Do powyższego doniesienia robimy tę uwagę, że obowiązkiem jest każdego przeciwnika szczepienia ospy dostarczać pp. prokuratorom i sędziom pism naszych, aby z nich oryentowali się i własne zdanie sobie o tej rzeczy wyrabiali. Jeżeli to prawda, że dziecko p. Zollera umarło nie w skutek szczepienia ale z powodu gruźlicy mózgu, to w takim razie już przed operacyą szczepniczą musiało ciężką przebywać chorobę a taki stan nie mógł ujść uwagi p. szczepnika i on nie powinien był dziecka chorego szczepić, wedle wyraźnego przepisu szczepniczej ustawy. Gdy jednak rodzice dziecka twierdzą, że było zawsze zdrowiutkie, to niepowinno być wątpliwości, że tylko szczepienie spowodowało chorobę śmiertelną.

f) w Głogowie na Szlązku pruskim p. Gustaw Leipold inżynier długie lata nie dawał szczepić swoich trojga dzieci zasłaniając się świadectwem lekarskiem dr. med. Wilhelm Haeuslera z Wrocławia; lekarz ten był przeciwnikiem szczepienia i napisał 23. maja 1901 r. na świadectwie, że na podstawie naukowych badań prof. dr. Lewy, dr. Ficklera, dr. Kieserydzkiego, dr. Wanselowa, dr. Czaplewskiego i innych bez wątpienia każda limfa jest szkodliwą i dzieciom grozi poważne niebezpieczeństwo, gdyby miały być szczepionemi; ze swej strony inżynier p. Leipold pisał przedstawienia i prośby do różnych, i najwyższych instancyj, o uwolnienie swoich dzieci od tej guślarskiej operacyi; nic nie pomogło. W nieobecności ojca zabrała policya dzieci do fizyka radcy sanitarnego dr. med. Hoppego, który prędko się zwinął z oględzinami i szczepieniem, a przez pośpiech i nieostrożność najmłodszemu dziecku zrobił długą i głęboką ranę, aż się krew lała; matka prosiła go ze łzami, aby dał pokój dzieciom i nie szczepił ich, on zaś odrzekł, iż dzieci są zdrowe i operacya nic im szkodzić nie będzie, i on na swe sumienie to bierze, gdyby ona ze zmartwienia nawet zachorowała; bo, mówił, tak być musi. Dzieci się rozchorowały a zwłaszcza najmłodsze, które wrzodami szkaradnemi pokryte często dostawało spazmów i długiej a mozolnej potrzebowało kuracyi, nim przyszło do siebie. P. Leopold zaskarżył szczepnika o karygodne głębokie zacięcie przy operacyi; skarga jednak skutku nie odniosła, bo mu odpowiedziano, że takie choroby w skutek szczepienia, jak uczy doświadczenie, zdarzają się często, także po bardzo ostrożnej operacyi, a niema powodu winić o to p. szczepiciela!

g) Podobne wypadki nieraz się zdarzają; np. w Sztutgarcie 1894 r. córeczka inspektora Bartholomiii po szczepieniu zachorowała na złośliwy liszaj ciekący, którym zaraziło się czworo rodzeństwa; przywołany szczepnik mówił: ta wysypka nie jest nic złego, to wnet przejdzie; głupie wasze gadanie, jakoby to ze szczepienia pochodziło; na m, państwo, nic się nie rozumiecie! … za parę dni zaś przyznano: O, to coś złego! Ojciec wniósł do sądu skargę na p. fizyka, i otrzymał odmowną odpowiedź:

Dochodzenie przeciwko dr. Adolfowi Widenmannowi szczepnikowi centralnemu radcy sanitarnemu o gwałtowne i nieostrożne szczepienie wstrzymuje się, dotychczasowe zaś koszta ponosić ma kasa rządowa. Albowiem wedle opinii rzeczoznawców wysypkę krostkową powstałą na dziecku skarżyciela przypisać wprawdzie należy szczepieniu, ale niema tutaj dowodu na przewinienie szczepnika, który swą czynność wykonał wedle ustawy i rozporządzeń rządowych itd.

Otóż racya! Biedni rodzice muszą dawać swe dzieci pod lancet szczepniczy z narażeniem ich na różne choroby i śmierć przedwczesną, i nie znajdują obrony, pociechy i odszkodowania za troski, wydatki, cierpienia i szkody nieobliczalne; dla czego? Bo ta operacya ma chronić od ospy! Dzieciństwo to i zabobon haniebny!

h) Uczennica szkolna Marya Binder wypraszała się od szczepienia, bo od czasu pierwszego szczepienia w niemowlęctwie ciągle ją oczy bolą; szczepnik na to odpowiedział: Każde ma jakąś wymówkę; będziemy jednak szczepić! I operacyę wykonał. Dziecko żaliło się nazajutrz na boleści w całem ciele, wkrótce nastąpiło zapalenie stawów i utworzył się duży wrzód, który gdy wezbrał i dojrzał, pęknął, a ropa lała się z niego przez 11 dni. Wezwano 2 lekarzy i ci biedne dziecko uratowali.

i) Marta Helena Wittig ur. 17. marca 1877 r. była zdrowiutka i już w 9 miesiącu biegała ku wielkiej radości rodziców. Gdy miała być szczepioną, prosiła matka, aby szczepienie odłożyć na później, bo teraz Helence wyrosły ząbki przednie (siekacze) i cokolwiek jest cierpiąca. Na to szczepnik zauważył: Gdybyśmy takiego tluściocha nie szczepili, tobyśmy musieli zgoła nikogo nie szczepić! i operacyi dokonał. Odtąd dziecko posmutniało; po 2 tygodniach wszystkie członki dziecku stężały i szczepnik musiał je przeto bezpłatnie leczyć, ale nie uleczył; później kurowano ją elektryką, i dopiero w 5. roku próbowała chodzić, ale tylko przy pomocy bandaży i kuli; następnie pokazało się pruchnienie kości i musiano ją dać do chirurga, żeby jej wypiłował kość pruchniejącą. To szczepnika zatrwożyło; bo gdy matka Helenki przynosiła inne dzieci do niego w terminie szczepienia, to każdą razą odkładał szczepienie dla ostrożności na później, aż będą silniejsze do przetrzymania operacyi szczepniczej.

k) W mieście Merane był powszechny opór przeciwko szczepieniu, a rodzice starali się zwykle o świadectwa lekarskie dla swych dzieci, by je uwolnić na pewien czas przynajmniej od tej operacyi. To niepodobało się szczepnikowi; więc wyjednał w magistracie pismo z naganą nauczyciela, że ludzi nawodzi do nieposłuszeństwa ustawie państwowej; prócz tego wziął się na sposób, by rodzice nie mieli czasu starać się o uwolnienie zapomocą świadectw dla swych dzieci od operacyi jego, przyszedł niespodziewanie do szkoły z jednym radcą miejskim, i zapowiedział dzieciom, że będzie je zaraz szczepił. A jakże mówi ustawa? panie szczepniku! Rodzice powinni byli dzień, lub 2 dni przedtem być o tem uwiadomieni, aby dzieci wymyte w czystej koszulce przyszły do szkoły na tę operacyę! Tak nagle, zdradliwie, napadać na dzieci nieprzygotowane, to nieładnie i sprzecznie z przepisem ustawy. Wiele dzieci miało odwagę szczepnikowi wręcz oświadczyć, że nie dadzą się szczepić, i postawiło na swojem. Zasługa w tem p. nauczyciela Amanda Walisza, który rodziców i dzieci poucza, czem jest szczepienie i jak się od niego uwolnić można.

W Bonitz szczepienie dzieci szkolnych 1894 r.. nie poszło tak gładko jak poprzednio, ale zaszły ostre starcia matek ze szczepnikiem, któremu przypisywano winę nieostrożnego szczepienia i spowodowania chorób ciężkich a nawet śmiertelnych; pewna matka corocznie wyjeżdża z Bonitz na 4 tygodnie w dalsze strony, gdy się dowie o terminie tej operacyi. W Dreźnie przyniosła matka dziecię tak nikłe i słabowite, że sam lekarz zawołał: Gdzie tu szczepić, gdy rączka tak chuda i drobniutka? A jednak zaszczepił je, a ono za parę dni umarło w skutek operacyi szczepniczej.  

W saskiem miasteczku Ingau 1896 r. 16. czerwca szczepił fizyk dziecko górnika Juliusza Henkera tak głęboko, że krew się z rany lała i dziecko głośno płakało; matka otarła ramię ze krwi, a szczepnik widząc to, przyskoczył do niej i potrząsł Ją mocno za uszy; z jakiej racyi? pyta się gazeta (Deutsche Warte), czy jej niewolno, było obetrzeć rany jej dziecka, które on skaleczył! A Impfgegner dodaje: Wątpić, czy otrzyma ten brutal jaką karę za zniewagę tej niewiasty; na tyle pracy naszej na zwalczanie ustawy szczepniczej odpłaca się nam lud po większej części obojętnością; niechaj im się da we znaki, by się zerwali z uśpienia i razem z nami działali gorliwie na jej usunięcie; bo podobno to prawda, że każdy naród ma ustawy, na jakie zasługuje.

W Elberfeld podobny zaszedł wypadek. Gdy żona piekarza Wilhelma Takena przyniosła swe dziecię szczepione 2. czerwca do szczepnika radcy sanitarnego, ten oglądnąwszy je powiedział, że szczepienie przyjęło się i napisał dla niej świadectwo. Ale gdy dziecko płakać zaczęło, szczepnik mruknął gniewnie: Ponieważ tak krzyczysz, musisz dostać jeszcze szczepionkę i zaciął ramię dziecka w 3 miejscach głęboko; matka starła krew, za co szczepnik zadał jej głośny policzek; sprawa poszła już na drogę sądową, o czem mamy pisemną wiadomość i nie wątpimy, że brutalny szczepnik zostanie przykładnie ukaranym.

4. Teorya zwolenników szczepienia nie naukowa lecz znachorska, błędna, zmienna i dziwaczna.

a) Ospa, powiadają, jest chorobą najstraszniejszą i nieuleczalną, bo skutecznego lekarstwa na nią nie mamy; jedynie szczepienie ospy chroni ludzi od niej.

Odpowiadamy na to: Wszystko to nieprawda; bo jak zauważyli uczeni np. Nawarre (p. str. 62-63), pułkownik Spohr, dr. Forster, Gerling, Ressel, Czarnowski, dr. med. Berthelen, dr. med. Cr u well, dr. m. Fehlauer itd. ospa jest z pośród chorób wysypkowych najłagodniejszą i rzadziej ludzi napada niż szkarlatyna, odra, dyfterya, tyfus, i łatwo się leczy, jeżeli zabiegi około niej są rozumne i stosowne; szczepienie zaś ani jej zapobiega ani ją leczy.

b) W dawnych czasach grasowała i tysiące ludzi zabierała ospa, bo jej nie szczepiono.

Odpowiadamy: Grasowała, bo były przyczyny do tego: niechlujstwo, nędza i nieporadność ludzkaj zwłaszcza wielka nieumiejętność lekarzy, którzy ją swojemi wymysłami niedorzecznemi robili niebezpieczną*; ale była zwykle tylko dziecięcą chorobą, i gdzie ją zostawiono samej sobie, lub ją leczono rozsądnie, kończyła się wyzdrowieniem; natomiast mieliśmy straszną epidemię 1870/4 pomimo gorliwego szczepienia.

*) R. Gerling. Blattern, 9 Dort.. Prof. dr. Forster Poeken 28. Do leczenia ospy służyły i zgubne skutki miały środki następujące, przez powagi doktorskie zachwalane: antymon, chinina, odurzające leki, żywe śrebro we wszelkich postaciach, opium, saletra, kalomel, jod, limoniada z kwasem siarczanym, kwas solny, magnezya, tynktura z tojadu, wodnik chloradu, węglan żelazawy, puszczenie krwi, proszki na przeczyszczenie i womity, plastry i wizykatorye, kollodium, piekielny kamień, kwas karbolowy itd; różne smarowidła i obrzydliwości, któremi chorych dręczono i gubiono w zaślepieniu lekarskiem. Dr. Freind opisuje te dziwactwa (1720 r.) Najprzód narzynano żyły dla upuszczenia krwi, potem dawano na wymioty, stawiano bańki, golono włosy na głowie, i przykładano pryszczydło (plaster ściągający) na głowie, karku, ramionach, nogach i rękach; znów akrew puszczano z pod języka i za uszami, powodowano silne przeczyszenia aż do omdlenia. Obok tego dawano choremu likwory ostre, odurzające, narkotniki, alexipharmaka, kordiaka, haustus penegyrikus, bolum stiptikum, rabarbarum ugotowane z psim łajnem białem (sic). — Inni historycy dodają, że zamykano szczelnie okna i drzwi, aby do izby chorego nie puścić świeżego powietrza, kładziono na chorego ciężkie nakrycia, aby się wypocił, palono dużo w piecu i zabraniano choremu picia wody, o którą prosił. Chorzy przy takiem traktowaniu ginęli jak muchy, a jeżeli który został przy życiu, to był kaleką, z dziubami na twarzy jak straszydło jakie, z utratą słuchu, wzroku lub władzy w swych członkach. Dlatego lękano się ospy więcej jak śmierci.

c) Szczepienie ospy opiera się na doświadczeniu ludu, że ospa raz tylko w życiu napada, i to każdego człowieka; chodzi tylko o to, aby ją złagodzić, co się stanie przez szczepienie krowianki. Wszystko nieprawda! bo są ludzie, którzy się zestarzeli a ospy nie mieli, inni mieli ją 2 — 3 — 4 razy i częściej; szczepienie zaś robi ją gwałtowniejszą, jak pisze wasz zwolennik, obrońca szczepienia, prof. Kusmaul.

d) Nieszczepieni są niebezpieczeństwem dla szczepionych, i dlatego mieliśmy epidemię r. 1870/3, że dla braku przymusu szczepniczego nagromadziło się dużo nieszczepionych, a od nich zarazili się szczepieni, podobnie jak gmach ogniotrwały zwykłemu pożarowi się oprze, ale ulegnie, gdy zewsząd na niego płomienie buchają.

Bajka wierutna, gdyż przymus do szczepienia był przed tą epidemią we wielu krajach, w innych dobrowolnie dawał się szczepić lud przez lekarzy i rządowe organa zbałamucony; wreszcie jakżeby mogli nieszczepieni być niebezpiecznymi dla szczepionych, mających rzekomą ochronę? owszem, przeciwnie się dzieje, bo od szczepionych rozchodzi się zarażenie ospy na domowników i sąsiadów czy oni szczepieni czy nieszczepieni.

e) Mniej umiera na ospę szczepionych aniżeli nieszczepionych.

Twierdzenie to niedorzeczne; bo szczepienie ma chronić od choroby ospowej a nie od śmierci, która zależy między wielu przyczynami także od sposobu leczenia; szczepienie zaś nie daje zdrowia i siły, lecz raczej osłabia człowieka, i zatruwa jego żywotne soki.

f) Szczepienie teraz nic nie szkodzi, bo się szczepi nie z ramienia na ramię, ale tylko limfą cielęcą, czystą i dobrą; w niej niema bakteryj (drobniutkich grzybków pleśni lub robaczków okiem niewidzialnych) dla człowieka szkodliwych.

A więc przyznajecie, panowie! że dawniej szczepienie było szkodliwem, bo się zarażały dzieci jedne od drugich, wasi poprzednicy zaś, albo i wy sami, wychwalaliście szczepienie limfą humanizowaną, jak teraz wychwalacie limfę cielęcą; my zaś potępiamy jedno i drugie; bo i limfa cielęca, jak wykazali uczeni, zawiera w sobie szkodliwe zarazki chorobotwórcze, gdyż jest zebraną z cielęcia na ospę wszczepioną chorującego i mającego swoje ukryte zarazki chorób zwie¬rzęcych, które się przenoszą wraz z ludzkiemi na dzieci szczepione.

g) Szczepienie jest naukowo uzasadnione.

Tem fałszywem twierdzeniem ujął sobie łatwowiernych posłów 1874 r. lekarz Thilenius; ale nie tylko my, lecz także właśni jego koledzy z fachu, zwolennicy szczepienia, dr. med. Wirchow, dr. med. Stein, dr. med. Flincer, dr. med. Bóing itd. zadają kłam jego słowom, albowiem w żadnem naukowem dziele, na żadnem zgromadzeniu lekarskiem, nie było mowy o naukowem uzasadnieniu szczepienia; zresztą sam Thilenius zrobił do swej mowy poprawkę, gdy wynurzył się z nadzieją, że szczepienie udowodni się jako pożyteczne, gdy po zaprowadzeniu szczepniczej ustawy będzie się mieć statystykę dostateczną itd. dowodem w końcu tego braku zasad tj. dowodów naukowych na teoryę szczepniczą są premije na ten cel ogłoszone a dotąd przez żadnego uczonego nie podniesione.

h) Nie żądajcie, Panowie! od nas medyków (pisze dr. med. Griinn do p. Wilh. Ressla red. Impfg.) naukowego wyjaśnienia, dlaczego szczepienie chroni od ospy, bo i wasz dr. med. Laab leczy ze skutkiem różne choroby za pomocą elektryczności, a wyjaśnić nie potrafi, dla czego tak się dzieje.

Odpowiada mu na to p. redaktor Ressel: Twierdzenie twierdzeniu nie równe, bo to tylko ma swoję wagę i znaczenie, co się poprze dowodami z rozumu, doświadczenia i nauki. Gdy bowiem za twierdzeniem dr. Laaba o skutecznej sile elektrycznej przemawiają fakty brane z doświadczenia, to przeciwnie szczepienie potępiają fakty smutnego doświadczenia, i wołają głośno do Boga o pomstę za karygodną operacyę szczepniczą; również rozum i nauka są przeciwko szczepieniu, ale nie są przeciwko elektryczności.

i) Szczepienie nie wyszło pierwotnie z nauki medycznej ale z doświadczenia wielu starożytnych narodów, które robiły baczne spostrzeżenia w przyrodzie, medycyna zaś zastosowała to do swej praktyki dla dobra ludu.

Nie wychodzi to na honor pp. medyków, że się powołują na rzekome doświadczenie i baśnie ciemnych i barbarzyńskich narodów, nasze zaś doświadczenie za nic mają, chociaż sami, gdyby chcieli, takie same doświadczenia robić i nam słuszność przyznać mogą i powinni. A może w głębi duszy tak samo jak my są przeświadczeni, że szczepienie nic nie warte i szkodliwe, ale dla pewnych względów inaczej się mówi.

k) Jeżeliby prosty ludzki rozum miał roztrzygać o szczepieniu, to na coż by się przydała umiejętność medyczna, obstająca za szczepieniem? pyta się dr. med. Endemann.

Odpowiada mu p. Wilhelm Ressel: Umiejętność bez zdrowego rozumu jest fałszywą umiejętnością, błędnym ognikiem na bezdroża prowadzącym; cożby to była za umiejętność, gdyby była nierozumną?! blichtrem i blagą, prostem guślarstwem byłaby ku szkodzie bliźniego i własnej hańbie; i takiem też jest szczepienie, bo się sprzeciwia prawom przyrody i doświadczeniu rzeczywistemu, rozumnie zrobionemu.

l) Cała nowożytna medycyna uznała szczepienie za fundamentalne zarządzenie profilaktyczne dla powszechnego dobra i za najwspanialszy podarunek genialnego Jennera.

Puste to słowa i nic więcej. Szczepienie z hygieną i dobrem ludu jest niezgodne, a Jenner był pospolitym oszustem, jak go nazwał współczesny medyk angielski dr. Rowley (p. str. 30)

m)  Większość lekarzy jest za szczepieniem, a niewielu przeciwko niemu; historya świadczy, że zawsze były jednostki wyrodne, które sprzeciwiały się uznanym powszechnie prawdom i sprowadzały nieszczęście na naród.

Takiemi jednakże jednostkami nieszczęsnemi byli w sprawie religijnej pierwsi schyzmatycy i herezyarchowie: Focyusz, Luter, Kalwin, Henryk VIII król angielski, itd. a następnie w ślad za złem moralnem i duchowem przyszło zło materyalno-lekarskie, tj. w sprawie naszej żona posła angielskiego w Konstantynopolu Montague z swym lekarzem dr. Maitlandem, która wprowadziła do Anglii szczepienie ludzkiej ospy, i Jenner ze swymi zwolennikami, który narzucił ludziom szczepienie krowianki; byli potem tacy, którzy zaprowadzili szczepienie krów i cieląt na tumanienie i degeneracyę narodów. Ci to byli nieszczęściem dla bliźnich swoich. A co się tyczy większości, to rzadko kiedy po jej stronie jest prawda, częściej bywa łatwowierność, płochość, błąd, przesąd i zabobon; nauka, pisze dr. med. Józef Drzewiecki, to nie parlament, gdzie się decydują sprawy większością głosów; ale słuszność mają ci, za którymi przemawiają argumenty, fakty i prawa przyrody; mała liczba, zauważył dr. Mayntzer, posiadających prawdę stanie się z czasem większością, skoro tylko rozjaśni się w ludzkich głowach.

Przeciwnikami szczepienia są już to nieliczni lekarze wykolejeni ze swego fachu medycznego, już to homeopaci i tak zwani lekarze naturalni, zostający w przeciwieństwie do medycyny państwowej, już to wreszcie laicy nie znający się na rzeczy, którą potępiają; ci wszyscy nie zasługują na wiarę, gdy występują przeciwko szczepieniu, które jest dobroczynną instytucyą rządową.

Owszem, winniśmy im pełne zaufanie, wysoki szacunek i szczerą wdzięczność, iż bezinteresownie i śmiało zwalczają szkodliwy zabobon, narażając się na wasze, panowie szczepiciele! zjadliwe dokuczenia i prześladowania. Nie dla dziecinnej zabawki ani płochego sprzeciwiania się zwalczają szczepienie, ale z mocnego przekonania o niedorzeczności i szkodliwości tej operacyi haniebnej. Lekarze dyplomowani, jak dr. Nittinger, dr. Lutze, dr. Bilfinger, dr. Berthelen, itd. poznali się na niedostateczności medycyny i wzbogacili swoję wiedzę skuteczniejszą i rozumniejszą metodą leczenia, a potępiając szczepienie ocalają honor stanu lekarskiego. Homeopaci i lekarze naturalni lepszemi niż wy, panowie doktorowie medycyny szkolnej i państwowej, skutkami leczenia chorych pochlubić się mogą a występują przeciwko szczepieniu z dowodami wziętemi z nauki, rozumu i doświadczenia, gdy wy wojujecie tylko urojeniami, swem błędnem przekonaniem, czczemi frazesami, złudnemi fortelami i statystyką fałszywą. A co się tyczy laików (nielekarzy), to ci z wielu względów mają prawo wypowiedzieć swoje zdanie o szczepieniu; posiadają należyte wykształcenie, zasięgają rady swych przyjaciół lekarzy, czytają ich pisma w sprawie szczepniczej i mogą trafniej sądzić o szczepieniu, niż doktorzy medycyny, którzy na uniwersytecie nic prawie więcej nie słyszeli, jak: szczepienie ospy wynalazł Jenner, szczepienie jest pożyteczne, chroni od ospy a nic nie szkodzi, największa to zdobycz naukowa i tryumf medycyny; te frazesy pochwalne powtarza się za p. profesorem bezmyślnie a nie uznaje się za potrzebne oddawać się studyom nad tym przedmiotem i sądzić o nim samodzielnie; rodzice zaś i przyjaciele ludzkości, widząc nieszczęsne skutki szczepienia dzieci, obojętnymi na to być nie mogą i badają rzecz, która nie ze wszystkiem do medycyny należy, i wielkich studyów niepotrzebuje, aby ją poznać, zrozumieć i potępić można; jest to kwestya także socyalna, jurydyczna i moralno-religijna, którą każdy światły umysł pojąć i osądzić podoła. — Wiele innych złudnych i niedorzecznych twierdzeń, któremi zwolennicy szczepienia łatwowiernych tumanią, pominąć musimy dla braku czasu i miejsca; w danym razie odeprze je sam zdrowy rozsądek.

5. Praktyka zwolenników szczepienia zmienna, guślarska i szkodliwa.

Z początku 17. i 18. wieku wcierano w ciała zdrowych ludzi ropę ospy naturalnej jako skuteczny lek przeciwko tej chorobie; od zabobonnych azyatyckich ludów i tureckich guślarzy przejęli tę metodę chciwi zysków a niepomni na swą godność lekarze europejscy; po przykrem rozczarowaniu rządy pod surową karą tej szkodliwej a niedorzecznej operacyi zakazały.

W jej miejsce dla brudnego zarobku ze szwanków na zdrowiu i życiu ludzkiem, zachwalono i wprowadzono szczepienie t. z. krowianki tj. ospy krowiej, a w jej braku nie wahano się szczepić materyą wrzodu kopyta końskiego, ospy owczej lub jakiego bądź wrzodu ludzkiego lub zwierzęcego (pisze hr. Zedwitz), gdy zaś brakło tego drogocennego elixiru, jadowitym minerałem, winnym emetykiem. Z dzieci szczepionych zbierano materyę ospową do szczepienia innych dzieci, z czego zarażały się różnemi dziecięcemi chorobami. Dla otrzymania szczepionki szczepiono krowy na wymieniu a potem cielęta na brzuchu, poddając je okrutnej torturze; z ich krostek brana materya do szczepienia ludzi przenosiła na nich choroby ludzkie i zwierzęce. Powstał wstręt powszechny i oburzenie przeciwko tej błażeńskiej i szkodliwej operacyi; przebiegli szczepnicy otumanili rządy, które operacyę kuglarską ludowi zachwalały, rozporządzeniami swemi lub państwową ustawą go do niej jako rzekomo dobroczynnego środka ochronnego znaglały, pod karą i przemocą zmuszały. Nie pomnęli na to lekarze i rządy, iż operacya taka sprzeciwia się najpierwszej zasadzie lekarskiej, aby nigdy nie szkodzić, i pierwszemu prawidłu chirurgii, aby do rany nie wprowadzać żadnej nieczystości, żadnego ciała obcego. Aby uciszyć w sobie głos sumienia i rozsądku, wmawiali przewrotni szczepiciele w siebie, w rządy i w społeczeństwo, że szczepionka jest czystą, wolną od wszelkich zarazków chorobotwórczych, i nazwali ją pięknie brzmiącą, uczoną nazwą: limfa; ależ ropa z natury swojej już jest samą nieczystością, materyą wrzodu, rozkładającą się i gnijącą, jest jadem trupim, posoką zwierzęcą; sam zdrowy rozum mówi, że co wyrzucił z siebie organizm żyjący człowieka lub zwierzęcia, jako rzecz szkodliwą i nieużyteczną, to szczepionemu do zdrowia przydatnem i nieszkodliwem być nie może, ale musi mu zawsze zaszkodzić mniej lub więcej, i nigdy na dobre nie wychodzi; bo trucizna z natury swojej zatruwa, zakaża krew i soki; przeciwnie utrzymywać, jak to czynią szczepiciele, jest nierozum i szaleństwo lub zbrodnicza szarlatanerya.

Z początku szczepiono na rękach, nogach, twarzy i czole, przy śmiesznych guślarskich ceremioniach i szeptaniu słów tajemnych, później z opuszczeniem znachorskich zwyczajów i słów zamawiaczy pogańskich szczepienie ograniczono na oba ramiona; wreszcie za podszeptem lekarzy rząd niemiecki polecił szczepić na jednem tylko ramieniu tj. na prawem niemowlęta, na lewem zaś dzieci szkolne; jest to dowolność nie naukowa ale znachorska, i wedle widzimisię zmieniać się może.

Dysputowano poważnie, czy robić rany płytkie czy głębokie? nakłuciem czy przecięciem skórki? w linijki czy w kratki? W końcu zadecydowano (nie 20, 15, 10, 6, 5 nakłuć, jak dowolnie długie czasy robiono, ale) tylko 4 nakłucia, bo lud użalał się na zbytnią i niemiłosierną, gorliwość w ranieniu dzieci.

Sprzeczano się też, ile potrzeba krostek ospowych ze szczepienia powstających, aby operacya była skuteczną i chroniła od naturalnej ospy? Wymagano ich jak najwięcej, ale zgodzowo się na 2 krosteczki dobrze rozwinięte; w końcu orzeczono, iż wystarczy jedna. A jeżeli żadna krosteczka z rany po szczepieniu nie wyrośnie, coby to znaczyło? Tego zjawiska natury nie umiano sobie wytłumaczyć; bo jedni twierdzili, że to zły znak, szczepienie się nie udało, limfa była zła, stara, nieskuteczna lub operacya niedokładna, trzeba więc na nowo szczepić, drugi i trzeci raz, aż do skutku; gdy i wtenczas krosteczka się nie okaże, zaniechać szczepienia, z powodu jedynie oburzenia i sarkania ludu; inni przeciwnie twierdzili, że to znak dobry; szczepienie, mówili, nie przyjęło się, ponieważ w ciele szczepionem nie było ani śladu ospy naturalnej, którąby limfa wyprowadziła na wierzch skóry, dlatego szczepienia ponawiać nie należy; tej opinii dawniej się trzymano, następnie tamta wzięła górę nad nią, ale żadna nie jest prawdziwą czyli naukową.

Jak długo trwa ochrona szczepnicza? czy wystarczy na całe życie jedno szczepienie? czy należy więcej razy szczepić i po upływie jakiego czasu? zdania były podzielone, bo błąd jest wieloraki a prawda jedna, tj. szczepienie żadnej nie daje ochrony od ospy naturalnej, bo jej dać z natury rzeczy nie może. Więc jedni utrzymywali, że szczepienie chroni na całe życie od ospy i powtarzać go nie potrzeba; inni sądzili, że ochrona ta trwa tylko 10 lat, poczem znów szczepić należy, byli też tacy, co radzili szczepić wcześniej, po upływie lat 9, 8, 7, 6, 5, lub 2 od czasu pierwszego szczepienia, inni radzili ludziom dawać się szczepić corocznie, nawet kilkakroć w roku, przy ważnych okolicznościach dla uświetnienia i pamiątki jakiego zdarzenia, wyjazdu, zaślubin i t. d; dr. Robert Koch nauczał zaś, że szczepienie daje ochronę pewną, ale względną, bo jednych chroni a drugich nie chroni od ospy, i choćby kto jak najczęściej dawał się szczepić i ciało swoje dla limfy pokrajać, jeszczeby nie był zabezpieczonym od ospy, bo ta ochrona jest względną! (kuglarstwo i nic więcej; wszak bez szczepienia tysiące osób w czasie epidemii są wolne od ospy, która jedynie kilka lub kilkadziesiąt z nich napada . . dlaczegóż ma się wszystkie np. dzieci szczepić i zatruwać im krew dla rzekomej i to niepewnej (względnej) ochrony? Wasza, panowie, praktyka opiera się nie na gruntownej nauce i prawdzie, ale na szalbierstwie i żądzy wyzyskiwania ludzkiej bezmyślnej łatwowierności i potulności! Owocem dziecinnych sporów i szalbierskich mamideł w tym względzie było postanowienie szczepienia dzieci w 2 i 12 roku życia oraz rekrutów wojskowych. Czy to zaś pomaga? czy nie szkodzi? Żale, petycye i opór ludu, są na to głośną odpowiedzią i skargą do Boga o pomstę wołającą.

Kogo szczepić? Rozum i sprawiedliwość mówią, że tego, kto tej operacyi potrzebuje (nikt!) i żąda (nieświadomy rzeczy) płacąc za nię. Z początku ta nowość zachwalana pociągała łatwowiernych ludzi do siebie, później nauczeni przykrem doświadczeniem, stracili do niej zaufanie, owszem powzięli wstręt i obrzydzenie. Szczepnicy przeczuwając, że nikt o takie licho prosić nie będzie a oni chcieliby niem się popisywać i na niem grubo zarabiać, zawyrokowali:

Szczepić bezbronne niemowlęta i zostające pod posłuszeństwem dzieci szkolne ale tylko zdrowe oraz rekrutów wojskowych; z tymi łatwiejsza sprawa, z innymi bardzo trudna; zresztą poradzimy sobie naszą wymową i pomocą ramienia rządowego!

I tak się też dzieje niestety!

6. Zasadą, na której zwolennicy szczepienia opierają swoję błędną teoryę i szkodliwą praktykę, nie jest prawo przyrody lub zasada fizyologiczna (bo naukowo uzasadnić szczepienia ospy nie mogą), ale tylko ich osobiste przekonanie i statystyka dla błędów i niedokładności przez uczonych a nawet przez reprezentanta rządu odrzucona.

Mianowicie

a) powołują się na własne swoje doświadczenie i osobiste mocne przekonanie, że szczepienie od ospy naturalnej chroni a jest nieszkodliwe.

Ależ takie samo przekonanie (błędne) miały narody azyatyckie pogańskie, i nieoświecone europejskie, a przez długie lata ci panowie powoływali się na te ciemne i zabonne ludy jakby na jaką powagę, np. Jenner powoływał się na angielskich wieśniaków w Berkeley, berliński Urząd sanitarny zaś na mieszkańców Holsztynu i turków konstantynopolitańskich. Jennerowi przebaczyć to można, bo były to jeszcze czasy zabobonu i ciemnoty; ale berlińskim uczonym z ces. Urzędu sanitarnego wcale nie do twarzy bredzić jak o wilku żelaznym w epoce wysokiej oświaty i cywilizacyi. Powoływanie się więc pp. zwolenników szczepienia na ich własne lub zabobonych ludów przekonanie i doświadczenie, żadnej niema naukowej wartości; dla nas nie osoby mają powagę i znaczenie, ale dowody i racye wzięte z rozumu, nauki i doświadczenia; nie wierzymy ślepo byle komu, choćby tytułami i orderami błyszczał, zwłaszcza, że pod tym względem mamy własne przekonanie oparte na zdrowym rozsądku, powszechnym ludzkiem uczuciu, nauce i doświadczeniu wiekowem. Jeżeli ci panowie przy zielonym stoliku prawdy dociec sami nie mogli, to niechby dali wiarę własnym raczej uczonym rodakom, niżeli podejrzanym świadectwom ludów obcych, ciemnych i zabobonnych. 

b) Ale, powiadają, statystyka przekonywa o niezmiernem dobrodziejstwie szczepienia, bo z niej widać jak na dłoni, że gdzie się szczepi, tam mniej ospa grasuje, niżeli tam gdzie się nie szczepi!

Dziwnaby to była rzecz, której jednak sam dr. Virchow 1880 r. odnośnie do owiec zaprzeczył (p. str. 127) i do skasowania szczepienia jagniąt przyczynił się. Wszelako przypatrzmy się tej zachwalnej statystyce, kto i jak ją robi? i w jakim celu? Otóż statystyka w ogóle ma przedstawiać aktualny stan państwa lub kraju jakiego pod pewnym względem np. rolniczym, przemysłowym, handlowym itd. ile jest mieszkańców jakiej narodowości i wyznania, ile miast, wsi, fabryk, jakie towary i skąd się sprowadzają? jakie za granicę się wywożą? ile i jakie są zwierzęta w kraju? ile jest mórg pola uprawnego, ile pastwisk, lasów, rzek itd.; te spisy zwykle bardzo lub zupełnie zbliżają się do rzeczywistości i są wiarogodne. Ale nie tak bywa w naszej statystyce, o której właśnie mowa, pod względem zdrowotności kraju i całego państwa, ile w nim było wypadków zachorowań i śmierci na różne choroby, zwłaszcza na ospę, z jakiej to przyczyny, czy wskutek szczepienia? Albowiem tę statystykę robią lekarze zwykle zwolennicy i obrońcy operacyi szczepniczej; w ich zaś interesie leży, wykazać pożytek szczepienia ospy; więc ją nakręcają i formują wedle swego zamiaru, zamilczając o tem, coby się sprzeciwiało szczepieniu a zmyślając lub przesadzając, co mu sprzyjać się zdaje.

Wina tego po części leży w samej ustawie szczepniczej i w rozporządzeniach rządowych.

a) Szczepiciel ma osądzić, czy szczepienie przyjęło się, czy nie przyjęło? było ze skutkiem czy bez skutku? Jeżeli uzna, że się nie udało, wypadek wpisuje do listy nieszczepionych, chociaż co się stało, odstać się nie może i jad szczepniczy pozostał w ciele, a choroby ztąd powstałe nie przypisuje się, jakby po słuszności należało, szczepieniu, ale kładzie się na karb innej jakiej przyczyny,

b) Dla pochwały szczepienia i zmniejszenia liczby wypadków ospy polecono odłączyć od ospy lżejsze jej formy np. ospę wietrzną, jakoteż te wypadki, w których z ospą naturalną równocześnie pokaże się na temże ciele także odra (żarnice), szkarlatyna, tyfus plamisty itp. te wszystkie wypadki w Niemczech od czasu państwowej ustawy szczepniczej nie rachują się do ospy ale do innych chorób wysypkowych, dawniej zaś znane były pod ogólną nazwą ospy, jak to w Austryi i innych państwach dotąd się praktykuje; nic więc dziwnego, że po takiem obcięciu statystyka niemiecka mniejszą liczbę zachorowań na ospę wykazuje, niżeli austryacka i t. d. w rzeczywistości zaś różnica jest nieznaczną lub żadną,

c) Polecono brać na uwagę tylko te choroby [NOP – Niepożądany odczyn poszczepienny – admin], które w ciągu 8 dni po szczepieniu się pokażą, co zaś później się stanie, to wedle zdania tych panów nie stoi w związku ze szczepieniem; a przecież jak rozum dyktuje, naturze organizmu i szczepionki jadowitej terminu działania wyznaczać nie można, bo trucizna niekiedy po kilku tygodniach, miesiącach i latach, nawet dopiero w późnym wieku i w starości rozwija w ciele straszne spustoszenia; na energiczne przedstawienia przeciwników szczepienia, że limfa cielęca później niż humanizowana, którą w czasie uchwalenia ustawy szczepniczej miano na myśli, wywołuje choroby, przedłużono ten termin do dni 14, co naturalnie jeszcze nie wystarcza i wiele chorób ze szczepienia powstałych innej jakiej przyczynie przypisuje się, aby szczepienia nie dyskredytować.

d) I w ciągu tak krótkiego terminu choroby, ze szczepienia powstałe, po większej części milczeniem się pokrywa, lub inną przyczynę im nadaje; bo rodzice z niewiadomości, niedbalstwa lub niechęci i zrażenia się do szczepnika nie donoszą mu o zachorowaniu dziecka swego po szczepieniu; a i lekarz nie zawsze sumiennie bada i zapisuje jakby powinien, co wynikło ze szczepienia, by winę nie przypisywano jemu lub limfie, uchodzącej w jego oczach za niewinną, czystą i nieszkodliwą; wolno mu też chorobę nazwać, jak mu się podoba, np. ospę naturalną zanotować jako nieznaczną wysypkę naskórną, itd. i były wypadki, że u dziecka po szczepieniu wystąpiły krosteczki, które szczepnik rozeznał i przed domownikami nazwał ospą naturalną, prosząc o sekret w tym względzie; a niedowierzając im, namyślił się inaczej i w policyi podał ten wypadek jako niewinną i zwykłą wysypkę po szczepieniu (p. str. 173).

e) Młodzi lekarze wynoszą ze sobą z niektórych uniwersytetów (np. prof. Lassara w Berlinie) naukę, że gdy umiera na ospę dziecko szczepione, nie była to prawdziwa ospa, ale coś do niej podobnego, tj. waryolid; gdy zaś dziecko nie było szczepionem, w takim razie była to prawdziwa ospa; —jest to prosty wykręt na obronę szczepienia, które miało chronić od ospy a sprowadziło ją tak prędko,

f) Ponieważ władza rządzowa opiekuje się szczepieniem, niechętnie więc do wiadomości swej przyjmuje, cokolwiek wychodzi na jego niekorzyści pohańbienie, i nie wymaga od podwładnych sobie organów całej i dokładnej prawdy o szwankach wynikłych; z tego, co podobało się pp. fizykom powiatowym i policyom miejskim zaraportować jej, urabia statystykę chorób i śmiertelności swego królestwa lub księstwa; ces. urząd sanitarny w Berlinie formuje ją dla całego niemieckiego cesarstwa, przyczem dopuszcza się niekiedy znacznych pomyłek, opuszczając to, co mu niedogodne. Z tych i innych jeszcze powodów statystyka zwolenników szczepienia jest niedostateczną i na wiarę nie zasługuje; potępili ją uczeni niemieccy sami nawet obrońcy szczepienia, jak prof. Bohn i dr. Boing, dalej dr. Lorinser, dr. Kóller, dr. Kolb, dr. Ollendorf, dr. Kupleberg, dr. Berthelen, dr. Cruwell, pułkownik Spohr, R. Gerling, dr. Forster, W. Ressel itd. wreszcie reprezentanci Rządu: tajny radca sanitarny dr. med. Eulenburg, (1873) tajny radca sanit. dyr. urzędu sanit. (1877), Komis, sanit. (1884) i t. d. wyrażają się o tej statystyce z wielką naganą: że nie warta papieru, na którem napisana stoi, że ją ułożono pobieżnie, stronniczo i bez zachowania reguł właściwej umiejętności; przeto nie można z niej żadnych wyciągnąć wniosków naukowych, itd.

7. Statystyczne krętactwa zwolenników szczepienia.

Z początkiem 19-go stulecia epidemia ospy złagodniała i zwolna ustępowała; wprowadzono wtenczas szczepienie ospy z nieśmiałością jakby na próbę: lekarze przypisali to znikanie epidemii szczepieniu; patrzcie, mówili, jakie to dobrodziejstwo wyświadcza się wam przez operacyę szczepniczą! Gdy zaś 1871/2 prawie wszyscy byli szczepieni, grasowała straszna epidemia ospy zabierając setki i tysiące szczepionych na drugi świat, zbankrutowani szczepiciele wykręcali się śmiało: czemuż to wszyscy nie dali się szczepić! dla nieszczepionych przyszło to nieszczęście i potrzebnym jest koniecznie przymus szczepniczy! — Epidemia zaczęła znikać od 1872 r…. przymus do szczepienia w berlińskim parlamencie 1874 r. uchwalony wszedł w praktykę r. 1875 a lekarze chełpili się: Jakież to szczęście dla ludu, że zaprowadzono przymus szczepniczy, bo w skutek niego zmalała ospa! — Wszystko to bajka i ćmienie narodu; jakże bowiem ustawa szczepnicza mogła wpływać na złagodzenie ospy, skoro uchwaloną dopiero została 1874 i wprowadzoną w życie 1875 r. epidemia zaś już się cofała 1872 i 1873 r.! Przecież ustawa ta wstecz działać nie mogła, gdy jej jeszcze nie było na świecie. A chociaż praktykowała się od r. 1875, nie mogła 1890 r. przeszkodzić wielkiej epidemii ospowej w mieście Gladbach, w r. 1895 w Berlinie, w Raciborzu (gdzie 58 osób umarło na ospę) itd. itd.

Zmarli z powodu Ospy prawdziwej - Berlin, Wrocław, Monachium

I ospa w Niemczech mimo gorliwego szczepienia czyli właśnie z powodu tej operacyi nie przestaje dotąd corocznie w różnych miejscowościach wybuchać, co szczepnicy przypisują zawleczeniu jej z Rosyi lub Austryi, gdzie tak samo szczepi się jak u nich, z obietnicą ochrony od zarażenia się na ospę! itd… jakąż więc ochronę daje szczepienie? Lecz i w środkowych Niemczech, w Bruch przy Reklinghausen, w Sztutgarcie, Monachium itd. zapadają na ospę szczepieni, a zarazić się nie mogli od zagranicznych robotników, którzy tam niedochodzą; jak sobie to wytłumaczyć? pyta się redakcya Impfgegnera, a urząd sanitarny berliński ciągle nie wie, co na to powiedzieć i milczy, chociaż Impfgegner tryumfująco narzuca mu tę kwestyę.

8. Obskurantyzm i tyrania, zawalidroga i tama postępu, oświaty i dobrobytu narodowego.

Zwolennik szczepienia trzyma się ślepo starodawnego zabobonu, broni go uporczywie, zakuł się i zasklepił w swoje ułudy i mrzonki jak ślimak w skorupie i nie chce słyszeć, nie chce czytać i rozważać, do jakich rezultatów doszli przeciwnicy postępowi wznoszący się jak swobodne ptaszki na skrzydłach zapału i myśli, badający ten sporny przedmiot z daleka i z bliska; bo dla niego wszystko furda i fraszka wobec szczepienia, którem się chlubi i zachwyca, jako rzekomym genialnym wynalazkiem. A gdy nauka medyczna żąda dla siebie swobody w leczeniu chorego wedle zdobytej wiedzy i nabranego doświadczenia, to fanatyk szczepnik niby nadziemską powagą narzuca rozsądniejszym kolegom i laikom udogmatyzowaną mrzonkę:

Ospa jest najstraszniejszą chorobą i niema na nią innego środka ratunku, jak tylko szczepienie, które nie szkodzi a pomaga, bo chroni od tej okrutnej choroby; nie poradzi się tu hygieną ani jakiem bądź zarządzeniem sanitarnem, ale tylko szczepieniem; wprawdzie leczą niektórzy chorującego na ospę wodą i ziołami, lecz to się uda tylko w łagodnej ospie; ktoby zaś spuszczał się na podobne leczenia, gorzkoby się rozczarował w czasie epidemii, bo choroba ospy jak dawniej, tak teraz jest najstraszniejszą, nieuleczalną chorobą; zresztą u nas nie było okazyi do leczenia ospy, gdyż ją wyrugowało szczepienie (wszystko bajka).

W Niemczech jest około 15,000 lekarzy naturalnych, są liczne stowarzyszenia Kneipowskie, jarskie itd. w sprzeczności z medycyną; szczepiciele jednak wiedzieć i słyszeć o nich nie chcą; wedle nich szczepienie jest najważniejszą instytucyą rządową dla dobra narodu. A ten naród stęka i narzeka na swój los pod obuchem ustawy szczepniczej. Choroby, kalectwa i przedwczesne śmierci, koszta leczenia, boleści dzieci, troski rodzicielskie, oto! ich rzekome dobrodziejstwo, którem darzą swój naród ci panowie obłudnicy i samoluby!

9. Pod sekretem, między sobą w poufnej pogadance i w dziełach naukowych nie dla publiczności wydanych, ale tylko dla stanu lekarskiego, — przyznają oni słuszność przeciwnikom szczepienia,

a) Zwolennicy szczepienia przyznawają, że ochrona szczepnicza nie jest ani udowodnioną ani wyjaśnioną naukowo.

Dr. med. prof. Kusmaul pisał 1870 r.:

Jakim sposobem ta ochrona szczepnicza przychodziłaby do skutku, o tem umiejętność żadnego wyjaśnienia dać nie może.

Prof. dr. med. Stiimpel r. 1895 w swem dziele naukowem (O patologii etc.) mówi:

Dokładnego wyjaśnienia o ochronie pochodzącej ze szczepienia ospy dotąd dać nie mogliśmy.

b) Nie wiadomo, jak długo trwa ta ochrona.

Dr. Simon, dyrektor angielskiego instytutu szczepniczego twierdził, że jednorazowe szczepienie chroni od ospy na całe życie; dr. Robert Koch w Berlinie utrzymuje, że ta ochrona trwa 10 lat, ale jest względną i nie dla każdego skuteczną; dr. med. Striimpel żąda powtórzenia szczepienia w każdym 6-tym roku; dr. med. Głogowski co 5 lat, dr. med. Biedert każdego roku, a dr. med. Lassar w Berlinie o ile można jak najczęściej w roku, przy okazyi ważnych wypadków, jakiemi są śluby małżeńskie, wybieranie się w podróż, objęcie posady, itd.

c) Że ze statystyki nie da się wyciągnąć dowód na ochronę szczepniczą od ospy, zaświadczył tajny radca rządowy dr. med. Struck dyrektor Urzędu sanitarnego oraz dr. Kupferberg matematyk i statystyk (1896 r.)

d) Przeciwnie, urzędowa statystyka z lat 1870, 1871 i 1872 wykazała, że szczepienie żadnej ochrony od ospy nie daje, bo w czasie epidemii tysiące osób szczepionych i rewakcynowanych zachorowało na ospę, nawet śmiertelnie, nieszczepionych zaś daleko mniej na ospę zapadło; w niektórych szpitalach chorujący na ospę wszyscy byli raz lub więcej razy szczepieni; a setki lekarzy wszelkich krajów poświadczyli, że szczepienie bynajmniej nie chroni od ospy, która w czasie epidemii napada bez wyboru tak szczepionych jak i nieszczepionych.

e) O szkodliwości szczepienia zeznał przy komisyi petycyjnej tajny radca prof. dr. Robert Koch:

W samej rzeczy, skutkiem szczepienia mogą powstać pewne choroby, z których najbardziej weneryzmu i róży obawiać się należy.

Prof. med. dr. Furbringer, wielki obrońca szczepienia, widział się zmuszonym do stanowczego oświadczenia w swej encyklopedyi lekarskiej Realencyklopädie der gesamten Heilkunde (t. 10 str. 302):’)

Zaprzeczać niebezpieczeństw ze szczepienia dla dziecka wynikających i nazywać je urojeniami ludzkiemi nie pozwalają żadną miarą fakty oczywiste, które przeciwnie domagają się koniecznego uznania, że te niebezpieczeństwa ze szczepieniem w związku będące są dla szczepionego bardzo groźnemi.

Urzędowe lekarskie sprawozdanie na Berlin z okolicą z 3 lat (1892-3-4) przytacza 2424 mniejszych i większych szwanków na zdrowiu powstałych ze szczepienia i 2 wypadki śmiertelne.

Podobnież dr. med. Albert Guttstadt obrońca szczepienia w raportach swoich corocznych wspomina o setkach wypadków ciężkiego zachorowania z operacyi szczepniczej, nie mówiąc o szwankach lżejszych.

Dr. med. Baginsky dowodzi (w swem dziele „O chorobach dziecięcych” 1892 str. 292),8) że szczepieniem przenosi się z dziecka na dziecko straszna choroba weneryzmu (syfilizmu).

To samo twierdzi radzca dworu dr. med. Hay w swej broszurce (O szczepieniu krowianki 1892 str. 9).4)

Dr. med. radca sanitarny L. Fiirst, szczepiciel w Berlinie, pisze (w swej patologii szczepienia ochron. 1896 str. 15.) * że

doświadczenie lekarskie przemawia za tem, iż szwanki szczepnicze są znaczne i choroby w skutek szczepienia powstałe częściej się przytrafiają, aniżeli się to powszechnie przypuszcza. I nie można praktykującemu lekarzowi brać za złe (czemu nie? wszak i do niego stosuje się prawo moralne, by się trzymać prawdy i nie oszukiwać nikogo! WP.), jeżeli często zamilcza o takich wypadkach, ponieważ są mu nie na rękę i mogłyby publikę zaniepokoić niepotrzebnie (tak ? niepotrzebnie? przecież rodzice mają święty obowiązek troszczyć się o zdrowie swoich dzieci! powinni więc nie być obojętnymi na to, co dzieciom szkodzi a co służy do zdrowia, i usuwać od nich wszelkie niebezpieczeństwa! WP).

Nas jednak, pisze dalej,

nie powinien żaden wzgląd powstrzymywać od oświadczenia, że niezwykłe i niebezpieczne zjawiska chorobowe często towarzyszą operacyi szczepniczej.

* Pathologie der Schutzpocken-Impfung. 1896, str.15 – Autor wylicza choroby ze szczepieniem w związku będące nazywając je komplikacyami  operacyą szozepniczą spowodowanemi ; jest ich do 50 gatunków z swojemi nazwami, a dzieli je na 3 oddziały czyli grupy: a) dziecko samo może roznosić po sobie jadowitą szczepionkę; b) na ranie powstać mogą wrzody; c) w calem ciele nastąpić mogą różne zaburzenia chorobowe…

Prof. dr. Kusmaul również przyznaje (na str. 90 swoich 20 listów publikowanych), że szczepienie może chorobę śmiertelną sprowadzić.

Sam ces. niem. Rząd przyznał szkodliwość szczepienia (p. str. 137, 8, 9 itd.) i w ogłoszeniu sprawozdania Urzędu sanitarnego z r. 1886/7 podał liczbę 53 wypadków śmiertelnych z powodu szczepienia; i tak idzie z roku na rok. Urząd sanitarny w Pamiętniku swoim z r. 1896 zmniejszył wprawdzie liczbę zmarłych ze szczepienia, bo pisze o 10. tylko wypadkach śmiertelnych i chwaląc po swojemu szczepienie mówi: to jest nic prawie, w porównaniu do niezmiernego dobrodziejstwa, jakie ludowi przynosi szczepienie (żadnego dla ludu, tylko gruby zarobek dla szczepników); ale, jak się wyraził p. Miquel w parlamencie 1874 r. (p. str. 111 not.2),

choćby tylko jednemu dziecku szczepienie miało zaszkodzić, jużby go należało zaniechać!

Tymczasem w jednem tylko państwie, w królestwie saskiem, wedle sprawozdania urzędowego z r. 1898 było 20 wypadków śmiertelnych w skutek pierwszego szczepienia, co na całe cesarstwo niemieckie wynosi 320 takich wypadków wśród blisko 2 milionów niemowląt szczepionych, między któremi znajdują się, zauważa prof. dr. Forster, tysiące dzieci charłactwem lub kalectwem dotkniętych z powodu operacyi szczepniczej. Wziąwszy jeszcze w rachubę drugie szczepienie (dzieci szkolnych), to nam się przedstawi obraz nieszczęścia narodu, które zwolennicy szczepienia śmią bezczelnie nazywać dobrodziejstwem dla ludu.

f) Zamilcza się i zataja przed ludem niebezpieczeństwo szczepienia, aby nie stracił zaufania do tej kuglarskiej a szkodliwej operacyi, nie stawiał jej oporu i nie robił krzyku na krzywdę sobie wyrządzoną.

Dla czegoż byśmy mieli przed publicznością mówić o niebezpieczeństwach wynikających ze szczepienia?

tak się wyraził wobec komisyi naukowej tajny nadradca sanitarny prof. dr. Eulenburg w imieniu zwolenników szczepienia.

Dr. med. Heine opowiadał przed zaufanymi pod sekretem o wielkiej liczbie nieszczęśliwych wypadków po szczepieniu zaszłych i jak jednemu z kolegów przyszedł w pomoc, aby przykry wypadek mógł być załatwionym na wsi spokojnie i bez rozgłosu.

A dr. med. May poucza młodych lekarzy:

Przy wydawaniu świadectwa o zaszłej śmierci trudno wymagać od lekarza, żeby ogłaszał publiczności całą prawdę, któraby się zwracała przeciwko niemu samemu; jako przykład wypadków świadczących przeciwko lekarzowi przytaczam różę po szczepieniu. Zdarzył się niedawno w mojej praktyce śmiertelny wypadek róży w skutek zaszczepienia i chociaż dziecko nie ja szczepiłem, jednak aby nie dyskredytować szczepienia, w świadectwie o róży wcale nie wspomniałem.

A dr. med. Hay w swym dziele o szwankach szczepniczych mówi:

Na szczęście dokładniejsza wiadomość o tych okropnych wypadkach zostaje ograniczoną na same tylko kółka naukowe, bo gdyby w tym czasie rosnącej agitacyi przeciwko instytucyi szczepniczej wiadomość ta rozszerzyła się między ludem, przeciwnicy nasi pochwyciliby ją jako straszną broń w swe ręce przeciwko nam.

Jakoby mówił, pisze p. Reinhold Gerling:

Na szczęście lud w tym względzie niema oświecenia; na szczęście lud pozwala się za nos wodzić; na szczęście możemy go dalej szczepić; na szczęście świat naszym bajaniom wierzy i daje nam okazyę ładnego zarobku; na szczęście posłowie parlamentarni mają respekt przed nami, bo nie mają odwagi występować przeciwko nam; na nasze szczęście boją się trudu myślenia i nie badają, czem jest dla nich szczepienie; bo gdyby poznali, co im grozi ze szczepienia, że im choroby a nam pożytek przypada z tej miłej operacyi: przegralibyśmy naszą sprawę; ale na szczęście ukrywa się ta straszna prawda, i będziemy dalej szczepić!

Moi panowie, tylko tak róbcie jeszcze z 50 lat, a cały dzielny szczep germański przesiąknie jadem brudnej materyi wrzodowej, zwyrodni się i skarłowacieje walając się w kale wszczepionej i odziedziczonej zarazy.

10. Brudny interes, samolubstwo, chciwość pieniędzy, honoru i panowania nad drugimi; oraz ślepe i bezmyślne hołdowanie staremu zabobonowi, który się od dawna zakorzenił w ludzkich umysłach: oto! nędzna i głupia racya zwolenników szczepienia.

Jak widzieliśmy powyżej, wiedzą oni dobrze, iż szczepienie samo w sobie nic nie warte, nie chroni od ospy a szkodzi zdrowiu i sprzeciwia się ich zasadom naukowym; a jednak gorliwie i fanatycznie za nim obstawają; czemu to? Bo są w tem materyalnie i idealnie interesowani; inni czynią to ze zwyczaju, z uprzejmości dla lekarzy jako znajomyoh, przyjaciół lub krewnych, bez głębszego namysłu, z obojętności dla prawdy, postępu, oświaty i dobra powszechnego, z braku litości nad cierpieniami dzieci niewinnych; inni wreszcie uznają rozporządzenia rządowe i naukę lekarską z jej praktyką za coś nieomylnego i pożytecznego, czemu sprzeciwiać się, mówią, nie wypada, chociaż pod tym względem nieraz dają się słyszeć użalenia i ostre krytykowania.

Co się tyczy materyalnych zysków ze szczepienia, to one dla lekarzy nie są małemi; Rząd płaci za tę niegodziwą operacyę hojnie [Rząd niemiecki wydaje na ten cel przeszło 30 milionów marek, płacąc od jednego szozepienia 75 fenigów; saski zaś rząd przed kilku laty podniósł tę zapłatę do 1 marki. Wydział krajowy we Lwowie wydawał na tę haniebną i zgubną operacyę 170 tysięcy koron;], a samo szczczepienie jest posianiem zarazków chorobotwórczych, które na długi czas zaopatrują lekarzy praktykujących w obfite żniwo płatnego leczenia; jakże nie mają kwapić się do szczepniczej operacyi i stawać w jej obronie, gdy im przynosi korzyści! Pierwsi szczepiciele zarazili swych następców nieporządną żądzą, chciwością bogactw i niesumienną sztuką mamienia bliźnych swoich zichwalaniem szczepienia; parlament zaś i rząd angielski a potem niemiecki (berliński) dał ze siebie zły przykład lekkomyślnego popierania szkodliwej operacyi szczepniczej i marnotrawnego szafowania groszem publicznym. Zarzut łakomstwa i nieuczciwości najboleśniej dotyka pp. szczepicieli, dlatego ci mężowie honoru i nauki odpierają go jednomyślnie, twierdząc, że szczepią z miłości bliźniego dla publicznego dobra; jeżeli w dobrej wierze i z przekonania tak mówią i czynią, to po prostu mylą się ci zacni panowie; lecz są i tacy, co wiedzą, iż to rzecz zła, jednak ją dla zarobku lub ze ślepego posłuszeństwa wykonywują a wypadki nieszczęśliwe przed ludem zakrywają, jak powyżej (p. str. 201/2, f) widzieliśmy. Że się zaś nie mylimy, utrzymując, że pp. szczepnikom idzie o zarobek, dowodów na to mamy niemało.

Gdy 1886 r. Rząd niemiecki objawił zamiar, interes szczepniczy odebrać lekarzom prywatnym a poruczyć go swoim lekarzom powiatowym, dowiedziawszy się o tem lekarze interesowani stanęli jak jeden mąż i energicznie przeciwko temu zaprotestowali dnia 4 maja 1886 na zgromadzeniu w Dusseldorfie i dnia 2 czerwca 1886 w Koblencyi, że, gdyby projekt rządowy przyszedł do skutku, zostaliby niesłusznie materyalnie poszkodowani, itd. Dr. med. Guttstadt w urzędowej gazecie 1890 r. ogłosił, że wys. Rząd rozdając biednym lekarzom interes szczepniczy nie tak zważa na ich uzdolnienie lekarskie jak raczej na to, aby tym sposobem dać im okazyę zarobku na swe utrzymanie, jako potrzebującym wsparcia. W pewnym zaś powiecie żądały gminy, aby lekarzom u nich zamieszkałym poruczono szczepienie, bo mając taki stały dochód, przywiążą się do swego miejsca pobytu. Lekarzy praktykujących jest za wiele w kraju a wszyscy żyją z chorób i chojności społeczeństwa, przeto o hygienę i zdrowie ludu głowa ich nie boli a szczepienie właśnie wymyślone na przysporzenie im chorych.

Są bowiem ludzie, którzy nie dadzą się nigdy odwieść od błędu, który ich interesom sprzyja, z którego ciągną niegodziwe korzyści. –  dr. med. v. Gebhardt, ( Impfgegner 1892 n. 1 str. 2.)

Lecz społeczeństwo samo radzić o sobie i troszczyć się o swe zdrowie ma prawo i obowiązek święty; lekarze zaś niech przy pomocy Boskiej żyją jak mogą w zgodzie z swojem prawem sumieniem, z postępem swej nauki i poszanowaniem ludzkiem.

Ospa prawdziwa - wrzody - Edward Jenner

Następstwo szczepienia „ochronnego”! Wykonane i spostrzeżone przez Radcę zdrowia dr med. Hirscha w Magdeburgu.

Ospa prawdziwa - niepożądany odczyn poszczepienyy

Dziewczynka, której staw łokciowy zniszczony przez szczepienie „ochronne”. Spostrzegł i zbadał dr. med. M. Bóhm.

pies wściekły - lekarz szczepiciel -ospa prawdziwa - krowianka

1. Mamo kochana! Boję się psa wściekłego, by mię nie pokąsał; także boję się lekarza szczepiciela, by mie nie kaleczył i nie smarował krowianką, bo podobno trzebaby po szczepieniu ciężko chorować!..
Drogie dziecię! słusznie się boisz jednego i drugiego; ale ja cię od wszystkiego złego bronić i ochraniać będę przy pomocy Boskiej.

2. A co na ospę i wściekliznę? Ospy bać się nie trzeba; bo lepiej, że wyjdzie na wierzch i wyparuje, a poprawi się zdrowie; leczy się ospa łatwo mokremi opaskami, kąpielą, świeżem powietrzem, czystością i dietą. A wścieklizna nie szczepieniem pasteurowskiem, ale parówką i potami.

Szczepienie nie tylko jest złudzeniem, ale wprost przekleństwem rodzaju ludzkiego. – Dr. med. Stowell.

po zaszczepieniu nastąpiły zrogowaciałe bliznowce na ramieniu.

13-letnia dziewczynka, u której po zaszczepieniu nastąpiły zrogowaciałe bliznowce na ramieniu. Sprawdził dr. med. M. Böhm.

L. 27,401. Obwieszczenie. Magistrat zarządził bezpłatne szczepienie ospy, począwszy od 15. maja do końca lipca, co środę i sobotę od godziny 4 po południu w szkole miejskiej przy ulicy studenckiej… w szk. mj. na Placu matejki… i w szk. mj. na Placu Wolnica. — Pojawiające się od roku zeszłego przy padki ospy powinny być dostateczną pobudką, aoy wszystkie dzieci nieszczepione natychmiast dano szczepić, a dzieci powyżej 10. roku życia powtórnie zaszczepiono. (L. 11466, d. 21. czerwca 1898 opiewa: Ponieważ ospa zaczęła się pojawiać w niektórych powiatach Galicyi, przeto powinno to być dostateczną pobudką, aby wszystkie osoby
dotąd nieszczepione natychmiast zaszczepiono; gdy atoli szczepienie ochrania od tej zabójczej choroby tylko na czas około lat 10-ciu, przeto powinny wszystkie osoby powyżej tego wieku dać się powtórnie zaszczepić.) Magistrat ma niepłonną nadzieję, że wszyscy mieszkańcy dbali o zdrowie publiczne, poprą jego usiłowania w tak ważnej czynności sanitarnej i wpłyną głownie na stróżów domów i na służbę, by ci szczepienia nie zaniedbali. — Magistrat stoł. król. miasta Krakowa, (podpisano) Prezydent miasta, Józef Friedlein.

L. 84010/02. Obwieszczenie. Z powodu wypadku pokąsania przez psa wściekłego w tutejszem mieście kilku psów nieznanych, zarządza Magistrat ponownie w celu ochrony życia mieszkańców, w myśl § 35 ustawy z d. 29. lutego 1880 r. i rozporządzenia ministeryalnego z d. 12. kwietnia 1880 r. Dz. n. p. I. 35 i 36 następujące środki ostrożności przeciw wściekliźnie, mianowicie:

1. Wszystkie psy począwszy od dnia ogłoszenia należy zaopatrzyć w trwałe i gęste kagańce lub prowadzić na smyczy.
2. Psy z natury złośliwe powinno się stale trzymać na łańcuchu.
3. Psy wałęsające się bez marki i kagańców będzie oprawca miejski łowić i bezwzględnie zaraz zabijać.
4. Psy bez kagańca ale z marką wolno biegające oprawca miejski również łowić a po upływie 24 godzin, jeżeli się właściciel nie zgłosi, zabijać będzie.
5. Wydanie psa złowionego, o którym w ustępie 4. mowa, może jedynie wtedy nastąpić, gdy oględziny weterynarskie wykażą niepodejrzany stan zdrowia tegoż.
6. PP. właściciele psów obowiązani są, skoro tylko spostrzegą oznaki wścieklizny… odsyłać psy natychmiast do zakładu obserwacyjnego na Grzegorzkach, oraz..zawiadomić Magistrat względnie weterynarza miejskiego; również zawiadomić należy o każdym wypadku pokąsania zwierzęcia przez psa… zwierzę zaś pokąsane oddać bezzwłocznie do oprawcy miejskiego.
7. Podając powyższe zarządzenia do publicznej wiadomości zwraca Magistrat uwagę pp. właścicieli psów na ustawę z d. 24 maja 1882 r. L. 51 według której naraziliby się na ciężką karą administracyjną, gdyby zaniechali donieść o wybuchłej zarazie a ściągnęliby na siebie odpowiedzialność przed c. k. Sądem karnym, jeżeliby nie opatrzyli swych psów w kagańce lub nie prowadzili ich na smyczy. Magistrat stoł. król. miasta Krakowa, dnia 11. października 1902. r. Prezydent miasta J. Friedlein.

Zakończenie części I.

Już tedy wiemy, co sądzić o szczepieniu ospy, mianowicie że jest ono starożytnym i grzesznym zabobonem, hańbą praktyki lekarskiej, zamachem na wolność osobistą, kolosalnym humbugiem, zbrodnią i cygaństwem największem na świecie (p. str. 106 not.) *

Ale co począć, gdy przyjdzie termin szczepienia? Odpowie na to pytanie zdrowy rozsądek i głos sumienia. Dzieci chore i słabowite nie szczepią się, boby nie przetrzymały tej operacyi; zdrowych także nie dawać szczepić, bo im to szkodzi a nic nie pomaga; dobry ojciec lub matka w obronie swego dziecięcia raczej przyjmie karę grzywny lub więzienia, niżby miał pozwolić na kaleczenie i zatruwanie krwi swego dziecka.

a) Tam, gdzie obowiązuje państwowa ustawa do szczepienia (np. w Niemczech): postarać się o świadectwo lekarskie, że dziecko chorowite i szczepienie odłożyć należy, później to samo powtarzać, przedkładając świadectwo władzy miejscowej. Gdy szczepnik mówi, że dziecko zdrowe i musi być szczepionem, żądać od niego pisemnej gwarancyi, że operacya nie zaszkodzi dziecku, a uchroni je od ospy naturalnej; takiego poręczenia on nie da; ty zaś, ojcze lub matko! odwołaj się do sądu.. Jeżeli operacya wykonać się musi, to po szczepieniu obetrzej zranione ramię wilgotną watą lub czystą chusteczką zwilżoną, po czem połóż na ranę kawałek płótna (szmatkę) mokry, w kilkoro zwinięty, na niego większy, suchy, jako opaskę i obwiąż tasiemką; po 2—3 godzinach zmienić kataplazm, obmywszy wprzód ramię letnią wodą; tak robić 8—14 dni; przy tem codziennie kąpać dziecko w ciepłej wodzie a co 3-ci dzień dawać opaskę mokrą od pach aż do stóp, obwinąwszy w suche płótno (ręcznik, prześcieradło mniejsze..) Pokarm łagodny zwłaszcza owoce — za napój woda — powietrze w izbie powinno być czyste i świeże.

b) Tam zaś, gdzie ustawa państwowa do szczepienia nie istnieje, np. w Austryi, wystarczy powiedzieć p. szczepnikowi: Nie dam mego dziecka szczepić. W Austryi Rada państwa 1868 odrzuciła projekt rządowy do szczepienia, które poseł dr. Roser dnia 20 czerwca nazwał szarlataneryą i publiczną zbrodnią; ministeryalne rozporządzenie z 9. czerwca 1891 itd. nie obowięzuje pod przymusem, i c. kr. starosta, szczepnik, wójt, żandarm, itd. nie mają prawa zmuszać ludzi groźbą lub karą do szczepienia dzieci, gdyżby to było nadużyciem władzy; wys. ck. Namiestnictwo we Lwowie z d. 7. lipca 1903 r. L.7643 przyrzekło takim nadużyciom zapobiegać i koniec im położyć, a pewnie słowa dotrzyma (Verbum nobile debet esse stabile).

*W pismach lekarzy i laików, przeciwników szczepienia ospy, znajdujemy dobitne wyrażenia na potępienie tej operacji, np. że

  • szczepnicza teorja z swą praktyką jest prostą szarlatanerją (Dr. Nittinger)
  • hańbą praktyki lekarskiej (Dr. Hamernik) 
  • kolosalnym humbugiem (Dr. Mitchel) 
  • mrzonką (pułk. Spohr)
  • starożytnym zabobonem (Dr. Lorinser) 
  • zamachem na wolność osobistą i bezbożnem blużnierstwem (R. Gerling) 
  • zwodzeniem siebie samego i drugich (K. Flemmich) 
  • zbrodnią publiczną (Dr. Roser)
  • największem na świecie cygaństwem (Dr. Sucro) itd. 

KONIEC

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *