Historia szczepień przeciwko ospie.
O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy –  ks. Wincenty Pixa – 1904 rok, Berlin

Źródło: https://polona.pl/item/18619048/6/

[Przypisów nie wrzucam, są w książce – admin]

W Kurierze Warszawskim z dnia 10 kwietnia 1903 r. stało doniesienie, że magistrat warszawski uznał za dobre, rozpocząć spiesznie budowę instytutu szczepienia ospy na folwarku Świętokrzyzkim według planów zatwierdzonych przez ministerstwo spraw wewnętrznych, i że tym sposobem ważna ta sprawa dzięki poparciu wyższych władz krajowych i miejskich po kilku lalach rozpraw przechodzi w fazę urzeczywistnienia. —  Wedle zdania redakcji tego pisma warszawskiego szczepienie ospy ma być wielce pożytecznem, a instytut taki bardzo pożądanym. — Pogląd to błędny, bo rzecz ma się całkiem inaczej jak przekonywa rozprawka X. Wincentego Pixy w Przewodniku Zdrowia 1904 na str. 35—41 umieszczona. Ale przedmiot to ważny i należy obszerniej o nim traktować, aby szanowni Czytelnicy nabyli dokładnego pojęcia i przekonali się, że szczepienie ospy jest wielce szkodliwe. Dlatego będziemy zamieszczać w osobnym, nadzwyczajnym „dodatku” dalsze o tym przedmiocie artykuliki głęboko przekonanego szermierza tej sprawy, ks. kanonika W. Pixy z Krakowa, przez co pragniemy oddać ważną przysługę społeczeństwu.
Redakcja Przewodnika Zdrowia.

O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy.

Historia szczepień przeciwko ospie.

Moje wyznanie.

Jak większość w kraju i daleko za granicą na szerokim świecie uznawała i uznaje dotąd szczepienie ospy za rzecz dobrą, niewinną i pożyteczną, tak i ja długie lata byłem tego samego zdania, opartego na pozornie słusznej racyi; tę bowiem operację lekarską wykonywują mężowie nauki, doktorzy medycyny, znający się na swojej sztuce, opiekują się nią Rządy państw europejskich a nie występują przeciwko niej z naganą uczeni świata. Ale błąd błędem pozostaje, choćby go wszyscy przyjęli jako rzekomo dobroczynną prawdę. Bóg w miłosierdziu Swojem sprawił, żem przecież przejrzał i wiem już co o tem sądzić. Dzięki nieskończone składam Opatrzności Św. za sposobność poznania prawdy, za uczucia wlane w serce ludzkie, wstrętu do złego, miłości prawdy, piękna i dobra rzetelnego, za wytrwałość w dochodzeniu i pokonanie przeszkód zewsząd się piętrzących. Owocem tego wszystkiego dzielę się z ukochanymi Rodakami, jak ten, co znalezione skarby radośnie rozdaje potrzebującym. Wyjdzie to na chwałę P. Boga i pożytek narodu. Obyto wszyscy szanowni Czytelnicy zechcieli z głęboką uwagą zastanowić się nad tem, co ze szczerości serca ogłaszani i przyszli do tego co ja przekonania, i składali P. Bogu dzięki za postęp w zbawiennej oświacie, pomni, że na drodze prawdy i cnoty chrześciańskiej dochodzi się do swobody, spokoju sumienia i pomyślności. (Veritas liberabit vos. Joan. 8,32).

Historia szczepień przeciwko ospie.

I.

Od niepamiętnych czasów zostają narody pod grozą haniebnego umysłowego obłędu, jakim jest okrutny zabobon szczepienia zdrowych ludzi ospą sztuczną zwaną krowianką lub limfą cielęcą, celem rzekomej ochrony od ospy naturalnej. Corocznie w terminach oznaczonych przynoszą matki swoje niemowlęta do lekarza fizyka, który w drobniutkiem ciałku na ramieniu ostrem narzędziem robi ranę i wstrzykuje w nie jad ospowy (limfę), upewniając zatrwożone niewiasty zwykle słowami: Tonie nie szkodzi a pomaga, bo chroni od ospy!

Pomimo takiego zaręczenia dzieci wskutek szczepienia mniej lub więcej chorują, niektóre przedwcześnie w boleściach umierają lub długie lata w charłactwie mizernieją, w czasie zaś epidemii ospowej pierwej i mocniej niżeli inne nieszczepione osoby zapadają na ospę. Podobnyż los spotyka młodzież szkolną (lubo nie wszędzie) i rekrutów wojskowych. Operacja spełnia się z nakazu rządowego, a lud chociaż ze wstrętem i bojaźnią ale przecież z niejaką ufnością do wmówionego weń środka zaradczego poddaje się dotyczącym rozporządzeniom. W niektórych krajach poprzestaje się na jednorazowym szczepieniu, w innych powtarza się ta bolesna ceremonia aż do t. zw. skutku, polegającego rzekomo na utwarzającej się krosteczce ospowej; po 10 latach znów się robi to samo; a opornych zmusza się karą grzywny lub więzienia, owszem co gorsza, porywa się przemocą dzieci i szczepi a starszym przykłada się pistolet do piersi, aby ich zmusić do uległości organom władzy i poddania się okrutnej operacji. W niektórych krajach jednak pozostawiono do wolnej woli, dać się szczepić lub nie dać. Wreszcie państwa kolonialne: Anglia, Francja, Niemcy, Włochy i t. d. roznoszą chełpliwie tę mniemaną zdobycz naukową i cywilizacyjną w dalekie kraje między dzikie ludy, które w skutek tego złudnego dobrodziejstwa masami chorują i umierają lub nabywają chorób europejskich nigdy przedtem u siebie nie widzianych, jak weneryzm, zołzy (skrofuły) i t. d.  — Są to smutne fakty stwierdzone przez naocznych świadków, samych nawet lekarzy szczepiących, nie mówiąc o rodzicach i domownikach. Że zaś gazety nasze rzadko kiedy o tem piszą, to nie racja, żeby tak źle w istocie nie było.

Prof. Dr. med. Weiss z Neuenburga wołał rozpaczliwie: ,,Zasłużyłem, aby mię w Czarnolesiu na najwyższej jodle powieszono za karę, żem przez długie lata lud biedny zatruwał jadem ospowym”.

Prof. Dr. med. Jung w Bazylei pisał: „Ku mojej niewysłowionej boleści serca dopiero w późniejszych latach przekonałem się, że szczepienie ospy nie jest żadnem dobrodziejstwem, ale przeciwnie nieszczęściem najsroższem dla ludu”.
Prof. Dr. med. Kranichjeld. w Berlinie napisał do Kolońskiej gazety: „I ja sam także szczepiłem moje 14-ro dzieci w owym czasie, kiedy nie wiedziałem jeszcze, jak to jest szkodliwem; dziś jednak za żadną cenę i pod żadną groźbą już bym tego nie zrobił!”

A patrioci niemieccy wołają żałośnie: Jeżeli tak dalej będzie się szczepić dzieci nasze, to cały dzielny naród germański przesiąknie jadowitą trucizną i skarłowacieje nędznie. W podobnym sensie wyrażają się setki uczonych niemieckich, a stowarzyszenie przeciwników szczepienia ma tysiące członków w Niemczech, w Anglii i t. d.

II.

Z ogromnej liczby rozmaitych chorób powstających ze szczepienia ospy wymienić należy weneryzm, którym wedle twierdzenia uczonych cała prawie ludność europejska jest zarażoną, gdyż z niewielkim wyjątkiem wszędzie praktykuje się to nieszczęsne szczepienie, a ospa ludzka i krowianka mają powinowactwo z weneryzmem i podobnymi chorobami, jakimi są: gruźlica, szkarlatyna, odra (żarnice), zołzy, suchoty płuc, cholera i rak; oprócz tego jest pewnikiem historycznym, że Jenner pierwsze dziecko szczepił nie krowianką ale ropą z ospy ludzkiej utworzonej na wierzchu ręki wenerycznej dziewki Sarah Nelmes, a z krosteczek ospowych tegoż dziecka zbierał materię ropową i rozsprzedawał lekarzom całej Europy, przez co jad weneryczny rozszerzył się i usadowił po krajach, gdzie wprowadzono szczepienie. Również powszechne, niestety u młodzieży szkolnej zepsucie moralne (onanizm) wedle opinii lekarzy (Burnette, Wolf i t. d.) ma swoją przyczynę często w szczepieniu ospy, bo jadowita materia podrażnia narządy płciowe i przyśpiesza płciową dojrzałość. W Niemczech żalą się, iż z powodu powtórnego szczepienia dziewcząt powszechna panuje u nich plaga wyschnięcia gruczołów mlecznych, że zostawszy matkami nie mogą dawać piersi swoim dzieciom, a wiadomo, że najlepszym dla niemowląt pokarmem jest mleko macierzyńskie i żadnym innym, ani mamczynym ani sztucznym, zastąpić się nie da. Także słabości żołądka u dzieci, niebezpieczna róża, osłabienie wzroku itd. ze szczepienia powstają. Wreszcie tej operacji przypisuje się degeneracja, zwyrodnienie i osłabienie rodu ludzkiego, malejący z każdym rokiem wzrost spisowych młodzieńców i choroby w wojsku, na co uwagę p. Ministra wojny zwrócićby wypadało, aby rekrutów nie kazano szczepić.

III.

Każdy, kto ma swój zdrowy rozum, rozsądnie rzecz bierze, i umie logicznie myśleć, łatwo pojmie, że szczepienie ospy sztucznej, wstrzykiwanie do zdrowego ciała ludzkiego zepsutej materii z ospowego wrzodu w tym celu, aby szczepionego uchronić od ospy naturalnej, niczem innem nie jest, jak zabobonem lekarskim. Ludzie zabobonni, jak to wiemy z katechizmu, przypisują zdarzeniu jakiemu lub faktowi takie skutki lub własności, jakich mieć nie może ani w porządku przyrody ani w porządku łaski nadprzyrodzonej, nadnaturalnej. Już zaś kaleczyć zdrowe ciało i wcierać zepsutą materię krosteczki ospowej w tem mniemaniu, że to rzecz dobra i nieszkodliwa, że chronić będzie od ospy naturalnej ciało tak zatrute, czyli jak się ci panowie wyrażają, nerwy znieczulone, że organizm ludzki wzmocni się i uszlachetni tą operacją; tak myśleć i twierdzić, jest nierozumnem, dziecinną mrzonką, łudzeniem siebie samego i drugich, albo szalbierstwem i prostem kuglarstwem; jest to wywracać prawa przyrody w szalonej nadziei, że stąd dla operowanego błogie skutki nastąpią; lecz Stwórca, który dał przyrodzie prawa wiecznotrwałe, tej zniewagi bezkarnie nie przepuszcza, jak wiadomo z doświadczenia i zdrowy rozum dyktuje. Są to prawa t. zw. fizjologiczno-patologiczne, z któremi nie zgadza się ani teoria ani praktyka szczepnicza, co przyznają sami lekarze, zwolennicy i przeciwnicy szczepienia, jak Dr. Knssmaul, Dr. Roser, Dr. Morison  i t. d.. Dlatego też szczepienie ospy naukowo uzasadnić się nie da i żaden z uczonych nie ośmielił się z rozprawką na ten temat sięgnąć po wyznaczone nagrody; upartych i fanatycznych zwolenników szczepienia wzywamy do napisania gruntownie uczonej obrony tego zabobonu, bo gołosłownym ich twierdzeniom teraz już wiary dać nie możemy, skoro rozum, nauka i doświadczenie inaczej świadczą mówiąc nam, że szczepienie ospy jest zabobonem, dziwolągiem lekarskim, monstrum! Więc może jeszcze z porządku nadprzyrodzonego spodziewać by się należało tych obiecywanych błogich skutków ze szczepienia? Ależ oni sami tego nie twierdzą, przynajmniej otwarcie i teraz, — bo z początku głosili o jakiemś nadzwyczaj nem posłannictwie Jennera od Boga na ratunek ludzki, że szczepienie krowianki wynalazł z Opatrzności Boskiej ten genialny Jenner, aby ochronić ludzi od największej plagi, jaką miała być choroba ospowa, najsroższa i nieuleczalna; chociaż w takie posłannictwo sami nie wierzyli, odrzucając dogmat Kościoła o porządku nadprzyrodzonym, a mówiąc tak jedynie dla zjednania sobie u ludu poważania i potulności. Przypuszczać w tym względzie błogie skutki wpływu nadprzyrodzonego, byłoby dla każdego prawego chrześcijanina bluźnierstwem i grzesznym zabobonem. Otóż wmawiać w Rządy i w społeczeństwo skutki szczepienia niemożebne, jest to albo łudzić siebie i drugich, albo z umysłu zwodzić i oszukiwać, bawić się szalbierstwem na największą skalę; jakoż ci „mężowie nauki” dokazali nadzwyczajnej sztuki, że im cały prawie świat uwierzył. Z tego powodu pisze w swej broszurce Adolf hr. Zedtwitz, że

należałoby urządzić osobne sądy kryminalne na lekkomyślnych uczonych, którzy śmiałemi twierdzeniami wielkie sprowadzają na lud nieszczęście; aby się wykazało, czy ich karać jako zbrodniarzy, czy też puścić na wolność jako nieuków niepoczytalnych i niegodnych swego stanowiska. 

Ten surowy przycinek nie dotyczy naszych czcigodnych pp. lekarzy, którzy sami ubolewają nad tem, że ich w błąd wprowadzono i nie obstają przy pomyłce uporczywie, ale do zagranicznych, gdzie szczepienie wykonywa się z całą surowością i brutalną przemocą, gdzie pomimo tysięcy broszurek, dzieł naukowych i pism ulotnych, dowodzących niegodziwości szczepienia, pomimo próśb błagalnych o skasowanie okrutnego przymusu do szczepienia, żadnej folgi ludowi nie dają, a bywa, że w rodzinie dzieci jedno po drugiem ze szczepienia marnieją w boleściach i giną. My zaś pocieszamy się nadzieją, że jedno tylko pisemko wystarczy na wyświetlenie prawdy i usunięcie złego, co nie u nas powstało, lecz do nas przyszło z daleka jako zły duch w postaci anielskiej; skoro zaś wykrytą została jego szkaradna złośliwość, niech będzie strąconem do piekielnych przepaści, obciążone krzywdą ludzką, łzami i przekleństwem matek a cierpieniem dziatek niewinnych.

IV.

Szczepienie ospy sprzeciwia się Ewangelii Św., w której przytoczone są słowa najmędrszego, niebieskiego Lekarza, Jezusa Chrystusa, który wiedząc, co dziać się miało w przyszłości i dotąd się dzieje, dał przestrogę uczniom swoim, mówiąc: Nie potrzeba zdrowym lekarza, ale źle się mającym. Tymczasem lekarz-szczepnik narzuca się ze swoją błazeńską sztuką zdrowemu i z umysłu nabawia go choroby, jakoby mało miał chorych do leczenia i chciał ich sobie przysporzyć, pisze przezacny lekarz Dr. med. Nagel w obronie prawdy i godności stanu lekarskiego. Zakazuje oczywiście tej operacji Przykazanie boskie i kodeks karny: Nie zabijaj, nie kalecz niepotrzebnie, nie szpeć dzieci Bożych ani chełpliwie nie poprawiaj najpiękniejszego na ziemi stworzenia, jakiem jest człowiek szczodrze uposażony w siłę żywotną przeciwko wpływom szkodliwym, byleby przestrzegał niewzruszonych praw naturze nadanych; od innych chorób chronić będzie każdego nie szczepienie, ale świeże powietrze, czystość zewnętrzna i wewnętrza, umiarkawanie we wszystkiem, ostrożność i odwaga przystojąca istocie rozumnej.

Zwolennik szczepienia Dr med. Kussmaul wyraził się chełpliwie 1869 r. „że nie przez przyrodę, ale przez sztukę lekarską, postawiła Opatrzność tamę zgubnej zarazie ospowej” — za takie bluźnierstwo wkrótce nastąpiła kara Boska zadając kłam jego słowom, albowiem po 4 latach t. j. 1873 przyszła na cały kraj (o Niemczech tu mowa) straszna epidemia ospowa, na którą zapadali przeważnie szczepieni i rewakcynowani (drugi lub trzeci raz szczepieni)! — Szczepienie ospy sprzeciwia się prawom i obowiązkom rodzicielskim wedle boskiej ustawy, aby opiekować się swojemi dziećmi i strzedz je od wypadków nieszczęśliwych; lekarz szczepiący przeciwnie powoduje rodziców, aby swe najdroższe skarby, zdrowe, wesołe dziatki narażali na oczywiste niebezpieczeństwo zdrowia i życia; jakoż po szczepieniu płaczą, smutnieją, marnieją; on zaś śmiał mówić, że to nic nie szkodzi! — To może wystarczy, aby potępić szczepienie ospy. Więcej racyj przytoczy się w dalszym ciągu przy stosownej sposobności.

V.

Takie jest szczepienie i tyle warte, jak widzieliśmy. Ale powszechne jest zdanie o potrzebie, nieszkodliwości i pożytku szczepienia ospy. I ja też, niestety! sądziłem tak samo długie lata; zwłaszcza, że utwierdzała mię w tem błędnem mniemaniu maleńka broszurka łacińska, wyszła z drukarni uniwersyteckiej w Krakowie 1821 r.  w obronie szczepienia; imponował mi bowiem tekst łaciński, na który zdobyć się nie mógł zwykły śmiertelnik, a jej autor zdawał się zasługiwać na wiarę, jako powaga naukowa, proboszcz i profesor wysłużony, pisarz wielu dzieł, niejaki Fr. J. Jussen. Mądrzy i dzielni Krakowianie brzydzili się tą operacją, zarzucając jej, że szlachetną krew ludzką zanieczyszcza jadem zwierzęcym i wskutek jej zakażenia sprowadza gorączkę, spazmy, szkarlatynę, różę i inne choroby niebezpieczne, że grzechem jest’ najpiękniejsze stworzenia boskie, jakimi są niewinne bezbronne dzieci, kaleczyć i szpecić jadowitą materią wyrzuconą z chorego organizmu zwierzęcego pod pretekstem udoskonalenia i wzmocnienia natury ludzkiej, a tymczasem nadweręża się ją i psuje; to jest oburzające, mówili, na to pozwolić nie możemy! — Aby te słuszne zarzuty odeprzeć i praktyce szczepniczej zjednać powodzenie, autor Jussen, jakby najemnik lekarski, głosi ludziom w swej broszurce:

Ospę przynieśli z Afryki do Europy około r. 572 kupcy i saraceni (?), jest to plaga najsroższa i nieuleczalna (bajka!), która co miesiąc 40,000 ofiar życia ludzkiego w Europie zabierała, co w jednem stuleciu wynosiło 48,000,000.. a drugie tyle w innych częściach świata (nie baj bajo! któż to kiedy liczył?) lekarze i uczeni na próżno szukali skutecznego na nią środka; dopiero Czerkiesi na pograniczu Azji odkryli go, gdy spostrzegli, że materia z krosteczki ospowej zmieszana z krwią zdrowego człowieka  tak ułagodziła tę straszną chorobę, że prawie wszyscy tym sposobem, inokulacją zwanym, od ospy zabezpieczonymi bywali, prędko przychodzili do zdrowia i żadnych szpecących dziubów nie mieli na twarzy, do czego Czerkiesi największą przywiązuję wagę, gdyż chcą mieć córy nadobne, które sułtanowi za grube pieniądze sprzedają (guślarstwo i grzeszne barbarzyństwo!); metoda ta przeszła do Anglii a stamtąd do innych krajów europejskich, i wszędzie przekonywano się o jej dobrych skutkach (blaga!); jednakże ta kuracja nie była ze wszystkiem bezpieczną, bo wielu z niej umierało lub zapadało na inne choroby (po cóż było zachwalać takie głupstwo!); na szczęście (dla skompromitowanych lekarzy!) zjawił się Edward Jenner, od Boga zesłany na ratunek ludzki (wielkie bluźnierstwo!); urodzony 1749 r. w Anglji zamieszkał 1776 r. we wsi Berkly jako chirurg i odkrył dziwną rzecz, że krowy miewają na wymionach ospę do ludzkiej podobną, a służące zarażając się od nich, dostawały ospy łagodnej, nie chorowały i żyły długo (babska baśń); zabłysła mu przeto myśl genialna (głupia, egoistyczna i szatańska!), żeby sztuczną miksturą ospy naturalnej z materią ospy krowiej zabezpieczyć ludzi od strasznej choroby ospowej (guślarstwo!), uradowany opowiedział to swoim kolegom, którzy ten wynalazek wy- próbowali (po swojemu, nie naukowo) a potem go ludowi zachwalili (dla swego interesu!); jakoż okazało się, że ta operacja, wakcynacją nazwana, chroniła od ospy (bajka!), dzieci nie chorowały ani się zarażały, chociaż w jednem łóżku z choremi leżały lub w ich koszulki się ubierały (bajka!), O tym dziwnym i zbawiennym (szkodliwym!) wynalazku ogłosił Jenner r. 1798 dziełko, które po całej Europie się rozeszło; niektórzy je ganili, ale mądrzy (jak ty, tj. łatwowierni!) przyjęli je z ochotą, i wnet szczepienie krowianki stało się dobrodziejstwem powszechnym (nieszczęściem!). Zarzucają mu, że to rzecz nowa i niewypróbowana, jednakże próby robiły się od dawna, a są tacy, którzy zarażeni od krów żyją zdrowo i doszli późnego wieku (wabik guślarski!); choroby zaś po szczepieniu nie pochodzą ze szczepienia nie będąc z niem w związku, jakby kto mówił n. p. wczoraj zjadłem rybę przeto dziś złamałem rękę (wykręt, bo rozum dyktuje, że to porównanie kulawe, i każde szczepienie mniej więcej szkodzi!); przy innych kuracjach trzeba też cierpieć a nie- >ma takiej pewności wyzdrowienia jak ze szczepienia krowianki (bajka!); krowianka nie jest podlejszą od ospy ludzkiej (obydwie są trucizną jadowitą!) ani krew bydlęca od ludzkiej (nieprawda!), bo człowiek tylko duszą różni się od bydlęcia, ciałem jest mu równy (haniebny Darwinizm i nieprawda!), skoro Opatrzność święta daje nam przez ręce Jennera środek pewny na ospę, to go przyjąć należy, aby nie grzeszyć obojętnością i nie mieć wyrzutów sumienia, gdyby dziecko z winy naszego niedbalstwa umarło(szarlataneria to i bluźnierstwo grzeszne!); P. Jezus leczył trędowatych i byli mu za to wdzięcznymi, lecz ospa daleko jest gorszą niżeli trąd (bajka!) a szczepienie od niej chroni” (bajka), i t. d.

Na taką nędzną obronę szczepienia zdobył się autor; ale czemuż sami lekarze nie napiszą w tym względzie czegoś lepszego? Czemu naukowo nie uzasadnią swej teorii i nie sięgną po nagrodę 50 tysięcy franków, i 300 marek w złocie! Zaręczyć można, że cicho siedzieć będą myśląc sobie: „Lepiej się nie odzywać, aby się nie zbłaźnić!”

Dobrą też przestrogę daje im prof. Dr med. Germann w swej broszurze przeciwko szczepieniu 1873 r.

Koledzy! kto sobie szacuje dobre swoje imię, niechby się strzegł na szwank je wystawiać w obronie szczepienia, bo obstając za tą nieszczęsną i bezrozumną operacją, można się tylko wielce skompromitować.

VI.

Odkąd zasłynął daleko i szeroko X. Sebastjan Kneipp, proboszcz bawarski w Wórishofen, ze swoich nadzwyczajnych kuracyj wodoleczniczych i pojawiły się (w księgarni katolickiej Dr. Wład. Miłkowskiego w Krakowie) dziełka jego i innych jeszcze lekarzy przyrodniczych (naturalnej metody) o łatwem leczeniu chorób bez lekarstw aptecznych i bolesnych operacyj, zachwiało się we mnie zaufanie do pp. Doktorów medycyny i do szczepienia ospy, które autorowie ci zwalczają jedni delikatnie inni energicznie i dobitnie. Reszty w mym umyśle dokonał polski »Przewodnik Zdrowia« z Berlina i niemiecki Impfgegner z Drezna; to drugie pisemko drezdeńskie (Przeciwnik szczepieniu) wyłącznie poświęcone zwalczaniu szczepienia ospy, podaje opisy chorób, na jakie zapadają dzieci po szczepieniu wedle relacyj rodziców lub lekarzy kurujących, zeznania własne osób dotkniętych długotrwałą niemocą z powodu szczepienia, uczone rozprawy w tym przedmiocie, listy lekarzy porzucających praktykę szczepienia i przyłączających się do szeregów szermierzy słowa za prawdę i wolność osobistą konstytucyjnie zagwarantowaną. W numerze 10
str.80tego pisemka z r. 1896 wyczytałem wiadomość ciekawą; redaktor pisze:

„Doszło rąk naszych ogłoszenie rozporządzenia Władzy szkolnej tej osnowy”:

,,6470. Królewsko-katolicka Rada kościelna do wszystkich pp. Inspektorów szkolnych! Cesarski Urząd Sanitarny w Berlinie wydał niedawno temu książeczkę pamiątkową o chorobie ospy i szczepieniu ochronnem, która ze względu na wielorakie zwalczanie operacji szczepniczej zasługuje na baczną uwagę, a ze strony pp. Nauczycieli pomnych na włożony na nich ustawą z dnia 8 kwietnia 1874 r. obowiązek dopilnowania tej operacji na dzieciach szkolnych, pominiętym być nie powinno. Wyższa Władza Szkolna życzy sobie, aby stowarzyszenia nauczycielskie dziełko wspomnione na swój koszt sobie posprowadzały, w niem się rozpatrzyły i na podstawie referatu jedynego z Panów na zgromadzeniu nauczycielskiem dyskusję nad niem prowadziły; poczem dziełko ma z okolnikiem przechodzić z rąk do rąk. Władza Szkolna tuszy sobie, że to wyborne (śmiechu godne!) dziełko na koszt funduszu szkolnego będzie nabywane, gdyż jest cennem (?) uzupełnieniem poleconych poprzednio dziełek traktujących o zdrowiu. Sztuttgart 30 maja 1896. J. W. Ehrenspiegel.” — Natychmiast posialiśmy tejże Radzie kościelnej nasze dziełko przeciwne tamtemu z prośbą o takież zachwalenie go i polecenie do nabycia, gdyż szerzyć światło prawdy jest przecież obowiązkiem Kościoła. Zwróciliśmy przy tem uwagę świetnej Władzy szkolnej na okoliczność, że treść powyższego jej reskryptu stoi w sprzeczności z przepisami Biblii (nie będziesz zabijał, kaleczył, kłamał, oszukiwał bliźnego twego), i że Ojciec Św. Leon XII. potępił szczepienie ospy jako operację bezbożną.”

Co to jest? myślę sobie; czy mię oczy mylą? Więc papież Leon XII. potępił szczepienie ospy; chwała Bogu! A przeto słuszność po stronie przeciwników szczepienia! Ale kiedy? jakiemi słowami wyraził się Ojciec Św. w tej sprawie? To dla mnie zagadką. Piszę więc do Redakcji Impfgegnera o bliższe szczegóły i otrzymuję od p. Gerlinga odpowiedź, że o tem napisał Dr. med. Nagel w swej broszurce; sprowadzam ją sobie i wyczytuję na str. 9 § 14 co następuje:

(Rühmend) „Z chlubą i najgłębszą czcią zaznaczyć tu winniśmy, że papieże rzymscy, w przeciwieństwie do naszych okrutnych mądralów, uchronili swoje Państwo Kościelne od tej plagi ludzkiej (szczepienia ospy). Gdy bowiem Leonowi Dwunastemu, jak donosi nam wiarogodny kapłan X. Dr. Hans-jakob, przedstawiono do rozstrzygnięcia sprawę szczepienia ospy, w tej chwili położył On rękę na księgę św. Augustyna „O mieście Bożem” i wyrzekł te piękne słowa: „Nie mogę szczepienia ani pochwalać ani też zakazywać; ale z mej strony osobiście uznaję je zatargnięcie się na prawa Majestatu Bożego!” Podobnież stanowczo wyraził się przeciwko szczepieniu papież Grzegorz XVI. a później także Pius IX. Gdy lekarze r. 1856 stanęli przed nim z natrętną prośbą o wprowadzienie do kraju szczepienia ospy, kazał sobie przedłożyć szczegółową listę śmiertelności w Państwie Kościelnem, i gdy z niej przekonał się, że ludzie najwięcej umierają w takich miastach, gdzie gorliwie szczepiono, wtedy po głębokim namyśle oddalił z niczem pp. lekarzy od Siebie, mówiąc do nich: „Pan Bóg nie pozwoli bezkarnie kpić ze siebie! Amen.”

A zatem trzej papieże potępili szczepienie ospy, jako rzecz niegodziwą i bluźnierczą! Tego wyroku trzymać się winniśmy jako katolicy, a tem bardziej Duchowieństwo nasze pamiętać o nim powinno, aby nie być w sprzeczności z Głową Kościoła Chrystusowego. Już tedy żadnym sofizmatem pp. lekarzy otumanić się nie damy i już więcej prawdy zaćmić nam nie będą mogli, bo Stolica Św. zawyrokowała i sprawa skończona. (Roma locuta et causa finita est.)

VII.

Ale jak to mogło się stać, żeśmy chrześcijanie Katolicy o wspomnionym wyroku papieskim dotąd nic nie wiedzieli! Co większa, nasi Najprzewielebniejsi Arcypasterze żadnej o nim wiadomości nie mieli, skoro tolerowali dotąd dawną z czasów absolutyzmu rządowego pochodzącą praktykę pośredniego popierania tego grzesznego zabobonu przez to, że na żądanie c. k. starostwa lub Magistratu (w Austryi, w Niemczech itd.) wielebne Duchowieństwo parafialne corocznie sporządza i przesyła do użytku p. fizyka spis dzieci do szczepienia, ogłasza z ambony gdzie? i kiedy? ta bolesna i szkodliwa operacja ma się odbywać i stosownie do życzenia świeckiej Władzy szczepienie ospy przy zdarzoniej okazji ludowi zachwala, bojaźliwe matki pociesza i zachęca, by korzystały ze sposobności zabezpieczenia swych dzieci od choroby rzekomo nieuleczalnej, jak twierdzą pp. lekarze!

Jest to nadużyciem kazalnicy, profanacją miejsca świętego, splamieniem ust kapłańskich, poniżeniem wzniosłego powołania duchownego i bałamuceniem wiernego ludu, uczestnictwem w zabobonie szkodliwym a przeto grzechem ze strony kapłana przynajmniej grzechem t. z. materialnym, bez wiedzy i woli złego; a ze strony tych, co nakazują i wykonywują szczepienie, grzechem formalnym obciążającym sumienie; albowiem powinni wiedzieć, że ta operacja szkodliwa i niepożyteczna, i poniechać ją; gdyż każdy swój fach, swe powołanie, swoje rzemiosło i t. d. dokładnie znać powinien, aby mógł dobrze Wszystko załatwić, szkody bliźniemu nie wyrządzać i z pożytkiem jak należy obowiązki swoje spełniać a czynności niebezpiecznych nie podejmować!

Zasady teologii moralnej i prawdy dogmatyczne obowiązują chrześcijan wszystkich, a wyjątku od nich nie mają dla siebie pp. lekarze, urzędnicy, rzemieślnicy, i t. d. Boska nauka jest dla wszystkich chrześcijan, i wszyscy wedle jej prawideł życie swe urządzać mają, chcąc się zbliżyć w podobieństwie doskonałości do wzoru Boga-Czło- wieka, Nowego Adama Jezusa Chrystusa i brać udział w Jego królestwie chwały. O tem jednak wiedzieć nie chcą wyższe stany począwszy od liberalnych uniwersytetów jako duchy rzekomo wielkie i niezależne a skończywszy na bezwyznaniowości państwa; ztąd pochodzi zaniedbanie praktyk religijnych, święcenia dni świątecznych, uczęszczania do sakramentów św. Pokuty i Ołtarza, zachowania postów, upadek ducha i suchość serca, brak zastanowienia się nad sobą, nad swemiczynnościami i przyszłością losu swego, brak treści i prawdy we wszystkiem, szczerości i rzetelności, sam tylko blichtr i blaga, namiętności niskie bez hamulca, zgoła materjalizm gruby, samolubstwo i zagrzebanie się w doczesności; ztąd przebieranie miary w użyciu i zabawach, upadek materjalny, rozpacz, i samobójstwa, zaniedbanie obowiązków stanu i sprzeniewierzanie się czyli po prostu kradzież i oszustwo na wielką skalę; społeczeństwo zdąża na tej drodze do niechybnej zguby.

O, Rodacy, starsi Bracia w narodzie! chcecie być na czele, to podnieście się duchem i sercem, stańcie się godnymi stanowiska wyższego, świećcie dobrym przykładem, bądźcie wiernymi Bogu i Jego Kościołowi Św., bo w znaku Krzyża zwycięztwo i ocalenie nasze, przyszłość chwalebna! — Lecz wróćmy do naszego przedmiotu. Z niewiadomości o papiezkim wyroku potępiającym praktykę szczepienia ospy, Władza szkolna, katolicka Rada kościelna w Stuttgarcie, jak wyżej widzieliśmy, wpływa, jak dawniej w Austrji wpływali XX. Inspektorzy szkolni, na szanowne nauczycielstwo dla popierania szczepniczego zabobonu. To się nie zgadza z poważnem stanowiskiem kapłana i nauczyciela, z ich powołaniem i zadaniem wzniosłem; do Kościoła i Szkoły należy zwalczać grzechy, ciemnotę i zabobony, a szerzyć prawdę, cnotę i oświatę.
Tymczasem bywało i bywa jeszcze w niektórych miejscowościach, że p. nauczyciel przy zapisywaniu dzieci do szkoły pyta się rodziców, czy dziecko szczepione? czy ma świadectwo szczepienia? To znaczy: trzeba szczepić ospę sztuczną dla ochrony od ospy naturalnej! O, ciemnoto guślarska, kiedyż znikniesz przed światłem rozumu i wiedzy naukowej?! — I ja, niestety! spełniałem po parafiach tę smutną i niegodną funkcję w dobrej wierze, jak drudzy, w mniemaniu, że się przysługuję bliźnim; teraz poznawszy błąd lekarski, chciałbym tę pomyłkę naprawić, powetować stokrotnie. — Lecz oto, została nam odpowiedź na pytanie: czemuśmy nie wiedzieli, jak zawyrokowali papieże o szczepieniu ospy? Wyjaśnienie tak dziwnego faktu znajdziemy w józefińskim absolutyzmie, mianowicie w tak zwanem placetum regium,to jest, w rozporządzeniu rządowem, aby Biskupi ze swem duchowieństwem nie mieli swobody i własnego zdania nawet w sprawach czysto kościelnych i w znoszeniu się ze Stolicą Św., ale zależnymi byli od najwyższej Władzy świeckiej, od jej woli, upodobania i zezwolenia; przez granicę państwa to tylko dostawało się do ich wiadomości, co się podobało Rządowi, co nie było sprzecznem z jego intencją, zamiarami i pojmowaniem rzeczy. Były to czasy niewoli Kościoła, kassacji klasztorów i konfiskaty majątku kościelnego. Gdy więc szczepienie ospy Rząd opieką swoją otoczył, nie mogło mu być miłem, co o niem wyrzekli papieże; wiadomość o tem przyduszoną zdaje się była na granicy i nie rozeszła się w kraju. Natomiast włożono na duszpasterzy obowiązek popierania ospy. Wszedłszy raz na tę drogę, szło się dalej bez krytyki, bezmyślnie, z przyzwyczajenia i dla miłej zasady niesprzeciwiania się świeckiej Władzy ani uczonym t. j. lekarzom zachwalającym tę operację. — Nadszedł już czas zrzucenia z siebie krępujących pętow, bo cywilizacja na to zezwala, godność stanu i głos sumienia tego się domagają. Kościół i państwo niech w harmonijnej ze sobą zgodzie zdążają do swoich celów, wspierając się wzajemnie wedle słusznej potrzeby, ale jedno drugiemu niechaj nie narusza samodzielności i nie żąda usług zasadniczo niemożebnych.

VIII.

Jak rodzicom leży na sercu dobro ich dzieci, materialne i duchowe, tak każdemu Rządowi, pojmującemu odpowiedzialność swoją przed Bogiem i ludźmi, chodzi oto, aby wywięzując się chlubnie ze swego szczytnego zadania, mógł zaskarbić sobie miłość i wdzięczność podwładnych, szerząc dobro, zagradzając drogę złu, aby kwitła w kraju pomyślność, lud był zdrów i zadowolony a wojsko dzielne i państwo potężne. Taki też cel jego był przy zaprowadzeniu szczepienia ospy, bo lekarze wmówili weń, że ospa jest największą plagą ludzką i niema innego ratunku jak szczepienie. Jest to wielki błąd, jak widzieliśmy. Jego tj. wys. Rządu wina, że był łatwowiernym i nie zbadał poprzednio rzeczy jak należało; gdyż nie rzecz wątpliwej wartości ale rzeczywiście dobrą i pożyteczną w braku lepszej, zachwalać i polecać należy; a gdyby stąd komu szkoda się stała, wynagrodzić ją. O tej regule moralno prawnej zapomniano i źle się stało.

Otóż ludzką rzeczą jest pomylić się; ale trwać uporczywie w błędzie było by rzeczą heretycką i szatańską. Mądry mądrzejszym się stanie, gdy w pokorze przyjmie słuszną uwagę, zdrową radę, lojalne przedstawienie, i da się pouczyć; głupi zaś i pyszny obstawa przy swojem z uporem,choćby świat miał się zawalić i on z nim. (Sapientisestmutareconsilium in melius). Sporna sprawa dostatecznie już wyświetlona, i będziemy ją z innych jeszcze stron badać i wyświecać, żeby nie było wątpliwości kto ma słuszność; czekajmy końca, co nastąpi? pewni będąc, że ostatecznie prawda odniesie zwycięstwo. Tak bywało zawsze.
Jakiś błąd panował przez pewien czas, zaćmiewając umysły ludzkie, szerząc nieszczęście; aż, oto! ludzie przejrzeli, błąd okazał swą brzydotę a prawda swe piękne oblicze, pierzchły ciemności przed wschodzącem światłem słonecznem. Tak np. przed laty corocznie na wiosnę puszczano sobie krew dla lepszego zdrowia, lecz to było szkodliwem, i zaniechano tego; szczepiono długi czas ludzką ospę, wreszcie z powodu skutków szkodliwych tej operacji zakazano; szczepienie krowianki a teraz t. z. limfy cielęcej, trzyma się jeszcze w niektórych krajach uporczywie, w innych zaś np. w Anglii, Szwajcarji itd. chwieje się i upada; bez wątpienia runie haniebnie i to błazeństwo, jak mu przepowiedział na samym początku angielski uczony Dr. med. Rowley. Im prędzej to się stanie, tem ci lepiej.

IX.

Ważne pytanie: Skąd się wzięło szczepienie ospy? jakim ulegało zmianom? i co ono znaczy? Rozwiązali uczeni na niekorzyść Jennera. [Zwolennicy szczepienia wysławiają Jennera jako swego patryarchę, jako genialnego wynalazcę szczepienia krowianki. Jest to śmieszne; bo praktyka szczepnicza istniała przed Jennerem tysiące lat, szczepniczy lancet był u inokulatorów od dawna w użyciu, a jedyna nowość szalbierska, zarażenie rzekomą krowianką, nie jego to właściwie wymysł, ale zabobonnych jego sąsiadów wiejskich, u których ową baśń podsłuchał i światu ją jako swój wielki wynalazek ogłosił, żądny sławy herostratowskiej (Herostrat poganin podpalił śwątynię Diany w Efezie, aby się wsławić tą zbrodnią). Krowianka zaś i cała metoda Jennerowska zrobiła wielkie fiasko; krowianka dawno już znikła, teraz szczepią t. z. limfą cielęcą, co także jest niedorzeczne i szkodliwe. Nie mają więc pp. szczepnicy z czego się chełpić; a jeżeli to czynią, dowodzą tem swej zdziecinniałości i braku rzetelnych zasług na polu pożytecznej nauki.]

W dawnych czasach nędzy i niechlujstwa, ciemnoty i niskiego stanu sztuki lekarskiej, grasowała ospa wśród dzieci częściej i bardziej niżeli teraz, zabierając na drugi świat mnóstwo młodego pokolenia lub zostawiając na żyjących straszne ślady swego spustoszenia, tj. dziuby na twarzy, utratę wzroku, słuchu, władzy w członkach, i t. d. mianowicie tam, gdzie leczenie było przewrotne. Znakomity lekarz angielski Sydenham (1664 r.) pisał:

Zkąd to pochodzi, że chorujący na ospę u bogatych umierają lub zostają kalekami oszpeconymi, u biednych zaś przychodzą do całkowitego zdrowia? Ztąd,że biedni nie mają pieniędzy na sprowadzenie sobie nieudolnego lekarza i lekarstw szkodliwych!

Rzeczywiście, ospa sama z siebie nie jest niebezpieczną, względnie nawet pożądaną dla oczyszczenia i wyzdrowienia ciała, i pozostawiona samej sobie, przy świeżem powietrzu, djecie i użyciu wody, łatwo się leczy; dopiero przewrotne jej leczenie robiło ją tak straszną i niebezpieczną, że wielu przenosiło śmierć samą nad ospę. Mniemano zaś (mylnie), że każdy człowiek ospę przechodzić musi, ale tylko raz w życiu, i gdyby jej nie miał, nie dożyje lat 50… trzeba ją nabyć, mówili guślarze, koniecznie w stanie zdrowia, by ją łatwiej w sobie pokonać, a nie czekać, aż sama przyjdzie z chorobą i nie da się wyleczyć. Dlatego ludzie zabobonni z umysłu starali się o ospę, zdrowe dzieci ubierano w koszulki zanieczyszczone od chorych na ospę, kupowano bieliznę, chusty, odzież, przedmioty zarażone ospą, lub kładziono dzieci przy chorych do zabawy lub w łóżku pod jedno nakrycie by się od nich zarażały. To był sposób prosty, ludowy, praktykowany w Europie w wiekach średnich.

Inny sposób umyślnego zarażenia się ospą było sztuczne lekarskie szczepienie. — c. Ten drugi zabobon, ten jadowity i obrzydły chwast na niwie sztuki lekarskiej korzeniami swemi sięga czasów starożytnych, gdyż był praktykowany u pogańskich narodów Azji. Babilońscy magowie zastrzykiwali pogańskiemu ludowi ropę ospową na rękach i czołach w kształcie głowy byka; w Chinach proszek strupa ospowego wsypywano do nosa, nazywając to sianiem ospy; gdzie indziej guślarki nacinały skórę na nogach, rękach i twarzy, a do ran wtykały szmatkę, nitkę lub bawełnę zmaczaną w ropie ospowej lub kulki watowe piżmem i ospową materją nasiąknięte, albo też przykładały na ciało zdrowego człowieka plaster ściągający, wizykatorje, a usunąwszy powstały tam pryszczel, na bolejące miejsce posypywały sproszkowany strup ospowy.

Uczeni nazwali ten sposób zakażenia Isopathją, prowadzącą do zwyrodnienia, z którego n. p. rasa mongolska podźwignąć się nie może, a ludy europejskie tracą soki zdrowotne, jak zżółkłe liście na drzewie, co się pokazuje po dzieciach w Szwecji i t. d. gorliwie szczepionych, że połowa z nich niedomaga na różne choroby. Zły duch, trzymając przed przyjściem Zbawiciela świata wszystkie narody w niewoli, ciemnocie i upodleniu, podsunął im tak niedorzeczny i haniebny pomysł na ich niedolę i zgubę. Pierwsi chrześcijanie, poznawszy się na zdradzie szatańskiej, brzydzili się tym piekielnym wynalazkiem, jako psującym i znieważającym ciało człowieka mające być świątynią Ducha Bożego, a dziuby i blizny ospowe po tej operacji powstałe uważali za znamiona nędznych służalców bestji apokaliptycznej. We wschodnio południowej Europie błąkał się jeszcze do niedawna ten zabobon u Wołochów, którzy mieli zwyczaj zaszczepiać materję ospową swoim córkom na rękach i na czole, uważając powstałe ztąd krosteczki w kształcie gwiazdy za etykiety i ozdobę dla nich.

Przy końcu XVII. wieku przywlokła się z Tesalji do Konstantynopola pewna guślarka i opowiadała łatwowiernym ludziom, jakoby się jej objawiła Najśw. Panna Marja Matka Boska, nakazując robić rany Chrystusowe na nogach, rękach i twarzy lub czole, w kształcie krzyża, i smarować je ropą ludzkiej ospy przy zapalonej gromnicy i wymawianiu tajemniczych zażegnywań; gdyż to miało być ochroną od choroby ospowej.

Ten zabobon przyjął się u ludu pomimo surowej nagany ze strony duchowieństwa i szyderstwa ze strony lekarzy; ci jednak widząc, że to interes zyskowny, namyślili się inaczej, zdanie swoje zmienili, operację zabobonną ludowi zachwalali, i odepchnąwszy guślarki, sami ją wzięli w swe ręce, nadając jej uczoną nazwę (inoculatio seu variolatio).

Z początku dla przypodobania się ludowi operowali jak one, zachowując wszystkie błazeństwa nawet zażegnywanie choroby mrucząc słowa tajemnicze przy zapalonej świecy; później zaś opuszczali stopniowo ceromonję jedną po drugiej, gromnicę, zażegnywanie i profanację blizn Chrystusowych najprzód na nogach, potem na twarzy i czole, wreszcie przenieśli nacięcia skóry z rąk na ramiona; kształt krzyża w nacięciach (cruciatim) pozostał jeszcze długo z początkiem wieku XIX. gdy przy szczepieniu ospa ludzka ustępowała t. zw. krowiance Jennerowskiej; w końcu zaniechano figurę krzyża i robiono nacięcia w kratki lub pojedyncze linijki albo nakłuwano skórkę w kilku punktach, wcierając do ran jadowitą materię ospy ludzkiej. Z tą manipulacją obznajomiła się żona posła angielskiego p. Montague i za powrotem do Londynu rozszerzyła ją wśród swoich rodaków przy pomocy swego domowego lekarza Dr. Maitlanda jako zdobycz naukową i cywilizacyjną, robiąc niedowierzającym roztropnym niewiastom wyrzuty:

„Zasiedziałyście się w swoim zakątku na starych zwyczajach i nie chcecie nic wiedzieć o nadzwyczajnym postępie naszej medycyny.”

Lekarze z całym wysiłkiem wymowy i sztuki pisarskiej robili daleko i szeroko reklamę dla inokulacji, jako wynalazku lekarskiego na skuteczne zapobieganie strasznej i nieuleczalnej chorobie ospowej. Średnie i wyższe klasy społeczeństwa wierząc jak w Ewangelję, dawały posłuch tym złudnym przechwałkom; gdy przeciwnie prosty lud okazywał pod tym względem swą podejrzliwość, obojętność i niechęć, rządząc się głosem sumienia i zdrowego rozsądku. Przez liczne broszury i pisma rozeszła się po innych państwach europejskich interesująca wiadomość o szczepieniu ludzkiej ospy ludziom zdrowym —o dziwo! dla ich ochrony od ospy naturalnej. Byłby to, mówiono sobie, niesłychany tryumf sztuki medycznej, jeżeliby to było prawdą, co piszą gazety i księgi lekarskie; ależ tak twierdzą lekarze, mężowie uczeni, trzeba im wierzyć! Ciekawa to rzecz, a jak to wygląda? i t. d.

Monarchowie i książęta w swej troskliwości o dobro podwładnych, po nie jakiem wahaniu się zezwolili na wprowadzenie inokulacji do swych krajów i zainteresowali się nią osobiście; tak n. p. carowa (cesarzowa) Katarzyna, na radę bezbożnego Woltera, wydrwigrosza i pochlebcy ziemskich mocarzy, zawezwała do siebie francuskiego lekarza Dimsdale i za tę operację wyznaczyła mu oprócz tytułu szlacheckiego, 200,000 mk. a cesarzowa Marja Teresa mimo przestrogi swego nadwornego lekarza Dr. de Haen, idąc za złą radą de Swieteńa kazała zawezwać do swych dzieci angielskiego lekarza Ingenhousy i za tę operację obdarowała go prócz tytułu c. k. radcy Dworu roczną pensją 6,000 złr. m. k. która to inokulacja, niestety! okazała się po latach dla rodziny cesarskiej w skutkach swoich zgubną. Hołdował tej złudnej opinii również sławny lekarz Hufeland, a gdy z jego szczepienia setki ludzi w Weimarze i innych miastach Turyngji zachorowało i umarło, mówił dla uciszenia wyrzutów sumienia:

Przecież tylko trzecią część ze szczepionych przeze mnie ten los spotkał; gdyby zaś nie byli szczepieni, to naturalna ospa byłaby uśmierciła najmniej połowę z nich; sądzę przeto, że wielom życie uratowałem.

Rządy państw, przekonawszy się że szczepienie ospy ludzkiej, zamiast chronić ludzi od ospy naturalnej, przyczynia się przeciwnie w wielkiej mierze do jej szerzenia się i różne inne powoduje choroby, zakazały je pod surową karą, np. we Francji 1763 r. w Prusiech 1835, w Anglji 1840.

X.

Tak więc inokulacja z kretesem przepadła. Ale nim to nastąpiło, jakby mało jeszcze było nieszczęścia na ziemi, już przy jej zachwianiu zły duch podsunął na ludzkie utrapienie drugą podobniusieńką do pierwszej plagę lekarską t. j. szczepienie t. z. krowianki, wakcynacją nazwane, które wciąż różnym ulegało i ulega przemianom, jak kameleon zmieniający swoją postać, kształt i kolor skóry, twierdzeniom upartych szczepników kłam zadaje, ich obietnic nie spełnia, nadzieje łatwowiernych srodze zawodzi; inokulacja i wakcynacja, to dwie nieodrodne i szkaradne siostry kuglarskie na oszukanie i brudny wyzysk tak Rządów jak narodów, na zbieranie judaszowskiego grosza za niszczenie ludzkiego zdrowia i życia; są one najpospolitszem cygaństwem i publiczną zbrodnią. Nie od siebie samego tak potępiam szczepienie; przytaczam tylko to, co wypowiedzieli sami lekarze, mężowie nauki, cnoty i honoru. Im dłużej to szkaradzieństwo się trzyma, tem większa hańba dla wiedzy naukowej i cywilizacji, tem cięższa wina, większa odpowiedzialność tych, co je podtrzymują w złej czy dobrej wierze, z wiedzą czy bezwiednie. — Ale, jaki tego nowego zabobonu początek i przebieg?

Los, jaki spotkał inokulację we Francji, trwogą przejmował angielskich szczepicieli ściągających tysiące szterlingów z kieszeni wyższej warstwy społeczeństwa za swą nieszczęsną operację, która i w ich kraju chyliła się ku upadkowi, bo już i wyższe klasy zaczęły lepiej pojmować i osądzać smutną rzeczywistość. Edward Jenner angielski chirurg wiejski (ur. 17. maja 1749 w Barkeley wsi hrabstwa Gloucestershire, (RGA. Denkschrift, 18.) przejęty był takąż obawą o utratę tej złotej kopalni, tej roli lekarskiej, na której sieje się bliźniemu chorobę a sobie zbiera przeklęte żniwo złote z płaczu ludzkiego.

Obcując z ludem wiejskim miał sposobność przysłuchiwania się różnym gadkom; między innemi opowiadano, że konie miewają wrzód przy kopycie podobny do ospy, czeladź zaraża się nim, od czeladzi krowy na wymieniu a od krów znowu czeladź inna; konie zaś, krowy i czeladź nie chorują ciężko; jest to więc, mówili, ospa łagodna, i chroni od ospy ludzkiej na całe życie tych, co ją po zarażeniu przebędą(?). Jenner pochwycił tę baśń ludową w zamiarze szczepienia ludzi tą zwierzęcą ropą jako łagodniejszą od ropy ospy ludzkiej.

Zwierzywszy się z tern kolegom swoim naradzał się z nimi i robił doświadczenia od 1776 r; nie musiały one jednak wypaść pomyślnie, skoro przez 20 lat wahał się, czy ma wystąpić publicznie z tym nowym, i ważnym
jak sądził, wynalazkiem szczepienia, czy go też porzucić? Z wielu stron zwracano mu uwagę, że twierdzenia wieśniaków nie sprawdzają się i dalszych prób zaniechać należy; a pewne towarzystwo w Alweston, którego był członkiem, zagroziło mu wykluczeniem ze swego grona, jeżeliby nie zaprzestał naprzykrzać się mu swoim projektem dziwacznym nie mającym żadnych widoków powodzenia. Lecz trudno mu było rozstać się z ulubioną myślą, która łechtała jego samolubną próżność, nęciła nadzieją sławy i zysków materjalnych, zwłaszcza że znaleźli się i tacy, co żartem lub na serio pochlebnemi słowy dodawali mu odwagi. Z dalszego jego postępowania możemy wnioskować, że prawda, nauka i dobro powszechne nie były w jego planie.

Współczesny mu ziomek, przeciwnik szczepienia, profesor medyczny na uniwersytecie w Oxford, Dr. Rowley, nazwał go bezczelnym szarlatanem, bez wychowania i naukowego wykształcenia; a nowoczesny historyk, prof, uniwersytetu w Cambridge, Dr. Creighton, który zebrał, zkrytykował i wydał pisma Jennera, przyszedł na ich podstawie do przekonania, że Jenner nie był ani pewnym i gruntownym, ani rzetelnym i uczciwym badaczem, gdyż w błąd wprowadził swoich kolegów i świat uczony, nazywając wrzody krowie, pokazujące się niekiedy na wymionach, ospą krowią, chociaż nic wspólnego z ospą nie mają i on swego twierdzenia naukowo nie uzasadnił; wreszcie Dr. med. Nittiger z pism jego przeprowadził dowód, że lubo krowiankę słowem i pismem swoim określił, jednak takich wrzodów sam na własne oczy nigdy nie widział i krowianką ani razu nie szczepił, biorąc na ten cel inną jaką materję ropową.  — Jenner upojony swoją szaloną myślą potoczył się na drogę publicznego szalbierstwa.

Roku 1796 dnia 14 maja szczepił 8 letniego chłopca James Philipps mniemaną krowianką t. j. ropą wziętą z krosty na ręce wenerycznej dziewki Sarah Nelmes; z krosteczki szczepionego chłopca wziął materję do szczepienia innych dzieci, które równie jak pierwszy chłopiec, chorowały na weneryzm (syfilizm), z czego poznał, że go dziewka okłamała; odłożył więc na bok mniemaną krowiankę a zaczął robić szczepienia ropą wrzodu końskiego, co się nie podobało publiczności, która żądała zachwalanej krowianki, musiał przeto wrócić do pierwszego sposobu t. j. używać niebezpiecznej materji weneryzmem zarażającej. Liczne rodziny opłakiwały chorobę lub śmierć szczepionych swoich dziatek; sam Jenner utracił najstarszego syna i dlatego wzbraniał się szczepić innych swoich, ale dla interesu nie wahał się jadem ospowym zatruwać dzieci cudze a ludzkie żale zbywać wykrętami, — Po 2 latach (1798) wydał broszurkę o szczepieniu krowianki, ogłaszając światu ludzkie baśnie za nieomylną prawdę, tj. że krowy miewają ospę zarażając się od koni, że szczepienie krowianki, które wakcynacją od wyrazu łacińskiego (variola vaccina t. j. ospa krowia) nazwał, chroni od ospy naturalnej na całe życie, nie jest zaraźliwe dla domowników ani niebezpieczne lub szkodliwe dla dziecka na którem nawet szczepienie ludzkiej ospy (inokulacja) się nie udaje, co właśnie według jego zdania jest dowodem skutecznej ochrony; i chwali się że jego szczepienia pomyślnym skutkiem zostały uwieńczone. Szczepnicy zacierali ręce z uśmiechem radości, wynosili pod niebiosa nową metodę i sławili Jennera jako męża genjalnego, zesłanego przez Opatrzność św. na ratunek od plagi ludzkiej, jaką jest, mawiali, nieuleczalna choroba ospy, gorsza od trądu wschodnich i południowych krajów; że więc korzystać trzeba z tego największego wynalazku sztuki lekarskiej. Pisma Jennera i jego zwolenników rozchodziły się po szerokim świecie bałamucąc ludzi i sprowadzając nieszczęście. Wyższe klasy społeczeństwa dostały formalnego obłędu zapalając się do rzekomej zdobyczy naukowej.

Założono (1799) prywatny instytut szczepniczy a za parę lat potem (1803) towarzystwo szczepnicze pod protektoratem króla Jerzego III., książąt i wysokich dostojników państwa; towarzystwo to rozchwiało się (1806) dla niezgody członków, ale po roku (1807) natomiast zaprowadzono bardzo kosztowny narodowy instytut szczepniczy, którego urzędnicy pobierali z kasy państwowej ogromne pensje; tak n. p. jego dyrektor pobierał rocznie 1,500 funtów szterlingów, co wynosi na nasze pieniądze z górą 30 tysięcy marek lub koron, inni pobierali po 24,000 mk., — 20,000 mk. — 12,000 mk. — 10,000 mk. i t. d.2); ci więc mieli za co wychwalać szczepienie i stawać zawsze w jego obronie, nie zważając na głos sumienia i prawdy, nie mając względu na dobro publiczne, gdyż przemogło u nich łakomstwo na tak bajeczne dochody z instytucji, do której nie były przywiązane stosunkowo do płacy ciężkie obowiązki, ale tylko starania szatańskie mydlenia bliźnim oczu.

I dzisiaj nie inaczej ma się rzecz; bo dla naszych także szczepicieli pobudką do bronienia operacji szczepniczej nie jest miłość prawdy, oświaty i publicznego dobra, lecz tylko zysk niegodziwy i ślepa wiara w ten zabobon, nad którym nie zastanawiają się dostatecznie z małym wyjątkiem nawet mądrzy i uczeni, podobnie jak wówczas. — Jenner zapewniwszy sobie poparcie ze strony Rządu i swoich wpływowych przyjaciół wniósł 1802 r. do parlamentu londyńskiego pisemną prośbę o zapomogę na koszta założenia instytutu szczepienia t. z. krowianki, obiecując wielkie korzyści dla kraju i zaręczając, że ten jego wynalazek bynajmniej szkodliwym nie jest a chroni od wszelkiego zarażenia i daje bezpieczeństwo od ospy na całe życie za jednem tylko nacięciem szczepniczem, procedura zaś tak jest łatwą, że każdy człowiek wykonać ją potrafi. Uwierzono mu na proste słowo, nie robiąc próby, nie czekając na jej rezultat, nie zważając na poważne przestrogi posłów rozsądniejszych — i uchwalono dać Jennerowi z kasy państwa 10,000 funtów szterlingów.

Tem podłechtano jego brudną pożądliwość; łakomiec nie kontentując się tą ogromną kwotą postanowił probować jeszcze szczęścia (sacra auri fames!); jakoż z bezczelną odwagą wyciągnął 1807. r. powtórnie rękę po znaczniejszą zapomogę narodową; a parlament taksamo lekkomyślnie jak poprzednio mimo silnych protestów dał mu ją w kwocie 20,000 funtów szterlingów, — razem więc wszystkiego otrzymał Jenner z kasy państwa 30,000 funtów szterlingów t. j. przeszło półmiliona marek lub koron.A za co? pytamy się. Oto za piękne słówka i szumne a czcze obietnice! za rzekomy pożytek publiczności i pozorną sławę narodową roznoszoną po świecie z rozgłosem wynalazku wielkiego niby mędrca angielskiego na ratunek ginącego świata; — co wszystko byłem fałszem i wierutnem kuglarstwem i przyniosło sromotną hańbę tak butnemu wynalazcy jak jego lekkomyślnym protektorom, na których z powodu gorzkiego rozczarowania zwaliły się przekleństwa i złorzeczenia unieszczęśliwionych rodzin. Ta przeto niewczesna zapomoga była grzesznem marnotrawstwem publicznego grosza na popieranie szelmostwa; lepiej by było rzucić te pieniądze do rzeki Tamizy niż popierać niemi sprawę tak haniebnego i szkodliwego zabobonu. Wypowiedzieli tę gorzką prawdę mężowie współcześni cnotą i nauką znakomici.

Dr. Rowley prof. na uniwersytecie w Oxfordzie pisał w swojem sprawozdaniu lekarskiem r. 1805 że

wielu ze szczepionych krowianką zachorowało następnie na ospę, niektórzy nawet śmiertelnie; a jeżeli już teraz w parę lat po zaprowadzeniu szczepienia skutki jego tak są zgubne, czegóż na przyszłość obawiać się należy! A nietylko u nas w Anglii rozchodzą się takie żale, bo i w obcych krajach, gdzie tę operację wprowadzono, smutne zaszły wypadki. Zajrzyjmy do domów i spytajmy się rodzin, a ogarnie nas zdumienie i zgroza jak straszne zatrucie krwi do nich sprowadza ta mordercza praktyka, co zjadliwą truciznę wstrzykuje do ciał ludzkich!

W piśmie: Przeciwko szczepieniu (1806 r.) twierdzi, że rzekoma ochrona jest mrzonką i niedorzecznością; że przeciwko złudnemu zapewnieniu, ja koby szczepienie chroniło od ospy, mamy tak wiele wypadków zachorowania na ospę dzieci szczepionych wedle Jennerowskiej reguły, że nie potrzeba innych dowodów na zbijanie tego fałszu. Nawet spodziewać się tej ochrony już nie na całe życie ale choćby na pewien czas tylko, był oby błędem i wielkim nierozsądkiem; i dalej pisze, że rodzice zagniewani na lekarzy szczepiących nie chcą ich widzieć na oczy i dlatego nie ich ale jego wzywają do swych dzieci po tej operacji chorujących; z czego się wyjaśnia twierdzenie szczepników, że rzadko widzieli złe następstwa po szczepieniu. Przyjdzie czas w którym tej operacji będzie się musiało zaniechać, ale nie prędzej, aż ludziom da się srodze we znaki; pozwolili się otumanić i muszą za to odpokutować!

D. med Squirell w piśmie swem „uwagi nad krowianką” 1806 r. wyraża się w ten sposob:

Jestem tego zdania że wprowadzać bez potrzeby i słusznej racji truciznę do ciała żyjącego jest obrazą ludzkiego umysłu, zniewagą zdrowego rozsądku. Mam wielką obawę, że metoda Jennerowska okaże się nie dobrodziejstwem ale nieszczęściem nie tylko dla naszego lecz i dla przyszłych pokoleń.

W izbie poselskiej wystąpił poseł Shawlefevre 1807 r. przeciwko propozycji wynagradzania Jennera za jego nieudały wynalazek, bo jego bezpodstawne wielkie obietnice okazały się złudnemi; szczepienie krowianki bowiem powoduje zołzy (skrofuły) i wiele innych niepokojących objawów chorobowych (symptomów); że zaś prócz tego nie chroni od ospy naturalnej, na to gotów mówca stawić wiarogodnych świadków.

Podobnież przeciwnikiem szczepienia był poseł Burdett, który r. 1808 przy obradach nad zaprowadzeniem narodowego Instytutu szczepniczego podniósł energiczny głos przeciwko żądanym na ten cel wydatkom.

Nie dawno temu, mówił, jak nas zapewniano, że metoda Jennerowska jest prawie nieomylną i tak pojedynczą, że każda wiejska kobieta z łatwością wykonać ją zdoła; teraz zaś mówią, że ta operacja jest bardzo subtelną i zawiłą, wymagającą wielkiej zręczności, że nieostrożność laików przy szczepieniu jest przyczyną licznych niepowodzeń. Nie mamy zatem ani spodziewanej ochrony i bezpieczeństwa od chorób ani łatwości szczepienia; dlatego niechby się Izba zreflektowała i swoją niewczesną uchwałą nie budziła wśród ludu zwodniczych nadziei do nieudałego experymentu.

Nie usłuchano go niestety i stanął zgubny instytut szczepniczy, z którego korzystały na swe nieszczęście tylko wyższe i średnie klasy społeczeństwa dające się, jak głupie ryby na wędkę, ptaki na sidła, chwytać na szumne hasło zdobyczy naukowej, największego rzekomo wynalazku medycyny, by ratować, mówiono, ludzi od nieuleczalnej choroby ospowej i t. d., gdy przeciwnie lud trzymając się swego zdrowego rozsądku brzydził się tą operacją i gardził złudnem dobrodziejstwem zdradliwych Danaów. Z początku bywało corocznie około 3,000. osób w nim szczepionych; liczba ta podniosła się 1816 r. do 7,000. W sprawozdaniu z r. 1825 użalano się, że

niższe warstwy społeczeństwa zwłaszcza w Irlandji, nie chciały ani słyszeć o szczepieniu, chociaż je wychwalano na wszystkie tony, głosząc np. że dzięki szczepieniu już w teatrach i na zebraniach publicznych mniej się widzi twarzy oszpeconych dziubami, jakie pożostają po naturalnej ospie. – [Dziuby powstawały tylko z nieumiejętnego leczenia ospy przez ówczesnych lekarzy; zresztą dziuby to bagatelela w porównaniu z chorobami po szczepieniu się zjawiającemi, mianowicie, Pisze Gerling, z wyschnięciem gruczołów mlecznych u matek, z weneryzmem, suchotami i t. d. – Gerling. Die Blattem 11—12.]

Co ta przechwałka warta, poznać z tego, co napisali lub mówili uczeni przeciwnicy szczepienia i co jeszcze w tym sensie przytoczy się . Już r. 1805 zebrał Dr. Rowley 500 wypadków, w których szczepieni krowianką zachorowali na ospę naturalną; a w r. 1810 gazeta lekarska (Medical Observer) podała przeszło 535 szczepionych następnie ospą nawiedzonych i 150 wypadków śmiertelnych wskutek szczepienia krowianką po części w rodzinach samych nawet lekarzy, których po imieniu przytacza.

Jest również historycznym pewnikiem, że wiele setek dzieci szczepionych przez samego Jennera potem na ospę zapadło po części nawet śmiertelnie. Pierwsze dziecko przezeń szczepione James Philipps dostało brzydkiej choroby wenerycznej. Własny syn jego najstarszy umarł w kilka lat na suchoty płucne po przebyciu choroby wenerycznej ze szczepienia, co go tak boleścią serca i strachem przejęło, że długie lata opierał się naleganiom krewnych nie chcąc szczepić innych swoich dzieci, lecz cudze szczepił dla interesu marnego.

W r. 1811 zachorował niebezpiecznie młody lord Gronevor, którego Jenner własnoręcznie szczepił; sprawiło to wielkie wrażenie (jak zwykle bywa w nieszczęściu dotykającem wielkich panów, nad biednym zaś smutne wypadki cicho przejdą, ani kogut nie zapieje!) i zraziło szlachtę do Jennera, na co użalał się w liście do przyjaciela Dr. Barona, pisząc:

Prawdopodobnie będę musiał kilka dni jeszcze pozostać w tym okropnym Londynie, bo zaszedł fakt ospy u szczepionego w rodzinie szlacheckiej a na nieszczęście to dziecko ja sam szczepiłem; krzyk i zamieszanie z tego powodu powstałe opisać się nie da, całe miasto głupkowate szaleje, i to potrwa tak długo aż inny jaki pomyślny wypadek odwróci powszechną uwagę.

W innym liście do mis Calkraft żali się:

Ten jeden wypadek sprawił, że zapomniano o wszystkich moich dawniejszych pracach i że jestem u wielu z wyższej klasy społeczeństwa przedmiotem pośmiewiska i wzgardy… ale chłopiec byłby umarł, gdybym go był nie szczepił.

Podobnie usprawiedliwiał się Dr. Hufeland inokulator, (vid. str. 23). — Gdy coraz bardziej dawały się słyszeć ludzkie żale na to, że rzekoma krowianka od ospy nie chroni a sprowadza różne choroby zaraźliwe, obstawał Jenner wraz ze swymi zwolennikami uporczywie przy swojem zdaniu, używając wybiegów, jakiemi nasi szczepnicy zasłaniają się przed zarzutami swych przeciwników;

krowianka, mówił, musiała być nieprawdziwa, fałszywa, zepsuta albo: szczepiony sam sobie zaszkodził, rodzice i domownicy nie opiekowali się chorym, albo: choroba była już dawno w ciele ukrytą i bez szczepienia byłaby przyszła,., to nie ospa lecz inna do niej podobna choroba, szczepienie ją złagodziło, albo: przy innych operacjach ludzie także chorują i umierają a nikt się temu nie dziwi, albo: dawniej grasowała ospa bardziej niż teraz gdy się szczepi krowiankę, itd. (P. str. 23, 2).

Takie wymówki niejednego zbałamucą, co się nie zastanowi nad tem dobrze; dlatego odpowiadamy tu pp. szczepicielom:

Każda wasza materja szczepnicza jest jadem trupim (Leichengift), bo pochodzi z wrzodu, z ciała rozkładającego się, i wy panowie sami to przyznajecie i objaśniacie, że jad trujący znieczula nerwy, iż nie są wrażliwe na ospę! Ależ panowie! To zatrucie i znieczulenie jest daleko większem złem niżeli ospa, która względnie jest pożądaną, by się organizm ciała uwolnił od szkodliwych soków, przeczyścił się i był zdrowszym; szczepienie zaś zatruwa go i zanieczyszcza, ztąd różne choroby powstają. Nie dziecko i domowników ale raczej szczepnika winić należy za nieszczęście. Ospa prawdziwa powstać może ze szczepienia, bo jej zarodek jest w materji szczepniczej, a w dziecku może być więcej tej nieczystości nagromadzonej, która z okazji szczepienia na wierzch wychodzi; trzeba wam nauczyć się leczyć rozumnie ospę a nie zatruwać krew szczepieniem; tego nauczyć się możecie z najnowszych dzieł lekarzy naturalnych, do których liczą się także wasi szkolni koledzy, doktorowie medycyny; zrzućcie pychę z serca, bądźcie ciekawymi dowiedzieć się czegoś nowego a pożytecznego, bo na tem polega postęp i rozwój nauki medycznej; teraz należy więcej wiedzieć i umieć, niż za dawnych czasów, kiedy ospy leczyć nie umiano i uważano ją niesłusznie za chorobę najgorszą i nieuleczalną; czy i teraz za taką ją macie? byłoby to świadectwem ubóstwa i niedołęztwa waszego? Przy innych operacjach trzeba cierpieć boleści, bo to rzecz naturalna; ależ wy obiecujecie, że szczepienie nic nie szkodzi a pomaga, co jednak przeciwnie zawsze bywa; operować, gdy konieczność tego wymaga, lecz szczepienia nic nie usprawiedliwia. Szczepienie ospowej choroby nie łagodzi ale ją złośliwszą czyni, jak to wiemy z doświadczenia i sam rozum powiada; sami szczepnicy zmuszeni zostali przyznać tę prawdę, jak np. Dr. med. Kussmaul (Gerling, 22. Also). Dawniej do ospy liczono odrę, szkarlatynę, tyfus plamisty itd. choroby naskórne; teraz ją odłączają od podobnych chorób, dlatego liczba tych wypadków jest mniejsza; prócz tego żyje się teraz w lepszych stosunkach zdrowotnych, więc i ospa rzadziej się zjawia, znikłaby zaś zupełnie, jak epidemie inne zniknęły np. cholera, dżuma, morowe powietrze itd.,których się nie szczepi, lecz ospa mniej więcej trzyma się nas jeszcze, bo się ją szczepieniem rozszerza; jaki posiew, takie żniwo; w czasie epidemii szczepieni prędzej zapadają na ospę i ciężej chorują niżeli nieszczepieni, którzy się od tamtych zarażają. A więc szczepienie jest bardzo szkodliwe a nie daje żadnego pożytku.

Jenner widząc i słysząc, co się dzieje po szczepieniu, zmuszonym był 1799 r. odwołać pierwsze swoje twierdzenie, jakoby szczepienie chroniło od ospy na całe życie, ograniczając czas tej ochrony mniemanej na lat 10; ale to drugie twierdzenie również jest myl- nem, i szczepnicy inni ograniczają tę ochronę na lat 5 (Dr. Striimpel), na 1 — 2—4 (Dr. Biedert) i t. d. Dr. Koch Robert. jest tak ostrożny, chwiejny, przebiegły sofista, że wszystkim chce dogodzić a sam się z trudności wywinąć jak piskorz z ręki, mówiąc:

szczepnicza ochrona jest względną, bo jednego chroni mniej więcej 10 lat, innego zaś nie chroni; czyli chroni go jak długo ospa nie przychodzi, a jak się pokaże, ochrona traci swoje znaczenie;

to nie jest mowa męża uczonego i uczciwego, ale gadanina szarlatańska; my zaś twierdzimy z doświadczenia, że ani na chwilę nie istnieje ta ochrona, gdyż nie ma racji bytu, i zdarzało się nieraz, że po szczepieniu obok krosteczki szczepniczej, wystąpiły krosty ospy naturalnej i obsypały ciało jak zwykle. Pomimo to we dwa lata później (1801) kolegium londyńskich lekarzy orzekło (jak Pythia z trójnoga albo znachor wiejski) prorokując fałszywie, że metoda Jennerowska chroni od ospy na zawsze i jest wcale nie szkodliwa!

Nie miłość prawdy i nauki włożyła tym lekarzom w usta takie słowa kłamliwe, ale samolubstwo podłe, aby wyzyskać łatwowierność ludu i napchać kieszenie mamoną! — Dalsze twierdzenie Jennera, że szczepienie krowianką jest bardzo łatwe i każda nawet wiejska niewiasta może je z dobrym skutkiem wykonać — nie podobało się pp. szczepnikom; bo nie chcieli dopuścić nikogo do tak zyskownej operacji, żeby im nikt nie psuł interesu i oni sami tylko mogli ciągnąć ztąd korzyści; dlatego porozumiawszy się z Jennerem oświadczyli publicznie, że szczepienie jest sprawą trudną, subtelną i zawiłą, której podjąć się mogą tylko lekarze jako biegli w swej sztuce, kto inny zaś tego nie potrafi, rzecz sfuszeruje i sprowadzi nieszczęście!

Odpowiadamy im na to: Wy sami, Panowie, waszem rzekomo umiejętnem szczepieniem szkodzicie dzieciom, które w skutkek waszej operacji chorują mniej więcej, nawet śmiertelnie; sam Jenner setkom przez siebie szczepionym zaszkodził na zdrowiu i życiu, jąk wspomniano powyżej, i każdy z was szczepników sprowadza nieszczęście; bo wasza materja szczepnicza jest jadowitą trucizną, która z natury swojej jest szkodliwą i dla krowianki czy limfy wyjątku z ogólnego prawa przyrody niema, gdyżby to musiał być cud Boski, czego przypuścić nie można i wy panowie nawet nie wierzycie w cuda, nie mówiąc o innych prawdach św. wiary naszej! (Rzecz to smutna i wielce ubolewania godna!) Aby dzieciom nie szkodzić, jedyną tu radą jest, zaniechać praktyki szczepniczej!

Twierdził też Jenner, że dla ochrony od ospy wystarcza jedno szczepienie z jednem nacięciem i jedną krosteczką szczepniczą; to się jednak nie sprawdzało i obiecywanej ochrony nie dawało, bo dać jej nie mogło: więc pp. szczepnicy zamiast powiedzieć sobie uczciwie i rozumnie: porzućmy tę czynność bezskuteczną i szkodliwą, a badajmy chorobę ospową i szukajmy lepszych środków na nią, projektowali przeciwnie: szczepić drugi raz, albo więcej razy, jak się da najczęściej, corocznie i przy różnych okazjach, przed ślubem, przed podróżą lub objęciem urzędu, i t. d. dla uroczystości i pamiątki; roztropniejsi jednak przestrzegali przed zbytkiem gorliwości, któraby mogła uprzykrzyć się ludowi, a tenby mógł, powiadali, stracić do nas zaufanie i pogorszyłby się nasz interes! Radzono też szczepić każdą matkę brzemienną, aby dziecko przychodziło na świat już zabezpieczone od ospy! (Dr. Bollinger, jak pisze Zedtwitz, 49 Nach.)

Co się tyczy nacięć lub ukłuć szczepniczych i krosteczek ztąd po wstających różne były zdania pp. szczepników; debatowano i sprzeczano się, czy poprzestać na jednem nacięciu i jednej krosteczce po szczepieniu? czy potrzebne są 2, 3, 10, 15 i t. d. nacięć? Czy robić ukłucia czy też nacięcia? Na którem ramieniu? I w którym miesiącu po urodzeniu dziecka? Brano jednak w rachubę uczucie matek, któreby się oburzały i krzyku narobiły, gdyby się zbytnie krajało ich dzieci; więc projektowano poprzestać na 2 bliznach na jednem tylko ramieniu.. Tak to ci mężowie nauki tracili czas na czczych i dziecinnych rozprawach, jakby z nudów dla rozrywki, jakby nie mieli nic ważniejszego do myślenia, nic lepszego do czynienia! Do nich stosują się słowa poety Ignacego Krasickiego: Dzieci, źle się bawicie; dla was to igraszką, nam idzie o życie!

Gdybyż to na takich pogadankach i dysputach kwalifikujących się do domu warjatów poprzestano, byłoby półbiedy, że myśl ludzka zeszła na takie manowce; ale, niestety, ci panowie spieniężali swe urojenia dziwaczne i niebezpieczne; co im się ubzdurało w głowie, to lancetem na ciele niewinnych i bezbronnych dziatek wykonywali bez litości pod pozorem spełniania uczynku dobrego; a ich matactwem i złym przykładem Anglii, uwiedzione Rządy państw europejskich popierały (i popierają dotąd) tę niegodną i szkodliwą sprawę, z początku zachwalając a następnie narzucając ją ludowi przemocą jako rzekome dobrodziejstwo. Skutki wprawdzie zawsze bywały takie same t. j. złe; ale nie zważano na żale i szemrania poszkodowanych, bo pp. lekarze umieli przedstawiać rzecz w świetle fałszywem. — Pozostaje nam zastanowić się jeszcze nad twierdzeniem Jennera, jakoby krowianka pochodziła z zarażenia się krów na wymionach od wrzodu kopyta końskiego.

Otóż, pokazało się, że to nieprawda, bo ani samemu Jennerowi ani jego zwolennikom nie udało się nigdy zarazić krów ropą takiego wrzodu i wywołać u nich ospę krowią; przeto lekarz Pearson zaprzeczył powyższemu twierdzeniu utrzymując stanowczo, że krowy mają ospę naturalną tak samo jak ludzie, tylko łagodniejszą, i do tego mniemania Jenner przychylił się cichaczem nie mając odwagi odwołać tego, co głosił poprzednio.

Ale i tej drugiej opinii sprzeciwił się lekarz Walker mówiąc że krowy swojej ospy nie mają lecz zarażają się od ludzi przy dojeniu mleka; w czem poparł go weterynarz dr. Simond, że przez 40 lat nie widział u byków, wołów i cieląt tej choroby, więc i krowy jej mieć nie mogą; a sławny weterynarz Hering jest zdania, że wymię krowie dostaje wyrzutów rozmaitych, a skutek dopiero może okazać, jakiej one są natury. Jenner krowianką nie szczepił, bo jej nawet na własae oczy nie widział, ale ropą ospy ludzkiej osiadłej na ręce dziewki Sarah Nelmes, albo ropą wrzodu końskiego, jak wspomniano wyżej. Pearson mieszał ropę wrzodu bydlęcego z ropą ludzkiej ospy; Dr. Walker rozpuszczał materję ospową w wodzie jak teraźniejsi szczepnicy w glicerynie; Sacco szczepił we Włoszech ropą końską lub owczą (ovinatio), w Wiedniu 1801 r. zaś krowią lub końską; dr. Augias Turenne lubował się w końskiej ropie i tę procedurę nazwał equinatio. Nie mając zaś materji wrzodowej szczepiono śmiało, bez żadnych skrupułów, minerałem emetykiem, byle tylko szczepić i zarabiać a przytem udawać sztukmistrza i dobroczyńcę ludzkości.

Zresztą rozpisano wszędzie wysokie nagrody za wynalezienie t. z. pierwotnej krowianki; pp. lekarze też rozbiegli się po wsiach szukając skwapliwie na pastwiskach i w stajniach krów chorujących na wrzody, zaglądając ciekawie bydłu pod ogon i brzuch, czy tam na słabiźnie nie widać jakiego wrzodu, z któregoby dało się otrzymać elixir drogocenny! Dr. Sacco czuł się uszczęśliwionym, że spotkał w Varese wracające z gór szwajcarskich bydełko wrzodowate, którego nawet ryciny pozdejmował i rozesłał dla swej reklamy w różne strony; dr. Warlemout w Brukseli dostał krowiankę z chorej krowy napotkanej w bliskości wsi Beaugency; dr. Dubreille w Bordeaux odszukał taką krowę w stajni pobliskiego folwarku i dostarczał pożądanego leku Rządowi angielskiemu za grube pieniądze. Szczepnicy bowiem przecinali wrzód bydlęcy a cieknącą ropę zbierali w nadstawione naczynie i przechowywali ją starannie albo na swój użytek jako zachwalone lekarstwo przeciwko chorobie ospowej, albo na odstąpienie jej innym guślarzom za cenę wysoką. Nie do uwierzenia to, a jednak prawdziwe; tak to jest śmieszne, głupie i obrzydliwe, pisze dr. Zedtwitz

Ci ludzie uważający się za mężów nauki, jakoby stracili rozum, wstyd i sumienie! Gdy dzieci szczepione chorowały a w czasie epidemii zapadały na ospę, szczepnicy winę tego zwalali na krowiankę, że z biegiem czasu siłę ochronną utraciła i proponowali, jak dr. Briffot w Paryżu 1818 r. i dr. Oregory w Londynie 1823, odświeżyć ją szczepieniem krów, zwłaszcza że te nie chciały chorować na wrzody; zmuszeniem ich do tej choroby, mówili, osięgnie się podwójną korzyść, t. j. zapas materji szczepniczej i jej odświeżenie dla skutku lepszego. Jakoż rozpoczęli szczepić krowy na wymionach i zbierać z ich wrzodów ropę do szczepienia dzieci: dr. Reiter w Monachium, dr. Unger w St. Florian, Munk w Wischau, Pilic w Dreźnie, Froelich w Stutgarcie, Bulmering w Rosji i t. d. Dr. Ceely w Anglii chełpił się, że zaszczepiwszy krowę otrzymał z niej tyle krowianki, że w paru miesiącach mogło 2,000 dzieci być zaszczepionemu Dr. Badcok ogłosił 1880 r. w angielskiej gazecie Pallmalgazette, że

posiada ze szczepionej krowy sztuczną łagodną materję szczepniczą, która nie jest zaraźliwą a w wysokim stopniu ochronną, dlatego też od 20 lat wyłącznie jej używają w Brightonie szczepiciele urzędowi;

to znaczy: zgłaszajcie się do mnie Panowie! przyszlijcie pieniądze, a dostaniecie coś fajnego; tak samo jak podejrzani kupcy reklamują się zachwalając swój towar. Na tę chełpliwą reklamę odpowiedziała gazeta lekarska w Bostonie z d. 25 lut. 1880 r. słowami poważnej przestrogi, przypisując wybuch epidemii ospowej u dzieci szczepionych tej okoliczności, że dr. Martin użył do szczepienia krowianki w podobny sposób sporządzonej, a w Irlandii 1879 r. zakazano brać taką ropę do operacji. Przemyślni szczepiciele chwycili się innego sposobu dla uratowania swego marnego interesu; za poradą dr. Seatona rozpoczęli szczepienie z ramienia na ramię, t. j. przekłuwali krosteczkę ospową szczepionego dziecka i zebraną z niej materją szczepili inne dzieci; a ponieważ pierwotna pospolita nazwa ropy szczepniczej, krowianka, nie stosowała się do tej nowo wymyślonej, posługiwali się odtąd wyrazem piękniej brzmiącym chociaż mniej stosownym: limfa, bo prawdziwa limfa jest cieczą płynną przezroczystą i zdrowotną w ciele ludzkiem, zaś ropa ospowa jest kleistą, brudną i niezdrową materyą gnijącą; zatem nowa uczona nazwa, limfa, służyła tylko do fałszywego uspokojenia sumień ludzkich, do durzenia siebie i drugich, jakoby ta rzecz nie była bardzo złą i szkodliwą; gdy prócz tego taka ropa ospowa przez szczepienie z ramienia na ramię i przenoszenie z jednego dziecka na drugie i t. d. mogła przechodzić przez wiele ciał dziecięcych i tym sposobem rzekomo coraz bardziej utracać swą jadowitość, nazwano ją: limfą humanizowaną, czyli uczłowieczoną, złagodzoną, uszlachetnioną, oswojoną.. W krotce pouczyło wszystkich przykre doświadczenie, że operacja taka nie jest niewinną, ale wielce szkodliwą, bo dzieci zarażały się jedne od drugich i chorowały ciężko; prócz tego dziecko, któremu krosteczkę przecinano dla odebrania ropy dojrzałej, dostawało złośliwych wrzodów i choroba jego się przedłużała; więc matki spostrzegłszy to, nie chciały zezwalać na powtórne kaleczenie swych dzieci.

Aby zmniejszyć lub usunąć szkodliwe następstwa tej operacji, nakazywano rodzicom utrzymywać szczepione dzieci w czystości, mieć o nich staranie, kąpać je i obmywać; zaprzestano zaś dawać podobne rozkazy, gdy się przekonano, że w skutek zabiegów wodoleczniczych krosteczka szczepnicza nie występuje na wierzch skóry, a miała być znakiem skutecznego, jak twierdzono, szczepienia; niewiedziano, że bielizna zabrała, woda spłukała, powietrze świeże rozwiało soki nieczyste, iż się krosteczka uformować nie miała z czego; pp. szczepnicy nie rozumiejąc tego a chcąc zapobiedz chorobom, chwycili się innego sposobu, t. j. gryzącemi minerałami jak n. p. sublimatem żywego srebra [rtęcią] operowali zrobioną przez siebie ranę na dziecku; ale to sprowadzało różę i inne niebezpieczne choroby, więc zaniechano tego; wreszcie poczęli w glicerynie coraz bardziej rozpuszczać limfę, aby ją złagodzić. Tu i ówdzie wrócono do szczepienia krów, dla otrzymania materji szczepniczej. Jak z natury rzeczy wynikać musiało, dzieci szczepione chorowały i po części umierały, a od ospy naturalnej nie miały ochrony.

Zwykłe wykręty pp. szczepników nie znajdowały już nigdzie wiary, i trzeba im było pomyśleć o innym fortelu aby lud uspokoić i pod inną formą interes dalej prowadzić. Rzucono hasło: Szczepić cielęta! I publiczność dowiaduje się, że pp. lekarze w troskliwości swojej o zdrowie narodu zamyślają szczepić cielęta, mające krew młodą i lepszą od krowiej, starej i zepsutej; szczepienie dzieci limfą cielęcą glicerynową, będzie, mówiono, bez nagany i uwieńczy się skutkiem pomyślnym; jest to wynalazek doskonały, owoc wysiłku mózgownic lekarskich. Jakoż rzucono się z zapałem | do tej nowej metody unieszczęśliwienia bliźnich swoich; Dr. Lanoix pojechał do Neapolu, gdzie dr. Galbiati, dr. Negri i inni, już od dawna szczepili cielęta, nauczyć się od nich tej sztuki, i po niejakimś czasie powrócił do Paryża z cielęciem szczepionem. Dr. Pissin założył w tym celu instytut w Berlinie, dr. Worlemout w Brukseli, dr. Gustaw Paul w Wiedniu, dr. Hay, Heinrich, Bauer i t. d. w Niemczech, w Austrji, na Węgrzech, w Rosji, etc.

A co to za sztuka szczepić cielęta? Pyta nie jeden. To jest okrutne barbarzyństwo! Gdy szczepie krowy nacinano lub nakłuwano ich wymiona; to cielęta wypożyczone od rzeźnika po zbadaniu ich stanu zdrowia kładzie się na stół do góry brzuchem, przywięzuje głowę i nogi do stołu, poczem nożycami i brzytwą usuwa się sierść (kudły) z całej powierzchni od słabizny po brzuchu do łopatek, po wygolonej skórze robią się długie płytkie nacięcia i wciera w niej, materję ospową; tak pokrajane i zasmarowane zwierzątko, odwiązane i zdjęte ze stołu odprowadza się do stajni, gdzie mu dają kaganiec na pysk, i krótko uwięzują, aby się z bolu lizać po brzuchu nie mogło, i dobrze karmią; po kilku dniach cielątko bardzo choruje, bo na skórze pokaleczonej i jadowitą ropą posmarowanej potworzyły się krosteczki ospowe; następuje nowa męczarnia jego; znów je rzucają na stół do góry nogami, krępują i przywięzują do stołu, a po słabiźnie brzucha i piersiach przeciągają ostrem narzędziem i zbierają z krostek płynącą obrzydliwą ropę zmieszaną ze strupami, kudełkami, krwią i jadem trupim, a cielę ryczy w niebogłosy, bo ta okrutna operacja odbywa się w najczulszych częściach jego ciała; poczem zarzyna się cielątko i po zbadaniu przez lekarza, czy było zdrowe i nie miało w sobie jakich zarazków chorobotwórczych, odsyła się rzeźnikowi na sprzedaż do kuchnii zebraną zaś z cielęcia ropę rozciera się, miesza z gliceryną i przechowuje do szczepienia dzieci.

I to plugastwo jadowite ma być skutecznym lekiem na ochronę od ospy naturalnej?! Z czego zwierzątko zachorowało i co wyrzuciło z siebie jako rzecz szkodliwą, to ma być dla człowieka dobroczynnem a nie szkodliwem? O, panowie! gdzieście rozum podzieli? A chociaż smutna rzeczywistość bije w oczy i zniewala was do przyznania, że zwierzęca limfa równie lub więcej jak humanizowana jest niebezpieczną sprowadzając różę, skrofuły, zołzy a nawet weneryzm i t. d. to jednak upieracie się przy swojem i wmawiacie tak w Rządy jak ludy, że wasze szczepienie jest nieszkodliwe a pożyteczne i konieczne! Jak nazwać takie postępowanie? Zaiste jest to niesumienność i podły bezwstyd. — Ale skończmy z Jennerem. Widzieliśmy, że wszystkie jego twierdzenia przy zeprowadzeniu szczepienia krowianki upadły; krowy nie zarażają się od koni, szczepienie jest szkodliwem a nie chroni od ospy, i t. d. krowianka ustąpiła miejsca limfie humanizowanej a potem zwierzęcej, z tym samym, najniepomyślniejszym skutkiem. I słychać, że szczepnicy niektórzy proponują dla otrzymania rzekomo lepszej limfy zamiast cielęcia szczepić kozę lub oślicę! Lecz do tego już przyjść nie powinno; dość długo nadużywano łatwowierności i cierpliwości tak wys. c. kr. Rządu jak ludu, aby się już raz upamiętano, zreflektowano, i temu znachorstwu, jakiego nawet u dzikich ludów nie znajdziesz łatwo, koniec położono; to dawno już powinno było nastąpić, bo szczepienie krowianki czy limfy cielęcej lub jak ją jeszcze chcą nazwać, nic innego nie jest, jak szczepienie ospy ludzkiej zakazane pod karą surową. — Dalej twierdził Jenner, że jednorazowe szczepienie wystarcza, żeby otrzymać skutek pomyślny: niewystarcza, bo szczepią drugi raz i trzeci (niemowlęta, dzieci szkolne, rekrutów, i t. d.) także ze złym skutkiem; — że szczepienie ludzkiej naturalnej ospy nie udaje się po zaszczepieniu krowianki czy limfy cielęcej: i to nieprawda, jak dowiodły robione próby; — że szczepić może każdy, nawet wiejska kobieta: to tylko w Rosji się utrzymało, bo tam szczepią prócz lekarzy także chirurdzy i akuszerki, ale jedynie za dyplomem; gdzieindziej sami tylko lekarze podejmują się tej nieszczęsnej operacji. Zgoła, z Jennerowskiej teorji zostały same strzępki, na które tylko dmuchnąć zdrowym rozsądkiem, a rozlecą się jak puch na wszystkie strony…

Pomimo to zwolennicy szczepienia ospy śmią dotąd jeszcze wysławiać Jennera jako męża wielce uczonego, wynalazcę genialnego i gruntownego badacza przyrody; gdy przeciwnie fakty stwierdzają, że to była umysłowa i moralna nędzota, wedle prof. dr. Creigthona:

badacz powierzchowny, lekkomyślny i niesumienny,

a wedle prof. dr. Rowlaya:

zarozumialec bez wykształcenia i szarlatan, kuglarz pospolity;

ci zaś z pp. lekarzy, którzy szczepieniu krowianki niby największemu wynalazkowi, tej rzeczywiście nicości naukowej, temu szkodliwemu dziwolągowi lekarskiemu, jakąkolwiek przypisują wartość i znaczenie, policzkują prawdę i ubliżają swojej medycynie, która poszczycić się może przecież niejednym wielkim i pożytecznym wynalazkiem dla dobra ludzkości. Tyle o Jennerze i jego metodzie nieszczęsnej, która niestety! dotąd jeszcze jest sprawą aktualną, piekącą.

XI.

Rząd angielski miał sposobność ciągle się przekonywać o tem, że szczepienie ospy, krowianki lub limfy cielęcej, nie tylko nic nie warte ale i szkodzi zdrowiu; tak n. p. między innymi Dr. Hemyk Holland lekarz nadworny królowej angielskiej r. 1839 w swej rozprawie o szczepieniu wyraził się o tej operacji bardzo nieprzychylnie.

Wypadki ostatnich lat 15, pisze on, narzuciły nam pytanie, czy też szczepienie rzeczywiście chroni od ospy? na jak długo? i czy materya szczepnicza przypadkiem nie utraciła swojej skuteczności; bo sprawozdania nie tylko z naszego kraju ale i z całego świata doszły do naszej wiadomości potwierdzają ten smutny fakt, że ospa coraz gwałtowniej występuje i zawsze większą część szczepionych napada, którzy ciężej chorują i liczniej umierają niżeli nieszczepieni. Nie da się przeto zaprzeczyć, że ochrona szczepnicza bardzo jest nierówna, lub że z biegiem czasu zmniejszyła się lub też znikła zupełnie. Doświadczenie potwierdziło przepowiednie tych, co mieli odwagę od początku występować przeciwko tej operacji; początkowa radość z odkrycia Jenerowskiego nie pozwoliła wątpić o błogich jego skutkach, ale gorzka prawda wychodzi na wierzch. Już nie uchodzi upatrywać w praktyce szczepniczej jakiej bądź ochrony od ospy; należy wypowiedzieć szczerą prawdę, że dawne obietnice nie ziściły się. Czy zaś ospa w ogóle da się kiedy wykorzenić, to jest wielkim pytaniem; prawdopodobnie nigdy.

Rząd zatem nie przywiązywał wielkiej wagi do szczepienia, lecz nie miał też odwagi skasować je, zostawiając każdemu do woli dać siebie lub swoje dzieci szczepić czy to ludzką naturalną ospą (inokulacja dawniejsza metoda od r. 1717) czy to tak zwaną krowianką albo inną jaką obrzydliwą ropą (wakcynacja, nowsza metoda Jennerowska odr. 1796) lub nie dawać. Lud prosty korzystając z tej wolności trzymał się na uboczu gardząc jedną i drugą niedorzecznością; zdrowy rozum jego górował w tym względzie nad naukowym obłędem i fałszywą cywilizacją. Bolało to pp. szczepników i nie podobało się urzędnikom narodowego instytutu szczepniczego; napierali przeto na Rząd, aby ustawą państwową zmusił opornych do tej, jak się wyrażano, profilaksji, czyli do użycia środka przeciw ospie naturalnej, jakim miało być szczepienie rzekomo ochronne. Znakomici mężowie stanu, jak Canning, Robert Pell i t. d. oparli się tak pretensjonalnej zachciance, niezgodnej z konstytucyjną wolnością obywateli angielskich.
Roku 1840 skasowano szczepienie ospy ludzkiej, które w innych krajach już od dawna pod surową karą było zabronione jako nic nie warte i wielce szkodliwe; natomiast szczepienie krowianki polecono wykonywać na koszt skarbu państwowego; szczepnicy spodziewali się teraz przełamać niechęć i wstręt opornych do szczepienia, gdy operacja wykonywać się będzie bezpłatnie. Jednakże i ta przynęta nie skusiła ludu do kosztowania zatrutego owocu; chwycono się przeto środków gwałtownych, aby to rzekome dobrodziejstwo wolnym obywatelom przemocą narzucić, postępując sobie z nimi jak z małoletnimi opiekun surowy. Szczepnicy bowiem są bezwzględni, głusi za głos sumienia i niezważający na swobodę konstytucyjną, gdy o ich kieszeń się rozchodzi; Rząd dał się wreszcie nakłonić do ich woli.

W skutek natarczywych przedstawień lekarza Seatona prezydenta epidemiologicznego Towarzystwa wniósł lord Lyttelton r. 1853 do parlamentu żądaną ustawę, która wieczorem nieznaczną większością głosów została przeforsowana, — i przymus szczepniczy spadł na lud jak jakie srogie nieszczęście; rozpoczęły się prześladowania, dokuczliwości, kary pieniężne i więzienia. Gdy widziano, że rodzice wolą sami ponosić karę niżeli narażać swoje kochane dziatki na niebezpieczne cierpienia, popchnęli szczepiciele słaby i nieświadomy rzeczy Rząd do obostrzenia ustawy szczepniczej nowemi dodatkami w latach 1864, 1871 i 1874, jednakże drugiego i trzeciego szczepienia (rewakcynacji) nie ośmielono się wprowadzać dla ludu, bojąc się rosnącej w kraju agitacji przeciwko tej operacji, zwłaszcza, że według pierwotnej nauki Jenera szczepienie jednorazowe miało dawać ochronę od ospy na całe życie; jedynie wojsko lądowe i morskie oraz sługi cywilne poddano powtórnemu szczepieniu. Niektóre miasta angielskie, jak Dewsbury, Keihly, Leicester itd. oparły sią ustawie szczepniczej stanowczo i wyszły na tom jak najlepiej, gdyż je ospa dziwnie oszczędzała, kiedy naokoło grasowała właśnie u szczepionych; np. w roku 1892 w czasie epidemii szczepieni pomarli na ospę, nieszczepieni zaś wyzdrowieli; w Warrington, gdzie gorliwie szczepiono, srożyła się ospa daleko bardziej niż w tymsamym czasie w Leicester, gdzie prawie wszyscy byli nieszczepieni.

W koloniach angielskich szczepienie bynajmniej nie powstrzymało epidemii ospy i trądu ale je bardziej szerzyło; dlatego też dr. Black był zdania, że przymus szczepniczy jako okrutne kuglarstwo należy skasować czem prędzej. Dr. Wernegunst pisał w swoim sprawozdaniu:

Na Madagaskarze byłem 4 lata i szczepiłem dzikich. Otoż mieszkańcy okolicy Antanguro są wśród Afrykańczyków ludem najschludniejszym i najzdrowszym, a jednak napotkałem u nich 25% chorób jakich przed szczepieniem nigdy nie znali. I musiałem poprzestać szczepić, bo w przeciwnym razie ich naczelnik rozgoryczony na tę operację byłby mię kazał zamordować. To samo wydarzyło się w nowej Kaledonii przed 27 laty. Przez 7 lat byłem sam jeden na 120 mil i miałem sposobność obserwować skutki szczepienia, gdyż miałem szczepionych ciągle na oku i oni też przychodzili do mnie, gdy zachorowali po szczepieniu; widziałem wtedy u nich zołzy (skrofuły) i różne wyrzuty naskórne, których przedtem nigdy nie było ani u nich samych ani u ich rodziny i mogę na pewno twierdzić, że 20 procent różnych przedtem nieznanych chorób dostawali w skutku szczepienia z ramienia na ramię.

Sławny podróżnik angielski William Tebb otrzymał podobną relację od urzędnika Petersen z wyspy Foula.

Na naszej wyspie nie było ospy od 50 lat; teraz lekarz obwodowy odwiedza nas, aby szczepić dzieci, ale niektórzy rodzice nie pozwalają na to, bośmy byli świadkami szkodliwych skutków tej operacji. Jest nas wszystkich razem 267 mieszkańców. Dzieci jedne ze szczepienia pomarły, drugie przedtem zdrowiutkie teraz są chorowite i mają twarz żółtą, inne od czasu szczepienia żalą się na jakąś chorobę u nas nieznaną.

A z Melbourne raportuje dr. Beaney chirurg tameczny:

W mocnem przekonaniu, że przez szczepienie koloniści nasi bardzo często zarażają się weneryzmem, poczuwam się do obowiązku zaprotestować przeciwko tej operacji. Otóż tak wygląda rzekome dobrodziejstwo europejskich cywilizatorów wśród ludu dzikiego; jakaż to blaga i okrucieństwo!

W roku 1885 urządzono w mieście Leicester wielką demonstrację przeciwko szczepieniu; pochód 50 tysięczny mieszczan i delegatów z bliższej i dalszej okolicy z burmistrzem na czele, z magistratem i miejscową policją szedł procesjonalnie przez znaczniejsze ulice z chorągwiami i sztandarami, niesiono na długim drążku zawieszoną i od wiatru poruszającą się figurę (dużą lalkę) z napisem:

Jennerowi mordercy dziatek wieczna hańba!

i przyszedłszy na rynek zapalono stos drzewa; ludzie wyczekują, co dalej będzie; w tem burmistrz lalkę a dyrektor policji jakiś papier a była to pisana ustawa szczepnicza, biorą do rąk, podnoszą w górę i zamaszycie z oburzeniem, wrzucają do ognia na spalenie wśród przekleństwa i złorzenia na sprawców ludzkiego nieszczęścia, i szyderczych śmiechów na niedorzeczność operacji szczepniczej a nierozum jej zwolenników. Ten śmiały patryotyczny postępek dodał otuchy przeciwnikom szczepienia do oporu i zwalczania operacji kuglarskiej; niebawem nowe zarzewie jeszcze więcej podnieciło agitację, bo 1887 r. wybuchła w mieście Seffield groźna epidemia ospowa, na którą przeszło 700 szczepionych zapadło i wielu z nich wkrótce umarło. Rząd widział się zpowodowanym wglądnąć w tę drażliwą i smutną sprawę, zwłaszcza że mieszkańcy tego miasta byli zawsze jak najpotulniejsi dając się chętnie szczepnikom operować.do woli, powinniby byli tedy mieć zupełną i powszechną ochronę od tej choroby, a stało się przeciwnie.

Dr. Barry urzędnik miejscowej policji fanatyczny zwolennik szczepienia, złożył obszerne sprawozdanie o tym wypadku durząc swoich przełożonych, że temu nie winno szczepienie lecz inna jakaś przyczyna nieznana. Na takim raporcie Rząd poprzestać nie mógł i wysadził Komisję królewską do gruntownego zbadania rzeczy.

Przez 7 lat pociła się Komisja, jak obronić i upozorować operację szczepniczą, przeciwko której przemawiały nie tylko smutne oczywiste fakty ale i opinie uczonych angielskich, jakimi byli: sławny historyk prof. dr. Creighton, prof. bakteorologii dr. Crookshank, radca miejski w Leicester p. Biggs, dr. Hadven, dr. Alfred Wallace, p. William Tebb i t. d. twierdzących, że

Jenner nie był ani uczonym ani uczciwym człowiekiem, że szczepienie od ospy nie chroni ale raczej usposabia do niej i może wywołać niekiedy właśnie ospową epidemię, że sprowadza różne choroby zaraźliwe zwłaszcza weneryzm, że im gorliwiej się szczepi tem bardziej sroży się ospa, i t. d.

Większość Komisji złożyła 1896 r. obszerne sprawozdanie ze swych dochodzeń broniąc nieśmiało (jakby się wstydzili) szczepienia i proponując niektóre zmiany w ustawie dla ulgi i uspokojenia ludu; mniejszość zaś złożona z dr. Collins i dr. Pikton, dołączyła osobno swoje zdanie, przeciw podtrzymywaniu nadal tego szkodliwego zabobonu. Sprawę przeto przez powagi naukowe potępioną i faktycznie zdyskredytowaną należało z praktyki życia usunąć albo na tak długo w wykonywaniu zawiesić, ażby ją nowe badania dokładnie wyświetliły i wiedziano na pewno, co ona warta? Jaki pożytek lub szkodę lud z niej odnosi? itd.; gdyż takie a nie inne postępowanie wskazywała tutaj prosta roztropność i bezstronna sprawiedliwość naczelnej władzy. Atoli Rząd angielski zajęty polityką świata bagatelizował sprawę tak ważną, nie mając ani czasu ani ochoty do należytego jej traktowania; szczepnicy zaś pilnie chodzili za swoim brudnym interesem. Lecz i przeciwnicy nie zasypiali sprawy; z czego wynikło to, że Rząd angielski chcąc jednym i drugim dogodzić, użył półśrodków i wniósł do parlamentu projekt ustawy szczepniczej złagodzonej klauzulą sumienia, co też uchwalono dnia 8 sierpnia 1898 r. a tak srogi przymus szczepniczy o tyle zniesionym został, o ileby rodzice przekonać mogli sędziego, że sumienie im nie pozwala poddawać swych dzieci pod tę niepotrzebną i niebezpieczną operację.

Dr. med. lord Lister przemawiając w wyższej Izbie za przyjęciem tej klauzuli był zdania, że ona nie wiele znaczy, gdyż z takiego zastrzeżenia rzadko kto korzystać będzie. Ale się omylił, bo rodzice chcący usunąć swe dzieci od szczepienia, zdobywali się na różne koncepta i wymówki, słuchając głosu sumienia, n. p.

Nie dam szczepić mego dziecka, bo szczepienie wymyślił prosty pomocnik lekarza, — Jenner nie miał dyplomu doktora medycyny i zachwalał szczepienie przeciwko wszelakim chorobom, a nigdy nikomu na dobre to nie wyszło, — bo widzieliśmy, że dzieci po szczepieniu płaczą i mizernieją, a bywa często, że pomimo szczepienia ospę dostają, albo na inną chorobę po szczepieniu ciężko zapadają, i umierają, — bo Rząd nie daje dobrej szczepionki, — bo szczepionka jest materją jadowitą, zanieczyszcza i zatruwa czystą krew dziecięcą, — bo dzieci po szczepieniu są smutne a w nocy budzą się i swym krzykiem spać nam nie dają, i t. d.

a pp. sędziowie przyjmowali podobne wymówki jako racje słuszne i przychylali się do życzenia stroskanych ludzi. Wszelakoż bywają niestety i sędziowie nieugięci, twardzi i uprzedzeni, którzy w błędnem mniemaniu, jakoby wedle twierdzenia lekarzy szczepienie ospy było dla ludu pożyteczne i jakoby należało przymuszać ich do korzystania z rzekomego dobrodziejstwa, skazują opornych podawnemu na ciężkie kary grzywny lub więzienia.

Światły anglik William Tebb był 13 razy więziony za obronę swych dzieci [Anglicy mają najdawniejszą konstytucję a ich kodex prawa zabrania karać więcej razy niż raz za jedno i to samo przekroczenie; nie zważają na ten przepis prawny zwolennicy szczepienia i postępują sobie z własnymi rodakami jak okrutny nieprzyjaciel, któremu nie chodzi o dobro podbitego kraju ale o swój brudny interes, lud zaś nieszczęśliwy ponosi szkodę na majątku, zdrowiu, honorze i wolności.] i tak sobie to wziął do serca, że postanowił sobie zbadać sprawę szczepienia ospy i uwolnić swój naród od tej zmory. W tym celu podróżował po świecie zbierając wiadomości w tym względzie z ust ludzkich i gazet, od gubernatorów, konzulów, sędziów, profesorów, dyrektorów szpitali, urzędów sanitarnych, i t. d. a wszędzie wyrażano się niekorzystnie o szczepieniu, że sprowadza choroby i śmierć przedwczesną; jego towarzysz podroży z Damasku do Beyrut r. 1884 utracił w skutek szczepienia córkę, wnuka i wnuczkę szczepionych przed rokiem; innym razem widział silnego żołnierza i urzędnika pocztowego ciężko chorujących ze szczepienia, i t. d. W swoim kraju zebrał 2138 wiarogodnych wypadków nieszczęśliwych i 546 śmiertelnych wskutek szczepienia i przedłożył je wspomnionej wyżej królewskiej Komisji nalegając na usunięcie przynajmniej przymusu szczepniczego. Te wielkie i skuteczne 20 letnie starania o dobro publiczne spotkały się z zasłużonem uznaniem, bo od rodaków i od obcych liczne otrzymywał pisma gratulacyjne i dziękczynne, o czem 80 letni staruszek sam z rozczuleniem wspomniał przed swymi przyjaciółmi.

W jego ślady wstępują inni; założywszy stowarzyszenie przeciwników szczepienia, utrzymują 3 gazety, piszą artykuły i dzieła uczone na zwalczenie zabobonu zgubnego i oświecają w tym względzie tak Rząd jak i publiczność; a potrzeba tego wielka, bo lekarze straszą lud epidemią ospy, gdyby się nie dał szczepić, nie cofają się przed kłamstwem i fałszowaniem faktów, by mieć publiczną opinię po swej stronie. Sądy też nie pozbyły się jeszcze swego uprzedzenia, bo jak gazety angielskie z 5 wrześ. 1902 r. (Impfg. str. 81) donosiły, zacny obywatel Jan Bock odsiadywał więzienie za opór, że nie dał swych dzieci zatruwać jadem ospowym; a jakich wypadków są setki i tysiące.

Gdzie się podziała klauzula sumienia? pytają się gazety; ludzi niewinnych i dobrych patryotów karze się za to, iż spełniają obowiązek rodzicielski chroniąc swe dzieci od niebezpiecznej operacji, której następstwa przewidzieć się nie dadzą, a już zakrwawiły niejednemu serce, pożytku zaś z niej nie widać żadnego.

W r. 1895 wybuchła ospa w Gloucester, mieście opornem i słabo szczepionem; wysłano tam lekarza Dra. Couplanda gorliwego zwolennika szczepienia, który złożył o tem sprawozdanie już po rozwiązaniu królewskiej Komisji. Miejscowy lekarz i członek Rady szkolnej, przeciwnik szczepienia, Dr. med. Hadwen, wytknął Couplandowi usterki i fałsze w tym jego raporcie.

Pierwszy wypadek ospy zaszedł w czerwcu 1895 r. u kolejowego urzędnika szczepionego, który miał się zarazić w Burton; tymczasem w mieście tem wówczas żadnej nie było ospy; chory miał troje nieszczepionych dzieci, 2 —4 —6 letnich, z których żadne nie zaraziło się, chociaż najmłodsze w jednem łóżku razem z chorym spało, p. Coupland zamilczał o tym szczególe. W sierpniu zachorował na ospę służący wiejski szczepiony, więc odesłany został do rodzicow na kurację; ani ci ani młodsze dzieci nieszczepione nie dostały od niego ospy. Potem pewna dziewczyna 16 letnia szczepiona ze skutkiem, jak lekarze mówią, zapisana u. p. Couplanda jako nieszczepiona; miała 2 siostry nieszczepione i mieszkała razem z niemi w ciasnej izbie; ospa z tych trzech sióstr wybrała sobie szczepioną. W listopadzie zachorowało na ospę 2 dzieci nieszczepionych i jedno szczepione, oraz ich ojciec szczepiony dopiero przed 12 dniami, p. Coupland zaś napisał, że był szczepiony dawno, w samej młodości. W lutym 1896 r. dzieci jednej szkoły zachorowały w ciągu tygodnia prawie wszystkie, 41, następnie z drugiej -szkoły zachorowało ich 34, oddane do szpitalu dla braku miejsca ułożono w łóżkach po 2, 3 lub 4-ro razem, co się niegodziło i zaszkodziło w kuracji, że połowa z nich tam wymarła. Po 11 miesiącach ospa zniknęła w mieście; wszystkich chorych naliczono 1979, z nich umarło 443 osób. Szczepionych chorych była większa połowa 1211, nieszczepionych tylko 768, a nawet daleko mniej, bo Dr. Hadwen wykrył fałszowanie Couplanda, który 151 szczepionych zaliczył do nieszczepionych pod pretekstem, że szczepienie wykonano za późno, gdy już ospa była w ciele ze zarażenia i zaskoczyła szczepionkę, która nie mogła dać ochrony; po pierwszorazowem szczepieniu 89 osób zapadło na ospę, po drugiem szczepieniu 62 osoby, w ciągu 2 tygodni; razem 151 chorych doliczył p. Coupland do wcale nieszczepionych, co mu wytknął i surowo zganił Dr. Hadwen.

W tymże czasie grasowała ospa w innych także miastach; robiono ścisłe dochodzenia, ich zaś rezultat taki: w mieście Seffield, gdzie żadnego nie stawiano oporu i masami dawano się szczepić, grasowała ospa trzy razy bardziej, niżeli w Gloucester, gdzie dla niechęci ludu mało szczepiono i choroba ograniczała się na przedmieście w nizinie położone, zaniedbane i niezdrowe, a od 1893 do września 1895 r. napadała wyłącznie tylko szczepionych, potem przeniosła się do miasta i do dzieci szkolnych zagarnąwszy najprzód nauczyciela szczepionego.

W Leicester gdzie najbardziej opierano się szczepieniu a starania i koszta łożono na czystość, świeże powietrze i zdrową wodę w mieście,, stosunkowo 25 razy mniejszą była epidemia niżeli w Gloucester a śmiertelność prawie 100 razy rzadsza; dwie trzecie chorych było poprzednio szczepionych a 200 wypadków choroby w krotce po szczepieniu; blisko 100 osób powtórnie szczepionych za parę tygodni dostało ospę; przeszło 9000 dzieci nieszczepionych ospa się nie tknęła bynajmniej; obywateli szczepiono przemocą brutalną i za przekupstwem, ale i temu nadużyciu nie wielu uległo; wzmocnił się opór.

W Leicester i Gloucester mieszczanie utwierdzili się w swem postanowieniu rozumnem. Dr. Bond zbadał powyższe okoliczności i wyznał, że przekonał się zupełnie, iż szczepienie wcale od ospy nie chroni ani choroby nie robi lżejszą, nie chroni od śmierci.

Dr. Adolf Vogt prof. hygiemy w szwajcarskim Bernie robi tu słuszną uwagę, że zaniedbanie względów hygienicznych sprowadza ospę a szczepienie ją szerzy; zebrał on daty statystyczne czterech miast angielskich z 16 lat (1884 — 1899) i wykazał niedorzeczność szczepienia, jako się uwidacznia z następującego zestawienia:

a)PrestwichGloucesterOldhamLeicester
b) Liczba mieszkańców10.84939.981135341182294
c) W 16 latach umarło na ospę16824812521
d) Liczba szczepionych % na 100 urodzonych88403520
e) Umarło rocznie % ze 100,000 mieszkańców977060.7

zmniejszenia się liczby szczepionych (d) z 88 na 40 na 35 i na 20, równoległe maleją też liczby śmiertelnych wypadków (e) z 97 na 70 na 6 i na 0’7. Gdy miasteczko Prestwich oka­zało 4 razy większą gorliwość w szczepieniu ospy, miało też jako karę za to na przestrogę 138 razy większą śmiertelność ospową niżeli Leicester. Potrzebaż mu było zasługiwać sobie na to nie­szczęście?! Im więcej szczepi się ospę, tern bardziej ona się sroży; bo co siejesz, to będziesz w czasie żniwa zbierał; a będzie plon tem smutniejszy, im bardziej sam swą niedbałością przyczyniałeś się do wzrostu tego chwastu, do szczepienia dodawałeś jeszcze nie­chlujstwo i zatrute powietrze.

W Glasgow największem mieście fabrycznem w Szkocji, szczepienie ospy ma powodzenie największe; w żadnem innem mieście angielskiem nie dają się szczepicielom tak chętnie operować jak tam, twierdzi Jan Russel, radca sanitarny; snać chcą uchodzić za wielce postępowych, nie należeć do opornych, rzekomo ciemnego ludu, ale znać się na wartości zachwalanego przez szczepników wynalazku Jennerowskiego. Do r. 1803 była za to śmiertelność ná ospę rocznie 55 na 1,000; od zaprowadzenia przymusu szczepienia dzieci 1865 r. śmiertelność ta podskoczyła do 69 — a w czasie epidemii 1870 do 1874 ospa hasała sobie w Glasgow całe 4 lata, gdy gdzie indziej zadowolniła się jednorocznem panowaniem.

Dotąd rewakcynacji (powtórnego szczepienia) nie było, i liczba zmarłych na ospę we wieku nad 10 lat wynosiła rocznie n. p. 1856 tylko 17 osób; teraz wmówili lekarze w publiczność, że drugie szczepienie będzie jeszcze lepiej chronić od ospy; posłuchano nieszczęsnej rady, dawano się rewakcynować, i liczba powyższa (17) zmarłych na ospę w późniejszym wieku (począwszy od 10 lat) podniosła się do 68! Zapał do rewakcynacji ostygł nieco, i od 1875 do 1896 liczba ta spadła na 57. — Na początku roku 1900 majtek rewakcynowany przyniósł do Glasgow chorobę ospową; codziennie zapadały na ospę przeciętnie 2 osoby, od 1 lipca zdawała się ospa cofać, bo dziennie do 17. listopada Inę tylko osobę napadała; magistrat myślał, że ją zmusi do prędszego opuszczenia mieszczan postrachem lekarzy, i puścił na miasto 200 szczepicieli, którzy zastosowali swój profilaktyczny środek szczepiąc na nowo 339,000 osób (z 672,000 mieszkańców); ta sztuka kosztowała magistrat 25,000 funtów szterlingów (257,000 marek niem.), a dodała siły i ochoty okrutnej ospie, która od 18. listopada 1900 r. do 12 stycznia 1901 nawiedziła 116 osób, tj. przeciętnie 2 osoby na dobę, zaś od 13 stycz. do 26 marca napadła 1183 osob t. j. dziennie 16 osób! Tak to pp. lekarze za grube pieniądze przysłużyli się swym rodakom jak najgorzej; a nie mogąc tego niepowodzenia zaprzeczyć, tumanią ludzi, że chociażby szczepiony dostał ospy, to ma korzyść, bo choroba jego będzie łagodniejsza i on prędzej wyzdrowieje, niżeli nieszczepiony! ? Otóż w tej epidemii zachorowało 1603 osób, z nich umarło 198, t. j. 12 procent;

Dr. Józef Winter pisze, że w Tyrolu, gdzie słabo szczepią, z chorujących na ospę umiera tylko 5 procent; a mistrz Feige wyczytał w kronikach, że na Szląsku 1836 i 37 r. (przed inokulacją) tylko 1 procent lub mniej umiera na ospę. A przeto szczepienie bardzo jest szkodliwem:

od ospy nie chroni, owszem do nie usposabia i czyni ją złośliwszą. — We wojnie afrykańskiej wojsko angielskie szczepione daleko więcej ucierpiało od ospy aniżeli nieszczepieni boerowie. — W Londynie mimo szczepienia lub z powodu niego r. 1902 wybuchła ospa: dnia 22 marca 321 nieszczepionycli a 444 szczepionych było chorujących na ospę; 2185 na szkarlatynę a 1120 na błonicę (dyfterje);

lekarze użyli zwykłych swoich sztuczek, postrachu i podchlebstwa, fałszu i krętactwa, na obalenie klauzuli sumienia, lecz Rząd angielski był niewruszonym i zatrzymał ją, jakby w odpowiedzi na ich krętactwa i fałszywą statystykę chorób i śmiertelności na ospę, o czem i gazety z oburzeniem pisały, wołając o zaradzenie temu gorszącemu nadużyciu. Rząd przychodzi do poznania, co warte szczepienie; w jego urzędowych aktach stoi, że wielką jest śmiertelność ze szczepienia, gdyż corocznie 25 tysięcy dzieci umiera na różne choroby w skutek tej operacji powstałe.

Uczeni publikują swe rozprawy w tym względzie, zacni lekarze powodując się głosem sumienia prawego potępiają szczepienie jako zabobon haniebny. Dr. med. Schiferdeker pisze:

Szczepienie jest niebezpiecznem, krowianka trucizną, podsyca ona i budzi wewnątrz ukryte choroby a wprowadza zarazki nowych, dlatego dzieci nie rozwijają się tak jak przedtem, nawet giną przedwcześnie. Dr. Karol Pigeon zeznał, że z 40 dzieci szczepionych we Forchambault umarło 9 w ciągu 2 dni… Towarzystwa ubezpieczeń na życie przyjmowały na swoich członków tylko szczepionych, teraz zaczynają odstępować od tak niedorzecznej reguły i 8 z nich przyjmuje bez trudności także nieszczepionych i przekonywa się, że dobry na takiej reformie robi interes. Towarzystwo przeciwników szczepienia rozwija się i dobrej sprawie znakomite oddaje usługi; przewodniczący jego jen. Phelps jest zdania, że w Anglii szczepienie ospy upadnie nie tyle z naukowych wywodów jak raczej ze zdrowego rozsądku i głęboko w narodzie zakorzenionego( poczucia wolności osobistej, lubo my jak dotąd tak i nadał z godnością dzierżyć będziemy przytem sztandar wiedzy naukowej ; Dr. med. Hadwen na posiedzeniu stowarzyszenia dla całorocznego sprawozdania z działalności wydziału d. 16 marca 1905 r. przestrzegł energicznie kolegów przed wszelkiemi ustępstwami dla szczepicieli wołając:

Żadnego kompromisu nie zawierać, ale bezwzględnie i statecznie wytrwać przy naszych zasadach; krótko i węzłowato: Precz ze szczepieniem i całą ustawą szczepniczą!

Dr. med. Hambden poparł to zdanie i wspomniał o chistorycznych faktach, jak w Anglii po długich walkach przychodziły do skutku piękne i wielkie pomysły; wytrwajmy mężnie, mówił, przy naszem haśle, a da Bóg, zaświta nam dzień tryumfu prawdy i pomyślności narodu, i t. d. 4) Zatrzymaliśmy się dłużej nad szczepieniem ospy w Anglii,,, bo ztamtąd jakby z gniazda gadzinowego rozeszło się (z puszki Pandory wyleciało) to nieszczęście na cały świat cywilizowany i ustąpić nie chce mając interesowanych przebiegłych opiekunów, którzy je popierają niegodziwie, w złej lub dobrej wierze, z rozmysłem lub bezmyślnie. Albowiem za (złym) przykładem Anglii, która wedle powszechnej naonczasi opinii w oświacie i cywilizacji stała najwyżej, poszły wszystkie państwa europejskie i zaprowadziły u siebie szczepienie krowianki jako rzekomą zdobycz naukową dającą bezpieczeństwo niby przeciw chorobie, na którą jeszcze nie znano skutecznego lekarstwa. Gdy zaś ludy okazywały naturalny i słuszny wstręt do tej operacji, Rządy niektóre, dając się niebacznie uwieść namowom szczepników, przemocą im ją narzuciły jako rzekome wielkio dobrodziejstwo. Później, gdy operacja ta robiąc ustawiczne fiasko chyliła się do upadku, rolę zwodziciela narodów po Anglii cesarstwo niemieckie na siebie wzięło, jak to zobaczymy poniżej.

Papieże przeciwni szczepieniu ospy.
XII.

Wyjątek wiekopomny w tym względzie stanowiło Państwo Kościelne dopóki istniało, gdyż ówcześni jego Władcy, papieże rzymscy: Leon XII, Gregorz XVI, i Pius IX. osobiście byli przeciwni szczepieniu ospy, potępili je ustnie jako grzeszne, bluźniercze, niedorzeczne i zgubne; i pomimo usilnych zabiegów lekarzy włoskich, tej nieszczęsnej a głupiej mody światowej do państwa swego nie wprowadzili; oni tylko jedni z panujących nie dali się kuglarzom otumanić. Po zagarnięciu Państwa Kościelnego (1870 r.) przez uzurpatorów sabaudzkich i przyłączeniu go do nowopowstałego królestwa włoskiego stan rzeczy zmienił się i ludowi tamecznemu włożono jarzmo przymusu szczepniczego; o czem na swojem miejscu będzie mowa.

Szczepienie ospy we Francji.
XIII.

W zdemokratyzowanej Francji, którą orgia rewoiucyjna wepchnęła, w przepaść moralnej i materjalnej nędzy, łatwo i prędko przyjął się kąkol angielskiego zabobonu. Komisja naukowa r. 1800 wydelegowana do zbadania i osądzenia Jennerowskiego wynalazku zmitrężyła nad tern 3 lata i orzekła 1803 r. lekkomyślnie na przekor oczywistym faktom, że szczepienie ospy (krowianki) daje ochronę od ospy na całe życie i jest nieszkodliwe; chociaż pierwszego twierdzenia (o dozgonnej ochronie) żadnem dowodem poprzeć nie mogła, gdyż szczepienie dopiero od 7 lat się praktykowało, szczepieni dostawali następnie ospę naturalną i sam Jenner zniewolonym się widział odwołać swe zdanie ograniczając ochronę szczepniczą do 10 lat (lecz i to nieprawdą), a drugie twierdzenie (o nieszkodliwości) zbijały ciągle fakty przeciwne; w dziwnem zaślepieniu przyjęto bajkę za szczerą prawdę i dawano się szczepić. W r. 1819 wybuchła epidemia ospy w Bordeaux między szczepionymi i nieszczepionymi; komisja paryska wysadzona do zbadania rzeczy operację szczepniczą wzięła w obronę twierdząc, że ospa była nieprawdziwą! Oburza się na takie ćmienie i durzenie ludu dr. med. Steinbrenner pisząc:

Ponieważ członkowie Komisji przystąpili do czynności z uprzedzeniem, wyrokując przedtem, że szczepienie chroni na zawsze od ospy, już temsamem straciła zdrowy sąd i bezstronność do przedstawienia rzeczy w świetle prawdziwem. Tensam system zapierania i fałszowania, jaki wprowadzili pierwsi szczepnicy, i tosamo usiłowanie łudzenia siebie i drugich w sprawie szczepienia nadzieją zwodniczą, to haniebne kuglarstwo, ciągle jeszcze panuje we Francji. Nikt nie ma odwagi ani chęci przypatrzyć się sprawie zdrowemi oczyma, i wbrew liczniejszym jeszcze niedającym się zaprzeczyć cudzym spostrzeżeniom starano się zawsze hypotezę już obaloną uporczywie podtrzymywać, i smutne doświadczenia, o jakich wiadomość z różnych stron przychodziła, albo milczeniem pokryć albo sofistycznem rozumowaniem istotę ich nicować; wszystko to w tym celu, aby szczepienia przed ludem (przed laikami) żadną miarą nie dyskredytować, nie pozbawiać go uroku nieomylnej ochrony, jakim usiłowano je otoczyć, udawając je za rzecz genialną i zbawienną. 

W r. 1828 grasowała ospa w Marsylii, gdzie 40,000 na nią zapadło, między nimi większa część bo 30,000 szczepionych. Pomimo tego szczepiono dalej ze zwyczaju, któremu oprzeć się nie miano odwagi. Od r. 1848 istnieje tam przymus szczepienia osób wojskowych, a od 1858 r. rewakcynacji (powtórnego szczepienia) tychże.3) Przed wojną francuzkopruską cesarz Napoleon kazał na nowo rewakcynować swe wojsko, aby miało pewniejszą ochronę od ospy i mężniej się potykało z nieprzyjacielem; złem było i niedostalecznem jego przygotowanie się do wojny i przegrał ją; wróg wziął do niewoli 481,360 żołnierzy francuzkich i nic nie miał spieszniejszego, jak szczepić im ospę po niemiecku, by jej niedostali a wśród Niemców nie rozszerzali; skutek zaś był taki, że po szczepieniu 8,085 zachorowało na ospę a 1552 na nią umarło. W czasie potyczek, oblężenia i niewygód wojennych ospa grasowała we wojsku kilkakroć szczepionem oszczędzając armię pospolitego ruszenia, której dla nagłej potrzeby nie szczepiono. Przy oblężeniu Paryża dwa razy więcej cierpiało rewakcynowane wojsko od ospy aniżeli ludność paryzka nie mająca obowiązku szczepienia się. Zauważono inną jeszcze różnicę:

wojsko w marszu lub walce będące na świeżem powietrzu mniej cierpiało od ospy, niż zamknięci we fortecach, a już najbardziej trapiła ospa tych, co się dostali do niewoli, musieli znosić brak najpotrzebniejszych rzeczy, głód, niewyspanie, zaduch, niechlujstwo, wstyd i bojaźń.

Zauważano i tę okoliczność, że w lazaretach chorzy kurowani zwykłą metodą lekarską przy zamkniętych oknach lekarstwami aptecznemi, po większej części umierali lub opuszczali szpital bardzo osłabieni; ci zas, których leczono wodą przy świeżem powietrzu, przychodzili do zupełnego zdrowia. Pułkownik Spohr leczył niemców i pojmanych francuzów tak szczęśliwie, że mu żaden nie umarł; dr. Alba wyleczył 800 francuzów przy Koblencji wysyłając ich do pobliskiej rzeki Persante, by się w niej wykąpali i w przechadzce zagrzali. Ogółem z francuskiego wojska, jak jenerał minister wojny Bilot pisał do posła szwajcarskiego w Paryżu d. 24 maja 1897 r. umarło na ospę blisko 6,000 żołnierzy. Jak błędną jest wiara i zawodna nadzieją w ochronę szczepniczą, świadczy też p. Collin pisząc, że

przed laty będąc majorem w Joigny widział, jak 200 żołnierzy z jego regimentu rewakcynowanych napadła ospa, mieszkańcy zaś miasta, lubo nie byli drugi raz a wielu z nich ani razu szczepionymi, tej chorobie nie ulegli; w szpitalach paryzkich znów, był świadkiem, jak z posługaczy i stróżów wojskowych dla pewności po trzeci raz szczepionych, 15-u zachorowało na ospę,” z lekarzy zaś i sióstr miłosierdzia nierewakcynowanych nikt ospy nie dostał.

Co się tyczy szkodliwości szczepienia, jak z natury rzeczy wynikało, smutne robiono doświadczenia, lecz pp. szczepiciele winę złego zwalali na różne inne przyczyny. Akademia umiejętności w Paryżu orzekła 1830 r. między innemi to, że weneryzm (syfilizm, kiła) nie może przenosić się na szczepionego; tegoż też zdania trzymano się uporczywie; dr. Ricord 1862 r. mówił:

Gdyby się okazały fakty niezbite o szkodliwości szczepienia; gdyby jeden tylko zaszedł wypadek niewątpliwy przeniesienia weneryzmu albo innej choroby zaraźliwej: toby należało tej operacji zaniechać.

W następnym roku oświadczył wobec akademników:

Dawniej nie przypuszczałem tego, aby weneryzm dał się przenosić szczepieniem; lecz teraz uznaję tę smutną prawdę, bo fakty tego rodzaju są coraz liczniejsze.

Dr. de Pauli, dyrektor instytutu szczepniczego, przedłożył Akademii 1864 r. zbiór 450 wypadków przeszczepienia weneryzmu na dowód, że ten zarazek bywa w szczepionce; profesorowie opierając się na owem błędnem zdaniu z r. 1830 sprzeciwili się tej opinii, mówiąc, że to być nie może. Ale r. 1866 przyznali de Paulemu słuszność, gdy im przedstawił 30 nowych wypadków zarażenia syfilizmem dzieci szczepionych. Szczepienia jednak nie zaniechano, owszem wygotowano 1880 r. projekt ustawy o przymusie szczepniczym, który przecięż nie przyszedł do skutku z powodu starań światowego kongresu przeciwników szczepienia; takiż kongres r. 1887 w Paryżu odbyty dał jasny dowód na to, że najlepszym sprzymierzeńcem Francji przeciwko Niemcom jest lancet szczepniczy, którym się sami niebacznie osłabiają. Mimo to na „wniosek Aug. Olliviera paryzka Rada sanitarna uchwaliła rewakcynację dzieci 10 letnich; następnie inne miasta tożsamo uczyniły. Zwolennicy szczepienia tem ośmieleni zażądali publicznego instytutu szczepienia; projekt taki wniesiono w Radzie gminnej paryzkiej i rozpoczęto nad nim dyskusję. Powstał p. Navarre i między innemi mówił:

Aby usprawiedliwić urządzenie takiego instytutu twierdzi się, że teraz panuje w Paryżu epidemia ospy; ale to nieprawda! raczej tyfus, szkarlatyna, dyfterja, odra, daleko więcej są rozpowszechnione i niebezpieczniejsze, niżeli ospa. W ostatnim tygodniu zaszły tylko 3 wypadki śmiertelne na ospę, zaś na odrę 18 a na błonicę 23. Roku 1884 było wprawdzie 75 śmiertelnych wypadków ospy, ale zato 1,533 na odrę, 1385 na dyfteryę, i 1,619 na tyfus. Więc ospa jest łagodną chorobą. A w r. 1885 podobnież było: na ospę 189, — na odrę 1,564, — na dyfterję 1,110, — na tyfus 1,412 śmiertelnych wypadków. A przeto ospa przedstawia się jako najłagodniejsza choroba wysypkowa, na którą mamy skuteczny sposób leczniczy. Taki więc projektowany instytut przeciwko niewinnej ospie, jest zupełnie zbyteczny i niepotrzebny, chyba, że tym sposobem chcecie, Panowie! utworzyć posady dla swoich przyjaciół!? Ta reflexja poskutkowała i projekt upadł.

W r. 1891 d. 17. lut. była w Akademii paryzkiej dyskusya o przymusowem szczepieniu ospy. Przeciw tym, co je radzili wprowadzić, powstał de Fort mówiąc:

W kraju wolnym nie powinno być ustawy, któraby ograniczała uświęconą wolność sumienia, jeżeli niema do tego konieczności bezwzględnej, widocznej i bezsprzecznej. Aby taki projekt usprawiedliwić, trzeba być w stanie udowodnić, że szczepienie przymusowe rzeczywiście chroni od epidemii ospy, że jest środkiem pewnym na jej przytłumienie i że innego środka nie mamy na osiągnięcie tego celu; tak też sądzi wydział hygieniczny i żąda, abyśmy się na to zgodzili. Otóż broniąc wolności zagrożonej takim brakiem przewidywania muszę Panom powiedzieć, że szczepienie nie ma takiej potęgi, jaką mu przypisujecie, a Wasze zdanie jest z gruntu fałszywe, i to zaraz udowodnię. Powiadacie, że ospa grasuje gdzie się nie szczepi a niema jej, gdzie się szczepi, a jako przykład na zachętę stawiacie niemiecką ustawę o przymusie do szczepienia z r. 1874, twierdząc, że ona tam ospę wygubiła, i przytaczacie pewne niem. miasto dowolnie wybrane jako wolne od ospy obok miast franc. przez ospę nawiedzonych. Ależ to ułuda i naiwność, bo i ja mogę przeciwnie stawić Wam przed oczy rozumu miasta francuzkie wolne od ospy, obok niemieckich w tym samym czasie ospą zarażonych; mimo szczepienia pokazuje się tam ospa od czasu do czasu, np. r. 1886 była ospa w Dreźnie taksamo jak Paryżu a 3 razy większa jak w temże mieście naszem 1890 r. Co do przymusu, to w niemieckich państewkach był on już przed r. 1874 całe dziesiątki lat tj. od 1807 r. i t. d. stosowany administracyjnie, nie mógł przeszkodzić licznym wybuchom ospy, która najsrożej grasowała 1870/1 r. napadając samych prawie szczepionych i rewakcynowanych; jak i w naszych czasach nawiedza tych co raz lub kilkarazy byli szczepieni. Wasz entuzyazm, Panowie, dla mniemanych rezultatów przymusu szczepniczego jest tak wielki, żeście 1885 r. powitali z radością pruskich lekarzy przybyłych celem przypatrzenia się ospie w mieście Havre, gdzie właśnie wybuchła, bo mówią, że w Niemczech zupełnie wygasła, więc jej poznać dotąd niemogli, co się nie zgadza z rzeczywistością; albowiem tego samego roku w Prusiech było 395 wypadków śmiertelnych na ospę z pośród przeszło 4,000 na nią chorujących, więc lekarze pruscy nie mieli potrzeby aż do nas przybywać, aby się jej przypatrzeć i swoje szczepienie nam zdradliwie zachwalać. I w Szwecji zaprowadzono szczepienie przymusowe już 1816 r. a to jednak nieprzeszkodziło epidemiom w stołecznem mieście Sztokholmie r. 1840, 1857, 1861, 1865 i największej 1874, bo w tym jednym roku zabrała tam aż 1,191 osób! Tak samo rzecz się ma w innych także krajach z przymusowem szczepieniem. A więc śmiałe twierdzenie, jakoby szczepienie ospy miało z pewnością i zawsze chronić od choroby ospowej, jest kłamstwem wierutnem. I jakiemże prawem przymuszać kogo do tej operacji? Gdy widzę przed sobą ojca rodziny, który sądzi, że szczepienie mogłoby zaszkodzić jego dziecku, udzielić choroby zaraźliwej: to ja lekarz liczę się z tem jego zdaniem a odstępuję na ten raz od mojego i moich kolegów zdania; zwłaszcza, że może mi zrobić słuszny zarzut: przed 20 laty mówiliście, że humanizowana limfa nie przenosi weneryzmu (syfilizmu), dzisiaj zaś wobec dzieci i żołnierzy po szczepieniu chorujących na weneryzm (kiłę i syfil.) poznaliście niebezpieczeństwo i zabraniacie limfy humanizowanej, wprowadzając w jej miejsce limfę zwierzęcą (tj. cielęcą, glicerynową) jako taką, która ma nie przenosić tuberkulozy (zarazku suchot płucnych) ani weneryzmu; ale nie macie prawa tak twierdzić; tuberkuloza może się ukryć, zataić przez długie lata, więc chociaż cielę zarzynacie po zebraniu limfy z niego i rewidujecie, czy nie ma tej choroby w sobie, i gdy pewni jesteście, że było zdrowe, limfę do szczepienia rozsyłacie, jednakże to mię nie uspokaja, bo się mylić możecie i limfa może być szkodliwą (a codo weneryzmu, to lubo cielę tej choroby nie miewa, to jego zarazek mógł był z dziecka pierwej szczepionego, tj. z jego krosteczki ospowej być wzięty, następnie cielęciu zaszczepiony i napowrót z cielęcia z limfą razem być wyjęty i dzieciom innym przy szczepieniu udzielić się!); nie mamy więc prawa upierać się przy swojem zdaniu i przemocą szczepić, skoro ojciec tego nie chce bojąc się zarażenia. Pokazałem, że choćbyśmy wszystkich szczepili, ospy nie oddalimy tą operacją. Co większa, chodzi tu o postęp w umiejętności, który polega nietylko na wynalezieniu nowej jakiejś prawdy ale i na poznaniu się na pomyłce i błędzie. Rozważcie, jakie wrażenie to zrobi na zgromadzeniu politycznem następujące proste rozumowanie: Przed 10 laty żądała od nas Akademia, żebyśmy osobistą wolność podporządkowali pod dobro powszechne i ofiarę z niej zrobili dla ogólnego zdrowia, zaprowadzając przymus do szczepienia limfą humanizowaną (z dziecka na inne dzieci); na szczęście odrzuciliśmy tę propozycję i dobrześmy zrobili, bo dziś ta limfa jest potępioną, gdyż przenosi zarazki syfilizmu. Dzisiaj także żądacie przymusu szczepniczego, tym razem już limfą cielęcą! Ale któż zaręczy, że za parę lat Akademia nie skasuje tej nowej limfy z powodu przenoszenia chorób, i nie poleci może limfę n. p. kozią? i t. d.1

Wielkim przeciwnikiem szczepienia ospy jest między innymi (jak Ancelon, Leoverson, Ricord, de Pauli, Navarre, le Fort, itd.) sławny Dr. Boucher, który ustnie i pisemnie zwalcza tę operację lekarską. Dowiedziawszy się, że w sąsiednim kraju, w Belgii, zanosi się na to, aby tameczny parlament uległ natarczywości zwolenników szczepienia ospy, napisał i wydał dla posłów belgijskich obszerną uczoną rozprawę, w której dowodzi, że

ospa powstaje z niechlujstwa i nędzy; w naszych czasach kultury i oświaty, pokoju i lepszego niż dawniej bytu materyalnego być jej nie powinno, ale nieszczęsne szczepienie ją utrzymuje że się pokazuje u nas sporadycznie lub i epidemicznie, że szczepiciele kuglarskim sposobem zachwalali i wykonywali szczepienie jako środek leczniczy przeciwko wszelkim chorobom: liszajom, rakowi, fistule, suchotom, bólowi zębów, oczu, głowy i t. d. (my zaś wiemy, że te i wiele innych chorób powstaje właśnie ze szczepienia, X.W.P.); że w miarę zwiększonego szczepienia, ospa napada też większą liczbę szczepionych, jak np. 1809 — 1822—1833 r. umarło (we Francji) na ospę szczepionych 4—57—438; w czasie epidemii ospowej 1870/1 prawie wszyscy chorzy byli szczepionymi, podobnież później w miastach jak: Lyon, Marsylia, Paryż, Lorient, i t. d. ospa masami zagarniała szczepionych, czy oni byli dawno czy niedawno szczepionymi; wedle kroniki paryzkiej z roku 1825 zaraz po szczepieniu zapadło na ospę 18 politechników, tak samo zaszło w innym zakładzie (Saint Denis legii honorowej), w r. 1828 —1830 w Kopenhadze tak samo. Szczepienie ospy jest przeto haniebnym i szkodliwym zabobonem, a posłowie belgijscy niechby sobie to zapamiętali, aby wiedzieć, co w danym razie w parlamencie sądzić i mówić przeciwko zgubnym zamysłom”.

Tak dr. Boucher poucza i przestrzega posłów ościennego państwa. Rząd zaś francuzki z masonów złożony wojując brutalnie z Kościołem św. wydalając zakonników i zakonnice z kraju, i grabując majątek duchowieństwa, jakby się wyzuł ze zdrowego rozsądku i był głuchy na głos sumienia, nie zważając na poważne przestrogi, obostrzył roku 1902 d. 15 lut. i 31 lipca ustawę szczepniczą z r. 1889, wprowadzając przymus szczepniczy dla dzieci w 1 i 11 roku i dla młodzieńców w 21 r. życia; nie wyłączając zamieszkałych w kraju cudzoziemców; szczepić pozwolono akuszerkom, jak w Rosji; spisy robić, kontrolę prowadzić a opornych karać polecono jak w Niemczech. Zapatruje się w tej sprawie Francja na swego sprzymierzeńca i na swego wroga, myśląc że mądrze i dobrze robi, a popełnia głupstwo największe. Winszujemy, pisze Dr. med. Meyer z Kolonii, francuzom szczęścia do tej rózgi, jaką sobie sami na siebie przygotowali, a spodziewamy się, że przyjdą do lepszego poznania, gdy przez epidemie sztucznie utrzymywanej ospy i różne choroby wykurują się z tego zabobonu.

Mowa ministra holenderskiego.
XIV.

W Holandji szczepienie ospy zostawione każdemu do woli, szczepić lub nie; ale dla dzieci szkolnych był przymus, gdyż nieszczepionych nie przyjmowano do szkół. Rodzice światli starali się o usunięcie tej krzywdy; lekarze przeciwnie robili zabiegi, aby parlament zechciał uchwalić ustawę o przymusie do szczepienia ospy, czemu sprzeciwiło się katolickie ministerstwo. Pięknie i rozumnie przemówił do posłów jeden z holenderskich ministrów w tym sensie:

Przymusu do szczepienia u nas być nie może już z tego powodu, że o pożytku i sile ochronnej szczepienia zdania są rozmaite wśród mężów znakomitych, lubo większa część przychylnie o tem się wyraża. Rząd niema prawa uznawać jakąś naukę ludzką za nieomylną i zmuszać do niej swych obywateli. Już i tak za daleko się posunął, gdy bez zmuszania kogobądź, szczepienie krowianki poleca. Prócz tego zauważyć należy, iż z powodu szczepienia krowianki (limfy) mogą być następstwa bardzo szkodliwe i rzeczywiście przy najostrożniejszej nawet operacji bez nich się nie obeszło, a za granicą dało to powód do stosownych zarządzeń zaradczych. I najlepsza metoda szczepienia nie może zapobiedz złym skutkom. Racyj słusznych nie mało, aby o przymusie w tym względzie ani mowy nie było, ale raczej aby obywatelom pozostawić wolny wybór na ich własną odpowiedzialność szczepić się krowianką lub nie szczepić. Przypuściwszy nawet wypadek, że szczepienie daje doskonałą ochronę przeciwko ospie i że da się bez wszelkiego niebezpieczeństwa wykonać; to i wtedy niewolnoby było ze strony Rządu zaprowadzać przymus, gdyż. państwu nie przysługuje prawo rozporządzać się ciałem człowieka nawet gdyby było przekonane, że takie jego zarządzenie jest pożyteczne. Te zasady u nas poniekąd przyjęto. Przynajmniej u nas prawozdawca nie odważył się mieć pretensyę do takiej władzy, aby tych co nie chcą, szczepiono przemocą lub nakładano na nich karę grzywny lub więzienia za upór stawiany. Obowiązek szczepienia dawniej nałożony teraz reskryptem rządowym znosi się; natomiast radzi się tylko, aby przed zapisem do szkoły dzieci były szczepionemi, lecz dla stanowczych przeciwników szczepienia drzwi szkolnych nie zamyka się, bo na mocy ustaw niderlandzkich mają do tego słuszne prawo.

Tak przemawiał z rozumu do rozumu ze serca do serc słuchaczy a parlament podzielając jego zdanie przymusu szczepniczego nie uchwalił. — Wojsko na mocy dawniejszego rozporządzenia przez pewien czas rewakcynowano; ale gdy w Utrechcie 1883 r. z powodu szczepienia rekrutów zaszły wypadki nieszczęśliwe, zaniechano tej operacji lekarskiej u osob wojskowych, które naturalnie wyszły na tem jak najlepiej.

Szczepienie ospy we Włoszech.
XV.

Do Włoch wprowadził dobrowolne szczepienie ospy zapalony zwolennik Jennera Dr. med. Sacco, który osobliwie w Medyolanie od 1801 do 1808 r. tę praktykę wraz z swymi uczniami wykonywał biorąc do tej czynności t. z. krowiankę, lub materję ospy owczej lub też z innego jakiego wrzodu. Zabobonny lud włoski dał wiarę baśniom o rzekomo dobroczynnym wynalazku Jennera i pomimo niepomyślnych rezultatów chętnie dawał się szczepić, zwłaszcza że rządy ówczesnych państewek włoskich nie zabraniały tej operacji, ale ją same wprowadzały, zachwalały i w różny sposób protegowały. Jedynie w Państwie Kościelnem rząd papiezki trzymał się zdała od tej podejrzanej nowości, tej światowej mody, tolerował ją niechętnie i byłby jej zakazał, gdyby nie stanęły były na przeszkodzie pewne względy rzekomej naukowości, na którą często powoływali się chełpliwie fanatyczni jej zwolennicy. Do lekarzy domagających się od Stolicy Św. natrętnie zachwalania i wprowadzenia z urządu tej operacji, jako profilaxji (środka zaradczego) przeciwko ospie, rzekł Ojciec św. Leon XII.

Szczepienia ospy nie mogę zabraniać ani nakazywać, ale z mej strony osobiście uważam je jako bezbożne targnięcie się na prawa Majestatu Bożego.

Również Grzegorz XVI. oparł się podobnym żądaniem szczepicieli, a Pius IX. r. 1856. przekonawszy się z rejestrów statystycznych, że w tych właśnie miastach, gdzie najwięcej szczepiono, śmiertelność na ospę i różne inne choroby była największą, oddalił od siebie lekarzy słowami:

Pan Bóg nie da ze Siebie naigrawać się bezkarnie. Amen. Sens tych wyroków papiezkich może być taki: Najmędrszy i wszechmocny Stwórca dał przyrodzie swoje prawa, od których zdrowie i życie zależy — więc i medycyna do nich stosować się powinna; człowiek jest najzacniejszem stworzeniem boskim na ziemi zaopatrzonym w siłę żywotną i odporną; przykazanie boskie, prawo naturalne i pisane, mówią: Nie zabijaj, nie kalecz, nie szkodź na duszy i ciele, nie kłam, nie zwodź, nie uszukuj bliźniego twego! Pan Jezus nauczał: Zdrowi nie potrzebują lekarza jeno chorzy, i tożsamo mówi prosty rozsądek ludzki. Wy zaś, pp. szczepiciele! temu wszystkiemu na opak i przekorę robicie, prawa i przykazania boskie naruszacie, ustawy i uczucia ludzkie depczecie; gdy mówicie, że każdy człowiek przychodzi na świat z usposobieniem do choroby ospowej, od której chronić go ma, powiadacie, nie jakaś tam cnota, umiarkowanie, roztropność, hygiena, siła żywotna organizmu, ale tylko, i tylko, wasza operacja, dla naprawy i udoskonalenia, jak twierdzicie, dzieła bożego (bezbożna to pretensja i pycha szatańska!); gdy przy tejże operacji chore dzieci zamiast je leczyć, i ubezpieczać od ospy, odsuwacie na bok, i bierzecie się do zdrowych, jak by was gniewało ich zdrowie, i nabawiacie je różnych chorób, nawet ciężkich i śmiertelnych, bo jak sami przyznajecie, szczepionka jest jadowitą trucizną, która z natury swej tylko szkodzić może podobnie jak ukąszenie węża, psa wściekłego i t. d. Wy zaś macie szaloną odwagę dla marnego zarobku kaleczyć niewinne zdrowe dzieci, zatruwać ich krew i tumanić zatrwozone matki fałszywem twierdzeniem, że to nic nie szkodzi a pomaga, bo chroni niby od ospy; gdy zaś szczepionego napadnie ospa, zbywacie to swemi wykrętami: jakoby siła ochronna już zniknęła, albo szczepienie było niedokładne, szczepionka stara, lub ospa była fałszywą, i t. d. zgoła, Wasza teorja szczepnicza jest niedorzeczną a praktyka szkodliwą, jedno i drugie niegodziwością, starym zabobonem ciemnych azyatów, publiczną zbrodnią, kuglarstwem i grzechem wielkim. Przeto tej nieszczęsnej operacji zachwalać, wprowadzać, polecać, zmuszać do niej lub nawet obojętnym być względem niej, nie godzi się. Ale, niestety! z powodu niejakich wątpliwości i trudnych okoliczności do pewnego czasu jeszcze toleruje się ją i cierpi ze smutkiem.

Przy końcu długoletniego panowania wielkiego papieża Piusa IX. rozpoczęły się czasy bardzo złe; wojska sabaudzkie przy współudziale rewolucji zagarnęły cały kraj, zagrabiwszy (1870) zdradą i przemocą Państwo Kościelne, które odtąd do czasu Bogu wiadomego istnieć przestało, a ludność, której los ze zmianą stosunków politycznych wielce się pogorzył, z żalem i tęsknotą przypomina sobie dawniejsze czasy dobroczynnego i łagodnego u siebie panowania Stolicy św. Nowosklecone królestwo włoskie otrzymało r. 1888 ustawę państwową o przymusie do szczepienia ospy, którą ministerium włoskie obostrzyło 1892 r. rozporządzeniem powtórnego szczepienia dzieci szkolnych i rewakcynacji wojska Ustawa z r. 1888 wcale była niepotrzebną, bo nigdzie oporu nie stawiano lecz potulnie i z zaufaniem dawano swe dzieci szczepić, i ten zabobon tak się zakorzenił wśród ludu, że w miejscowościach, gdzie lekarzy nie było, matki same wykonywały tę operację na swych dzieciach za pomocą igły; uchodzą też powszechnie włosi za naród na świecie najmocniej szczepiony, z czego pochlebiają sobie i cieszą się naiwnie zostając od dawna w tej ułudzie, jakoby szczepienie było największą zdobyczą cywilizacyjną.

Ale jakiż pożytek tej wrzekomej zdobyczy? Poważny przeciwnik tej operacji, Dr. med. Karol Ruata prof. uniwers. w Perugii odpowiada na to:

Przez 20 lat przed r. 1885- naród nasz był szczepiony w stosunku 985°/0 (powinienby przeto wedle obietnicy szczepników zupełnie być wolnym od ospy); mimo to epidemie ospowe panowały u nas w takiej mierze i z taką gwałtownością, jak nigdy przed tym wynalazkiem nieszczęsnym. We Włoszech liczba ludności wynosi 30 milionow, z których 855 procent szczepionych wykazują urzędowe akta; ludność tę włoską nawiedziła epidemia ospo- wa w latach 1887, 1888 i 1889, (nie zważając, że wszyscy prawie byli szczepieni; jakoż nigdy na taką ochronę lekarską nie zważa, owszem szczególniejszą okazuje inklinację do szczepionych, wyszukuje ich z pośrodka ludu, najpierw do nich się zbliża i z większą gorącością obłapia i na drugi świat porywa, X. W. P.) w tych 3 latach z chorujących na >ospę umarło 16,249 + 18,110 + 13,413 czyli razem 47,772 osób. Wśród wojskowych wybrała sobie ospa 2 razy więcej takich, u których szczepienie dobrze się udało (i ochrona miała być skuteczniejszą) niżeli tych, u których szczepienie się nie przyjęło (i wedle twierdzeń szczepników mieli być bardziej narażonymi na tę chorobę, a stało się przeciwnie X. W. P.).

Przytaczam niektóre szczegóły:

w Guardavalle (wsi o 3,800 mieszkańcach) zachorowało 1,500 osób, — w Palermitti (1,800 m.) zachorowało 700, — w Laerru na Sardynii (800 m.) w jednym miesiącu 150 wypadków choroby, a w ciągu epidemii uległa ospie większa połowa ludności. Gdyby to prawda była, że szczepienie chroni od ospy, toby nie zachodziły takie smutne wypadki. Pewnikiem zaś jest, ze gdzie większa cywilizacja i lepsza hygienia (zdrowsze pomieszkania, czystość powietrza, kąpanie się i t. d.) tam ospa mniej zagląda.

Tak pisał prof Ruata 27 maja 1893 r- do anglika p. Hopwood, który onego czasu gorąco przemawiał w parlamencie londyńskim za skasowaniem szczepienia ospy. Dr. Ruata pismami swemi i przemowami oświeca swych rodaków w kwestji szczepniczej, a światlejsi włosi już pojmują, jakie niebezpieczeństwo grozi młodemu pokoleniu; w Medyolanie wielu z rodziców nie pozwoliło drugi raz szczepić swoich dzieci, za co ukarano ich 30 dniowem więzieniem; p. Ruata wziął ich w obronę, pisząc w otwartym liście, że taka kara jest nieprawną, bo rewakcynację nakazuje nie ustawa z r. 1888 Przez parlament uchwalona i przez króla sakcynowana, lecz Proste tylko rozporządzenie ministerjalne z r. 1892, i w państwie konstytucyjnem nie obowięzuje pod przymusem; a prócz tego ze szczepienia żadnej niema lud korzyści, szkody zaś mogą być bardzo wielkie. List ten w gazetach włoskich ogłoszony sprawił na uczonych wielkie wrażenie. W ogóle,

we Włoszech więcej niż w innych krajach szczepią, by ospy nie było, a ona więcej grasuje, niż gdzieindziej, n. p. trzy razy

bardziej niżeli w Austrji; dlaczego to? zgadnij p. zwolenniku szczepienia! gdyż to się sprzeciwia twojej teorji! p. szczepnik tego nam również nie wyjaśni, gdyż jego praktyka, przez niego samolubnie zachwalana, złemu drogi nie zagrodzi, owszem otwiera mu wrota na oścież; jeden i drugi takiego pytania unika, przyparty zaś do ściany, różnemi wykrętami tumani ludzi, bo mu nie idzie o dobro powszechne i postęp nauki lecz o swój osobisty interes;
w tym względzie upomina i przestrzega ich usilnie Dr. Gaillemont:

Koledzy! stawiajmy nasz honor nieposzlakowany na pierwszem miejscu; niech góruje ponad materjalnym zyskiem! porzućcie szczepienie, bo ono jest hańbą sromotną dla tego, kto je wykonywa lub je chwali, nieszczęściem, komu się udziela! Kwestję rozwięzują przeciwnicy szczepienia, mężowie nauki przejęci miłością prawdy i życzliwością serca dla bliźnich, troską o dobro powszechne, o przyszłość narodu: We Włoszech lud biedny, zabobonny, pod względem stosunków sanitarnych zaniedbany, niechlujstwa i nieczystości tam pełno, zwłaszcza po wsiach, w nędznych zakątkach i biednych przedmieściach, niezaradność o świeże powietrze, przeludnienie w mieszkaniach i t. d.; to wszystko sprzyja ospie, a szczepienie powszechnie i gorliwie wykonywane – wywołuje ją i utrzymuje. Z Włochami rywalizują w tym względzie Serbia, Bośnia, Węgry, Bukowina… hygienicznie i kulturalnie nisko stojące a gorliwie szczepione, dla tego też od epidemii ospowej często nawiedzane.

Szczepienie ospy w Szwajcarji upada.
XVI.

Szwajcarja daje nam bardzo dobrą sposobność poznania wartości szczepienia ospy z powodu rozmaitości stosunków społecznych; wszędzie tam fakty oczywiste głośno mówią, że operacja szczepnicza nic nie warta i szkodliwa. Maleńki ten kraik podzielony na 25 kantonów (powiatów, obwodów) z 3.3 milionami mieszkańców, jest politycznie samodzielny; każdy kanton rządzi się autonomicznie a wszystkie zostają w zaprzysiężonym związku dla wspólnej obrony swej niezawisłości i załatwienia spraw zewnętrznych z ościennemi państwami. Szczepienie ospy należy tam do spraw domowych i każdy kanton może je sobie urządzić wedle własnego upodobania. Przed przeszło 20 laty chcieli zwolennicy szczepienia wciągnąć tę kwestję do spraw wspólnych i narzucić wszystkim przymus szczepniczy włączywszy ją do ustawy o epidemiach; zgromadzenie ludowe jednak spostrzegłszy to niebezpieczne przemytnictwo, całą ustawę większością głosów odrzuciło dnia 30 lipca 1881 r. i stan rzeczy pozostał niezmieniony: kantony jedne miały wolność szczepić lub nie szczepić, drugie przymus do szczepienia, inne nawet do rewakcynacji; wspólne wojsko podlegało szczepieniu. Tegoż roku 29 grudnia władza związkowo wojskowa skasowała szczepienie rekrutów.

Straszenie i fałszywe proroctwa szwajcarskich lekarzy.

Z pomiędzy 25 kantonów 3 kantony (Uri, Argau i Ge¬newa) nigdy nie miały i nie mają przymusu do szczepienia; inne 22 kantony za namową szczepników na swe nieszczęście wprowadziły go do siebie w różnym czasie, ale znów poznaw¬szy czem on pachnie, porzucały go z oburzeniem jeden po drugim, tak, iż w roku 1902 nie miało go 16 kantonów z 69 procentem mieszkańców, a zatrzymało go tylko 9 kan-tonów z 31% m. czyli dwie trzecie części ludności pozbyły się tego haniebnego jarzma lekarskiego. Że zaś ten zabobon w swej mocy okrutnej utrzymuje się gdzieniegdzie jeszcze, to przypisać to należy z jednej strony sprytności intereso¬wanych szczepników, z drugiej zaś strony nieporadności i łatwowierności ludu pozwalającego się tumanić, gdyż po¬trzeba rozumu i męztwa nielada, aby się oprzeć natarczy- wościom i nie zważać na żaden postrach szczepników. Tak n. p. kanton Tygur (Ziirich) już 1800 r. w czasie epidemii ospowej pozwolił szczepić dzieci celem rzekomej ochrony od tej choroby. A gdy epidemia ustępowała na mocy praw przyrody jak burza oczyszczająca powietrze przyjdzie i odejdzie, pośpieszyli się szczepnicy robić reklamę dla swego interesu, wmawiając w publiczność, że to ich zasługa w tem, bo, twier¬dzili, szczepienie daje ochronę od zarazy ospowej. Uwierzono im dobrodusznie i bez zmuszania policyjnego chętnie dawano swe dzieci pod operację szczepniczą; z kronik dowiadujemy się, że od r. 1821 do 1836 na 100 niemowląt, 83 z nich by¬wało corocznie szczepionych. Szczepnicy chcąc zabezpieczyć sobie interes na przyszłość postarali się o to, że władza kantonu tygurskiego 1836 r. ogłosiła szczepienie za przymusowe. Jednakże wyrachowania i nadzieje lekarzy zawiodły; lud kochający się w obywatelskiej wolności zapłonął gniewem, policji stawiał opór i często wolał karę ponosić niżeli pozwa¬lać na zatrucie krwi dziecka, przyjmować narzucone sobie gwałtem rzekome dobrodziejstwo, którego skutki bywały nie¬bezpieczne. Trwało to tak 47 lat tj. do 1883 r. a spisy z tego czasu wykazują tylko 70 szczepionych na 100 nowonarodzo¬nych więc o 13% mniej rocznie niżeli to bywało za czasów szczepienia dowolnego. Lud coraz bardziej przychodził do poznania, że szczepiciele nie są to ludzie bezinteresowni ale samolubni krętacze, a zachwalana ochrona szczepniczą nie- dopisuje często, pozwalając ospie napadać na szczepionych. Wreszcie przyszła straszna epidemia ospowa w r. 1871 i za¬brała ludzi więcej niż w 50 latach poprzednich razem wziąw¬szy, lubo w tym roku gorliwiej szczepiono niż kiedykolwiek, bo zaszczepiono dzieci 5977, rewakcynowano zaś osób 9918. Teraz już otworzyły się oczy ludowi, poznał, że go zwodzono, i postanowił uwolnić się od niepotrzebnego a zgubnego ciꬿaru; głośno i powszechnie odgrażał się:

Gdy przyjdzie do głosowania, skasujemy przymus szczepniczy!

Lekarze sta¬rali się temu zapobiedz; przed głosowaniem rozrzucili we wielu exemplarzach proklamację podpisaną przez 11 profeso¬rów medycyny i 72 lekarzy praktykujących tak opiewającą:

Mamy to święte przekonanie, że odrzuceniem powszechnego szczepienia sprowadzi się na naród wielkie nieszczęście. Dotąd zaraza ospowa łagodnie pukała do naszego kantonu, i dzięki przymusowi szczepniczemu nie mieliście dotąd. Szanowni Obywatele! smutnej konieczności doznawać okropnych skutków epidemii; ale dla braku ochrony szczepniczej w krotce zagnieździłaby się ona i powoli wzmagając się nabawiłaby was nieszczęścia szkodząc zdrowiu i życiu Waszych kochanych dzieci.

Lud nie dał się tą proklamacją odwieść od powziętego zamiaru, i dnia 27 maja 1883 r. znaczną większością głosów zniósł ustawę o przymusowem szczepieniu. A, oto! jakże się spełniło przestraszające proro¬ctwo tych panów, co zawsze chcą uchodzić za jedynych i nieomylnych rzeczoznawców w kwestji szczepienia? Fałszywi prorocy zbłaźnili się wielce, bo jak spadła liczba szczepień z 70% następnie w skutek zniesienia przymusu, na 23% — tak zniżyła się też liczba zachorowań na ospę o całą połowę! Gdy bowiem przedtem w ciągu 47 lat corocznie na ospę umierało przeciętnie ???? 3.6% na 100,000, potem od 1883 r. umierało tylko 1.8%???? — i słusznie wnioskować można, że gdyby i tych 23% nie szczepiono, tj. gdyby szczepić zakazano pod surową karą a przytem ściśle przestrzegano zasad hygieni- cznych, ospa wyginęłaby zupełnie. — [Nie tylko ospa lecz inne także choroby dziecięce zmniejszyły się znacznie po zniesieniu przymusu do szczepienia w kantonie tygurskim; mianowicie liczba wypadków śmiertelnych na odrę (żarnice) spadla z 53 na 10, zachorowań śmiertelnych na szkarlatynę z 18 na 4 — na dyfteryą z 390 na 199 (r. 1884 nawet na 177), — na cholerynę z 840 (1882) na 385 (1883 r.) —Z tego porownania statystycznego z lat 1881 do 1884 wynika, że r. 1884 w kantonie tygurskim (Zürich) w skutek skasowania przymusu szczepniczego ocalało przeszło 600 dzieci, które nie zachorowały i nie umarły na wyżej wspomnione choroby dziecięce, bo rodzice nie dali ich szczepie, nie dali zatruwać ich zdrowej krwi jadem szczepionki. (Prof. Dr. P. Förster, Pocken und Schutzimpfung, 1900, str. 115). Dr. Adolf Vogt w Impfgegn.]

W kantonie miasta Bazylei (Baselstadt) miał lud 17 grudnia 1882 głosowaniem roztrzygnąć, czy należy tam zatrzymać w mocy dotychczasowy przymus szczepniczy, czy też skasować go? Przed głosowaniem wyszła od 12 profesorów medycyny i 35 lekarzy proklamacja tej osnowy:

Można na pewno twierdzić, że skasowanie przymusu szczepniczego pomści się srodze na zdrowiu i życiu społeczeństwa naszego, i t. d.

Lud jednak nie brał sobie do serca tej smutnej przepowiedni, bo prawie jednogłośnie (83% głosami) odrzucił przymus do szczepienia, i wy¬szedł na tem jak najlepiej. W ciągu bowiem 18 lat po zniesieniu przymusu szczepniczego umarło w Bazylei 86 osób na ospę, a przeto z średniej liczby mieszkańców 81,926 wypadnie 5 lub 6 wydarzeń ospy śmiertelnej na 100,000 żyjących; w ciągu zaś 13 lat poprzednich z przymusem szczepienia i 8 lat ostatnich przymusu rewakcynacji (drugiego szczepienia) w temże mieście było także 86 wpadków śmiertelnych na ospę wśród ludności przeciętnie rachowanej 52,828, a przeto na 100,000 żyjących aż 12 lub 13 wypadków śmiertelnych. Otóż wraz ze skasowaniem przymusu szczepniczego w Bazylei spadła liczba zachorowań na ospę śmiertelną wię¬cej niż o połowę! Takto więc pomściło się odrzucenie przy¬musu szczepniczego wprawdzie nie na zdrowiu i życiu ludz- kiem ale na naukowej mądrości i powadze pp. profesorów a na kieszeni pp. szczepników teraz już daleko mniej za-rabiających. — W kantonie: Berno szwajcarskie, gdy miano głosować nad ustawą związkową przeciw epidemiom, lekarze poczuwali się do swego obowiązku pouczyć lud i zachęcić go do przyjęcia ustawy obejmującej także przymus do szczepienia; ogłosili przeto proklamację podpisaną przez 11 profesorów medycyny, 139 lekarzy i 5 aptekarzy(!), w której czytano:

Im więcej w jakim kraju żyje nieszczepionych, tem większe jest niebezpieczeństwo dla szczepionych zachorować na ospę; bo niebezpieczeństwo zarażenia się rośnie w miarę liczby osób nie mających ochrony szczepniczej. Wszyscy więc nieszczepieni są niebezpiecznymidla zdrowia i życia swoich bliźnich.

To niegodne uczonych mężów postępowanie, aby za wszelką cenę: logiki, zdrowego rozsądku i powagi swego stanu, popierać rzecz wstrętną i zgubną lubo dla siebie intratną tj. niegodziwe korzyści im zapewniającą; lecz spotkał ich los zasłużony: lud takiem pouczaniem wzgardził, i zrobił, co mu sumienie dyktowało, a zdradliwa ustawa związkowa przepadła. — Otóż, przymus szczepniczy w Szwajcarji w ostatnich czasach coraz bardziej z kantonów ustępował, a skutek tego był naturalnie pomyślny, o czem przekonujemy się z następujących obliczeń statystycz¬nych: Lud szwajcarski pozostawał pod przymusem do szczepienia w ciągu lat 10 od 1876 do 1885 we większej części (mniejsza go nie miała) i to w procencie 80 osób na 10.0 (20% wolna od niego); w następnym dziesiątku 1886 do 1895 prze¬ciętnie w połowie, 50%, a w ostatnim dzięsięcioleciu 1896 do 1900 już tylko w trzeciej części, 33%. Otóż: w pierwszym dziesiątku przypadało 41 osób zmarłych na ospę z pośród jednego miliona mieszkańców, w następnym dziesiątku śmiertelność ta spadła na 12, a w ostatniem pięcioleciu aż na 3 tylko! W miarę jak zmniejszał się przymus, zmniejszała się też i ospa; im więcej nieszczepionych dzieci biegało w Szwajcarji, tern Spieszniej ztamtąd uciekała ospa! — A i w innych krajach nie inaczej się dzieje.

Szczepienie ospy w niemieckich państewkach.
XVII.

W Niemczech prędko rozszerzyła się praktyka szczepnicza; mianowicie:

a) w Wielkiem Księztwie Badeńskim zaprowadzono ją r. 1803, a już r. 1805 przestrzegano przed fałszywą krowianką; r. 1807 zauważono, że krowianka nie chwyta się po szkarlatynie i odrze (żarnicach); r. 1808 za¬prowadzono przymus szczepniczy, twierdząc, że szczepionka okazała się dobrą ochroną od ospy; atoli r. 1814 wybuchła epidemia ospy, na którą zapadły także dzieci szczepione, bo, mowiono, krowianka była fałszywą i nie przyjęła się dobrze; r. 1815 obostrzono przymus szczepniczy; r. 1824 przyznano się do pomyłki, skonstatowawszy 20 wypadków, w których dzieci doskonale szczepione wedle przepisanej reguły, zapadły jednak na ospę, i takich wypadków mogło być więcej, z czego Rząd, mówiono, wnioskuje, że ochrona szczepnicza trwa tylko do pewnego czasu a nie na całe życie; r. 1836 zalecono rewakcynację dla poprawy szczepienia pierwszego, a w r. 1840 zaprowadzono przymus do rewakcynacji wojska.

b) W Bawarji szczepienie przymusowe zaprowadzono 1807 r. a rewakcynację 1843 r. pomimo to były w różnym czasie epidemie ospowe a największa z nich wybuchła 1871 r. (29,429) na którą zapadło 31,518 osób, z nich było 29,429 szczepionych i 776 rewakcynowanych a tylko 1,318 nieszczepionych; umarło zaś na ospę 3,994 szczepionych, 64 rewakcynowanych i 790 nieszczepionych (z nich 730 niemowląt do 1 roku życia.)

c) W Wirtembergii zachwalano szcze­pienie r. 1803 i utworzono zakład szczepniczy r. 1814; atoli wnet przyszła epidemia ospy; dla zaradzenia złemu kazano szczepić odtąd przymusowo 1818 r. i mimo to wybuchała ospa często, n. p. w latach 1827, 1831, 1848, 1863, a największa 1869, na którą zapadali i umierali tak szczepieni jak nieszczepieni.

d) W Prusiecli berliński departament lekarski okólnikiem z d. 11 lipca 1801 r. pozwolił lekarzom jakby na próbę i bojaźliwie szczepić dzieci, ale bez rozgłosu i przy¬muszania rodziców; był to rok największej w kraju epidemii ospowej, na którą w Berlinie wśród 147,000 mieszkańców umarło 1646 osób; ze strachu garnęli się ludzie do szczepienia, nawet król dał szczepić swego najmłodszego syna; kollegium lekarskie nabrało więc odwagi publicznie zachwalać szczepienie ospy, i edykt królewki z d. 21. paźdz. 1802 zarządził instytucję szczepniczą w Berlinie i innych większych miastach, a następnego roku król Fryderyk Wilhelm III. edyktem gabinetowym z d. 31. paźdz. 1803 r. wprowadził szczepienie na urzędową drogę biorąc je pod swoję opiekę jako coś wielce mądrego i pożytecznego, bo mające rzekomo chronić od choroby ospowej. Atoli szczepieni zapadali na ospę, a Dr. Heim słynny berliński lekarz, tajny Radca królewski, pisał, że parę tysięcy takich wypadków widział na własne oczy. Publiczność zaczęła tej operacji niedowierzać. Zwolennicy szczepienia wi¬dząc, na co się zanosi, że podobne wypadki mogą tę ryzyko¬wną (oszukańczą) operację doprowadzić do upadku, natꬿyli swe uczone mózgownice na wymyślenie przeróżnych wykrętów, aby ludziom oczy zamydlić. Ospa, mówili, na którą chorują szczepieni, jest nieprawdziwą, a daleko łagodniejszą od prawdziwej (jest to fałsz, jak później sami to przyznali, zresztą nikt jednej od drugiej rozeznać nie mógł, bo to jest tosame zło); że szczepionka była fałszywą, że szczepienie nie dobrze się przyjęło, że późno szczepiono, kiedy zarodek ospy już krążył we krwi (a szczepionka od czego miała być? wszak miała chronić od ospy! XWP.) i t. d. Rząd królewski i publiczność durzono wpisując takie wypadki do rubryki nieszczepionych.

W Poznańskiem ogłoszono 1817 r. po¬wszechne zaprowadzenie szczepienia, 1826 r. zaś nowe w tym względzie rozporządzenia; wedle dziennika urzędowego z r. 1836 szczepiono tam 1834 r. 28432, rewakcynowano 40845 osób, w r. 1835 jeszcze więcej, bo szczepiono 29789, a rewakcynowano 45109 osób; mimo tej nieszczęsnej gorliwości lub z powodu tejże grasowała ospa 1834 r. w 134 miejscowościach.
Lekarze po¬trafili w umysłach urzędników pruskich tak wielkie wyrobić dla szczepienia uprzedzenie, że pp. starostowie zarządzili samowładnie przymus szczepniczy; w Kolonii 22. stycznia 1820 r. w Düsseldorfie 16 paźdz. 1821, w Merseburgu 28 listopada 1825, w Akwisgranie 5 grud. 1825, w Berlinie 19 stycz. 1826, w Magdeburgu 8 kw. 1826, w Szczecinie 10 kw. 1826, w Trewirze 26 marca 1827, co wszystko Rząd centralny jako nielegalne unieważnił okólnikiem z d. 29 stycznia 1829 r. Ciągle jednak bardzo gorliwie wykonywano tę operację, bardziej niż teraz przy rygorze policyjnym, bo bywało corocznie 81 szczepionych na 100 urodzonych, 1826 r. nawet 91% a 1828 r. 94% gdy teraz z powodu oporu bywa tylko 75% szczepionych corocznie. Dnia 28 października 1835 r. ogłoszoną została t. z. regulatywa środków przeciwko rozszerzaniu się chorób zaraźliwych, a to ministeryalne rozporządzenie było dyrektywą w sprawie szczepienia ospy aż do wprowadzenia w u¬życie nowej państwowej ustawy szczepniczej tj. do r. 1875. Czytamy w tej regulatywie pod § 50:

Z doświadczenia wiemy, że szczepienie jest najpewniejszym środkiem przeciwko ludzkiej ospie (o, jakże się myli wysoki Rząd! XWP.) Należy zatem każdemu polecać usilnie, aby siebie samego, swe dzieci, służbę i domowników dawał szczepić, wyjąwszy gdy jakie uzasadnione a przez rzeczoznawców za takie uznane przeszkody zachodz ą. (To na pozór dobrowolne szczepienie zamienia się następnie na przymusowe:) § 54 Jeżeli do drugiego roku życia bez udowodnionej racji nie zostały szczepione a zachorują wnet potem na ospę naturalną, to należy rodziców za takie niedbalstwo pociągnąć do odpowiedzialności i policyjnie ukarać. Prośby wno­szone do urzędu o przyjęcie dzieci lub podwładnych do publicznych zakładów, o stypendja i różne inne dobrodziejstwa, mają być odrzucone, jeżeli nie są poparte dowodem dokonanej na dziecku operacji szczepniczej. § 55. Gdy się pokaże ospa w jakim domu, to wszyscy jego mieszkańcy sposobni do tego mają być jak najspieszniej szczepionymi, w danym razie nawet przymusowo. § 56. Warunkiem przyjęcia na pensjonaty i publiczne zakłady naukowe jest szczpienie powtórne (rewakcynacja).

Jakiż, pytamy się, skutek tych dokuczliwych zarządzeń? Taki, że śmiertelność u ludu na ospę zwiększyła się; gdy bowiem od r. 1820 do 1835 wynosiła rocznie 25 zmarłych na 100,000 żyjących, to od r. 1836 do 1875 wyniosła przeciętnie co roku 38 osób, na takąż jak wyżej liczbę żyjących. Gdy więcej zarazków chorobotwórczych siać zaczęto szczepieniem, nawet powtórnem, większe też było żniwo śmiertelności na ospę; to przecież naturalne i zrozumiałe! tylko pp. szczepiciele nie chcą tego widzieć i zrozumieć, bo ich zaślepia mamona marrna!

e) W pruskiem wojsku do r. 1819 szczepionych nie było, gdyż szczepione dzieci jeszcze do wojskowości nie dorosły; zato też w raportach sanitarnych z owych lat, mianowicie z wojen Napolońskich, nie ma żadnej wzmianki o ospie u żołnierzy. Skoro jednak wśród rekrutów znaleźli się tacy, co w dzieciństwie byli szczepionymi, ospa zaczęła się pokazywać we wojsku, czem zaniepokojone władze wojskowe wydawały od 1819 do 1825 r. razporaz okólniki do lekarzy pułkowych polecając im szczepienie żołnierzy, którzy naturalnej ospy nie mieli albo szczepionymi jeszcze nie byli; polecenia te rozporządzeniem z dnia 10. kwietnia 1820 stały się na przyszłość trwałą regułą; dnia 30 maja 1826 r. reskryptem gabinetowym nakazano cywilnej władzy tych rezerwistów i landwerzystów, których władza wojskowa wskaże po imieniu,, natychmiast dać szczepić, w razie oporu nawet przymusowo; na wiosnę 1831 r. nakazano wszystkich rekrutów infanteryi (piechoty) czy oni mają blizny przebytej ospy lub szczepienia czy ich nie mają, bez wyjątku szczepić; Fryderyk Wilhelm III reskryptem gabinetowym z d. 16. czerwca 1834 nakazał rewakcynować wszystkich rekrutów tak piechoty jako i konnicy i artylerji; wreszcie wspomniana wyżej regulatywa z dnia 28 sierpnia 1835 r. w § 57 opiewa:

Co się tyczy wojska, to nieszczepieni a potrzebujący tej operacji za wstąpieniem do wojska mają być natychmiast szczepieni mianowicie tacy rekruci, którzy widocznych blizn przebytej ospy naturalniej nie mają, albo chociaż byli szczepionymi, ale udowodnić nie mogą, że to szczepienie odbyło się nie dawniej nad dwa lata przed ich stawieniem się do wojska.

Te przepisy dotąd obowięzują w pruskiem wojsku; a najnowszemi rozporządzeniami tak są zaostrzone, że żołnierz nieje¬den wedle okoliczności w czasie swej służby wojskowej może 7 razy być szczepionym. — Zastanówmy się teraz, jaki wynik tych licznych zarządzeń? Zwolennik szczepienia prof. dr. Kussmaul w swoich sławnych 20 listach o ludzkiej ospie i szczepieniu krowianką (1870 r. str. 62) pisze chełpliwie:

Niema jaśniejszego i w oczy bijącego dowodu na wielką siłę ochronną wynalazku Jennerowskiego przeciwko chorobie ospowej jak skutek wakcynacji i rewakcynacji w królewsko pruskiej armii w ciągu minionych lat blisko 40.

To samo powtarzają za nim i inni. Na to odpowiada im prof. dr. Adolf Vogt z Berna szwajcarskiego:

My jasnością tego dowodu nie damy się zaślepić ani odurzyć, ale chcemy raczej rzeczywistą jego podstawę i rację cokolwiek gruntowniej zbadać, niż to czynić zwykli zwolennicy szczepienia.

I na 8 stronicach przez cyfry w tabelach i rozumowania na faktach oparte wywodzi i udowadnia rezultaty wręcz przeciwne temu co twierdzi Dr. Kussmaul. Dowodzenie p. Dr. Vogta w krótkości jest takie: Porównać liczbę wypadków śmiertelnych na ospę w pewnym czasie z pośród 100,000 żyjących: u wojska, u wszystkich cywilnych i szczególniej rówieśników będących w tym wieku co wojskowi, od 20 do 25 lat życia. W czasie od 1826 do 1830 roku na 100,000 żyjących wojskowych zmarło 22, u cywilnych ogółem 20, u rówieśników 5.,,, a przeto śmiertelność u wojska szczepionego świeżo lub niedawno, była większą niż u cywilnych w dzieciństwie szczepionych lub wcale nie, a przeszło 2 razy większą była, niżeli u rówieśników cywilnych. W latach od 1830 do 1834 ospa się wzmogła i liczby podskoczyły z 22 na 61 — z 20 na 36 — i z 5.9 na 11; tj. u wojska świeżo rewakcynowanego prawie dwa razy bardziej grasowała ospa niż u ogółu cywilnych szczepionych w młodości lub nieszczepionych a przeszło pięć razy bardziej niż u takichże cywilnych rówieśników. A przeto jasny dowód Dr. Kussmaula okrył się egipskiemi ciemnościami. Taka to już właściwość szczepienia, że z natury swej nigdy nie chroni od ospy a zawsze jej sprzyja i potęguje ją. Ale, oto! zagadka: Od roku 1835 role się zmieniają, lubo stan sprawy szczepienia prawie taki sam pozostał: u wojska szczepienie i rewakcynacja, nawet kilkakrotna, u cywilnych szczepienie u dzieci dowolne, czasami przymusowe, u starszych rewakcynacji prawie nie ma, dopiero od r. 1875 przybywa drugie szczepienie tj. dzieci szkolnych, lecz u wojska pozostają te same przepisy szczepnicze; a jednak, ospa maleje, i to rzecz dziwna, że bardziej maleje u wojska, niżeli u cywilnych, mianowicie od 1835 do 1844 cyfry powyższe (z lat 1831 do 1834) zmniejszają się na: 3— 20,5 — 5,9; dalej od 1845 do 1869 na: 0,9 —247,—6,9; (lata 1870—1872 opuszczone z powodu wojny francusko – niemieckiej.) wreszcie od 1873 do 1892: 0,5 — 3,1—0,9. Uczony profesor Dr. Kussmaul tę właśnie zniżkę cyfer u wojskowych ma na myśli a nie znając rzeczywistej przyczyny takiego zjawiska, cieszy się naiwnie jak dziecko, głosząc swoje urojone tryumfy.

Poucza go i kolegów jego p. Dr. Adolf Vogt: Zmniejszanie się ospy od 1835 widoczniejsze u wojska niż u cywilnych zawdzięcza się coraz lepszym stosunkom zdrowotnym, które w daleko większej mierze i dokładności prze¬prowadzano we wojsku niż po miastach i wsiach. Zjawienie się w Europie 1831/33 r. azjatyckiej cholery dało pochop w Anglii do pamiętnych reform sanitarnych, publicznych urządzeń dla pielęgnowania zdrowia, będących wzorem do takichże zarządzeń dla całego cywilizowanego świata. Był to początek nowoczesnej hygieny. Zrozumiano wreszcie, że lepiej jest szanować swe zdrowie niżeli z choroby się leczyć; i w tym kierunku wytężano swe staranie, łożono koszta. Jednolity zarząd wojskowy przeprowadzał tę reformę energicznie nie oglądając się na wielkość wydatków, aby Wojsko mogło mieć mieszkanie wygodne, suche, obszerne, widne i przewiewne, koszary i szpitale były stawiane na gruncie odpowiednim, suchym, otoczonym zielenią i t. d., aby woda była zdrową i obfitą, by przestrzegano czystości, porządku i całości dobrego stanu w zabudowaniu; również pamiętano, by wikt był dostateczny, mundur przyzwoity, osobne urządzenie na mycie się i kąpiel, wszędzie zachowana skrupulatna czystość i ochędostwo. Królowie pruscy kochali się po rycersku w swojem wojsku, wyszukiwali w swym kraju i sprowadzali z zagranicy grubopłatnych olbrzymów i siłaczy do swej przy- boczniej gwardji, a z kasy państwa hojnie szafowali talarami na coraz większe udoskonalenia hygieniczne, chcąc mieć woj¬sko piękne, zdrowe i bitne. Przepisy sanitarne z r. 1839 tak mądrze były obmyślane, że dotąd niepotrzebowały zmiany i mają jeszcze moc obowiązującą. Inaczej było w społeczeństwie cywilnem po miastach i wsiach, gdzie dla braku fun¬duszów, niezaradności lub sprzecznych interesów osobistych, ulepszenia zdrowotne niedokładnie i zwolna tylko mogły być uskuteczniane. Gdy przeto we wojsku ospa wraz z tyfusem i innemi chorobami znacznie i szybkim krokiem ustępowała, to u cywilnych uporczywiej się trzymała; zjawisko takie dla przyrodoznawcy jest zupełnie zrozumiałem, ale dla zabobonnych i zacofanych zwolenników szczepienia stanowi ono nierozwiązalną zagadkę.

Rzekoma ochrona szczepnicza we wojsku, na którą Dr. Kussmaul tak butnie się powołuje, obróci się zaraz w niwecz, skoro tylko wojsko pozbawi się prawdziwej ochrony hygieniczniej; tak np. oddziały wojska angielskiego w Egipcie w 8 latach (1882 do 1889) miały przeszło 8 (ośiem!) razy większą śmiertelność na ospę niżeli równocześnie ich rówieśniki, cywilni nierewakcynowani; a lekarskie sprawozdanie za rok 1889 o tychże wypadkach ospowych opiewa:

iż pomimo wszelkich w Kairze porobionych zarządzeń i punktualnego wykonywania wakcynacji i rewakcynacji, ospa grasowała u wojska w sposób zastraszający.

Wreszcie mamy ważny dokument urzędowy świadczący przeciwko szczepieniu ospy, tj. pruską statystykę (zeszyt 48 A. strona 199 z roku 1879), gdzie czytamy:

Na ospę zmarło w Prusiech w ciągu 58 lat (1816 do 1874) więcej mężczyzn niż niewiast, chociaż corocznie trzy czwarte części całej męzkiej ludności przy wstąpieniu do wojska bywają szczepione i rewakcynowane. W razie wybuchu epidemii ospowej ta różnica u mężczyzn z jednej a niewiast z drugiej strony spowodowanych przez ospę wypadków śmiertelnych bywa bardziej jeszcze niekorzystną i rażącą. Z materjału statystycznego, jaki posiadamy, nie dało się dotąd przeprowadzić dowodu, jakoby szczepienie krowianką na dłuższy czas dostarczało ochrony przeciwko ludzkiej ospie, ani skonstatować, jakoby wskutek dopełnionej operacji szczepniczej miało być wypadków śmiertelnych przez ospę spowodowanych mniej wśród szczepionych aniżeli wśród nieszczepionych. 

Jeżeli tedy uporaliśmy się z najświetniejszym dowodem Dra. Kussmaula, to z innemi wszystkiemi mniej świetnemi dowodami czy twierdzeniami gołosłownemi daleko łatwiej przyjdzie nam się uporać i w puch je rozbić. Ale na ślepy upór nie ma lekarstwa, i sekta szczepnicza tak długo nie przestanie nadrabiać miną i używać sztuczek mamiących w obronie swego brudnego interesu, dopóki Rząd z pożałowania godną łatwowiernością dla nich powolnym będzie, płacąc im za szkodliwą operację hojnie z państwowego skarbca i okazując przeciwnie obojętność na nasze w tym względzie naukowe i patryotyczne przedstawienia. — W tej samej kwestji wystąpił p. pułkownik Spohr przeciwko bałamutnym i fałszywym twierdzeniom dra med. Wernera, wyższego lekarza sztabowego, parlamentarnego sprawozdawcy w r. 1891 o petycjach przeciwników szczepienia odnośnie do wojska. Z obszernej rozprawy dla braku miejsca podajemy tylko ważniejsze i ciekawsze rzeczy w streszczeniu:

Co dr. Werner twierdzi, jakoby obowiązkowe szczepienie rekrutów początek swój wzięło r. 1834 a zaraz potem cyfra śmiertelnych zachorowań na ospę we wojsku coraz bardziej i ciągle zmniejszała się jedynie z powodu szczepienia, jest wielką nieprawdą; bo już 1831 r. zarządzono szczepienie rekrutów piechoty, która największą masę wojska (9/10) stanowi, a właśnie odtąd pogorszyła się ospa z powodu szczepienia i srożyła się do 1834 r. Że zaś następnie cyfra ta spadała coraz niżej, przyczyny tego zjawiska są:

1. że odłączono od ospy wszystkie inne choroby naskórne: szkarlatynę, odrę, tyfus plamisty itd. które przedtem pod wspólną nazwą ospy wpisywano w rejestra;

2. że w wojsku zaczęto energicznie poprawiać stosunki sanitarne, dbając o zdrowie każdego żołnierza.

Co się tyczy rzadkich wypadków ospy, to nie powinnoby i to zachodzić, gdyby szczepienie rzeczywiście chroniło, wedle opinii samego Dr. Roberta Kocha, obrońcy tego zabobonu, który o szczepieniu wedle metody Pasteura przeciwko chorobie zapalenia śledziony u bydła wydał swą opinję temi słowy:

Gdyby tak szczepione bydło bez wyjątku pozostało zdrowem i tylko nieszczepione dostało tej choroby, jeszczeby to niczego nie dowodziło; ale gdyby choć jedno bydlę szczepione na tę chorobę zapadło, wtedy byłby niezbity dowód, że szczepienie nic nie warte.

Czemuż więc nie stosuje Dr. Koch tej zasady do szczepienia ludziom ospy? Jeżeli szczepienie daje ochronę od ospy, to czemuż jej nie dało w potrzebie? gdzież ona się podziała w r. 1870/1 ? Znikła w nieczystości, niewygodach i zaniedbaniu we wojnie starań hygienicznych, a przy takiej sposobności rozwinęły się wszczepione zarazki ospowe.

Ja sam, pisze p. Spohr, jestem nieszczepiony a ospy nie dostałem, i moi też podwładni, którzy na mą prośbę od jenerała uwolnieni zostali od operacji szczepniczej, również nie chorowali na ospę, szczepieni zaś zachorowali. Widziałem na własne oczy szczepionych a chorujących niebawem na ospę, i sam ich leczyłem szczęśliwie, szczególniej w czasie tej wojny. W roku 1861 w Jülich a 1874 w Głogowie na Szlązku, wybuchła ospa wskutek szczepienia. Mój przełożony jenerał piechoty Komeke r. 1840, mimo że był szczepiony kilka razy, z powodu epidemii w Berlinie, kazał się jeszcze szczepić dla pewniejszej ochrony; w 3 tygodnie po tej operacji zachorował ciężko na ospę i odtąd stał się przeciwnikiem szczepienia. Z dawniejszych wojen kroniki wspominają o różnych chorobach trapiących wojsko a milczą o ospie, której naonczas jeszcze we wojsku nie szczepiono. W wojnie niemiecko-francuskiej 1870/1 zachorowało na ospę niemieckich szczepionych żołnierzy przeszło 10,000, a z nich umarło około 4,000. Ci, których leczono w lazaretach lekarstwami przy zamkniętych oknach, byli w niebezpieczeństwie i połowę z nich śmierć zabrała; inni zaś, leczeni wodą przy świeżem powietrzu, wyzdrowieli wszyscy.

CDN

%d bloggers like this: