Wstęp do serii wykładów Suzanne Humphries i Hilary Butler o odporności niemowląt – przypadek Luka – dobry pacjent.

Dzisiejszy temat, „Odporność niemowląt”: Szkic dotyczy pełnego obrazu odporności człowieka, która ma swój początek na najwcześniejszym etapie życia – jeszcze przed poczęciem. Konstrukcja człowieka jest wysoce elastyczna w swoich ograniczeniach funkcjonalnych, jednak istnieje pewien stopniowy proces, który musi zajść bez zakłóceń dla uzyskania najlepszego możliwego rezultatu. Istnieje idealna baza, dzięki której tryby w tej maszynie będą się płynnie poruszać, ale jest też wiele potencjalnych kluczy, które mogą zatrzymać normalne funkcjonowanie maszyny i sprawić, że rodzice znajdą się w środku trwającego całe życie koszmaru. Wiele czynników ma znaczenie dla budowania życia, które zawsze przeciwstawia się przeciwnościom losu na tej planecie. Fakt, że niekiedy najgorsze przeciwności wynikaj ą z samego konwencjonalnego programu medycznego jest często totalnym zaskoczeniem dla rodziców.

Krąży wiele zgodnych z prawdą i mylnych informacji. W systemie medycznym są i władcy, i walka o władzę, i polityka.

Dr Paul Offit i dr Gregory Poland

Na przykład, w Stanach Zjednoczonych mamy naczelnego lekarza, będącego osobą publiczną, dr. Paula Offita, który twierdzi, że noworodek może tolerować sto tysięcy szczepionek jednocześnie i nie tylko mówi o tym publicznie, ale też przedstawił swoją teorię w artykule opublikowanym w „Journal Pediatrics” [w tym artykule zszedł do 10 000]. 

Parents Pack Newsletter – October 2005 Issue 
Infant Health: The Truth About Vaccinations  – 2006 Parenting Magazine

Jest jeszcze inny naczelny lekarz, również osoba publiczna, niejaki dr Gregory Poland, który w Internecie i w artykułach twierdzi dosłownie, że szczepionki na grypę są szczepionkami przeciw autyzmowi i z tego powodu powinno się je podawać ciężarnym kobietom. Te twierdzenia w znacznym stopniu odbiegają od rzeczywistości. Jest w nich nieco pobożnych życzeń i duża doza fantazji. Wielu innych naukowców, którzy cieszą się mniejszym zainteresowaniem publicznym, opublikowało kompletnie przeciwne teorie w oparciu o własne modele eksperymentalne – wszystkie zostały zamieszczone w czasopismach medycznych głównego nurtu.

Dojście do prawdy o szczepieniach i najlepszej możliwej opiece medycznej to dla mnie bardzo ważne kwestie, ponieważ moim celem jako lekarza jest zapewnienie pacjentom największych szans na życie bez kontaktu z medycyną, co oznacza, że nie będą mnie nawet potrzebowali. W ciągu ostatnich kilku lat lepiej uświadomiłam sobie, że wszystko, co system medyczny ma do zaoferowania to zmniejszenie tych szans, a na pewno nie praca nad człowiekiem jako jednostką ani nawet nad ludźmi jako grupą. To właśnie doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

Dom solidny

Budowę tego domu umożliwił dokładny plan, staranna konstrukcja, odpowiednie materiały i mocna zaprawa murarska. Efektem jest długotrwałe dziedzictwo, które przetrzyma liczne przeciwności i będzie wymagać bardzo niewiele uwagi.

Integralność strukturalna

Atomizacja zdrowia

Ten dom z prawej strony symbolizuje nieumiejętność zauważenia konsekwencji zastosowania słabych fundamentów, kiepskiej jakości materiałów i niedopracowanej konstrukcji, zaś dwie osoby pchające ten dom są jak dwaj różni specjaliści w systemie medycznym. Po latach standardowych metod leczenia, kiedy dom nie może już stać o własnych siłach, staje się zależny i potrzebuje podparcia z różnych stron. Wiem to, ponieważ często stałam z jednej strony, a po drugiej stronie był kardiolog, po trzeciej onkolog, a gdzieś tam jeszcze stał alergolog. Model medyczny po prawej stronie sprawia, że przemysł farmaceutyczny staje się dynastią. Powodem, dla którego większość lekarzy nie widzi tego w ten sposób jest fakt, że oni prawie nie spotykają zdrowych ludzi.

Zacznę od opowieści pewnej matki, która skontaktowała się ze mną i z Hilary w zeszłym roku. Ten przypadek ilustruje kilka często spotykanych problemów, o których mówią nam rodzice ze Stanów Zjednoczonych, a ja o nich słyszę od ludzi z Australii, Finlandii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Kanady, Ameryki Środkowej i Południowej. System medyczny nie tylko zawodzi dziecko, ale rodzice godzą się na trwanie w ogromnej niepewności aż do chwili, w której w końcu uświadamiają sobie, że jeśli nie wezmą spraw we własne ręce, ich dzieci mogą nigdy nie mieć normalnego życia. Jeśli słuchają tego przedstawiciele zawodu lekarskiego, a w szczególności immunolodzy, to chciałabym, żebyście zrozumieli do jakiego stopnia niewłaściwy jest obecny dogmat. Powinniście całkowicie popierać dane naukowe, które dziś przedstawimy i mam nadzieję, że powiecie swoim kolegom i pacjentom o tym, co zgodnie z waszą wiedzą znajduje się w literaturze medycznej. Jeśli nie znacie danych naukowych, które za chwilę przedstawimy, to dziś będziecie mieć okazję, by zaktualizować swoją znajomość bardzo istotnych zagadnień, z którymi codziennie się stykacie w praktyce medycznej i w codziennym życiu.

Lekarze muszą zauważyć pacjentów takich jak ten, o którym za chwilę będę mówić, którzy po latach leczenia objawów depresji za pomocą młotka i gwoździ, przyjmowania lekarstw, szczepionek, kolejnych leków przeciwbakteryjnych, zauważają, że stan ich zdrowia stopniowo się pogarsza. Jeżeli poszukują pomocy lekarzy w nadziei na wyleczenie swoich dzieci, to co ci lekarze dla nich zrobią? Czy będą kontynuować to, co do tej pory? Ten przypadek przypomina sytuację wielu rodziców, którzy dziś do mnie dzwonią i którzy od ponad trzydziestu lat przychodzą do Hilary. Są „poszturchiwani” przez model medyczny, którego reakcja ogranicza się do wypisywania recept na leki i który ma niewielką motywację do tego, by myśleć nieszablonowo.

Przypadek ten opisała matka, która dała mi pełne zezwolenie, żebym go wam dzisiaj zaprezentowała anonimowo. Ta kobieta mieszka w Nowej Zelandii, a ja zmieniłam imię jej dziecka na Luke.

Oto jej relacja:

Dobry pacjent

„Nie przyjmowałam żadnych antybiotyków w ciąży, ale kiedy byłam nastolatką, cierpiałam z przerwami na infekcję Candida. Gdy miałam około dziewiętnastu lat, trzykrotnie – w sześciomiesięcznych odstępach – przechodziłam bardzo ciężkie zapalenie migdałków, które za każdym razem było leczone antybiotykami. To wtedy infekcja Candida przeszła w przewlekłe przeziębienie. Następnie, tuż przed tym, jak pierwszy raz zaszłam w ciążę, jeszcze kilkakrotnie byłam leczona antybiotykami z powodu infekcji zatok i ucha.

Infekcja Candida bardzo się nasiliła w czasie tej ciąży i przepisano mi krem przeciwgrzybiczny do stosowania ogólnego z zaleceniem, żebym stosowała go zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie, ale stosowałam tylko zewnętrznie, ponieważ nie czułam się komfortowo stosując go wewnętrznie. Nie wyleczyłam tej infekcji przed narodzinami mojego syna.

Podczas każdej wizyty u lekarza domowego robiono mi USG. Miałam USG w ósmym tygodniu w celu wyznaczenia terminu porodu, w dwunastym tygodniu, w dwudziestym tygodniu i później jeszcze jedno mniej więcej w trzydziestym szóstym tygodniu ciąży. To badanie ujawniło płyn w nerkach mojego syna. Powiedziano mi, że zostanie oceniony po urodzeniu.

Podczas porodu podano mi gaz i zastrzyk petydyny na uśmierzenie bólu. Ostatecznie mój syn przyszedł na świat przy użyciu próżniociągu. Otrzymał zastrzyk witaminy K, a mi na porodówce podano zastrzyk anty-D.
Od dnia narodzin Luke był niespokojnym dzieckiem. Kiedy miał zaledwie kilka dni, na jego brzuszku pojawiły się krosty. Otrzymałam płyn, którym miałam je przecierać i parę dni później krosty zniknęły. Pierwszych pleśniawek nabawił się, gdy miał zaledwie kilka tygodni; w ciągu kilku pierwszych lat życia przechodził tych infekcji znacznie więcej. Leczono go nystatyną, a pośladki i penisa smarowałam kilkoma różnymi kremami przeciwgrzybicznymi przez pierwsze lata jego życia.

Aby ocenić stan jego nerek, wpompowali w nie barwnik – w ten sposób sprawdzili czy ma refluks. Następnie po raz pierwszy podano mu zapobiegawczo antybiotyki. Wyniki badań USG unormowały się i nie było już problemu z nerkami, interwencja medyczna nie była konieczna. Luke miał wypryski, do leczenia których stosowane były kremy hydrokortyzonowe, a także częste biegunki i bardzo niedobre stolce o wyglądzie śluzu z pianą, przypominające niestrawione mleko, ze sporadycznymi plamkami krwi, w związku z którymi powiedziano mi, że nie ma się czym niepokoić. Lekarze stwierdzili, że jest po prostu „kolkowym” dzieckiem.

Wkrótce po jego pierwszym szczepieniu, miał miejsce pewien incydent. Luke’a nie można było uspokoić, stał się niebieski, krzyczał na całe gardło z wygiętymi pleckami i wyraźnie nabrzmiałymi żyłami z boku szyi. To było ogromnie niepokojące. Gdy opowiedziałam o tym lekarzowi domowemu, usłyszałam, że syn prawdopodobnie ma refluks. Lekarz przepisał mu lek zobojętniający kwasy o nazwie Losec oraz Gaviscon.

Początki karmienia piersią były naprawdę obiecujące, ale sytuacja powoli się pogarszała aż do momentu, gdy w wieku trzech miesięcy, wkrótce po szczepieniu, zaczął całkowicie odrzucać pierś. Pamiętam, jak mnie odpychał, prawie bił, kiedy próbowałam go karmić. Wszystko to oczywiście uznano za objaw choroby refluksowej przełyku. Lekarz domowy powiedział mi, że to nie jest reakcja na szczepionki. Skłonienie go do przyznania, że w ogóle istnieje jakiś problem wydawało się niemożliwe. Ani razu nie zasugerował, bym skonsultowała się z dietetykiem lub z technologiem żywienia, a kiedy pytałam o wyeliminowanie konkretnych produktów z mojej diety, żeby sprawdzić czy to by nie pomogło, odpowiadał, żebym tego nie robiła, bo w ten sposób zaszkodzę sobie i dziecku.
Kiedy syn miał około czterech miesięcy, lekarz zasugerował, żebym zaczęła go karmić mieszanką sojową dla niemowląt. Byłam niechętna, jako że chciałam karmić piersią, ale ponieważ już od miesięcy miałam bardzo niespokojne dziecko, które budziło się z krzykiem i nigdy nie przespało w jednym ciągu dłużej niż 15-20 minut, nie wiedziałam co innego mogłabym zrobić.

Zatem poddałam się i zaczęłam mu podawać tę mieszankę. Początkowo wydawało się, że nastąpiła poprawa, ale potem wypryski, refluks i stolce jeszcze się pogorszyły. Następnie, w wieku około pięciu miesięcy dostał biegunki, którą lekarz domowy po prostu zlekceważył, twierdząc, że nie jest to na tyle poważny problem, żeby się nim martwić. Pamiętam także, że od czasu do czasu w jego stolcach pojawiały się małe, ciemnoczerwone plamki krwi. Po około dwóch tygodniach od wystąpienia biegunki dostał naprawdę wysokiej gorączki i z powodu poważnego odwodnienia trafiliśmy do szpitala Middlemore. Na początku chcieli nas odesłać do domu, twierdząc, że Luke nie jest chory. Ale nie można mu było podać żadnego jedzenia ani płynów i coraz bardziej wymiotował. Pielęgniarka i ja kłóciłyśmy się, kiedy ona za pomocą strzykawki próbowała na siłę wstrzyknąć mu do gardła pedialyte, a on na nią zwymiotował, a następnie zbladł i zaczął przelewać się przez ręce, a jego twarz obsypała się plamkami. Wbiegł personel medyczny, który podłączył go do kroplówki, choć zaledwie 5 minut wcześniej próbowali odesłać nas do domu.

Następnego dnia gorączka spadła, Luke przestał wymiotować w wyniku działania leku, który mu podali i chcieli go wypisać. Chyba w tym momencie straciłam panowanie nad sobą. Lekarze mówili mi, że ma zapalenie żołądka i jelit. Nieważne ile razy powtarzałam, że biegunka utrzymuje się od dwóch tygodni, a wcześniej występowały niepokojące stolce. W końcu po prostu odmówiłam opuszczenia szpitala dopóki nie podadzą mi lepszego wyjaśnienia.
Zostałam więc na kolejną noc, a następnego ranka porozmawiałam z głównym pediatrą, który wysłuchał wszystkiego co miałam do powiedzenia. Luke oddał stolec i pediatra zgodził się, że nie wygląda normalnie, choć inni lekarze od dawna mówili mi, że wszystko jest w porządku. Później zalecił wypróbowanie mieszanki dla niemowląt o nazwie „Neocate” przeznaczonej dla dzieci z alergiami pokarmowymi.

Kilka dni po naszym powrocie ze szpitala do domu, syn dostał dziwnej, czerwonej, nakrapianej wysypki. Poszłam z nim do lekarza domowego, który powiedział, że to rumień nagły, ale później wydawało się, że wysypka się zmieniła, więc zabrałam go ponownie do lekarza, który tym razem zdiagnozował różyczkę i stwierdził, że prawdopodobnie od samego początku to było właśnie to. Potem odesłał nas do domu zapewniając, że najgorsze syn ma już za sobą i że teraz będzie już dobrze. Nawiasem mówiąc, wszystkie badania krwi dały negatywny wynik dla obu wirusów. Po kilku tygodniach podawania tej mieszanki dla niemowląt, stan skóry Luke’a poprawił się, jego stolce się unormowały i wydawało się, że odzyskuje zdrowie, więc dalej po prostu postępowaliśmy tak, jakbyśmy mieli dziecko z alergią i refluksem kwasu. Wciąż dostawał Losec, a zaczęliśmy podawać ten lek, gdy Luke miał 3 miesiące.

Choć wydawało się, że w pewnych obszarach nastąpiła poprawa, nadal źle spał. Często budził się z krzykiem bez żadnego wyraźnego powodu.
Zaczął wcześnie i bardzo dobrze mówić. Wyraźnie wypowiadał słowa, używał ich we właściwym kontekście i z całą pewnością rozumiał ich znaczenie. Ludzie komentowali jak bardzo jest zaawansowany w mowie i często brali go za starsze dziecko. Przeszedł wiele infekcji migdałków, które 7 razy leczone były antybiotykami. Przyjmował antybiotyki co najmniej 7 razy zanim skończył 15 miesięcy. Był bardzo chory przed podaniem szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce, ale potem jego stan znacznie się pogorszył. Zarówno mój mąż, jak i ja jesteśmy pewni, że od samego początku miał reakcje na szczepionki.

Nie mogłam nic wskórać u lekarza domowego ani u pediatrów, z którymi mieliśmy styczność. Nie ważne jak bardzo kwestionowałam podawanie Luke’owi szczepionek, argumentując to swoim przekonaniem, że nie jest zdrowy i że istnieje jakiś problem z jego układem odpornościowym, lekarz domowy po prostu mnie nie słuchał i kilka razy dał mi odczuć, że jestem matką ulegającą paranoi, zwłaszcza że Luke był moim pierwszym dzieckiem. Szczepionki były zawsze podawane na czas i zgodnie z zaleceniem lekarza, zaraz potem Luke otrzymywał 4 dawki Pamolu. Lekarz domowy często wypowiadał się bardzo protekcjonalnie, mówił na przykład, że „niektóre dzieci dużo płaczą i po prostu sobie z tym poradź”. Ja mimo wszystko wiedziałam, że coś z nim było nie w porządku. Tak czy inaczej, żeby się zbytnio nie rozwlekać, to właśnie po tej pierwszej szczepionce przeciwko odrze, śwince i różyczce naprawdę zdenerwowałam się na mojego lekarza domowego, ponieważ wkrótce po szczepieniu zobaczyłam coś, co według mnie musiało być reakcją poszczepienną.

Kilka dni później udałam się do lekarza domowego, ponieważ Luke biegał po domu trzymając się za buzię i głowę i powtarzając: „Mamusiu, głowa boli”. Było jeszcze kilka innych objawów, ale przede wszystkim nie mógł przestać płakać i mówić mi jak bardzo boli go głowa. Lekarz zaprzeczył mojemu twierdzeniu, że to reakcja na szczepienie i stwierdził, że to prawdopodobnie nic innego, jak zbieg okoliczności oraz że w organizmie Luke’a zaczyna się rozwijać jakaś choroba lub że cierpi na ostry ból głowy bądź migrenę. Nie uwierzyłam mu i wtedy właśnie zaczęłam więcej czytać. W ciągu kilku następnych tygodni Luke zaczął się jąkać, wystąpiły zaburzenia równowagi, jego zachowanie się zmieniło i stał się nadmiernie aktywny. W pewien weekend wyjechaliśmy z bliską rodziną i przyjaciółmi. Byli to ludzie, wśród których mój syn dorastał i bardzo swobodnie się z nimi czuł, ale to wtedy jego jąkanie tak się pogorszyło, że przestał mówić i odpowiadać na pytania i po prostu zamknął się w sobie. Nie patrzył na nas. Czułam się tak jakbym go traciła.
Wszyscy członkowie rodziny i przyjaciele, którzy z nami wyjechali, komentowali tę sytuację i byli bardzo zaniepokojeni. Do tego momentu wielu z nich mówiło mi, że przesadzam. Poszliśmy z Luke’iem do specjalisty, który stwierdził, że ponieważ syn wciąż jest małym dzieckiem, nie można zbyt wiele zrobić, jedynie czekać i zobaczyć co się wydarzy. Parę dni po wizycie u tego specjalisty, zobaczyłam mojego syna siedzącego w łóżku i przechodzącego coś, co dla mnie wyglądało jak atak jakiejś choroby. Trząsł się, miał konwulsje i nie reagował. Przy mnie trwało to krócej niż minutę, ale nie wiem kiedy się zaczęło. Nie mogłam sprawić, żeby odzyskał przytomność i całkowicie się obudził ani żeby zaczął mówić z sensem. W końcu udało mi się go położyć i znowu usnął, ale co kilka minut miał drgawki.

Zabrałam go znowu do naszego pierwszego lekarza domowego, który powiedział, że to nie był atak żadnej choroby, ale prawdopodobnie Luke miał po prostu zły sen. Zdaje się, że nazwał to „lękami nocnymi”. Było tak jakby nawet nie rejestrował tego, co mówiłam.
Odczuwałam niesamowitą bezradność i wściekłość. Kiedy Luke był młodszy, mówił bardzo dobrze i wyraźnie, lecz teraz jego jąkanie pogłębiało się, a wraz z tym zmniejszała się jego pewność siebie.

Ponownie udałam się do lekarza domowego w sprawie ogólnego stanu zdrowia mojego dziecka. Wywiązała się wielka kłótnia, podczas której powiedział mi, że nie może znaleźć nic co świadczy o tym, że z moim dzieckiem klinicznie jest coś nie tak, na co ja odpowiedziałam:

„Proszę tylko na niego spojrzeć, jest blady, ma wielkie, czarne podkowy pod oczami. Chcę wiedzieć dlaczego są takie problemy z jego układem odpornościowym”.

Lekarz w końcu zgodził się na badanie krwi, ale jego postawa i arogancja naprawdę mnie zdenerwowały.

Tego popołudnia zapisałam się na wizytę u innego lekarza domowego, który zgodnie z tym, czego się dowiedziałam, miał bardziej holistyczne podejście. Po otrzymaniu wyników badania krwi mój pierwszy lekarz zadzwonił do mnie odrobinę zakłopotany i powiedział, że wygląda na to, iż mój syn faktycznie z czymś się zmaga, ale nie wiedzieli z czym ani dlaczego. Zapytał czy przyjdę z nim na jeszcze jedną wizytę.

Okazało się, że ma wysoki poziom białka C-reaktywnego, co jest objawem stanu zapalnego. Jego poziom wynosił 15, a normalny to poniżej 5. Badanie ujawniło również obecność anemii.

Powiedziałam „nie” i zaprowadziłam Luke’a do innego lekarza, który wysłuchał wszystkiego co miałam do powiedzenia i przepisał mu witaminę C, multiwitaminę, tran i probiotyki oraz zasugerował, żebyśmy nieco zmienili naszą dietę, która już i tak była restrykcyjna z powodu alergii Luke’a – zasadniczo jednak, tak bardzo jak to było możliwe, ograniczyliśmy cukier i żywność przetworzoną.

Zaczęłam także chodzić z synem do kręgarza. Powoli jego stan zaczął się poprawiać, ale wciąż bardzo niepokoiły mnie jego problemy z równowagą, dużą motoryką i mową. Kontynuowaliśmy wizyty u kręgarza, Luke przyjmował witaminy i stosowaliśmy się do zaleceń dietetycznych lekarza. Przeczytałam książkę p.t. „God and Psychology”. Chociaż nie przeszliśmy całkowicie na tę dietę, wiele z niej czerpaliśmy.
Był to powolny proces, ale w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy stan Luke’a znacznie się poprawił. Jąkanie ustąpiło, zmysł równowagi wydaje się normalny dla dziecka w tym wieku i odzyskaliśmy naszego radosnego, pewnego siebie syna. Mamy za sobą przerażający okres. Otrzymaliśmy bardzo niewiele pomocy i wsparcia. Czułam się bardzo osamotniona w swoim przekonaniu, że szczepienia przyczyniły się do złego stanu zdrowia Luke’a. Moja teściowa absolutnie się wściekła, kiedy nie chciałam zaszczepić swojej córki.

Przeklęła mnie w obecności mojego syna i nazwała pier…lonym, nieodpowiedzialnym rodzicem. Nie miało znaczenia co próbowałam jej przekazać, nie miało znaczenia, że mogłam jej przedstawić kartę charakterystyki niebezpiecznych materiałów do szczepionki, ona po prostu nie była zainteresowana zapoznaniem się z nią ani wysłuchaniem jakichkolwiek informacji na ten temat. Nie trzeba dodawać, że moje stosunki z rodziną męża niebywale ucierpiały z powodu naszej decyzji o tym, żeby nie szczepić córki.
Nawet moja własna matka miała wiele wątpliwości w związku z naszą decyzją, ale przynajmniej przeczytała niektóre materiały, które jej wysłałam. Powiedziała, że cieszy się, iż to nie ona musi podejmować taką decyzję w dzisiejszym, bardzo różniącym się od dawnego, świecie. Ostatecznie moja matka zdecydowała się nas poprzeć i ma dziś dużo bardziej otwarty umył w kwestii szczepień i dużo bardziej akceptuje i wspiera naszą decyzję o tym, żeby nie szczepić naszych dwóch córek i żeby w ogóle nie kontynuować szczepień naszego syna.”

 

Ta matka uważa, że szczepienia spowodowały problemy i prawdopodobnie tak właśnie było. Ale jedną rzeczą, której mogła nie dostrzec w tamtym czasie było to, że przez lata poprzedzające ciążę miała nieprawidłowe drobnoustroje [mikrobiom]. To wywarło wpływ na jej syna, ponieważ drobnoustroje w organizmie i na skórze są po prostu niesamowicie ważne. A zatem drobnoustroje dziecka były raz za razem naruszane. Wrócę do głównego zdjęcia i pokażę wam wszystkie leki, które Luke przyjmował przez te lata.

To zdjęcie z USG wywołało u matki nadmierny stres, a dziś usłyszymy jakie ma on skutki dla ciężarnej kobiety. Okazało się, że to wszystko było na nic, więc to zdjęcie z USG zrobione w 36-tym tygodniu ciąży, które ujawniło rozszerzone nerki pociągnęło za sobą pielografię, badania inwazyjne oraz antybiotykoterapię i kolejne badania USG, aż w końcu wszystkie objawy po prostu ustąpiły.

Wiemy, że takie objawy mogą wywoływać hormony w czasie ciąży, więc żadna z tych interwencji nie była konieczna. A więc mikrobiom odziedziczony przez syna tej kobiety był bardzo niezdrowy i pogorszył się pod wpływem działania tych wszystkich leków przeciwdrobnoustrojowych, przy czym w żadnym momencie nie zwrócono najmniejszej uwagi na stan jelit matki. System medyczny nie wiedział jaki jest ten stan i nic z tym nie zrobił.

Zatem rozmaite uchybienia wywołały szalejące zapalenie w organizmie tego chłopca. Leki przeciwzapalne, które mu przepisywano po każdym szczepieniu są bardzo toksyczne dla wątroby i jelit, zmieniają drobnoustroje i przepuszczalność jelitową i przyczyniają się do ogólnego podrażnienia jelit.

Dr Schultz w 2008 roku poinformował o mającym niebywałe znaczenie związku między zastosowaniem acetaminofenu [APAP, Paracetamol, Panadol Fervex, Gripex i inne] a autyzmem, zwłaszcza w następstwie szczepienia przeciw odrze, śwince i różyczce. Sugeruję zainteresowanym osobom przejrzeniem tego artykułu, bo robi naprawdę duże wrażenie.

Acetaminophen (paracetamol) use, measles-mumps-rubella vaccination, and autistic disorder: the results of a parent survey. 

Moim zdaniem te leki powinny być stosowane w rzadkich przypadkach przez krótki okres, te leki przeciwzapalne, ale nie przy infekcji i nie po szczepieniu. Faktycznie rzecz biorąc, w literaturze medycznej można znaleźć przykłady, które wskazują, że podanie tych leków uniemożliwia działanie szczepionki.

Baker w 2000 roku poinformował, że najgorsze wyniki występują po podaniu tych leków zakażonym meningokokami niemowlętom.

Household crowding a major risk factor for epidemic meningococcal disease in Auckland children.

Co słyszymy w wiadomościach, kiedy mowa o ludziach, którzy umierają na choroby wywołane meningokokami? Słyszymy, że najpierw podano im antybiotyki, a potem albo ibuprofen albo acetaminofen. Zwróćcie na to uwagę w przyszłości, kiedy będziecie słuchać tych relacji – to niemal przewidywalne.

Natomiast leki zobojętniające. Luke’owi natychmiast podano leki zobojętniające, ponieważ zamiast postawić właściwą diagnozę, stwierdzono u niego refluks, a to oznacza, że PH jelit było zmienione i sposób, w jaki przyswajał składniki odżywcze też się zmienił.
Podano mu. Ok, w Ameryce mówimy „aluminum” [po polsku „aluminium”], więc wybaczcie, jeśli się przejęzyczę i powiem „aluminum” [„aluminium”]. Postaram się mówić „aluminium”. W moich slajdach też często pojawia się „aluminum”.
Podano mu zatem leki zobojętniające zawierające aluminium, składnikiem leku Gaviscon jest aluminium. Aluminium redukuje rezerwy fosfataz w organizmie, jak również może wpłynąć na zmianę metabolizmu mózgu.

 

Wyniki te są spójne z innymi dowodami, że używanie antybiotyków we wczesnym okresie życia może zwiększać ryzyko astmy. Są one również spójne z niektórymi wstępnymi dowodami łączącymi stosowanie paracetamolu ze zwiększonym ryzykiem astmy.
Jakiekolwiek działanie ochronne dziecięcych chorób zakaźnych, które podlegają obowiązkowi zgłoszenia było słabe.

Infections, medication use, and the prevalence of symptoms of asthma, rhinitis, and eczema in childhood

Tylenol after the MMR vaccine may cause autism.
Acetaminophen (paracetamol) use, measles-mumps-rubella vaccination, and autistic disorder: the results of a parent survey.

Tylenol is actually famous for depleting glutathione.
Glutathione prevents oxidative damage in the brain.
Just say „NO” to Tylenol

Tylenol (Acetaminophen) depletes Glutathione (necessary for removal of mercury)
Tylenol (Acetaminophen) depletes Glutathione (necessary for removal of mercury)

Mechanisms of Acetaminophen-Induced Liver Necrosis
Mechanisms of Acetaminophen-Induced Liver Necrosis

http://www.jbc.org/content/281/39/28865.abstract

 

Zobacz na: Jatrogenia – choroby wywołane przez lekarzy
Przymus szczepień – historia szczepień obowiązkowych – Sherri Tenpenny
Kalendarz szczepień w XIX i XX wieku.

Medyczny monopol – Eustace Mullins

%d bloggers like this: