Witamina D zwiększa produkcję peptydów antydrobnoustrojowych, jednocześnie powstrzymując układ immunologiczny przed wydzielaniem zbyt wielu komórek zapalnych – chemokin i cytokin.

Na początku kwietnia 2005 roku, po wybitnie deszczowej wiośnie, wewnątrz wysoce strzeżonego szpitala dla niepoczytalnych gdzie pracowałem od 10 lat, wybuchła epidemia (gr. „epi” – „na”, „demos” – „ludzie”) grypy. Nie była to pandemia („pan” – „wszyscy”, „demos” – „ludzie”) której boją się wszyscy, tylko epidemia. Świat czeka a rządzący przygotowują się na kolejną pandemię. Ciężka pandemia grypy zabije o wiele więcej Amerykanów niż zginęło w World Trade Center, wojnie w Iraku, Wietnamie i podczas huraganu Katrina łącznie, prawdopodobnie milion osób w samym USA. Tak wielka katastrofa rozdarłaby społeczność amerykańską. Cały nasz kraj może wyglądać jak Superdome albo Bourbon Street po huraganie Katrina.

Witamina D
Pytaniem jest kiedy pandemia nadejdzie, a nie czy nadejdzie. Pandemia grypy typu A pojawia się co jakieś 30 lat, poważne pandemie co około 100. Ostatnia pandemia – w Hong Kongu – miała miejsce w 1968, zabijając 34000 Amerykanów. W 1918 roku wielka pandemia grypy („hiszpanka”) zabiła ponad 500000 Amerykanów. Tak wiele milionów osób zginęło w innych krajach, że nie dało się wszystkich pochować. Młodzi ludzie, rano zdrowi jak koń, popołudniem tonąc we własnym stanie zapalnym, wieczorem umierają, obrzydliwie odbarwieni przez słońce. Ich szeroki wachlarz naturalnych antybiotyków, zwanych peptydami antydrobnoustrojowymi, jakby zupełnie zniknął. Ciężka reakcja układu odpornościowego – białe krwinki uwalniające duże ilości cytokin i chemokin do płuc poszkodowanych, powodując stan zapalny – spowodowała miliony zgonów w 1918 roku.

Jako, że już nie jestem lekarzem rodzinnym a psychiatrą, nie byłem bezpośrednio odpowiedzialny za walkę z grypą w naszym szpitalu. Wiem jednak, że nasi interniści robili nadgodziny diagnozując i lecząc wciąż rosnącą liczbę zainfekowanych.

Nasz ordynator poddawał coraz to więcej oddziałów kwarantannie, ponieważ coraz więcej pacjentów miało drgawki, gorączkę, kaszel i ciężkie bóle, które są typowymi objawami infekcji wirusem grypy typu A.

Epidemie grypy, powodując zapalenie płuc, zwane także „kapitanem oddziałów śmierci”, zabijają milion ludzi każdego roku. Epidemie te są zazwyczaj wybuchowe; oznaczające grypę słowo „influenza” pochodzi ze średniowiecznej łaciny: „influentia” lub „influence” (ang. „wpływ”), z powodu wierzeń, że nagłe epidemie były wywoływane wpływem sił z zewnątrz. Pewien siedemnastowieczny obserwator trafnie to opisał:

„nagle pojawia się choroba, jakby zesłana uderzeniem z gwiazd, która pochłania wiele: na tyle, że w niektórych miejscowościach, na przestrzeni tygodnia, ponad tysiąc osób zapada na nią na raz”.

Zakładam, że nasz szpital był pod bardziej szczęśliwą gwiazdą, jako że tylko około 12% naszych pacjentów było zainfekowanych i żaden nie umarł. Jednak, w miarę jak epidemia się rozprzestrzeniała, zauważyłem coś dziwnego. Po pierwsze, oddział tuż pod moim był zainfekowany – potem ten po prawej od mojego, po lewej i na drugim końcu korytarza – ale mój nie.  Moi pacjenci wymieszali się z pacjentami z zainfekowanych oddziałów przed kwarantanną. Pielęgniarki z mojej jednostki zajmowały się też osobami z zainfekowanych oddziałów. Z całą pewnością moi pacjenci byli wystawieni na wirus grypy typu A. Dlaczego moim pacjentom udało się uniknąć zainfekowania wirusem uznanym przez niektórych za najbardziej zakaźny ze wszystkich atakujących układ oddechowy?

Moi pacjenci nie byli ani młodsi, ani zdrowsi, ani odróżniający się w żaden oczywisty sposób od pacjentów z innych oddziałów. Jak na innych oddziałach, moi pacjenci byli głównie czarnoskórymi, którzy przybyli z tych samych więzień co pacjenci na innych oddziałach. Przepisywano im podobny asortyment silnych leków psychotropowych, których używaliśmy na terenie całego szpitala aby zredukować objawy psychozy, depresji i ciężkich wahań nastroju, usiłując powstrzymać pacjentów od prób zabicia siebie lub innych pacjentów czy pracowników. Skoro moi pacjenci byli podobni do tamtych, to dlaczego ani jeden z nich nie złapał grypy?

Niedługo później grupa naukowców z UCLA (Uniwersytet Kalifornijski, kampus Los Angeles – przyp. tłum.) opublikowała ważną pracę w prestiżowym czasopiśmie Nature. Grupa z UCLA potwierdziła wyniki dwóch innych, niedawno przeprowadzonych badań, ukazując, że naturalnie występujący hormon steroidowy – hormon, który większość z nas po prostu zakłada że ma – jest mocnym antybiotykiem. Zamiast bezpośrednio zabijać bakterie i wirusy, hormon ten wzmaga w ciele produkcję istotnych białek, zwanych peptydami antydrobnoustrojowymi.

Dwieście znanych nam peptydów antydrobnoustrojowych szybko i bezpośrednio niszczy ściany komórek bakterii, grzybów i wirusów, włącznie z wirusem grypy, i mają kluczową rolę w utrzymywaniu płuc wolnymi od infekcji. Hormon, o którym mowa, to stara dobra witamina D.

Wszyscy pacjenci na moim oddziale brali 2000 jednostek witaminy D codziennie od kilku miesięcy lub dłużej. Czy to właśnie to było powodem, dla którego żaden z moich pacjentów nie złapał grypy? Skontaktowałem się wtedy z profesorem Reinholdem Vieth i Edem Giovannucci, i opowiedziałem im o moich spostrzeżeniach. Od razu poradzili, aby zacząć zbierać dane na temat wszystkich (a nie tylko tych z mojego oddziału) pacjentów przyjmujących 2000 jednostek witaminy D, żeby sprawdzić, czy wyniki są znaczące statystycznie. Okazało się, że statystyki na moim oddziale były na granicy istotności dla statystyki i mogły się tak ułożyć przez przypadek. Administratorzy naszego szpitala zgodzili się, i nadal zbierali dane o pacjentach przyjmujących witaminę D przez czas trwania epidemii.

Cztery lata temu przekonałem się, że witamina D jest unikatowa w świecie witamin z trzech powodów.

1.Po pierwsze, jest jedynym znanym prekursorem ważnego hormonu steroidowego – kalcytriolu, zwanego także aktywną formą witaminy D. Większość innych witamin to przeciwutleniacze albo reagenty w reakcjach enzymów. Aktywna forma witaminy D – jak wszystkie hormony steroidowe – reguluje produkcję białka, zależnie od potrzeb ciała. A więc, witamina D reguluje ekspresję genów w setkach tkanek w twoim ciele. To oznacza, że ma tak wiele potencjalnych mechanizmów działania jak geny, którymi się zajmuje.

2. Po drugie, witamina D nie występuje w wystarczających ilościach w typowej dla ludzi diecie. To prawda, możesz dostarczyć sobie tysiące jednostek w ciągu dnia żywiąc się sardynkami na śniadanie, śledziem na obiad i łososiem na kolację. Jednak jedynymi ludźmi, którzy regularnie jedzą tyle ryb są ludzie tacy jak Inuici, żyjący przy skrajnych szerokościach geograficznych. Mleko, o które Amerykanie opierają zaspokajanie swojego zapotrzebowania na witaminę D, naturalnie jej nie zawiera; zamiast tego, amerykański rząd wymaga, żeby sprzedawane mleko było sztucznie suplementowane witaminą D, ale z tego co nam wiadomo – tylko w ilości 100 jednostek na szklankę (ok. 240ml).

System hormonów steroidowych witaminy D zawsze miał swoje źródło w skórze, nie w ustach. Do całkiem niedawna, gdy dermatolodzy i rząd zaczęli nas ostrzegać przed zagrożeniami światła słonecznego, ludzie produkowali ogromne ilości witaminy D tam, gdzie zawsze – w skórze, na którą pada ultrafioletowe promieniowanie B (UV-B) ze słońca. Po prostu nie jesteśmy w stanie wydobyć odpowiednich ilości witaminy D z naszej diety. Jeśli nie wystawimy się na działanie promieni UV, musimy pobierać witaminę D w postaci suplementów diety.

3.Trzecim powodem dla którego witamina D jest inna od reszty witamin jest ogromna różnica między naturalnym przyjmowaniem witaminy D, a jego współczesnym odpowiednikiem. Dziś, większość ludzi produkuje tylko około tysiąc jednostek witaminy D na dzień przy ekspozycji na promienie słoneczne; wiele osób, na przykład starszych czy czarnoskórych, tworzy jej o wiele mniej. A ile ludzie wytwarzali normalnie? Pojedyncze, dwudziestominutowe wystawienie się na letnie promienie słoneczne całą powierzchnią skóry stymuluje dostarczenie 20000 jednostek witaminy D do ciała u większości ludzi w przeciągu 48 godzin. Dwadzieścia tysięcy jednostek, to najważniejsza rzecz na temat witaminy D. Porównajmy to do 100 jednostek mieszczących się w szklance mleka, czy te kilkaset jednostek na dzień sugerowanych przez amerykański rząd jako „wystarczającą porcję”. To się nazywa różnicą rzędu wielkości.

Ludzie [podobno] ewoluowali nadzy w podrównikowej Afryce, gdzie słońce świeci prosto na głowę przez większość roku i gdzie nasz gatunek musiał generować dziesiątki tysięcy jednostek witaminy D dziennie, mimo tego, że nasza skóra produkowała wysokie stężenie melaniny (ciemna pigmentacja) aby chronić jej głębsze warstwy. Nawet, gdy ludzie przenieśli się w obszary o klimacie umiarkowanym – gdzie nasza skóra szybko się rozjaśniła, żeby następowała szybsza produkcja witaminy D – pracowali na zewnątrz. Jednak, przez ostatnie 300 lat zaczęliśmy pracować w pomieszczeniach; przez ostatnie 100 – podróżować samochodami; w ciągu ostatnich kilku dekad zaczęliśmy używać kremów z filtrem i celowo unikać słońca. Wszystkie te rzeczy obniżają poziom witaminy D we krwi. Nieuniknionym wnioskiem jest więc to, że poziom witaminy D u współczesnych ludzi jest nie tylko niski – jest niebezpiecznie niski.

Około 2003 roku, po przestudiowaniu wszystkiego co mogłem znaleźć na temat witaminy D, zacząłem testować poziomy witaminy D u moich pacjentów i pouczać ich na temat jej niedoborów. Poziom właściwie u wszystkich z nich był niski, co nie jest dziwne z uwagi na to, że ciemnoskórzy żyjący w klimacie umiarkowanym niemalże zawsze mają niski poziom witaminy D. Tym bardziej, że moi pacjenci żyli w więzieniach, gdzie trudno o dostęp do słońca. Po zbadaniu, że moi pacjenci faktycznie mają niskie – niektórzy bardzo niskie – poziomy witaminy D we krwi, zacząłem ich o tym uczyć i oferować, że przepiszę im 2000 jednostek witaminy D na dzień – jest to górny limit wg amerykańskiego rządu.

Czy witamina D mogła być powodem, dla którego żaden z moich pacjentów nie dostał grypy? Przez ostatnie kilka lat, kilkadziesiąt badań medycznych zostało poświęconych deficytowi witaminy D u ludzi na całym świecie, szczególnie wśród czarnoskórych i u osób starszych – dwóch grup najbardziej narażonych na śmierć z powodu grypy. Rak, zawał, choroby serca, choroby układu immunologicznego, cukrzyca, nadciśnienie i kilka innych rzeczy zostało niedawno powiązanych z deficytem witaminy D. Czy możliwym jest, że grypa również?

Potem pomyślałem o trzech zagadkach, o których dowiedziałem się w szkole medycznej na Uniwersytecie Karoliny Północnej:

(1) mimo, że wirus grypy istnieje przez cały rok, grypa jest chorobą zimową;
(2) dzieci z krzywicą (powodowaną przez niedobór witaminy D) są dużo bardziej narażone na infekcje oddechowe;
(3) starsi ludzie w większości krajów dużo częściej umierają w zimie niż w lecie (nadmierna umieralność zimowa) i większość tej umieralności – mimo, że opisanej jako sercowa – spowodowana jest właśnie grypą.

Czy witamina D jest w stanie wytłumaczyć te trzy zagadki – zagadki, które stoją za setkami tysięcy zgonów każdego roku? Badania wykazują, że wirus grypy jest wśród ludzi przez cały rok; dlaczego więc jest to choroba okresu zimowego? Nawet przeziębienie wzięło swoją nazwę od faktu, że jest powszechne w zimie i raczej niespotykane w lato. Poziomy witaminy D w krwi są największe w lecie, ale najniższe w zimie – w sezonie zachorowań na przeziębienie i grypę. Czy tak proste wytłumaczenie może być słuszne?

Brytyjski badacz, dr R. Edgar Hope-Simpson, był pierwszym, który udokumentował najbardziej zagadkową cechę ataków grypy – ich zimową aktywność i letnią nieobecność. Teoretyzował, że działa tu nieznany czynnik sezonowy; czynnik, który może wpływać na naturalną odporność ludzi. Hope-Simpson był lekarzem pierwszego kontaktu, który został sławny w późnych latach 60. po tym, jak odkrył, czym wywoływany jest półpasiec. Brytyjskie władze nagrodziły go czym tylko mogły nie tylko dlatego, bo jego odkrycie było bardzo ważne, ale też dlatego, bo dokonał tego odkrycia sam, bez pomocy uniwersytetu i bez wykształcenia w kierunku epidemiologii (gałęzi medycyny zajmującej się wyszukiwaniem powodów chorób).

Po swoim badaniu na temat półpaśca, Hope-Simpson spędził resztę czasu pracy badając grypę. Doszedł do wniosku, że czynnik sezonowy faktycznie istnieje, i regularnie, przewidywalnie upośledza ludzką odporność w zimę, przywracając ją latem. Odkrył, że społeczności oddalone mocno pod względem długości geograficznej, ale w podobnej szerokości geograficznej, równocześnie zapadają na grypę. Odkrył, że epidemia grypy w Wielkiej Brytanii w XVIII i XIX wieku wystąpiła równocześnie w wyraźnie oddalonych od siebie społecznościach, zanim istniał współczesny transport mogący wytłumaczyć jej szybkie rozprzestrzenienie. Hope-Simpson doszedł więc do wniosku, że „czynnik sezonowy” wywoływał te epidemie. Cokolwiek to było, to był pewny, że „śmiertelne żniwo” grypy zostanie zebrane około zimowego przesilenia, które było ściśle związane z promieniowaniem słonecznym. Przewidział, że gdy już odkryjemy ten „sezonowy czynnik”, to „dostarczy nam to klucz do zrozumienia większości problemów związanych z grypą, które nas borykają”.

Hope-Simpson nie miał skąd wiedzieć, że witamina D ma duży wpływ na ludzką odporność, wiedzieć, że zwiększa ona produkcję szerokiego spektrum peptydów antydrobnoustrojowych – peptydów, które szybko radzą sobie z wirusem grypy. Dopiero ostatnio zrozumieliśmy, jak witamina D zwiększa produkcję peptydów antydrobnoustrojowych, jednocześnie powstrzymując układ immunologiczny przed wydzielaniem zbyt wielu komórek zapalnych – chemokin i cytokin – do zainfekowanej tkanki płucnej.

W 1918, gdy badacze medyczni przeprowadzali autopsje na części z tych pięćdziesięciu milionów ludzi, którzy zginęli w trakcie pandemii grypy w 1918, byli zdumieni, gdy odkryli zniszczone układy oddechowe; niektóre z cytokin wywołały całkowite zniszczenie zdrowych komórek nabłonkowych, wyścielających układ oddechowy. To tak, jakby ofiary grypy zostały zaatakowane i zabite przez własny układ odpornościowy. Jest to ciężka reakcja układu immunologicznego, którą – co wiemy od niedawna – jest w stanie powstrzymać witamina D.

Potem zrobiłem to, co lekarze robili od stuleci. Eksperymentowałem, najpierw na sobie a potem na mojej rodzinie, próbując różnych dawek witaminy D, żeby sprawdzić, czy ma to wpływ na wirusowe infekcje dróg oddechowych. Po tym, w związku z zainteresowaniem tematem, kilku z moich znajomych lekarzy zaczęło eksperymentować na sobie, biorąc dawkę farmakologiczną (2000 jednostek na dzień) witaminy D przez trzy dni od wystąpienia pierwszych symptomów grypy. Spytałem też wielu znajomych, którzy brali fizjologiczne dawki witaminy D (5000 jednostek na dzień w zimę, i mniej lub wcale w lato) czy zachorowali na przeziębienie lub grypę, i jeśli tak, to jak przebiegły infekcje. Upewniłem się, że fizjologiczne dawki witaminy D redukują liczbę przypadków infekcji dróg oddechowych, a farmakologiczne dawki znacznie polepszają rokowania niektórych infekcji dróg oddechowych, jeśli przyjmuje się je we wczesnym stadium choroby. Jednak wszystkie te obserwacje są na tyle osobiste, że mogą być stronnicze, więc nie są wartościowe z punktu widzenia nauki.

Podczas, gdy czekałem, aż szpital zbierze dane od wszystkich pacjentów biorących witaminę D w trakcie epidemii – żeby sprawdzić, czy faktycznie zmniejszyło to liczbę przypadków zachorowań na grypę – zdecydowałem się na dokładne przejrzenie wszystkiego, co mogę, jeśli chodzi o literaturę medyczną, szukając odpowiedzi na pytanie: czy witamina D rzeczywiście może mieć wpływ na zmniejszenie ryzyka zachorowania na grypę i inne wirusowe choroby dróg oddechowych. Pisałem tę pracę ponad rok, wraz z profesorem Edwardem Giovannucci z Harvardu, profesorem Reinholdem Vieth z uniwersytetu w Toronto, profesorem Michaelem Holick z uniwersytetu w Bostonie, profesorem Cedricem Garland z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, jak również doktorem Johnem Umhau z Narodowego Instytutu Zdrowia [USA], Sashą Madronich z Narodowego Centrum Badań Atmosfery, i doktorem Billem Grant w SUNARC (Centrum badań światła słonecznego, potrzeb odżywiania i zdrowia). Po wielu poprawkach, przekazaliśmy naszą pracę temu samemu powszechnie szanowanemu czasopismu, w którym dr Hope-Simpson opublikował większość swoich prac kilka dekad wcześniej.

Epidemiology and Infection (Epidemiologa i Infekcja), znane jako The Journal of Hygiene (Dziennik Higieny) w czasach Hope-Simpsona, opublikowało niedawno naszą pracę.

Redaktor, profesor Norman Noah, znał dr Hope-Simpsona i znacznie pomógł z pracą. W artykule opisaliśmy szczegółowo naszą teorię na temat tego, że witamina D jest dawno zapomnianym „czynnikiem sezonowym” Hope-Simpsona. Zasugerowaliśmy, że fluktuacje w poziomach witaminy D w ciągu roku tłumaczą sezonowość grypy. Okresowe, zależne od pory roku fluktuacje w 25-hydroksy-witaminie D, powodujące niedobór witaminy D w zimie, wystawiają populację ludzką na epidemie grypy. Zwróciliśmy uwagę na możliwość, że grypa może być symptomem niedoboru witaminy D w taki sam sposób, w jaki nietypowa forma zapalenia płuc (pneumocystoza, PCP) jest symptomem AIDS. A więc, uważamy, że George Bernard Shaw mógł mieć rację, gdy powiedział, że

„charakterystyczny mikrob choroby może być symptomem, a nie przyczyną”.

W tym artykule wnioskujemy, że witamina D tłumaczy 14 następujących obserwacji:

 

  1. Dlaczego grypa przewidywalnie występuje w miesiącach następujących po przesileniu zimowym, gdy poziomy witaminy D są najniższe,
  2. Dlaczego znika w miesiącach następujących po przesileniu letnim,
  3. Dlaczego grypa jest bardziej powszechna w tropikach w trakcie sezonu deszczowego,
  4. Dlaczego zimna i deszczowa pogoda związana z ENSO-El Nino Southern Oscillation (nieregularne, okresowe wariacje w prędkości wiatru i temperaturze powierzchni wody w okolicach wschodniej części Oceanu Spokojnego) – która sprawia, że ludzie rzadziej wychodzą z pomieszczeń a więc produkują mniej witaminy D – jest powiązana z grypą,
  5.  Dlaczego liczba zachorowań na grypę jest odwrotnie proporcjonalna do temperatury powietrza na zewnątrz,
  6. Dlaczego dzieci częściej wystawione na działanie promieni słonecznych rzadziej chorują na przeziębienie,
  7. Dlaczego tran z dorsza (zawierający witaminę D) zmniejsza liczbę wirusowych infekcji dróg oddechowych,
  8. Dlaczego rosyjscy badacze odkryli, że lampy UV-B produkujące witaminę D zmniejszyły liczbę zachorowań na przeziębienie i grypę wsród uczniów i pracowników,
  9. Dlaczego rosyjscy naukowcy odkryli, że wolontariusze, dobrowolnie zarażeni osłabionym wirusem grypy – najpierw w lecie, a potem ponownie w zimie – wykazują zupełnie inny przebieg choroby w różnych porach roku,
  10. Dlaczego osoby starsze żyjące w krajach o wysokim spożyciu witaminy D, takich jak Norwegia, rzadziej umierają w zimę,
  11. Dlaczego dzieci z deficytem witaminy D i krzywicą często cierpią na infekcje dróg oddechowych,
  12. Dlaczego lekarz obserwator (Rehman), który podawał wysokie dawki witaminy D dzieciom wciąż chorującym na przeziębienie i grypę, zauważył, że dzieci nagle przestały być chore,
  13. Dlaczego osoby starsze o wiele częściej umierają na zawał serca w zimę niż w lato,
  14. Dlaczego osoby czarnoskóre, z typowym dla nich niskim poziomem witaminy D we krwi, częściej umierają na grypę i zapalenie płuc niż biali ludzie.

 

Mimo, że nasz artykuł traktuje o możliwości, że fizjologiczne dawki witaminy D (5000 jednostek na dzień) mogą zapobiegać przeziębieniu i grypie, i że lekarze mogliby uznać farmakologiczne dawki witaminy D (2000 jednostek na kilogram masy ciała na dzień przez trzy dni) za pomocne w wyleczeniu części z tego miliona ludzi ginących co rok z powodu grypy, przypominamy, że jest to tylko teoria. Jak każda teoria, nasza teoria musi przetrwać próby obalenia surowo przeprowadzonymi eksperymentami naukowymi w dobrze kontrolowanych warunkach.

Jednak z racji tego, że deficyt witaminy D został wielokrotnie połączony z wieloma chorobami współczesnej cywilizacji, zwracamy uwagę na to, że nie jest za wcześnie, aby lekarze diagnozowali i odpowiednio leczyli niedobory witaminy D. Sugerujemy, żeby przyjmować wystarczająco dużo witaminy D dziennie, aby zachować poziom 25-hydroksy-witaminy D typowy dla poziomu występującego w lato (50 ng/ml). Dla wielu osób, takich jak czarnoskórzy i osoby starsze, będzie to oznaczało do 5000 jednostek dziennie w zimę i mniej (lub wcale) w lato, w zależności od ekspozycji na słońce w lato.

Autor: John J Cannell

 

Chcielibyśmy podziękować profesorowi Normanowi Noah z Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej, profesorowi Robertowi Scragg z Uniwersytetu Auckland i profesorowi Robertowi Heaney z Creighton University za przejrzenie tego tekstu i za wiele przydatnych porad.

— Dr. John Cannell, Atascadero State Hospital, 10333 El Camino Real, Atascadero, CA 93422, USA, 805 468-2061, jcannell@dmhash.state.ca.us
— Professor Reinhold Vieth, Mount Sinai Hospital, Pathology and Laboratory Medicine, Department of Medicine, Toronto, Ontario, Canada
— Dr. John Umhau, Laboratory of Clinical and Translational Studies, National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism, National Institutes of Health, Bethesda, MD
— Professor Michael Holick, Departments of Medicine and Physiology, Boston University School of Medicine, Boston, MA, USA
— Dr. Bill Grant, SUNARC, San Francisco, CA
— Dr. Sasha Madronich, Atmospheric Chemistry Division, National Center for Atmospheric Research, Boulder, CO, USA
— Professor Cedric Garland, Department of Family and Preventive Medicine, University of California San Diego, La Jolla, CA
— Professor Edward Giovannucci, Departments of Nutrition and Epidemiology, Harvard School of Public Health, Boston, MA

ŹródłoEpidemic Influenza And Vitamin D

 

Zobacz na: Niedobór witaminy D
Stosowanie witaminy D w praktyce klinicznej
Jak Twój organizm tworzy GcMAF
Badanie skuteczności szczepień przeciw grypie

 

Burza cytokinowa była również główną przyczyną zgonów w 1918 roku, w czasie pandemii grypy zwanej „hiszpanką”. Mniej ofiar było wśród osób ze zdrowym układem odpornościowym, dzięki zdolności tego układu do silniejszych reakcji immunologicznych, czyli prawdopodobnie zwiększania poziomu cytokin. Burza cytokinowa występuje także w ostrym zapaleniu trzustki. Cytokiny są integralne i uczestniczą we wszystkich aspektach kaskady prowadzącej do zespołu ogólnoustrojowej reakcji zapalnej oraz niewydolności wielonarządowej związanej z katastrofą brzuszną”. – Cytokine

Witamina D i jej dzienna produkcja na słońcu przez organizm.

%d bloggers like this: