Wiwisekcja z łaciny vivus – żywy, sectio – cięcie.

Wiwisekcja praktykowana rzekomo dla bezpieczeństwa ludzi niekoniecznie go daje! Wiwisekcja nie jest jednak tym samym, co eksperymentowanie na zwierzętach. Nieodłącznym składnikiem takich procedur jest bowiem interwencja chirurgiczna na żywym zwierzęciu bez intencji terapeutycznych.

 

Co roku na Zachodzie wydaje się ponad 150 miliardów euro na lekarstwa. Ponieważ każdy medykament musi uzyskać licencję po serii badań, koncerny farmaceutyczne przenoszą produkcję do krajów, gdzie łatwiej przeprowadzić testy i… nagiąć obowiązujące standardy. Oto film szukający odpowiedzi na pytanie, czy człowiek stał się królikiem doświadczalnym.

W sytuacji, gdy mieszkańcy krajów zachodnich coraz niechętnie uczestniczą w badaniach klinicznych, producenci leków przenoszą produkcję do Indii, Chin, państw Ameryki Łacińskiej oraz byłych demoludów. Rynek leków szczególnie dużym powodzeniem cieszy się w Indiach, gdzie wybudowano już liczne laboratoria. W tym wielkim kraju korupcja jest jednak wszechobecna, a przepisy nie należą do najsurowszych, więc organizacje pozarządowe zgłaszają uzasadnione wątpliwości co do przebiegu badań oraz wiarygodności ich wyników. Miejscowi poddający się testom są dosłownie królikami doświadczalnymi, ryzykując utratą zdrowia lub życia. Wraz z nimi w tym dziwnym eksperymencie uczestniczą także finalni konsumenci, którzy przyjmują nowe, dopiero wchodzące do sprzedaży leki.

W Polsce widać nie ma ani jednego działacza na rzecz praw człowieka, bo inaczej jak by polski(?) Minister (tfu!) Zdrowia mógł wydać rozporządzenie, w którym czytamy:

§ 3. W badaniach klinicznych z udziałem małoletnich należy uwzględnić poniższe grupy wiekowe:
1) noworodki urodzone przedwcześnie;
2) noworodki urodzone o czasie (od 0 do 27 dnia życia);
3) niemowlęta i małe dzieci (od 28 dnia życia do 23 miesiąca życia);

Źródło: Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 30 kwietnia 2004 r.

 

„Contregan – środek uspokajający, zanim został wycofany ze sprzedaży spowodował 100 tys. urodzeń kalekich dzieci i około 10 tys. poronień.
Mexaform – środek na przeczyszczenie powodował chorobę SMON – w Japonii 200 tys. ludzi utraciło wzrok i władzę w nogach. Thalidomid – 10 tys. narodzonych dzieci bez rąk i nóg.
Z tych samych powodów wycofano ze sprzedaży m.in. Zonax, Flenax, Osmosin, Flosint, Eroldin, Coren – każdy z tych leków spowodował poważne skutki uboczne i wypadki śmiertelne, mimo że przeszedł pomyślnie testy na zwierzętach i został dopuszczony do sprzedaży. Studia nad lekami firmy Pfizer wykazały, że skuteczność testów na zwierzętach równa jest 38%, czyli jest to podobna sytuacja jakby przy rosyjskiej ruletce.”

Czym jest wiwisekcja: pytania i odpowiedzi

Czym są badania na zwierzętach (lub wiwisekcja)?

Wiwisekcja jest terminem używanym do określenia wykorzystywania żywych zwierząt w badaniach naukowych i do testów. Zgodnie z prawem, każdy nowy lek lub środek chemiczny musi zostać przetestowany na zwierzętach, zanim trafi do sprzedaży.
Istnieje wiele poważnych dowodów na to, że wyniki eksperymentów na zwierzętach są niebezpiecznie mylne z powodu złego założenia metodologicznego, uznającego zwierzęta za biologicznie identyczne z ludźmi. Żaden gatunek zwierzęcia nie jest podobny do innego, a wszelka zgodność może być stwierdzona dopiero po fakcie.

Czy badania na zwierzętach są niebezpieczne dla ludzi?

Tak, z dwóch powodów:
1) pozwalają, by dopuszczone do obiegu substancje były testowane na ludziach bez pełnej wiedzy o szkodliwości ich działania, ponieważ, jak wykazano, badania na zwierzętach nie są rzetelne w odniesieniu do ludzi; każdy gatunek może reagować inaczej (nawet szczury i myszy, choć blisko spokrewnione, reagują różnie w 43% badań). W wyniku tego, choroby wywołane skutkami ubocznymi działania leków stanowią przyczynę jednej czwartej zgonów w krajach uprzemysłowionych;
2) istnieje ryzyko nie wprowadzenia na rynek substancji bardzo użytecznych dla ludzi, tylko dlatego, że będą toksyczne dla kilku gatunków zwierząt.

Dlaczego wiwisekcja jest karygodna?

Wiwisekcja jest karygodna z punktu widzenia etyki, jako ekstremalny przykład antropocentrycznego i dominacyjnego zachowania ludzi (zakładającego wyższość człowieka nad innymi gatunkami). Jest rażąco szkodliwa, krzywdząca i sprzeczna z podstawowymi prawami innych, czujących istot. Wiwisekcja jest zbrodnią, bez względu na to, jakich argumentów używa się, by ją usprawiedliwić. Czy jako działanie dla „dobra ludzkości” czy, co niestety często jest powodem, dla zysku.

Dlaczego nadal prowadzone są badania na zwierzętach?

Prawo wymaga badań na zwierzętach. Z jednej strony – z powodu obojętności i charakterystycznego oporu wobec zmian społecznych, z drugiej – z powodu powiązań z wielkimi pieniędzmi i instytucjami. Nie chodzi tylko o wykorzystanie zwierząt. Badania na nich to idealny środek do robienia kariery naukowej i publikowania artykułów w pismach naukowych. Ale przede wszystkim, to bardzo użyteczny sposób na dostarczanie przemysłowi wyników badań gwarantujących dochody:
1) badania na zwierzętach to pretekst dla dokonywania eksperymentów na ludziach (to ludzie stają się królikami doświadczalnymi, na których testuje się nowe produkty);
2) badania na zwierzętach pozwalają producentom na pozyskiwanie pożądanych wyników (wystarczy wybrać odpowiedni gatunek zwierzęcia);
3) to daje producentom możliwość przejścia do testów klinicznych na ludziach, pod płaszczykiem „bezpieczeństwa”, skoro „przeprowadzono wszystkie testy na zwierzętach”; w razie tragedii, spowodowanej złym działaniem leków, można stwierdzić, że testy na zwierzętach nie zawsze są wiarygodne, dzięki czemu firmy, zasłaniając się odpowiedzialnością zbiorową, nie ponoszą odpowiedzialności.

Statystyki:

• Na całym świecie rocznie zabija się w laboratoriach około 500 milionów zwierząt. Trudno o dokładne liczby, tak samo jak o pozyskanie zdjęć, czy nagrań. Wszystko odbywa się w atmosferze tajemnicy, za zamkniętymi drzwiami laboratoriów.

• Około 60% zwierząt używane jest do testowania leków, pozostałe są wykorzystywane w badaniach medycznych (studium choroby), testach kosmetyków, badaniach chorób psychicznych, badaniach wojskowych i do nauczania. Testy toksykologiczne są częścią wszystkich z wymienionych kategorii i stanowią około 75% wszystkich badań na zwierzętach. 60% eksperymentów przeprowadzane jest w prywatnych laboratoriach, 33% na uczelniach medycznych i uniwersytetach, a pozostałe 7% w instytucjach publicznych.

• Zwierzęta mają przecinane struny głosowe, są trute, podpalane, oślepiane, głodzone, okaleczane, zamrażane, mają wycinane części mózgu, są poddawane wstrząsom elektrycznym i zarażane wirusami, które w normalnych warunkach nie atakują zwierząt. 70% eksperymentów przeprowadzane jest bez żadnych znieczuleń, a 30% jedynie w znieczuleniu miejscowym.

Jakie jest obecnie stanowisko naukowców i społeczeństwa?

Od kilku lat coraz więcej badaczy z różnych dziedzin potępia badania na zwierzętach jako błędne i niebezpieczne – ich głos jest wystarczająco głośny, by pomóc położyć kres badaniom na zwierzętach.
Oto kilka przykładów:
1) W Stanach Zjednoczonych Krajowa Rada Naukowo-Badawcza (NRC) ogłosiła „radykalną zmianę” przewidującą stopniowe porzucenie testów na zwierzętach, uznawanych za mało rzetelne;
2) Prestiżowe wydawnictwa jak New Scientist, Nature, British Medical Journal i Scientific American, coraz częściej udostępniają łamy przeciwnikom badań na zwierzętach;
3) Dokument końcowy „VII Światowego Kongresu Alternatyw i Wykorzystania Zwierząt w Nauce” zapowiedział koniec badań na zwierzętach w świetle dostępu do nowych metod, pozwalających na otrzymanie bardziej rzetelnych, całościowych i szybszych wyników, które przy okazji są o wiele tańsze.
Nie tylko środowisko naukowców potępia te badania, nie sposób nie dodać, że 86% Europejczyków jest przeciwna testom na zwierzętach (Eurostat 2006).

Czy jesteśmy bliscy zakazania wiwisekcji w Europie?

Mimo społecznego wsparcia, ruch sprzeciwu wobec wiwisekcji doznał gorzkiej porażki w Europie. 8 sierpnia 2010 roku zatwierdzono dyrektywę o badaniach na zwierzętach, zmieniającą dyrektywę Rady 86/609/EWG. Jest ona jeszcze gorsza.
Nowa dyrektywa nie tylko otwiera drogę do metod nie-zwierzęcych. Pokłada też większe zaufanie w wynikach testów na zwierzętach, co jest wyraźnym krokiem wstecz w kwestiach praw zwierząt, ochrony zdrowia ludzkiego i postępu naukowego.
Z naszego przerażenia dyrektywą i pragnienia stworzenia prawa odpowiadającego woli i działającego na korzyść obywateli Unii Europejskiej, zrodziła się Inicjatywa STOP VIVISECTION.

Źródło: http://www.stopvivisection.eu/pl/content/czym-jest-wiwisekcja-pytania-i-odpowiedzi

Niewłaściwy lek – ludzki koszt badań na zwierzętach (polskie tłumaczenie transkryptu z filmu „Bad medicine”)

Film ten mówi o eksperymentach na zwierzętach. Ci, którzy zatwierdzają, praktykują i ciągną zyski z wiwisekcji woleliby byście go nie oglądali…

Według własnych szacunków rządu brytyjskiego, każdego roku w Wielkiej Brytanii niemal 3 000 000 zwierząt poddaje się truciu, chirurgicznym okaleczeniom, doprowadzaniu do obłędu, oparzeniom, napromieniowaniu, głodzeniu, rażeniu prądem i trzymaniu w osamotnieniu przez długi czas dla „eksperymentów”, których większość ludzi nie byłaby w stanie wymyśleć. W taki sposób używa zwierząt przemysł farmaceutyczny i chemiczny, uniwersytety i prywatne placówki badawcze, jak również wojsko do testowania nowej broni – tak konwencjonalnej, jak i nuklearnej bądź biologicznej. Choć najczęściej używanymi są szczury i myszy, to także małpy, koty, psy, ptaki, ryby, konie, zwierzęta hodowlane oraz inne gatunki używane są rutynowo.

To właśnie tajny świat wiwisekcji. Termin ten oznacza dosłownie cięcie żywych zwierząt, choć obecnie określa się nim wszelkie badania przeprowadzane na żywych zwierzętach. Zwierząt używa się do badań rzekomo mających pomóc wynaleźć leki czy metody kuracji ludzkich schorzeń, bądź też dla zapewnienia bezpieczeństwa w testowaniu leków, chemikaliów domowych i przemysłowych, kosmetyków oraz innych substancji, mogących zagrażać ludzkiemu zdrowiu. Jest to olbrzymi przemysł na skalę światową, corocznie powodujący cierpienia i śmierć niezliczonych milionów zwierząt.

ARGUMENTY MORALNE

Dla wielu ludzi główny zarzut przeciwko wiwisekcji jest prosty: torturowanie i mordowanie zwierząt jest niemoralne, a w idealnym świecie nie miałoby to miejsca. Jednakże ci, którzy wiwisekcję popierają, wyznają inny rodzaj moralności; takiej, która twierdzi, iż jeśli jakiś gatunek bądź rasa uważa się za wyższą od innych, to jest to już wystarczający powód by użyć „istoty niższe” tak, jak tylko jej się podoba.
Jakkolwiek, nieszczęśliwym faktem jest, iż wielu ludzi dających się ponieść bezwzględnej propagandzie mediów będących pod przemożnym wpływem przemysłu trwa w przekonaniu, że poprzez testowanie na zwierzętach można rozwiązać problem chorób nękających ludzkość oraz, że cały ten spór to konflikt praw ludzi z prawami zwierząt. Niestety, faktem jest, iż ci, którzy ciągną zyski z wiwisekcji bardzo cieszą się z hasła „prawa zwierząt”, dobrze bowiem wiedzą, że nie zagraża ono istnieniu wiwisekcji, gdyż absolutna większość ludzi zawsze ceni ludzi wyżej niż zwierzęta. Typowym jest pytanie obrońców wiwisekcji: „Cóż jest ważniejsze, zdrowie chorych dzieci, czy życie kilku brudnych szczurów laboratoryjnych?” Dla większości osób na tym kończy się dyskusja. Prawdziwy ruch antywiwisekcyjny nie daje się wciągnąć w tego typu niekończące się debaty moralne, gdyż dobrze zna prawdziwie naukowe, medyczne, środowiskowe oraz ekonomiczne argumenty przeciwko wiwisekcji. Argumenty, które gdyby powszechnie były znane, rychło doprowadziłyby do zupełnego jej zniesienia. Nie daje się też wciągnąć w dyskusje o „alternatywach” badań na zwierzętach, nie ma bowiem „alternatywy” wobec czegoś tak od podstaw bezużytecznego i zwodniczego jak wiwisekcja. Jedyną słuszną „alternatywą” jest zupełne zniesienie wiwisekcji i zastąpienie jej rzetelnymi metodami badawczymi, których nijak porównać nie można z oszustwami eksperymentów zwierzęcych.

PO CO NAM WIWISEKCJA – ukrywanie i oszustwa

Przetrwanie wiwisekcji od ponad 100 lat i jej rozrost do potężnego przemysłu obecnie wynika z dwóch zasadniczych czynników: tajemniczości i kłamstwa. Jeśli więc wiwsekcja jest tak pożyteczną, humanitarną praktyką, jak bezustannie się nas zapewnia i dokonywana jest przez troskliwe osoby o czysto altruistycznych motywacjach, to dlaczego ich praktyki otacza mur tajemnicy i kłamstw, dzięki któremu większość ludzi celowo pozostawia się w nieświadomości tego, co dzieje się w ich imieniu i za ich pieniądze? Przeciwników wiwisekcji oskarża się często o sprzeciwianie się postępowi medycyny.
W rzeczywistości jednak wielu tych, którzy przemawiają przeciwko wiwisekcji czyni to wiedząc, iż wiwisekcja jest zarówno niewybaczalnie okrutna wobec zwierząt, jak też zwodnicza i ryzykowna wobec zdrowia ludzi. Doprawdy, wewnątrz samej medycyny rozwija się ruch pośród lekarzy i naukowców gotowych przemawiać przeciwko badaniom na zwierzętach, a grupy lekarzy przeciwnych wiwisekcji istnieją już w licznych krajach, jak np. Lekarze i Prawnicy Medycyny Odpowiedzialnej w Wlk. Brytanii. Faktycznie, historia pracowników medycyny przeciwnych badaniom na zwierzętach jest długa.
Sondaż na zlecenie Europejczyków dla Postępu Medycznego (Europeans for Medical Progress), przeprowadzony na 500 lekarzach ogólnych w sierpniu 2004 roku
wykazał szokujący poziom nieufności wobec wyników badań na zwierzętach, gdzie 82% było zaniepokojonych tym, że dane zwierzęce są mylące w odniesieniu do ludzi, a 83% poparło konieczność niezależnych naukowych ocen zgodności badań na zwierzętach z badaniami klinicznymi. Dr Monheim Fadali: „Cóż, dla dobra nauk medycznych zgadzam się, że wiwisekcję czy zwierzęce eksperymenty winno się powstrzymać a jest ku temu wiele przyczyn. Najważniejszą z nich jest po prostu ich zwodniczość. Świadczy o tym zarówno przeszłość jak i teraźniejszość. Zwierzęta są wyjątkowe w swym rodzaju, jak każda stworzona istota, lecz nie są identyczne ludzkiemu modelowi, są inne. Wielkie osiągnięcia, dzięki którym jesteśmy tu, gdzie jesteśmy nie są zawdzięczane zwierzęcym eksperymentom. Po prostu! Wierzę niewzruszenie, iż eksperymentowanie na zwierzętach wiedzie nieuchronnie do eksperymentowania na ludziach, czyli tego, czego właśnie chcemy uniknąć. W celu wyeliminowania wiwisekcji najlepszym sposobem będzie oświata nas samych, naszych rodzin, przyjaciół, kolegów w pracy, naszego otoczenia, świata zewnętrznego. Wszyscy oni powinni poznać fakty takimi jakimi one są. W pełni zgadzam się aby znieść badania na zwierzętach i wiwisekcję z powodów, które właśnie wymieniłem.”

DLACZEGO WIWISEKCJ A SIĘ NIE SPRAWDZA

Wnikliwe badania faktów nie popierają tych, którzy twierdzą, jakoby badania zwierzęce były „złem koniecznym”. W rzeczywistości nie chodzi o wybór pomiędzy dziećmi człowieka czy psami, jakby rzecznicy wiwisekcji chcieli byśmy wierzyli, lecz po prostu o wybór pomiędzy nauką prawdziwą, a fałszywą. Nie trzeba być ekspertem by uświadomić sobie, iż wiwisekcja jest, jak ją opisuje były wiwisektor i autor pozycji „Wiwisekcja albo nauka”, prof. Pietro Croce, błędem metodologicznym, który zwiódł medycynę na bezdroża i który ostatecznie nie może być pożyteczny dla ludzi. Przyczyny tego są fundamentalne. Przetrwanie wiwisekcji opiera się na trzech podstawowych argumentach:
Po pierwsze, że możliwym jest odtworzyć w zwierzęciu chorobę, która normalnie występuje u człowieka, co wiwisekcjoniści określają jako „model zwierzęcy” choroby ludzkiej. To, jakkolwiek, jest niemożliwe. Schorzenia sztucznie wywołane u zwierząt nie mają nic wspólnego z naturalnie występującymi chorobami ludzkimi, powstającymi u ludzi spontanicznie, pod wpływem różnorodności nieznanych czasem czynników, choć wiemy przecież, iż wystawienie na pewne czynniki otoczenia oraz niezdrowy styl życia przez wiele lat, odpowiedzialne są za wiele chorób dotykających ludzkość. Wiwisektorzy częstokroć mawiają o tworzeniu „podobnej” choroby, jednak w świecie prawdziwej nauki słowo „podobna” nie ma sensu.
Drugim fałszywym stwierdzeniem obrońców wiwisekcji jest to, że możliwym jest poznanie ludzkiego ciała i jego funkcji badając zwierzęta. Dla przykładu, wiwisektorzy usiłują dowiedzieć się więcej na temat ludzkiego systemu obronnego, naturalnie wbudowanego, chroniącego nas przed chorobami, eksperymentując na zwierzętach. Jednakże systemy obronne zwierząt są odmienne od ludzkiego.
Psy mogą bez szkody pić brudną wodę z kałuż, a koty mogą się myć zlizując brud ze swego ciała, zaś szczury mają się świetnie w brudzie kanałów ściekowych. Lecz nie tylko system obronny ludzi różni się od zwierzęcych, gdyż podobnie jest z układem krążenia. Budowa naszej skóry i oczu, mięśni i kości jest również inna. Jesteśmy też inni społecznie i mamy odmienne potrzeby żywieniowe. Wszystkie gatunki różnią się genetycznie.
Trzecim fałszywym twierdzeniem jest jakoby możliwe było przewidzenie ludzkiej reakcji na leki i inne substancje chemiczne testując je na zwierzętach. Zwierzęta nie potrafią w żaden sposób przewidzieć reakcji ludzi na leki z powodu różnic w sposobie, w jaki każdy gatunek zareaguje na nie oraz innych prędkości usuwania ich z organizmu. W Zjednoczonym Królestwie wszelkie leki są wpierw próbowane na zwierzętach, zanim poda się je ludziom. Konsekwencją tego jest to, iż gazety niemal codziennie donoszą o wycofywaniu leków jednego po drugim na skutek szkód wywołanych u ludzi, okropnych efektów ubocznych, obrażeń i śmierci.

KOSZTA WIWISEKCJI PONOSZONE PRZEZ LUDZI

W roku 2004 prasa doniosła, że leki na receptę były przyczyną 10 000 zgonów w Zjednoczonym Królestwie rocznie, a w roku 2006, że aż 250 000 osób rocznie hospitalizuje się w Wlk. Brytanii z powodu zapisywanych im leków co kosztuje ok. 466 000 000 funtów (niemal 3 miliardy zlotych). Nie trzeba dodawać, że wszystkie te leki przeszły liczne testy na zwierzętach. Również wysoce poważane publikacje, jak np. British Medical Journal, Journal of the American Medical Association oraz New Scientist donosiły, że zapisane na receptę, przetestowane na zwierzętach leki są trzecią co do wielkości w Stanach Zjednoczonych i czwartą w Wlk. Brytaniii, przyczyną zgonów. Jednym z ostatnich przykładów leków testowanych na zwierzętach, które wywołały szkody na ludzkim zdrowiu jest „Vioxx”, produkowany przez firmę farmaceutyczną Merck&Co i przepisywany jako lek m.in. przeciwko artretyzmowi. W testach zwierzęcych wykazał się zarówno jako skuteczny jak i bezpieczny, a jednak podejrzewa się go o wywołanie 140 000 wylewów i ataków serca u ludzi, zanim został wycofany. Było jeszcze bardzo wiele innych leków, które wpierw zatwierdzono jako bezpieczne w testach zwierzęcych, a następnie zabiły one bądź zaszkodziły ludziom. Niektóre badania wykazały, że liczba zgonów na skutek przepisanych leków może w Zjednoczonym Królestwie znacznie przewyższać 10 000 rocznie. Można się tylko domyślać ilu ludzi już zmarło niepotrzebnie a ilu jeszcze będzie umierać, ponieważ zawierzono tej fałszywej metodologii, jaką jest wiwisekcja.
W roku 2006 wiele mówiło się o sześciu osobach cierpiących na wielorakie niedomagania organów przy testowaniu nowego leku, TGN 1412. Testowano go na szczurach i małpach, i uznano bezpiecznym w dawkach 100-krotnie większych, niż te, podane ludziom. Oczywiście fakt, iż leki, po badaniach na zwierzętach, przejść muszą jeszcze testy kliniczne dowodzi sam przez się, że testy zwierzęce nie gwarantują bezpieczeństwa, zatem ostatecznie rolę „królików doświadczalnych” pełnią i tak ludzie. Zamysłem testowania bezpieczeństwa leków i innych chemikaliów na zwierzętach jest zapewnienie sobie alibi w razie, gdyby uszkodziły one bądź zabiły istoty ludzkie. Można wtedy powiedzieć, że wszelkie wymagane testy bezpieczeństwa zostały wykonane i w ten sposób zabezpieczyć firmy farmaceutyczne przed konsekwencjami prawnymi. Testy na zwierzętach robi się aby zabezpieczyć się przed odpowiedzialnością, a nie dla bezpieczeństwa leku. Dowodem tego jest fakt, iż substancje szkodliwe dla zwierząt nadal wprowadza się na rynek. Przyczyna tego jest prosta: testy zwierzęce są bez znaczenia w odniesieniu do ludzkiego zdrowia. Zwierzęta reagują inaczej niż ludzie i, doprawdy, inaczej niż inne zwierzęta na leki czy inne substancje. Co więcej, mogą istnieć ogromne różnice w sposobie, w jaki członkowie tego samego gatunku reagować mogą na daną substancję w zależności od wieku bądź płci. To, co bezpieczne dla dorosłego może być niebezpieczne dla dziecka, a to, co bezpieczne dla mężczyzn, może być niebezpieczne dla kobiet. Jakże zatem wielkie różnice muszą być w reakcjach na leki pomiędzy członkami różnych gatunków.
Profesor Croce mówi: „Grzyb amanita, zabójczy dla ludzi, jest przysmakiem królików. Cytryny podane kotom zabiją je, podobnie jak i zwykła aspiryna. Kwas pruski, którego zapach może zabić człowieka, wzmaga apetyt u ropuch i owiec. Strychnina nie ma żadnego wpływu na świnki morskie, kurczaki, ani małpy. Arszenik, skuteczny morderca, bywa tolerowany w znacznych ilościach przez owce. Witamina C nieodzowna jest dla ludzi, jeśli jednak usunąć ją z diety psów, kotów czy szczurów, pozostaną one zdrowe, gdyż ich organizmy wytworzą własną witaminę C. Lista ta jest bardzo długa.”
Na przełomie lat 50 i 60 ok. 10 000 dzieci urodziło się z wadami wrodzonymi. Odpowiedzialnym za tę katastrofę jest lek „Talidomid”, zapisywany kobietom w przypadkach mdłości w początkowym stadium ciąży, testowany dla pewności na zwierzętach. W miarę gromadzenia się doniesień o deformacjach wiwisektorzy powrócili do swych pracowni usiłując wywołać podobne zniekształcenia u myszy. Ponieważ zniekształceń tych nie osiągnięto, zapewnienia o nieszkodliwości leku porozsyłano do tysięcy lekarzy. Dopiero gdy już niemożliwe było dłużej wątpić w prawdziwą naturę tego leku został on wycofany ze sprzedaży. Podczas ciągnącego się procesu sądowego producentów owego leku w roku 1970, wielu świadków (wszyscy wiwisektorzy) oświadczało pod przysięgą, iż rezultaty zwierzęcych eksperymentów nie są nigdy wiarygodne w odniesieniu do ludzi. Faktycznie, producenci uniknęli odpowiedzialności karnej broniąc się tym, że wyniki takich doświadczeń są bezwartościowe. A ten właśnie argument powinien zakończyć zwierzęce eksperymenty raz na zawsze. Jednym z tych ekspertów podczas rozprawy był laureat Nagrody Nobla, Sir Ernst Boris Chain, który był współodkrywcą antybakteryjnego działania penicyliny. Według protokołu sądowego, 2 lutego 1970 r. stwierdził: „Żadne doświadczanie środka medycznego przeprowadzane na zwierzętach, nawet jeśli dokonane na wielu różnych gatunkach zwierząt, włączając naczelne i we wszystkich możliwych warunkach, nie jest w stanie zagwarantować, iż medykament ów tak przetestowany zachowa się tak samo u człowieka, ponieważ pod wieloma względami człowiek nie jest taki sam jak zwierzę.”
Pro-wiwisekcjoniści użyli tragedii Talidomid’u aby „udowodnić”, że potrzebnych jest jeszcze więcej testów zwierzęcych, jako że badania wad wrodzonych nie były ustawowo wymagane przed sprawą Talidomid’u.
Jakkolwiek prawdą jest tu to, iż testy na zwierzętach właściwie opóźniły wycofanie leku oraz, że późniejsze badania na zwierzętach wykazały, iż niemal niemożliwe było wywołanie takich deformacji u zwierząt laboratoryjnych, włączając przeróżne odmiany myszy, królików, psów, chomików, naczelnych, kotów, pancerników, świnek morskich, świń czy tchórzy. Zaledwie u jednej czy dwu szczególnie rzadkich odmian królika i sporadycznie naczelnych udało się wywołać deformacje a i to dopiero wtedy, gdy lek podano w olbrzymich dawkach.
Mat Fraser, aktor: „Zawsze zadziwiają mnie ludzie usiłujący udowadniać, że więcej eksperymentów zwierzęcych zapobiegłoby „talidomidowi”. Nie zapobiegłyby. Oto co się wydarzyło: Urodziło się wiele dzieci, takich jak ja i zaczęto przeprowadzać niezliczone testy na przeróżnych gatunkach zwierząt, z których niemal u żadnego nie wystąpiły objawy chorobowe takie jak u ludzi. Aż w końcu odkryto, że białe króliki nowozelandzkie również wydały zdeformowane potomstwo, ale to dopiero wtedy, gdy podawano im absurdalnie zawyżone dawki leku. Zatem lek wszedłby na rynek jakkolwiek, nawet jeśliby wiedziano o efektach u białych królików nowozelandzkich, ponieważ absolutna większość pozostałych gatunków nie doznała powikłań od tego leku. Czasopismo Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego (JAMA) w 1975 roku stwierdziło: „Ustalono, że człowiek jest 60-krotnie wrażliwszy na „talidomid” aniżeli mysz, 100-krotnie niż szczur, 200-krotnie niż pies i 700 razy wrażliwszy niż chomik!”
A przecież są to gatunki bardzo popularne jako zwierzęta doświadczalne. Zatem wniosek z tego jest taki: Jeśli dziś „talidomid” miałby być promowany przez naukowców do wprowadzenia na rynek, masa dowodów na podstawie badań na zwierzętach miałaby sugerować, że oczywiście, „talidomid” jest doskonale bezpieczny w użyciu!
Od czasów „talidomidu” wszelkie leki i inne chemikalia trafiające w końcu do środowiska testowano na zwierzętach w zamiarze uniknięcia wad wrodzonych u ludzi. W następstwie tych wzmożonych testów zwierzęcych, w ciągu 5 lat do roku 2002, wady urodzeniowe wzrosły o 50% tak, iż co szesnaste dziecko rodzi się z wadami, jak informuje Fundacja ds. Wad Wrodzonych (Birth Defects Foundation).
Postęp medycyny został również opóźniony na wiele lat z powodu polegania na badaniach na zwierzętach, np. wprowadzenie penicyliny, którą pierwotnie uważno za szkodliwą na podstawie badań na świnkach morskich, którym ona szkodzi.
„Na szczęście użyliśmy myszy na początku testów toksykologicznych, bo gdybyśmy zaczęli od świnek morskich, uznalibyśmy penicylinę za trującą.” – Sir Howard Florey, współlaureat Nagrody Nobla wraz z Fleming’iem i Chain’em za odkrycie penicyliny.
Równoczenie mylące badania na zwierzętach często okazywały się niebezpieczne dla ludzkiego zdrowia jeszcze na inne sposoby, jak na przykład niebezpieczeństwa wynikające z palenia tytoniu, które opóźnione zostały na skutek zwodniczych wyników testów na zwierzętach.
Ci, którzy bronią zwierzęcych eksperymentów wmawiają nam, że dzięki szczepionkom pozbyliśmy się chorób zakaźnych, i w ten sposób mamy potężny dług wdzięczności wobec roli zwierząt w tym rozwoju. W rzeczywistości to nie szczepionki przyczyniły się do zaniku chorób zakaźnych a w znacznym stopniu polepszenie się warunków socjalnych, mieszkalnych, sanitarnych i żywieniowych. Jak widać na niniejszych wykresach, choroby były już w stanie znacznego zaniku, a w niektórych przypadkach już nie istniały, zanim wprowadzono szczepienia. Sugestia wiwisekcjonistów, jakoby szczepionki pochodzące z doświadczeń na zwierzętach były powodem zaniku chorób zakaźnych, jest po prostu nieprawdą. Co więcej, istnieją dowody sugerujące, że szczepienia mogą być odpowiedzialne za światowe epidemie chorób układu obronnego i chorób autoagresywnych, jak np.: zapalenie mózgu, autyzm, astma, padaczka, stwardnenie rozsiane, chroniczne zmęczenie mięśni i mózgu, cukrzyca, zapalenie opon mózgowych, nagły zgon niemowląt, problemy z nauką i zachowaniem, przemoc społeczna i przestępczość.
Troskliwym rodzicom zaleca się lepsze poznanie tego zagadnienia zanim zdecydują się czy będą szczepić swoje dzieci. Istnieją też liczne dobre miejsca internetowe i książki na ten temat, jak np. godna polecenia książka Neil’a Z. Miller’a „Szczepionki – czy rzeczywiście bezpieczne i skuteczne?”
„Mówi nam się, że cukrzycy zawdzięczają życie badaniom na zwierzętach”. Dr Tony Page mówi: „Jeśli idzie o eksperymenty na zwierzętach i badania nad cukrzycą, to kluczową rzeczą, o której należy pamiętać, jest złota zasada wiwisekcji: „Żadnych wyników badań na zwierzętach nie można przekładać na istoty ludzkie, gdyż istnieje nazbyt wiele nieprzewidywalnych różnic fizjologicznych.” Kiedy to Banting i Best przeprowadzali swoje niesamowicie okrutne doświadczenia na psach we wczesnych latach dwudziestych, udało im się wytworzyć formę insuliny, która okazała się być szkodliwą dla pierwszego człowieka, który jej zażył, 14-latka, Leonarda Thompsona. Obrażeń jakich doznał nie przewidziano w eksperymentach na zwierzętach. Faktycznie, podstawową wiedzę na temat cukrzycy zdobyto dopiero poprzez badania na ludziach, a nie na zwierzętach. Eksperymentowanie na zwierzętach nie jest w stanie dostarczyć rzetelnych i niezawodnych wyników godnych zastosowania w badaniach zdrowia ludzkiego. Nie mogło ani przed stu laty, ani też dziś. Praktyki te są zarówno moralnie, jak i medycznie bezwartościowe, winny przeto zostać zatrzymane. I to natychmiast! Badania nad chorobą AIDS winne są śmierci wielu tysięcy zwierząt laboratoryjnych, w tym niezliczonych z rodzaju naczelnych. A jednak zupełną niemożliwością było zarażenie szympansów, najbliższych nam naczelnych, przy użyciu HIV – wirusa ponoć wywołującego AIDS, a poszukiwania leku to kosztowne i bezskuteczne przedsięwzięcie. Co więcej, istnieje cała masa dowodów sugerujących brak choćby jednej pojedynczej przyczyny AIDS i że nie ma dowodu na istnienie choćby jednego odpowiedzialnego wirusa, a w rzeczywistości przyczyną jest połączenie mnóstwa różnych chorób i czynników oczywiście coś, co nie byłoby w interesie tych, którzy zarabiają gigantyczne sumy pieniędzy na badaniach nad szczepionką przeciwko AIDS. Lecz nie tylko farmaceutyki niszczą ludzkie zdrowie. Setki tysięcy kombinacji medycznych, przemysłowych, wojskowych i rolniczych trucizn syntetycznych znajdują się w powietrzu, glebie, wodzie oraz żywności, trując i zabijając zarówno ludzi, zwierzęta, jak i środowisko. Wiele z tych chemikaliów weszło na rynki dzięki fałszowanym testom bezpieczeństwa i sprawności, dokonywanym na zwierzętach.
Proceder wiwisekcji dosłownie odbywa sie kosztem całej naszej Ziemi.

STAN NASZEGO ZDROWIA

W 1950 roku koszt utrzymania służby zdrowia wynosił w Wlk. Brytanii ok. 350 mln funtów. Wziąwszy poprawkę na spadek wartości pieniądza po 55 latach, wyniósłby on dziś 6,5 mld funtów.
Jest to mniej więcej 1/12 tego, co zużywa się obecnie – ponad 76 mld funtów (niemal 1 bilion zl) rocznie!
Ze wzrostem zachorowalności i wydatków na służbę zdrowia, ekonomiczne załamanie jest zaledwie kwestią czasu. Mimo dziesięcioleci badań na zwierzętach, kosztem miliardów funtów i życia miliardów zwierząt, ludzkie zdrowie wciąż się pogarsza pomimo, a raczej z powodu, fanatycznej wiary w badania i testy na zwierzętach. Ukazują to niektóre dane rządowe:
45% (i nadal rośnie) dorosłych zmaga się z chronicznymi niedomaganiami bądź inwalidztwem, liczba ta wzrasta do 60% u osób powyżej 65 roku życia, 1/6 dzieci poniżej 5 lat, 1/5 do 16 lat, 1/4 ludzi w wieku od 16 do 44 lat. Ogólnie około połowa populacji cierpi na przewlekłe choroby. Obejmują one raka, cukrzycę, artretyzm, alergie, problemy oddechowe, kłopoty trawienne, choroby umysłowe, choroby serca i jeszcze wiele innych. Mamy obecnie znacznie ponad 30 000 chorób, a liczba ta ciągle wzrasta. Równocześnie służba zdrowia w Zjedn. Królestwie wypisuje około miliarda recept rocznie, a 22 000 000 ludzi jest na receptach „stałych”.
Od czasów amerykańskiej wojny z rakiem w latach 70, opartej głównie na badaniach na zwierzętach, choroba „eksplodowała”. W krajach zachodnich gnębi już ona ok.40% ludności, zaś Światowa Organizacja Zdrowia przepowiada, iż około roku 2020 rak ogarnie 50% ludności świata.
W latach 70 po przeanalizowaniu sytuacji dotyczącej raka w badaniach Houston-Null stwierdzono: „Rozwiązanie problemu raka oznaczałoby wstrzymanie programów badawczych,
przestarzenie się umiejętności, zakończenie marzeń o osobistej chwale. Zwycięstwo nad rakiem wysuszyłoby źródła datków na badania udzielanych dla uwiecznienia osobistej sławy.
Śmiertelnie zagroziłoby obecnym, dobrze ustawionym instytucjom klinicznym, czyniąc przestarzałymi i bezużytecznymi ich kosztowne terapie chirurgiczne, radiologiczne i chemiczne, w które zainwestowano tak olbrzymie pieniądze, wykształcenie i sprzęt.”
Zaś w odniesieniu do terapii niekonwencjonalnych:
„Nie wolno wierzyć nowej terapii, trzeba jej zaprzeczać, zniechęcać do niej i za wszelką cenę zabraniać, bez względu na aktualne wyniki testów, a najlepiej w ogóle bez testowania.”
Pat Rattigan, autor „Rakowy biznes” twierdzi: „Fundusz Badań Nad Rakiem oraz Akcja Badań Raka miały już w sumie ok. 170 lat gromadzenia funduszy zanim się połączyli i zaczęli działać jako Badania Nad Rakiem w Zjednoczonym Królestwie. Gdy zaczynali, rak był rzadką chorobą. Plaga raka narastała wraz z zalewaniem świata syntetykami, tysiącami chemikaliów medycznych, przemysłowych i rolnych, które wypłynęły na rynek z tego samego kanału: przez testy bezpieczeństwa dokonywane na zwierzętach.”
Na całym świecie mężczyzna, kobieta, dziecko, ptak, ryba, kot, pies, rzeki, jeziora, drzewa, całe obszary planety są zabijane i niszczone przez ten potop.
Fundusz Badań Nad Rakiem wydał oświadczenie: „Jednym z największych mitów ostatnich lat jest to, iż epidemia raka powodowana jest wystawianiem się na działanie promieniowania, zanieczyszczeń, środków ochrony roślin i dodatków do żywności.”
W minionym tygodniu jeszcze jedna instytucja badawcza wskazała na grupę chemikaliów wywołujących raka. Natychmiast „Badania Nad Rakiem w Zjednoczonym Królestwie” przeskoczyło do obrony. Dlaczego? Fakt, iż żadna prawdziwa organizacja do badań nad rakiem nie zmieniłaby swojej linii dla obrony tych przemysłów nie ma zupełnie znaczenia dla uznanych popleczników, zwolenników jazdy rowerem czy biegu dla zdrowia oraz innych ludzi dobrej woli zbierających datki na ulicy. Faktem jest, że rak jest jednym z największych w świecie źródłem dochodów.
Jest on ściśle połączony z tym największym – przemysłem petrochemicznym. Mają one ścisłe relacje, oparte na wzajemnych korzyściach i wspieraniu się. W badaniach nad rakiem zdrowy, lecz przerażony gryzoń, królik, pies, kot i inne jest poddany przeróżnym zabiegom sztucznie wywołującym nowotwory. Nowotwory te nie mają zupełnie nic wspólnego z pojawiającym się samoistnie rakiem u człowieka. Następnie postępuje się tak, aby stłumić czy usunąć nowotwór syntetykami petrochemicznymi, a wtedy powiedzą wam całkiem poważnie, że ten nonsens to są właśnie badania nad rakiem.
Doktor Irwin Bross, były kierownik biura bio-statystyk w Russell Park Memorial, stwierdza: „Z naukowego punktu widzenia systemy modeli zwierzęcych w badaniach nad rakiem były zupełnym błędem. Nie tylko zabijają one zwierzęta, ale również ludzi. Nie ma dobrych, rzeczowych dowodów wykazujących, że użycie zwierząt do badań nad rakiem przyczyniło się do zapobieżenia, czy wyleczenia choćby jednego przypadku raka u człowieka.”
Jak pisze Morley Stainer: „Wciąż napływają pieniądze na badania nad rakiem od życzliwych ludzi dobrej woli, pomimo faktu, iż mocno rozgłaszane leczenia i odkrycia niezmiennie okazują się być w końcu żadną kuracją, a raczej pogarszaniem problemu. Dowodem tego jest ciągły postęp tej choroby we wszystkich kierunkach. Oczywiście, powinien być jakiś wynik do pokazania by choć w części usprawiedliwić torturowanie tak wielu zwierząt. Opinia publiczna ciąle jeszcze nie pojmuje, że nic takiego nie nastąpi, żaden możliwy postęp, podczas gdy badania prowadzone są w demonstracyjnie błędnych kierunkach.” Punktem krytycznym tego cytatu jest to, iż pochodzi on z roku 1940. Zasadniczo obecna sytuacja jest taka sama jak przed blisko 70 laty oczywiście, za wyjątkiem olbrzymiego wzrostu w statystykach zachorowań na raka.
Choć przyczyny większości chorób są dobrze znane, praktycznie nie udziela się żadnych funduszy na zapobieganie im, co byłoby najbardziej oczywistą i korzystną drogą, za wyjątkiem oczywiście dla tych, którzy leki i chemikalia produkują oraz całego tego systemu medycznego, który na zdrowym społeczeństwie nie ma jak robić pieniędzy…Jedyny kierunek, w którym możemy się udać, o ile mielibyśmy zawrócić tę bezlitośnie napierającą falę chorób, to zapobieganie im, a w razie utraty zdrowia, to jedynie poprzez autentyczne, kliniczne metody badawcze, rzeczywiście godne zastosowania u ludzi w ich problemach zdrowotnych. Jest to oczywiście przeciwny kierunek do tego, w którym obecnie zmierzamy, który polega na niedorzecznych usiłowaniach tworzenia sztucznych schorzeń u wcześniej zdrowych zwierząt.

INTERESOWE POWIĄZANIA, czyli: „Ręka rękę myje”

Dlaczego więc wiwisekcja trwa nadal, pomimo dowiedzionego braku wartości? Prosta odpowiedź to: „PIENIĄDZE”. Gigantyczny przemysł rozbudowano wokół zwierzęcych eksperymentów, którego przetrwanie zależy od ludzi nieznających prawdy. A składają się nań: niezliczeni dostawcy zwierząt laboratoryjnych, setki przedsiębiorstw dostarczających klatki, jedzenie, ściółkę, sprzęt badawczy, pojemniki na wodę, elektrody, noże chirurgiczne, urządzenia unieruchomiające i transport zwierząt. Tysiące wiwisektorów, których interesem jest awans i kariera poprzez publikowanie swych wyników w licznych czasopismach medycznych i badawczych jak również wielkie dochody uzyskiwane w dużej mierze z przemysłu farmaceutycznego. Cała masa korporacji chemicznych i farmaceutycznych, których wielomiliardowe zyski zależą od zawodności testów zwierzęcych. Niezliczone instytucje badawcze i uniwersytety ciągnące wielkie zyski z ciągłego używania zwierząt. Wiele z nich założonych bezpośrednio przez firmy farmaceutyczne, albo przez medyczne instytucje badawcze. Niektóre z najznamienitszych instytucji medycznych w Zjednoczonym Królestwie rutynowo już finansują badania z użyciem zwierząt. Aż w końcu największy ze wszystkich sponsor takich badań, sam przemysł medyczny, który odnosi swe zyski dzięki nieuleczalności chorób.

JAK MEDIA UTRZYMUJĄ WIWISEKCJĘ PRZY ŻYCIU

Jak widzieliśmy, tajemniczość i oszustwa są niezbędne do kontynuowania wiwisekcji. Media są więcej niż entuzjastycznymi udziałowcami tego udzielając przemysłowi wiwisekcyjnemu, właściwie bez ograniczeń, czasu antenowego w telewizji i radiu oraz nieograniczone ilości miejsca w gazetach na promowanie własnych interesów, opozycję zaś ograniczając do nieefektywnych argumentów moralnych, które w żaden sposób nie rzucają wyzwania niezliczonym fałszywym twierdzeniom pro-wiwisekcyjnego lobby. Można zrozumieć przyczynę tego stanu. Oglądając telewizję, czy czytając gazety łatwo zauważycie niezliczone reklamy tych, którzy istnieją i prosperują dzięki wiwisekcji. Oprócz leków farmakologicznych, zwierząt używa się do testowania kosmetyków, farb do włosów, paliw, płynu hamulcowego i innych produktów motoryzacyjnych, środków do prania, czy czyszczenia kuchenek, środków chwastobójczych i trucizn przeciw szkodnikom, środków odkażających, pasty do zębów i innych kosmetyków do pielęgnacji ciała, farb, barwników, rozpuszczalników, dodatków do żywności, sztucznych słodzików i barwników spożywczych oraz tysięcy innych substancji chemicznych mogących zaszkodzić człowiekowi.
Media są silnie uzależnione od reklam przemysłu chemicznego, farmaceutycznego i kosmetycznego, które to z kolei uzależnione są od fałszywych zapewnień o bezpieczeństwie, jakie rzekomo dają testy na zwierzętach. Mogą istnieć jeszcze inne powody odmowy mediów ukazania prawdy o doświadczeniach na zwierzętach.
Jakiś czas temu, zaniepokojone bezustannym promowaniem wiwisekcji przez BBC, Brytyjskie Stowarzyszenie Antywiwisekcyjne odkryło, że znaczna ilość osób o nastawieniu pro-wiwisekcyjnym pracowała w taki czy inny sposób dla BBC. Pośród nich było wiele osób ściśle związanych z pro-wiwisekcyjnym Towarzystwem Obrony Badań. Odkryto również, że Sir Christopher Bland, ówczesny prezes rady nadzorczej BBC, był prezesem międzynarodowej firmy Life Sciences International, produkującej urządzenia do pracowni badawczych, również tych, wykonujących eksperymenty na zwierzętach. Człowiek ten, i dwóch innych szefów owej firmy, podzielili się 6 000 000 funtów (ok. 36 000 000 zl.) ze sprzedaży tej firmy amerykańskiej firmie Thermo Instruments Systems.

ROLA POLITYKÓW

W 2004 roku ujawniono list Ministra Spraw Wewnętrznych, Caroline Flint do członka parlamentu Mike’a Hancock’a o tym, iż rząd nie zlecał żadnych formalnych badań skuteczności zwierzęcych eksperymentów i nie planuje tego czynić. Skoro nie przeprowadzano nigdy badań nad skutecznością wiwisekcji, należałoby zapytać o przyczynę tak entuzjastycznego wspierania jej przez rząd, włączając to, iż w 2006 roku premier Tony Blair podpisał petycję popierającą wiwisekcję, o czym masowo informowano, całą masę nowych przepisów ograniczających jeszcze niedawno legalne, pokojowe protesty, wydanie 150 000 funtów (ok. 900 000 zl) z kieszeni podatników na budowę nowego laboratorium wiwisekcyjnego dla Uniwersytetu w Oxfordzie oraz przyznając 100 000 000 funtów (600 000 000 zl) na nowe placówki prowadzące badania na zwierzętach w Zjednoczonym Królestwie. Jednym powodem tego wszystkiego może być mianowanie w 1997 roku, w 6 miesięcy po zwycięstwie New Labour w wyborach, miliardera Davida Sainsbury, którego datki na Partię Pracy od roku 1994 przekraczały 11 000 000 funtów, do Izby Lordów, jako Lorda Sainsbury. W 1998 roku został on ministrem nauki i wiele zainwestował w przemysł bio-techniczny, finansowo wspierając uprawy modyfikowane genetycznie, jak też kumając się z osobami z przemysłu farmaceutycznego. Przed kilku laty Tony Blair i Lord Sainsbury głośno popierali planowane wówczas laboratorium zwierząt naczelnych w Cambridge, z których ten ostatni opisywał proponowane tam badania jako będące „narodowej wagi”. Wielokrotnie wzywano zwolenników nowego laboratorium do dostarczenia dowodów, że badania na zwierzętach mają jakikolwiek związek z ludzkim zdrowiem. Nie ukazało się nic, choć oczywiście mimo to wciąż utrzymywano, że badania na zwierzętach należy kontynuować. Ostatecznie zgody na laboratorium nie wydano, lecz jak się okazuje to to, co winno być świetną sposobnością dla obrońców wiwisekcji by zaprezentować na widoku publicznym dokładnie przejrzane, oparte na dowodach argumenty za użyciem zwierząt doświadczalnych w odniesieniu do ludzkiego zdrowia i tym uciszyć krytyków raz na zawsze – to się nie stało.
Dlaczego? Powód jest prosty: takie dowody nie istnieją. Pomimo tak powszechnego poparcia wiwisekcji, obecnie, w 2006 roku, ponad 230 członków parlamentu podpisało wniosek („Early Day Motion”) wzywający rząd do umożliwienia niezależnej i przejrzystej oceny używania zwierząt w zastępstwie ludzi do testowania bezpieczeństwa leków oraz do badań medycznych. Nawiasem mówiąc, wniosek ten jest teraz atakowany przez pro-wiwisekcjonistów, nakłaniających parlamentarzystów do nie podpisywania go.
A czegóż to boją się wiwisekcjoniści?
W lipcu 2006 roku premier Tony Blair wystąpił z raportem zatytułowanym „Obrona ludzi przed ekstremistami praw zwierząt, sprawozdanie z postępu”, który chełpi się bezpodstawnym twierdzeniem jakoby „setki milionów ludzi miały pożytek z badań na zwierzętach” – oświadczeniem dokładnie przeciwnym faktom, mianowicie, iż badania na zwierzętach odpowiedzialne są za cierpienia i zgony niezliczonych ludzi. Motyw owego rażącego lekceważenia prawdy zostaje ujawniony w sprawozdaniu stwierdzającym, iż eksport brytyjskiego przemysłu farmaceutycznego przekraczał w poprzednim roku 12 000 000 000 funtów. Sprawozdanie to ukazuje ścisłe powiązania pomiędzy obecnym rządem brytyjskim a przemysłem petrochemicznym produkującym leki oraz to, jak rząd robi co tylko może by chronić ten przemysł takim prawodawstwem, które w końcu zakaże wszelkich form dozwolonego niegdyś protestu.
W nadchodzącym roku kolejne 3 000 000 zwierząt będą cierpieć i umierać w brytyjskich pracowniach wiwisekcyjnych, w bezużytecznych i okrutnych doświadczeniach, a równocześnie wiele tysięcy istot ludzkich padnie ofiarami fałszywej metodologii wiwisekcji.
Ty masz moc aby zmienić wygląd medycyny na zawsze, aby współczucie i prawdziwa nauka, jak również porządny system opieki zdrowotnej zastąpiły praktykowanie oszukańczych eksperymentów zwierzęcych.
Dowiedz się wszystkiego, czego tylko możesz, na temat wiwisekcji i przekaż te informacje innym.
Przeczytaj książki Hans’a Ruesch’a „Rzeź niewinnych” oraz „Obnażona władczyni”, jak i liczne inne dobre książki dostępne na ten temat.
Unikaj instytucji używających twoich pieniędzy do finansowania wiwisekcji i zawsze szukaj i używaj produktów oznaczonych „CRUELTY FREE” („bez stosowania okrucieństwa”) na kosmetykach i chemii gospodarczej.
Pokaż i podaj niniejszy film komu tylko możesz.
Upewnij się, że twój przedstawiciel w parlamencie wie, że żądasz całkowitego obalenia wiwsekcji ze względów naukowych, medycznych i etycznych.
Odwiedź miejsce BAVA http://www.bava.org.uk/ w internecie by uzyskać więcej informacji o wiwisekcji i sposobach jakimi możesz pomóc.

A oto niektóre z firm testujące na zwierzętach:

Avon, Beiersdorf, Bic, L’Oreal, Chanel, Chesebrough-Ponds, Christion Dior, Ciba Geigy, Clairol, Clinique, Colgate Palmolive, Coty, Estee Lauder, FCUK, Garnier, Gillette, Givenchy, GlaxoSmithKline, Helena Rubenstein, ICI, Jeyes, Johnson and Johnson, Lancome, Lever, Lever Faberge, Mars, Nestle, Pfizer, Procter and Gamble, PZ Cussons, Reckitt Benckiser, Revlon, Schering-Plough, SG Johnson, Tate and Lyle, Yardley, Yves Rocher, Yves Saint Laurent, Unilever.

Źródło: http://www.vege.pl/str.php?dz=65&id=3986

 

%d bloggers like this: