Z hasłem pojęcie mamy do czynienia kiedy „używany jest w określonym znaczeniu, gdy towarzyszy mu rzeczowa, metodologiczna, precyzyjna definicja. Warstwa poznawcza jest tam więc decydująca, natomiast warstwa wartościująca, oceniająca jest minimalna lub nie występuje w ogóle. Dokładnie odwrotnie jest w wypadku stereotypu. Tu warstwa poznawcza, metodologiczna jest minimalna, a wartościująca, oceniająca (na plus, lub minus — stereotypy pozytywne i stereotypy negatywne) jest rozbudowana i decydująca. Stereotypy służą do sterowania różnymi grupami ludźmi, a szczególnie tymi, które nie żądają precyzyjnych informacji i nie sprawdzają ich wiarygodności w źródłach. By sterować, czy też manipulować tymi grupami, należy wiedzieć jakie stereotypy w danej społeczności są pozytywne, a jakie negatywne. Ten sam wyraz może być różnym stereotypem w zależności od grupy. Myślenie pojęciowe to myślenie opierające się przede wszystkim na faktach, źródłach, pragnące odkryć i dotrzeć do prawdy obiektywnej w danym temacie. Osoba, która się nim kieruje, gdy słyszy opinie przeciwne jej poglądom, przekonaniom czy wiedzy w danym temacie, nie odrzuca ich a priori, ale stara się je zweryfikować, sprawdzić. Gdy okażą się zgodne z rzeczywistością, osoba ta, gotowa jest raczej zmienić swoje przekonania i opinie w danym zakresie, niż swą ideologię, stawiać ponad odkrytą prawdę, fakty, rzeczywistość. W myśleniu stereotypowym dominuje ideologia, utarte przekonania, stereotypy (stąd nazwa), przyzwyczajenie itp. Gdy osoba kierująca się tym typem myślenia spotyka się z poglądami i informacjami burzącymi jej utarte przekonania, gotowa jest raczej odrzucić te informacje bez weryfikacji, ograniczyć czy zakończyć znajomość z osobami i podmiotami, które takich informacji dostarczają.
„(…) Analizując relacje wewnątrz wielu grup religijnych okazuje się, iż dominuje tam bezwzględne, bezkrytyczne, nie podlegające dyskusji posłuszeństwo guru, przywódcy, animatorowi, prowadzącemu. Różne przejawy pytań, dyskusji, dotarcie do prawdy, czy wątpliwości widziane są źle. Jeżeli jestem nauczycielem, wykładowcą, naukowcem warto zwrócić uwagę, jaki model dominuje w mojej postawie i jaki model kreuję u swoich uczniów, studentów, słuchaczy; czy zachęcam do krytycznego (choć nie krytykanckiego) myślenia — również względem treści, jakie słyszą ode mnie — do samodzielności w myśleniu, analizowaniu i docieraniu do informacji, sprawdzania faktów głównie w źródłach itp. Czy też raczej preferuję tych, którzy we wszystkim ze mną się zgadzają, nie zgłaszają krytycznych uwag, alternatywnych czy wręcz innych ujęć . Warto wychowywać już od dziecka do myślenia w życiu.”

Fragment książki Główne kierunki filozofii  Kazimierza Ajdukiewicza:

1. Co to są pojęcia?

Wszystko, co w życiu naszem spostrzegamy, jest albo rze­czą widzianą po raz pierwszy, albo też czemś, cośmy widzieli lub słyszeli już kiedyś dawniej. Lecz i wśród tych rzeczy, które po raz pierwszy spotykamy, znajdą się takie, które nie będą budziły naszej ciekawości, ani nas niepokoić nie będą. Mówimy np., że znamy pewną książkę; z treścią jej zaznajomiliśmy się przez le­kturę, zewnętrzną szatę znamy również. Dotyczy to jednak w prze­ważnej części wypadków jednego tylko egzemplarza, znajdują­cego się w. naszej bibljotece. Wyjechawszy z miejsca stałego po­bytu, możemy dostać w rękę inny egzemplarz tego samego dzieła, i to po raz pierwszy. Nie będzie nas na pewno ów inny egzemplarz znanej książki ciekawił, ani niepokoił.

Lecz wśród rzeczy, z którymi po raz pierwszy zdarza się nam spotkać, będą też i takie, które nas zaciekawią, znajdą się i takie, które nas może niepokoić będą. Będą to niewątpliwie takie przedmioty, wobec których wystąpi pytanie: „Co to jest?”

Zastanówmy się chwilę nad tem, o co idzie przy posta­wieniu podobnego pytania. Cel jego może być różny. Czasem idzie o opisanie, t. zn. o opowiedzenie, co się na tej rzeczy spostrzega. Czasem i to najczęściej idzie o coś innego, (idy na­uczyciel pokazuje uczniom pewne zwierzę i pyta: „Co to jest oczekuje np. odpowiedzi: „To jest kot”. Kto taką odpowiedź daje, nie opisuje okazu, na który patrzy. Tak samo lekarz, odpo­wiadając na podobne pytanie, postawione wobec pewnej choroby „Io jest tyfus”, nie opisuje choroby. Odpowiedzi te umiejsca­wiają, szufladkują niejako rzeczy, wobec których pytanie powstało. Używa się tu naukowego terminu i mówi się, że twierdzenie ta­kie, jak „to jest kot”, „to jest tyfus” klasyfikują dany wypadek.

Ale są to tylko wyrazy; klasyfikując pewien przedmiot, po­wiadamy, iż posiada on takie cechy, jak i wiele innych, znanych nam już przedmiotów. A więc gdy mówimy: „To jest kot”, twierdzimy, że to, co tu widzimy, posiada takie cechy, jak wiele innych znanych nam zwierząt. Wszystkim takim przedmiotom posiadającym pewne cechy wspólne nadajemy zwykle jedną na­zwę, np. nazwę „kot”. Nazwa ta nie jest imieniem indywidualnem, jak np. wyraz „Burek” jest imieniem pewnego psa, ale w inny jakiś sposób odnosi się ona do każdego indywiduum, niż jego imię własne. Nazwy tego rodzaju, jak „kot”, „pies” i t. p. nazy­wają się imionami pospolitemi. Ogół przedmiotów, do których się takie imię pospolite odnosi, nazywamy „zakresem pojęcia ogólnego”, np. „zakresem pojęcia kota”, cechy zaś wspólne wszystkim przedmiotom stanowiącym zakres pojęcia nazywamy „treścią pojęcia ogólnego”. Pojęcie ogólne samo jest to myśl odnosząca się w sposób podobny, jak imię pospolite, do każdego przedmiotu danego zakresu. Pojęcie ogólne róży jest myślą o białej, czerwonej, żółtej róży i t. d.; myśląc jednak: „róża”, nie myślimy o pewnej oznaczonej róży, lecz o jakiejkolwiek róży, nie oznaczając, o której róży myślimy, tak jak wymawiając wy­raz „róża”, nie nazywamy żadnej oznaczonej róży, lecz którąś, wszystko jedno którą różę, a każdą z nich równie dobrze. Stwier­dzenie, że przedmiot jakiś posiada cechy wspólne z innemi przed­miotami, które to cechy stanowią treść pojęcia ogólnego, nazy­wamy podporządkowaniem przedmiotu pod pojęcie ogólne, ina­czej zaliczeniem przedmiotu do zakresu pojęcia ogólnego., albo sklasyfikowaniem przedmiotu.

2. Pożyteczność pojęć: są one skarbnicą naszej wiedzy.

Odpowiadając na pytanie: „Co to jest?” podporządkowu­jemy przedmiot pod pewne pojęcie ogólne. Każde pytanie wy­rasta z potrzeby nabycia pewnych wiadomości, objawiającej się w postaci zainteresowania, zaciekawienia, a samo jest wyraże­niem pragnienia nabycia tej wiadomości. Zastanówmy się chwilę nad tem, jaka to potrzeba rodzi przy pewnych nowych przed­miotach pytanie: „Co to jest?” Zbliżymy się do rozwiązania tej kwestji, gdy zbadamy, co nam dają odpowiedzi na pytania tego rodzaju. Wiedza nasza o przedmiotach nie jest ani wytworem chwili, ani miesięcy, ani nawet życia jednego człowieka. To, co o rzeczach wiemy, zdobyte zostało przez generacje i z pokolenia na pokolenie zostaje przekazane przez nauczanie ustne, przez pi­smo i t. d. Wiemy, że jabłoń w Niemczech czy we Francji, w Pol­sce czy w innych krajach europejskich rodzi owoce jadalne, że je rodzi dziś i rodziła w roku zeszłym, przed stu i przed tysiącem lat. Gdybyśmy nie mieli innego sposobu przekazania tych wia­domości naszym dzieciom, jak tylko wyliczanie wszystkich ja­błoni, które gdzieś i kiedyś owoce rodziły, to nie stałoby nam życia, by o tej jednej rzeczy innych pouczyć. Tym zaś, którzy wiadomości tych nabywają i sto lat życia byłoby za mało, aby opowiadań o wszystkich jabłoniach świata i wieków wysłu­chać, a choćby wysłuchali, niewątpliwie zapomnieliby o pierw­szej, gdyby im opowiadano o miljonowej jabłoni. Jesteśmy jednak wyposażeni w zdolność ujmowania wszystkich przedmiotów pewnej kategorii pod jedną niejako etykietą i jeśli chcemy wiado­mość o tej, tamtej czy innej, jednem słowem o każdej jabłoni zakomunikować, to nie potrzebujemy wymieniać ich wszystkich po kolei, lecz wystarczy powiedzieć .Jabłoń rodzi owoce jadalne”. Przychodzą nam tu z pomocą imiona pospolite i znaczenie ich, pojęcia ogólne. One to pozwalają nam wiele wiadomości ująć w jedno zdanie; pozwalają nam przekazać i zapamiętać wiele twierdzeń w jednej myśli, wypowiedzieć je w jednem zdaniu.

Pojęcia ogólne są niejako rezerwuarem naszej wiedzy, a imiona pospolite etykietami, pod któremi znaleźć można wiele zdań pożytecznych. Wiele z tych rzeczy, których nauczyliśmy się, pamiętamy w postaci ogólnej; pamiętamy, że ogień parzy, nie tylko zaś, że ten lub ów ogień parzy. Pamiętamy, że lód ziębi, a nie tylko, że ten lub ów lód ziębi. Gdyby umysł nasz nie umiał myśleć w jednym akcie świadomości o którymkolwiek, nieozna­czonym przedmiocie pewnej kategorji, gdybyśmy nie umieli uży­wać imion pospolitych, zaiste trudnoby pomyśleć, jakbyśmy naszą w ciągu lat nabytą wiedzę potrafili utrwalić w pamięci i jakbyśmy ją potrafili przekazywać innym. Żadna tradycja naukowa, żaden postęp pokoleń ludzkich bez imion pospolitych i pojęć ogólnych nie byłby możliwy. Wszakże postęp ten w znacznej mierze temu zawdzięczamy, że części pracy nad poznaniem rze­czywistości dokonały generacje wcześniejsze i że wskutek tego nie musi każde pokolenie zaczynać od początku, lecz może na­wiązać do wyników zdobytych przez przodków. Kto wie, czy u zwierząt brak tego rozwoju filogenetycznego, t. zn. postępu od generacji do generacji, nie stanowi jednego z dowodów na to, że zwierzętom brak zdolności do tworzenia pojęć ogólnych.

Rozumiemy teraz, co za korzyść przynosi nam podporząd­kowanie przedmiotu pod pewne pojęcie. Dzięki temu podporząd­kowaniu dowiadujemy się o udziale przedmiotu we wszystkich tych prawach i związkach ogólnych, których skarbnicę stanowi pojęcie ogólne. Gdy w kawałku błyszczącego ciała rozpoznamy ołów, to rozpoznanie to rozszerza znacznie naszą wiedzę o niem. Dowiadujemy się natychmiast, że jeden centymetr sześcienny tego ciała waży przeszło 11 g, że ciało to jest łatwo topliwe, że jest odporne na działanie wielu kwasów i t. d.

3. Przez podporządkowanie sfery rzeczywistości pod pojęcia możemy uzyskać pogląd na nią.

Jest jeszcze inna korzyść płynąca z podporządkowania przed­miotów pod pojęcia ogólne. Gdy na pewną sferę faktów pa­trzymy, to z początku przedstawia się nam ona zazwyczaj cha­otycznie. Weźmy np. zachowanie się ciał wobec ziemi. Ledwo odkryjemy, że ciała spadają prosto na dół, spotykamy się z takiemi, które rzucone ukośnie zakreślają linię krzywą, nim spadną na ziemię; dowiadujemy się także, że inne ciało, mianowicie księżyc ani nie spada, ani się nie wznosi, lecz krąży dokoła swej rodzicielki ziemi. Na pierwszy rzut oka rozmaitość ogromna, zupełny chaos. Nie umiemy wszystkich tych faktów, wszystkich tych zgoła odmiennych sprawowań się ciał ująć jedną myślą, t. zn. nie umiemy zobaczyć, że wszystkie fakty są posłusznemi przypadkami jednej zasady, szczególnemi egzemplarzami jednego typu faktów. Trzeba było dopiero genjuszu Newtona, by fakty te pojąć jako szczególny przypadek zachowania się ciał, grawitujących ku sobie.

Przykładów takich dostarcza nam każda dziedzina fizyki. Wiemy, że ogrzewana para wodna jest w stanie podnieść ciężar pe­wien na jakąś wysokość, że się jednak przy tem ochładza, i to zależnie od wielkości ciężaru i wielkości drogi. Wiemy, że pewna ilość prądu elektrycznego powstaje kosztem pewnych procesów chemicznych, i że prąd ten wytwarza pewną ilość ciepła, a może też dostarczyć, np. za pośrednictwem motoru, pracy mecha­nicznej. Wszystkie te na pierwszy rzut oka chaotyczne fakty pojmujemy, upatrując w nich przemianę energji, odbywającą się według pewnych praw.

We wszystkich powyższych przykładach okazuje się, jak pe­wna sfera rzeczywistości daje się dzięki podporządkowaniu fa­któw pod pewne pojęcia ująć w jedną niejako formułkę.

Zjawiska fizyczne dzielimy zwykle na mechaniczne, termi­czne, akustyczne, elektryczne, magnetyczne i optyczne. W miarę rozwoju nauki łączy się akustykę z mechaniką, jako drobny jej dział pod nazwą: ruchy ciał sprężystych, optykę wciela się do działu traktującego o elektromagnetyzmie, gdzie tworzy ona część rozdziału o falach elektromagnetycznych. Zjawiska optyczne uj­mujemy zatem w te same pojęcia, co i elektromagnetyczne, aku­styczne zaliczamy do zakresu zjawisk mechanicznych. W ten sposób zyskujemy to, że prawa akustyki stanowią szczególne konse­kwencje praw mechaniki. Pojęcia mechaniki otrzymują zakres, obejmujący zarówno zjawiska ruchu, jak i zjawiska akustyczne.

Mówimy, że prawa, których konsekwencją jest jakieś zacho­wanie się zjawisk, tłumaczą lub wyjaśniają dane zjawisko. Tak np. ponieważ zmiana przyśpieszenia ciała swobodnie spadającego, jego czas spadania i t. d. wynikają z pewnych praw mechaniki, przeto powiadamy, że owe prawa tłumaczą nam zjawisko spa­dania. W istocie stanowią one przecież odpowiedź na pytanie „dlaczego ciało ma takie a takie przyśpieszenie, dlaczego spada tak a tak długo’?” Podporządkowanie przedmiotu pod pewne po­jęcie ogólne sprawia, że przedmiot ten poznajemy jako coś, do czego pewne prawa się odnoszą. Dzięki temu podporządkowa­niu przedmiot zostaje wyjaśniony i wytłumaczony.

Otóż podporządkowanie zjawisk akustycznych pod pojęcia mechaniczne sprawia, że prawa mechaniki tłumaczą i wyjaśniają nie tylko zjawiska mechaniczne, lecz także zjawiska akustyczne. Takie ujęcie pewnej sfery przedmiotów przez jedno pojęcie wspól­ne, lub podciągnięcie jej pod jedną grupę pojęć, pozwala nam w jednym akcie myślowym myśleć odrazu o całej owej sferze rzeczywistości, objąć ją niejako jednym rzutem myśli, dać odrazu pogląd na tę całą sferę rzeczywistości. Dlatego też mówimy, że podporządkowanie wielu rzeczy, przebiegów, słowem przedmio­tów pod jedną wspólną grupę pojęć ogólnych, o ile podporząd­kowanie to pozwala nam wyjaśnić wszystkie te przedmioty za- pomocą tych samych zasad, daje nam pogląd na tę grupę przed­miotów, daje nam pogląd na pewną sferę rzeczywistości.

Tak np. podporządkowanie zjawisk spadania ciał na zie­mi, krążenia księżyca dokoła ziemi, ziemi dokoła słońca, pod po­jęcie zjawisk grawitacyjnych, dało nam pogląd na tę sferę rze­czywistości, gdyż pozwala nam wszystkie te zjawiska przez wspólne prawa wyjaśnić. Podporządkowanie powstawania oznaczonej ilo­ści ciepła, napięcia elektrycznego, t. zw. energji chemicznej i pracy mechanicznej wzajemnie ze siebie, pod pojęcie przemiany ener­gji, tłumaczy nam prawem zachowania energji te zjawiska i daje nam (niezupełny) pogląd na t. zw. zjawiska energetyczne. Dalej podporządkowanie zjawisk akustycznych i mechanicznych pod pojęcia mechaniki, daje nam pogląd na tę sferę zjawisk, ponie­waż pozwala nam je wyjaśnić. Wreszcie podporządkowanie zja­wisk optycznych pod pojęcia elektromagnetyzmu pozwala nam wyjaśnić obie te sfery zjawisk i dlatego daje nam pogląd na te sfery.

Korzyść z takiego poglądu jest dwojaka. Polega ona przede- wszystkiem na zmniejszeniu wysiłku myślowego, zarówno przy zapamiętywaniu, jak i przy przekazywaniu wiadomości; o tej korzyści mówiliśmy w punkcie poprzednim. Druga korzyść ta, że doniosłość praw wzrasta, jeśli prawa te dotyczą większej ilo­ści przedmiotów. Odkrycie pewnych konsekwencyj z praw zwią­zanych z pojęciami o zakresie obszerniejszym i różnorodniejszym daje o wiele większe wzbogacenie naszych wiadomości o rze­czach, niż nowe konsekwencje praw szczegółowych. Stąd natu­ralną staje się tendencja do zdobycia jak najogólniejszego i je­dnolitego poglądu we’ wszystkich naukach.

Fizyka nie zatrzymuje się na trzech rozmaitych i niepowią­zanych ze sobą poglądach: 1. na sferę zjawisk mechaniczno-aku- stycznych, 2. na sferę zjawisk termicznych i 3. na sferę zjawisk optyczno-magneto-elektrycznych, lecz dąży do jednolitego po­glądu na wszystkie zjawiska, które bada, starając się je ująć już to mechanicznie, jużto termodynamicznie czyli energetycznie, jużto z punktu widzenia elektryczno-atomistycznego. Najstarszym jest mechanistyczny pogląd na świat zjawisk iizycznych. Interpretuje on i ujmuje zjawiska cieplne przy pomocy teorji kinetycznej, jako zjawiska ruchu. Jako ruch stara się też pojąć zjawiska elek­tryczne i magnetyczne, przy pomocy modeli mechanicznych Maxwell’a.

Tę samą tendencję do wyjaśnienia całej sfery badania na podstawie kilku wspólnych zasad okazują też inne nauki. Wy­jaśnienie takie umożliwione jest przez podporządkowanie wszyst­kich przedmiotów, które dana nauka bada, pod te same wspólne pojęcia. Tak w psychologji empirycznej znane jest przeciwień­stwo kierunków: intelektualizmu, sprowadzającego wszystkie zjawiska psychiczne do aktów myślenia (reprezentuje ten kie­runek np. Herbart) oraz woluntaryzmu (Duns Scotus, Schopen­hauer, Maine de Biran, Paulsen, Wundt), sprowadzającego wszyst­kie zjawiska duchowe do objawów woli. Tendencja matema­tyków XIX wieku do t. zw. arytmetyzacji całej matematyki wyrosła również z potrzeby jednolitego na sferę matematyki poglądu. Nie inaczej należy się zapatrywać na usiłowanie logi- styków, zmierzające do wyprowadzenia twierdzeń całej mate­matyki z aksjomatów logiki.

Z natury rzeczy mogą wszystkie te nauki dawać jednolity pogląd na pewne grupy przedmiotów i na pewną sferę rzeczy­wistości. Pogląd ogólniejszy na całą rzeczywistość leży poza ce­lami, jakie poszczególne nauki sobie stawiają.

 

4. Nie wszystkie pojęcia zostają wyjaśnione przez nauki szczegółowe.

Z powyższych uwag widać, jak wielkie znaczenie posiadają dla poznania rzeczywistości pojęcia ogólne. Naturalną jest więc rzeczą, że doznają one szczególnej opieki ze strony nauk, mają­cych na celu systematyczne poznanie rzeczywistości. Pojęcia jako takie stanowią jeden z przedmiotów badania pewnych specjal­nych nauk. Nauki te nie zajmują się wcale rzeczywistością, ale przedmiotem ich badania są same pojęcia oraz stosunki między niemi zachodzące. Te nauki oderwane od rzeczywistości, a zwró­cone ku pojęciom samym, odróżniają się od pozostałych nie tylko przedmiotem badania, lecz także metodą. Ho podczas gdy pierwsze, t. j. nauki zmierzające ku poznaniu rzeczywistości, stosują me­todę empiryczną t. zn. metodę obserwacji, eksperymentu i t. zw. redukcji, której walną część stanowi indukcja, to drugie, t. zn. nauki zajęte badaniem samych pojęć, stosują w swem postępo­waniu metodę aprioryczną, obojętną na obserwację i ekspery­ment, a wyczerpującą się w t. zw. dedukcji. Naukami dedukcyj- nemi są logika i matematyka. We wzajemnym stosunku nauk empirycznych i apriorycznych uwydatnia się raz jeszcze donio­słe znaczenie pojęć i ich stosunków w naukach empirycznych. Nauki zajęte badaniem pojęć i stosunków między pojęciami mogą się obejść w zupełności bez nauk empirycznych, te jednak sto­sują w większym lub mniejszym stopniu wyniki nauk apriory­cznych. Widać więc, że bez wiedzy o pojęciach i o ich stosun­kach nie może się obejść poznanie rzeczywistości. Poświęćmy zatem słów kilka stosunkom między pojęciami.

Dany przedmiot, np. książka leżąca przede mną może zo­stać podporządkowana pod różne pojęcia. Książka ta należy do zakresu książek polskich, należy do zakresu książek oprawionych w płócienną okładkę, należy do zakresu książek pisanych w ję­zyku europejskim, należy do wytworów ludzkich i t. d. Zakresy te pozostają do siebie w różnych stosunkach, np. zakres ksią­żek polskich stanowi część zakresu pojęcia książki pisanej w języku europejskim, ten zaś zakres część zakresu pojęcia wytworów ludzkich. Jeżeli zakres jednego pojęcia jest częścią zakresu po­jęcia drugiego, wówczas mówimy, że pierwsze jest podporządko­wane drugiemu, lub, że jest ono podrzędne względem drugiego, lub, że jest mniej ogólne, i t. p. Jeśli dwa pojęcia mają część zakresu wspólną, powiadamy, że pojęcia te się krzyżują. Nazwy ‚ych stosunków między pojęciami są znane z elementów logiki.

Otóż zdarza się, że pewne pojęcie nie jest jasne. Objawia się to tak, że nie zawsze potrafimy rozstrzygnąć, czy jakiś przedmiot należy do jego zakresu, czy też nie. Pochodzi to zaś stąd, że nie­zupełnie zdajemy sobie sprawę z treści pojęcia. W tych wypad­kach budujemy dla usunięcia niejasności dane pojęcie przez kombinowanie innych. Na tem kombinowaniu polega definicja. Pospolity sposób definjowania „per gerius proxiinum et differen- tiam speci/icam” kombinuje pojęcie definjowane z dwóch krzy­żujących się pojęć; np. jeśli definjujemy kwadrat, powiadamy, że jest to równoległobok prostokątny, mający boki równe. Ażeby ta definicja sprawę wyjaśniła, potrzeba, by pojęcia, zapomocą których definicji dokonaliśmy, były już jasne. Jeżeli zaś takiemi nie są, to trzeba te pojęcia zdefinjować i t. d. Zatrzymujemy się przy pojęciach, które uważamy już za jasne, wyrażonych przez imiona już zrozumiałe.

Lecz jakże bywa w praktyce z tą zrozumiałością? Za jasne uważa się często pojęcie potoczne, pojęcie, z którem zdołaliśmy się otrzaskać. A jednak bywa to często złudne, bo nie wszystkie potoczne pojęcia są jasne w sensie wyżej wyłuszczonym. Św. Augu­styn powiada: „Cóż jest pospolitszego i zwyklejszego w mó­wieniu, nad czas… Cóż więc jest czas? Jeżeli nikt mnie nie pyta, wiem, jeżeli pytającemu objaśnić chcę, nie wiem”. (Wyznania IX. Przekład Szyszki, Wilno 1844. T. II. str. 137). Zdaje się, że ma rację św. Augustyn, zarówno twierdząc, że czas jest pojęciem potocznem, jak też, że wyjaśnić komuś treść tego pojęcia nieła­two. A mimo to, zarówno w życiu, jak i w nauce operujemy tem pojęciem bez ceremonji, jakby pojęciem najjaśniejszem, a wyra­zem „czas”, jak wyrazem najzrozumialszym. Ulegamy tu złudze­niu, wskutek potoczności tego pojęcia.

Takich pospolitych i przez to pozornie jasnych pojęć jest więcej może, niż przypuszczamy. Mówimy o rzeczach, mających pewne właściwości. Lecz c.zemże jest ta rzecz, która cechy po­siada? Gzem jestem np. ja sam, dziś smutny, jutro wesoły, dziś myślący o tem zagadnieniu, jutro o innem? Czyż jestem sam czemś innem niż owe myśli i uczucia, a jeśli tak, to czem ? Czy może jestem poprostu czemś tylko, w czem tkwią owe my­śli i uczucia? Czem jest tablica czarna, czworokątna? Czy jest figurą czworokątną bezbarwną, do której się czarność przyłą­cza jako coś obcego, czy może i czworokątność tylko się do rze­czy owej ustosunkowuje, tak, że sama owa „rzecz” jest jak gdyby wyrazem upatrywanego związku między różnemi właściwościami, a niczem „danem” w objektywnym materjale doświadczenia.

A inny przykład. Każda nauka empiryczna, t. j. oparta na doświadczeniu, posługuje się pojęciem przyczyny. Pojęcie to wchodzi w skład inwentarza potocznego myślenia. Na każdym kroku dopatrujemy się przyczyn różnych zdarzeń. Pojęcie to jest tak pospolite, że ani nauki szczegółowe nie czują żadnego pro­blematu z pojęciem tem związanego, ani też w życiu nie dozna­jemy wobec niego niepokoju i zdziwienia, jakie budzą rzeczy niezwykłe. A jednak wiele kryje się w tem pojęciu niejasności, które wyraźnie wystąpią, gdy na serjo nad niem się zastano­wimy.

Wszystkie nauki traktujące o rzeczywistości mówią o zmia­nach, jakim jeden i ten sam przedmiot ulega. Nie spotkał jednak nikt w żadnej z tych nauk analizy pojęcia zmiany. Jest to coś tak potocznego, że zbytecznem się wydaje wyjaśnianie tego po­jęcia. A jednak tkwi w niem niejasność, a jak niektórzy nawet stwierdzili sprzeczność. Bo przecież jeśli jeden i ten sam przed­miot dziś jest taki, a jutro inny, to jest on dziś i jutro ten sam i inny, a więc nie ten sam. Nie łatwo odczuć tę trudność, jaka tkwi w pojęciu zmiany, lecz historyczne fakty potwierdzają, że pojęcie to nie wydawało się wszystkim jasne i przez odpowie­dnie przedstawienie sprawy można każdego przekonać, że ule­gał złudzeniu, sądząc, że pojęcie zmiany rozumie doskonale.

Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Józef Kossecki

 

O PEWNYCH STEREOTYPACH WYKORZYSTYWANYCH DO DZIAŁAŃ DEZINFORMACYJNYCH I DEZINTEGRACYJNYCH 1

Socjocybernetyczna analiza pojęcia stereotypu i manipulacji wykorzystującej stereotypy

Socjocybernetyka bada procesy sterowania społecznego, przy czym przez sterowanie rozumiemy wywieranie celowego wpływu na określone zjawiska. Szczególnym rodzajem sterowania jest manipulacja, która odgrywa istotną rolę w socjotechnice działań politycznych.

Przez manipulację rozumiemy tego rodzaju sterowanie ludźmi, przy którym ukrywa się przed nimi prawdziwy cel lub nawet sam fakt sterowania ich działaniami. Ludzie skutecznie manipulowani wyobrażają sobie, że realizują zupełnie inne cele, niż te do których realizacji faktycznie zmierzają, sądząc, że działają samodzielnie. Takim właśnie manipulacjom są poddawane miliony wyborców.

Manipulacja stosowana w polityce dotyczy dwóch rodzajów procesów, które są niezbędne do samodzielnego sterowania sobą, zarówno przez poszczególnych ludzi, jak i cały zorganizowany naród:
1. procesów poznawczych,
2. procesów decyzyjnych.

Ad 1. W procesach poznawczych podstawą manipulacji jest dezinformacja, polegająca na zastępowaniu pojęć i opartego na nich krytycznego, samodzielnego myślenia i dochodzenia do prawdy obiektywnej, stereotypami i opartym na nich myśleniu niesamodzielnym, silnie wartościującym, w oderwaniu od prawdy  obiektywnej.

Kluczem zarówno do pojęć, jak i stereotypów, są najczęściej te same słowa, które są nazwami doniosłych społecznie obiektów lub zjawisk. Różnica między nimi polega na tym, że pojęcia mają charakter czysto poznawczy, natomiast stereotypy mają przede wszystkim charakter wartościujący, wywołując silne emocje (pozytywne lub negatywne), przy bardzo zawężonym lub nawet niezgodnym z prawdą obiektywną, sensie poznawczym.

Podstawą pojęcia jest jego definicja, stereotyp jest natomiast wpajany bez definicji, którą zastępuje ocena.

Jeżeli ludzi zaprogramuje się określonym systemem stereotypów i równocześnie oduczy samodzielnego myślenia pojęciowego, a tak właśnie najczęściej programują szerokie rzesze swych odbiorców media, to operując odpowiednią propagandą, odwołującą się do tych stereotypów, można będzie łatwo takich ludzi dezinformować i nimi skutecznie manipulować.

Ad. 2.
W procesach decyzyjnych i opartym na nich działaniu, wykorzystuje się rezultaty opisanych wyżej procesów dezinformacyjnych, w celu wywołania odpowiednich decyzji i działań społecznych.

Pozytywne stereotypy, skojarzone z własnymi celami i prowadzącymi do ich osiągnięcia decyzjami, ułatwiają podjęcie tych decyzji. Z kolei negatywne stereotypy skojarzone z celami przeciwnika i decyzjami prowadzącymi do ich osiągnięcia, zapobiegają im.

Ważnym elementem manipulacji procesami decyzyjnymi u przeciwników politycznych, jest dążenie do ich dezintegracji.

Główne stereotypy negatywne i pozytywne, używane współcześnie do dezinformacji i dezintegracji politycznej w Polsce

Obecnie nasz naród, a zwłaszcza jego elity, są zaprogramowane określonym system stereotypów negatywnych i pozytywnych.

1) Stereotypy negatywne

a) służące do manipulowania lewicą i centrum:
antysemita, rasista, nacjonalista, fundamentalista, klerykał, człowiek zacofany, nietolerancyjny, obskurant, oszołom…

b) służące do manipulowania prawicą:
agent, komuch, komunista, postkomunista, ubek, esbek;

w szczególności prawicą katolicko-narodową:
mason, Żyd, liberał, bezbożnik, sekciarz, pedał itp.;

2) stereotypy pozytywne

a) służące do manipulowania lewicą i centrum:
człowiek tolerancyjny, światły, postępowy, o postawie otwartej, autorytet moralny itp.

b) służące do manipulowania prawicą:
antykomunista, patriota, etosowiec „Solidarności”,

w szczególności prawicą katolicko-narodową:
narodowiec, antymason, dobry katolik, człowiek pobożny itp.

Warto zwrócić uwagę, że stereotypy lustracji i dekomunizacji są stereotypami negatywnymi dla lewicy, zaś pozytywnymi dla prawicy. Analogicznie wśród ludzi o poglądach lewicowych określenie prawicowiec funkcjonuje jako stereotyp negatywny, a lewicowiec jako stereotyp pozytywny; natomiast wśród ludzi o poglądach prawicowych jest dokładnie odwrotnie.

Biorąc pod uwagę, że stereotypy mają bardzo zawężoną stronę poznawczą, a przy tym wywołują silne emocje, jest oczywiste, że ich używanie – zwłaszcza w skali masowej – sprzyja dezinformacji. Natomiast fakt, że stereotypy funkcjonujące w środowiskach lewicowych są zasadniczo różne niż te, które funkcjonują w środowiskach prawicowych, sprzyja dezintegracji całego społeczeństwa.
Niezależnie od tego, dezintegracja może być wywoływana (mniej lub więcej świadomie) zarówno wewnątrz środowisk lewicowych, jak i prawicowych. W ostatnim czasie ciekawym przykładem procesów dezintegracji środowisk katolickich, było wykorzystywanie negatywnego stereotypu agenta, które spowodowało dezintegrację niektórych środowisk katolicko-narodowych.

Rola stereotypów w społecznych procesach poznawczych i decyzyjnych towarzyszących walce politycznej

Socjotechnika manipulacji opartej na wykorzystywaniu stereotypów w społecznych procesach poznawczych, towarzyszących walce politycznej, polega na tym, że określonym ludziom, organizacjom lub działaniom, przylepia się odpowiednie etykietki negatywne lub pozytywne (nie koniecznie prawdziwe), aby wytworzyć wobec nich określone postawy i wywołać odpowiednie działania oparte na emocjach.

Manipulatorzy – zwłaszcza polityczni – stosują z reguły tego rodzaju socjotechnikę, że nie podają definicji pojęć, a tylko wywołują określone emocje związane ze stereotypami.
Nie podają też dowodów prawdziwości swoich twierdzeń, że np. ktoś jest antysemitą, rasistą, nacjonalistą, komunistą lub antykomunistą, agentem, masonem czy Żydem. Nie o prawdę im bowiem chodzi, lecz o wywołanie określonych emocji i postaw negacji lub aprobaty.

Warto zwrócić uwagę, że powyższe stereotypy mają najczęściej charakter, lub przynajmniej podtekst, ideologiczny i polityczny: dla lewicy socjaldemokratyczny, dla centrum liberalny, dla prawicy antykomunistyczny lub narodowo-katolicki.

Na opisanej wyżej manipulacji w społecznych procesach poznawczych, opiera się socjotechnika manipulacji w procesach decyzyjnych, której celem jest wywoływanie decyzji pożądanych, a powstrzymywanie decyzji niepożądanych, z punktu widzenia celów, które chce się osiągnąć.

Ważnym rodzajem manipulacji w społecznych procesach decyzyjnych, jest powodowanie dezintegracji przeciwników politycznych, której celem jest rozbicie więzów łączących atakowaną grupę czy organizację, poprzez zasianie w niej nieufności, niechęci, a w końcu wzajemnej wrogości wśród jej członków.

Wystarczy komuś przylepić odpowiednią etykietę, a wówczas ludzie przyzwyczajeni do bezkrytycznego przyjmowania wszelkich informacji, zaczną traktować go tak, jakby treść tej etykiety była prawdą obiektywną i odpowiednio do tego postępować. Takie etykiety można upowszechniać w skali masowej gdy się dysponuje mediami – zaś te w Polsce obecnie są opanowane najczęściej przez obcy kapitał, albo obce osobowe kanały wpływu.

Socjotechnika obrony przed manipulacją w sferze procesów poznawczych, polega na oduczaniu siebie i innych, myślenia stereotypowego oraz trenowaniu samodzielnego, krytycznego myślenia pojęciowego. Przy ocenie informacji i twierdzeń podawanych – zwłaszcza przez media – można pytać o definicje pojęć i dowody twierdzeń. Np. w wypadku gdy ktoś twierdzi, że jakaś osoba jest agentem, stosowana jest socjotechnika obronna polegająca na pytaniu, co rozumiemy przez słowo agent i jakie są dowody na to, że dana osoba jest lub była agentem (zgodnie z podaną definicją). Analogicznie w wypadku, gdy ktoś jest oskarżany o to, że jest antysemitą, stosowana jest socjotechnika obronna, polegająca na zapytaniu co rozumiemy pod pojęciem antysemity i jakie są dowody na to, że dana osoba – zgodnie z tą definicją – jest antysemitą

Socjotechnika obrony przed manipulacją w sferze procesów decyzyjnych, polega na sprawdzaniu źródeł informacji, zwłaszcza zaś dezintegrujących grupę, a następnie ich neutralizacji.
Osoba, która daną dezinformację lub informację dezintegrującą grupę przekazuje, może być świadomym lub nieświadomym jej nośnikiem – czyli kanałem sterowniczym, a wówczas ustala się źródło, które może się okazać wrogim ośrodkiem, prowadzącym celową działalność zmierzającą do rozbicia danej grupy lub wywołania różnych niekorzystnych dla niej decyzji.

„Kanały sterownicze oddziałujące na strukturę przeciwnika w procesach politycznej walki informacyjnej dzielimy na:

1) Agenturalne, które są zobowiązane wykonywać wszystkie polecenia ośrodka kierującego walką informacyjną, teoretycznie z prawdopodobieństwem P=1, w zamian za zapłatę lub inne korzyści osobiste, albo też z motywów ideowych, etycznych czy prawnych. Klasycznym przykładem może tu być zarówno tajny współpracownik policji, jak kontrwywiadu czy wreszcie agent wywiadu, który jest zobowiązany do wykonywania wszystkich poleceń prowadzącego go oficera.

2) Współpracujące, które wykonują tylko te decyzje ośrodka kierującego walką informacyjną, które są zgodne z ich własnymi celami, robiąc to z własnej woli lub na polecenie własnego kierownictwa. Mają one też możliwość korygowania ewentualnych błędnych decyzji ośrodka kierującego walką informacyjną, z którym współpracują, w związku z tym dla takich kanałów prawdopodobieństwo wykonania decyzji tego ośrodka P<1. Jako przykład może tu służyć współpraca wywiadów państw suwerennych. W naszej historii współpracownikiem wywiadu austro-węgierskiego był w pewnym okresie Józef Piłsudski, który nigdy jednak nie był agentem tego wywiadu.

3) Inspiracyjne, które nieświadomie, lub nie całkiem świadomie, wykonują decyzje ośrodka kierującego walką informacyjną, wprowadzając do systemu przeciwnika algorytmy decyzji i działań sprzecznych z jego interesami, które dezorganizują jego strukturę, albo też dostarczają przeciwnikowi odpowiednich informacji, które wpływają na podejmowanie przez niego samodzielnie szkodliwych dlań decyzji. W stosunku do ludzi stanowiących kanały inspiracyjne, stosuje się z reguły sterowanie pośrednie, polegające na przekonywaniu, sugerowaniu i podsuwaniu odpowiednich informacji, dobre rezultaty może też dać wywołanie u nich poczucia winy, które może stać się motywem usprawiedliwiającym działania na szkodę własnej struktury – tą ostatnią metodę niejednokrotnie stosowały wywiady alianckie w stosunku do Niemców podczas II wojny światowej. Człowiek zainspirowany, zwłaszcza gdy jest ignorantem nie zdającym sobie sprawy ze skutków tego co czyni, działając w dobrej wierze i wskutek tego będąc wolnym od obaw o zdemaskowanie, które zawsze ograniczają działania agenta, może niejednokrotnie wyrządzić przeciwnikowi więcej szkód niż agent; z drugiej jednak strony nie zawsze uda się takiego człowieka odpowiednio zainspirować i w związku z tym, dla takiego kanału, prawdopodobieństwo wykonania decyzji ośrodka kierującego walką informacyjną P ≤ 1. Jako przykład wykorzystania kanału inspiracyjnego mogą służyć działania niemieckiego wywiadu w przededniu II wojny światowej, który podsuwał radzieckiemu kontrwywiadowi materiały kompromitujące wielu radzieckich dowódców, inspirując Stalina i jego współpracowników do podjęcia decyzji, w wyniku których znaczna część radzieckiej kadry wojskowej została zlikwidowana.

Niezależnie od podanego wyżej podziału, możemy zastosować nieco inny, dzieląc kanały sterownicze oddziałujące na strukturę przeciwnika w procesach walki informacyjnej na:

a) kanały informacyjne, których zadaniem jest zbieranie i przekazywanie do centrali kierującej walką, odpowiednich informacji – przede wszystkim o przeciwniku i jego otoczeniu;

b) kanały sterowniczo-dywersyjne, których zadaniem jest wywieranie wpływu na system przeciwnika, zwłaszcza zaś inspirowanie jednych a blokowanie innych decyzji i działań.

Obydwa rodzaje wymienionych wyżej kanałów mogą być tajne lub jawne. Np. agent wywiadu jest kanałem tajnym, zaś attaché wojskowy występujący oficjalnie – kanałem jawnym” 2 .

Uwagi końcowe

Na zakończenie powyższych rozważań warto zwrócić uwagę, że największe możliwości stosowania opisanych wyżej metod politycznej walki informacyjnej, ma aparat państwowy, który pod tym względem przewyższa wszelkie aparaty partyjne w systemie demokratycznym. Jest więc całkiem zrozumiałe, że partie, które po wyborach obejmują władzę, ulegają pokusie, wykorzystania aparatu państwowego w walce z przeciwnikami. Dla propagandowego uzasadnienia takich działań wykorzystuje się odpowiednie stereotypy, tłumacząc np., że konieczne jest oczyszczenie aparatu państwowego z agentów lub komunistów (argumentacja prawicy obejmującej władzę) lub koniecznością oczyszczenia tegoż aparatu z prawicowych oszołomów (argumentacja lewicy).

Tego rodzaju socjotechnikę działania obserwowaliśmy niejednokrotnie u różnych partii w Polsce w okresie ostatnich kilkunastu lat. Zjawiska te stanowią zawsze pewne – mniejsze lub większe – zagrożenie dla demokracji.

Obrona przed tego rodzaju zagrożeniami polega na przestrzeganiu zasady apolityczności aparatu państwowego, która jednak bardzo często nie była przestrzegana, stając się bardziej propagandowym stereotypem, niż faktyczną zasadą działania.

W systemach totalitarnych występuje dążenie do pełnego podporządkowania aparatu państwowego jedynej partii rządzącej – co obserwować było można w państwach podporządkowanych partiom marksistowskim. Natomiast w hitlerowskiej III Rzeszy wystąpił proces zlewania się aparatu partyjnego i państwowego.

Doc. Józef Kossecki

——————————-
1 Tekst został opublikowany w: Socjotechnika w polityce – wczoraj i dziś, Tom 2, A. Kasińska – Metryka, A. Kasowska – Pedrycz (red.), Wydawnictwo Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego, Kielce 2009, s. 113-117.
2 J. Kossecki, Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, Kielce 1997, s. 4-5.

Źródło: http://kotwicki.blogspot.co.uk/2012/03/myslenie-pojeciowe-myslenie.html

Rola propagandy w procesach manipulacji i walki informacyjnej - Józef Kossecki

Fragment książki „Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL” – Józefa Kosseckiego
https://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/09/wojinf2.pdf

3.3. Rola propagandy w procesach manipulacji i walki informacyjnej

Sukcesy hitlerowców wykazały, że zarówno dla walki informacyjnej, jak i wszelkich procesów sterowania i manipulacji w nowoczesnym społeczeństwie, zasadnicze znaczenie ma propaganda, której istotą jest planowe oddziaływanie na psychikę ludzi za pomocą odpowiednich bodźców informacyjnych, mające na celu wywołanie odpowiednich działań lub niedopuszczenie do działań niepożądanych, czy wreszcie ukształtowanie odpowiednich norm społecznych – takich jak np. norma posłuszeństwa wobec określonych ośrodków dyspozycji politycznej, lub poszanowanie odpowiednich autorytetów.
Jeżeli propaganda wywołuje działania ludzi – mówimy o jej oddziaływaniu motywacyjnym, natomiast gdy wpływa na kształtowanie norm społecznych – mamy do czynienia z jej oddziaływaniem wychowawczym.
O powodzeniu propagandy – oprócz oczywiście środków materialnych – decyduje jej socjotechnika.
Dla wywierania wpływu na psychikę i działania ludzi poprzez wzbudzanie emocji, bardzo istotne znaczenie ma wykorzystywanie w propagandzie stereotypów funkcjonujących w społeczeństwie lub tworzenie nowych.
Stereotypy według W. Lippmanna, autora teorii stereotypizacji, są to uproszczone, standaryzowane wyobrażenia o zjawiskach społecznych, które są przyswajane i automatycznie odtwarzane, gdy tylko zaistnieją odpowiednie «bodźce». Istota rzeczy – według W. Lippmanna – leży w tym, że realna rzeczywistość jest zbyt skomplikowana dla przeciętnego człowieka. Musi on w myśli przetwarzać otaczające go środowisko według prostego modelu, tzn. tworzyć stereotyp. Stereptypy dla przeciętnego masowego człowieka są «wygodnym» i «ekonomicznym» narzędziem myślenia, które pomaga wprowadzić do niewyraźnego, chaotycznego obrazu świata jakiś sens i stabilizację. Stereotypy rządzą całym procesem percepcji przeciętnego człowieka, z góry określając jego sądy, opinie i oceny. Ustalają one określone obiekty jako obce mu lub znajome, działają w charakterze bodźców wywołujących określone uczucia (sympatii lub antypatii), gdy tylko ich posiadacz styka się z czymś, co powoduje jakiekolwiek skojarzenie z tymi stereotypami.
Trwałe i występujące w skali masowej stereotypy są wynikiem bodźców działających na społeczeństwo przez odpowiednio długi okres czasu, a ponadto bodźców odpowiednio silnych i niezbyt odległych w czasie (w przeciwnym bowiem razie bodźce mogą ulec zapomnieniu). Np. w pokoleniu, które przeżyło wojnę, wskutek związanych z nią silnych, długotrwałych i masowych negatywnych przeżyć, wytwarza się negatywny jej stereotyp; jeżeli jednak przez odpowiednio długi okres czasu panuje pokój, wówczas w młodych pokoleniach, które same nie przeżyły wojny, ten negatywny stereotyp może ulec osłabieniu, a nawet zanikowi.
Wszelkie bodźce (w tym również komunikaty propagandowe), które oddziałują na społeczeństwo, są niejako filtrowane przez odpowiedni, wytworzony historycznie układ skojarzeń, który tworzy tzw. kod społeczno-kulturowy.
Podstawowymi, niejako organizującymi elementami kodu społeczno- kulturowego są stereotypy. Stanowią one coś w rodzaju standardowych szablonów, będących układem odniesienia i filtrem, dla wszelkich bodźców i niesionych przez nie informacji o otoczeniu, służąc do ich identyfikacji i oceny.
Stereotypy rozpowszechniane są przede wszystkim za pośrednictwem języka. Mają one postać uproszczonych uogólnień, o charakterze nie tylko poznawczym ale i wartościującym, wspólnych dla określonej grupy ludzi (np. narodu). Człowiek przyswaja je już w dzieciństwie, ucząc się odpowiednich słów, które występują zarówno jako pojęcia – mające charakter czysto poznawczy, jak i stereotypy. Np. w okresie II wojny światowej, w narodzie polskim słowo Niemiec występowało nie tylko jako pojęcie oznaczające członka określonego narodu, ale również jako stereotyp okupanta, wroga.
Stereotypy są dość trwałe i trudne do zmiany. Propaganda musi się do nich dostosowywać i dopiero wykorzystując te, które istnieją w danej społeczności, może budować ewentualnie nowe – pożądane. Istniejące stereotypy może praktycznie naruszyć nie tyle propaganda, ile materialne fakty, które je podważą.
Podstawowe stereotypy każdej grupy społecznej służą do odróżniania swoich od obcych, wrogów od przyjaciół odgrywając zasadniczą rolę w konstytuowaniu i utrzymywaniu trwałości grupy. W narodach odpowiednie stereotypy stanowią elementy tradycji. Np. u Polaków funkcjonuje określony stereotyp Niemca, Rosjanina, Żyda, wśród Żydów stereotyp goja.
Stereotypy mogą też służyć do blokowania odbioru informacji niepożądanych lub niebezpiecznych dla danej grupy społecznej, niejako impregnując przeciw takim informacjom – np. pochodzącym od wroga. Analogicznie mogą też ułatwiać odbiór informacji pożądanych i korzystnych dla danej grupy – np. pochodzących od własnych
przywódców.
Autorytet określonych osób czy instytucji może być również rozumiany jako pewien stereotyp.
Ta sama informacja, w zależności od tego, jaki kod społeczno-kulturowy (czyli układ stereotypów), funkcjonuje w danym społeczeństwie, może wywołać całkiem różne reakcje ludzi. Jeżeli np. w społeczeństwie funkcjonuje stereotyp policjanta, który jest obrońcą i opiekunem obywatela – jak to ma miejsce w narodzie angielskim – wówczas informacja o tym, że ktoś współpracuje z policją, wywoła reakcje pozytywne wobec danego osobnika; odwrotnie, jeżeli w danym społeczeństwie funkcjonować będzie stereotyp policjanta, który jest przedstawicielem władzy, działającej wbrew interesom większości tego społeczeństwa – jak to miało miejsce np. w schyłkowym okresie historii PRL – wówczas analogiczna informacja dotycząca współpracy danego osobnika w policją, wywoła reakcje negatywne. Różne ugrupowania opozycji działające w PRL, starały się w związku z tym w swej propagandzie oskarżać przeciwników o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Metoda ta przetrwała PRL i jest nadal stosowana w III RP.
Stereotypy odgrywają też bardzo istotną rolę przy ocenie poszczególnych źródeł informacji, a zwłaszcza ich wiarygodności. Jeżeli dane źródło informacji wywoła u odbiorców skojarzenia ze stereotypami sił społecznych, organizacji czy osób wrogich lub obcych wobec nich, wówczas odbiór wszelkich informacji z tego źródła będzie bardzo utrudniony, a nawet może zostać całkowicie zablokowany. Odwrotnie, jeżeli dane źródło informacji wywoła skojarzenia z siłami społecznymi, organizacjami lub osobami przyjaznymi w stosunku do danego społeczeństwa, czy wręcz swymi własnymi, wówczas odbiór wszelkich informacji z tego źródła – nawet jeżeli byłyby one nieprawdziwe – będzie bardzo ułatwiony, a może być nawet całkiem bezkrytyczny. Przykładów dostarcza nam historia polityczna PRL, zwłaszcza zaś okresy tej historii, gdy społeczeństwo traciło zaufanie do oficjalnej partyjno-państwowej propagandy, korzystając chętnie ze źródeł zagranicznych. Ze zjawiskami tego rodzaju musi się liczyć propaganda.

Charakter stereotypów funkcjonujących w danym społeczeństwie zależy przede wszystkim od dwu czynników:
a)   od typu motywacji dominujących w tym społeczeństwie, a zwłaszcza w klasach czy warstwach społecznych, które mu przewodzą – czyli w jego elicie;
b)   od historii tego społeczeństwa.
Podstawowy stereotyp w każdym społeczeństwie – to stereotyp człowieka należącego do jego elity (czyli wyższej klasy). Stanowi on wzorzec osobowy organizujący postawy społeczeństwa i odgrywa zasadniczą rolę kulturotwórczą.

W polskim narodzie dominują motywacje etyczno-ideologiczne z wyraźną przewagą etycznych – tzn. ideologię ocenia się przez pryzmat etyki, a nie na odwrót – oraz motywacje witalne – czyli socjalno-bytowe, z motywacjami witalnymi łączy się też dążenie do władzy i awansu społecznego za wszelką cenę. Słabe są natomiast motywacje prawne i czysto ekonomiczne – o czym zresztą najlepiej świadczy stan naszej gospodarki i nasz system prawny.
Na bazie tych motywacji nasza historia wytworzyła trzy podstawowe stereotypy funkcjonujące w naszym narodzie: stereotyp rycerski, stereotyp męczennika i stereotyp szlachecki.

Stereotyp rycerski – to stereotyp człowieka, który opanowuje motywacje niższe – czyli przede wszystkim witalne (strach przed utratą zdrowia, życia lub różnych dóbr potrzebnych do życia) – w imię motywacji wyższych – etyczno-ideologicznych. Mniej ważna jest przy tym skuteczność działania, decydujące znaczenie mają motywy ideowo-moralne. Np. zgodnie z tym stereotypem bardzo wysoko oceniany był każdy żołnierz czy bojownik walczący o dobrą sprawę, bez względu na to czy jego walka miała szanse powodzenia i czy odniosła pożądany skutek; nic więc dziwnego, że w Polsce byli i są wysoko oceniani żołnierze nieudanych powstań narodowych, mimo, że ich skutkiem było pogłębianie tragedii narodu.
Stereotyp męczennika to jakby wyższy szczebel stereotypu rycerskiego – męczennik to ktoś, kto nie tylko opanowuje niższe motywacje w imię wyższych, ale świadomie cierpi lub ginie za dobrą sprawę. W związku z tym najwyższą ocenę i autorytet w naszej historii uzyskiwali więźniowie polityczni, zesłańcy i polegli żołnierze lub bojownicy za dobrą sprawę.
Gorszym natomiast wydaniem stereotypu rycerskiego jest stereotyp szlachecki – jest to stereotyp człowieka, który uzyskał uznany awans społeczny, gwarantujący mu wyższą pozycję niezależnie od rezultatów jego działań, co więcej, pozycję, którą może przekazać swoim dzieciom. Sposób zdobycia tej pozycji – czyli awansu społecznego – jest przy tym mniej ważny.
Szlachectwo w heroicznym okresie rycerstwa zdobywano na polu chwały za zasługi wojenne, ale potem również za zasługi cywilne, nie zawsze najwyższej klasy, w końcu na niektórych dworach po prostu kupowano tytuły szlacheckie. Szlachectwo w Polsce raz uzyskane było dożywotnie i dziedziczne (wyjątek stanowiło szlachectwo osobiste uzyskiwane przez biskupów i profesorów uniwersytetów nie pochodzących w rodów szlacheckich, które nie było dziedziczne). Posiadanie szlachectwa w dawnej Polsce było całkowicie niezależne od tego np. jak się gospodarowało na swoim majątku – zbankrutowany szlachcic zachowywał swe przywileje stanowe. Tylko niegodziwe postępowanie mogło prowadzić do utraty pozycji społecznej związanej ze stanem szlacheckim.

W społeczeństwie angielskim, a także amerykańskim, dominują motywacje ekonomiczne. Powstał więc w narodach anglosaskich stereotyp biznesmena – tzn. stereotyp człowieka, który swą wyższą pozycję społeczną zawdzięcza skuteczności swych działań w sferze gospodarczej, przy czym pozycja ta jest ściśle związana z wynikami tych działań – wprawdzie majątek można odziedziczyć, ale jeżeli biznesmen źle gospodaruje swym majątkiem, wówczas bankrutuje i traci całą swą pozycję społeczną, nie zachowując żadnych przywilejów.
W narodzie żydowskim silne są motywacje ideologiczne i prawne. Na bazie tych motywacji powstał u Żydów stereotyp uczonego rabina, którego autorytet wynika ze znajomości świętych ksiąg religii żydowskiej (prawa objawionego) i umiejętności ich interpretacji. Stereotyp ten funkcjonuje niejednokrotnie również u tych Żydów, którzy porzucili swą religię – np. bardzo często Żydzi marksiści traktowali Marksa w sposób podobny jak rabini proroków, a naukę marksistowską uprawiali w formie egzegezy pism Marksa i innych klasyków marksizmu.
Ponieważ stereotypy są dość trwałe – praktycznie mogą się zmieniać pod wpływem bodźców silnych lub wielokrotnie powtarzanych w odpowiednio długim okresie czasu – zatem rola propagandy w procesach manipulacji i walki informacyjnej, polega głównie na ich wykorzystywaniu. Ciekawych przykładów dostarcza nam w tej dziedzinie historia PRL.
Już w pierwszym okresie powojennym oficjalna propaganda partyjno- państwowa PRL działała wbrew stereotypowi rycerskiemu i stereotypowi męczennika
(zwłaszcza po 1948 roku). Potępiano Armię Krajową, prześladowano jej żołnierzy (używano przy tym osławionego hasła: AK – zapluty karzeł reakcji); w prasie, radiu i kronikach filmowych publikowano sprawozdania z procesów nie tylko żołnierzy AK, polskich formacji wojskowych na Zachodzie czy antykomunistycznego podziemia w Polsce, ale nawet żołnierzy Armii Ludowej i Ludowego Wojska Polskiego. Funkcjonujące w naszym narodzie stereotypy – rycerski i męczennika – blokowały odbiór oficjalnej propagandy, wydatnie zmniejszając jej skuteczność. Sytuację tą po mistrzowsku wykorzystywała propaganda zachodnia, zwłaszcza zaś Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa, której audycje były znakomicie dostosowane do polskiego kodu społeczno-kulturowego.

Jedynym stereotypem, który w dużym stopniu był skutecznie wykorzystywany przez oficjalną propagandę PRL, był stereotyp szlachecki w swojej socjalistycznej mutacji – tzn. w formie stereotypu awansu społecznego. Propaganda partyjno- państwowa w okresie powojennym przedstawiała i zachwalała różne rodzaje awansu społecznego. Jako awans społeczny przedstawiano przeniesienie się ze wsi do miasta, zdobycie wykształcenia pozwalające na uzyskanie statusu inteligenta (co zresztą było całkowicie sprzeczne z ideologią marksistowską, która klasę robotniczą, a nie inteligencję uważa za hegemona w ustroju socjalistycznym), zajęcie stanowiska kierowniczego (nawet bez odpowiedniego wykształcenia), a także uzyskanie pracy w pewnych zawodach i instytucjach (głównie związanych z aparatem władzy).
Tego rodzaju propaganda była niewątpliwie skuteczna – trafiała bowiem w stereotyp szlachecki, głęboko zakorzeniony w psychice Polaków, nawet tych, którzy mieli lewicowe czy wręcz komunistyczne przekonania. Do dziś wielu ludzi – zwłaszcza należących do starszego i średniego pokolenia – traktuje socjalizm, a nawet komunizm, nie tyle jako ustrój sprawiedliwości społecznej, w którym nie powinno być klas, warstw społecznych czy zawodów wyższych i niższych, lecz raczej jako ustrój, który zapewnił im i ich rodzinom awans do wyższej warstwy społecznej. Nic więc dziwnego, że osławiona instytucja nomenklatury była traktowana w PRL jako instrument zapewniający dożywotnio wyższą pozycję społeczną. Przedstawiciele nomenklatury starali się też – najczęściej skutecznie – by wyższą pozycję zapewnić swym dzieciom i krewnym. O żywotności stereotypu szlacheckiego w naszym narodzie świadczy też fakt, że antykomuniści, którzy w okresie gdy byli w opozycji bardzo ostro krytykowali instytucję nomenklatury, po zdobyciu władzy sami zaczęli bardzo szybko przejawiać analogiczne zachowania tworząc własną nomenklaturę.
Równocześnie w PRL indoktrynację marksistowską uprawiano w formie egzegezy pism klasyków marksizmu-leninizmu, do której były powołane określone osoby – kierownictwo partyjne, lektorzy komitetów partyjnych różnych instancji, profesorowie marksizmu-leninizmu. Było to skuteczne w stosunku do tej części populacji żydowskiej, która miała lewicowe przekonania, gdyż – mimo oderwania się od judaistycznych korzeni – funkcjonował w niej stereotyp uczonego rabina, natomiast było nieskuteczne lub w najlepszym wypadku odnosiło skutek nietrwały, w stosunku do zdecydowanej większości polskiej populacji – okazało się to wyraźnie już w 1956 roku.
Jak długo funkcjonował w świadomości mas model awansu społecznego, marksizm był przyjmowany jako ideologia, która się kojarzyła z tym awansem lub przynajmniej jego możliwością. Jednakże po pewnym czasie możliwości przyspieszonego awansu społecznego w skali masowej znacznie się zmniejszyły, a w wielu dziedzinach wręcz zablokowały, PRL-owska propaganda musiała więc wykorzystać jakieś produkty zastępcze, które chociaż w pewnym stopniu pozwalałyby eksploatować dalej stereotyp szlachecki. Wykorzystano dwa takie produkty zastępcze: przynależność do PZPR oraz wyższe wykształcenie.
Ponieważ przy obejmowaniu określonych stanowisk wymagana była rekomendacja partyjna, którą oczywiście łatwiej mogli otrzymać członkowie PZPR, więc nic dziwnego, że przynależność partyjna mogła być traktowana jako coś w rodzaju współczesnego szlachectwa. Rezultat był jednak taki, że do PZPR wstępowało coraz więcej oportunistów i karierowiczów, co dało znać o sobie podczas kryzysu w latach osiemdziesiątych.
Zaczęto też wyższe wykształcenie, jak również stopnie i tytuły naukowe traktować jako coś w rodzaju współczesnego szlachectwa. Rezultat okazał się jednak tragiczny dla rozwoju samej nauki w Polsce i dla funkcjonowania zawodów, do których wykonywania konieczne jest wyższe wykształcenie, bowiem mury uczelni zaczęły szturmować tłumy ludzi, którym nie tyle zależało na zdobyciu wiedzy, umiejętności czy zawodu, ile na zdobyciu za wszelką cenę dyplomu, stopnia lub tytułu naukowego, który – ich zdaniem – zapewnia uzyskanie wyższej pozycji społecznej (i to dożywotnio, gdyż można praktycznie nie brać pod uwagę możliwości odebrania tytułu czy stopnia naukowego w Polsce w ciągu ostatniego półwiecza). Nastąpiła w związku z tym inflacja społecznej wartości tytułów i stopni naukowych, a w dodatku możliwości ich zdobywania były – mimo wszystko – ograniczone i w związku z tym propaganda, która swe manipulacje opierała na wykorzystywaniu stereotypu szlacheckiego w nowym wydaniu, musiała stracić grunt pod nogami.
Rosły rzesze niezadowolonych, którym nie udało się uzyskać awansu społecznego, stwarzało to dogodny grunt dla propagandy opozycji politycznej, która w prowadzonej przez siebie walce informacyjnej zaczęła skutecznie wykorzystywać właśnie stereotyp szlachecki – czyli obiecywać awans społeczny.
Swego czasu celował w tym KSS KOR

Na początku 1981 roku, w czasopiśmie Wolne Związki Zawodowe jeden z założycieli Solidarności we Wrocławiu – Leszek Skonka, opublikował artykuł pt. Nie mylić KOR-u z Solidarnością w którym stwierdził: KOR cały czas tłumaczy członkom związku, że w Polsce dopiero będzie dobrze, gdy «Solidarność», czyli w konsekwencji KOR, przejmie władzę w kraju. Już dziś wszystkim wspierającym jego poczynania KOR obiecuje stanowiska ministrów, ambasadorów, sędziów, wojewodów, dyrektorów, rektorów, tytuły naukowe, mandaty poselskie i pieniądze. Jest to zapewne naiwne i groteskowe, gdy się na to patrzy z daleka, ale z bliska wygląda zupełnie wiarygodnie, tym bardziej, że KOR czas do objęcia władzy liczy na dni, a nie na miesiące czy lata.
Toteż wielu działaczy związkowych głęboko wierzy, że dzięki KOR-owi odmieni swój los, przestanie być kierowcami, ślusarzami, szeregowymi urzędnikami, słowem pospolitymi, szarymi ludźmi i stanie się ekscelencjami, dlatego tak gorliwie i bezmyślnie popierają tę grupę politycznąD.
Propaganda opozycji politycznej w PRL wykorzystywała też szeroko stereotyp męczennika. Aresztowania i procesy działaczy opozycyjnych, a tem bardziej śmiertelne ofiary, były wykorzystywane propagandowo w walce politycznej. Tłumaczono opinii publicznej, że prześladowani działacze opozycji walczą i cierpią za dobrą sprawę. Niejednokrotnie zdarzało się nawet, że poszczególnym działaczom opozycyjnym (zwłaszcza w latach siedemdziesiątych) zależało na tym, aby zostać na krótko aresztowanym i dostać się do więzienia. W 1989 roku podczas kampanii wyborczej, poszczególni działacze opozycyjni licytowali się wręcz, kto z nich więcej czasu spędził w więzieniu.
O tym, jak dobrze zarówno opozycja polityczna w PRL, jak ośrodki programujące działalność propagandową prowadzoną z Zachodu, znały polski kod społeczno-kulturowy i funkcjonujące w naszym narodzie stereotypy, świadczyć może również fakt, że zarówno propaganda wspomnianej opozycji, jak i wspierających ją ośrodków działających na Zachodzie, bardzo ostro atakowały tych – stosunkowo zresztą nielicznych – twórców, którzy opowiadając się po stronie władz PRL (a ściśle narodowej frakcji w tych władzach), umieli w swej twórczości pozytywnie wykorzystywać stereotyp rycerski i stereotyp męczennika. Jako przykład mogą tu służyć znany reżyser Bogdan Poręba oraz wybitny aktor Ryszard Filipski.
Najczęściej zresztą oficjalna propaganda PRL – zwłaszcza w latach osiemdziesiątych – nie umiała wykorzystywać funkcjonujących w naszym narodzie stereotypów, natomiast posługiwała się argumentacją ekonomiczną i prawną w sytuacji, gdy właśnie motywacje prawne i ekonomiczne są stosunkowo słabe w naszym narodzie.
Skuteczna nowoczesna propaganda musi się opierać – zarówno w procesach walki informacyjnej, jak i normalnych procesach sterowania społecznego – na dobrym rozpoznaniu kodu społeczno-kulturowego (tzn. przede wszystkim układu stereotypów) społeczeństwa, na które oddziałuje, oraz musi dostosować się do tego kodu, w przeciwnym bowiem razie może nie tylko nie wywołać pożądanego skutku, ale nawet spowodować skutki przeciwne do zamierzonych, otwierając zarazem pole dla manipulacji propagandy przeciwnika.
W działalności propagandowej należy się zawsze liczyć z tym, że na postępowanie ludzi wpływa nie tylko sama informacja, którą się im dostarcza, ale również skojarzenia, które u odbiorców wywołuje; jeżeli zaś chodzi o społeczną ocenę źródła komunikatów propagandowych, to zależy ona nie tylko od emitowanych przez nie komunikatów, ale również i od wytworzonego w społeczeństwie obrazu tego źródła – czyli swoistego stereotypu.
Rola propagandy w procesach sterowania społecznego w ogóle, a w procesach manipulacji i walki informacyjnej w szczególności, nie sprowadza się tylko do wykorzystywania kodu społeczno-kulturowego społeczeństwa, na które się oddziałuje. Skuteczna propaganda powinna stosować jeszcze wiele innych, szczegółowych metod socjotechniki, z których poniżej omówimy przykładowo kilkanaście najważniejszych, które były wykorzystywane w trakcie walki informacyjnej prowadzonej w PRL.
Metoda odcinania od pewnych informacji i ich źródeł ma na celu niedopuszczenie do odbiorców, informacji niepożądanych z punktu widzenia propagandysty. Najbardziej chyba rozpowszechnionym sposobem stosowania tej metody jest wprowadzenie cenzury lub odpowiedniej bezpośredniej selekcji informacji przekazywanych przez propagandę.
Np. w PRL istniał specjalny urząd państwowy, który zajmował się kontrolą wszelkich mediów – nie tylko RTV i prasy ale nawet widowisk. Do tego urzędu odpowiednie instytucje partyjne i państwowe zgłaszały tzw. zapisy dotyczące tematów, których nie należało poruszać w mediach, a także osób, których żadnych dzieł nie wolno było rozpowszechniać. Ponadto redaktorzy naczelni robili w swoim zakresie selekcję informacji. PRL-owska cenzura miała charakter prewencyjny – każdy tekst przed publikacją musiał uzyskać aprobatę cenzury, gdy został przez nią zatrzymany, obciążał konto redaktora naczelnego, który go w swoim zakresie nie zatrzymał. Prowadziło to do powstania nieoficjalnej cenzury redakcyjnej – jeszcze ostrzejszej niż oficjalna państwowa, gdyż redaktorzy naczelni i ich współpracownicy na zapas blokowali wiele informacji. Ten ostatni przejaw nieoficjalnej cenzury, której istotą jest selekcja i blokowanie pewnych określonych informacji na szczeblu redakcji, funkcjonuje w III RP – np. w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych centralne publikatory zaczęły blokować informacje na temat działalności Partii X.
Cenzura prewencyjna czy bezpośrednia selekcja i blokowanie informacji – to najbardziej prymitywny sposób stosowania opisywanej tu metody. Nieco mniej prymitywnym jej przejawem jest odcinanie informacji nie w sposób bezpośredni lecz przez dyskredytowanie jej źródeł – najczęściej wykorzystuje się przy tym negatywne stereotypy. Ten sposób stosowany był np. przez demokratyczną opozycję w PRL, która dyskredytowała PRL-owskie media rzucając np. hasło prasa kłamie lub telewizja kłamie. W tym wypadku odbiorca komunikatów może mieć przeświadczenie, że samodzielnie podejmuje decyzje o bojkocie pewnych źródeł informacji.
Jeżeli chcemy obronić się przed opisaną wyżej manipulacją informacyjno- propagandową, wówczas musimy pamiętać, że należy korzystać z wielu źródeł informacji, a każdy, kto nam blokuje dopływ informacji lub chce w jakikolwiek sposób odciąć od pewnych jej źródeł, jest podejrzany o to, że chce nami manipulować.
Metoda oczekiwanego nośnika propagandy polega na tym, że komunikaty, które są nośnikiem treści propagandowych muszą bezbłędnie trafiać w oczekiwania odbiorców.
Jako przykład zastosowania tej metody do sterowania opinią publiczną w walce informacyjnej, można wskazać fachowo zorganizowaną propagandę słynnego Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość (DiP) Działacze tego Konwersatorium – a zwłaszcza utalentowany dziennikarz Stefan Bratkowski – wiedzieli dobrze, że nasze społeczeństwo pod koniec lat siedemdziesiątych, jak również w latach osiemdziesiątych, oczekiwało na krytykę polityki prowadzonej najpierw przez ekipę Edwarda Gierka, a następnie Wojciecha Jaruzelskiego. W związku z tym DiP w swych kolejnych elaboratach z ostrą krytyką polityki prowadzonej przez kierownictwo PRL, a przy okazji tej krytyki prezentował różne koncepcje reform i oczywiście reklamował swój zespół. Różne koncepcje opracowane przez DlP były dość skomplikowane i same w sobie nie zawsze w pełni zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy komunikatów propagandowych, ale ponieważ nośnik propagandy został dobrze dobrany, więc DiP odniósł wielki sukces propagandowy.
Metoda szybkiej informacji polega na tym, aby docierać do odbiorcy szybciej niż przeciwnik. W walce informacyjnej ten, kto do odbiorcy dociera pierwszy, z informacją na określony temat, ma zawsze tę przewagę, że dostarczona przez niego informacja stanowi układ odniesienia dla następnych, a także najczęściej silniej zapada w pamięć odbiorcy.
Oficjalna propaganda PRL-owska była z reguły dość ociężała i pozwalała się ubiegać przeciwnikom, którzy mogli w związku z tym narzucać własną wersję i interpretację zdarzeń.
Metoda zgodności informacji podawanych przez propagandę z potocznym doświadczeniem odbiorców komunikatów propagandowych opiera się na tym, że informacje podawane przez propagandę mają tym większe szanse przyswojenia przez społeczeństwo, im bardziej będą zgodne z masowym społecznym doświadczeniem. Propaganda, której informacje potwierdza potoczne masowe doświadczenie, uzyskuje kredyt zaufania, dzięki któremu może sobie pozwolić na podawanie ewentualnych wiadomości nieprawdziwych, dotyczących spraw, których praktyczne sprawdzenie nie jest możliwe dla przeciętnego członka społeczeństwa.
Natomiast propaganda, która podaje informacje niezgodne z tym, co społeczeństwo może faktycznie stwierdzić w swym masowym doświadczeniu, naraża się na to, że w tym społeczeństwie wytwarza się jej negatywny stereotyp, utrudniający, czy wręcz blokujący odbiór wszelkich dostarczanych przez nią informacji (nawet gdyby były prawdziwe).
Jako przykład opisanego wyżej zjawiska można wskazać historię oficjalnej propagandy PRL-owskiej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W latach siedemdziesiątych (szczególnie w pierwszej ich połowie), gdy dobrobyt społeczeństwa wzrastał, tzw. propaganda sukcesu uprawiana przez ekipę E. Gierka, znajdowała potwierdzenie w masowym społecznym doświadczeniu i była pozytywnie odbierana przez społeczeństwo. Natomiast pod koniec lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych, gdy sytuacja gospodarcza zaczęła się pogarszać, a zwłaszcza gdy zaczęły się poważne trudności na rynku, społeczne masowe doświadczenie przeczyło informacjom podawanym przez oficjalną propagandę i społeczeństwo zaczęło się do niej odnosić negatywnie, stawała się ona coraz mniej skuteczna. Ci sami ludzie, którzy dawniej bezkrytycznie przyjmowali to, co podawała oficjalna propaganda partyjno- państwowa, nie chcieli jej już wierzyć nawet wtedy, gdy mówiła prawdę. Wskaźnikiem skuteczności propagandy partyjno-państwowej w PRL w rozpatrywanym okresie może być wzrost, a następnie spadek liczebności PZPR. W 1970 roku liczba członków i kandydatów PZPR wynosiła 2 mln. 320 tys., w latach siedemdziesiątych nastąpił wzrost tej liczby, która w 1979 r. wyniosła 3 mln. 79 tys.; w następnym roku nastąpiło zahamowanie wzrostu tak, że w 1980 r. PZPR liczyła 3 mln. 92 tys.; w 1981 r. liczba członków i kandydatów PZPR spadła do 2 mln. 691 tys. i spadała w dalszych latach osiągając w 1988 r. 2 mln. 132 tys..
Natomiast Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa w tym samym czasie podawała prawdziwe, łatwe do sprawdzenia przez przeciętnego słuchacza, informacje o trudnościach gospodarczych, zyskując sobie kredyt zaufania, a następnie mogła już podawać nie zawsze prawdziwe informacje na temat tego, że taki czy inny dygnitarz PRL-owski jest liberałem i zwolennikiem reform, a inny twardogłowym konserwatystą czy tzw. betonem partyjnym; przeciętny słuchacz RWE nie był w stanie sprawdzić tych informacji, nie mając dostępu do różnych dygnitarzy, przyjmował więc bezkrytycznie podawane na ich temat przez RWE opinie, na zasadzie zaufania, które zdobyła sobie u niego ta Rozgłośnia, sterująca skutecznie opinią publiczną w Polsce i prowadząca swoją określoną politykę personalną.
Metoda masowości i długotrwałości działania ma charakter dosyć trywialny, opiera się na tym, że ludzie łatwiej zapamiętują i przyswajają te informacje, które odpowiednio często z różnych źródeł słyszeli oraz które im stale przez odpowiednio długi okres czasu powtarzano. Powtarzanie informacji nie powinno być jednak zbyt
monotonne, długie i natarczywe, gdyż po przekroczeniu pewnego progu czułości, może wywołać u odbiorców znieczulenie na emitowane bodźce propagandowe (ten właśnie błąd popełniała często oficjalna propaganda PRL).
Tę metodę stosowała w sposób bardzo umiejętny propaganda zachodnia i opozycyjna w PRL. Np. zarówno Rozgłośnia Polska RWE, jak i inne rozgłośnie zachodnie, a także prasa opozycyjna w Polsce, wytrwale przez długi okres czasu, w skali masowej lansowały tezę o całkowicie spontanicznym charakterze procesu powstania i działania opozycji politycznej w PRL, a zwłaszcza Sblidarnościpw rezultacie teza ta bardzo szeroko rozpowszechniła się w naszym społeczeństwie, które w nią uwierzyło. Dopiero opublikowanie słynnych list Antoniego Macierewicza i dalsze związane z tym wypadki, a następnie opublikowanie słynnej książki znanego amerykańskiego publicysty Petera Schweitzera pt. VICTORY CZYLI ZWYCIĘSTWO, trochę tę wiarę osłabiły.
Metoda informacji pożądanej wykorzystuje prawidłowość psychologiczną polegającą na tym, że ludzie łatwiej przyjmują za prawdziwe i słuszne te twierdzenia i informacje, które odpowiadają ich pragnieniom i interesom. Propaganda stosująca tę metodę wykorzystuje dla swoich potrzeb swoiste rzutowanie różnych pragnień ludzkich na rzeczywistość. Na wykorzystaniu tej zasady opiera swą skuteczność m.in. propaganda demagogiczna, która – jak wiadomo – niejednokrotnie odnosiła duże sukcesy.
Np. L. Skonka stwierdził, że propaganda KSS HORDniejednokrotnie wykorzystywała tę metodę, obiecując swej klienteli niemal wszystko czego tylko pragnęła. W cytowanym wyżej artykule pisał na ten temat: Apologeci KOR-u tłumaczą związkowcom obecność KOR-owców w «Solidarności» koniecznością walki ze złym rządem i konserwą partyjną. Natomiast KOR – ich zdaniem – jest dobry, gdyż dąży do tego, aby ludzie jak najmniej pracowali, a jak najwięcej zarabiali. Kiedy KOR i Klub Doświadczenie i Przyszłość, przejmą władzę, to wówczas w Polsce nastąpi prawdziwy raj i osiągnie się go bez specjalnego wysiłku, bez pracy, dyscypliny społecznej, wyrzeczeń, a jedynie dzięki magicznym sztukom KOR-uD. Ludzie chętnie wierzyli w tego rodzaju piękne obietnice, gdyż odpowiadały one ich pragnieniom (prawdopodobnie wierzyło w nie również wielu działaczy KOR-u). Ta właśnie metoda była jedną z głównych socjotechnicznych tajemnic propagandowych sukcesów KSS HORD
Ludzie programujący oficjalną propagandę PRL, pozazdrościli sukcesów propagandystom KOR-u i zaczęli społeczeństwu obiecywać, że tzw. urynkowienie gospodarki zapewni ludziom dobrobyt, odnieśli jednak znacznie mniejsze sukcesy niż KOR, gdyż naród polski w latach osiemdziesiątych był już w znacznym stopniu znieczulony na oficjalną propagandę.
Metoda pobudzania emocjonalnego bazuje na tym, że w skali masowej (szczególnie w okresach napięć i kryzysów społecznych), propaganda odwołująca się do uczuć i wzbudzająca emocje u odbiorców, wykazuje przewagę nad propagandą operującą wyłącznie rozumową, racjonalną, suchą argumentacją.
Tę metodę wykorzystywała z powodzeniem w okresie PRL, propaganda opozycji politycznej w Polsce (a zwłaszcza propaganda SHolidarności)D, manipulując zręcznie, podsycanymi zresztą przez arogancję władzy, negatywnymi emocjami w stosunku do kierownictwa i aparatu partyjno-państwowego. Te negatywne emocje, powstały w wyniku nie tylko immanentnych cech ustroju, który panował wówczas w Polsce, czy nacisków moskiewskiej centrali, ale również w wyniku błędów popełnianych w ciągu długich lat przez ośrodki decyzyjne PRL.
Negatywne emocjonalne nastawienie społeczeństwa wobec władz PRL, było wykorzystywane również w walce konkurencyjnej toczącej się wewnątrz opozycji politycznej w Polsce. Np. swego czasu propaganda KOR-u niejednokrotnie pomawiała konkurentów o współpracę z PZPR lub z MSW. Był okres, w którym np. Leszek Moczulski i jego organizacja, byli przez KOR pomawiani o współpracę z MSW.
Do jakiego stopnia tego rodzaju metody walki dokuczyły innym ugrupowaniom ówczesnej opozycji, świadczyć może opublikowany w 1980 roku przez Socjalistyczną Agencję Wydawniczą (organ ugrupowania opozycyjnego występującego pod nazwą Polskich Socjalistów), artykuł Ireny Krasnal O etyce i moralności opozycji politycznej w którym opisano w następujący sposób metody stosowane przez KOR: standardowym oszczerstwem jest pomawianie o współpracę agenturalną z SB, ewentualnie z aparatem partyjnym. Interesującym szczegółem organizacyjnym tej sprawy jest, że jak to mieliśmy możność stwierdzić parę razy, plotki z tego rodzaju pomówieniami pojawiają się równocześnie w kilku przynajmniej większych miastach Polski. Są więc centralnie sterowane. Rejestrowaliśmy tego rodzaju kampanie oszczerstw przeciw kilkunastu już działaczom opozycji.
Metoda zrozumiałości komunikatu polega na tym, że komunikaty propagandowe muszą być zredagowane w języku zrozumiałym dla odbiorców – propaganda jest bowiem przeznaczona dla odbiorcy, a nie dla propagandysty, czy jego przełożonego.
Oficjalna propaganda PRL bardzo często ignorowała tę metodę i nadawała komunikaty zredagowane w sposób trudno zrozumiały dla większości odbiorców. Natomiast opozycja polityczna wykorzystywała tę zasadę – swego czasu celował w tym KOR. Jako charakterystyczny przykład można tu przytoczyć wyjątek z artykułu Jacka Kuronia pt. Ozy grozi nam interwencja?jnktóry został opublikowany w redagowanym przez działaczy KOR-u czasopiśmie RobotnikS 23 listopada 1980 roku, czytamy w nim m.in.:
OW Polsce rodzi się teraz wielki ruch społeczny, wiele ruchów – bo to przecież nie tylko związki zawodowe. Ludzie doprowadzeni do ostateczności dotychczasową polityką władz biorą swój los w swoje ręce. I nikt ich nie zatrzyma. Można piszczeć, żeby przestali, ale to nic nie pomoże.
Poza tym zatrzymać się teraz – znaczyłoby to skazać się na katastrofę, jako że system centralnego sterowania został już rozbity, a nie powstało jeszcze na jego miejsce nic nowego.
Może ktoś krytykować powyższy tekst jako prymitywny i demagogiczny, ale nikt nie zaprzeczy, że został on zredagowany w sposób jasny, w języku zrozumiałym dla zwykłych, prostych odbiorców, pobudzał też u nich odpowiednie – zamierzone przez Autora – emocje.
Metoda specjalizacji polega na tym, że skuteczna propaganda musi być odpowiednio zróżnicowana i dostosowana do poziomu, pojęć i oczekiwań różnych środowisk odbiorców, dla których jest przeznaczona.
Oficjalna propaganda PRL najczęściej adresowana była do tzw. przeciętnego odbiorcy – który jest właściwie tylko abstrakcyjnym pojęciem statystycznym. W rezultacie propaganda ta nie była odpowiednio skuteczna w stosunku do wielu środowisk, które odbiegały od przeciętnej – tzn. dla jednych odbiorców była za trudna, a dla drugich zbyt prymitywna.
Tymczasem metodę tą szeroko wykorzystywała opozycja – klasycznych przykładów dostarcza tu propaganda KOR-u. W okresie, gdy KOR rozpoczął przenikanie do środowisk katolickich i zależało mu na ich pozyskaniu, Adam Michnik napisał książkę pt. Dościół, lewica, dialog[(Wydaną w Paryżu), w której przedstawił się jako człowiek prawie nawrócony na katolicyzm.
Aby ułatwić sobie nawiązanie kontaktu z niepodległościowymi środowiskami kombatanckimi – zwłaszcza piłsudczykowskimi, oraz innymi środowiskami, w których postać Józefa Piłsudskiego była popularna, jak również w celu przygotowania przedpola dla propagandy KOR-u w tych środowiskach (zwłaszcza zaś w powstającym już wówczas środowisku neopiłsudczykowskim, które miało przed sobą duże perspektywy), A. Michnik napisał pracę pt. Mienie zapomnianych przodków której zadeklarował się niemal jako neopiłsudczyk.
Kanałem którym przenikała propaganda KOR-u do środowisk inteligenckich było Towarzystwo Kursów Naukowych – przekazywana tam propaganda miała formę paranaukową.
Dla środowisk robotniczych przeznaczone były takie czasopisma jak np. cytowany wyżej Dobotnikpw którym nie silono się na naukowość, lecz podawano informacje w języku prostym i łatwo zrozumiałym dla każdego.
Metoda stopniowania polega na tym, że propaganda, która ma wpłynąć na zmianę systemu pojęć danego społeczeństwa i przekształcić go zgodnie z założonym celem, który nie jest jeszcze przez nie przyjęty i akceptowany (a czasem może nawet być przez nie w ogóle nie znany), musi przyjąć jako punkt wyjścia system pojęć, który faktycznie w tymże społeczeństwie funkcjonuje oraz cele, które są przez nie akceptowane i dopiero stopniowo dokonując w nich zmian, sterować w określonym kierunku.
Tej metody nie stosowała oficjalna PRL-owska propaganda partyjno- państwowa w okresie 1948-1955 r., kiedy członkiem najwyższego kierownictwa partyjnego odpowiedzialnym za propagandę był Jakub Berman. Naród polski w tym czasie stosunkowo mało znał komunistyczną ideologię marksistowsko-leninowską, natomiast znał dobrze zbrodnie stalinizmu, o których dość dokładnie informowała go zarówno polska propaganda przedwojenna jak i propaganda podziemia związanego z naszym rządem londyńskim podczas wojny – był też w związku z tym negatywnie nastawiony do komunizmu (zwłaszcza w stalinowskim wydaniu). Tymczasem po 1948 roku rozpoczęto forsowną, szybką i masową indoktrynację stalinowsko-komunistyczną w takim tempie, że osiągnięcie pożądanego przez komunistów trwałego efektu stało się w tych warunkach faktycznie niemożliwe (co jest tym bardziej zrozumiałe, że Polacy mogli w tym okresie na własnej skórze odczuć dobrodziejstwa stalinizmu). Negatywny rezultat tej indoktrynacji ujawnił się w całej pełni już w 1956 roku (najbardziej wyraźnym tego dowodem były słynne wypadki poznańskie), a także w latach późniejszych.
Natomiast jako przykład skutecznego wykorzystania tej metody podczas walki informacyjnej, przytoczyć można działalność propagandową KOR-u, a w szczególności
Jacka Kuronia, który np. w opublikowanym w numerze 6 z 1980 roku Biuletynu Informacyjnego KSS KOR artykule pt. Co dalej? Stwierdził wyraźnie:
GOdyby dziś wysunąć hasła najdalej idące: niepodległości państwowej i demokracji parlamentarnej – co niewątpliwie zgodne jest z aspiracjami Polaków – to hasła takie nie pociągnęłyby szerokich rzesz społeczeństwa. Wokół takiego programu nie zorganizowałby się ruch, ponieważ w świadomości ogółu program taki jest nierealny. Dlatego w początkach ruchu wysuwać można tylko zadania bardzo ograniczone, minimalistyczne, odwołujące się nie tyle do aspiracji społecznych, ile do tego, co ludzie uważają za konieczne. Jeżeli jednak ludzie skupiają się wokół określonych – choćby najbardziej minimalistycznych – celów i zaczynają działać, wówczas ruch tworzy się i każdy jego sukces pomaga artykułować dążenia i cele coraz bliższe społecznych aspiracji.
(…) Im władza będzie słabsza, a przy tym – co niemal tożsame – mniej zdolna do przystosowania swej polityki do sytuacji, tym bardziej będzie się radykalizować ruch demokracji. Radykalizować, to w tym wypadku zwracać się wprost przeciw władzy, przeciw jej politycznym strukturom.
Tę metodę stosowała w pewnym okresie również propaganda zachodnia; np. Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europalpo 1956 roku głosiła tezę o naprawianiu ustroju socjalistycznego, a nie jego obalaniu. Potem dopiero zaczęto upowszechniać tezę o niereformowalności ustroju komunistycznego.
Metoda rzekomej oczywistości polega na tym, aby właściwą propagowaną tezę przemycać jako założenie rzekomo oczywiste, przy okazji dyskusji nad jakimś innym problemem, który w tym wypadku spełnia funkcję nośnika propagandy.
Tej metody prawie nie stosowała oficjalna propaganda PRL, natomiast bardzo często była ona wykorzystywana przez propagandę zachodnią, np. w celu kreowania określonych autorytetów. Przy okazji dyskusji, powiedzmy nad tematem autonomii wyższych uczelni, lub zmian dokonanych w Polsce na wysokich stanowiskach, podawano mimochodem, jako rzekomo oczywisty pewnik, że jakiś naukowiec jest Oybitnym uczonym o utrwalonej pozycji w nauce światowej DRzecz charakterystyczna, że unikano przy tym najczęściej jakiejkolwiek merytorycznej informacji dotyczącej faktycznego dorobku naukowego danego osobnika.
Ta metoda prawie zawsze okazywała się skuteczna, bowiem odbiorcy komunikatów propagandowych (nawet jeżeli sami byli naukowcami), zastanawiając się nad omawianym problemem – np. autonomii wyższych uczelni czy zmian personalnych – przyjmowali podawane mimochodem rzekomo oczywiste założenie – że taki czy inny osobnik jest Oybitnym naukowcemH jako prawdziwe, a nawet nie podlegające dyskusji.
Metoda niedopowiadania wszystkiego do końca polega na tym, że podawane informacje preparuje się i zestawia w taki sposób, aby odbiorca sam wyciągał (a właściwie dopowiadał) sobie określone wnioski, wynikające z tych informacji, mając przy tym poczucie, że doszedł do nich OimodzielnieD
Metodę tą zastosował swego czasu Goebbels – w okresie gdy hitlerowcy mieli trudności z rozbiciem komunistów w Hamburgu polecił, by przez pewien okres czasu w całej prasie niemieckiej w kronice kryminalnej, podawać wyłącznie informacje o przestępstwach dokonanych w Hamburgu; w rezultacie czytelnicy mieli samodzielnie
dojść do wniosku, że Hamburg – w którym silne są wpływy komunistyczne – to miasto kryminalistów.
Przy zastosowaniu tej samej metody urabia się od dawna w niektórych państwach zachodnich (zwłaszcza w USA), złą opinię Polakom, podając np. w kronice kryminalnej, tonem rzeczowym, informację, że sprawcą pobicia był Kovalsky, Polak lat 32 przy innej okazji, że pijacką burdę wywołał Novak, Polak, lat 24 licząc na to, że już sami czytelnicy dokonają twórczego uogólniającego odkrycia, że Polacy to naród składający się głównie z pijaków, awanturników i ludzi marginesu społecznego.
Analogicznych metod socjotechniki propagandy można oczywiście wyliczyć znacznie więcej, w tym miejscu ograniczyliśmy się do tych podstawowych, które były najczęściej stosowane w trakcie walki informacyjnej w Polsce lub wobec Polski, podczas zimnej wojny.
Trzeba w tym miejscu stwierdzić, że bardzo często wymienione wyżej metody, nie mogą być stosowane równocześnie. Np. wykorzystanie metody stopniowania, może w pewnych sytuacjach wykluczyć wykorzystanie metody emocjonalnego pobudzania; albo też w innej sytuacji, zastosowanie metody zgodności informacji podawanych przez propagandę z potocznym doświadczeniem odbiorców komunikatów propagandowych, może wykluczyć zastosowanie metody informacji pożądanej.
W takich wypadkach propagandysta musi się zdecydować, którą metodę zastosuje, a z której zrezygnuje.
Oczywiście, im więcej metod uda się zastosować w propagandzie, tym bardziej będzie ona skuteczna. W związku z tym stosuje się często pewne rozwiązania kompromisowe. Np. propagandysta, chcąc wykorzystać równocześnie metodę emocjonalnego pobudzania i metodę zgodności z potocznym doświadczeniem odbiorców, stosuje tzw. szarą propagandę, która zawiera pewne elementy prawdziwe – łatwe do potwierdzenia przez potoczne doświadczenie odbiorców, oraz pewne elementy nieprawdziwe – trudne do stwierdzenia doświadczalnego, a przy tym pobudzające określone emocje. Taką właśnie szarą propagandę stosowało niejednokrotnie po mistrzowsku zarówno Radio Wolna Europapjak i Radio SVobodaD
W analogicznym celu stosowana bywa również tzw. czarna propaganda, która podaje informacje całkowicie nieprawdziwe (trudne do sprawdzenia dla odbiorców), ale za to silnie pobudzające emocjonalnie. Jako przykład można tu wskazać drukowanie w pewnym okresie przez prasę zachodnią sfałszowanych pamiętników różnych dygnitarzy komunistycznych. Metodę tą stosowała również niejednokrotnie propaganda komunistyczna w PRL, wykorzystująca różne spreparowane przez Służbę Bezpieczeństwa tzw. fałszywki.
Istnieje również tzw. biała propaganda, która ogranicza się do podawania informacji prawdziwych, a tylko odpowiednio dobranych, zestawionych, eksponowanych lub nieakcentowanych czy wreszcie odpowiednio komentowanych. Tego rodzaju propagandę uprawiają poważne czasopisma lub oficjalne państwowe rozgłośnie radiowe i telewizyjne na Zachodzie – takie jak np. Głos Ameryki czy BBC.
Możliwości zastosowania poszczególnych metod socjotechniki propagandy mogą być również ograniczone różnymi względami pozapropagandowymi – przede wszystkim politycznymi, a także etycznymi, prawnymi itp. Odnosi się to przede wszystkim do propagandy oficjalnej (nie tylko państwowej).

Utworzony w 1937 r. Instytut Analizy Propagandy Uniwersytetu Kolumbijskiego opracował siedem następujących zasad socjotechniki propagandy:
1.   Dołączanie epitetów w celu dyskredytowania osób, idei, planów w celu wywołania uczucia uprzedzenia, strachu lub nienawiści bez obiektywnej oceny czy analizy. Np. w okresie zimnej wojny propaganda amerykańska często używała takich określeń jak: stalinowiec, ortodoks, beton partyjny.
2.   Piękne ogólniki – próby ukrycia lub wypaczenia zjawiska za pomocą słów oznaczających powszechnie aprobowane lub dezaprobowane wartości. Amerykański naukowiec S. Sargent ustalił, że takie słowa jak: Wolność, demokracja, patriotyzm,  dominacja, autokratyzm, dyktatura  wywołują określone emocje nawet wówczas, gdy są wyłączone z danego kontekstu i włączone w inny; w związku z tym propaganda często posługuje się nimi dołączając je do określonych zjawisk lub osób, które chce promować lub zdyskredytować – np. demokratyczna opozycja Oolny świat komunistyczna dyktatura.
3.   Ludowość polega na przyjmowaniu pewnych form obyczajowości ludowej, aby wykazać związki z osobowością prostego człowieka. amerykańscy działacze polityczni często biorą udział w regionalnych zabawach, widowiskach takich jak rodeo z użyciem takich akcesoriów jak kapelusz kowbojski czy indiański pióropusz; w programach Radia Wolna Europa używano takich zwrotów jak chłopom polskim szczęść Boże, odwoływano się też do przysłów ludowych.
4.   Powoływanie się na autorytety – O.) za pomocą cytatów często wyrwanych z kontekstu i powoływania się na osoby cieszące się prestiżem w danej społeczności próbuje się przenieść autorytet tych osób na inne osoby czy zjawiska. Dla uzasadnienia aktualnej polityki – wewnętrznej i zagranicznej w amerykańskiej propagandzie występuje skłonność do powoływania się na wielkich Amerykanów: Waszyngtona, Lincolna, Jeffersona.
5.   Aksjomatyczność dowodów – jest to chwyt obliczony na bezkrytyczne przyjęcie informacji (nawet nieprawdziwych) podanych w formie pewnika, który nie wymaga dowodu i nie podlega krytyce; np. kasz kandydat jest człowiekiem nieskazitelnym, godynym celem naszej polityki jest obrona pokoju.
6.   Owczy pęd – O.) oznacza głoszenie tezy, że wszyscy członkowie danej zbiorowości akceptują program propagandzisty, dlatego w imię grupowej solidarności każdy musi się z nim pogodzić. Powyższa technika znajduje szczególne zastosowanie w odniesieniu do różnych grup religijnych i mniejszości narodowych. W amerykańskich kampaniach sztaby wyborcze często posługują się sloganem «głosujcie na naszego kandydata, on na pewno zwycięży».
7.   Tasowanie kart – O.) ta technika polega na odpowiednim doborze oraz interpretacji argumentów. W celu wywołania pozytywnego lub negatywnego stosunku do danej osoby operuje się danymi statystycznymi i fikcyjnymi, twierdzeniami fałszywymi i prawdziwymi, argumentami logicznymi i nielogicznymi. Powyższa technika znalazła szczególne zastosowanie w odniesieniu do wszystkich interwencji zbrojnych USA.
Prace zapoczątkowane przez Instytut Analizy Propagandy kontynuowali inni badacze, którzy znacznie rozszerzyli istniejący katalog technik propagandowych. Duże zainteresowanie instytucji propagandowych wzbudziła technika pod nazwą «wędzony śledź» (Red Herring). Celem tej techniki jest skierowanie opinii publicznej na uprzednio założoną sferę problemową czy odwrócenie uwagi opinii publicznej od niewygodnej dla danego dysponenta propagandy problematyki. Wśród naukowych wniosków i osiągnięć, które wykorzystuje się w praktyce propagandowej, poczesne miejsce zajmuje «prawo pierwszeństwa», które sformułował F. H. Lund. Dotyczy ono uwarunkowania efektywności kolejnością propagandowych działań, każda pierwsza informacja o tym czy innym fakcie ma o wiele bardziej silny wpływ niż następna. Spośród wielu badań eksperymentalnych na szczególną uwagę zasługują prace zespołu prof. Hovlanda, które dokonały istotnych uściśleń i ograniczeń «prawa pierwszeństwa». Przyznając obiektywną realność temu prawu, badacze określają warunki, które wzmacniają wpływ «prawa pierwszeństwa» lub – na odwrót – osłabiają. Podstawowymi czynnikami osłabiającymi wpływ «prawa pierwszeństwa» są: poziom intelektualny słuchaczy, przekonania światopoglądowe, przekonania polityczne, szeroka informacja o istotnych problemach, prestiż źródła informacji.

Spróbujmy scharakteryzować powyższe czynniki.
1.   Wysoki poziom intelektualny słuchaczy predysponuje jednostkę do elastycznych postaw, co wyraża się w krytycznym podejściu do prezentowanych informacji, w odrzuceniu stereotypów opartych na tradycji i konserwatywnych ideach. (… )
2.   Człowiek posiada potrzebę zachowania zgodności między uznanymi przekonaniami, stąd też występuje tendencja do odrzucenia informacji, która jest sprzeczna z przyjętymi przekonaniami48.
3.   Szeroka informacja, czyli odpowiadająca społecznemu zapotrzebowaniu – może «negatywne odczucia spowodowane faktycznie istniejącym lub wyimaginowanym niebezpieczeństwem zlikwidować lub ograniczyć»”9.
4.   Wiele osób w przyjmowaniu informacji kieruje się faktem pochodzenia źródeł informacji. Jeżeli źródło cieszy się uznaniem, informacje przyjmuje się jako prawdziwe, jeżeli źródło takiego uznania jest pozbawione, informację uważa się za fałszywą.

Wśród czynników, które wzmacniają wpływ «prawa pierwszeństwa» można wymienić następujące:
1)   w wysokim stopniu jest utrudniona lub nie istnieje możliwość korzystania z innego źródła informacji względnie odmawia się korzystania z innych źródeł;
2)   wpływ następnych źródeł informacji jest opóźniony, gdyż występuje po długim okresie czasu, kiedy dana informacja uzyskała społeczną aprobatę;
3)   kiedy pierwsze źródło przekazało informację w trakcie danych wydarzeń, a następne źródła dostarczały informacji już po samych wydarzeniach.
Istotne znaczenie dla skuteczności propagandy ma również zasób informacji i dostęp do źródeł – jeżeli ludzie programujący propagandę dysponują szerokim asortymentem informacji i mają łatwy dostęp do ich źródeł, wówczas mogą działać bardziej skutecznie niż w wypadku braku takich możliwości. Efektywność propagandy zależy też w niemałym stopniu od zdolności i fachowego przygotowania propagandystów, wreszcie od wyposażenia technicznego.
Dopiero zgranie i łączne wykorzystanie wszystkich wymienionych wyżej czynników, a przynajmniej większej ich części, może zapewnić sukcesy w walce informacyjnej i manipulowaniu masami.
Rola propagandy w procesach manipulacji masami oraz w walce informacyjnej jest duża, ale jednak ograniczona – nie ona sama decyduje o sukcesach. Zasadnicze znaczenie – zwłaszcza na dłuższą metę – ma charakter podejmowanych przez ośrodki kierownicze decyzji, a także sposób ich wykonania. Jeżeli decyzje będą błędne lub nawet słuszne ale źle wprowadzane w życie, wówczas nawet najlepsza propaganda, na dłuższą metę nie będzie skuteczna.
Z drugiej strony, w walce informacyjnej, propaganda może być wykorzystywana do dezinformowania przeciwnika i inspirowania jego błędnych decyzji, które się następnie wykorzystuje (nie tylko propagandowo). Np. zachodnia propaganda odegrała pewną rolę w inspirowaniu decyzji kierownictwa PRL, dotyczących zakupu różnego rodzaju licencji i ciągów technologicznych z Zachodu – nie zawsze optymalnych, chociaż oczywiście nie była jedynym czynnikiem inspirującym te decyzje. W rezultacie Polska gospodarka uzależniła się technologicznie od Zachodu, w okresie restrykcji – po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce – spowodowało to określone negatywne konsekwencje, zaś propaganda zachodnia z dobrym skutkiem wykorzystywała złą sytuację gospodarczą PRL do krytykowania jej kierownictwa politycznego i ustroju.
Na dłuższą metę najlepsze wyniki uzyskuje propaganda, która wspomaga odpowiednie prawidłowe decyzje polityczne i gospodarcze, bowiem najlepiej nawet prowadzona propaganda nie jest w stanie na dłuższą metę uzyskać odpowiednich rezultatów, gdy postawi się przed nią zadanie ciągłego uzasadniania błędnych decyzji.
Ludzie zajmujący się programowaniem propagandy własnej nie powinni ulegać propagandzie przeciwnika i muszą być wyczuleni na jego inspiracje, które mogą być nieraz zręcznie kamuflowane. Starać się też powinni chronić własne kierownictwo przed podejmowaniem błędnych decyzji.

%d bloggers like this: